Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
noooo...taki słitaśny xD chociaż ja tam wole szujowatego Dżejmsa ^^
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
ufff już myślałam, że dostanę ochrzan xD ja też xD lubię się z nim kłócić ;p
no słodko, miłość w obliczu tragedii ach
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
cudowne... poporstu takie love story :-D Sean rzeczywiście taki słodki misiu do poprzytulania... no no zobaczymy co bedzie dalej
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
nadrobiłam tu też!
świetne opowiadanie! tyle się dzieje, te zwroty akcji.. aż można sobie wyobrazić całe to zamieszanie w szpitalu. No i pojawił się wątek miłosny^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
part VI

Obudziła się wcześniej niż zwykle.
Czuła w powietrzu jego zapach.
Popatrzyła w sufit i przetarła oczy.
- nie możesz. On jest twoim trzymiesięcznym szefem – szepnęła i zwlokła się z łóżka.
Bycie samotnym wychodziło jej lepiej niż komukolwiek.
Uwielbiała samotność. Uwielbiała ciszę.
Dopóki nie poznała Seana.
Wsadziła głowę pod prysznic i odkręciła zimną wodę.
Chciała zmyć z włosów jego zapach.
Wysuszyła je delikatnie ręcznikiem i ruszyła do kuchni zrobić sobie kawy.
Mocna, czarna kawa.
Tego jej było trzeba.
8:30.
Chwyciła za torbę i zaczęła szukac kluczy.
- cholera były tu wczoraj – szepnęła odkrywając kołdrę.
- no były…- mruczała.
Szukanie przerwał dzwonek do drzwi.
- tego szukasz? – zapytał Sean, który stał oparty o framugę drzwi z kluczami w ręku.

Uśmiech, który pojawił się na jej twarzy sprawił, że zrobiło mu się ciepło na sercu.
- dziś mamy nocny dyżur. Mam cały zapas kawy – uśmiechnął się promiennie i wyciągnął w jej kierunku rękę – mogę porwać panią do pracy?
- ale obiecaj, że wpadniemy po drodze do cukierni po dużą ilość pączków…- szepnęła próbując skupić się na jego butach.
Sean zaśmiał się cicho i wyciągnął ją z mieszkania.
Nawet pogoda sprzyjała uczuciu, które rodziło się między nimi.
- wolałbym iść na długi spacer – szepnął Sean niosąc plastikowy pojemnik z pączkami – do portu.
- uwielbiam tam chodzić…nie mam teraz czasu na takie spacery – szepnęła ze smutkiem Ann gdy mijali bramę szpitala.
Sean uśmiechnął się delikatnie i przepuścił ją w drzwiach.
- pójdę się przebrać – szepnęła, wzięła od niego pączki i ruszyła w stronę dyżurki zostawiając go samego prze recepcji.
Patrzył na nią dopóki nie zniknęła za białymi drzwiami.
- widzę, że romans kwitnie – zaświergotał Jack, który jak to z reguły zawsze bywa pojawił się znikąd.
- nie mam pojęcia o czym mówisz – szepnął Sean podpisując swoją kartę.
Nie widział miny Jacka. Może to i lepiej.
- mnie nie oszukasz – zaświergotał jeszcze promienniej – przecież widzę, że na nią lecisz a dziś…- zaczął grzebać w zeszycie dyżurów – będzie namiętna, gorąca noc co?
Nie odpowiedział. Ścisnął mocniej długopis.
- nasza praktykanta jest już widzę w znacznie lepszym humorze niż wczoraj. Niech zgadnę dlaczego. Odprowadziłeś ją do domu, wcisnąłeś swój numer a ona biedna zadzwoniła do ciebie bo nie chciała być sama.
Sean spojrzał na niego z szerokim uśmiechem na ustach.
- mógłbyś być aktorem.
- ha! Mówiłem, że „Życiowe rozterki Jacka Quade’a” będą hitem! Wiedziałem! – zaświergotał i ruszył w stronę starszej kobiety na wózku – niech pani przy tym nie grzebie! Chce pani zakończyć przez to żywot na tym świecie?!
- najważniejsze to mieć takt – szepnął Sean i wszedł do dyżurki.

