Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: MarQ »

zajebiste tanirka ;)
pisz nastepne
;*
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

prosze nie jedzcie Lincowi xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: agulec »

Tanira pisze:prosze nie jedzcie Lincowi xD
nie da rady xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

agulec pisze:
Tanira pisze:prosze nie jedzcie Lincowi xD
nie da rady xD
jego glupota to naprawde nie jego wina xD on jest jak dziecko zagubione w kosmosie...to boli a wy sie z tego smiejecie....



*co ja gadam* Buhahahahahahahahahahahhahahahahahahhaaaaa xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: agulec »

on nie jest głupi. Linc jest mądry inaczej xD
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32
Lokalizacja: z Krainy marzeń.
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: niunia »

mmm cudowne ^^

Inaczej tego nie umiem określić.

a z tych tekstów to sikam xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

Epizod 16

Wszyscy patrzyli na siebie niepewnie.
- musimy ruszać. I tak mieliśmy wyjechać dziś wieczorem. Parę godzin nie zrobi różnicy - powiedział Mike i otworzył drzwi - wsiadajcie już.
Wpakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy w dalsza drogę. Zanim wyjechaliśmy z lasu słychać już było syreny policyjne.
- pewnie przeszukują brzeg. Mieliśmy szczęście - rzucił Linc
- zanim wyjedziesz na drogę najpierw sie rozejrzyj czy nie ma nikogo w pobliżu - rzucił Abruzzi
- przecież wiem! - Krzyknął Linc
Wszyscy byli podenerwowani. Nikt więcej już się nie odzywał. Nikt nie chciał albo się bał, że zostanie ochrzaniony za zakłócanie tak zbawiennej ciszy.
Na drodze o dziwo było pusto. Żadnej policji. Nikogo.
- nie podoba mi się to...- rzucił Michael
- co ci się znowu nie podoba? To, że mamy wolną drogę? Człowieku wyluzuj - oburzył się Linc
- a tak w ogóle to gdzie jedziemy? - Rzucił, LJ, który do tej pory siedział cicho
- do Utah...- szepnął Michael
Jechaliśmy tak dość długo zanim minęliśmy granicę między stanami Illinois a Iowa. Dałabym sobie rękę uciąc, że do miasta w którym poznałam Jamesa tez było blisko.
- Mike włącz radio. Nudno tu trochę - rzuciłam
Michael posłusznie wcisnął "on". Z głośników poleciała jakaś smętna muzyka.
- o matko...jeszcze gorzej...czy ktoś umarł, że takie smęty lecą?
Po chwili spikerka przerwała, co obudziło we mnie nadzieję na lepsze czasy.

"Przerywamy gdyż otrzymaliśmy informację, że niejaki Theodore "T-Bag" Bagwell został zatrzymany przez policję na granicy stanów Nebraska i Colorado jednak udało mu sie uciec. Jak dotąd nikogo z "cudownej ósemki" jak nazywają ich dziennikarze nie udało się zatrzymać i osadzić w więzieniu. Agent Mahone, który podąża śladem zbiegów mówi: "Ich wycieczka się niedługo skończy i przestaną być tą cudowną ósemką. Mogę to państwu obiecać" To tyle z ważniejszych informacji. Reszta za pół godziny"

