Świeżak
Posty: 19
Rejestracja: 2008-02-19, 18:45
"W dniu dzisiejszym sąd uznaje Nicole Smith winną zarzucanego jej czynu i skazuje ją na 25 lat więzienia. Oprócz tego zostanie umieszczona w zakładzie karnym Fox River o zaostrzonym rygorze..." - to były ostatnie słowa jakie usłyszałam na wolności. Wciąż zadawałam sobie pytanie "Czy warto było zabić tego palanta by teraz połowę życia spędzić za kratkami?". Początkowo wcale się tym nie przejmowałam. Nic jednak nie trwa wiecznie.
***
-Na co czekacie? Wysiadać, ale to już! - usłyszałam głos strażnika z końca autobusu.
-To tu. - powiedziałam pod nosem. Wysiadłam z autobusu i rozejrzałam się dookoła. Fox River było zupełnie inne niż myślałam.
-Ruszać się! - krzyczał strażnik prowadząc nas do środka wyznaczoną trasą. Byłam przerażona. Dopiero teraz uświadomiłam sobie co tak naprawdę zrobiłam. Więźniowie patrzyli na nas jak na towar do sprzedaży. Łzy podpłynęły mi do oczu, ale wiedziałam, że nie mogę uronić ani jednej. Po kilku minutach znalazłam się w środku. Tu znowu czekałam w kolejce po więzienne ubrania. W końcu nadeszła moja kolej. Zabrałam co moje i skierowałam się ku blokowi A - miejscu, w którym miałam odsiedzieć swoją karę. Nagle na drodze stanął mi jeden ze strażników.
-O co chodzi? - zapytałam
-Co taka ładna buźka jak ty robi w tak okropnym miejscu?
-Nie pański interes! - odpowiedziałam rozgoryczona. Strażnik spojrzał na mnie krzywo.
-Obowiązują tu dwie zasady, kochanieńka. Pierwsza: Nigdy nie obrażaj strażnika, bo automatycznie za to oberwiesz. Nie masz tu prawa do niczego prócz załatwiania swoich fizjologicznych potrzeb.
-A druga?
-Jesteś tu zerem! A teraz marsz do swojej celi! - krzyknął. Zrobiłam tak jak powiedział. Nie chciałam się narażać nikomu pierwszego dnia. Przy wejściu do bloku zostałam skierowana do celi numer 23. Blok A był ogromny. Najgorsze było to, że więźniowie nie byli dzieleni ze względu na płeć. Mój strach narastał z każdym krokiem. Myślałam, że najgorsze za mną, ale grubo się pomyliłam...
***
-Na co czekacie? Wysiadać, ale to już! - usłyszałam głos strażnika z końca autobusu.
-To tu. - powiedziałam pod nosem. Wysiadłam z autobusu i rozejrzałam się dookoła. Fox River było zupełnie inne niż myślałam.
-Ruszać się! - krzyczał strażnik prowadząc nas do środka wyznaczoną trasą. Byłam przerażona. Dopiero teraz uświadomiłam sobie co tak naprawdę zrobiłam. Więźniowie patrzyli na nas jak na towar do sprzedaży. Łzy podpłynęły mi do oczu, ale wiedziałam, że nie mogę uronić ani jednej. Po kilku minutach znalazłam się w środku. Tu znowu czekałam w kolejce po więzienne ubrania. W końcu nadeszła moja kolej. Zabrałam co moje i skierowałam się ku blokowi A - miejscu, w którym miałam odsiedzieć swoją karę. Nagle na drodze stanął mi jeden ze strażników.
-O co chodzi? - zapytałam
-Co taka ładna buźka jak ty robi w tak okropnym miejscu?
-Nie pański interes! - odpowiedziałam rozgoryczona. Strażnik spojrzał na mnie krzywo.
-Obowiązują tu dwie zasady, kochanieńka. Pierwsza: Nigdy nie obrażaj strażnika, bo automatycznie za to oberwiesz. Nie masz tu prawa do niczego prócz załatwiania swoich fizjologicznych potrzeb.
-A druga?
-Jesteś tu zerem! A teraz marsz do swojej celi! - krzyknął. Zrobiłam tak jak powiedział. Nie chciałam się narażać nikomu pierwszego dnia. Przy wejściu do bloku zostałam skierowana do celi numer 23. Blok A był ogromny. Najgorsze było to, że więźniowie nie byli dzieleni ze względu na płeć. Mój strach narastał z każdym krokiem. Myślałam, że najgorsze za mną, ale grubo się pomyliłam...
Michael Scofield
trochę przypomina poczatke opka Taniry..ale i tak świetne zobaczymy jak sie dalej akcja rozkreci..jak na razie wspaniała
;*
John Abruzzi
też tak skojarzyłam xDpatus1905 pisze:trochę przypomina poczatke opka Taniry
alE opowiadania Prison Breakowe pożądane w każdych ilościach
Sara Tancredi
Zapowiada się ciekawie
Kiedy dalsze części? xD
Michael Scofield
plagiacik?
albo nie już chyba wiem kto to ^^
albo nie już chyba wiem kto to ^^
Michael Scofield
bez ostrych słów.. w sumie każdy jakoś chcialby pofantazjowac i "umieścic się z akcji serialu" a że przewaznie pisza dziewczyny wiec stad to podobieństwo..zobaczymy jak się to potoczy dalejTanira pisze:plagiacik?
Michael Scofield
jakie ostre słowa no coś ty (S. wiesz że zartuje ^^)
dajesz xD ja już to czytałam xD
dajesz xD ja już to czytałam xD
Świeżak
Posty: 19
Rejestracja: 2008-02-19, 18:45
początek może i podobny, ale cała reszta nie 
Ann (Tanira) dzięki za wszytko :*
Ann (Tanira) dzięki za wszytko :*
Michael Scofield
Nikusiu ty mój wiesz że zawsze możesz na mnie liczyć. I pamiętaj ^^ ja ci nie dam żyć xD
John Abruzzi
no jak Tanira zaczynała swoje to pisałam, że też miałam podobny zarys opowiadaniapatus1905 pisze:każdy jakoś chcialby pofantazjowac i "umieścic się z akcji serialu" a że przewaznie pisza dziewczyny wiec stad to podobieństwo..
Michael Scofield
taaaaak pamiętam ^^
co do opowiadania bo jeszcze nie komentnełam ^^ rozkręca się ^^ ot co xD bedzie bosko ^^
co do opowiadania bo jeszcze nie komentnełam ^^ rozkręca się ^^ ot co xD bedzie bosko ^^
dzięki skarbuś :* i tak - wiem że mogę na ciebie liczyć i wiesz, że bardzo, bardzo ci dziękuję za tyle pięknych słów co już od ciebie usłyszałam na temat mojego opowiadania i za każdym razem dziękuję tak samo mocno jak za pierwszym razem :*
Michael Scofield
oj wiem *robi się czerwona* dajesz dajesz :* ja tam juz nowych wątkow jestem ciekawa ^^
Świeżak
Posty: 19
Rejestracja: 2008-02-19, 18:45
Z uwagi, iż to opowiadanie mam już dawno napisane, załączam drugi rozdział dzisiaj
Miłego czytania.
Szłam w kierunku mojej celi. Ciekawił mnie teraz fakt z kim będą ją dzieliła. Weszłam do środka. Na dolnym łóżku leżała blondynka. Nie zauważyła nawet mojej obecności, ponieważ za bardzo wczuła się w czytana gazetę. Stałam przez chwilę w bezruchu zastanawiając się co powiedzieć.
