Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

Tanira pisze:Ann nawijała z Alexem, gestykulując tak, że bałam się, że powybija mu oczy.
oj szkoda by ich było, szkoda.. :D
Tanira pisze:-O ja ********!- wybuchnęłam nagle, wylewając na obrus resztki malibu.- Potwierdziliście zaproszenia??!!- wydarłam sie na pół domu.
ile krzyków w tym odcinku! xD 'O ja ********!' wymiata xD
Tanira pisze:-ZAWSZE BĘDZIESZ MIAŁ! ZOSTAJESZ AGENTEM, AGENTEM UMIERASZ!
- kotku to nie tak…
- proszę cię jedzmy do domu…musze komus skopać Tylek.
- Ann
- POWIEDZIAŁAM!
'POWIEDZIAŁAM!' xD hahaha no nie mogę xD
Tanira pisze:- TY! – wrzasnęłam na całe gardło
Alex o mało nie dostał zawału, pilot wypadł mu z ręki.
już słyszę to 'TY!' hahaha :D

miodzio.. tyle niespodzianek, ciągle coś się dzieje, super się czyta i chyba nigdy mi się to nie znudzi! :D
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Mahone
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Babydoll »

agulec pisze:Tanira napisał/a:
Ann nawijała z Alexem, gestykulując tak, że bałam się, że powybija mu oczy.

oj szkoda by ich było, szkoda..
Oj tak... Te szafirowe Jego ślepka... ^^ Dzisiaj oglądałam "Helikopter w Ogniu" to jak tam latał w tym hełmie i cały upaprany, to te Jego oczęta z daleka było widać... <3 :)
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

Babydoll pisze:to te Jego oczęta z daleka było widać...
i bialuśkie zęby :D
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: *Madziula* »

Tanira pisze:pieprzoną wariatkę, która o mało nie dobiła narzeczonego swojej najlepszej przyjaciółki
kocham takie teksty xD
Tanira pisze:- Alex…- wyszeptałam cicho – zabije gnoja. No nogi mu z dupy powyrywam!
:lol: super reakcja xD
Tanira pisze:- proszę cię jedzmy do domu…musze komus skopać Tylek.
- Ann
- POWIEDZIAŁAM!
nie no :lol: jak już wspominałam Tanirze - wybitnie chcecie mnie doprowadzić do śmierci przez zadławienie niekontrolowanym śmiechem :lol:
Tanira pisze:- chyba zapomniałeś mi o czym powiedziec…- zaczęłam łagodnie patrząc diabelskim wzrokiem na Alexa
- ja? Ale o czym ty mówisz
- O TYM ŻE MÓJ PRZYSZLY MAZ TO AGENT!
no to sprawa się rypła xD
Tanira pisze:- no co…jestem agentem
typowe męskie podejście :-P przecież nic się nie stało, tylko zapomniałem ci powiedzieć... :lol:
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Mam moje kochane maleństwo, więc świętuje i dodaje xD

Jo:

Czy ktoś mógłby mnie obudzić z tego koszmaru...czułam, że chyba zaraz zemdleję...usiadłam na oparciu, fotela obok Alexa i wpatrywałam się w niego oczekując jakichkolwiek wyjaśnień.
Nikt się nie odzywał.
Ann stała na środku pokoju, ze skrzyżowanym rękami wiercąc dziurę w głowie Whistlera, który najwidoczniej postanowił nauczyć się na pamięć układu naszego wzorku na dywanie.
A Alex...był chyba najspokojniejszy z nas wszystkich...zerkał co chwilę na Ann, która jeszcze przed chwilą wpadła tu z zamiarem powyrywania mu nóg z...ehm. Mógłby chociaż raz przestać być cholernym agentem i okazać trochę ludzkich uczuć!
-Alex do cholery, pokaż jakieś emocje! Gniew, ból, rozczarowanie, obojętnie,ale nie siedź na tym fotelu jak zaczarowany!- krzyczałam sama do siebie, modląc się w duchu, żeby wreszcie wykonał pierwszy ruch.

Jak narazie nikt sie nie odzywał, wiedziałam, że będziemy tu siedzieć w nieskończoność dopóki Ann nie dostanie jakichkolwiek wyjaśnień.
W pewnej chwili usłyszałam jak w kuchni wyłącza się czajnik.
-Pójdę...
-Siedź- przerwała mi ostro Ann. Jest źle...skoro już zaczyna warczeć nawet na mnie- Siedź i pilnuj...- wskazała głową na Alexa, którego imię najwyraźniej nie chciało przejść jej przez gardło- Bo jak nadarzy się okazja, to zaduszę go własnymi rękami.
-Ann, uspokój się...-próbowałam jakoś do niej dotrzeć, ale najwyraźniej była tak wściekła, że nawet mnie nie słuchała.
-Ależ ja jestem spokojna!- wykrzyknęła ironicznie- NIGDY nie byłam BARDZIEJ spokojna- wycedziła przez zęby mocno akcentując wyrazy.

Nie wiedziałam co robić. Miałam mętlik w głowie. Byłam z Alexem już od dawna, ale nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek odwiedzał nas ktoś o nazwisku Whistler!Zapamietałabym go, zwłaszcza, że ma charakterystyczny, angielski akcent!
-Nie ruszę się stąd dopóki nie dowiem się WSZYSTKIEGO o twojej przeszłości.- powiedziała stanowczo, czym zmusiła go wreszcie do podniesienia głowy.

Spojrzałam na niego i...zrobiło mi się go żal. Mam męża agenta, więc wiem jak to jest, nie wiedzieć wszystkiego. Czasami po prostu tak jest...Alex też nie może mi mówić o wszystkim co dzieje sie w biurze, bo wyleciałby na kopach. Ale Whistler...dlaczego odszedł. A raczej został odsunięty od służby. Przeskrobał coś? A może sprawy prywatne?
Wyrywając się na chwilę z myśli spojrzałam mu ponownie w oczy i zobaczyłam w nich nieopisany ból i smutek.
To nie mogła być łatwa przeszłość...i nie było mu łatwo podzielić się nią z nami...

-Ann, usiądź- zgromiła mnie wzrokiem, co i tak nie odniosło na mnie zbyt dużego wrażenia. Niechby tylko wiedziała jak potrafię się spojrzeć na Alexa, kiedy coś przeskrobie.
-Usiądź. Nic na mnie nie robią twoje starania sprawiania wrażenia Wściekłej I Zdolnej Do Wszystkiego, więc się nie wysilaj- powiedziałam spokojnie, ciągnąc ją za rękę na kanapę, na wszelki wypadek jak najdalej od Alexa.
-A teraz idę zrobić gorącej herbaty i kiedy tu przyjdę, wy- spojrzałam na każdego po kolei- będziecie siedzieć na swoich miejscach. Możecie się do siebie nie odzywać, nie obchodzi mnie to.

Posłałam Jamesowi uśmiech, który miał go podnieść na duchu, jeżeli cokolwiek mogło to teraz zrobić. Próbował uśmiechnąć się w odpowiedzi, ale skrzywił się tylko nieznacznie, zerkając na Alexa, który siedział zatopiony głęboko w swoim własnym świecie.
-Ech- mruknęłam do siebie- Już od dawna go z nami nie ma...ciekawe o czym myśli...Alex zrób coś, w tobie jedyna nadzieja...- modliłam się do siebie w duchu.
Kiedy tylko zdąrzyłam dojść do kuchni, po odgłosach szamotaniny i urywanych krzyków zdałam sobie sprawę, że żaden ze mnie psycholog i zostawianie całej trójki samej, wcale nie było dobrym pomysłem.

