Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

wezma nas za jeszcze wiekszych psycholi xD
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Morgoth »

Taniraaaaaaa rozpływam się...
a już myslalem ze zabiłas Linca-Sinca
Agulec spokojnie ze slow Michaela wynika ze Linc(in park :P) zyje :P
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

morgoth1993 dziękuje xD
zreszta dziękuje wam wszystkim xD
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32
Lokalizacja: z Krainy marzeń.
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: niunia »

az mi łezka spłyneła po poliku OO
cudownee
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Morgoth »

a jednak doszlo miedzy nimi do czegos wiekszego :D ale nie mam ci za zle ze nie ukazalas nam co sie dzialo przez te 3 godziny xD spora czesc nieletnich :P *co sie tak na mnie patrzycie?* :D
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: PatuŚ »

świetne , boskie, zajebiaszcze do kwadratu ... aż się wzruszyłam.... normalnie .
normlanie takie to wzruszajace , piekne i .... az brak słów. jak kiedyś wydasz jakieś romansidło (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu) to poporsze o egzemplarz z dedykacją :-D :-P

ps.ja też mam zawsze lodowate grabie xD :-D
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

patus1905 speszjal for ju xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

Epizod 18

Podeszłam do okna. Był piekny dzień. Słońce łagodziło swoimi promieniami wszystkie smutki. Tak mi się przynajmniej wydawało.
James podszedł do mnie i wcisnął mi coś do ręki.
- wypadło ci to z kieszeni - szepnął i wyszedł do kuchni
Kartka. Tusz był rozmyty od prania. Nie przypominam sobie jej.
W środku było tylko napisane "Silva Granda de Panama". W głowie kołatała mi tylko jedna myśl.
- Panama...- wyszeptałam patrząc tępo w kartkę - Panama...
W tej samej chwili zadzwonił telefon.
Odebrałam go trzęsącą sie ręką. Wiedziałam, że nie porozmawia ze mną. Tak bardzo go potrzebowałam. I jego i Lincolna.
Przyłożyłam telefon do ucha.
- już wiesz gdzie? - zapytał Michael
Kartka.
- wiem...
- za tydzień o tej porze - wyszeptał - dasz radę?
- postaram się...
Już chciałam sie wyłączyć. Przyzwyczaiłam sie do tych krótkich rozmów.
- Ann czekaj...- wyszeptał - jak się czujesz? Jesteś bezpieczna?
- wszystko jest dobrze. Do zobaczenia.
Wyłączyłam się. Dobrze wiedziałam, że gdybym rozmawiała z nim dłużej popłakałabym się.
Skuliłam się na kanapaie i patrzyłam na kartke, która leżała na stole.
- On wszystko wymyślił znacznie wcześniej...- mówiłam sama do siebie.
Po chwili do pokoju wszedł James z kubkiem gorącej herbaty.
- wypij to...będzie ci lepiej...- powiedział i podał mi błekitny kubek
Usiadł obok mnie.
O nic nie pytał.
Zapadała niezręczna cisza.
- on będzie w Panamie...- zaczęłam cicho - za tydzień mam tam być.
- będziesz tam o wiele wczesniej...- wyszeptał
Spojrzałam na niego wzrokiem, który mówił sam za siebie.
On spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie.
- mam tam jechać. Zreszta mówiłem ci przy naszym pierwszym spotkaniu.
- i chciałeś mnie tu zostawić?
- i tak byś pojechała ze mną - uśmiechnął sie jeszcze bardziej promiennie.
Ten człowiek odbierał mi mowę. Zaskakiwał mnie na każdym kroku.
- to kiedy wyjazd? - zapytałam rzucając mu się na szyje
- jutro. Dziś musimy jeszcze coś załatwić - pocałował mnie delikatnie w policzek - zacznij sie szykować. Za 20 minut jedziemy.