-Mogę zająć łóżko na górze? - zapytałam
-Ooo... Nawet cię nie zauważyłam. Wybacz mi ten błąd. - powiedziała blondynka uśmiechając się do mnie – Oczywiście! Możesz wziąć górne łóżko.
-Nazywam się Nicole.
-Constanza ale wolę jak mówią mi Coni. - powiedziała i podałyśmy sobie ręce. - Za co tu siedzisz? Nie wyglądasz mi na przestępce? - zapytała
-Jak ci powiem to uwierzysz?
-Chyba będę musiała. W końcu do Fox River nie trafia się od tak.
-Za zabójstwo.
-No dobra, cofam co powiedziałam. Nie wierzę. - Coni wstała i zaczęła się cicho śmiać.
-Co w tym śmiesznego? - zapytałam lekko podirytowana
-Nikt nie uwierzy ci w taką bajeczkę. Myślisz, że jak powiesz, że siedzisz za morderstwo to wszyscy będą cię tu szanować?
-Wierz bądź nie, ale siedzę tu za morderstwo.
-Kogo zabiłaś? - padło kolejne pytanie z jej ust
-Co to przesłuchanie? - powoli zaczęłam tracić cierpliwość
-Odpowiedz na pytanie.
-Swojego chłopaka! - krzyknęłam i wskoczyłam na swoje łóżko. Coni przez krótką chwilę się nie odzywała. Była wyraźnie zaskoczona.
-Za co? Musiał być jakiś poważny powód inaczej byś tego nie zrobiła. Nie ty.
-Skąd wiesz? - zapytałam
-Twoje oczy wszystko zdradzają. Nie chciałaś tego, ale nie miałaś wyboru, zgadza się?
-Nie mogłam postąpić inaczej. W grę wchodziło moje życie.
-Jeśli nie chcesz nie musisz mówić.
-Może lepiej by było gdybym powiedziała? Nie mogę ciągle udawać, że nic się nie stało.
-No więc co zrobił?
-Zaatakował mnie. Właściwie próbował zgwałcić. Na początku go odpychałam, szarpałam się, ale on potem wyciągnął broń i przystawił mi ją do głowy... - przerwałam. W oku zakręciła mi się łza.
-Co było dalej? - pytała Coni
-Złapałam jego rękę. Po kilku minutach walki udało mi się wyrwać mu broń. Kiedy wstałam on czołgał się na kolanach z przeprosinami. Mówił, że nigdy więcej nie dopuści się tego czynu, przepraszał, obiecywał. Nie mogłam tego tak zostawić. Powiedziałam mu wtedy, że nigdy mu nie uwierzę, i że chcę żebyśmy się rozstali. W jego oczach zobaczyłam wrogość. W ułamku sekundy podniósł się i znów się na mnie rzucił, ale ja go uprzedziłam. Strzeliłam do niego raz, a potem drugi. Nie ruszał się więc w panice uciekłam. Co było dalej to już wiesz. Dostałam 25 lat i nikogo nie obchodził fakt, że zrobiłam to w obronie własnej. - powiedziałam po czym się uśmiechnęłam.
-A za co ty siedzisz? -zapytałam jakby nigdy nic
-Dostałam 10 lat za przemyt narkotyków przez granicę. Zostało mi jeszcze 8.
-Przynajmniej wyjdziesz przed 40-stką. - chwile później obie zaczęłyśmy się z tego śmiać. Nagle usłyszałyśmy coś w rodzaju głośnego dzwonka. Wszystkie cele się otworzyły.
-Nareszcie! - powiedziała Coni – Chodź! Pójdziemy się przejść, pokażę ci parę rzeczy. - obie wyszłyśmy z celi i skierowałyśmy się w stronę otwartego już spacerniaka. Przestrzeń była ogromna. Teren obsiany był soczyście zieloną trawą. W każdym kącie stało po kilka rzędów ławeczek.
-Macie nawet kosza? - zapytałam
-Nigdy tam nie chodź! - powiedziała ostrzegawczym tonem
-Dlaczego? Myślałam, że tutejsze atrakcje są dla wszystkich więźniów.
-Pole do gry w kosza jest zajęte przez murzynów. Siłownia przez grubych i ponurych białasów. Fox River nie jest rajem dla kolejnej młodej przestępczyni.
-I jak skarbeńku? Zastanowiłaś sie już? - usłyszałyśmy za plecami i szybko sie odwróciłyśmy.
-T-bag! - powiedziała Coni wyraźnie nie zadowolona – Już raz ci powiedziałam, że się nie zgadzam, drugi raz powtarzać nie będę! - krzyknęła. T-Bag był mocno wkurzony po tym co powiedziała Coni. Złapał ją za rękę i znacząco się do niej przybliżył.
-Zostaw ją! - krzyknęłam
-Nie wtrącaj się Niki! - odpowiedziała Coni
-Niki? A więc to ty jesteś tą naszą młodziutką morderczynią. - T-Bag puścił Constanzę i powolnym krokiem zaczął się do mnie przybliżać. - Twoja niemądra przyjaciółeczka nie wie w co się pakuje, ale ty jeszcze możesz się uratować. - powiedział
-O co ci chodzi? - zapytałam nie wiedząc czy zrobiłam dobrze
-HEJ! CO TAM SIĘ DZIEJE?! - krzyknął strażnik
-Wszystko w porządku szefie! - odpowiedział T-Bag. - Cholerny klawisz. Tym razem ci się udało, udało się wam obu. - powiedział i spojrzał na nas wrogim wzrokiem, po czym odszedł w stronę ławek.
-Nicole, nie popełnij tego samego błędu co ja. Nigdy nie odpowiadaj na jego pytania i unikaj go jak ognia. - powiedziała Coni
-Ale dlaczego? Kim on jest? - wypytywałam
-Po prostu mnie posłuchaj i nigdy go nie prowokuj. - kilka minut później usłyszałyśmy wyraźny sygnał oznaczający powrót do cel. Ruszyłyśmy w kierunku budynku...
Szłam w kierunku mojej celi. Ciekawił mnie teraz fakt z kim będą ją dzieliła. Weszłam do środka. Na dolnym łóżku leżała blondynka. Nie zauważyła nawet mojej obecności, ponieważ za bardzo wczuła się w czytana gazetę. Stałam przez chwilę w bezruchu zastanawiając się co powiedzieć.
-Mogę zająć łóżko na górze? - zapytałam
-Ooo... Nawet cię nie zauważyłam. Wybacz mi ten błąd. - powiedziała blondynka uśmiechając się do mnie – Oczywiście! Możesz wziąć górne łóżko.
-Nazywam się Nicole.
-Constanza ale wolę jak mówią mi Coni. - powiedziała i podałyśmy sobie ręce. - Za co tu siedzisz? Nie wyglądasz mi na przestępce? - zapytała
-Jak ci powiem to uwierzysz?
-Chyba będę musiała. W końcu do Fox River nie trafia się od tak.
-Za zabójstwo.
-No dobra, cofam co powiedziałam. Nie wierzę. - Coni wstała i zaczęła się cicho śmiać.
-Co w tym śmiesznego? - zapytałam lekko podirytowana
-Nikt nie uwierzy ci w taką bajeczkę. Myślisz, że jak powiesz, że siedzisz za morderstwo to wszyscy będą cię tu szanować?
-Wierz bądź nie, ale siedzę tu za morderstwo.
-Kogo zabiłaś? - padło kolejne pytanie z jej ust
-Co to przesłuchanie? - powoli zaczęłam tracić cierpliwość
-Odpowiedz na pytanie.