Wpadłam z powrotem i na chwilę zamarłam. Alex stał za fotelem trzymając się za gardło, a Whistler trzymał Ann w pasie próbując odciągnąć ją jak najdalej od niego.
-Puszczaj mnie ty kłamliwy sukinsynu!-Darła się na pół bloku. Już teraz nie dziwę się, dlaczego tak często zmieniamy sąsiadów.- Zobaczysz, jeszcze cie dorwę!- dodała groźnie patrząc spode łba na mojego męża.

Przez chwilę czułam się jak w Egzorcyście.

Ann ma szczęście, że nie jest stukilowym facetem z wygoloną głową. Już by było po niej.
Jak mi się dobrze wydawało, Alex położył rękę na kieszeni, w której zapewne tkwiły kajdanki, z jakimi nigdy się nie rozstaje.
Podeszłam do niego szybko kładąc mu rękę na ramieniu.
-Nie- szepnęłam- to tylko pogorszy sprawę, zaufaj mi.

Pokiwał głową, ale w jego oczach wciąż widziałam błysk złości. Cholera, jeżeli jeszcze i on się wścieknie, a mało już do tego brakowało, to chyba nikt nie wyjdzie stąd żywy.

A jutro ślub...ślub? Istnieje w ogóle jeszcze taki wyraz w ich słowniku?

-Trzeba jakoś to wszystko rozwiązać- myślałam gorączkowo- Ale jak...ale jak...
-Dosyć tego cyrku- odezwał się po raz pierwszy Alex.
-Ciekawe kto go zaczął...- ironizowała Ann, ale mój mąż stracił chyba ostatnie resztki nerwów, bo nawet nie miał zamiaru jej słuchać.
-Powiedziałem DOSYĆ!

Podskoczyłam do góry, kiedy walnął pięścią w segment, aż zatrzęsły się wszystkie kwiatki stojące na górze.
Oczywiście moje kwiatki...Och chrznić je!

Nawet James podniósł głowę i...przywidziało mi się, czy widziałam na jego twarzy cień uśmiechu? Może przypominają mu się czasy kiedy razem pracowali. Dziwiło mnie, że nie wygadali nic w pijackim amoku. Nie myśleli chyba, że to nigdy się nie wyda...

Zerknęłam na męża, który mierzył się wzrokiem z Ann.
Uwolniła się w końcu z objęć Jamesa, którego odepchnęła z odrazą do tyłu przechodząc stanowczo ZA blisko Alexa i siadając na kanapie za mną.
-Boże Ann...nie prowokuj go...tylko go nie prowokuj- mówiłam do siebie. Była chyba jeszcze bardziej wściekła niż przedwczoraj kiedy znęcałyśmy się nad nimi po ich wieczorze kawalerskim.
Czułam, że nie wytrzymam. Nie mogłam znieść jak cierpi. Nie mogłam znieść jak cierpi ktokolwiek...a zwłaszcza ona. Chciałam ją mocno przytulić i powiedzieć, że wcale nie jest tak źle mieć męża agenta.
W sumie to całkiem fajna sprawa...zawsze cos się...ehm...dzieje. Już widziałam w myślach, jak wyjmuje karabin zza pleców, gdyby usłyszała ode mnie takie słowa pocieszenia.
Ale James to dobry człowiek i nie ważne kim był w przeszłości, ważne kim jest teraz.

-James...chyba czas im TO...powiedzieć...
-Zrób to za mnie- powiedział tylko cicho...-Zawsze byłeś w tym lepszy...
Ann prychnęła tylko kiwając głową z niedowierzaniem.
-Cały czas byliście dobrymi kumplami, a przed nami udawaliście nieznajomych?!Jak mogliście...-dodała łamiącym się głosem.- Najpierw zdradził mnie Teddy... teraz ty mi to robisz?
Zabalało go. I to mocno. Widziałam to po wyrazie jego twarzy, którą natychmiast schował w rękach. Trafiła w czuły punkt, pojechała po całości.
-Alex szybciej, bo mi zaraz pęknie serce...- szepnęłam do niego.

-Jak ona miała na imię...Susan?
-Sofia...
-Ach tak...to było tak dawno.
-Jakieś...6 lat temu...
-Ty pamiętasz lepiej James. Akcja w centrum handlowym...było cholernie gorąco...
-Gorąco?! Był środek zimy...myślałem, że mi palce poodmarzają. kiedy trzymałem...
-Nieważne. Miało nie być telewizji. A zbiegli się jak hieny, rzucali się z kamerą na wszystko. Pamietasz, jak zasłaniałem cię jak mogłem?- mówił spokojnie Alex.

Czułam się jak w gabinecie psychologicznym. I nagle zaskoczyło... on to robi specjalnie! Specjalnie myli fakty, żeby to James zaczął w końcu mówić! Teraz już wiem, dlaczego mówią, że jest najlepszy...że czyta ludziom w myślach...

-Taaa...odepchnąłeś tą lalunię w różowej sukience z mikrofonem. Krzyczała coś, że cię zaskarży...- zaśmiał się po cichu, od razu poważniejąc- Zająłem pozycję...było czysto, miało być do jasnej cholery czysto...tam miało nikogo nie być...dlaczego akurat wtedy poszła na te cholerne zakupy....kiedy już wycelowałem w niego...
-James był snajperem. Najlepszym z najlepszych. Nikt nie mógł mu dorównać- przerwał Alex- Mieliśmy przymknąć...nieważne...kogoś złego. Bardzo złego. To wam wystarczy. Mów dalej.
-Wycelowałem w gościa, stał za tymi wszystkimi pieprzonymi manekinami...nacisnąłem na spust i...wystrzeliłem...- głos mu się załamał- Alex...
-W ułamku sekundy, cel zasłoniła mu kobieta...nie miał szans, żeby...
-Gdybym tylko uważniej patrzył...- wyszeptał a po jego policzkach potoczyły się łzy.
-Nie było nawet najmniejszej szansy James i dobrze o tym wiesz! Jak się później okazało...tą...kobietą...- Alex...płacze?- Tą kobietą była właśnie Sofia...

-Sofia?- powiedziałam cicho, bojąc się spojrzeć komukolwiek w oczy,- Kim była...Sofia?
-Była moja narzeczoną...- wydusił z siebie James po długiej chwili milczenia.

Czułam jak łzy lecą mi po policzkach...widziałam jak Alex podchodzi do mnie...po chwili byłam już w jego objęciach...bezpieczna...
-Ann?- wyszeptałam.