Pobiegłam jak na skrzydłach do łazienki. Byłam taka szczęśliwa. Mam przy sobie cudownego faceta a już niedługo zobacze...
Spojrzałam w lustro i szepnełam
- już niedługo zobacze brata...
Po policzku popłynęła mi łza.
- nie płacz - mówiłam do siebie - musisz byc silna. Nikt za ciebie tego nie zrobi.
Umyłam twarz zimna wodą i poszłam do kuchni. Nic nie jadłam. Złapałam piekne, zielone jabłko.
- no to możemy jechać - oznajmiłam wchodząc do pokoju.
James siedział na kanapie i przyglądał sie z wyraźnym zainteresowaniem kartce z nazwa hotelu w Panamie.
- już jesteś gotowa?
- no już, już. Chodź - podeszłam do niego i pociagnełam go za rękę
Po chwili pędzilismy już samochodem przez jakies polne drogi i zatrzymalismy sie na skraju lasu gdzie znajdował sie mały cmentarz. Tylko pare nagrobków.
James nic nie mówił odkąd wyszlismy z samochodu. Był strasznie skupiony. W ręku trzymał mały znicz. Nigdy nie lubiłam cmentarzy. Wracały wspomnienia a ja nie umiałam sobie z nimi nigdy poradzić. Były ode mnie silniejsze i zawsze wygrywały czego skutkiem był mój cichy płacz w swoim pokoju. Nigdy nikomu nie okazywałam tego co czuje w takich chwilach. Nikt o tym nie wiedział. Nawet Linc. Nie lubiłam się tym dzielić.
James chwycił mnie za rękę.
- to tutaj - szepnął
Na starym pomniku zacierało sie juz pomału nazwisko "Whistler".
Wiedziałam co ja czuję gdy odwiedzałam matke na cmentarzu. Chciałam byc wtedy sama. Żeby nikt nie patrzył na moje łzy. Żeby nikt nie zadwał pytań, które tam nad grobem stawały sie po prostu oczywiste.
- zostań sam...pójdę sie przejść - szepnęłam i puściłam jego dłoń.
Niedaleko cmentarza było pole. Poszłam w tamtym kierunku. Słońce bawiło sie delikatnie z kłosami co sprawiało, że całe pole zamieniło sie nagle w jedną, wielką złota rzekę. Było cudownie. Czułam sie jakbym była na końcu świata gdzie nikt mnie nie skrzywdzi. Pomyślałam o Alexie. O tym bezwzględnym Alexie. On musi miec jakis słaby punkt. Cos co rozczula go tak samo jak mnie gdy myślę o Lincolnie i Michaelu. Dziecko? Nie wygląda na kochającego tatusia. Żona? Jeśli gdzieś jest współczuje jej. Mysli przewijały mi sie przez głowe jak film. A jedna powracała szczególnie często. Panama.
Westchnęłam głęboko i ruszyłam w stronę Jamesa. Stanęłam obok niego nic nie mówiąc.
- zmarła gdy miałem 6 lat - wyszeptał zachrypnietym głosem - nikt mi nigdy nie powiedział co sie tak naprawdę stało. Jak umarła? Dlaczego? Nic...Przychodze tu prawie codziennie. Żeby porozmawiać. Żeby powierzyć swoje tajemnice. Wiem, że mam 30 lat i może wydać ci się to śmieszne...
- to nie jest śmieszne - przerwałam mu i spojrzałam na niego
Dopiero teraz zauważyłam, że on płacze.
- to nigdy nie będzie śmieszne - wtuliłam sie w jego ramiona i otarłam łzę, która spływała po policzku.
- wiesz...wtedy gdy cię pierwszy raz zobaczyłem. Wtedy w mieście...Przyjechałem odrazu tutaj. stałem w tym deszczu i dziekowałem, że ktoś z góry zesłał mi ciebie.
Wtuliłam się w niego mocniej. Moje oczy napełniły sie łzami.
- wrócimy tu jeszcze...zobaczysz...wrócimy tu razem. I razem podziękujemy.
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: agulec »

eh.. :( smutny ten odcinek.
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Przestań mnie wzruszać kobieto bo wiesz, że nie lubię płakać ;*
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: PatuŚ »

