agulec ty ty xD
mata. Mój wstrętny suchar, matko ja to chyba w busie pisałam...
moje, bleh.
-To nasza pierwsza piosenka- szepnęłam, a łzy zaszkliły mi się w oczach.
-Twoja i Alexa, tak?
-Uchm...to było tak dawno temu, a ja wciąż pamiętam, jaką miał na sobie koszulę...- uśmiechnęłam się pod nosem, przypominając sobie jak cudownie wtedy wyglądał.
-Gdzie...tańczyliście?- pytał dalej Dżemy, próbując nawiązać ze mną jakikolwiek dialog.
-Mmmm...to była taka mała restauracyjka, ze ślicznymi kolorowymi lampionami, wiszącymi pod sufitem...pamietam, że było dość późno...oczywiście nie było żadnego parkietu, ale kiedy zaczęli ją grać w radiu wpadlismy na szalony pomysł i zaczęliśmy tańczyć koło naszego stołu...był wtedy taki spontaniczny...
-A teraz nie jest?
Pokręciłam tylko głową, poważniejąc natychmiastowo.
-Praca zmieniła go nie do poznania- powiedziałam cicho, wzruszając ramionami- Ale są też i plusy, stał się bardziej odpowiedzialny i...
-To on był kiedykolwiek nieodpowiedzialny?
Zaśmiałam się, przypominając sobie stare dobre czasy, kiedy Alex był jeszcze normalnym facetem.
-Wiesz co, jeżeli dalej będziemy gadać o tych sprawach to się rozkleję, a wiesz jak bardzo tego nie lubię- nawijałam, przemądrzałym głosem, klepiąc go lekko w ramię.
-Ok, koniec piosenki, idź do swojej żony, bo najwidoczniej śpi w najlepsze na moim Alexie- powiedziałam kiwając głową na Ann, która rzeczywiście, opierając się na ramieniu mojego męża, drzemała słodko, nie przejmując się zupełnie tym co się dzieje wokół niej.
-Hej! Śpiąca Królewno!- krzyknęłam jej do ucha, sprawiając, że automatycznie wyprostowała się, mamrocząc coś sennie pod nosem.
-Ja nie śpie...ja nie śpię...
-Yhy jasne. Jest już...o Boże...6 rano.- nie dowierzałam własnym oczom, jak ten czas zleciał! Rozejrzałam się po sali i zobaczyłam, że połowa gości już rozeszła się do swoich sypialni.
-Ok, chyba nikt nie będzie miał nam za złe, jak się stąd po cichutku zmyjemy- powiedziałam, ziewając głośno- Alex, błagam cię pomóż mi dojść do łóżka...- wymamrotałam sennie.
-Jak sobie pani życzy- Nie tego się spodziewałam. Już po chwili byłam w jego ramionach.
- Kochanie, ja jestem ciężka...- nie miałam nawet siły protestować, wtuliłam się w jego marynarkę i musiałam chyba na chwilę przysnąć, bo kolejnym obrazem jaki zobaczyłam przed swoimi oczami, była biała, mięciutka poduszka i oczy Alexa.
-Śpij- szepnął, otaczając mnie ramieniem.
-Yhym...- i odpłynęłam.
Obudziło mnie silne, światło słoneczne, które raniło moje oczy.
-Alex...matko kochana zasłoń te okna!- jeknęłam, naciągając na głowę kołdrę.
Która jest w ogóle godzina, gdzie ja jestem...nie bardzo jeszcze kontaktowałam, kiedy usłyszałam jak drzwi się otwierają i stanęła w nich Ann.
-Żyjesz...-mruknęła, będąc chyba w takim samym stanie, co ja.
-Nie bardzo, gdzie Alex...a James?
-Pojechali do domu, nakarmić zwierzaki. Powinni już wrócić, ale ciągle ich nie ma!
-Nie martw się...pewnie zatrzymali się koło jakiegoś baru na śniadanie...
-Sądząc po ich minach, nie zjedzą nic przez następny tydzień.
-Aż tak źle?- pokręciłam głową, zbierając się do łazienki.
-Muszę dzisiaj przypilnować Alexa!- krzyknęłam, szamocząc się z dżinsami, które jak na złość zrobiły się jakieś...za ciasne. Grrr. Nie powinnam tyle żreć na tym weselu.
-Dzisiaj kończy mu się urlop, więc od jutra znowu zaczyna się cały cyrk.
Samotne ranki, samotne popołudnia i krótkie, ale wspólne wieczory, podczas których Alex, siedzi zmęczony przy stole, a ja staram się go rozruszać jak mogę.
-No nic, sama tego chciałaś- myślałam- Nikt ci męża nie wybierał...nikt cię do tego nie zmuszał...
-A James kiedy wraca?
-Też jutro- mruknęła Ann, najwyraźniej będąc z tej perspektywy tak samo zadowolona jak i ja.
-Damy sobie radę. Razem- powiedziałam wesoło, całując ją w policzek.
