John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
[OOC] - Out Of Character, postacie odbiegają charakterem od swoich pierwowzorów

Kolejne opowiadanie z serii PB :D

(wyszło trochę przydługie, bo zajęło prawie 8str. w Wordzie, więc podzieliłam na części ;) )




"My tylko chcemy mieć z powrotem nasze rodziny!"


Postacie: Susan = Susie Q, Pam, Teddy, Alex, Michael, Lincoln Burrows, LJ, Greta, Zack, Cameron, Susan, James Whistler, Sofia (Jego dziewczyna)


I

To był bardzo parny dzień w Sonie. Michael miał już momentami dosyć. LJ był uwięziony niewiadomo gdzie a on nie był wstanie nic zrobić. Mógł tylko siedzieć w tym upale i czekać… Czekać… tylko na co? Przecież Sara nie żyje, ostatnia próba ucieczki się nie powiodła, jemu zaczyna brakować pomysłów a Linc...
>>> Scofield wizyta, Scofield wizyta <<<
Michael przerwał swoje pesymistyczne rozmyślania i podążył na spotkanie z bratem.
- Hej Linc. Co się dzieje? Jak LJ?
- Dostałem zdjęcie. Żyje. Dostaliśmy tydzień.
- Ale jest coś jeszcze, prawda? Widzę po Twoich oczach…
- Nie mamy już żadnych pieniędzy. Jeśli stąd uciekniesz nie będziemy mieli za co zniknąć. A Oni nas zabiją. Nie mamy szans…
- Może coś się wydarzy… nie można tracić nadziei… - odparł mało pewnym głosem Michael i już musiał wracać za mury więzienia.

Linc w zamyśleniu wracał do hotelu kiedy spotkał Susan
- I co? Powiadomiłeś brata o nowym terminie?
- Tak.
- Wydostanie Whistler’a? Czy mogę zabić LJ?
- Wydostanie. Nie rób krzywdy mojemu synowi – Susan zniknęła a Linc powlókł się do hotelu.

Słońce leniwie pojawiało się nad horyzontem. Nastał świt – jedna z najchłodniejszych, najbardziej ożywczych pór dnia w Panamie. Lincoln jeszcze spał kiedy obudziło go stukanie do drzwi. Pełen złych przeczuć zerwał się z łóżka by zobaczyć dwie kompletnie nieznane mu kobiety.
- Lincoln Burrows.
- ……. – Linc spojrzał podejrzliwie w ich stronę…
- Nie musisz potwierdzać, obie na bieżąco śledziłyśmy waszą ucieczkę.
- Kim jesteście? I czego chcecie.
- Susan Hollander.
- Pam Mahone
- Mahone… - powtórzył z zaskoczeniem Linc
- Możemy wejść? Myślę, że możemy sobie nawzajem pomóc.- Powiedziała Susan i nie czekając na jego odpowiedź weszła do hotelowego pokoju. Panie usiadły przy stoliku, wskazały Lincowi wolne krzesło i zaczęły przedstawiać swoją propozycję.
- Wiemy, że potrzebujecie z bratem pieniędzy.
- Skąd? – wyskoczył z pytaniem Linc nie zwracając uwagi na to, że mógłby trochę mądrzej rozgrywać tę dziwną partię, która mu się trafiła.
- Po prostu wiemy – odrzekła spokojnie Pam – Wystarczy wam milion dolarów aby zorganizować ucieczkę z Sony? Co zostanie będziecie mogli zabrać, aby zniknąć gdzieś daleko.
- Milion… - wyszeptał zafascynowany Linc. – Starczyłoby…ale co wy za to chcecie? – zapytał podejrzliwie.
- Nic wielkiego. Po prostu uciekając Michael Scofield zabierze z sobą dwie osoby więcej.
- Kogo?
- Nie domyślasz się? – zapytała Pam spoglądając przekornie na Lincolna.
- Alex Mahone to pewne, ale kto jeszcze? Przepraszam pani nazwisko…
- Hollander, ale nic panu to nie mówi, prawda?
-Nic.
- Teodor Bagwell.
- Przecież on jest…!
- Wiem. Zgadzasz się czy nie?
- Michael się nie zgodzi. To przecież mordercy.
- Cholera! My tylko chcemy mieć z powrotem nasze rodziny! Spójrz! – obie wyciągają fotografie. Na jednej są uśmiechnięci Alex, Pam i Cameron; na drugiej- Teddy, Susan, Greta i Zack.
- Podejmij decyzję. Teraz.


