Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: PatuŚ »

fajne..bardzo lekko się czyta :-D
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: *Madziula* »

super :-D
bella15 pisze:-A cóż to moje słoneczko jest nie w humorze?
ojej ^^ mi mógłby tak mówić jak mam doła :lol:
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Mahone
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: Babydoll »

Powiem Ci że trzymasz w napięciu :) Podoba mi się to.
Sara Tancredi
Posty: 155
Rejestracja: 2007-10-09, 16:01
Lokalizacja: Sona
Sara Tancredi
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: Fazer15 »

Mi też się bardzo podoba to opowiadanie. Jest czysto i przejrzyście napisane. Ciekawe. Czekam na ciąg dalszy.
Tweener
Posty: 94
Rejestracja: 2008-01-15, 17:50
Tweener
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: Radekk11 »

świetne,ciekawe Jak ja lubię opowiadania :->
Świeżak
Posty: 19
Rejestracja: 2008-02-19, 18:45
Świeżak
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: bella15 »

Następna część opowiadania :)

-Nicole, obudź się!
-Matko, pali się czy co?! - zapytałam ledwo otwierając oczy.
-Zamknęli T-Baga!
-Co?! - zerwałam się z łóżka jak szalona. Nie mogłam uwierzyć w to co mówiła Coni, zresztą ja nawet nic nie rozumiałam. Chyba nawet mi trochę ulżyło. Nie popisałam się przed nim, więc trochę się go bałam.
-Dzisiaj rano kilku kolesi go pobiło. Leży w więziennym szpitalu.
-Wiesz kto mu to zrobił?
-Podobno wyszło pewne zamieszanie dziś rano w schowku z praniem. Mówią, że T-Bag chciał dać nauczkę Scofieldowi, ale był tam Abruzzi razem ze swoimi „gorylami” i mu się dostało.
-Scofieldowi? Niby za co? - zapytałam. - Michael wydawał mi się całkiem miłym gościem.
-Zanim tu przyszłaś wybuchła pewna rozróba. Walka między czarnymi i białymi. To normalka tutaj. T-Bag miał swoją panienkę.
-Panienkę?
-Tak. To znaczy nie. Panienka w sensie, że T-Bag miał swojego ciecia, z którym robił co chciał. W wyniku tej rozróby on zginął i T-Bag myślał, że to Scofield go zabił, dlatego że kiedy umierał był w jego ramionach.
-Strasznie nakręciłaś. Nic z tego nie rozumiem. - odpowiedziałam.
-To nie jest ważne. Od tamtej pory T-Bag próbował się zemścić na Scofieldzie jednocześnie szukając nowej „panienki”. To jest ten powód, dla którego zabroniłam ci jakichkolwiek kontaktów z nim. - powiedziała.
-Teraz rozumiem, ale co do tego ma Michael? Dlaczego nie chcesz żebym z nim też nie rozmawiała?
-Od początku mi się nie podobał. Odkąd tutaj jest wciąż nad czymś pracuje. Jest tajemniczy. Wcześniej Sucre był otwarty na wszelkie kontakty z ludźmi, a od momentu kiedy siedzi ze Scofieldem w jednej celi, zrobił się taki jak on.
-A kim jest ten Sucre? - zapytałam. Denerwowało mnie to, że Coni mówiła o wielu osobach nigdy nie mówiąc o nich wcześniej choćby jednego słowa.
-Siedzi tu za napad z bronią w ręku na sklep. To ten Latynos, którego wcześniej widziałaś na spacerniaku jak siedział na ławce.
-Już kojarzę. - chwilę później rozległ się sygnał oznaczający porę na spacerniak. Cele otworzyły się. Coni od razu bez zastanowienia pobiegła na zewnątrz, tym samym zostawiając mnie samą. Teraz kiedy zamknęli T-Baga już chyba nie jestem jej potrzebna. Wyszłam przed celę i oparłam się o barierkę. Spojrzałam w dół. Był tam Scofield, Abruzzi, Sucre i jeszcze kilku innych kolesi. Nie wiem czemu, ale nie mogłam tak po prostu przestać na nich patrzeć. W pewnej chwili dostrzegł mnie Abruzzi. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę. Odwróciłam się i poszłam powoli w stronę schodów. Zeszłam na dół i skierowałam się ku wyjściu na spacerniak. Na dworze było ciepło i świeciło słońce. Na błękitnym niebie zauważyłam kilka chmurek, które przesuwały się powolutku.
-Nicole! - usłyszałam wołanie za plecami. Rozejrzałam się dookoła ale nikogo nie było. Spojrzałam za siebie. Przy wejściu do budynku stał strażnik, który machał do mnie ręką. Podeszłam do niego.
-O co chodzi? - zapytałam lekko zdenerwowana. Bałam się, że coś zrobiłam nie tak
-Masz gościa. Pójdziesz teraz ze mną. - odpowiedział, chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą. Przez całą drogę zastanawiałam się kto mógł do mnie przyjść. Strażnik wepchnął mnie do jakiegoś pomieszczenia.
-Myślałam, że wizyty są w sali przyjęć, a tam spotyka się z bliskimi kilku więźniów. - rzuciłam w stronę strażnika