Byłam w szoku...Uciekł im...uciekł...
- jasna cholera...JASNA CHOLERA GDZIE ON SIĘ DOWIEDZIAŁ?! - krzyczał wściekły Mike
Wyjął mapę i zaczął sprawdzać. Linc sie nie odzywał. Wjechaliśmy na jakiś prowizoryczny most, który ledwo trzymał sie kupy.
- może ta szuja posłyszała - rzucił Abruzzi i momentalnie dostał butelką coli w głowę
- uważaj se makaroniarzu - rzuciłam z wściekłością - widzisz braciszku - położyłam Michael'owi rękę na ramieniu - Teddy jest sprytniejszy niż myślałeś - dodałam z wyraźnym zadowoleniem
- nie prowokuj mnie! - wrzasnął Michael, obracając sie do mnie
- Mike usiądź normalnie - powiedział Linc - MIKE SIADAJ!!!
- LINC UWAŻAJ! - zdarzyłam krzyknąć
Czarne BMW uderzył w nas z całej siły. Drzwi od mojej strony nie były zamknięte a w chwili uderzenia odrzuciło mnie w bok, oparłam się o nie dość mocno. Otworzyły się i wyleciałam z samochodu i wpadłam prosto do rzeki. Oszołomiona tym wszystkich z ledwością utrzymywałam sie na wodzie. Nagle usłyszałam strzały i pisk odjeżdżających samochodów. Wyczołgałam sie w końcu na brzeg i próbowałam złapać chociaż trochę tak zbawiennego powietrza.
W głowie miałam mętlik. Mike, Linc...Tylko te dwa imiona przewijały mi się przez głowę jak zacięta taśma filmowa. Wdrapałam sie po dość stromej skarpie i ujrzałam przerażający widok. John leżał w kałuży krwi. Nie żył. Nie miałam odwagi podejść do niego. Oczy zapełniły mi się łzami. Rozejrzałam sie dookoła. Zostawili mnie. Samą. Obok ciała Abruzziego dostrzegłam komórkę Linca. Podbiegłam i podniosłam ją z ziemi. Mój wzrok sam skierował się na martwą twarz Johna. Przyklęknęłam, zamknęłam mu oczy, którymi jak mi się przez chwilę wydawało nadal obserwuje świat i wyszeptałam
- dziękuje Ci za to, że byłeś.
Zerwałam medalik, który kiedyś dostałam i wsunęłam mu w dłoń. Z tej chwili zadumy wyrwał mnie odgłos syren, które słyszałam z oddali. Schowałam telefon do kieszeni i pobiegłam w stronę pięknego, złocistego pola. Po dłuższej chwili doszłam do asfaltowej drogi. Nie zauważyłam budki telefonicznej. TEJ budki telefonicznej. Usiadłam przy drodze, schyliłam głowę i znów zaczęłam płakać.
- a może to przeznaczenie? - powiedział dziarski głos
Podniosłam głowę. Twarz zapłakana, na czole zaschnięta krew od uderzenia. James.
- o mój Boże...-wyszeptał - co ci się stało?
- zabierz mnie do domu proszę Cię...- wyszeptałam
- dasz rade sama wstać?
- nie jest ze mną tak źle...w końcu sama tu doszłam.
Otworzył drzwi do samochodu i pomógł wsiąść. Zapadłam się z rozkoszą w miękki fotel. Spuściłam głowę i powstrzymywałam potok łez. James włączył radio. Niepotrzebnie.

"Najświeższe wiadomości dotyczące cudownej jak dotąd Ósemki. Jeden z uciekinierów niejaki John Abruzzi..."
Na dźwięk jego nazwiska wybuchnęłam przeraźliwym rykiem bólu i cierpienia
"...szef mafii został zastrzelony dziś w godzinach popołudniowych. Pozostałym więźniom, którzy z nim przebywali w tym momencie niestety udało się uciec"

