Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Wczoraj mi sie nudzilo i zaczełam pisać. Totalna beznadzieja ale moze Wam sie spodoba xD
Jane siedziała w swoim pokoju. Na czerwonych ścianach porozwieszane były obrazy. Na podłodze porozwalane rzeczy walały się razem ze śmieciami. W szafkach panował chaos. Nie chciało jej się sprzątać, wolała patrzeć w sufit. Nie miała nawet siły włączyć laptopa i sprawdzić poczty. Przerażała ja myśl, że zaraz trzeba iśc na uczelnię, na kolejny wykład, który znała na pamięć. Chociaż wtedy miała poszkicować w spokoju. Przed wyjściem pograła na gitarze irytując sąsiadów. Potem przejrzała się w lustrze i uczesała swoje długie blond włosy. Była wysoka i miała niebieskie oczy. Wykład miał zacząć się o 10. Była 9.20. Wyszła z domu i podążyła na przystanek. Jak zawsze autobus był punktualnie.
Usiadła w fotelu i odpaliła MP3 zastanawiając się o czym tym razem będzie gadał pan Smith. Wysiadła i ruszyła w kierunku uczelni. Najpierw miała mieć wykład z historii, która należała do jej pasji, choć zajęcia nie były takie ciekawe. Często na nich chciało jej się spać.
Kiedy pan Smith wszedł do sali z wysoki blondynem o niebieskich oczach, zaczął mówić jak nigdy:
-Witajcie żacy. Dzisiaj dojdzie do Was nowy student, nazywa się Jack Raymond. Jack proszę zajmij miejsce.
Jack rozejrzał się po sali. Był tylko jeden wolny fotel, przy Jane, która zawzięcie rysowała wychwytując tylko niektóre słowa płynące z ust profesora. Jack ruszył ku niej, dziwnie się przyglądając. Ona nie zwróciła nawet na niego uwagi. Usiadł na swoim miejscu i patrzył na nią jak na dziwoląga. Po chwili, kiedy wykład wyraźnie przestał go interesować, spojrzał na rysunki Jane i powiedział:
-Pięknie rysujesz.
-Próbujesz być na siłę miły, czy po prostu starasz się zwrócić na siebie uwagę?- Odparła z ignorancją.
Trochę go to zniesmaczyło.
-Nie, ja naprawdę tak uważam.- Przemilczał chwilę i popukał się w czoło.-Przepraszam nie przedstawiłem się, jestem Jack.
-Wiem ja nazywam się Jane. A teraz wybacz, ale powrócę do mojego rysunku.-Odwróciła się i ze spokojem oddawała kartce całe swoje natchnienie.
Jack nie wiedział, ze aż tak trudno mu będzie się z kimś dogadać. Miał zamiar coś powiedzieć, ale się powstrzymał.
Zrozumiał, ze powinien zamilknąć.
Jane siedziała w swoim pokoju. Na czerwonych ścianach porozwieszane były obrazy. Na podłodze porozwalane rzeczy walały się razem ze śmieciami. W szafkach panował chaos. Nie chciało jej się sprzątać, wolała patrzeć w sufit. Nie miała nawet siły włączyć laptopa i sprawdzić poczty. Przerażała ja myśl, że zaraz trzeba iśc na uczelnię, na kolejny wykład, który znała na pamięć. Chociaż wtedy miała poszkicować w spokoju. Przed wyjściem pograła na gitarze irytując sąsiadów. Potem przejrzała się w lustrze i uczesała swoje długie blond włosy. Była wysoka i miała niebieskie oczy. Wykład miał zacząć się o 10. Była 9.20. Wyszła z domu i podążyła na przystanek. Jak zawsze autobus był punktualnie.
Usiadła w fotelu i odpaliła MP3 zastanawiając się o czym tym razem będzie gadał pan Smith. Wysiadła i ruszyła w kierunku uczelni. Najpierw miała mieć wykład z historii, która należała do jej pasji, choć zajęcia nie były takie ciekawe. Często na nich chciało jej się spać.
Kiedy pan Smith wszedł do sali z wysoki blondynem o niebieskich oczach, zaczął mówić jak nigdy:
-Witajcie żacy. Dzisiaj dojdzie do Was nowy student, nazywa się Jack Raymond. Jack proszę zajmij miejsce.