-Twój gość zażyczył sobie wizytę prywatną. - odpowiedział i wyszedł za drzwi. Usiadłam przy stoliku i po cichu czekałam na mojego gościa.
-Witaj Nicole! - usłyszałam. Odwróciłam się.
-Paul! - krzyknęłam i w pośpiechu jak szalona rzuciłam mu się na szyję. Mocno się do niego przytuliłam.
-Co tu robisz? Myślałam, że rodzice zabronili ci tu przychodzić.
-Nie wiedzą, że tu jestem. Caroline prosiła mnie o dyskrecję. - odparł
-A co ona ma do tego? - zapytałam
-Nicole, ona chce wpłacić kaucję byś mogła wyjść na wolność. Chciała byś o tym wiedziała.
-Nie chcę jej pomocy. - rzuciłam
-Wiesz, że twoje zdanie w tej sprawie nie ma najmniejszego znaczenia.
-Paul, powiedz jej, że nie chcę by mi pomagała.
-Ona i tak to zrobi. Wiesz przecież o tym. Nic nie możesz na to poradzić. - odparł spokojnym głosem
-Ufam ci. Jesteś moim jedynym przyjacielem, Paul. Tylko na ciebie mogę liczyć. Proszę cię – nie – błagam byś ją przekonał, żeby tego nie robiła.
-Dlaczego? Nicole wolisz przesiedzieć 25 lat tu, niż schować na tę jedną chwilę swoja dumę do kieszeni i pozwolić by ktoś ci wreszcie pomógł? Zawsze odrzucałaś pomoc innych, dlatego wylądowałaś tutaj.
-To nie o to chodzi. - rzuciłam – Caroline chce mnie uwolnić by uratować swój honor. Jak to wygląda: <b>„Pani prezydent i jej siostrzenica w więzieniu”</b>. Dla tych cholernych brukowców to świetny artykuł na pierwszą stronę. Ona boi się upokorzenia i tego jaką opinię będą o niej mieli obywatele Stanów Zjednoczonych. Założę się, że gdy już dojdzie do prezydentury, to nawet nie dała by mi ułaskawienia. Dlaczego? Bo było by o tym głośno.
-Źle ją oceniasz. To ona przez całe życie się tobą opiekowała podczas gdy twoi rodzice jeździli po świecie. - powiedział Paul
-Masz rację. Moi rodzice nigdy nie mieli dla mnie czasu. Nie to co dla Michelle. Jeździła z nimi wszędzie, a ja? Ja jak zwykle siedziałam na dywaniku w biurze Caroline i zabawiałam się czerwonymi klockami.
-Odrzuciłaś jej pomoc nawet wtedy kiedy Kevin po raz pierwszy cię uderzył. Powiedziałaś wtedy, że poradzisz sobie sama. Po kilku tygodniach pojawił sie drugi raz, wtedy też stwierdziłaś, że panujesz nad sytuacją. Za trzecim razem bez wahania posłałaś mu dwie kulki.
-Nie wiesz jak było za trzecim razem i dlaczego to zrobiłam. - powoli zaczęłam tracić cierpliwość. Denerwowała mnie ta jakże “ważna” dyskusja.
-Więc jak było? - zapytał
-Paul nie zabiłam go dlatego, że mnie uderzył. Boże za kogo ty mnie masz?! - rzuciłam
-Nicole, trudno mi powiedzieć cokolwiek w tej sprawie. W sądzie został przedstawiony zarzut morderstwa z premedytacją. Zeznania świadków świadczą przeciw tobie i...
-Świadków?! Jakich świadków do jasnej cholery?! - przerwałam mu w połowie zdania – Przecież tam nikogo nie było! Paul o czym ty do mnie mówisz?! - moja złość znów domagała się kolejnego „pokazu”.
-Nie wiem, nie byłem na rozprawie, ale czytałem akta. Nicole, oni twierdzą, że zabiłaś go dlatego, że cię uderzył. - nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Spojrzałam Paulowi w oczy i zaczęłam się śmiać. Nie wiem czy z przerażenia, może to było chwilowe.
-Co cię tak śmieszy?
-Wszystko! Ciekawa jestem czy ci chociaż powiedzieli, że tego dnia Kevin próbował mnie zgwałcić, a zabiłam go w obronie własnej. - rzuciłam całkiem pewna siebie. Znów nastała chwila, w której było mi wszystko obojętne.
-Nic nie rozumiem. - powiedział
-A to ciekawe, bo widzisz ja nie rozumiem nawet dlaczego tu trafiłam.
-Koniec wizyty! - krzyknął strażnik wchodząc do pomieszczenia i przerywając moją rozmowę z Paulem. Wstałam i przytuliłam go na pożegnanie. Zdążyłam jeszcze szepnąć mu do ucha kilka słów.
-Powiedz Caroline, że nie chcę jej pomocy. Poradzę sobie. - wyszłam ze strażnikiem. Za plecami usłyszałam jeszcze: „Wiesz, że nie...”. Znów znalazłam się w bloku A. Coś mi jednak nie pasowało. Strażnik nie prowadził mnie do mojej celi.
-Gdzie idziemy? Przecież moja cela jest po przeciwnej stronie. - powiedziałam, Chyba zaczęłam lekko panikować.
-Od dzisiaj tutaj będzie twoja cela. Otworzyć sześćdziesiątkę szóstkę! - krzyknął. Weszłam do środka. Ciekawa byłam do kogo mnie wsadzili.
-Więc to ty będziesz moją nową współlokatorką. - powiedział mężczyzna podnosząc się z dolnego łóżka.
-John! - nie mogłam w to uwierzyć. Wsadzili mnie do jednej celi z Abruzzim. Dlaczego? Przecież nic nie zrobiłam. Teraz istniało tylko jedno pytanie: „Co się stało z Coni?”
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: PatuŚ »