James spojrzał na mnie tak jakby wiedział, co czuję.
- na tym zdjęciu, które dostałem od szeryfa nie byłaś ani trochę podobna - uśmiechnął się próbując mnie pocieszyć w jakikolwiek sposób. Chwycił mnie za rękę, na której były jeszcze ślady krwi i wyszeptał
- przykro mi, naprawdę, ale poradzimy sobie ze wszystkim zobaczysz.
Odpalił samochód i ruszyliśmy...Śliczne pola, łąki, lasy...Nic nie potrafiło mnie pocieszyć ani tym bardziej rozśmieszyć. W końcu wybuchłam. Nie mogłam trzymać tego dłużej w sobie.
- zostawili mnie...oni mnie po prostu zostawili - wyszeptałam przez łzy
- widocznie nie mieli innego wyjścia. Jesteście ścigani przez policję nie tylko w jednym stanie, ale we wszystkich. Wszędzie jest policja. Tutaj może jest jej mniej, ale wyjedź kawałek poza granice tego miasta a będą stać przy każdej drodze wjazdowej i wyjazdowej do byle jakiego lasu. Widziałam, co się dzieje. Być może telewizja kłamie, ale nie w takich sprawach. Muszą na siebie bardzo uważać zresztą ty też musisz.
Nie odpowiedziałam. Mój wzrok przykuło wielkie, błękitne jezioro.
- widzisz ten dom między drzewami na samym brzegu? - wskazał palcem James
- widzę. Pięknie tu...- wyszeptałam zauroczona tym cudownym miejscem
- no to właśnie tam jedziemy - odpowiedział z uśmiechem James
Spojrzałam na jego rozpromieniona twarz. Był taki jakby nigdy nie miał żadnych kłopotów.
- nie mogę Cię tak narażać. Policja będzie mnie szukać. Zajrzą wszędzie. Nawet do Ciebie. Wiesz, że za...
- tak wiem, wiem. Nie martw sie będzie wszytko dobrze - z tymi słowami ponownie chwycił moją rękę. Poczułam sie tak jakby ktoś napełnił mnie nową dawką nadziei. Było w Nim coś, co powodowało taki właśnie stan. Dojechaliśmy na miejsce. Było tam jeszcze piękniej niż mi się wcześniej wydawało. Mały drewniany dom, wielki ogród i cudowny szczeniak bawiący się kulką zrobioną z włóczki.
- no i jak? - zapytał
- jest cudowniej...Raj to mało powiedziane...
Uśmiechając się przeszedł obok mnie zdejmując koszulkę, która okrywała jak dotąd jego przepiękne umięśnione ramiona i cudowna klatkę piersiową. Stałam jak zahipnotyzowana i patrzyłam się na ten cud natury, który otwierał właśnie drzwi do domu. Spojrzał na mnie i uśmiechnął sie rozbrajająco. I ten zarost. Nogi się pode mną ugięły i przez chwile zapomniałam o T-Bagu. A tak właściwie to w ogóle o nim nie myślałam. Przeraziłam sie swoich myśli.
- no chodź. Wykąpiesz sie, zjesz coś i sie prześpisz. No i musisz wyprać te brudne rzeczy, które masz na sobie. No chodź mam cie zaciągać - dodał z uśmiechem
- tak - usłyszałam myśl, którą chciałam zostawić tylko dla siebie. Natychmiast poczułam jak ogarnia mnie fala gorąca i moja twarz robi sie czerwona ze wstydu. Uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- kobiety...ja idę zrobić cos do jedzenia a ty w tym czasie idź sie wykąp. Łazienka jest po prawej stronie - rzucił i udał sie do kuchni
Weszłam do domu. Ślicznie urządzony, ale skromny. I to w nim było najpiękniejsze. Aż trudno uwierzyć, że James mieszka sam. Wszystko wysprzątane, zero kurzu.
- może to znowu jakiś typ pedanta pokroju Michaela? - zastanawiałam się pochłonięta oglądaniem domu
Byłam tak zauroczona tym wszystkim, że nie zauważyłam jak wpadłam w ramiona Jamesa. Nakierował mnie odpowiednio i nagle przed sobą miałam drzwi do łazienki.
- tutaj księżniczko - rzucił z uśmiechem
Po paru chwilach byłam już wykapana z wypranymi ciuchami. Problem był w tym, że nie miałam nic na zmianę. Dostrzegłam jasna bluzę Jamesa.
- mam tylko nadzieję, że jest czysta - rzuciłam i wciągnęłam bluzę przez głowę.
Przynajmniej nie było widać mojej bielizny a w samych gaciach przed nim paradować bym nie chciała.
Wyszłam z łazienki i powędrowałam do pokoju. Siedział i oglądał telewizję.
- czuje sie jak nowo narodzona wiesz...- westchnęłam i usiadłam obok niego na kanapie
James patrzył na mnie tak jak ja patrzyłam na niego przed domem. Po dłuższej chwili dodał
- mogłaś o coś poprosić nosiłem ja wczoraj...
- nic sie nie stało. Nie przeszkadza mi to.
Dlaczego mi nie przeszkadzało? Bluza była pełna zapachu jego cudownej wody toaletowej.
- wyglądasz...pięknie wyglądasz wiesz....- wydusił w końcu i pogłaskał mnie po policzku
- wiem - rzuciłam ochoczo z promiennym uśmiechem, który nagle zniknął z mojej twarzy - odkręć trochę ten telewizor, proszę.

