no cos ty xD on jest bardzo ruchawy xDAutumnLeaf pisze:zdziadziały pantoflarz
Michael Scofield
Michael Scofield
kilka dni temu jak przeczytałam odcinek na nastepną noc miałam sen, ze to ja jestem w ciazy ^^
kochanie pisz pisz dalej ;*
kochanie pisz pisz dalej ;*
Michael Scofield
nie wierze .. to jest normalnie nienormlaneniunia pisze:kilka dni temu jak przeczytałam odcinek na nastepną noc miałam sen, ze to ja jestem w ciazy ^^
czekam na kolejny odcinek
Michael Scofield
nnno dokladnie.. ^^ miałam podobnie, lezałam juz na jakieś saliPatuŚ pisze:bo ja miałam dokładnie to samo... jak ja żadko kiedy mam sny ..a tu takie coś i nie to że jakaś ciąża czy coś tylko od razu poród
Michael Scofield
ja zaczełam na srodku ulicy..i była panika wielka ..jakiś koles mnie za reke trzymał (bodajże ojciec dziecka )niunia pisze:nnno dokladnie.. ^^ miałam podobnie, lezałam juz na jakieś sali
Świeżak
Posty: 39
Rejestracja: 2008-04-06, 13:39
Offtop się zrobił.
Jak znajde czas to poczytam chociaż i tak wiem, że jest świetne, wciągające itp itd.
Jak znajde czas to poczytam chociaż i tak wiem, że jest świetne, wciągające itp itd.
Michael Scofield
Taniuś... 
Naskrob nam coś jeszcze bo ja już jakieś domysły tutaj snuję xD
Naskrob nam coś jeszcze bo ja już jakieś domysły tutaj snuję xD
Michael Scofield
Po kilku dniach spędzonych w szpitalu wreszcie nas wypisali.
James przyjechał z samego rana z ogromnym zapasem grzechotek, maskotek i innych zupełnie nie wiedzieć komu potrzebnych akcesoriów.
Był przygotowany na jakiś złośliwy komentarz z mojej strony jednak tak owego nie usłyszał.
Wziął JJ’a niepewnie na ręce i zaczął machać grzechotką przed oczami.
Gdy po dobrej godzinie wpatrywania się w twarz swojego ojca zasnął James podał mi go delikatnie i usiadł obok.
- cholernie się cieszę – szepnął kładąc mi głowę na ramieniu.
Uśmiechnęłam się szeroko układając małemu spocone włoski.
Mimo tej całej otoczki kochającego i szalejącego tatusia James zachowywał się dziwnie.
Starał się być taki jak zawsze jednak coś zaprzątało mu głowę.
Jego wzrok był mętny.
Z każdą minutą stawał się coraz bardziej nieobecny.
- pamiętaj, że Was kocham – szepnął cicho chwytając JJ’a za rączkę.
- pamiętaj? – zapytałam samą siebie w myślach.
Zła konstrukcja zdania spowodowała, że zaczęłam wyobrażać sobie różnego rodzaju scenariusze.
- James ja to wiem – uśmiechnęłam się delikatnie – on też. Gdyby nie Twoja miłość jego by tu zwyczajnie nie było.
Pocałował mnie delikatnie w policzek.
- chcesz mi cos powiedzieć? – zapytałam ciekawie czując jego niespokojne ruchy.
- ojciec po nas przyjedzie…- szepnął w końcu.
- ojciec? Ale dlaczego?
- chce zobaczyć…chce go zobaczyć.
- może go równie dobrze zobaczyć w domu. I dlaczego dziś? Leżałam tu trzy dni i jakoś się nie zainteresował.
- Ann proszę Cię. To mój ojciec. Ma prawo…
- wiem, że ma prawo jednak to dla mnie trochę dziwne.
Nie odpowiedział.
- James jeśli coś się stało zwyczajnie mi to powiedz…
Wstał z impetem z łóżka gdy zadzwonił jego telefon.
- zbieraj się. Idziemy.
Nie rozumiałam go.
Po raz pierwszy od tak dawna nie rozumiałam.