-Swojego chłopaka! - krzyknęłam i wskoczyłam na swoje łóżko. Coni przez krótką chwilę się nie odzywała. Była wyraźnie zaskoczona.
-Za co? Musiał być jakiś poważny powód inaczej byś tego nie zrobiła. Nie ty.
-Skąd wiesz? - zapytałam
-Twoje oczy wszystko zdradzają. Nie chciałaś tego, ale nie miałaś wyboru, zgadza się?
-Nie mogłam postąpić inaczej. W grę wchodziło moje życie.
-Jeśli nie chcesz nie musisz mówić.
-Może lepiej by było gdybym powiedziała? Nie mogę ciągle udawać, że nic się nie stało.
-No więc co zrobił?
-Zaatakował mnie. Właściwie próbował zgwałcić. Na początku go odpychałam, szarpałam się, ale on potem wyciągnął broń i przystawił mi ją do głowy... - przerwałam. W oku zakręciła mi się łza.
-Co było dalej? - pytała Coni
-Złapałam jego rękę. Po kilku minutach walki udało mi się wyrwać mu broń. Kiedy wstałam on czołgał się na kolanach z przeprosinami. Mówił, że nigdy więcej nie dopuści się tego czynu, przepraszał, obiecywał. Nie mogłam tego tak zostawić. Powiedziałam mu wtedy, że nigdy mu nie uwierzę, i że chcę żebyśmy się rozstali. W jego oczach zobaczyłam wrogość. W ułamku sekundy podniósł się i znów się na mnie rzucił, ale ja go uprzedziłam. Strzeliłam do niego raz, a potem drugi. Nie ruszał się więc w panice uciekłam. Co było dalej to już wiesz. Dostałam 25 lat i nikogo nie obchodził fakt, że zrobiłam to w obronie własnej. - powiedziałam po czym się uśmiechnęłam.
-A za co ty siedzisz? -zapytałam jakby nigdy nic
-Dostałam 10 lat za przemyt narkotyków przez granicę. Zostało mi jeszcze 8.
-Przynajmniej wyjdziesz przed 40-stką. - chwile później obie zaczęłyśmy się z tego śmiać. Nagle usłyszałyśmy coś w rodzaju głośnego dzwonka. Wszystkie cele się otworzyły.
-Nareszcie! - powiedziała Coni – Chodź! Pójdziemy się przejść, pokażę ci parę rzeczy. - obie wyszłyśmy z celi i skierowałyśmy się w stronę otwartego już spacerniaka. Przestrzeń była ogromna. Teren obsiany był soczyście zieloną trawą. W każdym kącie stało po kilka rzędów ławeczek.
-Macie nawet kosza? - zapytałam
-Nigdy tam nie chodź! - powiedziała ostrzegawczym tonem
-Dlaczego? Myślałam, że tutejsze atrakcje są dla wszystkich więźniów.
-Pole do gry w kosza jest zajęte przez murzynów. Siłownia przez grubych i ponurych białasów. Fox River nie jest rajem dla kolejnej młodej przestępczyni.
-I jak skarbeńku? Zastanowiłaś sie już? - usłyszałyśmy za plecami i szybko sie odwróciłyśmy.
-T-bag! - powiedziała Coni wyraźnie nie zadowolona – Już raz ci powiedziałam, że się nie zgadzam, drugi raz powtarzać nie będę! - krzyknęła. T-Bag był mocno wkurzony po tym co powiedziała Coni. Złapał ją za rękę i znacząco się do niej przybliżył.
-Zostaw ją! - krzyknęłam
-Nie wtrącaj się Niki! - odpowiedziała Coni
-Niki? A więc to ty jesteś tą naszą młodziutką morderczynią. - T-Bag puścił Constanzę i powolnym krokiem zaczął się do mnie przybliżać. - Twoja niemądra przyjaciółeczka nie wie w co się pakuje, ale ty jeszcze możesz się uratować. - powiedział
-O co ci chodzi? - zapytałam nie wiedząc czy zrobiłam dobrze
-HEJ! CO TAM SIĘ DZIEJE?! - krzyknął strażnik
-Wszystko w porządku szefie! - odpowiedział T-Bag. - Cholerny klawisz. Tym razem ci się udało, udało się wam obu. - powiedział i spojrzał na nas wrogim wzrokiem, po czym odszedł w stronę ławek.
-Nicole, nie popełnij tego samego błędu co ja. Nigdy nie odpowiadaj na jego pytania i unikaj go jak ognia. - powiedziała Coni
-Ale dlaczego? Kim on jest? - wypytywałam
-Po prostu mnie posłuchaj i nigdy go nie prowokuj. - kilka minut później usłyszałyśmy wyraźny sygnał oznaczający powrót do cel. Ruszyłyśmy w kierunku budynku...
Michael Scofield
kolejny odcineczek... jakaz odmiana 2 dziewczyny w FOx i jak zwykle T-bag musi pierwszy się przypałetac
.... fajne.. czekam na klejne odcinki 
John Abruzzi
pomyślałam w tym momencie o telenoweli 'Sos mi Vida'bella15 pisze:-Constanza ale wolę jak mówią mi Coni.
aaaa^^ mój Teddybella15 pisze:A więc to ty jesteś tą naszą młodziutką morderczynią. - T-Bag puścił Constanzę i powolnym krokiem zaczął się do mnie przybliżać.
Michael Scofield
ja juz nie pamiętam co ja tam komentowałam...no więc jeszcze raz...bosko. Teddy już szaleje ^^
Świeżak
Posty: 19
Rejestracja: 2008-02-19, 18:45
Dalsza część opowiadania 
<i>Znów ten okropny dźwięk!</i> - pomyślałam zrywając się z łóżka. Codziennie o tej samej godzinie rozlegał się sygnał informujący o otwarciu cel i porze na to by iść na stołówkę. Zarzuciłam na siebie błękitną koszulę i razem z Coni poszłam na śniadanie. Znowu trzeba było stać w kolejce, tym razem po tacę z prowiantem. Z natury byłam osobą niecierpliwą. Wszystko musiało nabierać prędkość, a gdy wlekło się tak wolno jak ta kolejka dostawałam szału. Usiadłam przy stoliku w samym rogu sali. Obok usiadła Coni.
-Dzisiaj jakieś święto chyba mamy. - powiedziała
-Dlaczego?
-Dali na śniadanie trochę dżemu. Ostatni raz widziałam go pół roku temu. - powiedziała i zaśmiała się.
-Coni, wiem, że nie chciałaś bym o to pytała, ale dlaczego ostrzegasz mnie przed T-Bagiem?
-Musisz się jeszcze wiele nauczyć Niki. Wiesz w ogóle kim jest T-Bag?
-Nie. Miałam nadzieję, że ty mi to powiesz. - powiedziałam
-T-Bag siedzi tu za gwałt i morderstwo tuzina dzieci. To psychopata. Jest nieobliczalny w każdym calu.
-Przesadzasz. Ja myślę, że nie jest aż tak groźny.
-Dobra! Rób jak uważasz, ale nie mów mi później, że cię nie ostrzegałam. - odpowiedziała, po czym zabrała pustą tacę, odstawiła do pojemnika na brudne naczynia i wyszła. Zostałam teraz sama. W spokoju wypiłam swoją herbatę i wyszłam ze stołówki. Poszłam na spacerniak z nadzieją, że Coni tam będzie. Rozejrzałam się dookoła, ale jej niestety tam nie było.
-Witaj słoneczko! - usłyszałam za plecami. To był T-Bag.
-Czego chcesz? - rzuciłam
-No, no, no. Nie grzecznie tak pytać! - powoli zaczął się do mnie przybliżać na dość niebezpieczną odległość.