"...nadal nie wiadomo co dzieje się z najmłodszą siostra Scofielda i Burrowsa. Policja bierze pod uwagę, każdą możliwość i nie wyklucza utonięcia. Dziewczyna bowiem na pewno wpadła do wody. Nie ma na razie widocznych śladów na to by żyła"

- okropnie tak słuchać tego, co o Tobie mówią jakbyś juz nie żył...- powiedziałam ze smutkiem
- ale Ty żyjesz. I Twoi bracia tez żyją. Masz herbatę. Pij póki jest gorąca a później przewiozę Cię łódką przez jezioro
Chwyciłam kubek i wypaliłam z nieukrywaną ciekawością
- ale przez całe jezioro, tak?
- oczywiście - dodał z uśmiechem

Ten jego uśmiech...Tak...To było coś, czego nie widziałam jeszcze nigdy...nie dawał mi spokoju...Moje myślenie zeszło nagle na drugi plan poprzez kiwającą sie na wszystkie strony łódkę.
- ale ona się na pewno nie wywali? - zapytałam ze strachem trzymając się uporczywie jego ramion
- nie wywali się. Stawiasz śmiało jedną nogę a później drugą. No już...
- ale James na pewno? - czułam, że zachowuję sie jak dziecko. Byliśmy przecież jeszcze na brzegu a ja miałam problemy z wejściem na durna łódkę.
- o matko...widać, że nie miałaś z tym nigdy do czynienia.
Jednym zgrabnym ruchem znalazłam sie w jego ramionach a chwile później byłam już razem z nim w łódce.
- czy to takie straszne? - zapytał
- no w takiej formie to nie - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem
Postawił mnie i kazał usiąść.
Siedzieliśmy tak do późnego wieczoru...Nawet nie zauważyłam, gdy miejsce słońca zajął księżyc. Otulona jego bluzą rozmawiałam z nim o wszystkim. Jak z dobrym kumplem, którego znam bardzo dobrze.
- więc widzisz...oboje nie mieliśmy łatwego dzieciństwa, ale najważniejsze jest to, że wszystko dobrze sie ułożyło - powiedział James
- w twoim przypadku tak w moim juz jest nieco gorzej
- ale będzie dobrze uwierz mi...- z tymi słowami przysunął się do mnie jeszcze bliżej
- wiesz ja nie wiem jak to wytłumaczyć...ja po prostu...Ja...
Spojrzałam na niego i przypomniała mi sie prawie taka sama chwila z T-Bagiem na ławce jeszcze w Fox River.
- no chyba sie zakochałem się...
Nic nie odpowiedziałam. Mój brat chyba znowu miał rację. Wtuliłam się w ramiona Jamesa. Tak bardzo tego potrzebowałam...
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32
Lokalizacja: z Krainy marzeń.
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: niunia »

ahh wspaniałe.. takie romantycznee <333
mmmm..

nie myslałabym ze tak zmieni sie bieg wydarzen, ciekawe co bedzie z Michaelem..
nie moge uwierzyc ze sie zostawili.. ^^
:*
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Mahone
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Alexxa »