Jego „szok poporodowy” już dawno minął.
- daj mi małego.
- nie – szepnęłam cicho – dam sobie radę. Nie jest ciężki.
- daj mi go przecież jestem jego ojcem.
Spojrzałam mu w oczy.
Coś w środku kazało mi trzymać JJ’a przy sobie.
- zawsze panikujesz – szepnęło coś w moich myślach.
Uśmiechnęłam się delikatnie i oddałam mu naszego syna.
Nie odwzajemnił uśmiechu.
Był inny.
Złapałam za swoją torbę i ruszyłam za nim korytarzem.
Przed wielkimi oszklonymi wyjściowymi drzwiami zatrzymał się.
- James?
- kocham Was najmocniej na świecie – wyszeptał przytulając mnie mocno do siebie.
Wszystko byłoby dobrze gdyby nie jedna osoba, której tak się bałam.
Whistler objął mnie ramieniem i wyprowadził ze szpitala na parking na którym stał tylko jeden czarny samochód.
Słońce znów dawało się we znaki i igrało z wiatrem uderzając żarem w moja twarz raz mocniej raz słabiej.
Obok samochodu stała Susan.
- James nie podoba mi się to – szepnęłam – daj mi małego.
Jednak on milczał.
Tak upiornie milczał.
- mój wnuk – usłyszałam mocny głos należący do człowieka, który wysiadł z samochodu w otoczeniu dwóch ochroniarzy.
- podejdź bliżej – szepnął patrząc na James’a.
- nie – zaprotestowałam chwytając Whistler’a za ramię.
- kochasz mnie, prawda? – zapytałam cicho patrząc jak jego wyraz twarzy się zmienia.
Jak łagodnieje.
- załatwimy to inaczej – szepnął James obejmując mnie mocniej – po co robić to w ten sposób?
- do ciebie chyba nie dociera, synu, co ja mówię – syknął i skinął na jednego z ochroniarzy, który wyrwał James’owi JJ’a.
Po parkingu potoczył się głośny płacz dziecka.
- NIE! – krzyknęłam z zamiarem rzucenia się na niego jednak James powstrzymał mnie w tym samym momencie w którym Susan chciała nacisnąć spust pistoletu, który trzymała w trzęsących się dłoniach.
- nie tak miało być! – krzyknął Whistler a jego oczy wypełniły się łzami – nie tak!
- wasze dziecko będzie bezpieczne – szepnął cicho – bo wiem, że oboje zrobicie to o co Was poproszę.
Zacisnęłam ręce na ramieniu James’a.
- chodzi nam tylko o Twojego brata. Tylko Ty możesz go znaleźć. A jest to bardzo ważne ponieważ ma on pewną rzecz, która należy do nas.
- skoro tak bardzo ci na nim zależy to sam go znajdź – syknęłam połykając własne łzy.
- jak widać powaga sytuacji to obce dla ciebie słowa – skinął na drugiego ochroniarza, który przyłożył małemu pistolet do główki.
Wydałam z siebie zduszony krzyk wbijając paznokcie w ramię James’a, który zaczął się nienaturalnie trząść.
- ja nie brudzę sobie rąk krwią ale oni mogą to zrobić. Wystarczy Twoje nieposłuszeństwo – szepnął wsiadając do samochodu.
Po chwili na parkingu pojawiły się tumany kurzu za odjeżdżającym samochodem.
- zabrali mi syna – szepnęłam klękając na rozgrzanej ziemi – a Ty o wszystkim wiedziałeś. Pozwoliłeś im na to.
Whistler uklęknął obok przytulając mnie do siebie.
- nigdy nie zrozumiesz mechanizmu jaki kieruje tą rodziną – szepnął cicho – znajdziemy Michael’a i wyjedziemy stąd razem. Z naszym synem.
- jak mogłeś pozwolić na cos takiego?! – krzyknęłam zalewając się łzami i odpychając go od siebie.
- skarbie spokojnie jesteś po porodzie.
- idę na policję – szepnęłam ocierając łzy i wstając z gorącego asfaltu.
James zagrodził mi drogę.