Jack rozejrzał się po sali. Był tylko jeden wolny fotel, przy Jane, która zawzięcie rysowała wychwytując tylko niektóre słowa płynące z ust profesora. Jack ruszył ku niej, dziwnie się przyglądając. Ona nie zwróciła nawet na niego uwagi. Usiadł na swoim miejscu i patrzył na nią jak na dziwoląga. Po chwili, kiedy wykład wyraźnie przestał go interesować, spojrzał na rysunki Jane i powiedział:
-Pięknie rysujesz.
-Próbujesz być na siłę miły, czy po prostu starasz się zwrócić na siebie uwagę?- Odparła z ignorancją.
Trochę go to zniesmaczyło.
-Nie, ja naprawdę tak uważam.- Przemilczał chwilę i popukał się w czoło.-Przepraszam nie przedstawiłem się, jestem Jack.
-Wiem ja nazywam się Jane. A teraz wybacz, ale powrócę do mojego rysunku.-Odwróciła się i ze spokojem oddawała kartce całe swoje natchnienie.
Jack nie wiedział, ze aż tak trudno mu będzie się z kimś dogadać. Miał zamiar coś powiedzieć, ale się powstrzymał.
Zrozumiał, ze powinien zamilknąć.
Michael Scofield
Łoch... skarbie, wspaniałe. Ciekawe tylko, jak się rozwinie nowa znajomość 
Michael Scofield
ahhh no toak same romanse nam tu się na forum rodza ... początek interesujący , zobaczymy co dalej 
C-Note
A może z tego nie będzie romansu?? Jack wyjdzie za róg, a tam Jane z siekierą xD
Michael Scofield
Znając Żanetkę to z sekatorem. Albo tasakiemLady Mahone pisze:Jack wyjdzie za róg, a tam Jane z siekierą xD
Ale tu się romasik kroi...
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Lady Mahone pisze:A może z tego nie będzie romansu?? Jack wyjdzie za róg, a tam Jane z siekierą xD
hahaha xDxDmk95 pisze:Znając Żanetkę to z sekatorem. Albo tasakiem
pożyjemy zobaczymypatus1905 pisze:ahhh no toak same romanse nam tu się na forum rodza ...
T-Bag
SUper czekamy na więcej 
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
fajniuchne
dawaj dalej ^^
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Po skończonych zajęciach Jane zabrała swe szpargały i wyszła z uniwersytety. Założyła słuchawki na uszy i spokojnie podążała do parku. Była tak piękna pogoda, że nie miała ochoty jej marnować na jazdę autobusem. Muzyka na MP3 grała tak głośno, że nie usłyszała jak ją ktoś woła. Dotknął jej ramienia, a ona gwałtownie odwróciła się do tyłu i „niechcący” znokautowała osobę stojącą za nią torebką. Był to Jack.
-Przepraszam...ja...ja...naprawdę nie chciałam...-zaczęła tłumaczyć się gorączkowo
-Nie, nic się nie stało-odparł w potwornym grymasie Jack trzymając się za głowę i masując czoło-Chciałem tylko Ci to oddać, zostawiłaś na fotelu- rzekł podając jej telefon.
-Dziękuję. Zorientowałabym się dopiero w domu. -zawachała się i dodała-Jak mogę Ci się odwdzięczyć? -wiedziała, ze to pytanie nie było stosowne, szczególnie po tym jak ignorowała go na uczelni.
-Dałabyś się odprowadzić do domu?- Jack usmiechnął się, wyraźnie dając do zrozumienia, żeby nie odmówiła.
-No dobrze. Ale jest jeden warunek. Nie wchodzisz na górę. Nie pytaj dlaczego.
-Okej, okej ,zgadzam się.
Ruszyli powoli.
-Może opowiesz coś o sobie?
Jane westchnęła głośno i powiedziała
-Mieszkam sama, uwielbiam grac na gitarze. Kiedyś miałam nawet zespól, ale niestety się rozpadł przez konflikty. Lubię malować, mieszkanie jest zaplanowane według mojego pomysłu. Godzinami rozmyślam, chodzę na spacery. A Ty teraz byłbyś łaskaw cokolwiek powiedzieć?- zapytała z uśmiechem.
