Mam moje kochane maleństwo, więc świętuje i dodaje xD
Jo:
Czy ktoś mógłby mnie obudzić z tego koszmaru...czułam, że chyba zaraz zemdleję...usiadłam na oparciu, fotela obok Alexa i wpatrywałam się w niego oczekując jakichkolwiek wyjaśnień.
Nikt się nie odzywał.
Ann stała na środku pokoju, ze skrzyżowanym rękami wiercąc dziurę w głowie Whistlera, który najwidoczniej postanowił nauczyć się na pamięć układu naszego wzorku na dywanie.
A Alex...był chyba najspokojniejszy z nas wszystkich...zerkał co chwilę na Ann, która jeszcze przed chwilą wpadła tu z zamiarem powyrywania mu nóg z...ehm. Mógłby chociaż raz przestać być cholernym agentem i okazać trochę ludzkich uczuć!
-Alex do cholery, pokaż jakieś emocje! Gniew, ból, rozczarowanie, obojętnie,ale nie siedź na tym fotelu jak zaczarowany!- krzyczałam sama do siebie, modląc się w duchu, żeby wreszcie wykonał pierwszy ruch.
Jak narazie nikt sie nie odzywał, wiedziałam, że będziemy tu siedzieć w nieskończoność dopóki Ann nie dostanie jakichkolwiek wyjaśnień.
W pewnej chwili usłyszałam jak w kuchni wyłącza się czajnik.
-Pójdę...
-Siedź- przerwała mi ostro Ann. Jest źle...skoro już zaczyna warczeć nawet na mnie- Siedź i pilnuj...- wskazała głową na Alexa, którego imię najwyraźniej nie chciało przejść jej przez gardło- Bo jak nadarzy się okazja, to zaduszę go własnymi rękami.
-Ann, uspokój się...-próbowałam jakoś do niej dotrzeć, ale najwyraźniej była tak wściekła, że nawet mnie nie słuchała.
-Ależ ja jestem spokojna!- wykrzyknęła ironicznie- NIGDY nie byłam BARDZIEJ spokojna- wycedziła przez zęby mocno akcentując wyrazy.
Nie wiedziałam co robić. Miałam mętlik w głowie. Byłam z Alexem już od dawna, ale nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek odwiedzał nas ktoś o nazwisku Whistler!Zapamietałabym go, zwłaszcza, że ma charakterystyczny, angielski akcent!
-Nie ruszę się stąd dopóki nie dowiem się WSZYSTKIEGO o twojej przeszłości.- powiedziała stanowczo, czym zmusiła go wreszcie do podniesienia głowy.
Spojrzałam na niego i...zrobiło mi się go żal. Mam męża agenta, więc wiem jak to jest, nie wiedzieć wszystkiego. Czasami po prostu tak jest...Alex też nie może mi mówić o wszystkim co dzieje sie w biurze, bo wyleciałby na kopach. Ale Whistler...dlaczego odszedł. A raczej został odsunięty od służby. Przeskrobał coś? A może sprawy prywatne?
Wyrywając się na chwilę z myśli spojrzałam mu ponownie w oczy i zobaczyłam w nich nieopisany ból i smutek.
To nie mogła być łatwa przeszłość...i nie było mu łatwo podzielić się nią z nami...
-Ann, usiądź- zgromiła mnie wzrokiem, co i tak nie odniosło na mnie zbyt dużego wrażenia. Niechby tylko wiedziała jak potrafię się spojrzeć na Alexa, kiedy coś przeskrobie.
-Usiądź. Nic na mnie nie robią twoje starania sprawiania wrażenia Wściekłej I Zdolnej Do Wszystkiego, więc się nie wysilaj- powiedziałam spokojnie, ciągnąc ją za rękę na kanapę, na wszelki wypadek jak najdalej od Alexa.
-A teraz idę zrobić gorącej herbaty i kiedy tu przyjdę, wy- spojrzałam na każdego po kolei- będziecie siedzieć na swoich miejscach. Możecie się do siebie nie odzywać, nie obchodzi mnie to.
Posłałam Jamesowi uśmiech, który miał go podnieść na duchu, jeżeli cokolwiek mogło to teraz zrobić. Próbował uśmiechnąć się w odpowiedzi, ale skrzywił się tylko nieznacznie, zerkając na Alexa, który siedział zatopiony głęboko w swoim własnym świecie.