Tanira pisze:Teddy jest sprytniejszy niż myślałeś - dodałam z wyraźnym zadowoleniem
- nie prowokuj mnie! - wrzasnął Michael, obracając sie do mnie
Ojjj... To prawda AŻ TAK w oczy kole ? :mrgreen:
Tanira pisze:John leżał w kałuży krwi. Nie żył
No nie :-( ..Czemu on znów pierwszy ?
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: MarQ »

super :P a jakie dlugie :D
pewnie jak sie tbag dowie to bedzie chcial zaciukac żejmsa :D
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Morgoth »

Tanira pisze:No nie :-( ..Czemu on znów pierwszy ?
mysle ze Tanira specjalnie najpierw makaroniarza sprzątnęła jak w PB :P
badzo fajne naprawde :P
az dziwne ze miedzy Ann i Jamesem jeszcze nic powarzniejszego nie zaszlo :D
niunia pisze:ahh wspaniałe.. takie romantycznee <333
mmmm..
trafnie ujęte
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: PatuŚ »

ale zes "zlikwidowała" biednego Johna ... no wiesz. Kochliwa ta Ann jak nie wiem co, raz T-bag chwile potem whistler :-P no cóz serce nie sługa :-D

ŚWIETNE!!!!!!
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: agulec »

mmmmm..jaki romantyczny odcinek :) aż się rozmarzyłam...
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Mahone
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Alexxa »

morgoth1993 pisze: jak w PB
Jeśli tak jak w PB to ja liczę na wielki powrót T-baga :mrgreen: .
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Morgoth »

Jeśli tak jak w PB to ja liczę na wielki powrót T-baga :mrgreen: .
z nożem przy gardle Scofielda ??
bo jaki ma byc inny powrot Teddyego, jak nie z nozem <?> :P
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: B... »

morgoth1993 pisze:z nożem przy gardle Scofielda ??
ok z nozem moze byc ale nie przy gardle Michaela, choc mógłby tam powycinac paru w Sonie :-D
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Boże, jacy wy jesteście grzeczni w tych rozdziałach, to się nadziwić nie mogę xD
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Morgoth »

no dobra skoro ci natalia malo to niech troche pofantazjuje...
Małe miasteczko w stanie Utah głowna ulica cała we krwi, wszedzie widac czyjes zwloki jakies wnętrdznosci porozrzucane wszedzie, tylko trup na trupie, a na srodku przed siedziba burmistrza Michael z Tbagiem, obaj w rękach mają piły motorowe i piją wódke po udanej akcji xD
moze zaczne thrillery pisac <?> xD :D :P
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Ech...ale mnie nie o to biegało xD Aniuś już dobrze wie xD i tak jest cudnie ^^ :*
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Mahone
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Alexxa »

morgoth1993 pisze:z nożem przy gardle Scofielda ??
Jak dla mnie, bardziej optymistycznej wersji nie ma :lol: :lol: :580: :577:
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: PatuŚ »

Alexxa pisze: Jak dla mnie, bardziej optymistycznej wersji nie ma
Ty to byś chciała zaraz unicestwiac głównego bohatera... :-D ale w sumie jakby go Alex zastąpił... to chyba bym się az tak bardzo niepogniewała :-P
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Morgoth »

jakiego głównego bohatera <?> :P przecie Ann jest najważniejsza......i Dżejms :D
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

AutumnLeaf pisze:Boże, jacy wy jesteście grzeczni w tych rozdziałach, to się nadziwić nie mogę xD
odczep się! ja tu nie moge opisywać swoich dzikich fantazji bo osoby tu obecne nie mają jeszcze 18 lat xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Ćśśśś ^^ Spokojnie ^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

AutumnLeaf pisze:Ćśśśś ^^ Spokojnie ^^
nie bede spokojna xD
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”