CDN.
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
..troche pofantazjowałas, fajnie się czyta... co do PAm to nie było by że ...a S.Hollender :-/ widze że napisałs to z powodu sympatii to niej i T-baga, ogólnie opowiadanie swietne ..czekam na dalsza częśc :-D
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
no początek trochę słodko wyszło... w środku starałam się to lekko 'odsłodzić', ale końcówka znowu wyszła 'różowa' :roll:
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
*Madziula* xD bosko ^^ a gdzie ja i James? xD
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
własnie tam mała poprawka zamiast Pam powinno być Patuś... wczesniej nie zauwazyłam :-P
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Przywilejem pisarza jest to, że może pisać co tylko zechce i nikt nie może mu nic powiedzieć bo to jego sprawa co mu wyobraźnia podpowie ^^ i za to właśnie kocham pisanie^^ klawiatura albo długopis w odpowiednim ręku to największa broń ;)
Mnie się podoba ^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
a my sie chyba zaciełysmy troche xD
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
Michael Scofield
Pam to moje drugie imie -jakby ktos nie wiedział :-D
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
B... pisze:Pam to moje drugie imie -jakby ktos nie wiedział :-D
bedziemy pamietać xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
a my sie chyba zaciełysmy troche xD
bo wszystko leci przez banana xD
nie nadąrzam spisywać xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
AutumnLeaf pisze:
a my sie chyba zaciełysmy troche xD
bo wszystko leci przez banana xD
nie nadąrzam spisywać xD
ja juz sie w fabule pogubiłam ^^ trzeba to spisać wszystko... to bedzie kiedys hit
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Ale ja już nie pamiętam co po czym było xD plan ramowy trza zacząć pisać xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
trzeba zaczac pisac...bo juz sie pomalu gubie..."O Boże bede tata " xD
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
tak w ramach bonusu część 2 :mrgreen:

II


- To nie tylko zależy ode mnie. Muszę porozmawiać z bratem.
- W porządku. Powiedz tylko czy ty się wstępnie zgadzasz. To chyba uczciwa propozycja?
- Tak… zgadzam się… chyba nie mam wyboru.
- Cieszymy się, że doszliśmy do porozumienia. Idź do brata najwcześniej jutro po południu. Ja dzisiaj będę rozmawiać z Teddym, a Pam z Alexem.
- Dobrze. Mogę zadać pytanie?
- Proszę.
- Dużo ryzykujecie. A wasze dzieci?
- Są bezpieczne. Wiedzą dlaczego musiałyśmy wyjechać, i tak szczerze to bez ich zgody nigdy byśmy się nie odważyły na taki krok. Do jutra. Przyjdziemy wieczorem.