Ann siedziała na kanapie i piła kolejną kawę.
- nie za dużo? – zapytał siadając obok i łapiąc pączka.
- miało być na wieczór – powiedziała ze złością
- to? Na wieczór? Chyba będziemy musieli kupić jeszcze.
Do dyżurki wpadł Jack.
- mmm widzę, że umilacie sobie życie jak trzeba. Poczęstuje się.
Władował rękę do pojemnika.
- eeeee Sean ten…no…umyj się człowieku – szepnął
Ann spojrzała na niego i wybuchneła śmiechem.
- jak ty jesz…- szepnęła ścierając mu z policzka cukier puder.
To był moment.
Chwila.
Nigdy nie czuła czegoś takiego.
W ich spojrzeniach było cos więcej.
Poczuła, że boi się dzisiejszego dyżuru.
- już…- szepnęła.
Czuła, że jej twarz płonie. Wstała i poszła dolać wody do kubka tylko nie wiedziała po co.
Nie odwracała się w ich stronę ale wiedziała, że Jack ma na twarzy głupawy uśmiech.

Było mu dziwnie.
Inaczej.
Ręce mu się trzęsły.
Spojrzał na Jacka, który przyglądał mu się uważnie z głupim uśmiechem na twarzy.
- no co tu taka stypa nagle – zaświergotał i włączył radio.
Z głośników wyciekały słowa…
„Tutaj jest tylko nienawiść
Tylko łzy
Tylko ból...
Nie ma tu miłości...”
- wyłącz to! – krzyknęli jednocześnie Sean i Ann
- czuję coś w powietrzu – szepnął Jack, wstał i wyszedł.
Ann stała z kubkiem w ręku i patrzyła w stronę okna.
On wstał i podszedł do niej.
- przepraszam – szepnęła
- za co? – uśmiechnął się delikatnie
Nie odpowiedziała.
Odłożyła kubek, odwróciła się w jego strone i spojrzała mu głęboko w oczy.
- dziwnie się czuję…inaczej…
- źle się z tym czujesz?
- nie. Nie chcę stracić tego dziwnego uczucia.
Pogładził ją delikatnie po policzku.
Poczuł ciepło pod palcami.
Jej policzki w mgnieniu oka zrobiły się czerwone.
Do dyżurki wpadła Von.
- przepraszam…nie wiedziałam…
Zamknęła drzwi z szerokim uśmiechem.
Wiedział, że przyszła tu specjalnie.
Wiedział, że teraz każdy będzie patrzył z większą uwagą na niego i na nią.
- może wróćmy do pracy co? – zapytała i ruszyła w stronę drzwi.

Dzień minął szybko.
Sean pomagał jej układać leki na w kolejności alfabetycznej w magazynie.
Skończyli po 23.
- nie mam już siły – szepnęła i osunęła się po szczeblach metalowej drabiny.
- dokończymy jutro. Albo znajdziemy kogoś kto się tym zajmie.
Na jego twarzy mimo późnej pory widniał uśmiech.
- czy ty nigdy nie jesteś zmęczony? – zapytała gdy szli pustym, delikatnie oświetlonym korytarzem.
- po mnie tego nie widać – szepnął uśmiechając się szeroko.
- muszę kawy – westchnęła i weszła do dyżurki.
Z uśmiechem na ustach nalała gorącej wody do kubka i zatopiła w niej usta.
Odwróciła się.
- Sean?
- nie zrobiłem tego wcześniej więc robię to teraz – wyszeptał.
Wyjął jej kubek z rąk i postawił na blacie.
- Sean…
Poczuła jego usta na swojej szyi.
Poczuła delikatny, ciepły oddech.
Nie opierała się.
Była tak samo zakochana jak on.
- Sean…
- nic nie mów – wyszeptał i pocałował.
Delikatnie ale namiętnie.
Spokojnie.