Boshe tyle postaci John, Paul... cudo, cały czas jakieś niespodzianki :-D
Sara Tancredi
Posty: 155
Rejestracja: 2007-10-09, 16:01
Lokalizacja: Sona
Sara Tancredi
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: Fazer15 »

Yhy, świetne opowiadanie. Mam nadzieję, że ciąg dalszy już nidługo :)
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Mahone
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: Alexxa »

Nonono :mrgreen: . Kolejna artystka na naszym forum :-) ! Opowiadanie bardzo, bardzo dobre- ciekawe powiązanie głównej bohaterki z takimi 'śmietankami' jak Kellerman czy Reynolds xD. Tylko ta Coni trochę zbyt nerwowa.. Ja bym tak przed T-Bagiem nie uciekała :-P ...
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Mahone
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: Babydoll »

Alexxa pisze:Ja bym tak przed T-Bagiem nie uciekała
Hahaha, też o tym pomyślałam :)
A co do opowiadania to podoba mi się to napięcie i że jest sporo niewiadomych, dzięki temu strasznie wciąga i zachęca do dalszej lektury :)
Świeżak
Posty: 19
Rejestracja: 2008-02-19, 18:45
Świeżak
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: bella15 »

oj chyba stanę się niedługo nudna, przez te dziękowanie :P
Dzięki wszystkim za tyle pięknych słów :***
cieszę się bardzo, że podoba wam się moje opowiadanie :)
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: agulec »

Świetne! Właśnie przeczytałam wszystkie odcinki na raz! :D
Super historia, dobrze oddałaś charakter postaci, których jest duuuuużo i dobrze :D no i dzieje się w więzieniu :D
Kiedy dalej? :064:
Świeżak
Posty: 19
Rejestracja: 2008-02-19, 18:45
Świeżak
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: bella15 »

Kolejna część :)