-Ech- mruknęłam do siebie- Już od dawna go z nami nie ma...ciekawe o czym myśli...Alex zrób coś, w tobie jedyna nadzieja...- modliłam się do siebie w duchu.
Kiedy tylko zdąrzyłam dojść do kuchni, po odgłosach szamotaniny i urywanych krzyków zdałam sobie sprawę, że żaden ze mnie psycholog i zostawianie całej trójki samej, wcale nie było dobrym pomysłem.
Wpadłam z powrotem i na chwilę zamarłam. Alex stał za fotelem trzymając się za gardło, a Whistler trzymał Ann w pasie próbując odciągnąć ją jak najdalej od niego.
-Puszczaj mnie ty kłamliwy sukinsynu!-Darła się na pół bloku. Już teraz nie dziwę się, dlaczego tak często zmieniamy sąsiadów.- Zobaczysz, jeszcze cie dorwę!- dodała groźnie patrząc spode łba na mojego męża.
Przez chwilę czułam się jak w Egzorcyście.
Ann ma szczęście, że nie jest stukilowym facetem z wygoloną głową. Już by było po niej.
Jak mi się dobrze wydawało, Alex położył rękę na kieszeni, w której zapewne tkwiły kajdanki, z jakimi nigdy się nie rozstaje.
Podeszłam do niego szybko kładąc mu rękę na ramieniu.
-Nie- szepnęłam- to tylko pogorszy sprawę, zaufaj mi.
Pokiwał głową, ale w jego oczach wciąż widziałam błysk złości. Cholera, jeżeli jeszcze i on się wścieknie, a mało już do tego brakowało, to chyba nikt nie wyjdzie stąd żywy.
A jutro ślub...ślub? Istnieje w ogóle jeszcze taki wyraz w ich słowniku?
-Trzeba jakoś to wszystko rozwiązać- myślałam gorączkowo- Ale jak...ale jak...
-Dosyć tego cyrku- odezwał się po raz pierwszy Alex.
-Ciekawe kto go zaczął...- ironizowała Ann, ale mój mąż stracił chyba ostatnie resztki nerwów, bo nawet nie miał zamiaru jej słuchać.
-Powiedziałem DOSYĆ!
Podskoczyłam do góry, kiedy walnął pięścią w segment, aż zatrzęsły się wszystkie kwiatki stojące na górze.
Oczywiście moje kwiatki...Och chrznić je!
Nawet James podniósł głowę i...przywidziało mi się, czy widziałam na jego twarzy cień uśmiechu? Może przypominają mu się czasy kiedy razem pracowali. Dziwiło mnie, że nie wygadali nic w pijackim amoku. Nie myśleli chyba, że to nigdy się nie wyda...
Zerknęłam na męża, który mierzył się wzrokiem z Ann.
Uwolniła się w końcu z objęć Jamesa, którego odepchnęła z odrazą do tyłu przechodząc stanowczo ZA blisko Alexa i siadając na kanapie za mną.
-Boże Ann...nie prowokuj go...tylko go nie prowokuj- mówiłam do siebie. Była chyba jeszcze bardziej wściekła niż przedwczoraj kiedy znęcałyśmy się nad nimi po ich wieczorze kawalerskim.
Czułam, że nie wytrzymam. Nie mogłam znieść jak cierpi. Nie mogłam znieść jak cierpi ktokolwiek...a zwłaszcza ona. Chciałam ją mocno przytulić i powiedzieć, że wcale nie jest tak źle mieć męża agenta.
W sumie to całkiem fajna sprawa...zawsze cos się...ehm...dzieje. Już widziałam w myślach, jak wyjmuje karabin zza pleców, gdyby usłyszała ode mnie takie słowa pocieszenia.
Ale James to dobry człowiek i nie ważne kim był w przeszłości, ważne kim jest teraz.
-James...chyba czas im TO...powiedzieć...
-Zrób to za mnie- powiedział tylko cicho...-Zawsze byłeś w tym lepszy...
Ann prychnęła tylko kiwając głową z niedowierzaniem.
-Cały czas byliście dobrymi kumplami, a przed nami udawaliście nieznajomych?!Jak mogliście...-dodała łamiącym się głosem.- Najpierw zdradził mnie Teddy... teraz ty mi to robisz?
Zabalało go. I to mocno. Widziałam to po wyrazie jego twarzy, którą natychmiast schował w rękach. Trafiła w czuły punkt, pojechała po całości.