Tanira

- Ann – powtórzyła
Po moich policzkach popłynęły łzy. Otarłam je rękawem i wybiegłam z pokoju.
Wpadłam do łazienki, zatrzasnęłam za sobą drzwi i usiadłam na zimnych kafelkach.
- Boże…- szeptałam – po co ja to zaczynałam…
Pogrążyłam się w swoich myślach…Łzy płynęły i nie chciały przestać…
Nie widziałam kiedy wszedł i usiadł obok mnie.
- Ann…
- Boże…- wyszeptałam i spojrzałam na niego zapłakanymi oczami
- już dobrze…- pogłaskał mnie po głowie
- nic nie jest dobrze…nie zasługujesz na taką żonę jak ja…- zalałam się jeszcze większą lawiną łez
Spojrzał na mnie tak jak delikatnie…
- skarbie co ty mówisz…spójrz na mnie…
Nie miałam ochoty patrzeć mu w oczy. Nie po tym co zrobiłam.
- Ann spójrz…- podniósł moją głowę
- jesteś moim jedynym skarbem, rozumiesz? Nawet gdybyś odwołała ten ślub nie dałbym za wygraną. Prosiłbym, błagał. Skarbie, chcę się przy tobie budzić codziennie i chodzić spać obok ciebie co noc. Chce mieć z tobą dzieci. Chce spędzić z tobą całe życie. Nie mogę bez ciebie żyć…Nie pozwolę ci odejść…
Nie mogłam…nie wytrzymałam…
Wtuliłam się w niego jak najmocniej mogłam.
- James przepraszam…- załkałam – przepraszam, że to wszystko zaczęłam…przepraszam
- nie przepraszaj. Na twoim miejscu zachowałbym się identycznie…Już spokojnie…nie płacz…zapomnimy o tym. Od jutra zaczynamy nowe życie…
Siedzieliśmy wtuleni w siebie na zimnych kafelkach.
Nagle trzasnęły drzwi.
Zostałam sama…
Rozejrzałam się dookoła. Nie było go. Tak jakby w ogóle tu nie przyszedł…
Na korytarzy było ciemno a jeszcze przed chwila paliło się jaskrawe światło.
Podniosłam się z ziemi i ostrożnie otworzyłam drzwi.
Nie było nikogo.
Wyszłam na korytarz i zobaczyłam czerwona łunę, która wypływała z pokoju…taki dziwne światło
Zobaczyłam Alexa, który siedział na kanapie wpatrzony gdzieś w dal.
Gdy podeszłam bliżej odwrócił automatycznie głowę.
Wyglądał upiornie w tym świetle. Jak nie on…Nie, to nie był ten sam Alex. Był dziwny…inny
- gdzie jest Natalia i James? – zapytałam
Nie odpowiedział.
Patrzył na mnie zimnymi oczami pełnymi nienawiści.
- Boże…- wyszeptałam – to ty…
Wstał z kanapy i automatycznie wyciągnął broń i wycelował w moim kierunku.
- Alex co chcesz…
Tylko ten głuchy odgłos….

Otworzyłam oczy, podniosłam się i zaczęłam się trząść. Byłam w…w swoim łóżku.
- cholera co się dzieje? – zapytałam sama siebie głośno
Obok mnie spał James a w rogu łóżka Demon.
Na ścianie widziałam czerwona poświatę. Odwróciłam się automatycznie i spojrzałam w stronę automatycznego zegarka.
Dochodziła 4.
- o kurde…koszmar…
Jednak cos nie dawało mi spokoju.
- James…- zaczęłam go szturchać – James obudź się
- co? – wymruczał zaspanym głosem
- umiesz strzelać?
Spojrzał na mnie dziwnie
- zgłupiałaś? Boję się broni. Idź spać – wyszeptał i odwrócił się do mnie plecami
- dzięki Bogu, że to był tylko sen – wyszeptałam
Wtuliłam się w jego ciepłe plecy ale nie mogłam zasnąć.
Ta noc najwyraźniej sprzyjała snom.
Na suficie obserwowałam światła nielicznych jeszcze samochodów.
Słyszałam skrzypienie śniegu na naszym parapecie.
Przez cały czas zastanawiałam się może zbyt głośno jak wylądowałam w naszym łóżku.
- przecież jeździliśmy z zaproszeniami – myślałam głośno
- zasnęłaś w samochodzie – usłyszałam szept Jamesa
- nie spisz?
- obudziłaś mnie…- wyszeptał odwracając się w moja stronę – co ci strzeliło do głowy z tą bronią?
- miałam dziwny sen…
- jaki?
- ty byłeś snajperem i zabiłeś swoja narzeczoną jakąś sofię czy coś a alex zabił mnie
Usłyszałam cichy śmiech
- no co! – szturchnęłam go łokciem
- jaką ty masz wybujałą wyobraźnie kochanie…- pocałował mnie delikatnie
- a miałeś narzeczoną?
- tak, mam jedną i dziś będzie moją żoną
- co ty gadasz ślub jest jutro…
- ty kochanie chyba jeszcze śpisz. O 17 już będziemy małżeństwem
Zrobiłam wielkie oczy. Straciłam kompletnie rachubę czasu. Dziś…
- muszę zadzwonić do Nati!
- skarbie nie panikuj jest 4 rano…daj jej spokój. Zadzwonisz później. Chodź idziemy spać.
Objął mnie ramieniem i wtulił głowę w moje włosy.
Zasnęłam…Nic mi się już więcej nie śniło…

- wstawaj księżniczko – usłyszałam radosny głos
- wstawaj!
Zerwałam się z łóżka jak oparzona.
- Nati?! Alex mnie zabił!
- tak jasne…wstawaj masz dzisiaj ślub musisz się przygotować. Ruszaj dupę!
Po chwili do pokoju wpadł Alex z bukietem białych kwiatów
- no…- wydyszał – nasza panna młoda musi mieć piękne dodatki. Podobają się?
Położył je obok mnie na łóżku i pocałował na powitanie
- piękne…- wyszeptałam
- WSTAWAJ! – wydarła się Nati
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

AutumnLeaf pisze: kiedy tu przyjdę, wy- spojrzałam na każdego po kolei- będziecie siedzieć na swoich miejscach.
boshe jak pani w przedszkolu... trza ich było do kontow porozstawiac :-D
AutumnLeaf pisze:Skarbie, chcę się przy tobie budzić codziennie i chodzić spać obok ciebie co noc. Chce mieć z tobą dzieci. Chce spędzić z tobą całe życie
cudowne ;*

nie możliwe taka akcja a to tylko sen... nie no fantastyczne to było
Gość
Gość
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Gość »

AutumnLeaf pisze:-Jak ona miała na imię...Susan?
-Sofia...
-Ach tak...to było tak dawno.
-Jakieś...6 lat temu... (...)
I nagle zaskoczyło... on to robi specjalnie! Specjalnie myli fakty, żeby to James zaczął w końcu mówić! Teraz już wiem, dlaczego mówią, że jest najlepszy...że czyta ludziom w myślach...
o jaa.. ekstra motyw :D fajnie to wykombinowałaś^^
AutumnLeaf pisze:- Ann spójrz…- podniósł moją głowę
- jesteś moim jedynym skarbem, rozumiesz? Nawet gdybyś odwołała ten ślub nie dałbym za wygraną. Prosiłbym, błagał. Skarbie, chcę się przy tobie budzić codziennie i chodzić spać obok ciebie co noc. Chce mieć z tobą dzieci. Chce spędzić z tobą całe życie. Nie mogę bez ciebie żyć…Nie pozwolę ci odejść…
a to to po prostu było cuuuUUUuuudowne ;**
AutumnLeaf pisze:Zerwałam się z łóżka jak oparzona.
- Nati?! Alex mnie zabił!
- tak jasne…wstawaj masz dzisiaj ślub musisz się przygotować. Ruszaj dupę!
Po chwili do pokoju wpadł Alex z bukietem białych kwiatów
- no…- wydyszał – nasza panna młoda musi mieć piękne dodatki. Podobają się?
Położył je obok mnie na łóżku i pocałował na powitanie
- piękne…- wyszeptałam
- WSTAWAJ! – wydarła się Nati
haha! 'ruszaj dupe' i wrzask na końcu xD komedia normalnie :D A Alex jaki szarmancki :D

uwielbiam Was za to, że ciągle mnie zaskakujecie :064:
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

to byłam ja xD
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Xaneta »

o ja.a to był sen.Wiecie czytałam to z wysokim napięciem.powtarzam wydajcie książke:D cudowne.
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: *Madziula* »