-Dlaczego tu jestem? Przecież nic nie zrobiłam! - zaczęłam panikować
-Uspokój się. - mówił spokojnym głosem John
-Nie, ty nic nie rozumiesz! Powinnam być teraz w szesnastce razem z Constanzą, a tymczasem siedzę tu z tobą! Nie wiem, a raczej nie rozumiem dlaczego! - krzyknęłam
-Chcesz wiedzieć dlaczego tu jesteś? - zapytał mnie John
-Oświeć mnie!
-Zostałabyś sama w szesnastce, dlatego woleli żebyś była ze mną ze względu na to, iż ja również odsiaduję swoją karę sam.
-Jak to sama? - znów te głupie uczucie nic nierozumienia
-Constanza leży w więziennym szpitalu i długo stamtąd nie wyjdzie.
-Co się stało?
-Przedawkowała. Pope próbuje się dowiedzieć skąd miała prochy.
-Niemożliwe, przecież godzinę temu z nią rozmawiałam i było wszystko w porządku. Musiało ci się coś pomylić. - odparłam i wskoczyłam na górne łóżko, które od dzisiaj było moim nowym miejscem, na którym będę się wyżalać.
-Nie wierzysz mi? Strażnik! - John stanął przy kracie i zaczął wołać strażnika. Siedząc na łóżku nasłuchiwałam jego kroków.
-Czego? - zapytał jak podszedł do naszej celi
-Wiadomo coś na temat tej dziewuchy co dzisiaj przedawkowała?
-Oprócz tego, że jest w ciężkim stanie nie wiadomo mi nic innego. - nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam. Chwyciłam poduszkę i mocno się w nią wtuliłam.
-Dzięki! - powiedział John. Chwilę później strażnik odszedł. - Teraz mi wierzysz?
-Przepraszam. Myślałam, że...
-Normalne. Nie przejmuj się tym. Radzę byś powoli się przyzwyczajała do tego miejsca. - powiedział i położył się pode mną na swoim łóżku. Chyba nie byłam mocno związana z Coni, ponieważ czułam, że ta cała sytuacja przechodzi mi koło nosa nie zauważona. Dziwnie się czułam. Moja jedyna „przyjaciółka” tutaj umiera, a ja jak gdyby nigdy nic mam to zwyczajnie gdzieś. Rozejrzałam się po celi. Potem spojrzałam na lewo w stronę innych cel. Na piętrze niżej, po drugiej stronie zauważyłam Scofielda, który opierając się o kraty bacznie mnie obserwował. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę, potem położyłam głowę na poduszkę i zasnęłam.