-Zostaw mnie! Nie prosiłam cię o nic! - wtedy zdałam sobie sprawę, że to co powiedziałam było wielkim błędem. T-Bag złapał mnie za rękę.
-Odzywaj się grzeczniej, bo inaczej możesz pożałować swojej decyzji. Mogę ci jeszcze darować ten mały incydent. Wystarczy, że zechcesz się do mnie przyłączyć.
-Słucham? Wybacz, ale nie wiem co masz na myśli. - używałam grzeczniejszych zwrotów, mimo iż w środku mój gniew przybierał na sile.
-Zostaw ją T-Bag! Ona ci nic nie zrobiła! - spojrzałam przed siebie. Za plecami T-Baga stał mężczyzna po czterdziestce. Był wyraźnie niezadowolony z jego postawy.
-A co jeśli tego nie zrobię? - powiedział odwracając się w stronę nieznajomego
-Pożałujesz! - T-Bag znów odwrócił się w moją stronę. Popatrzył mi prosto w oczy.
-To jeszcze nie koniec. Możesz być tego pewna. - powiedział i odszedł.
-Dzięki! - rzuciłam.
-Nie ma za co! Jestem John Abruzzi.
-Nicole Smith.
-A więc to ty jesteś tą słynną morderczynią, o której całe Fox River plotkuje. - powiedział John uśmiechając się lekko
-Nie rozumiem.
-Dał bym sobie głowę uciąć, że gdzieś cię już widziałem. Nie mogę sobie tylko przypomnieć gdzie. - powiedział, po czym pogrążył się w głębokie myśleniu. Wiedziałam o co mu chodzi. Miałam nadzieję, że mnie nie rozpozna, ale rozwiał je pewien młody chłopak, który chwile potem do nas podszedł.
-Ja wiem gdzie, John. - powiedział.
-Kim jesteś? - zapytałam
-Michael Scofield.
-A ja...
-Nie musisz mówić. Wiem jak się nazywasz.
-Skoro już tu jesteś to oświeć mnie, bo jak sam stwierdziłeś możesz rozwiać me wątpliwości dotyczące naszej młodej damy. - odpowiedział John
-Mogłeś zobaczyć ją na okładkach gazet lub w telewizji. - John zaczął się śmiać
-Co w tym śmiesznego? - zapytałam
-Więc skoro jesteś taka sławna, to co tu robisz?
-Nie jestem sławna! - rzuciłam
-Pewnie, że nie. - powiedział Michael – Ale twoja ciotka owszem.
-O kim ty mówisz? - nie wiem dlaczego zadałam to pytanie. I tak wiedziałam, że Scofield zna odpowiedź
-Caroline Reynolds – Pani vice prezydent jest twoją ciotką. Zastanawia mnie tylko fakt, dlaczego pozwoliła byś tu trafiła. - odpowiedział po czym skierował uśmiech w moją stronę. Nie byłam zadowolona z tego faktu. Przyszłam tu z nadzieją, że nikt mnie nie rozpozna. Nie chciałam mieć nic wspólnego z moją ciotką. Zawsze była na pierwszym miejscu. Wszyscy ją szanowali i podziwiali. Ja byłam tylko jej maskotką, z którą pokazywała się na różnego rodzaju imprezach.
-Widocznie wolała żebym odsiedziała swoją karę. W końcu zabiłam człowieka. - rzuciłam
-A ja sądzę, że ty chciałaś tu trafić. - miałam ochotę go uderzyć. Byłam mocno zdenerwowana po incydencie z T-Bagiem, a Michael sprawił, że mój gniew przybrał niewyobrażalne rozmiary. Podeszłam do niego na tyle blisko by móc szepnąć mu coś do ucha.
-Chciałam – nie chciałam, co to za różnica? Przecież i tak tu trafiłam. Nie interesuj się tym czym nie powinieneś. - szepnęłam i skierowałam się w kierunku budynku. Poszłam do swojej celi. Coni leżała na łóżku wpatrując się w mój materac.
-Nadal jesteś zła? - spytałam
-Nie. - powiedziała i usiadła na łóżku. - Nicole, wiem, że jesteś pierwszy raz w więzieniu i myślisz, że możesz czuć się tu bezpiecznie, ale musisz wiedzieć, że nie każdy jest „pluszowym misiem”, który cię wysłucha i dostosuje się do twoich warunków. Fox River jest miejscem, w którym toczy się niekończąca walka o twój spokojny pobyt tutaj, czasem nawet o życie. Wiem coś o tym.
-Coni, wiem, że chcesz dobrze. Przepraszam cię za to, że nie uwierzyłam w to co powiedziałaś. Po śniadaniu poszłam na spacerniak.
-Sama? - zapytała
-Myślałam, że tam będziesz.
-Nie było mnie tam.
-Tak, wiem. - powiedziałam – T-Bag mnie zaczepił.
-Jak to? I co zrobiłaś?
-Próbowałam się obronić, ale nie bardzo mi to wyszło. - spojrzałam na Coni i lekko się uśmiechnęłam z nadzieją, że ją trochę rozweselę.
-Myślisz, że to śmieszne? - rzuciła – Co się stało dalej?
-Pomógł mi John Abruzzi. - nie zdążyłam powiedzieć nic więcej kiedy to Coni zaatakowała mnie milionem argumentów i zdań, których w tym wszystkim nie mogłam zrozumieć.
-Dlaczego pchasz się tam gdzie cię w ogóle nie powinno być?! - zapytała
-Wybacz, ale nie wiem o co ci chodzi. John wydawał się całkiem miłym facetem.
-Tak? To niech ci jeszcze cukierki kupi! - krzyknęła
-Nie krzycz na mnie. - powiedziałam spokojnie – John uratował mi tyłek, a ty masz najwyraźniej o to pretensję.
-Próbuję ci powiedzieć, że towarzystwo Abruzziego i T-Baga, nie jest towarzystwem dla ciebie, rozumiesz? Kogo jeszcze tam poznałaś?
-Znów zaczynasz swoje przesłuchanie? - zapytałam
-Przepraszam, mogę na chwilę przeszkodzić? - odwróciłam się. Za mną stał Scofield.
-Zapraszał cię tu ktoś?! - krzyknęła Constanza
-Jak zwykle zły humor? - zapytał Michael
-Nie twoja sprawa! - rzuciła
-O co chodzi? - postanowiłam zapytać o to Scofielda, choć i tak byłam mocno wnerwiona.
-Odnośnie twojego stwierdzenia – tam na spacerniaku – nie mogę przestać się tobą interesować, bo za dużo już wiem. - powiedział, po czym poszedł do swojej celi. Stałam tak przez chwilę w bezruchu zastanawiając się co on miał na myśli.
-Może teraz zaczniesz mnie słuchać. - rzuciła Coni i położyła się na łóżku...
<i>Znów ten okropny dźwięk!</i> - pomyślałam zrywając się z łóżka. Codziennie o tej samej godzinie rozlegał się sygnał informujący o otwarciu cel i porze na to by iść na stołówkę. Zarzuciłam na siebie błękitną koszulę i razem z Coni poszłam na śniadanie. Znowu trzeba było stać w kolejce, tym razem po tacę z prowiantem. Z natury byłam osobą niecierpliwą. Wszystko musiało nabierać prędkość, a gdy wlekło się tak wolno jak ta kolejka dostawałam szału. Usiadłam przy stoliku w samym rogu sali. Obok usiadła Coni.
-Dzisiaj jakieś święto chyba mamy. - powiedziała
-Dlaczego?