AutumnLeaf pisze:Oczywiście moje kwiatki...Och chrznić je!
i znowu kwiatki xD
AutumnLeaf pisze:jesteś moim jedynym skarbem, rozumiesz? Nawet gdybyś odwołała ten ślub nie dałbym za wygraną. Prosiłbym, błagał. Skarbie, chcę się przy tobie budzić codziennie i chodzić spać obok ciebie co noc. Chce mieć z tobą dzieci. Chce spędzić z tobą całe życie. Nie mogę bez ciebie żyć…Nie pozwolę ci odejść…
Jak romantycznie xD
AutumnLeaf pisze:-dzięki Bogu, że to był tylko sen – wyszeptałam
no i teraz nic mi się nie trzyma kupy :lol: "Och chrzanić to!" :lol:
AutumnLeaf pisze:- Nati?! Alex mnie zabił!
cudny tekst xD
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

AutumnLeaf pisze:jesteś moim jedynym skarbem, rozumiesz? Nawet gdybyś odwołała ten ślub nie dałbym za wygraną. Prosiłbym, błagał. Skarbie, chcę się przy tobie budzić codziennie i chodzić spać obok ciebie co noc. Chce mieć z tobą dzieci. Chce spędzić z tobą całe życie. Nie mogę bez ciebie żyć…Nie pozwolę ci odejść…
piękne :-) ;-) :-P
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37
Lokalizacja: a zza zasłonki
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: mk95 »

<szok jak stąd do Olsztyna> To był SEN? I dobrze. Bo inaczej znowu byłby z Alexa jakiś morderca, a takiego mamy w PB :-D Najlepszych fragmentów nie bedę wklejać, bo po co mam cały tekst kopiować ;-) bardzo dobry odcinek, zwłaszcza końcówka XD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Dziękujemy pięknie xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

by Nati Mahone ^^

-Zjedz coś.
-Nie mogę.

Od 15 minut siedziałam w kuchni z Alexem wmuszając w Ann śniadanie, które przygotował James. Jak to jest, że ten facet gotuje lepiej ode mnie...
Ano tak, ode mnie każdy gotuje lepiej.
-No, za wujka Alexa- zażartował mój mąż celując łyżką z jakąś gorącą zupą w jej usta, których za nic nie chciała otworzyć.
-Bardzo śmieszn...- Alex skorzystał z okazji, że nareszcie się odezwała i wepchnął jej pół łyżki do gardła. Ann zaczęła się krztusić i wyrywając mu niedoszłe narzędzie zbrodni z ręki, zaczęła nareszcie jeść sama.
-Ok...nie zapomnieliśmy o niczym?- zaczęłam chodząc po kuchni w tę i z powrotem- Kwiatki?
-Są.
-Obrączki, garnitury, sukienka Ann, moja sukienka...- wymieniałam licząc na palcach i natychmiast przerywając Alexowi, który dobrze wiem, co chciał powiedzieć.
-Nie, kochanie. Nie przebiorę się. Mówiłam, że zobaczysz mnie dopiero w kościele.
-Ale...
-Żadnych "ale" słonko- ćwierknęłam- Samochód zamówiony, zaproszenia potwierdzone...
-Musisz tak chodzić?
-Co?
-Pytałam, czy musisz tak chodzić! Wydepczesz mi ścieżkę w kuchni!
-Cicho bądź- syknęłam, widząc uśmiech Alexa- To mnie uspokaja. Makijaż zrobimy...na jakąś godzinę przed wyjazdem, bo znając ciebie zaraz się rozmarzesz.
-HaHaHa. A ty kiedy coś zrobisz ze sobą?
-Ja jestem naturalnie piękna- powiedziałam złośliwie, żeby ją troche powkurzać.
-Tak, a z wrednym poczuciem humoru już się urodziłaś...
-O mnie się nie martw skarbie. Ja ze wszystkim zdąrzę.- powidziałam obserwując Alexa, jak wychodzi z kuchni.

-Jak on chodzi...jak on to robi...- myślałam czując, że uśmiecham się głupkowato sama do siebie.
-Hej, ślina ci cieknie- usłyszałam jak Ann coś do mnie mówi, ale nie mogłam oderwać wzroku od zamykających się za Alexem drzwi- Jak on to robi...
-Zieeemiaaa!!!

Brutalny powrót do rzeczywistości.

-Wiesz co. Muszę...zaraz eee przyjdę- i wybiegłam z kuchni z zamiarem rzucenia się na mojego niczego nie spodziewającego się męża.

Niestety było zupełnie odwrotnie. Wiedziałam, że to będzie zakręcony dzień, ale nie aż tak...
Alex, który zawrócił właśnie z zamiarem powrotu do kuchni, potknął się o ten cholerny dywan i leciał z prędkością torpedy prosto na mnie. Wylądowaliśmy na twardej podłodze, klnąc na czym świat stoi.

-Ktoś musi coś zrobić z tym cholernym dywanem!- warknął Alex, próbując ze mnie wstać.
-Sypialnia jest wolna- mruknął pod nosem Dżemyk przechodząc nad nami i wykręcając głowę, próbował ukryć rozbawienie, malujące się na jego twarzy.
-Bo dostaniesz skrętu szyi kochany- krzyknęłam za nim, chwytając wyciągniętą rękę Alexa.
-Połamałabym sobie żebra przez te twoje cholerne kajdanki! Czy ty musisz je wszędzie ze sobą ciągać!
-Taka praca...
-Taaa...Agentem się rodzisz, agentem umierasz.
-Że co?- wydusiła z siebie Ann, która najwidoczniej słysząc cały raban, jaki narobiliśmy, raczyła wreszcie wyjść.
-To co słyszałaś. Takie ich powiedzenie.- wymamrotałam, łypiąc na Alexa, który uciekł przede mną do kuchni, gdzie zniknął przed chwilą James.

-Wiesz co...lepiej nie zostawiajmy ich samych.
-Myślisz, że mogą...?- nie musiałam nawet kończyć, bo do naszych uszu dobiegł odgłos otwieranego szampana. Rzuciłysmy się do kuchni, próbując zapobiec katastrofie.

-O nie, skarbie- wyrwałam Alexowi kieliszek z ręki i wylałam całą zawartość do zlewu, to samo zrobiła Ann i po chwili stałyśmy przed nimi, gromiąc ich wzrokiem.
-To tak na...- zaczął James.
-Na odwagę, nie?- dodał Alex.
-Dokładnie! To tylko na odwagę!
-Dwa łyczki...
-Słuchajcie, obydwoje!- warknęłam, krzyżując ręce.
-Ja, nie mam zamiaru iść zygzakiem do ołtarza...
-...a ja podpierać ścian na weselu...
-...więc weżcie się w garść...
-I zacznijcie szykować bo już prawie 13!- zakończyłam naszą wyliczankę i obie, zabierając butelkę ze sobą, wyszłyśmy z kuchni.