Kto nie chciał by zatrzymać czasu?
Tak choć na chwilę.
Na moment.
Żeby zapamiętać wszystko bardzo dokładnie.
Dla nich czas zatrzymał się na tą całą noc.
To co się miedzy nimi zrodziło było niezwykłe.
Było boskie.
Było cudem.
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
aż mi się oczy zaszkliły na końcu...
z rana taki rozdzialik to jak dobra mocna kawa ^^
ach, ta kawa xD tu przynajmniej możesz ją pić litrami xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
wzruszyłam się ;* i dziękuje w imieniu swoim i myślę, że wszystkich, za takie wspaniałe opowiadania dzięki którym chociaż na chwilę mamy głowy w chmurach^^
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37
Lokalizacja: a zza zasłonki
Achhh... <mk roztopiona> Piękne. Takie wzruszające.
A ta końcówka... cudowna. I znowu się powtarzam ;-)
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
aaaaaaale cudo *rozpływa się w swoich prywatnych marzeniach* :mrgreen:
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
jaki romans..Sean przejąl inicjatywe... nie ma to jak romas na lini szef- pracownik :-D
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
o boże...piekne.no cudowne.Love Story.uwielbiam Twoje opowiadania :*
Posty: 713
Rejestracja: 2008-01-16, 19:13
Lokalizacja: Sambo ^^
hmn... przeczytałam trzy ostatnie rozdziały dopiero teraz... przy pierwszym z nich się popłakałam, przy drugim doszłam do soebie a przy trzecim znów się wzruszyłam :) BOOSKO!!! :)
Lincoln Burrows
Posty: 482
Rejestracja: 2008-02-05, 20:17
Lokalizacja: z daleka
boskie!! Tylko tyle mogę powiedzieć.... no.... parę dni mnie nie było a tu 3 rozdziały.... rozkręcasz się =)
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
woowowowowow :shock: tanirka wrzucaj dalej bo to jest zabojczo wcaigajace :D
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32
Lokalizacja: z Krainy marzeń.
Mi sięteraz zeszkliły oczy^^
ślicznie. Ubierasz zdania w piękne słowa..
chwyta za serce.
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
part VII

Noc była długa.
Czas mijał wolno.
Zapomnieli o wszystkim.
Mieli siebie.
Ann owinęła się ciepłym kocem i położyła głowę na kolanach Seana.
- byłeś kiedyś tak naprawdę zakochany?
- teraz jestem.
- pytam o przeszłość.
Sean milczał chwilę i pogładził Ann po policzku.
- nigdy. Nie wiem dlaczego tak mnie przyciągasz ale mnie się to jak najbardziej podoba.
Ann uśmiechnęła się delikatnie.
- ja też nigdy nie czułam czegoś takiego – szepnęła – do tej pory unikałam ludzi. Za dużo złego mi wyrządzili. Teraz mimo wszystko tez się boję. Boję się, że dostaniesz to czego chcesz a ja zostanę kolejnym numerem w twoim telefonie.
Sean chwycił za telefon, który leżał na stole i podał go Ann.
- zobacz – szepnął
W książce telefonicznej miał numery tylko i wyłącznie znajomych ze szpitala. Widziała numer Von i Jack’a. Widziała numer Frank’a.
Zrozumiała, że Sean był wyjątkowy.
Był inny niż wszyscy.
- a rodzice?
- nie żyją – wyszeptał.
- wybacz…ja nie…
Sean uśmiechnął się delikatnie.
- wiem…czasem mi się śnią. Uśmiechają się. Czuję jak mama przytula mnie do siebie i głaszcze po włosach. Zawsze tak robiła gdy chciała bym uwierzył w siebie. Mówiła, że jestem wyjątkowy, że mam w sobie światło, które przyciąga anioły.
On mówił ona słuchała. Nie przerywała mu.
- miała rację. Jeden nawet kilka dni temu wpadł na mnie na ulicy – uśmiechnął się delikatnie i chwycił ją za rękę.
- chcę mieć wspaniałą rodzinę. Kochającą żonę i dzieci, które będą nas codziennie budzić swoim śmiechem. Dlatego czekałem. Czekałem na tą jedyną, która mnie zrozumie. Która mnie pokocha. Która odkryje we mnie coś więcej.
- lubisz dzieci?
- uwielbiam – wyszeptał – gdy patrzysz w oczy dziecka widzisz w nich nadzieję, radość, niewinność, niezdolność do kłamstwa. I zastanawiasz się dlaczego inni nie widzą tego w twoich oczach.
Ann odkryła drugą stronę Seana.
Był romantykiem.
Układał słowa w taki sposób, że stawały się one melodią.
- gdybym cię nie znała nigdy nie powiedziałabym, że taki jesteś.
- jaki?
- delikatny. Jak anioł…
Uśmiechnął się szeroko i pocałował ja delikatnie.
- spokojny ten dyżur, co? – zapytał podnosząc Ann z kolan.
- wyjątkowo – szepnęła.