-Dali na śniadanie trochę dżemu. Ostatni raz widziałam go pół roku temu. - powiedziała i zaśmiała się.
-Coni, wiem, że nie chciałaś bym o to pytała, ale dlaczego ostrzegasz mnie przed T-Bagiem?
-Musisz się jeszcze wiele nauczyć Niki. Wiesz w ogóle kim jest T-Bag?
-Nie. Miałam nadzieję, że ty mi to powiesz. - powiedziałam
-T-Bag siedzi tu za gwałt i morderstwo tuzina dzieci. To psychopata. Jest nieobliczalny w każdym calu.
-Przesadzasz. Ja myślę, że nie jest aż tak groźny.
-Dobra! Rób jak uważasz, ale nie mów mi później, że cię nie ostrzegałam. - odpowiedziała, po czym zabrała pustą tacę, odstawiła do pojemnika na brudne naczynia i wyszła. Zostałam teraz sama. W spokoju wypiłam swoją herbatę i wyszłam ze stołówki. Poszłam na spacerniak z nadzieją, że Coni tam będzie. Rozejrzałam się dookoła, ale jej niestety tam nie było.
-Witaj słoneczko! - usłyszałam za plecami. To był T-Bag.
-Czego chcesz? - rzuciłam
-No, no, no. Nie grzecznie tak pytać! - powoli zaczął się do mnie przybliżać na dość niebezpieczną odległość.
-Zostaw mnie! Nie prosiłam cię o nic! - wtedy zdałam sobie sprawę, że to co powiedziałam było wielkim błędem. T-Bag złapał mnie za rękę.
-Odzywaj się grzeczniej, bo inaczej możesz pożałować swojej decyzji. Mogę ci jeszcze darować ten mały incydent. Wystarczy, że zechcesz się do mnie przyłączyć.
-Słucham? Wybacz, ale nie wiem co masz na myśli. - używałam grzeczniejszych zwrotów, mimo iż w środku mój gniew przybierał na sile.
-Zostaw ją T-Bag! Ona ci nic nie zrobiła! - spojrzałam przed siebie. Za plecami T-Baga stał mężczyzna po czterdziestce. Był wyraźnie niezadowolony z jego postawy.
-A co jeśli tego nie zrobię? - powiedział odwracając się w stronę nieznajomego
-Pożałujesz! - T-Bag znów odwrócił się w moją stronę. Popatrzył mi prosto w oczy.
-To jeszcze nie koniec. Możesz być tego pewna. - powiedział i odszedł.
-Dzięki! - rzuciłam.
-Nie ma za co! Jestem John Abruzzi.
-Nicole Smith.
-A więc to ty jesteś tą słynną morderczynią, o której całe Fox River plotkuje. - powiedział John uśmiechając się lekko
-Nie rozumiem.
-Dał bym sobie głowę uciąć, że gdzieś cię już widziałem. Nie mogę sobie tylko przypomnieć gdzie. - powiedział, po czym pogrążył się w głębokie myśleniu. Wiedziałam o co mu chodzi. Miałam nadzieję, że mnie nie rozpozna, ale rozwiał je pewien młody chłopak, który chwile potem do nas podszedł.
-Ja wiem gdzie, John. - powiedział.
-Kim jesteś? - zapytałam
-Michael Scofield.
-A ja...
-Nie musisz mówić. Wiem jak się nazywasz.
-Skoro już tu jesteś to oświeć mnie, bo jak sam stwierdziłeś możesz rozwiać me wątpliwości dotyczące naszej młodej damy. - odpowiedział John
-Mogłeś zobaczyć ją na okładkach gazet lub w telewizji. - John zaczął się śmiać
-Co w tym śmiesznego? - zapytałam
-Więc skoro jesteś taka sławna, to co tu robisz?
-Nie jestem sławna! - rzuciłam
-Pewnie, że nie. - powiedział Michael – Ale twoja ciotka owszem.
-O kim ty mówisz? - nie wiem dlaczego zadałam to pytanie. I tak wiedziałam, że Scofield zna odpowiedź
-Caroline Reynolds – Pani vice prezydent jest twoją ciotką. Zastanawia mnie tylko fakt, dlaczego pozwoliła byś tu trafiła. - odpowiedział po czym skierował uśmiech w moją stronę. Nie byłam zadowolona z tego faktu. Przyszłam tu z nadzieją, że nikt mnie nie rozpozna. Nie chciałam mieć nic wspólnego z moją ciotką. Zawsze była na pierwszym miejscu. Wszyscy ją szanowali i podziwiali. Ja byłam tylko jej maskotką, z którą pokazywała się na różnego rodzaju imprezach.
-Widocznie wolała żebym odsiedziała swoją karę. W końcu zabiłam człowieka. - rzuciłam
-A ja sądzę, że ty chciałaś tu trafić. - miałam ochotę go uderzyć. Byłam mocno zdenerwowana po incydencie z T-Bagiem, a Michael sprawił, że mój gniew przybrał niewyobrażalne rozmiary. Podeszłam do niego na tyle blisko by móc szepnąć mu coś do ucha.
-Chciałam – nie chciałam, co to za różnica? Przecież i tak tu trafiłam. Nie interesuj się tym czym nie powinieneś. - szepnęłam i skierowałam się w kierunku budynku. Poszłam do swojej celi. Coni leżała na łóżku wpatrując się w mój materac.
-Nadal jesteś zła? - spytałam
-Nie. - powiedziała i usiadła na łóżku. - Nicole, wiem, że jesteś pierwszy raz w więzieniu i myślisz, że możesz czuć się tu bezpiecznie, ale musisz wiedzieć, że nie każdy jest „pluszowym misiem”, który cię wysłucha i dostosuje się do twoich warunków. Fox River jest miejscem, w którym toczy się niekończąca walka o twój spokojny pobyt tutaj, czasem nawet o życie. Wiem coś o tym.
-Coni, wiem, że chcesz dobrze. Przepraszam cię za to, że nie uwierzyłam w to co powiedziałaś. Po śniadaniu poszłam na spacerniak.
-Sama? - zapytała
-Myślałam, że tam będziesz.
-Nie było mnie tam.
-Tak, wiem. - powiedziałam – T-Bag mnie zaczepił.
-Jak to? I co zrobiłaś?
-Próbowałam się obronić, ale nie bardzo mi to wyszło. - spojrzałam na Coni i lekko się uśmiechnęłam z nadzieją, że ją trochę rozweselę.
-Myślisz, że to śmieszne? - rzuciła – Co się stało dalej?
-Pomógł mi John Abruzzi. - nie zdążyłam powiedzieć nic więcej kiedy to Coni zaatakowała mnie milionem argumentów i zdań, których w tym wszystkim nie mogłam zrozumieć.
-Dlaczego pchasz się tam gdzie cię w ogóle nie powinno być?! - zapytała
-Wybacz, ale nie wiem o co ci chodzi. John wydawał się całkiem miłym facetem.
-Tak? To niech ci jeszcze cukierki kupi! - krzyknęła
-Nie krzycz na mnie. - powiedziałam spokojnie – John uratował mi tyłek, a ty masz najwyraźniej o to pretensję.
-Próbuję ci powiedzieć, że towarzystwo Abruzziego i T-Baga, nie jest towarzystwem dla ciebie, rozumiesz? Kogo jeszcze tam poznałaś?
-Znów zaczynasz swoje przesłuchanie? - zapytałam
-Przepraszam, mogę na chwilę przeszkodzić? - odwróciłam się. Za mną stał Scofield.