***

Obudziłam się dopiero rano. Podniosłam głowę. John właśnie przemywał twarz zimną wodą, bo tylko taką dysponowaliśmy w tym przeklętym więzieniu.
-Witam. - powiedział przecierając twarz ręcznikiem. - Jak się spało w nowym miejscu?
-Zadziwiająco dobrze. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Zaraz będzie pora śniadaniowa. Doprowadź się do porządku, bo tak chyba nie pójdziesz. - zaśmiał się. Faktycznie nie wyglądałam najlepiej. Miałam rozczochrane włosy i podkoszulkę z szortami. Wstałam i zaczęłam zakładać spodnie i koszulę. Potem podeszłam do lusterka i doprowadziłam włosy do porządku. Umyłam zęby i przemyłam twarz. W całym bloku A rozległ się ten cholernie dobijający dźwięk, sygnalizujący otwarcie cel. Denerwował mnie. Był głośny i piskliwy. Nawet głuchy by go usłyszał. Wyszłam z celi i powolnym krokiem szłam w stronę stołówki. Spojrzałam jeszcze ukradkiem na szesnastkę. Nikt z niej nie wychodził. Była pusta.
-W porządku? - zapytał mnie John, który mnie dogonił
-Tak. Przynajmniej staram się tak myśleć.
-Chodź już, bo zaraz będziemy mieli opieprz od strażników za “ślimaczenie” się. - w stołówce jak zwykle kolejka ciągnąca się do samych drzwi i ja jak zwykle stojąca na jej samym końcu. Stałam chyba z piętnaście minut. W końcu nadeszła moja kolej. Zabrałam to co moje i poszłam na sam koniec. Usiadłam przy stoliku pod oknem tam gdzie zawsze siedziałam z Coni.
-Można?
-Tak, proszę. - odparłam. Nie wiedziałam kim był ten człowiek, ale co mi tam. To w końcu więzienie. Nie znam tu nikogo.
-Jestem Sucre. - powiedział mężczyzna
-Nicole. - odpowiedziałam niezbyt chętnie. Po chwili skojarzyłam, że Sucre to ten Latynos, o którym mówiła mi Coni.
-Niezbyt rozmowna jesteś. - nie odzywając się posłałam mu groźne spojrzenie. Nie miałam ochoty gadać o tym, że najpierw zamordowałam swojego chłopaka, potem wymierzyli mi 25 lat pozbawienia wolności, następnie wsadzili mnie do celi z dziewczyną, która przedawkowała, a na końcu posadzono mnie z mafiosem roku. Cudownie.
-Przepraszam cię, ale uwierz mi, nie mam ochoty gadać z nikim.
-Jasne. Nie ma sprawy. - przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Nawet mi to odpowiadało. - Michael mówił mi, że jesteś całkiem w porządku.
-Rozmawiacie na mój temat? - zapytałam
-Całe Fox River o tobie mówi. Podobno jesteś siostrzenicą vice prezydent.
-Przestań! - krzyknęłam. - Myślisz, że w ten sposób zostaniemy przyjaciółmi?! Wiesz co?
-Co? - zapytał
-Nieważne! - rzuciłam i wstałam od stołu. Rzuciłam tacę do kosza na brudne naczynia i wybiegłam ze stołówki. Jak co dzień wybrałam się na spacerniak. Czułam jak wszystko się we mnie gotuje. Przystanęłam i oparłam się o siatkę. Miałam milion myśli. Głowa mi od nich pękała. Jedyną rzeczą jakiej teraz pragnęłam było spotkanie z jedynym człowiekiem, któremu ufam, mianowicie z Paulem. Chciałam się do niego przytulić, wyżalić, pogadać tak jak zawsze to robiliśmy.
-Nicole Smith! - usłyszałam głos strażnika, który mnie wołał. Przez chwilę myślałam, że moje marzenie się spełniło. Podbiegłam do strażnika.
-O co chodzi?
-Pope cię wzywa. - powiedział
-Naczelnik? Po co?
-Nie pytaj głupio tylko chodź! - poszłam ze strażnikiem do gabinetu naczelnika.