Wstał z kanapy i zrobił sobie kawę.
Mocną.
Taką jak lubił.
Po chwili usłyszał cichy, spokojny oddech.
Odwrócił się i zobaczył, że zasnęła.
Wyglądała jak anioł.
Była taka niewinna.
Jak dziecko z oczami przepełnionymi nadzieją.
Przypomniał sobie o pewnej sprawie.
Włożył rękę do tylnej kieszeni spodni i wyjął kartkę.
Zwykła kartka skropiona zwykłym długopisem opatrzona niezwykłymi słowami.
Jej słowami.
Usiadł obok śpiącej Ann i zaczął czytać.

„Ludzi są podzieleni na kilka grup.
Są ludzie dobrzy i źli.
Kochający i mściwi.
Starzy i młodzi.
Najmniejszą z tych grup tworzą Anioły.
Są obok.
Zawsze.
Pomagają w codziennych sprawach.
Łagodzą smutki jak tylko mogą.
Pocieszają.
Przychodzą do nas w snach i głaszczą po głowach.
Ratują.
Anioły są jak delikatny wiatr.
Czujesz go ale nie widzisz.
Człowiek może mówić, że jest naprawdę szczęśliwy gdy ma swojego Anioła.
Gdy czuje jego obecność.
Gdy przychodzi do niego w snach.
Gdy głaszcze go po głowie.
Ludzie są podzieleni na kilka grup.
Najmniejszą z tych grup tworzą Anioły.”
***

Uśmiechnął się delikatnie i spojrzał na jej twarz.
On znalazł już swojego Anioła.
Miał dyżur.
Nie mógł zasnąć choć tak bardzo chciał się wtulić w jej ciało.
Chwycił kubek w ręce i spojrzał w stronę okna.
W porcie już pewnie widać wschód słońca.

*** Wiersz dedykowany mojemu osobistemu Aniołowi, który „odszedł” ode mnie 23 grudnia 2004 roku. Odszedł z tego świata ale ciągle jest przy mnie. „Bo wiesz Ann aniołku wybrańcy Boga umierają młodo”
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
to jest sliczneeeeeeeee tanirka masz talenciacho :D gdybym nie byl soba to bym sie wzruszyl i plakal xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
cholera, popłakałam się
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
no błagam was...nie płakać mi tu
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
taa.. no i ide po chusteczki
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
ja też się popłakałam.czasem już naprawdę trudno mi sie powstrzymać...na przykład teraz....
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Cudowne... aż mi łezki pociekły :-( wspaniałe
Michael Scofield
Posty: 1616
Rejestracja: 2008-01-30, 11:10
Lokalizacja: Kielce
To było piękne naprawdę cudowne. Aż się pobeczałam przy końcówce. To chyba jeden z najlepszych wierszy...
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
o matko...nie płakac mi tu...nie myślałam, że aż takie emocje przy tym wyjdą
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
a Ty nie płakałas jak to pisałaś? nie wierze ze nie...
ODPOWIEDZ

Wróć do „Twórczość literacka”