Po wyjściu z hotelu panie skierowały swoje kroki w kierunku najbardziej strzeżonego miejsca w Panamie – Sony. Dwie kobiety, dwóch mężczyzn, dwa widzenia, dwa osobne miejsca rozmów oddzielone wysokim płotem i jedno jedyne pragnienie – być razem, kochać.
- Susie Q... – T-Bag po raz pierwszy czuł, że brakuje mu słów. Jego śliczna Susie Q stała przed nim i uśmiechała się do niego – Moja słodka Susie Q… - i nic więcej już nie potrafił powiedzieć, był w szoku… jeszcze nigdy jego serce nie waliło tak oszalałe ze szczęścia jak w tym momencie.
- Hey my Teddy Bear
- Co ty tu robisz? Nie powinnaś mnie oglądać w takim stanie… Myślałem, że mnie nienawidzisz… A gdzie dzieci? – T-Bag wyrzucił to z siebie jednym tchem, chciał powiedzieć dużo więcej. Teraz kiedy Ona tu była dla niego, na jego usta cisnęła się masa najrozmaitszych słów, niektórych już dawno przez niego zapomnianych…
- Teddy posłuchaj przyjechałam razem z Pam do Panamy i wyciągniemy Cię stąd.
- Susan! Z kim przyjechałaś?! I co ty zamierzasz zrobić?!
- Spójrz na prawo – to Pam Mahone. Ona chce wyciągnąć stąd byłego męża, ja Ciebie. Rozmawiałyśmy z Burrows’em. Jutro porozmawia ze Scofield’em i przekona go aby was zabrał ze sobą.
- Po pierwsze Scofield nie zgodzi się na moją ucieczkę, po drugi Susan do cholery! To jest strasznie niebezpieczne! Jeśli coś Ci się stanie? Pomyślałaś o dzieciach?! Już wolę zgnić tutaj niż… nie… nawet nie chce mi to przejść przez gardło…
- Teddy proszę… dzieci są z moją kuzynką, całe i bezpieczne. Scofield się zgodzi bo potrzebują pieniędzy, a ja je mam – przecież zostawiłeś mi i dzieciom 2 miliony…
- Susie…
- Kocham Cię, dzieci Cię kochają…
- Po tym co wam zrobiłem?
- Tak…
>>> W tym czasie tuż obok;) <<<
- Pam kochanie… nie wierzyłem, że kiedykolwiek Cię zobaczę… ale ten pomysł, żebyś wyciągała mnie stąd razem z tą Susan… To niebezpieczne. No i zostawiłaś Camerona z kuzynką tej całej Susan. Przecież nawet jej nie znasz!
-Zaufaj mi. Do jutra nic nie mów Scofield’owi. No i zadbaj aby Bagwell wyszedł stąd razem z tobą cały i zdrowy, proszę chroń go – Susan tak na nim zależy…
- Dobrze…
- Muszę już iść. Kocham Cię…

Kiedy panie odeszły Alex i Teddy zaczęli rozmawiać (trochę dziwnym by przecież było, jakby udawali, że się nie znają… :P ).
- Nie powiem abym był zachwycony pomysłem Pam i jej prośbą abym Cię pilnował… - zaczął Alex
- Ty mnie pilnować? *hahaha* Susan prosiła abym to ja cię pilnował…
-No to wychodzi na to, że mamy pilnować siebie nawzajem… Idzie Michael, nic mu nie mów…
- Przecież wiem. Nie jestem głupi.
- A wyglądasz – roześmiał się Alex i nagle dłoń T-Baga znalazła się na jego szyi
– Gdyby nie prośba Susan, już dawno byś nie żył – wycharczał mu do ucha i odszedł. Michael z niesmakiem oglądał już od pewnej chwili jak Alex z Teodorem rozmawiają, już zaczął podejrzewać ich o jakieś wspólne interesy gdy zobaczył jak T-Bag grozi Alexowi i odchodzi szybkim krokiem w stronę korytarzy przeznaczonych tylko dla ludzi Lachero.