-Panie naczelniku już ją przyprowadziłem.
-Dziękuję ci Trey! - odpowiedział Pope. Weszłam do środka i usiadłam na krześle.
-O co chodzi? - zapytałam
-Dziś rano przyszły pewne papiery w twojej sprawie.
-Jakie papiery? Nie rozumiem.
-Pani vice prezydent pragnie wpłacić kaucję byś mogła wyjść na wolność.
-Co?! Nie! Nie zgadzam się! - zaczęłam krzyczeć. Z oburzeniem wstałam z krzesła i zaczęłam nerwowo chodzić po całym gabinecie.
-Nicole, nie rozumiem twojej reakcji. Każdy wiezień chciałby być w twojej sytuacji, a ty tak po prostu odmawiasz? - zapytał Henry
-Nie chcę od niej żadnej pomocy! Wolę gnić w tym cholernym miejscu do końca życia niż dziękować jej za to, że wpłaciła siedemset tysięcy dolarów za to bym mogła chodzić wolna jak ptak po ulicach Waszyngtonu!
-Zastanów się. To jest twoja szansa. Poza tym Caroline jest twoją ciotką. Ona chce ci pomóc. To twoja rodzina Nicole. - za wszelką cenę starał się mi przetłumaczyć, że źle postępuję. Mimo, iż pragnęłam znów znaleźć się na ulicach Waszyngtonu wolałam zostać tu niż skorzystać z jej pomocy.
-Przepraszam Panie naczelniku, ale ma Pan bardzo ważnego gościa. - powiedziała sekretarka wchodząc do gabinetu, tym samym przerywając moją rozmowę z Popem.
-Któż to taki?
-Ja! - do gabinetu naczelnika weszła we własnej osobie Pani vice prezydent. Patrzyłam na nią tak przez chwilę. W oczach miałam łzy. Nie wiedziałam jak mam się teraz zachować.
-Witam Panią. Proszę niech Pani usiądzie. - powiedział Henry. Caroline zrobiła tak jak powiedział. Usiadła na fotelu patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami.
-Czy dostał Pan dzisiaj rano papiery w sprawie mojej siostrzenicy? - zapytała
-Oczywiście Pani Reynolds.
-Doskonale! - odparła – Mam nadzieję, że wszystko będzie gotowe na jeszcze dziś wieczór.
-A nie pomyślałaś, że ja nie chcę twojej pomocy?! - przerwałam im nagle i krzyknęłam. Caroline spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem.
-Skarbie wiesz przecież, że twoje słowo w tej sprawie się nie liczy.
-Owszem liczy! Bardziej niż myślisz! - nie mogłam się pohamować. Krzyczałam bez opamiętania.
-Nie pozwolę byś przesiedziała tu połowę swojego życia, rozumiesz?
-Wyobraź sobie, że nie rozumiem! Od kiedy interesuje cię moje życie? Nawet nie chciałaś przyjść na rozprawę by się za mną wstawić choć znałaś powód, dla którego to zrobiłam! Teraz próbujesz naprawić błędy jakie popełniłaś?! Wiesz, teraz to już trochę za późno!
-Nicole, jak możesz? - zapytała
-Nie chcę byś wpłacała kaucję. - powiedziałam spokojniejszym głosem. Przez dobrych pięć minut panowała zupełna cisza. Po chwili Caroline wstała.
-Dobrze. Nie chcesz bym pomogła ci wyjść na wolność, w takim razie mam inne rozwiązanie. Nie będzie obchodziło mnie to czy się z tym zgadzasz. Panie naczelniku proszę by wszystko zostało dopilnowane.
-Oczywiście Pani Reynolds. - powiedział Pope
-O co chodzi? - zapytałam. Caroline dumnie stała i patrzyła mi w oczy tak jak by chciała wyczytać z nich coś ważnego. Coś co sprawiłoby, że będę najszczęśliwszą osobą nawet w takim miejscu. Byłam ciekawa co wymyśliła...
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Mahone
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: Alexxa »