Tanira pisze:patus1905 speszjal for ju xD
ochhh thanx Tanirciu moja kochana ;*

świetny odcinke... tu to się dopiero jak bóbr poryczłaam... takie romantic
Tanira pisze:Przyjechałem odrazu tutaj. stałem w tym deszczu i dziekowałem, że ktoś z góry zesłał mi ciebie.
poporstu brak słów... jestes Moim Miszczuniem :-D
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: MarQ »

ej no ja tez chce dedykejszyn *prosi* xD
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: PatuŚ »

marq112 pisze:ej no ja tez chce dedykejszyn *prosi* xD
nie ma tak dobrez :-P
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Morgoth »

ta dziewczyna to ma klase... (Tanira of korse :P)
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

morgoth1993 pisze:ta dziewczyna to ma klase... (Tanira of korse :P)
czy to jakaś złośliwość? :mrgreen:
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Morgoth »

wręcz przeciwnieeee bardziej komplement :D
...ja złośliwy ??? :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll: :roll:
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

no taki żarcik z mojej strony :mrgreen:
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Morgoth »

*hahahahahaha, śmieje się do łez* - a to żarcik z mojej strony :P
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

Epizod 19

Naszej drodze powrotnej towarzyszyła cisza. Radio było uśpione. Na dworze zaczynało się robić ciemno. Ani ja ani James nie odzywaliśmy się do siebie. Była to w jakiś sposób chwila refleksji. Nie umiem czytać w myślach ale wiedziałam o czym myślał. Ja również myślałam o matce. Odwróciłam głowę do okna i zatopiłam się w czerń panująca na dworze. Zastanawiałam się dlaczego Bóg tak karze tych niewinnych. Dlaczego odbiera im to co jest sensem ich życia? A może to jest jakaś wskazówka? Może Bóg pokazuje nam nową, lepszą drogę? Może umacnia nas tym, że odbiera to co najcenniejsze? W myślach zaczęłam się modlić. Wiedziałam, że Bóg prędzej czy później mnie wysłucha. Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam gdy dojechaliśmy do domu. Wysiadłam z samochodu i spojrzałam w niebo. Nie było na nim ani jednej gwiazdy a księżyc chował się za chmurami. Woda szeleściła delikatnie w trzcinie. Coś było w powietrzu. Czułam to. Wiatr, który zawiał niespodziewanie rozwiał mi włosy. Woda delikatnie się wzburzyła. Drzewa zaczęły złowrogo szeleścić. W powietrzu było coś złego. Weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi. Usiadłam na kanapie. Dochodziła godzina 20. Włączyłam telewizje. Nic. Nic o nich. To dobrze czy źle? Zerknęłam w stronę okna. Drzewa nadal kołysały się w rytm upiornej muzyki, którą tworzył wiatr.
- proszę – szepnął James i podał mi talerz z kanapkami i kubek gorącej herbaty.
- dzięki…byłam strasznie głodna. Chyba czytasz w moich myślach.
James uśmiechnął się tylko delikatnie.
- o której lecimy? – zapytałam męcząc się z kanapką z której zaczął zsuwać się pomidor.
- o 2 musimy stąd wyjechać.
- to jest nielegalne prawda?
- a co w tym kraju jest teraz legalne? – zapytał James łapiąc za kanapkę
- zaraz idziemy spać. Znając życie będziesz i tak nieprzytomna. – uśmiechnął się
Dokończyłam druga kanapkę, która popiłam herbatą i ruszyłam w stronę łazienki. Odprawiłam codzienny rytuał przed lustrem, wykapałam się i poszłam do łóżka.
James rozkładał się na tym swoim materacu.
- Wywaliłam człowieka z jego własnego łóżka…- pomyślałam zawijając się w kołdrę.
- no to dobrej nocy – szepnął James i pocałował mnie w czoło.
Zgasło światło. Odwróciłam się w stronę okna. Przestało wiać. Zamknęłam oczy i prawie natychmiast usnęłam.