Nastał nowy dzień. Scofield szedł po gorącym piasku na spotkanie z bratem, niepewny tego co przyniesie mu ten kolejny dzień. Kolejny dzień bez Sary…
- Cześć brat. Coś nowego?
- Cześć. Możemy mieć pieniądze na ucieczkę i nowy start- okrągły milion.
- Ale…?
- Co?
- Zawsze jest jakieś ale… Skąd te pieniądze? Za co? Co znowu musimy poświęcić…
- Po prostu oprócz Whistler’a zabierzesz jeszcze dwie osoby z sobą…
- Kogo i dla kogo? Kto za to płaci?
- Płacą rodziny obu tych więźniów.
- KOGO?!
- T-Baga i Mahone’a…
- Nie ma mowy.
- Inaczej nie będziemy mieli za co uciec i zabiją nas i LJ’a… Proszę…
- Mówisz że płacą ich rodziny… Czyli kto i skąd mają 1’000’000$ ?
- Była żona Mahone’a – Pam i Susan Hollander… nie wiem kim ona dokładnie była dla T-Baga, ale ona go kocha…
- Czy mi się wydaje, czy mówiąc o tej całej Susan wyczułem cieplejszą nutę i zarazem nutę zawiści kiedy mówiłeś że Ona kocha T-Baga?
-Wydawało Ci się – odparł naburmuszony Lincoln. – Wyciągniesz ich stąd?
- Mogę się zastanowić?
- Tak…
- Idę… i nie wpakuj się w nic, bo nie chciałbym aby po ucieczce z Sony T-Bag zabił Cię bo przespałeś się z jego kobietą.
- Znaczy zabierzesz ich z sobą?
- A mam wybór? Dla Ciebie i LJ’a wyciągnąłbym stąd samego diabła… i chyba to robię znów wypuszczając Bagwella… Ale proszę jeszcze im tego nie mów, muszę się z tym przespać. - Ledwie Michael wrócił do wnętrza Sony, która zdawała się pochłaniać wszystkich i zmieniać ludzi w zwierzęta, stanął twarzą w twarz z Alexem i Teodorem.
- Powiedział Ci prawda? Weźmiesz nas?
- Jeszcze nie wiem… Muszę to przemyśleć… Dajcie mi chwilę czasu…
- Myśl szybko chłopczyku – powiedział T-Bag i pospieszył na spotkanie z Lachero.

Lincoln wszedł do restauracji gdzie miał się spotkać z Susan.
- Masz zdjęcie LJ’a?
- Proszę. Jak tam nasza sprawa?
- Byłem dzisiaj w Sonie. Michael próbuje wymyślić jak najbezpieczniej opuścić Sonę – tak aby nikomu nic się nie stało. Nie martw się będziesz miała swojego Whistlera.
- Mam nadzieję. Coś jeszcze się wydarzyło?
- Nic.
- A te dwie kobiety które Cię wczoraj rano odwiedziły?
- Stare znajome. Prosiły abym oprowadził je po Panamie. Nikt ważny..
- Tylko nie próbuj zrobić czegoś głupiego. Pamiętaj że mam Cię na oku i jeśli zaczniesz kombinować to skrócę Twojego syna o głowę. Zrozumiałeś mnie?
- Jasno i wyraźnie. – Ledwie Lincoln opuścił restaurację wyciągnął telefon, poszukał w kieszeni dwóch wymiętych wizytówek – Pam Mahone i Susan Hollander. Przez chwilę tępym wzrokiem wpatrywał się w obie wizytówki by jedną z powrotem wcisnąć w głąb kieszeni.




CDN. (chyba jutro wieczorem wrzucę ;) )
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
Michael Scofield
fajniutkie :-D masz lekkie *pióro* czy tam klawiaturę chybaaa^^
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
wszystko bezposrednio piszę na klawiaturce :P i siadając do pisania nie mam pojęcia jak dalej potoczą się losy bohaterów :lol: pełna improwizacja 8-) (za to wyjaśniłam zagadkę z kim prześpi się Lincoln^^ .....ale to później ;) )
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
Michael Scofield
to chyba dobrze ;-) ze tak improwizujesz, mimo ze nic wczesniej nie planujesz nie układasz wydarzeń to wszystko potem ładnie sie komponuje ;-)
zazdroszcze tym co tak potrafią , ja muszę sobie wszystko z góry zaplanować i rozpisać, zeby potem cos z tego stworzyć, a i tak na końcu mam wrazenie ze nie o to mi chodziło ;-)
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
świetne ... wogóle brak słów.. ja też tak chce . widać masz talent bo słowa przychodzą Ci tak lekko. najberdziej podobało mi się to
*Madziula* pisze:Przez chwilę tępym wzrokiem
tepy Linc = tepy wzrok :-D
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
patus1905 pisze:
tepy Linc = tepy wzrok :-D
lepiej bym tego nie ujeła xD
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
wiesz zdarzają mi się takie przebłyski :-D
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Linc jest drugi po Whistlerze, któremu kocham wrzucać, ale tutaj nie ma nic do dodania xD
Nadal mi się podoba ^^czekam na 3 część ^^
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
III


- Susan Hollander słucham.
- Tu Lincoln Burrows. Chciałbym się spotkać. Może w centrum miasta przy fontannie na rynku.
- Dobrze. Może być 17:00?
- Tak.
- To będziemy. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia… - Burrows schował telefon do kieszeni i w zamyśleniu skręcił w małą uliczkę. Usiadł na jakieś ławce, przymknął oczy i uśmiechnął się na wspomnienie Susan Hollander – miała coś w oczach, że nie szło o nich zapomnieć, że ciągle powracały w jego myślach i sprawiały, że zaczynał zachowywać się jak szczeniak, który po raz pierwszy się zakochał…
- To nie jest miłość. Nawet to nie jest zauroczenie. Zobaczę ją po południu i mi przejdzie – powiedział do siebie, wstał zły na siebie i szybkim krokiem podążył w stronę hotelu.
- Lincoln – usłyszał za sobą cichy głos Sofii – Oni uciekną prawda?
- Myślę, że tak… co Cię tu sprowadza?
- Jak to co? Przecież wspólnie planowaliśmy jak im pomóc po opuszczeniu murów więzienia. Coś się zmieniło?
- Nie… tylko, że aktualnie nie mam żadnych pomysłów…
- W porządku. Jadę do Sony. Jedziesz ze mną?
- Już byłem tam dzisiaj… nie pozwolą mi spotkać się z Michaelem po raz drugi.
- OK. A po południu co robisz?
- Bo?
- Pomyślałam, że pomożesz mi wybrać broń… myślę, że powinnam coś mieć…
- Jutro, dobrze? Dzisiaj jestem zajęty.
- To do jutra. Jadę do James’a. – i Sofia zniknęła w głębi samochodu, by po chwili odjechać w stronę Sony.

Zbliżała się siedemnasta, Susan Hollander i Pam Mahone siedziały w cieniu fontanny dziękując w myślach za ten ożywczy powiew drobnych kropelek spadający na ich rozgrzane ramiona. Z uśmiechem wystawiały twarze w stronę wody starając się, choć przez chwilę zapomnieć o powodach, dla których przyleciały do Panamy – dwóch seksownych powodach… Zatopione w swoich myślach nie zauważyły zbliżającego się Lincolna, dlatego też na jego „Witam Panie” podskoczyły nerwowo.
- Witam
- Dzień dobry. Skoro postanowiłeś się z nami spotkać to na pewno wiesz czy twój brat przyjął naszą propozycję czy nie… - zaczęła Pam.
- No właśnie nie wiem… Michael prosił o trochę czasu do namysłu.
- To, po co chciałeś nas zobaczyć? – Zapytała Susan. Linc, sam nie wiedział, po co tak koniecznie chciał je zobaczyć… No może nie je…tylko samą Susan… Ale co ma powiedzieć…
- Brat chciał wiedzieć czy na pewno macie tyle pieniędzy – wymyślił na poczekaniu
- Pokaż to bratu, niech spojrzy na numer seryjny – powiedziała Pam wręczając Lincolnowi banknot 100$
- Pieniądze D.B. Coopera?!
- Teddy zostawił mi 2’000’000$ przed swoim wyjazdem do Panamy. Dlatego też na pewno dostaniecie swój 1’000’000$, za resztę my z naszymi rodzinami chcemy zniknąć i zacząć nowe życie. – mówiąc o T-Bagu Susan bezwiednie się uśmiechała a w jej oczach było widać tyle czułości, że Lincolna coś skręcało od środka.
- Przekażę bratu - powiedział zaciskając zęby i już chciał iść aby nie patrzeć w te oczy, które zamiast do niego uśmiechały się do myśli o T-Bagu
- Nie napijesz się z nami kawy? – zapytała Pam, a Susan po raz pierwszy uśmiechnęła się do niego.
- Zostanę – odpowiedział odwzajemniając uśmiech.