W tym momencie wpadł do sypialni James, w rozpiętej kurtce i bez szalika.
-Jak ty łazisz!Przeziębisz się w końcu!- krzyknęłam.
Machnął tylko ręką, doklejając się do Ann.
-Przepraszam!Halo! Ja tu stoję!
-OK ok, chodźcie, jedziemy do domu- powiedział, patrząc w moją stronę.
-Nie, nie ja czekam na Alexa. Za chwilę powienien się tu zjawić, dogonimy was.
Pokiwali tylko głowami, pożegnaliśmy się i zostałam sama.
Słońce zaszło za chmury, ponury dzień wcale nie poprawiał mi humoru,. Byłam zmęczona i coraz bardziej zła. A do tego musiałam jeszcze zrobić zakupy w drodze powrotnej do domu. Nie miałam zamiaru nieść wszystkiego w rękach, ale najwidoczniej nie będę miała innego wyjścia, skoro mój mąż zaginął gdzieś w akcji!
-Czekam jeszcze 10 minut- mówiłam do siebie- I się stąd wynoszę.
Złapałam jeszcze za telefon, ale oczywiście nie mogłam się do niego dodzwonić.
- Szlag by cię...cholera.
Wzięłam kurtkę z łóżka i wymaszerowałam z restauracji, kierując się prosto na przystanek tramwajowy.
-Żeby mieć samochód i jeździć cholernym tramwajem...- warczałam do siebie.
- Alex ty dupku...
Zauważyłam, że ludzie dziwnie się na mnie patrzą...nie wiedziałam dlaczego, może dlatego, że iskry złości wręcz sypały mi się z oczu.
-Przesadziłeś, cholera...
Wpadłam do domu, obładowana torbami, padając z nóg. Alexa nigdzie nie było, telefon nie odpowiadał.
Zadzwoniłam więc do jedynej osoby, która jeszcze mi została.
-Ann...nie wiesz może gdzie jest Alex?
-Nie mam pojęcia...
Zaczęłam kląć na czym świat stoi, aż w końcu mi przerwała:
-Idziemy do pizzerii. Tam będziemy mogły spokojnie pogadać.
-OK. Zaraz będę.
Whistlerowa, jak zwykle w formie xD^^
Odłożyłam słuchawkę i weszłam do pokoju. James mnie nie zauważył tak był pochłonięty cholernymi skokami narciarskimi.
- pffff – prychnęłam i chwyciłam za kurtkę.
- nawet mnie nie zauważył…- mruczałam wciskając „O” w windzie.
Na dworze było przyjemnie chłodno. Śnieg zaczął sypać.
- jutro znowu będą zaspy – pomyślałam i udałam się w stronę pizzerii.
Nati czekała już w środku.
Nie było zbyt dużo ludzi.
Pokiwałam znajomemu za barem facetowi, którego pamiętałam z wesela i usiadłam naprzeciwko mojej przyjaciółki.
- co się stało?
- nie ma go…nie wiem gdzie jest…- mówiła sennie co w tą pogodę wzmagało we mnie chęć natychmiastowego położenia się do łóżka.
- pewnie go coś zatrzymało…- starałam się ją pocieszyć jednak nie przyniosło to oczekiwanych efektów
- taaaak zawsze go coś zatrzymuje…
- James nawet nie zauważył jak wyszłam – szepnęłam i zrobiłam taka sama minę jak ona
- jest jeszcze pod wpływem euforii związanej ze ślubem…przestań wyolbrzymiać problemy
Nic nie odpowiedziałam. Patrzyłam na płomień świeczki i myślałam o niczym.
Nati bawiła się solniczką.
- czy z nami jest cos nie tak? – zapytałam cały czas obserwując płomień
- chyba naszym mężom brakuje kilku kanapek do pikniku ale jak widać zupełnie się tym nie przejmują – rzuciła wywalając solniczkę i rozsypując sól po stole – cholera będzie kłótnia…- westchnęła i zdmuchnęła sól na podłogę.
Zamówiłam sobie gorącą czekoladę. Nie miałam jakoś specjalnie ochoty na jakiekolwiek jedzenie.
Po chwili usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi i poczułam chłodne powietrze na moich plecach.
- co ty odwalasz? – rzucił James stając obok mnie – dzień po ślubie a ty wychodzisz i nic mi nie mówisz?
- nie pytałeś – prychnęłam i wzięłam łyk mojej ukochanej czekolady
James patrzył na mnie dziwnym wzrokiem. Zdjął kurtkę i usiadł obok mnie.
- wytłumaczysz mi to?
- nie ma potrzeby…
- oczywiście, że jest!
Spojrzałam mu w oczy i…
- muszę do toalety – rzuciłam i pobiegłam w stronę łazienki
Oparłam się o zimną ścianę w toalecie i spojrzałam w lustro.