-Wiesz, trochę mnie zszokowałaś-Zobaczył, że Jane się śmieje-Ale serio. Ja tez gram na gitarze. Nawet mam swój zespół, gramy jakieś 6 lat. Zagraliśmy na kilku koncertach, ale nic poza tym. A tak w ogóle gdzie ty mieszkasz?
-Na placu Roosevelta.
-A jaki numer bloku ?-zapytał z rozbawieniem.
-2, ale nie wiem co jest takie śmieszne.
-A bo ja mieszkam w 4. Naprzeciwko Twojego- Jack nie mógł wytrzymać z niedowierzania.
-Naprawde? Dziwny zbieg okolicznosci. No to do jutra- Byli już przed blokiem. Jane wyciągnęła klucze po czy zniknęła w klatce.
-Cześć.
Jack po kilku minutach tez znalazł się w domu. Wyjrzał przez okno. Wieczór był piękny. Spojrzał się na przeciwny blok i nie mógł uwierzyc. Jane mieszkała naprzeciwko na tym samym piętrze.Położył sie spać rozmyślając aż w końcu zasnął
Jane te rozmyślała nad tym dniem. Dziwny zbieg okolczności, poznanie Jack'a był przypadkowe.Tak sądziła. Dorwała się ołówka I zaczęła rysować. Pierwszy raz stworzyła takie coś I chyba tylko ze względu natchnienia.
Był to anioł.
Z szkrzydłami białymi jak śnieg.
Uśmiechał się jak nikt kogo znała.
Jego widok dawał ludziom nadzieję,
Zachwycali sie tym pieknem
I wchłaniali dobro płynace z jego spojrzenia.
Jane włączyła laptopa I sprawdziła pocztę, oczekując jakiejkolwiek wiadomości od kogoś ze znajomych. Była tylko jedna.
-kolejny cholerny spam!- Jej głos odbił się echem po całej okolicy. Padła na łóżko i nie wiadomo kiedy zasnęła.
-Przepraszam...ja...ja...naprawdę nie chciałam...-zaczęła tłumaczyć się gorączkowo
-Nie, nic się nie stało-odparł w potwornym grymasie Jack trzymając się za głowę i masując czoło-Chciałem tylko Ci to oddać, zostawiłaś na fotelu- rzekł podając jej telefon.
-Dziękuję. Zorientowałabym się dopiero w domu. -zawachała się i dodała-Jak mogę Ci się odwdzięczyć? -wiedziała, ze to pytanie nie było stosowne, szczególnie po tym jak ignorowała go na uczelni.
-Dałabyś się odprowadzić do domu?- Jack usmiechnął się, wyraźnie dając do zrozumienia, żeby nie odmówiła.
-No dobrze. Ale jest jeden warunek. Nie wchodzisz na górę. Nie pytaj dlaczego.
-Okej, okej ,zgadzam się.
Ruszyli powoli.
-Może opowiesz coś o sobie?
Jane westchnęła głośno i powiedziała
-Mieszkam sama, uwielbiam grac na gitarze. Kiedyś miałam nawet zespól, ale niestety się rozpadł przez konflikty. Lubię malować, mieszkanie jest zaplanowane według mojego pomysłu. Godzinami rozmyślam, chodzę na spacery. A Ty teraz byłbyś łaskaw cokolwiek powiedzieć?- zapytała z uśmiechem.
-Wiesz, trochę mnie zszokowałaś-Zobaczył, że Jane się śmieje-Ale serio. Ja tez gram na gitarze. Nawet mam swój zespół, gramy jakieś 6 lat. Zagraliśmy na kilku koncertach, ale nic poza tym. A tak w ogóle gdzie ty mieszkasz?
-Na placu Roosevelta.
-A jaki numer bloku ?-zapytał z rozbawieniem.
-2, ale nie wiem co jest takie śmieszne.
-A bo ja mieszkam w 4. Naprzeciwko Twojego- Jack nie mógł wytrzymać z niedowierzania.
-Naprawde? Dziwny zbieg okolicznosci. No to do jutra- Byli już przed blokiem. Jane wyciągnęła klucze po czy zniknęła w klatce.
-Cześć.
Jack po kilku minutach tez znalazł się w domu. Wyjrzał przez okno. Wieczór był piękny. Spojrzał się na przeciwny blok i nie mógł uwierzyc. Jane mieszkała naprzeciwko na tym samym piętrze.Położył sie spać rozmyślając aż w końcu zasnął
Jane te rozmyślała nad tym dniem. Dziwny zbieg okolczności, poznanie Jack'a był przypadkowe.Tak sądziła. Dorwała się ołówka I zaczęła rysować. Pierwszy raz stworzyła takie coś I chyba tylko ze względu natchnienia.
Był to anioł.
Z szkrzydłami białymi jak śnieg.
Uśmiechał się jak nikt kogo znała.
Jego widok dawał ludziom nadzieję,
Zachwycali sie tym pieknem
I wchłaniali dobro płynace z jego spojrzenia.
Jane włączyła laptopa I sprawdziła pocztę, oczekując jakiejkolwiek wiadomości od kogoś ze znajomych. Była tylko jedna.
-kolejny cholerny spam!- Jej głos odbił się echem po całej okolicy. Padła na łóżko i nie wiadomo kiedy zasnęła.
Michael Scofield
Cudne, a ten fragment o aniołach... Czyżby zbudził sie wen poetycki? ;-)
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
prawie xD trzeba go dobudzić. ale nie wiem jak.chyba sobie herbate zaparze.mk95 pisze:Czyżby zbudził sie wen poetycki?
Michael Scofield
fajne..cos jak w "tylko mnie kochaj " że mieszkają okno w okno 
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Obudziła się wcześnie. Zobczyła ze leży na podłodze pośród swojej sterty śmieci.Sprawdziła czas na zegarku.Była 06.06.
-No nie!-Dawno nie widziała takiej godziny. Nienawidziła ich no bo co to za radość skoro nie wiesz kto Cię kocha.
Poszła do łazienki i przemyła twarz. Potem wzięła ciepły prysznic, przy okazji umyła włosy. Wytarla się i włożyła szlafrok.
Czas poszukać czegoś 'normalnego' do ubrania-pomyślała. Otworzyła szafę. Dawno porządek tam nie zagościł. Wszystkie rzeczy zwinięte w kłąb czekajace na wyprasowanie.
Wywaliła wszystko na łóżko. Ubrania przerzucane były na jedną i na drugą stronę. Znalazła swoją czarną bluzę z kapturem i szarą koszulkę Iron Maiden'ów. Ubrała sie i spakowała wszystkie potrzebne rzeczy na uczelnie i zaczęła suszyć włosy.
Jack też już nie spał, leżał i myślał.Dzisiaj miał mieć próbę w zespole na 18. Umył sie,ubrał i mial zamiar szykowac śniadanie. W lodówce wiele nie było.
-Troche tu zaniedbałem...-powiedział łapiąc resztki chleba i siadając przed telewizorem. Zobaczywszy iż nic nie ma podłączył swojego Ibaneza i po chwili całe osiedle go słyszało.
Jane jadła śniadanie. po skończeniu zorientował sie ze trzeba wyjśc, była 10.30 a zajęcia miał na 11.
Jack schodził już na dół. Zobaczył,że Jane też juz wyszła. Dogonił ją szybciej otwierając furtke.
-Prosze panie przodem.
-O prosze jaki dżentelmen sie pojawił w okolicy.
-A ja myślałem że takie zachowanie jest karygodne wobec Ciebie.
-nie no coś Ty.Dobra bedziemy tu tak stać czy idziemy?
-Idziemy-Jack usmiechnał się pierwszy raz w ciagu dnia.
Przeszli w milczeniu do uczelni. Jane miała słuchawki na uszach, Jack zreszta też.
Weszli do uczelni i usiedli na miejscach. To był pierwszy wykład który w pełni zainteresował Jane.Pierwszy raz dowiedziała sie nowych rzeczy. Siedziala i słuchał dokladnie.Jack najwyraźniej pozjadał wszystkie rozumy świata bo słuchał muzyki w najlepsze czasami bez opamiętania wyjąc.tego nie dało sie nazwac śpiewaniem.
Po skończonych zajęciach, