Naprawdę, ja nie wiem na co ja patrzę... Przecież... ja pamiętam zupełnie inny Prison Break, wszyscy byli jacyś tacy bardziej... prawdopodobnymi psychologicznie postaciami. No i wyarzenia bardziej prawdopodobne, a tu naprawdę nad scenarzyści i reżyser funduje naiwne sf. Błagam, mam na mysli wyrywanie zęba (zgodzę się z Snajper, ), poza tym ozdrowienie Michaela po operacji, nagłe... takie, dziwne.
Poza tym potwornie nudny to był odcinek. Niestety akcje mnie nie poruszyły, ciągle to samo, ten zdobywa Scylle, to kto inny ją odbiera. Nieprawdopodobne koalicje, po co na co? Po co Burrowsowi T-Bag do pomocy?... Co, generał mając pod ręką tylu a tylu wykwalifikowanych ludzi postawił na bandytę bez ręki i zęba, i to bandytę, który dał sobie tak po prostu tego zęba wyrwać... no sorry.
Nie, nie podoba mi się prison break.
Nie mogą zdzierżyć wątka miłosnego Sary i Michaela, jest mdły, bez polotu i idealny. Nie podoba mi się fabuła serialu. Nie lubię Burrowsa, który staj sie większym psychopatą niż T-Bag. Mahone mi się nie podoba, bo już tak nie szokuje, nie jest dynamiczną postacią, nie tak niesamowitą, jak w 3 sezonie. Nie podoba mi się Padman, czy jak mu tam. Ani straszny ani charyzmatyczny. I T-Bag przestaje mi się podoba, a to moja ulubiona postać od 1 sezonu. Tylko Gretchen się trzyma poziomu. Tylko ona jeszcze jakoś nakręca ten serial.
No i jeszcze odejście Sucre, choć może wróci jeszcze. Serial bez Sucre?
Nie, Prison Break opowiada już teraz wyłącznie historię romansu Sara + Michael, z dodatkiem kotłowaniny woków Firmy i dwóch braci, którzy nie wiedzą czy mają walczyć z Firmą, czy pasć przed nią na kolana. Porażka.