-Alex szybciej, bo mi zaraz pęknie serce...- szepnęłam do niego.
-Jak ona miała na imię...Susan?
-Sofia...
-Ach tak...to było tak dawno.
-Jakieś...6 lat temu...
-Ty pamiętasz lepiej James. Akcja w centrum handlowym...było cholernie gorąco...
-Gorąco?! Był środek zimy...myślałem, że mi palce poodmarzają. kiedy trzymałem...
-Nieważne. Miało nie być telewizji. A zbiegli się jak hieny, rzucali się z kamerą na wszystko. Pamietasz, jak zasłaniałem cię jak mogłem?- mówił spokojnie Alex.
Czułam się jak w gabinecie psychologicznym. I nagle zaskoczyło... on to robi specjalnie! Specjalnie myli fakty, żeby to James zaczął w końcu mówić! Teraz już wiem, dlaczego mówią, że jest najlepszy...że czyta ludziom w myślach...
-Taaa...odepchnąłeś tą lalunię w różowej sukience z mikrofonem. Krzyczała coś, że cię zaskarży...- zaśmiał się po cichu, od razu poważniejąc- Zająłem pozycję...było czysto, miało być do jasnej cholery czysto...tam miało nikogo nie być...dlaczego akurat wtedy poszła na te cholerne zakupy....kiedy już wycelowałem w niego...
-James był snajperem. Najlepszym z najlepszych. Nikt nie mógł mu dorównać- przerwał Alex- Mieliśmy przymknąć...nieważne...kogoś złego. Bardzo złego. To wam wystarczy. Mów dalej.
-Wycelowałem w gościa, stał za tymi wszystkimi pieprzonymi manekinami...nacisnąłem na spust i...wystrzeliłem...- głos mu się załamał- Alex...
-W ułamku sekundy, cel zasłoniła mu kobieta...nie miał szans, żeby...
-Gdybym tylko uważniej patrzył...- wyszeptał a po jego policzkach potoczyły się łzy.
-Nie było nawet najmniejszej szansy James i dobrze o tym wiesz! Jak się później okazało...tą...kobietą...- Alex...płacze?- Tą kobietą była właśnie Sofia...
-Sofia?- powiedziałam cicho, bojąc się spojrzeć komukolwiek w oczy,- Kim była...Sofia?
-Była moja narzeczoną...- wydusił z siebie James po długiej chwili milczenia.
Czułam jak łzy lecą mi po policzkach...widziałam jak Alex podchodzi do mnie...po chwili byłam już w jego objęciach...bezpieczna...
-Ann?- wyszeptałam.
Tanira
- Ann – powtórzyła
Po moich policzkach popłynęły łzy. Otarłam je rękawem i wybiegłam z pokoju.
Wpadłam do łazienki, zatrzasnęłam za sobą drzwi i usiadłam na zimnych kafelkach.
- Boże…- szeptałam – po co ja to zaczynałam…
Pogrążyłam się w swoich myślach…Łzy płynęły i nie chciały przestać…
Nie widziałam kiedy wszedł i usiadł obok mnie.
- Ann…
- Boże…- wyszeptałam i spojrzałam na niego zapłakanymi oczami
- już dobrze…- pogłaskał mnie po głowie
- nic nie jest dobrze…nie zasługujesz na taką żonę jak ja…- zalałam się jeszcze większą lawiną łez
Spojrzał na mnie tak jak delikatnie…
- skarbie co ty mówisz…spójrz na mnie…
Nie miałam ochoty patrzeć mu w oczy. Nie po tym co zrobiłam.
- Ann spójrz…- podniósł moją głowę
- jesteś moim jedynym skarbem, rozumiesz? Nawet gdybyś odwołała ten ślub nie dałbym za wygraną. Prosiłbym, błagał. Skarbie, chcę się przy tobie budzić codziennie i chodzić spać obok ciebie co noc. Chce mieć z tobą dzieci. Chce spędzić z tobą całe życie. Nie mogę bez ciebie żyć…Nie pozwolę ci odejść…
Nie mogłam…nie wytrzymałam…
Wtuliłam się w niego jak najmocniej mogłam.
- James przepraszam…- załkałam – przepraszam, że to wszystko zaczęłam…przepraszam
- nie przepraszaj. Na twoim miejscu zachowałbym się identycznie…Już spokojnie…nie płacz…zapomnimy o tym. Od jutra zaczynamy nowe życie…
Siedzieliśmy wtuleni w siebie na zimnych kafelkach.