-Zapraszał cię tu ktoś?! - krzyknęła Constanza
-Jak zwykle zły humor? - zapytał Michael
-Nie twoja sprawa! - rzuciła
-O co chodzi? - postanowiłam zapytać o to Scofielda, choć i tak byłam mocno wnerwiona.
-Odnośnie twojego stwierdzenia – tam na spacerniaku – nie mogę przestać się tobą interesować, bo za dużo już wiem. - powiedział, po czym poszedł do swojej celi. Stałam tak przez chwilę w bezruchu zastanawiając się co on miał na myśli.
-Może teraz zaczniesz mnie słuchać. - rzuciła Coni i położyła się na łóżku...
Sara Tancredi
Bardzo ciekawe, przyjemnie się czyta
Czekam na ciąg dalszy.
John Abruzzi
super^^
Mam nadzieję na więcej T-Baga.. i na pojawienie się Caroline
Mam nadzieję na więcej T-Baga.. i na pojawienie się Caroline
Świeżak
Posty: 19
Rejestracja: 2008-02-19, 18:45
bardzo dziękuję za te jakże piękne słowa :* nawet nie wiecie ile dla mnie znaczą
dzięki wam wszystkim :***
dzięki wam wszystkim :***
Michael Scofield
wymiatasz jak dla mnie :*
Michael Scofield
oo ja
to jest dopiero wątek... cudo... i wrzucasz regularnie ... wspaniale :*bella15 pisze:Caroline Reynolds
Tweener
Posty: 94
Rejestracja: 2008-01-15, 17:50
Ekstra opowiadanie czekam na kolejną część ^^
Świeżak
Posty: 19
Rejestracja: 2008-02-19, 18:45
Kolejna porcja "emocji" 
Dzień jak co dzień. W końcu to więzienie. Wszystkie dni zlewają się ze sobą. Śniadanie do kitu, poranki do kitu, łazienki też do kitu. Czułam się gorzej niż zwykle. Wydała się tajemnica, która nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego w tym miejscu. Nie byłam zadowolona z faktu, że jestem siostrzenicą Pani vice prezydent. To nic miłego kiedy jest się traktowanym jak pudelek na pokazach. Siedziałam na swoim łóżku wpatrując się jak psychopatka w wielką plamę na ścianie, kiedy to nagle przed naszą celą stanął strażnik.
-Otworzyć dwudziestkę trójkę! - krzyknął. Cela otworzyła się.
-Siemasz Bellick. - powiedziała Coni
-Ty jak zawsze uśmiechnięta i pełna życia, co? - zapytał
-Jak widać. Co tym razem? - zapytała patrząc głupkowato na klawisza
-Nicole idziesz ze mną. - powiedział. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Gdzie? - zapytałam
-Na pierwsze badania kontrolne. - zeszłam z łóżka i posłusznie wyszłam z celi. Szliśmy różnymi korytarzami. Przeszliśmy do bloku B, tam gdzie znajdowało się ambulatorium.
-To ty powiedziałeś mi o tych dwóch żelaznych zasadach. - powiedziałam śmiejąc się pod nosem – Powiedz chociaż jak masz na imię. Spędzimy ze sobą dużo czasu.
-Brad Bellick. Wierz mi, nie powinnaś tu siedzieć. Jesteś za młoda na więzienie. - odpowiedział
-Jak stąd wyjdę będę miała 47 lat. To teraz bez różnicy czy jestem młoda czy nie.
-To tu. Dalej idziesz sama. - weszłam do gabinetu lekarskiego. Usiadłam na krzesełku pod oknem i rozejrzałam się dookoła. Poczułam się jak w domu. Brakowało mi tego szpitalnego otoczenia.
-Dzień dobry! Nazywam się dr Sara Tancredi i będę twoim lekarzem tutaj.- do gabinetu weszła młoda kobieta z rudymi włosami. Była starsza ode mnie, ale nie wyglądała.
-Witam! - odpowiedziałam
-A więc nazywasz się Nicole Smith, masz 23 lata i... - urwała w połowie zdania – No proszę! Studiowałaś medycynę. - powiedziała ze zdziwieniem w głosie
-Co w tym dziwnego? - zapytałam
-Niby nic. Dlaczego to zrobiłaś? Pytam z ciekawości, jak nie chcesz nie musisz odpowiadać.
-Byłabym wdzięczna. - odpowiedziałam i odwróciłam głowę w stronę okna. Patrzyłam na piękne błękitne niebo i bystro świecące słońce.
-Podwiń rękaw. - powiedziała lekarka. Zrobiłam to o co prosiła. Zacisnęła mi rękę gumowym paseczkiem i pobrała krew. Potem zmierzyła mi ciśnienie i obsłuchała stetoskopem.
-Wszystko w porządku. Możesz już iść. - wstałam z krzesełka i wyszłam z gabinetu. Brad już na mnie czekał. Odprowadził mnie z powrotem do celi.
-Nie wyglądasz dobrze. - powiedziała Coni – Co ona ci tam zrobiła?
-Nic. Była miła.
-Więc co się stało?
-Kiedy tam weszłam przypomniało mi się coś.
-A co ci się mogło przypomnieć w ambulatorium? - zapytała po raz kolejny. Na jej ustach rósł co raz większy uśmiech
-I tak się pewnie dowiesz, więc powiem ci od razu.
-Ooo... Miło usłyszeć.
-Przestań! To nie jest zabawne.
-Dobra, już dobra. Przepraszam. No ale mów co ci się przypomniało. - widać było, że Coni zżera ciekawość.
-Zanim tu trafiłam studiowałam medycynę. Nie pytaj mnie proszę o nic więcej bo nie chcę o tym rozmawiać. - Constanza była wyraźnie zaskoczona. Nie pytała mnie więcej o nic co dotyczyło moich studiów. Do kolejnego wyjścia na spacerniak zostały jeszcze dwie godziny. Położyłam się na swoim łóżku i zasnęłam.
***
-Idziesz? - otworzyłam oczy. Coni stała przy moim łóżku i próbowała wyrwać mnie z tego niebiańskiego snu.
-To już? - zapytałam
-Tak! Idziesz czy zostajesz?
-Idę, idę. - powiedziałam ledwo żywa. Podniosłam się, przeciągnęłam i zeskoczyłam z łóżka. Razem z Coni poszłyśmy na spacerniak. Nie chciałam zbytnio łazić gdzie nie potrzeba, więc spacerowałam wzdłuż siatki. Pogoda była piękna. Marzyłam o spacerze nad brzegiem oceanu. Zawsze o tej porze tak robiłam. Przez tego cholernego dupka muszę tu siedzieć. Nikogo nie obchodziło to, że zrobiłam to w obronie własnej.
-Zaczekaj, zaraz przyjdę. - powiedziała Coni szturchając mnie w prawe ramię.
-Gdzie idziesz? - zapytałam z przerażeniem w oczach. Nie chciałam zostawać sama nawet na krótką chwilę.
-Zaraz wrócę. Spokojnie. - odpowiedziała i poszła w stronę kilku mężczyzn siedzących na ławeczkach.
-Świetnie! - powiedziałam.
-Co jest takie świetne? - usłyszałam pytanie za plecami. Odwróciłam się.
-Ach, to ty. - za mną stał Scofield – Czego chcesz tym razem?
-Pogadać. Jeśli oczywiście masz ochotę.