-Niezle jesteśmy- szepnęłam przybijając z nią piątke.
-Ale jak się nas słuchają- zachichotała Ann.
-Nie mają innego wyjścia, słońce, nie mają innego wyjścia.

Kolejną godzinę spędziłam z Ann u fryzjera, który nieźle się naszarpał nad jej włosami. Przy akompaniamecie jęków i krzyków, dokonał w końcu cudu, układając wszystko w śliczną, romantyczną fryzurkę.
Kiedy na fotelu usiadłam ja, zaczęłam mu naprawdę współczuć.
Wychodząc, dałam facetowi spory napiwek. Będzie miał na herbatki uspokajające, na wypadek takich klientów jak ja.

Wparowałysmy do mieszkania o 14.30. Wepchnęłam Ann do sypialni, zamykając drzwi tuż przed Dżemykiem, który usilnie starał się podejrzeć jak wygląda.
-Won.
-Ale...
-Powiedziałam.

Whistler odetchnął tylko głęboko, spuścił głowę i szurając butami powlókł się do pokoju, gdzie zostawiłam mu jego garnitur.
Odwróciłam się plecami do drzwi, zamykając na chwilę oczy. Byłam już tak padnięta, że nie wiedziałam jak przeżyję ślub a co dopiero wesele...
-Kochanie, dobrze się czujesz?
-Co...- zaczęłam mówić i nie wydusiłam z siebie już ani słowa.
Przede mną stał Alex w czarnym garniturze...ciągle widzę go w garniturach, ale.... akurat dzisiaj...poraził mnie jego wygląd...
Chyba kolana mi zmiękły bo musiałam przytrzymać się ściany...
-Wyglądasz...- słowa nie były potrzebne. Podeszłam i wspinając się na palcach, pocałowałam go czule.
-A teraz pozwól, że...pójdę zająć się Ann- wyszeptałam, zamykając za sobą drzwi.

Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyłam, jak siedzi na łóżku już w sukience. Wyglądała uroczo! Prześlicznie! Przefantastycznie, przecudownie!!! Tylko że...nie wyglądała na szczęśliwą...
-Hej, mała co się stało?- powiedziałam łagodnie siadając obok niej.
-A jak się potknę idąc do ołtarza?
-Nie potkniesz się.
-A jak nie spodoba mu się sukienka?
-Spodoba się.
-A jak powie nie?
-Dobrze wiesz, że powie tak głupku!
-A jeżeli goście nie przyjdą?
-Przyjdą.
-A jeśli...
-Uch zamknij sie już! Dam ci kartkę i długopis, spiszesz wszystkie te głupoty, które siedzą ci w głowie, a ja w tym czasie cię umaluje.

Zabrałam się do roboty i tym razem poszło beż żadnych problemów, bo Ann była już tak sztywna z nerwów, że nawet nie miała odwagi mrugać. Zresztą ja też z trudem powstrzymywałam drżenie rąk...

-My już jedziemy!- usłyszałam nagle głos Alexa, uchyliłam drzwi i zobaczyłam jak siłą ciągnie Whistlera do drzwi, mamrocząc coś pod nosem.
-Chcę się z nim pożegnać!
-On nigdzie nie wyjeźdża Ann! Siadaj!
Czekałam aż zamkną się za nimi drzwi, złapałam sukienkę i kosmetyczkę, puszczając się pędem do łazienki. Czas na mnie.

by Ann Whistler ^^

Siedziałam jak kołek na łóżku. Rece mi się trzęsły.
- wywalę się jak nic – szeptałam – albo mu się nie spodobam. Na pewno.
Po chwili do pokoju przyczłapał się Demon
- no skarbie widzisz…pani wróci do domu poobijana
- odbiło ci? – syknęła Nati która stanęła w drzwiach
- no co…
- jajco…zbieraj się idziemy
Wyglądała ślicznie…Te włosy, ta sukienka i ten makijaż sprawiły że była najpiekniejszą dziewczyną pod słońcem…
- jakaś ty piękna…
Spojrzała na mnie diabelskim wzrokiem
- ty jeszcze piekniejsza. No chodz!
Chwyciła mnie za reke i sila wypchnęła z domu.
- Nati boje się – szepnęłam w windzie
- wiem skarbie ale będzie dobrze. To tylko godzina i będzie po wszystkim. Dasz radę
Spojrzałam na nia przerażonym wzrokiem
- no nie patrz tak na mnie kochanie – przytuliła mnie bardzo mocno – tez tak miałam. Alex przy przysiędze się zaciął a ja wybuchnęłam smiechem. Fajnie?
Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech
- żartujesz? – wydusiłam powstrzymując smiech
- och…- wysapała i wypchała mnie z klatki

Było strasznie zimno. Za zimno…
- zimno mi…
- czy ty musisz tak stękać?
- denerwuje się…
- wiem! Właź! I w samochodzie bądź cicho! Proszę…
Usiadłam i włączyłam ogrzewanie.
Nati spojrzała na mnie groźnie. Odwzajemniłam jej spojrzenie tyle ze z uśmiechem
- już ci lepiej – wysyczała
Milczałam
- pytałam się o coś
- no przeciez miałąm siedzieć cicho!
Po chwili obie ryczałyśmy ze smiechu.
- dobra odpalaj bo się spóźnimy.
Obyło się bez zadnych komplikacji. Wszystko poszło cacy. Czy to źle?
Po pół godzinie byłyśmy już pod kościołem. Gdzie czekał Alex.
- no wreszcie – wysapał pocierając dłonie z zimna – gdzie byłyście tak dlugo?
- nie pytaj – rzuciła Nati, pocałowała go w policzek i uciekłą do koscioła
Alex spojrzał na mnie
- pięknie wyglądasz – uśmiechnał się i chwycił mnie za reke
- nie bądź taka spieta. Wszystko będzie ok. Zobaczysz
- alex ja nie umiem…boje się
- Ann…
Wyciągnął rękę.
- już czas – mruknął
Chwyciłam go pod rękę. Zawsze chciałam żeby do ołtarza poprowadził mnie agent. Moje marzenie z lat dzieciństwa

Weszliśmy do kościoła. Było pełno ludzi.
- ja ich nie znam – szepnęłam do alexa
- nie martw się ja też nie – próbował nie parsknąć smiechem
Przy ołtarzu stał James i Nati, która usilnie poprawiała mu cos przy marynarce
- bawi się w krawcowa…- syknął alex
Zasmiałam się cicho jednak po chwili spoważniałam. Organy zaczęły grac.
- idziemy…wolno…pomału…i nie patrz pod nogi – szeptał mi cicho
Nati stała cała rozpromieniona i prawie już płakała. A James…
James patrzył na mnie…I patrzył…
- oddaje ci ją…- szepnął mu Alex i podał mu moja rekę
A on stał i patrzył…
- James – syknał alex
- jestes piekna…- wyszeptał i wziął w swoje trzęsące się dłonie moja dłoń.