Nagle trzasnęły drzwi.
Zostałam sama…
Rozejrzałam się dookoła. Nie było go. Tak jakby w ogóle tu nie przyszedł…
Na korytarzy było ciemno a jeszcze przed chwila paliło się jaskrawe światło.
Podniosłam się z ziemi i ostrożnie otworzyłam drzwi.
Nie było nikogo.
Wyszłam na korytarz i zobaczyłam czerwona łunę, która wypływała z pokoju…taki dziwne światło
Zobaczyłam Alexa, który siedział na kanapie wpatrzony gdzieś w dal.
Gdy podeszłam bliżej odwrócił automatycznie głowę.
Wyglądał upiornie w tym świetle. Jak nie on…Nie, to nie był ten sam Alex. Był dziwny…inny
- gdzie jest Natalia i James? – zapytałam
Nie odpowiedział.
Patrzył na mnie zimnymi oczami pełnymi nienawiści.
- Boże…- wyszeptałam – to ty…
Wstał z kanapy i automatycznie wyciągnął broń i wycelował w moim kierunku.
- Alex co chcesz…
Tylko ten głuchy odgłos….
Otworzyłam oczy, podniosłam się i zaczęłam się trząść. Byłam w…w swoim łóżku.
- cholera co się dzieje? – zapytałam sama siebie głośno
Obok mnie spał James a w rogu łóżka Demon.
Na ścianie widziałam czerwona poświatę. Odwróciłam się automatycznie i spojrzałam w stronę automatycznego zegarka.
Dochodziła 4.
- o kurde…koszmar…
Jednak cos nie dawało mi spokoju.
- James…- zaczęłam go szturchać – James obudź się
- co? – wymruczał zaspanym głosem
- umiesz strzelać?
Spojrzał na mnie dziwnie
- zgłupiałaś? Boję się broni. Idź spać – wyszeptał i odwrócił się do mnie plecami
- dzięki Bogu, że to był tylko sen – wyszeptałam
Wtuliłam się w jego ciepłe plecy ale nie mogłam zasnąć.
Ta noc najwyraźniej sprzyjała snom.
Na suficie obserwowałam światła nielicznych jeszcze samochodów.
Słyszałam skrzypienie śniegu na naszym parapecie.
Przez cały czas zastanawiałam się może zbyt głośno jak wylądowałam w naszym łóżku.
- przecież jeździliśmy z zaproszeniami – myślałam głośno
- zasnęłaś w samochodzie – usłyszałam szept Jamesa
- nie spisz?
- obudziłaś mnie…- wyszeptał odwracając się w moja stronę – co ci strzeliło do głowy z tą bronią?
- miałam dziwny sen…
- jaki?
- ty byłeś snajperem i zabiłeś swoja narzeczoną jakąś sofię czy coś a alex zabił mnie
Usłyszałam cichy śmiech
- no co! – szturchnęłam go łokciem
- jaką ty masz wybujałą wyobraźnie kochanie…- pocałował mnie delikatnie
- a miałeś narzeczoną?
- tak, mam jedną i dziś będzie moją żoną
- co ty gadasz ślub jest jutro…
- ty kochanie chyba jeszcze śpisz. O 17 już będziemy małżeństwem
Zrobiłam wielkie oczy. Straciłam kompletnie rachubę czasu. Dziś…
- muszę zadzwonić do Nati!
- skarbie nie panikuj jest 4 rano…daj jej spokój. Zadzwonisz później. Chodź idziemy spać.
Objął mnie ramieniem i wtulił głowę w moje włosy.
Zasnęłam…Nic mi się już więcej nie śniło…
- wstawaj księżniczko – usłyszałam radosny głos
- wstawaj!
Zerwałam się z łóżka jak oparzona.
- Nati?! Alex mnie zabił!
- tak jasne…wstawaj masz dzisiaj ślub musisz się przygotować. Ruszaj dupę!
Po chwili do pokoju wpadł Alex z bukietem białych kwiatów
- no…- wydyszał – nasza panna młoda musi mieć piękne dodatki. Podobają się?
Położył je obok mnie na łóżku i pocałował na powitanie
- piękne…- wyszeptałam
- WSTAWAJ! – wydarła się Nati