-Nie mam. - rzuciłam
-No dobra. Jak chcesz. - powiedział i był gotów odejść kiedy nagle coś mnie tknęło
-Zaczekaj! Przepraszam za moje zachowanie. To dlatego, że jedyną osobą jaką tu znam to Coni, ale ona wolała inne towarzystwo. - burknęłam pod nosem i spojrzałam na Michaela
-Wiem coś o tym. Zresztą znasz też mnie. Nie jesteś całkiem sama. - posłał mi delikatny uśmiech kiedy to mówił
-Nie licząc T-Baga i Abruzziego jest całkiem w porządku. Jeszcze trochę i będę znać całą mafię tutaj. - chwilę później oboje zaczęliśmy się z tego śmiać. Czułam się tak jakbym znała Michaela od lat.
-Uwierz mi, Abruzzi zrobił to dlatego, że przypominasz mu jego dzieci. Założę się, że zrobi to kolejny raz jak zobaczy, że jesteś w niebezpieczeństwie. - powiedział
-To miłe z jego strony, ale mimo wszystko John jest najbardziej znanym i niebezpiecznym mafiosem o jakim świat słyszał. Swoją drogą wydawał się bardzo miły. Na pewno milszy i sympatyczniejszy niż mój własny ojciec. - odparłam krzywiąc minę
-Myślałem, że masz kochającą rodzinę.
-O tak! Kochają mnie, aż po grób! Kiedy dowiedzieli się, że zastrzeliłam Kevina myślałam, że ze mną zrobią to samo. Kiedy policja po mnie przyjechała, ostatnie co od nich usłyszałam to: “Jak mogłaś zabić tak dobrego człowieka? On cię tak bardzo kochał!”. Kochał, owszem ale moje ciało. Nic innego się nie liczyło. - westchnęłam. Ciężko było mi mówić o rodzinie, którą kochałam, a oni mimo wszystko w najgorszych sytuacjach udawali, że mnie nie znają.
-Nie wiem jak to jest kiedy własna rodzina cię odrzuca, ale wiem jak to jest nie mieć jej wcale. - powiedział Michael
-Przykro mi, nie wiedziałam.
-Nie szkodzi. - odparł i uśmiechnął się do mnie.
-Hej! Odejdź od niej! - krzyknęła nagle Coni.
-O co ci chodzi? My tylko rozmawialiśmy. - stanęłam w obronie Scofielda
-Co tym razem jej powiedziałeś?!
-Nie denerwuj się tak. Po prostu rozmawialiśmy. - powiedział – Jeśli ci się to nie podoba, to wystarczyło zwrócić uwagę. - chwilę potem odszedł od nas. Byłam trochę zła na Coni. Zachowała się chamsko.
-Dlaczego to zrobiłaś?! - zapytałam z ironią w głosie
-Nie ufaj mu! Nigdy!
-O co ci chodzi? Ciągle tylko mówisz, żebym nikomu nie ufała! Dlaczego wtrącasz się w nie swoje sprawy?! Ja nie opieprzam cię za to, że polazłaś do jakichś “panienek”, a mnie zostawiłaś samą na pastwę losu! Gdybyś przy mnie była nic by się nie stało, więc nie mów mi teraz, że to moja wina! - krzyknęłam i poszłam do swojej celi. Byłam wkurzona. Nic mnie już nie obchodziło. Wskoczyłam na swoje łóżko i jak małe dziecko schowałam głowę w kolanach obejmując ją rękami.
-A cóż to moje słoneczko jest nie w humorze? - to był T-Bag. Nie chciałam z nikim rozmawiać zwłaszcza z nim.
-Czego chcesz? - rzuciłam
-Uuu... Trochę grzeczniej proszę.
-Będę odzywać się tak, jak mi się podoba!
-Słuchaj no...
-Nie! To ty mnie posłuchaj! - przerwałam mu – Nie mam ochoty gadać z nikim, zwłaszcza z tobą, więc bądź tak uprzejmy i zjeżdżaj z stąd! - krzyknęłam. Nie wiedziałam czy zrobiłam dobrze, ale mimo wszystko chyba mi ulżyło. Zresztą nic mnie już dzisiaj nie obchodziło. T-Bag spojrzał na mnie krzywo. Był wyraźnie zaskoczony moim zachowaniem. Wszyscy dookoła się go bali, a ja jak głupia na niego nawrzeszczałam. Wkurzyły go moje słowa. Chciał wejść do mojej celi, ale akurat przyszła Coni i go odepchnęła. Chyba słyszała to co powiedziałam bo zrobiła to pewnie mówiąc: “Jeszcze coś?”.
-Dzięki! - powiedziałam kiedy T-Bag odszedł
-Za co? To ja powinnam dziękować tobie. - odparła. Popatrzyłyśmy na siebie przez krótką chwilę i zaczęłyśmy się śmiać. Kilka minut później zamknęli cele. W głowie miałam tylko myśli co zamierza zrobić T-Bag, po tym jak na niego nakrzyczałam...
Dzień jak co dzień. W końcu to więzienie. Wszystkie dni zlewają się ze sobą. Śniadanie do kitu, poranki do kitu, łazienki też do kitu. Czułam się gorzej niż zwykle. Wydała się tajemnica, która nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego w tym miejscu. Nie byłam zadowolona z faktu, że jestem siostrzenicą Pani vice prezydent. To nic miłego kiedy jest się traktowanym jak pudelek na pokazach. Siedziałam na swoim łóżku wpatrując się jak psychopatka w wielką plamę na ścianie, kiedy to nagle przed naszą celą stanął strażnik.
-Otworzyć dwudziestkę trójkę! - krzyknął. Cela otworzyła się.
-Siemasz Bellick. - powiedziała Coni
-Ty jak zawsze uśmiechnięta i pełna życia, co? - zapytał
-Jak widać. Co tym razem? - zapytała patrząc głupkowato na klawisza
-Nicole idziesz ze mną. - powiedział. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Gdzie? - zapytałam
-Na pierwsze badania kontrolne. - zeszłam z łóżka i posłusznie wyszłam z celi. Szliśmy różnymi korytarzami. Przeszliśmy do bloku B, tam gdzie znajdowało się ambulatorium.
-To ty powiedziałeś mi o tych dwóch żelaznych zasadach. - powiedziałam śmiejąc się pod nosem – Powiedz chociaż jak masz na imię. Spędzimy ze sobą dużo czasu.
-Brad Bellick. Wierz mi, nie powinnaś tu siedzieć. Jesteś za młoda na więzienie. - odpowiedział
-Jak stąd wyjdę będę miała 47 lat. To teraz bez różnicy czy jestem młoda czy nie.
-To tu. Dalej idziesz sama. - weszłam do gabinetu lekarskiego. Usiadłam na krzesełku pod oknem i rozejrzałam się dookoła. Poczułam się jak w domu. Brakowało mi tego szpitalnego otoczenia.
-Dzień dobry! Nazywam się dr Sara Tancredi i będę twoim lekarzem tutaj.- do gabinetu weszła młoda kobieta z rudymi włosami. Była starsza ode mnie, ale nie wyglądała.
-Witam! - odpowiedziałam
-A więc nazywasz się Nicole Smith, masz 23 lata i... - urwała w połowie zdania – No proszę! Studiowałaś medycynę. - powiedziała ze zdziwieniem w głosie
-Co w tym dziwnego? - zapytałam
-Niby nic. Dlaczego to zrobiłaś? Pytam z ciekawości, jak nie chcesz nie musisz odpowiadać.
-Byłabym wdzięczna. - odpowiedziałam i odwróciłam głowę w stronę okna. Patrzyłam na piękne błękitne niebo i bystro świecące słońce.
-Podwiń rękaw. - powiedziała lekarka. Zrobiłam to o co prosiła. Zacisnęła mi rękę gumowym paseczkiem i pobrała krew. Potem zmierzyła mi ciśnienie i obsłuchała stetoskopem.
