Nie jest to moje pierwsze opowiadanie i mam nadzieję, że nie ostatnie. Nie wiem, czy je dokończę, ponieważ mam bardzo słomiany zapał. Trzymajcie kciuki!
Plan doskonały
Część 1.
Meksyk, rok 2007. Lato, słońce świeciło wysoko na niebie.
Panama, dokładnie Sona jedno z najgorszych więzień na świecie. Trafiali tam sami mordercy, gwałciciele i złodzieje. Lecz znalazło się tam również miejsce dla niego, wykształconego inżyniera. A wszystko przez to że pragnął ją chronić, bo nie chciał aby posmakowała życia za kratkami. Zawsze marzył żeby Sara została jego żoną, matką jego dzieci. Mógł zrobić dla niej wszystko, tylko po to by była szczęśliwa, a teraz? Teraz jej nie było, zabili ją, miłość jego życia. Nigdy nie wymaże z pamięci dnia w którym Lincoln oświadczył mu że ona nie żyje. Nigdy nie zapomni momentu w którym łzy napłynęły do jego oczu i powoli zaczęły spływać po jego rozgrzanych policzkach. Nie zapomni również bólu który rozdzierał jego serce na najmniejsze kawałki. Był bezsilny, już nic nie mógł zrobić, tym razem nie udało mu się oszukać przeznaczenia. To zdarzenie pozwoliło mu uwierzyć, że wszystko to co robił nie miało najmniejszego sensu. Teraz nie miał dla kogo uciekać z Sony, bo wiedział że Sara nie przywita go z otwartymi rękoma. Odeszła. Już nigdy więcej się nie spotkają...
Siedział wpatrzony w jeden punkt na zniszczonej ścianie. Zastanawiał się czy nie lepiej było by gdyby nigdy nie trafił do Fox River, ale wtedy zapewne jego brat byłby martwy, a Sara była by dla niego obcą osobą. Nagle jego skupienie zagłuszył niewyraźny męski głos, który dobiegał z głośników „Scofield wizyta!”, podniósł się z krzesła i poszedł w kierunku miejsca widzeń. Przeszedł przez niewielką bramę i zobaczył elegancką kobietę, nie wiedział kim była, rozglądał się jeszcze raz dookoła, lecz oprócz nieznajomej nie było tam nikogo. Niepewnym krokiem podszedł do niej i spojrzał na nią za zza ogrodzenia. Przez dłuższą chwilę oboje się sobie przyglądali…
- Dzień dobry panie Scofield - odezwała się poważnym głosem, przeczesała ręką włosy, które rozwiał jej wiatr.
- Kim pani jest? - Spytał, lecz w jego głosie nie było ani grama strachu. Przeszyła go ciekawość.
- Przyjechałam tu tylko po to aby wyjaśnić kilka spraw, lecz w takich warunkach nie będziemy rozmawiać, może być pan pewny że jeszcze się spotkamy, ale to dopiero po pana ucieczce. - Wyjaśniła, a on słuchał jej jak zahipnotyzowany. Była taka chłodna, a z jej oczu nie można było nic wyczytać. Z tego powodu pierwsze co przyszło mu do głowy to, to że jest jedną z ludzi Susan. Odwróciła się na pięcie i juz miała odejść.
- A mogę chociaż wiedzieć jak się nazywasz? - Spojrzała w jego stronę i wyciągnęła z torebki dowód osobisty, podniosła rękę i dołożyła go do ogrodzenia. On skupiony spojrzał na dokument, a jego wyraz twarzy nagle się zmienił.
- Lauren Tancredi - wyszeptał lecz ona już tego nie słyszała bo zdążyła odejść. Oparł się o wysoki płot, ze zdziwienia jego oczy zrobiły się większe, a usta lekko się rozchyliły, pustym wzrokiem przyglądał się oddalającej kobiecie, która podawała się za siostrę Sary...
Minęły dwa lata.
Stał przy stole, ubrany w garnitur i krawat, dobrej marki. Pisał list, który miał być zaadresowany do jego starszego brata Lincolna. Dokończył ostatnie zdanie i wziął papier do ręki, aby przeczytać to co napisał.
Lincoln!
Na samym początku, chciałbym cię przeprosić, za to, że nie powiedziałem ci o wszystkich moich planach. Wiem, że powiesz iż robię źle, mieszając się w to znowu, ale ja nie mogę ciągle tego w sobie trzymać. Obiecałem jej przecież że się zemszczę, dlatego teraz, idę zabić ludzi którzy zabrali Sarę. I zapewne umrę robiąc rzecz, która teraz jest dla mnie najważniejsza! Mam tylko jedną prośbę, zrozum że robię dobrze.
PS: Przepraszam!
Michael.
Włożył list w kopertę i położył ją tak, żeby od razu wpadła w oczy brata. Zabrał pistolet z szuflady i przeżegnał się. Wiedział że jego misja już się rozpoczęła, teraz nie mógł się wycofać, zrobi to nad czym wahał się przez ostatnie miesiące. Otworzył drzwi i rzucił okiem ostatni raz na swoje mieszkanie, a gdy znowu spojrzał przed siebie, zobaczył tam ją, Lauren Tancredi, stała dwa metry od niego.
- Witaj Michael, będę musiała przeszkodzić ci w realizacji twojego planu.
Świeżak
Posty: 7
Rejestracja: 2008-02-02, 16:47
Michael Scofield
No ładnie piszesz 
Bardzo spójnie xD
I początek taki niewiadomy, ale niezbyt wciągający
Mam nadzieję, że 2 cz. będzie troszku ciekawsza 
Bardzo spójnie xD
I początek taki niewiadomy, ale niezbyt wciągający
Michael Scofield
Opowiadanie calkiem fajne. W miare dobrze sie czyta, ale czegos mi w nim brakuje.
Świeżak
Posty: 6
Rejestracja: 2008-09-16, 21:52
Nawet fajne, nawet bardzo ale tylko dla wtajemniczonych oglądaczy PB 
Świeżak
ciekawe ...ciekawe świetny pomysł zizou20 ;-)
_____________________
http://www.mcdaniel.edu/
http://www.tabor.edu/
http://learnalanguage.com/
_____________________
http://www.mcdaniel.edu/
http://www.tabor.edu/
http://learnalanguage.com/