Kiedy doszło już do przysiegi nadeszło najgorsze.
Ja swoja kwestie jakos przetrzymałam i o dziwo nie pomyliłam się.
Słyszałam za soba jak Nati smarka i zachciało mi się smiac.
Jednak gdy zaczał mówić James nie wytrzymałam. Łzy popłynęły mi po policzkach. W jego oczach tez zaszkliły się łzy co spotęgowało jeszcze bardziej moja histerie…
Po chwili usłyszałam, że jesteśmy już mężem i zoną.
To było jak zbawienie. Nigdy nie czułam czegos takiego.
A nasz pocałunek był inny niz zawsze.

Natalia rzuciła mi się na szyję. Alex składał gratulacje Jamesowi.
Dostałam w głowe jakims ryżem.
Masakra…
I te zyczenia…
Przeraziłam się gdy zobaczyłam ta kolejke.
Staliśmy tak godzinę. Odbierając prezenty i zyczenia.
Nati i alex nam pomagali.
Nie miałam już siły a jeszcze całonocne wesele.

W samochodzie oparłam głowę na ramieniu Jamesa
- no moja kochana żono co się stało? - Zapytał z uśmiechem
- zmęczona jestem
- oj kochanie dopiero będziesz – zaśmiał się cicho
- ile jest gości?
- ponad 200 nie wiem dokładnie
- ale będzie wesoło na weselu przynajmniej – odpowiedziałam z uśmiechem

Koło 20 byliśmy na miejscu.
Wszyscy usiedli przy stołach. Ślicznie to wszystko wyglądało. Nati szturchnęła mnie łokciem…
- myślałam, że pekne ze smiechu jak James cie zobaczył w kościele
- och przestan a ty co mu tam grzebałas przy tym garniturze?
- a tam nic…cicho. Alex – syknęła – toast
- co? Aaaaa
Stanął pomiędzy mną a Jamesem i trzasnał w kieliszek
- ostrożnie, były drogie – syknęłam
- mogę prośic o chwile uwagi?!
Zapadła cisza
- dziękuję. A więc…za młoda parę…
I wlał w siebie z takim rozpedem kieliszek, ze byłam w szoku
James zrobił to prawie w identycznym tempie
- zgłupieli…- szepnęłam i łyknęłam swoją porcję.
Nigdy nie lubiłam wódki. Dla mnie to ohyda do potęgi. Ale cóż ślub to ślub.
Muzyka zaczęła grac…cos wolnego…cos romantycznego…
- pierwszy taniec jest dla was – krzyknęła z uśmiechem Nati i wypchnęła nas na srodek Sali.

Byliśmy jak zahipnotyzowani…Tylko dla siebie…On tak cudownie pachniał…
- kocham cie skarbie – szepnał mi do ucha
- ja ciebie też…- spojrzałam mu prosto w oczy i pocałowałam namiętnie
Nie wiem ile tak staliśmy na srodku sali…Nie obchodziło mnie to…
On był tylko mój…byliśmy jednościa…
Poczułam, że ktoś puka mnie w ramię…
Alex….
- teraz ja porywam twoja zone – dodał z uśmiechem i porwał mnie w tancu
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37
Lokalizacja: a zza zasłonki
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: mk95 »

Piękne. I te wszystkie dialogi :-D . Zwłaszcza pierwszy ;-) . I Nati rzucajaca się na męża i ten nieszczęsny dywan. W każdym odcinku będzie? :-D
a szczerze, to najbardziej mnie rozbawił Alex, zapominający przysięgi :-D
Tweener
Posty: 94
Rejestracja: 2008-01-15, 17:50
Tweener
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Radekk11 »

Tanira pisze:syknęłam
A widze że spodobał Ci się ten wyraz a właściwie co to jest bo nie bardzo wiem? xD

A opowiadanko poprostu gites malines ;-)
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

Tanira pisze:Hej, ślina ci cieknie- usłyszałam jak Ann coś do mnie mówi, ale nie mogłam oderwać wzroku od zamykających się za Alexem drzwi- Jak on to robi...
-Zieeemiaaa!!!
haha wclale jej się nie dziwe
Tanira pisze:Wiesz co. Muszę...zaraz eee przyjdę- i wybiegłam z kuchni z zamiarem rzucenia się na mojego niczego nie spodziewającego się męża.
taki "gwałt z nienacka" ^^ haha :-D
Tanira pisze:Dostałam w głowe jakims ryżem.
Masakra…
tiaa nie ma to jak tradycje ślubne ... :-P

cudo :-D ... no a końcówka...rozpłynęłam sie
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

syknęłam...hmm...to taki cichy szept, wyrażający niezadowolenie xD inaczej nie umiem tego określić, ale jak jestem zła to zwykle zachowuję się dokładnie tak jak w tym opowiadaniu xD

a dywan to motyw przewodni xD i jeszcze będzie, ale to nie zostało spisane...*gulp*
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: *Madziula* »

Tanira pisze:-Jak on chodzi...jak on to robi...- myślałam czując, że uśmiecham się głupkowato sama do siebie.
-Hej, ślina ci cieknie- usłyszałam jak Ann coś do mnie mówi, ale nie mogłam oderwać wzroku od zamykających się za Alexem drzwi- Jak on to robi...
-Zieeemiaaa!!!
aaach :mrgreen: jak cudnie^^
Tanira pisze:-Ktoś musi coś zrobić z tym cholernym dywanem!- warknął Alex, próbując ze mnie wstać.
-Sypialnia jest wolna- mruknął pod nosem Dżemyk
dywany są niebezpieczne - ostatnio sama co chwilę się potykam o jakiś :lol:
Tanira pisze:Dostałam w głowe jakims ryżem.
Masakra…
wspomnienia ślubne xD
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Mahone
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Babydoll »

Jestem świeżo po lekturze... I muszę przyznać, że jesteście coraz lepsze, moje Drogie! :) Pięknie opisane emocje, to poddenerwowanie przed ceremonią, i to jak Państwo Mahone ^^ pomagali młodej parze... Cudne! A przy tym oczywiście nie mogło zabraknąć Waszego specyficznego humoru, który uwielbiam! :) Odcinek absolutnie magiczny, śmiem twierdzić, że jeden z najlepszych :) Oby tak dalej :* :* :*
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Xaneta »

no ja i znowu ten cholerny dywan!! xD
nie no bosko dziewczeta bosko.Kocham Was za te opowiadania!!:*
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

no po prostu ten odcinek był wspaniały :mrgreen: ale po co ja to pisze jak wy to wiecie i żadne moje skromne słowa tego nie opiszą :mrgreen:
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Taki mam humor, że łohoho, więc wklejam xD

ja:

-Jak widać jesteśmy na siebie skazani- powiedział James szeroko się uśmiechając, biorąc mnie za rękę i prowadząc na środek sali, gdzie tańczyli już Ann i Alex, rozprawiając o czymś na ucho.
-Jak widać Panie Właśnie Się Ożeniłem, nie może pan oderwać wzroku od małżonki?- zażartowałam kładąc mu ręce na ramionach.
-Ślicznie wygląda prawda...- odezwałam się znowu widząc, że Whistler nie potrafi się skupić na niczym innym jak tylko wgapianiu się w swoją...ach cudownie było to powiedzieć...żonę.
-Wygląda...niewiarygodnie...To też twoja zasługa...
-Eee tam...ja jej tylko trochę pomogłam- powiedziałam, rumieniąc się nieznacznie.
- Więc...jak to jest? Być mężem, hę?- postanowiłam skorzystać z okazji i trochę z nim pogadać. Zawsze spotykaliśmy się w czwórkę, więc w sumie nie było szans zostać sam na sam. Poza heroiczną wyprawą po garnitur oczywiście...