-Wszystko w porządku. Możesz już iść. - wstałam z krzesełka i wyszłam z gabinetu. Brad już na mnie czekał. Odprowadził mnie z powrotem do celi.
-Nie wyglądasz dobrze. - powiedziała Coni – Co ona ci tam zrobiła?
-Nic. Była miła.
-Więc co się stało?
-Kiedy tam weszłam przypomniało mi się coś.
-A co ci się mogło przypomnieć w ambulatorium? - zapytała po raz kolejny. Na jej ustach rósł co raz większy uśmiech
-I tak się pewnie dowiesz, więc powiem ci od razu.
-Ooo... Miło usłyszeć.
-Przestań! To nie jest zabawne.
-Dobra, już dobra. Przepraszam. No ale mów co ci się przypomniało. - widać było, że Coni zżera ciekawość.
-Zanim tu trafiłam studiowałam medycynę. Nie pytaj mnie proszę o nic więcej bo nie chcę o tym rozmawiać. - Constanza była wyraźnie zaskoczona. Nie pytała mnie więcej o nic co dotyczyło moich studiów. Do kolejnego wyjścia na spacerniak zostały jeszcze dwie godziny. Położyłam się na swoim łóżku i zasnęłam.
***
-Idziesz? - otworzyłam oczy. Coni stała przy moim łóżku i próbowała wyrwać mnie z tego niebiańskiego snu.
-To już? - zapytałam
-Tak! Idziesz czy zostajesz?
-Idę, idę. - powiedziałam ledwo żywa. Podniosłam się, przeciągnęłam i zeskoczyłam z łóżka. Razem z Coni poszłyśmy na spacerniak. Nie chciałam zbytnio łazić gdzie nie potrzeba, więc spacerowałam wzdłuż siatki. Pogoda była piękna. Marzyłam o spacerze nad brzegiem oceanu. Zawsze o tej porze tak robiłam. Przez tego cholernego dupka muszę tu siedzieć. Nikogo nie obchodziło to, że zrobiłam to w obronie własnej.
-Zaczekaj, zaraz przyjdę. - powiedziała Coni szturchając mnie w prawe ramię.
-Gdzie idziesz? - zapytałam z przerażeniem w oczach. Nie chciałam zostawać sama nawet na krótką chwilę.
-Zaraz wrócę. Spokojnie. - odpowiedziała i poszła w stronę kilku mężczyzn siedzących na ławeczkach.
-Świetnie! - powiedziałam.
-Co jest takie świetne? - usłyszałam pytanie za plecami. Odwróciłam się.
-Ach, to ty. - za mną stał Scofield – Czego chcesz tym razem?
-Pogadać. Jeśli oczywiście masz ochotę.
-Nie mam. - rzuciłam
-No dobra. Jak chcesz. - powiedział i był gotów odejść kiedy nagle coś mnie tknęło
-Zaczekaj! Przepraszam za moje zachowanie. To dlatego, że jedyną osobą jaką tu znam to Coni, ale ona wolała inne towarzystwo. - burknęłam pod nosem i spojrzałam na Michaela
-Wiem coś o tym. Zresztą znasz też mnie. Nie jesteś całkiem sama. - posłał mi delikatny uśmiech kiedy to mówił
-Nie licząc T-Baga i Abruzziego jest całkiem w porządku. Jeszcze trochę i będę znać całą mafię tutaj. - chwilę później oboje zaczęliśmy się z tego śmiać. Czułam się tak jakbym znała Michaela od lat.
-Uwierz mi, Abruzzi zrobił to dlatego, że przypominasz mu jego dzieci. Założę się, że zrobi to kolejny raz jak zobaczy, że jesteś w niebezpieczeństwie. - powiedział
-To miłe z jego strony, ale mimo wszystko John jest najbardziej znanym i niebezpiecznym mafiosem o jakim świat słyszał. Swoją drogą wydawał się bardzo miły. Na pewno milszy i sympatyczniejszy niż mój własny ojciec. - odparłam krzywiąc minę
-Myślałem, że masz kochającą rodzinę.
-O tak! Kochają mnie, aż po grób! Kiedy dowiedzieli się, że zastrzeliłam Kevina myślałam, że ze mną zrobią to samo. Kiedy policja po mnie przyjechała, ostatnie co od nich usłyszałam to: “Jak mogłaś zabić tak dobrego człowieka? On cię tak bardzo kochał!”. Kochał, owszem ale moje ciało. Nic innego się nie liczyło. - westchnęłam. Ciężko było mi mówić o rodzinie, którą kochałam, a oni mimo wszystko w najgorszych sytuacjach udawali, że mnie nie znają.
-Nie wiem jak to jest kiedy własna rodzina cię odrzuca, ale wiem jak to jest nie mieć jej wcale. - powiedział Michael
-Przykro mi, nie wiedziałam.
-Nie szkodzi. - odparł i uśmiechnął się do mnie.
-Hej! Odejdź od niej! - krzyknęła nagle Coni.
-O co ci chodzi? My tylko rozmawialiśmy. - stanęłam w obronie Scofielda
-Co tym razem jej powiedziałeś?!
-Nie denerwuj się tak. Po prostu rozmawialiśmy. - powiedział – Jeśli ci się to nie podoba, to wystarczyło zwrócić uwagę. - chwilę potem odszedł od nas. Byłam trochę zła na Coni. Zachowała się chamsko.
-Dlaczego to zrobiłaś?! - zapytałam z ironią w głosie
-Nie ufaj mu! Nigdy!
-O co ci chodzi? Ciągle tylko mówisz, żebym nikomu nie ufała! Dlaczego wtrącasz się w nie swoje sprawy?! Ja nie opieprzam cię za to, że polazłaś do jakichś “panienek”, a mnie zostawiłaś samą na pastwę losu! Gdybyś przy mnie była nic by się nie stało, więc nie mów mi teraz, że to moja wina! - krzyknęłam i poszłam do swojej celi. Byłam wkurzona. Nic mnie już nie obchodziło. Wskoczyłam na swoje łóżko i jak małe dziecko schowałam głowę w kolanach obejmując ją rękami.
-A cóż to moje słoneczko jest nie w humorze? - to był T-Bag. Nie chciałam z nikim rozmawiać zwłaszcza z nim.
-Czego chcesz? - rzuciłam
-Uuu... Trochę grzeczniej proszę.
-Będę odzywać się tak, jak mi się podoba!
-Słuchaj no...
-Nie! To ty mnie posłuchaj! - przerwałam mu – Nie mam ochoty gadać z nikim, zwłaszcza z tobą, więc bądź tak uprzejmy i zjeżdżaj z stąd! - krzyknęłam. Nie wiedziałam czy zrobiłam dobrze, ale mimo wszystko chyba mi ulżyło. Zresztą nic mnie już dzisiaj nie obchodziło. T-Bag spojrzał na mnie krzywo. Był wyraźnie zaskoczony moim zachowaniem. Wszyscy dookoła się go bali, a ja jak głupia na niego nawrzeszczałam. Wkurzyły go moje słowa. Chciał wejść do mojej celi, ale akurat przyszła Coni i go odepchnęła. Chyba słyszała to co powiedziałam bo zrobiła to pewnie mówiąc: “Jeszcze coś?”.
-Dzięki! - powiedziałam kiedy T-Bag odszedł
-Za co? To ja powinnam dziękować tobie. - odparła. Popatrzyłyśmy na siebie przez krótką chwilę i zaczęłyśmy się śmiać. Kilka minut później zamknęli cele. W głowie miałam tylko myśli co zamierza zrobić T-Bag, po tym jak na niego nakrzyczałam...