- tylko nie to…- wyszeptałam sama do siebie
Z zewnątrz słyszałam już jakieś krzyki.
Wyszłam z toalety i zobaczyłam Nati, która stoi nad Jamesem i drze się na niego.
- coś ty jej zrobił?!
- zgłupiałaś?! Siadaj i nie rób scen!
Usiadłam obok Jamesa i zamówiłam sobie kawę.
- skarbie już wszystko w porządku?
- nic mi nie jest to tylko…- nie zdążyłam dokończyć. Nati mi przerwałą
- to tylko ciąża James! – wykrzyknęła Nati
To było ponad jego siły. Widziałam to w jego oczach.
Patrzył na mnie tak martwo.
Nati rzuciła mi się na szyję odpychając Jamesa.
- gratuluje ci kochana. Tak bardzo się cieszę.
W moich oczach pojawiły się łzy.
- tylko on się nie cieszy…- szepnęłam jej do ucha
Nati spojrzała karcąco na Jamesa i rzuciła
- nie uściskasz żony?
Stał oparty o ścianę i nie dawał kompletnie żadnego znaku.
- będziesz miał dziecko!
- przestań się wydzierać! – krzyknął – czy to pewne? – zwrócił się do mnie
Patrzyłam na niego ze łzami w oczach….
- on go nie chce – myślałam – on nie chce tego dziecka…on mnie nie kocha
Znowu zawiało mi po plecach. Odwróciłam się i zobaczyłam alexa.
- hej! – pomachałam mu reka – chodź tutaj do nas!
- zgłupiałaś! – syknęła Nati
Obdarzyłam ją zimnym spojrzeniem
- cześć, ja…- pocałował mnie w policzek – dlaczego ty płaczesz?
Spuściłam wzrok. Nie chciałam mu odpowiadać.
Alex spojrzał na Jamesa i na Nati.
- co się dzieję? – zapytał zbity z tropu
- Ann jest w ciąży – wyszeptała Natalia nie patrząc mu w oczy
Poczułam na sobie wzrok alexa.
- no to gratuluje! – uściskał mnie mocno i spojrzał na Jamesa, który był jakby w innym świecie.
- a ty się nie cieszysz? – zapytał go nagle
James usiadł obok mnie i przytulił mocno. Ręką kazał usiąść i Nati i Alexowi.
- będzie dobrze – szepnął mi do ucha
Zrobiło mi się cieplej na sercu chociaż mimo wszystko czułam pewien lęk.
- w końcu – szepnęła Nati – ile ty masz lat? 30?
- to za wcześnie – skwitował James co wywołało lawinę moich łez
- jak za wcześnie?! Chciałbyś być ojcem mając lat 50?!
James spojrzał na alexa
- nie patrz tak na mnie! Nigdy nie byłeś ojcem więc nie wiesz jak to jest!
Przestałam płakać. Chyba przegiął. Zapanowała totalna cisza.
Słyszałam tylko szelest kurtki i słowa Nati
- dość…
Później już tylko trzask zamykanych drzwi…
- jak mogłeś…- wyszeptałam
- co? Ja?!
- wiesz, że starają się o dziecko! Jak mogłeś być tak nietaktowny!
Milczał. Wiedział, że powiedział za dużo.
- wracamy do domu…za dużo cyrku jak na jeden dzień…- rzuciłam i założyłam kurtkę
Home. Sweet home…
Może trzeba sobie kupić taka tabliczkę. Pomoże zapomnieć o złych chwilach.
Robiłam sobie właśnie herbatę gdy zadzwonił telefon
- pojechał gdzieś…- szlochała – nie wiem gdzie. Po prostu pojechał…
- przychodź do nas – rzuciłam i odłożyłam słuchawkę
Po 5 minutach siedzieliśmy w kuchni już razem.
- pojechał…
- sama tego chciałaś więc nie narzekaj – skwitowałam
- ale on pojechał…ja nie myślałam, że pojedzie…
- wypij…- podsunęłam jej kubek – dobrze ci zrobi
Dzwonek…
- o tej porze? – zwlekłam się z krzesła i poszłam otworzyć.
Moim oczom ukazał się przemarznięty alex
- mogę u was przenocować? – zapytał łamiącym się głosem
- jasne…eee…wejdź…
Nati nie czekała długo. Rzuciła mu się na szyję zanim zdążył wejść do przedpokoju.
- przepraszam…- szeptała
Oparłam się o ścianę i patrzyłam na to ich szczęście…
Nagle ktoś mnie objął
- już wiem jak będą mieć na imię – szepnął James
- kto?
- no nasze dzieci…
Spojrzałam mu prosto w oczy i uśmiechnęłam się promiennie.
James jednak patrzył na Nati i Alexa
- HEJ! – krzyknął – tutaj są dzieci! Wynocha do pokoju.
Nie trzeba im było dwa razy powtarzać…
- muszę sobie zrobić herbaty…za dużo wrażeń jak na jeden dzień…- rzuciłam