Jeeej- robi się jeszcze goręcej niż było xD. A ja czekam, aż żadny zemsty T-Bag wyjdzie z tego skrzydłą szpitalnego :508:
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: PatuŚ »

łaaa końcówka jake emocjonującc.a..czekam na kolejny odcinek:D
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: agulec »

gładko się to czyta, lubię to! jestem ciekawa co będzie dalej :D
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: *Madziula* »

super :-D i zakończenie pozostawiające nas w napięciu... :mrgreen:
Świeżak
Posty: 19
Rejestracja: 2008-02-19, 18:45
Świeżak
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: bella15 »

Kolejny rozdział :) Miłej lekturki :P

-Co to za propozycja? - próbowałam wyciągnąć choć garstkę informacji
-Panie naczelniku... - zaczęła Caroline – Nicole studiowała medycynę. Chcę aby pracowała w ambulatorium razem z dr Tancredi. - usłyszawszy te słowa poczułam ciepło na całym ciele. Ona doskonale wiedziała, że tam czułabym się najlepiej. Naczelnik chwilę się zastanawiał.
-Dobrze. Jeśli Pani tego chce. Od kiedy Nicole ma zacząć?
-Jeszcze dziś! - powiedziała stanowczo
-Oczywiście! - odpowiedział Pope. Caroline zwróciła się ku mnie. Podeszła i spojrzała na mnie z uśmiechem na twarzy.
-Nie chcesz stąd wyjść, więc przynajmniej rób to, co kochasz. - powiedziała. Kilka łez spłynęło mi po policzkach. Nie mogłam inaczej, musiałam ją przytulić.
-Dziękuję! - wyszeptałam
-Zawsze będę cię kochać! Jeśli będziesz chciała stąd wyjść pamiętaj, że ja ci zawsze pomogę Nicole.
-Pamiętam. - to były ostatnie słowa jakie powiedziałam przed jej wyjściem. Caroline opuściła biuro Popa.
-Od kiedy mam zacząć? - zapytałam
-Zaczniesz jeszcze dziś, tak jak tego chciała twoja ciotka.
-Panie naczelniku jeśli to jakiś kłopot to ja...
-To żaden kłopot. - przerwał mi i uśmiechnął się znacząco – Zaraz zaprowadzę cię osobiście do ambulatorium, a tam dr Tancredi się tobą zajmie. Oprowadzi cię i pokaże twój nowy gabinet.
-Myślałam, że będę tylko pomocnicą dr Tancredi. - powiedziałam
-Nie. Dostaniesz własny gabinet i własnych pacjentów. Od dawna chciałem zatrudnić drugiego lekarza, ponieważ dr Tancredi ma za dużo pacjentów na głowie. Pani Reynolds mówiła, że studiowałaś medycynę więc powinnaś się na tym znać.
-Oczywiście, ale ja ich nie skończyłam. - dodałam – Byłam na ostatnim roku kiedy zabiłam Kevina.
-Więc możemy uznać, że je zakończyłaś. Jeśli czegoś nie będziesz wiedzieć zawsze o pomoc będziesz mogła poprosić dr Tancredi. - powiedział. Chwilę później byliśmy w drodze do ambulatorium. Przeszliśmy do bloku B. Weszliśmy do gabinetu lekarskiego, w którym Sara przyjmowała pacjenta. Zaczekaliśmy chwilę na korytarzu.
-Witam Pana, Panie naczelniku. W czym mogę pomóc? - zapytała ciepłym głosem
-Chciałbym aby oprowadziła Pani Nicole po ambulatorium. Od dziś będzie tu pracowała jako drugi lekarz. - Sara była wyraźnie zaskoczona. Wcale jej się nie dziwiłam. Nie na co dzień przyjmuje się do pracy skazańca.
-Dobrze. - odpowiedziała i uśmiechnęła się.
-Nowym miejscem pracy Nicole będzie ten gabinet obok pomieszczenia zabiegowego. Jeszcze dziś postaram się o podział pacjentów. - rzekł Pope i zostawił mnie z Sarą.
-Prawdę mówiąc nawet się cieszę, że będziesz tu pracować.
-Ja też się cieszę. - odparłam i uśmiechnęłam się. Obie poszłyśmy do mojego gabinetu. Kiedy tam weszłam poczułam przypływ energii. Znów obudziło się we mnie życie. Było tam tak przytulnie. Czułam się tak jak bym była wśród swoich przyjaciół i wśród tych wszystkich ludzi potrzebujący mojej pomocy. Pod oknem stało biurko, przy ścianach było dużo szafek z lekami w środku.
-Zaraz poproszę Katie żeby przyniosła ci fartuch lekarski. - powiedziała Sara i wyszła zostawiając mnie samą. Rozejrzałam się jeszcze raz po całym gabinecie. Na ścianie tuż przy drzwiach wisiał telefon. Patrzyłam na niego przez dłuższą chwilę. Tak bardzo chciałam zadzwonić do Paula i usłyszeć jego głos. Wiedziałam jednak, że bez zgody Popa nie mogę nawet tknąć tego telefonu.
-Witaj! Jestem Katie. Pracuję tu jako pielęgniarka. Przyniosłam ci twój fartuch. - powiedziała kobieta podając mi moje nowe przebranie uśmiechając się przy tym. - Sara mówiła, że będziesz tu pracować jako nowa lekarka.
-Tak, będę tu pracować. Jestem Nicole. - powiedziałam podając rękę.
-Zaraz przyniosę ci karty twoich pacjentów i rozpiskę kiedy i o której godzinie przychodzi dana osoba.
-Dobrze! - odpowiedziałam
-Widzę, że już się poznałyście? - powiedziała Sara wchodząc do gabinetu i śmiejąc się pod nosem. Czułam się tu wspaniale. Wokół była taka miła atmosfera, nie to co na bloku A. Usiadłam na krześle przy biurku. Po dziesięciu minutach przyszła Sara.
-Oto twoi pacjenci. - powiedziała kładąc na biurku dużą stertę kart pacjentów. - Przejrzyj sobie dokładnie każdą kartę byś wiedziała o stanie zdrowia każdego osobno. Tutaj masz grafik. Będziesz pracować od dziewiątej rano do godziny szesnastej po południu. Gdybyś czegoś potrzebowała wiesz gdzie mnie szukać. - powiedziała i wyszła. Zabrałam się za przeglądanie kart. Trochę ich było. Jest już po trzynastej więc pewnie dzisiaj nie skończę.