- jeśli to zrobisz zginie więcej niż jedna osoba – szepnął patrząc na mnie załzawionymi oczami.
- mój syn nie zginie.
- nie mówię o naszym synu – szepnął przytulając mnie mocno.
James przyjechał z samego rana z ogromnym zapasem grzechotek, maskotek i innych zupełnie nie wiedzieć komu potrzebnych akcesoriów.
Był przygotowany na jakiś złośliwy komentarz z mojej strony jednak tak owego nie usłyszał.
Wziął JJ’a niepewnie na ręce i zaczął machać grzechotką przed oczami.
Gdy po dobrej godzinie wpatrywania się w twarz swojego ojca zasnął James podał mi go delikatnie i usiadł obok.
- cholernie się cieszę – szepnął kładąc mi głowę na ramieniu.
Uśmiechnęłam się szeroko układając małemu spocone włoski.
Mimo tej całej otoczki kochającego i szalejącego tatusia James zachowywał się dziwnie.
Starał się być taki jak zawsze jednak coś zaprzątało mu głowę.
Jego wzrok był mętny.
Z każdą minutą stawał się coraz bardziej nieobecny.
- pamiętaj, że Was kocham – szepnął cicho chwytając JJ’a za rączkę.
- pamiętaj? – zapytałam samą siebie w myślach.
Zła konstrukcja zdania spowodowała, że zaczęłam wyobrażać sobie różnego rodzaju scenariusze.
- James ja to wiem – uśmiechnęłam się delikatnie – on też. Gdyby nie Twoja miłość jego by tu zwyczajnie nie było.
Pocałował mnie delikatnie w policzek.
- chcesz mi cos powiedzieć? – zapytałam ciekawie czując jego niespokojne ruchy.
- ojciec po nas przyjedzie…- szepnął w końcu.
- ojciec? Ale dlaczego?
- chce zobaczyć…chce go zobaczyć.
- może go równie dobrze zobaczyć w domu. I dlaczego dziś? Leżałam tu trzy dni i jakoś się nie zainteresował.
- Ann proszę Cię. To mój ojciec. Ma prawo…
- wiem, że ma prawo jednak to dla mnie trochę dziwne.
Nie odpowiedział.
- James jeśli coś się stało zwyczajnie mi to powiedz…
Wstał z impetem z łóżka gdy zadzwonił jego telefon.
- zbieraj się. Idziemy.
Nie rozumiałam go.
Po raz pierwszy od tak dawna nie rozumiałam.
Jego „szok poporodowy” już dawno minął.
- daj mi małego.
- nie – szepnęłam cicho – dam sobie radę. Nie jest ciężki.
- daj mi go przecież jestem jego ojcem.
Spojrzałam mu w oczy.
Coś w środku kazało mi trzymać JJ’a przy sobie.
- zawsze panikujesz – szepnęło coś w moich myślach.
Uśmiechnęłam się delikatnie i oddałam mu naszego syna.
Nie odwzajemnił uśmiechu.
Był inny.
Złapałam za swoją torbę i ruszyłam za nim korytarzem.
Przed wielkimi oszklonymi wyjściowymi drzwiami zatrzymał się.
- James?
- kocham Was najmocniej na świecie – wyszeptał przytulając mnie mocno do siebie.
Wszystko byłoby dobrze gdyby nie jedna osoba, której tak się bałam.
Whistler objął mnie ramieniem i wyprowadził ze szpitala na parking na którym stał tylko jeden czarny samochód.
Słońce znów dawało się we znaki i igrało z wiatrem uderzając żarem w moja twarz raz mocniej raz słabiej.
Obok samochodu stała Susan.
- James nie podoba mi się to – szepnęłam – daj mi małego.
Jednak on milczał.
Tak upiornie milczał.
- mój wnuk – usłyszałam mocny głos należący do człowieka, który wysiadł z samochodu w otoczeniu dwóch ochroniarzy.
- podejdź bliżej – szepnął patrząc na James’a.
- nie – zaprotestowałam chwytając Whistler’a za ramię.
- kochasz mnie, prawda? – zapytałam cicho patrząc jak jego wyraz twarzy się zmienia.