-W sumie...dziwnie...
-Koniec wolności?
-Wolałbym być na uwięzi z nią przez całe życie, niż...na wolności...bez niej...
-Awww...jaki ty jesteś słodki- zaświergotałam, uśmiechając się najszerzej jak tylko mogłam.
Byłam taka szczęśliwa!
Taka dumna!

Z Ann, że jakoś się pozbierała, że miała tą wewnętrzną siłę, aby walczyć o swoją przyszłość. Ułożyć sobie życie od nowa , potrafić kochać, współczuć...znowu być gotową na wierność temu jedynemu.
Byłam dumna z Jamesa, że nie opuścił jej w najtrudniejszych chwilach, był przy niej, był jej skałą, opoką, zawsze mogła wypłakać się na jego ramieniu, a on zawsze ją wysłuchał, zrozumiał, umiał pocieszyć.
Będą ze sobą do końca...tak jak my z Alexem...będziemy trwać razem...wspierać się...pomagać sobie nawzajem...ale też upijać się do nieprzytomności na pseudo wieczorach kawalerskich, przycinać koty windami, tłuc kwiatki, przewracać się o dywany i robić te wszystkie głupie i bezsensowne rzeczy, które robią razem najlepsi przyjaciele. Bo nimi właśnie jesteśmy.
W końcu...jestem dumna z Alexa...który mnie kocha...i choćbym nie wiem jaką głupotę wymyśliła i wprowadziła w życie, kochać mnie nie przestanie...wiem, że mnie nie opuści, bo nasza miłość jest niezniszczalna, przetrwała tyle prób i trwa nadal. Niezmiennie i do końca.

-Hej...hej jesteś tutaj?- pomachał mi ręką przed oczami James.
-Jestem...przepraszam, myślałam tylko, o tym jaka jestem...szczęśliwa z wami wszystkimi...
-Czyżby Pani Jestem Twarda Jak Skała się wzruszyła?- powiedział całkiem poważnie, uśmiechając się delikatnie.
-Taak...- pokiwałam głową- Pani Jestem Twarda Jak Skała wzruszyła się...- wyszeptałam, wycierając łzę...łzę szczęścia z policzka. Nikt mi nie zabroni płakać...
...bo nie wszystkie łzy są złe.

James nic nie powiedział, zapewne czuł się tak samo jak ja...
Miałam z nim trochę pogadać,a spędziłam prawie całą piosenkę na rozpamiętywaniu tego co było...teraz muszę mysleć nad tym co będzie...a jeżeli znowu nie wypchnę człowieka z okna albo nie będę musiała odwiedzać Alexa w szpitalu, to czeka nas wszystkich...hehe...świetlana przyszłość.
-I żyli długo...- zaczęłam, ale James, który usłyszał co mówię, dokończył za mnie.
-I szczęśliwie...układasz jakąś bajkę?
-Nie muszę- szepnęłam patrząc jak mój książe tańczy z moją przyjaciółką- Już w niej jestem...
-Wiesz co...nie poznaję cię, gdzie ta wredna i przemądrzała Nati, która rozstawiała wszystkich po kątach?
-Ludzie się zmienia...Hej!Nie jestem ani wredna ani przemądrzała, ciekawe kto...- przerwałam natychmiast, kiedy zobaczyłam jak dusi się ze śmiechu.
-Złapałeś mnie w moją własną pułapkę...
-Jednak ludzie się nie zmieniają- wykrztusił w końcu, opanowując się na tyle, żeby w ogóle coś powiedzieć.
-Stają się tylko odrobinkę...rozsądniejsi- wzruszyłam ramionami, i żałowałam, że nie ugryzłam się w język. Gdzie tu u mnie rozsądek...ciągle coś odwalam. Ale teraz to nie ma znaczenia. Znaczenie ma tylko ta sala i ludzie, którzy mnie otaczają...nawet jeżeli nie znam 90 procent z nich.
Alex zaprosił chyba całe biuro. A niech tam. Niech ci sztywniaccy agenci zobaczą jak potrafi bawić się ich szef....i niech sami się wreszcie trochę rozerwią. Jeżeli oczywiście dadzą radę ruszyć chociaż ręką w tych za ciasnych garniturach.
Piosenka dobiegła końca, James ukłonił się przede mną, na co ja zachichotałam tylko jak zwariowana nastolatka i zaczęłam szukać wzrokiem Ann i Alexa, którzy szli właśnie w moją stronę.

-O czym tak rozprawialiście?
-Opowiadałem Ann jak potknęłaś się na środku kościoła na naszym ślubie...
-Nie potknęłam się!- wydusiłam z siebie, robiąc się czerwona jak burak.
-Owszem kochanie i wyglądałaś uroczo z tą swoją zagubiną minką- powiedział całując mnie lekko w policzek.
-Kochany jesteś- mruknęłam trzymając go za klapy garnituru.
-Ej ej na to przyjdzie czas później.
Ann. Boże, dlaczego ona zawsze musi mi zasadzić taki komentarz, że nie wiem gdzie oczy podziać. Kilkoro ludzi spojrzało się na nas, gwiżdżąc po cichu pod nosem.
-Alex...to twoi...koledzy?
-Eee...szczerze mówiąc to nie wiem...nie znam połowy ludzi stąd...
-Mógłby wejść ktoś z ulicy a nawet bym się nie pokapowała- mruknęła Ann, rozglądając się po sali przymrużonymi oczami.
-Mała, już ich tak nie mierz wzrokiem, bo pouciekają- szepnął jej do ucha James, wyrastając nagle obok nas.
-Gdzie byłeś mężu?- zażartowała Ann łapiąc go za ramię i przyciągając do siebie.
-Załatwiałem parę spraw...związanych z naszą sypialnią...żono- mruknął tak żebym nie usłyszała.
Usłyszałam.
-Och jacy wy jesteście ROOOOZKOOSZNIII!- rozdarłam się na pół sali- Ale na TO przyjdzie jeszcze czas- w grupkach jakie już zdąrzyły się potworzyć, ludzie wybuchnęli śmiechem, wznosząc do góry kieliszki.
-Zamknij się zamknij się...
-Zemsta jest słodka. A teraz idziemy coś zjeść, bo od rana miałam w ustach batona, którego nie mogłam pogryźć bo zamarzł w samochodzie.
Dziwnym trafem znaleźliśmy się po drugiej stronie sali, więc droga do upragnionego jedzenia było dosyć długa...i wyboista...
Przepychnaliśmy się jakoś przez tych wszystkich ludzi, którzy co chwila zatrzymywali naszych gołąbeczków, żeby pogratulować im już chyba setny raz. Mój żołądek dawał o sobie znać, więc nie namyślając się długo złapałam za rękę Ann i Whistlera ciągnąc ich z rozbrajającym uśmiechem jak najszybciej się dało w kierunku "darmowego bufetu".
-Wiesz co, po raz pierwszy w życiu jestem ci wdzięczny za ten wyskok...- wysapał James, siadając na swoim krześle i łapiąc za najbliżej stojący przy nim półmisek, z czymś nieokreślonym.
-A gdzie Alex?- zapytała po chwili Ann, patrząc w głąb sali.
-Eee...na pewno zaraz dojdzie- o cholera zostawiłam go na pastwę kłębiących się na parkiecie rozbawionych już na maxa ludzi.
-Chyba po niego pójdę...
-Nie, czekaj! Idzie. Widzisz- mówiła Ann, pokazując palcem.
-Nie pokazuje się paluchem.
Zerknęła tylko na mnie opuszczając rękę.
-Tam- kiwnęła głową.
W końcu z tłumu wynurzył sIę Alex, desperacko próbując uwolnić się z objęć jakiejś podstarzałej primadonny w czerwonej sukience.
-O Boże, chyba muszę mu pomóc.- parsknęłam śmiechem.
-Przepraszam, ale ten przystojniak jest już zajęty.
-Aaach jaka szkoda...niezły kawałek mięska z niego- szepnęła mi do ucha, oblizując usta.
Chyba odszedł mi apetyt.
-Nie pytaj- wysapał Alex, widząc moją minę. Miał zmierzwione włosy i przekrzywiona marynarkę. Chyba rzeczywiście wolałam nie wiedzieć co się tam działo.
-No chodź. Wystarczy ci traumatycznych przeżyć na dzisiejszy wieczór.