Otworzyłam oczy. Nie było Jamesa. Byłam sama w jakimś czarnym pomieszczeniu. Nie wiem czy to był pokój. Nie widziałam zupełnie nic. Nagle zobaczyłam przed sobą delikatne światło. Podeszłam bliżej. Światło wydobywało się ze szklanej ściany, która nagle wyrosła przede mną. Dotknęłam jej. Była lodowata. Mimo zimna nie oderwałam ręki. Ruszyłam w bok. Ściana zdawała się nie mieć końca. Po chwili usłyszałam cichy szept.
- wiesz, że nie uciekniesz
- Alex?
Tuż za ścianą obok mnie pojawił się On. Odsunęłam się. Nie byłam przerażona. Byłam za ścianą.
- nic ci nie zrobię…- szepnął
W jego ręce widziałam pistolet.
Nagle ściana zniknęła. Czułam, że serce zaczyna mi bić mocniej. Nie uciekałam. Nie mogłam oderwać stóp od ziemi. Dopiero teraz ogarnął mnie strach.
- moja żona…- zaczął – nie zasługuje na kogoś takiego jak ja.
Na ziemi zobaczyłam zdjęcie.
Podeszłam i podniosłam je. Na zdjęciu stał On. Uśmiechnięty. Obejmował swoją żonę. Przed nimi stał mały chłopiec, który bez wątpienia był jego synem. Te same oczy…
- nie chciałem nikogo krzywdzić ale musiałem. Zło pociąga za sobą kolejne zło.
Usłyszałam odgłos odbezpieczanego pistoletu.
Spojrzałam na niego.
- nie rób tego…- szepnęłam
Przystawił sobie pistolet do skroni.
- Alex, masz piękna żonę i cudownego syna. Dla nich warto żyć. Proszę odłóż broń.
Czułam, że ręce strasznie mi się trzęsą.
- nie zasługuje na litość. Od nikogo. A zwłaszcza od ciebie.
Usłyszałam strzał. Mój własny krzyk wypełnił mi uszy.


- spokojnie…Ann to tylko zły sen…Obudź się. Słyszysz?!
Otworzyłam oczy. James siedział obok mnie.
- on nie żyje…- szepnęłam i zalałam się łzami.
- to tylko zły sen – powtórzył i przytulił mnie bardzo mocno.
Płakałam za człowiekiem, który chciał zabić moja jedyna rodzinę. Jednak on sam także ją miał.
- James…nie zostawiaj mnie. Nie chce spać sama – wyszeptałam ocierając łzę.
- nie zostawię…
Położył się obok mnie. Wtuliłam się w jego ramiona i po chwili zasnęłam. Na elektronicznym zegarze wyświetlała się godzina. Parę minut po 24.

Obudził mnie jakiś szelest.
Wygrzebałam się spod kołdry i zobaczyłam Jamesa jak zakłada dżinsy i koszulkę.
Spojrzał w moja stronę.
- już czas – szepnął i wyszedł z pokoju.
Ubrałam się i wyszłam do kuchni. Wypiłam mocną, czarna kawę i zjadłam kanapkę, która została od wczorajszej kolacji. Po 15 minutach siedziałam już w samochodzie razem z Jamesem. Wjechaliśmy na jakieś małe opuszczone lotnisko. Awionetka już czekała.
- no szybciej…- szeptał mężczyzna, któremu James uścisnął dłoń
- spokojnie. Zdążymy ze wszystkim – wyszeptał i prawie wepchnął mnie do środka samolotu.
Było ciemno i zimno. Założyłam na głowę kaptur. Po chwili usiadł obok mnie James.
- masz wszystko? – zapytał
Ścisnęłam mocniej kartkę, która miałam w kieszeni.
- mam…- wyszeptałam i oparłam głowę o jego ramię.
Wystartowaliśmy.
- witaj Panamo…- szepnęłam i zamknęłam oczy
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
AAAch kocham te twoje sny ;*
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Tanira »

och wiem :mrgreen:
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Mahone
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: Alexxa »

jeeeny, coraz bardziej mnie zadziwiasz tanira :shock: . Umiesz połączyć mądre refleksje z napięciem i akcją w tekście..brawo! A ten sen- fajnie, że wspomniałaś o jego synku i o żonie Alexa ;-)
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: agulec »

fajowe. dobry motyw z tym snem, lubię takie rzeczy, ta potęga podświadomości.. :] Tak się uspokoiła ostatnio Twoja historia, ale coś czuję, że po tym odcinku jutro powróci napięcie! :D
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: PatuŚ »

swiet nie w końcu jakis pozytyw dla Alexa... ten sen świetny... tanira .. z każdym odcinkiem napiecie wzrasta... kiedy kolejny???? :-D
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Ann / Tanira

Post autor: MarQ »

suepr zajebiaszcze :D
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”