Jak łagodnieje.
- załatwimy to inaczej – szepnął James obejmując mnie mocniej – po co robić to w ten sposób?
- do ciebie chyba nie dociera, synu, co ja mówię – syknął i skinął na jednego z ochroniarzy, który wyrwał James’owi JJ’a.
Po parkingu potoczył się głośny płacz dziecka.
- NIE! – krzyknęłam z zamiarem rzucenia się na niego jednak James powstrzymał mnie w tym samym momencie w którym Susan chciała nacisnąć spust pistoletu, który trzymała w trzęsących się dłoniach.
- nie tak miało być! – krzyknął Whistler a jego oczy wypełniły się łzami – nie tak!
- wasze dziecko będzie bezpieczne – szepnął cicho – bo wiem, że oboje zrobicie to o co Was poproszę.
Zacisnęłam ręce na ramieniu James’a.
- chodzi nam tylko o Twojego brata. Tylko Ty możesz go znaleźć. A jest to bardzo ważne ponieważ ma on pewną rzecz, która należy do nas.
- skoro tak bardzo ci na nim zależy to sam go znajdź – syknęłam połykając własne łzy.
- jak widać powaga sytuacji to obce dla ciebie słowa – skinął na drugiego ochroniarza, który przyłożył małemu pistolet do główki.
Wydałam z siebie zduszony krzyk wbijając paznokcie w ramię James’a, który zaczął się nienaturalnie trząść.
- ja nie brudzę sobie rąk krwią ale oni mogą to zrobić. Wystarczy Twoje nieposłuszeństwo – szepnął wsiadając do samochodu.
Po chwili na parkingu pojawiły się tumany kurzu za odjeżdżającym samochodem.
- zabrali mi syna – szepnęłam klękając na rozgrzanej ziemi – a Ty o wszystkim wiedziałeś. Pozwoliłeś im na to.
Whistler uklęknął obok przytulając mnie do siebie.
- nigdy nie zrozumiesz mechanizmu jaki kieruje tą rodziną – szepnął cicho – znajdziemy Michael’a i wyjedziemy stąd razem. Z naszym synem.
- jak mogłeś pozwolić na cos takiego?! – krzyknęłam zalewając się łzami i odpychając go od siebie.
- skarbie spokojnie jesteś po porodzie.
- idę na policję – szepnęłam ocierając łzy i wstając z gorącego asfaltu.
James zagrodził mi drogę.
- jeśli to zrobisz zginie więcej niż jedna osoba – szepnął patrząc na mnie załzawionymi oczami.
- mój syn nie zginie.
- nie mówię o naszym synu – szepnął przytulając mnie mocno.
Michael Scofield
Boże! Dlaczego ja nie mam takich książek do czytania?! AAARGH oO
fantastyczne, tyle emocji, rozbudziłam się po przeczytaniu takiego kawałka i zaraz idę usypiać na dość sporym kawale. Lajf saks.
fantastyczne, tyle emocji, rozbudziłam się po przeczytaniu takiego kawałka i zaraz idę usypiać na dość sporym kawale. Lajf saks.
Michael Scofield
to dlaczego mam wrazenie, że ta czesc zupelnie mi nie wyszła? 
Michael Scofield
jak nie wyszla?! Jest swietna! Te podejrzenia i emocje! Skad ty tyle pomyslow wytrzaslas?! Ja sie zaczynam z nia utorzsamiac!
John Abruzzi
Mega! Nie spodizewałam się takiego zwrotu akcji.... jest bosko 
T-Bag
Świetne! Wciągająca jest ta Twoja historia. Mam nadzieję, że nie zakończyłaś swojej twórczości? Chciałabym wiedzieć co będzie dalej! 
Michael Scofield
o matko kochana czyli musze pisać dalej, tak? xD
A myślałam, że sie nie spodoba xD
Dziękuję :*
A myślałam, że sie nie spodoba xD
Dziękuję :*
Michael Scofield
Za dużo myślałaś xD Te twoje historie są obłędne!!Tanira pisze:A myślałam, że sie nie spodoba xD