***

-Nicole, zaraz przyjdzie po ciebie strażnik i odprowadzi cię do celi. - usłyszałam. Byłam strasznie zmęczona i zanudzona czytaniem tych kart. Wstałam i zdjęłam fartuch. Powiesiłam go na wieszak stojący przy drzwiach. Strażnik długo nie przychodził, więc pomyślałam, że przeczytam jeszcze jedną kartę. Chwyciłam beżową teczkę i otworzyłam ją. Przeczytałam imię i nazwisko mojego kolejnego pacjenta. Nie mogłam w to uwierzyć. Byłam prawie pewna, że przynajmniej tu mi się uda, ale myliłam się. W dodatku jutro ma przyjść na wizytę. Odłożyłam otwartą teczkę na biurko i podeszłam do drzwi. Zauważyłam strażnika, który właśnie po mnie szedł.
-Gotowa? - zapytał. Jeszcze raz spojrzałam na teczkę, w której leżały papiery Scofielda.
-Tak! - powiedziałam i razem ze strażnikiem poszłam do swojej celi.

***

-Gdzie byłaś przez cały dzień? - zapytał John
-Dostałam nową pracę. - odpowiedziałam siedząc na swoim łóżku i wpatrując się w ścianę.
-Pracę? Jaką pracę?
-Dzisiaj rano do Popa przyszła moja ciotka. Chciała żebym pracowała w ambulatorium. Jestem nowym lekarzem. - odparłam.
-Nie jesteś chyba zadowolona?
-Jestem.
-Właśnie widzę.
-O co ci chodzi? - zapytałam podirytowana
-Każdy na twoim miejscu cieszyłby się nawet z tego, że pójdzie czyścić kible, a ty dostałaś robotę jako nowa lekarka i jak widać nie tryskasz szczęściem.
-To nie o to chodzi, że się nie cieszę. Cieszę się bardziej niż myślisz, ale... - przerwałam.
-Ale co?
-Nieważne. - John podszedł do mnie i chwycił za rękę. Spojrzałam na niego.
-Nicole, nie chcę żebyś chodziła smutna ani przygnębiona.
-Dlaczego?
-Traktuję cię jak córkę. Jesteś dokładnie taka sama jak moje dzieci. Bezbronna i taka delikatna. - powiedział spokojnym głosem
-Dziękuję ci John.
-Nie masz za co mi dziękować.
-Owszem mam. Nie znamy się nawet, a ty jesteś dla mnie taki dobry. Mój ojciec nigdy nie był taki jak ty. On się mną nawet nie interesował. Zawsze wolał moją siostrę. Mama była taka sama. Wychowała mnie ciotka, która przynajmniej udaje, że sie mną interesuje. - odparłam
-Możesz być pewna, że dopóki ja tu jestem nic ci się nie stanie. - po tych słowach zeszłam z łóżka i przytuliłam sie do John'a. Po kilku minutach spojrzałam na celę Scofielda. Znów stał i się wpatrywał...
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: PatuŚ »

cudne..zwrot akcji..że aż mi szczena opadła... no no.. nowa lekarka :-D cóż za awans... świetne
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: *Madziula* »

super xD tylko Scofield będzie rozczarowany, że nie może widywać Sary...
Tweener
Posty: 94
Rejestracja: 2008-01-15, 17:50
Tweener
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: Radekk11 »

Wspaniałe a nawet wydaje mi się coraz ciekawsze :-)
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Mahone
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: Alexxa »

Ha- genialne :mrgreen: ! Tylko tak barkuje mi kogoś- T-Baga
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: *Madziula* »

Alexxa pisze:T-Baga
MOżE Się zrani i wpadnie do gabineciku na małe tete a tete/ pear to pear czy jak zwał tak zwał xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: agulec »

wypas! fajna, przemyślana historia :D coś czuję, że teraz zrobi się jeszcze ciekawiej^^
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Opowiadanie PB by Nika

Post autor: PatuŚ »

agulec pisze:coś czuję, że teraz zrobi się jeszcze ciekawiej^^
no raczej na pewno..juz teraz zaczyna sie robic goraco :-D atmosferka sie podgrzewa
*Madziula* pisze:MOżE Się zrani i wpadnie do gabineciku na małe tete a tete/ pear to pear
hahaha^^ lol.... o co ty posadzasz nasza niewinna Nicole :-P
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”