Kiedy nareszcie się najedliśmy, Ann i Whistler poszli się do siebie kleić na jakiejś wolnej piosence, a my zostaliśmy sami przy naszym stole opierając się o siebie.
-Nie mam siły...- ziewnęłam szeroko, przysuwając się bliżej.
-Czeka nas długa noc...
-Wiem...wiesz co...zaraz przyjdę- powiedziałam.
Potrzebowałam trochę ciszy i spokoju. Pocałowałam go delikatnie i uśmiechając się sama do siebie wyszłam z sali na balkon. Było już ciemno i dość zimno, ale niebo było cudowne...rozgwieżdżone..i ten księżyc...srebrny i ogromny. Spojrzałam przed siebie. Wysokie drzewa w parku, pokryte były roziskrzonym w świetle ślicznych, niewysokich latarni, śniegiem.

-Chodź do sali...usłyszałam głos Ann, mam dla ciebie małą niespodziankę.
-Coś ty znowu wykombinowała...

Tanira:

Wepchnęłam ją do przyciemnionej Sali...Z głośników leciały już pierwsze dźwięki „Here With Me”
- Ann…- wyszeptała i spojrzała mi w oczy
- nic nie mów. Idź do niego – wskazałam dłonią na Alexa, który gadał razem z jakims kolesiem.
- kocham cię – zaświergotała i poleciała w stronę swojego męża
Oparłam się o ścianę i patrzyłam na to jacy są szczęśliwi.
Nagle obok mnie wyłoniła się dłoń.
- mogę prosić panią do tańca?
Spojrzałam na Jamesa i w te jego oczy w których odbijał się blask księżyca
- ależ oczywiście – podałam mu dłoń i wtopiłam się w jego ciało
Byłam tak szczęśliwa, że mogłabym krzyczeć na cały głos.
- cudownie mi, wiesz…- wyszeptałam
- wiem pani Whistler – odpowiedział z uśmiechem
- jak to cudownie brzmi…
Zaśmiał się cicho i pocałował mnie delikatnie.
- która godzina?
Spojrzał ukradkiem na zegarek
- dochodzi 22
- co?! Dopiero?! Myślałam, że jest dużo później
- to będzie długa noc kochanie
Piosenka dobiegała końca. Po chwili wyrosła obok nas Nati z Alexem.
- no już nie klejcie się tak do siebie – szturchnęła Jamesa w ramię
- daj im spokój…- szepnął Alex
- głodna jestem – wyrzuciła nagle z siebie Nati
- o matko…- szepnęłam i podążyłam za nimi w stronę stołu.
Natalia nakładała wszystko co było możliwe.
- tylko dekoracji nie zjedz – zasmiał się cicho alex
- słyszałam to!
James i Alex nalewali sobie kolejnego kieliszka. A później nastepnego i następnego…
Nic nie mówiłam. W końcu to nasze wesele. Przynajmniej będzie cyrk jak któryś się wyłoży na parkiecie ^^ xD
- przesadzają – syknęła Nati mierząc ich wzrokiem
- och daj spokój…chcesz złapać welon? xD
Spojrzała na mnie takim samym upiornym i przenikliwym wzrokiem, który zabijał
- żartowałam – odpowiedziałam szybko i zajęłam się moją sałatką
Po chwili dosiedli się do nas nasi mężowie lekko już podpici.
- James nie pij już więcej…
- ale kochanie tutaj mi nie zabronisz. To jest moje własne wesele
Spojrzałam na Nati, która zrobiła dziwną minę i pokręciła głową.
Alex ładował w siebie jakiegos kotleta.
- Alex spokojnie – szeptała Nati – bo wylądujesz w toalecie z głową w kiblu
Spojrzał na nia oburzony i przełknął to co miał w ustach i wysyczał
- daj mi się najeść kobieto
Chwile później do naszego stolika podbiegła jakas blondyna.
- mogę prosić pana młodego do tanca? – wyszczerzyła żeby w kierunku mojego męża
Zmierzyłam ja wzrokiem.
James spojrzał na mnie.
- no co? Idz jak cie prosi – wysyczałam
Wstał posłusznie i udał się z nia na parkiet
- po co mu pozwoliłaś? – zapytał Alex – przeciez widze, że zazdrość cię zzera
- jedz i się nie odzywaj – pogłaskałąm go po twarzy i nie spuszczałam z oczu mojego Jamesa
- chodź! – krzyknął Alex – nie mogę patrzec jak się meczysz
Wyciągnął mnie za reke na sam srodek Sali.
Niech on już wiecej nie pije, proszę…
- Alex spokojnie…
- cicho…
Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem
- ja myśle
Patrzyłam na niego cały czas z miną która mówiła „Alex proszę odstaw wódkę”

Laska kleiła się coraz bardziej do Jamesa…
- o nie – pomyślałąm i zostawiłąm Alexa samego. Podeszłam do Jamesa, odepchnęłam laske i prychnęłam
- odbijany

Odskoczyła jak oparzona.
Zdzira.
- kotku daj spokój – szepnął James
- ja ci dam spokój
Naszą rozmowę przerwał dość mocny huk.
Odwróciłam głowę i zobaczyłąm Alexa na ziemi…
Mamrotał coś pod nosem…
- schlał się…- wyszeptał James
- pomóż mi go podnieść – pociągnęłam go za rękaw

Z daleka słyszałam już pisk Natalii…
A jeszcze cała noc przed nami…
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37
Lokalizacja: a zza zasłonki
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: mk95 »

Piękne. Zwłaszcza morderczy wzrok Nati^^ Świetny odcinek, tylko czy Alex nie będzie miał później przechlapane w pracy? Chodzi o tą glebę XD.
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Xaneta »

AutumnLeaf pisze:Odwróciłam głowę i zobaczyłąm Alexa na ziemi…
Mamrotał coś pod nosem…
- schlał się…- wyszeptał James
- pomóż mi go podnieść – pociągnęłam go za rękaw
o mój boże!!!! brechtałam się co chwile:D jak Wy to robicie ?:D
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”