Tymczasem w Sonie. Scofield siedzi na swojej pryczy i rozważa czy naprawdę nie ma innego wyjścia z tej sytuacji niż znowu wypuszczać Bagwella…
- Cholera! No po prostu nie ma innej opcji!
- Hej piękny namyśliłeś się już czy Ci w tym pomóc?
- T-Bag……
- We własnej osobie – roześmiał się Teddy – Spodziewałeś się kogoś innego?
- Jesteś sam czy może z nowym kolegą?
- Mówisz o mnie?- zapytał Mahone wychodząc z za rogu.
- Czyli prawie mamy komplet- odparł z przekąsem Scofield. Widzieliście Whistlera?
- Gdzieś łazi
- To znajdźcie go. Nie będę wszystkich planów powtarzał kilkakrotnie.
- Znaczy zabierasz nas z sobą?
- A mam wybór?
- Mądra decyzja.
- To idźcie teraz go poszukać.
- Kogo szukać? – zapytał James wchodząc do celi.
- Ciebie. Siadaj. Musimy omówić plany ucieczki.
- A oni? – zapytał Whistler spoglądając niechętnie na T-Baga i Mahone’a
- Oni niestety idą z nami. I wszyscy czworo jak tu stoimy musimy działać razem i pomagać sobie. Wszyscy musimy wyjść stąd cali i zdrowi. A więc słuchajcie co wymyśliłem…

O poranku Lincoln spotkał się z Sofią na jednej z wąskich uliczek Panamy.
- Dziękuję że przyszedłeś i pomożesz mi wybrać broń.
- Nadal uważam, że to nie jest najlepszy pomysł. Z bronią trzeba umieć się obchodzić.
- Nauczę się.
- Umiałabyś zabić kogoś z zimną krwią?
- Nie wiem… w każdym bądź razie będę się broniła. Wchodzimy.
- Jak chcesz… - Linc i Sofia weszli do malutkiego sklepiku, właściciel już się ich spodziewał, bo zaraz wyniósł z zaplecza szary pakunek. Sofia zaczęła oglądać przyniesiony pistolet a Lincoln po szybkiej ocenie sprzętu przestał myśleć nad ewentualnymi rozterkami Sofii i zaczął się zastanawiać się czy Susan poszła spotkać się z T-Bagiem czy może spaceruje gdzieś po Panamie w towarzystwie Pam Mahone…

- Susie Q!
- Teddy! Scofield weźmie was z sobą?
- Tak.
- Tak się cieszę… Nawet nie wiesz jak strasznie za tobą tęsknię.
- Ale co ty robisz przez całe dnie? Z kim się spotykasz? Nie grozi Ci jakieś niebezpieczeństwo?
- Wszystko będzie dobrze. Wczoraj spotkałyśmy się z Burrows’em, on jest dla nas bardzo miły…
- Burrows miły… kto by pomyślał… co to wizja pieniędzy robi z człowieka – odparł z przekąsem T-Bag
- Nie przesadzaj. On tak samo martwi się o syna i brata jak ja o Ciebie. Rozumiem go…
- A co dalej? Co będzie jak stąd wyjdę? Gdzie pojedziemy?
- O nic się nie martw wszystko jest zaplanowane. Muszę już iść…
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
dwóch seksownych powodach…
to było piękne ^^
Widzieliście Whistlera?
- Gdzieś łazi
Haha xD kocham ten fragment xD To takie dla niego typowe xD ;P

Od dawna, a raczej od pewnego opowiadania pewnej osoby xD, nie czytało mi się niczego tak lekko i przyjemnie ^^ super ^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Widzieliście Whistlera?
- Gdzieś łazi
Haha xD kocham ten fragment xD To takie dla niego typowe xD ;P

OO o matko OO on nie łazi...on płynie miedzy szarymi ludzkimi sprawami

a z tym opowiadaniem to bijesz do mnie? xD

ja tu swoje wstawie tylko ze moje jest beznadziejne xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
on nie łazi...on płynie miedzy szarymi ludzkimi sprawami
kuwa faa...tym to mnie zabiłaś...na śmierć.
a z tym opowiadaniem to bijesz do mnie? xD

ja tu swoje wstawie tylko ze moje jest beznadziejne xD
gUpia jesteś.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”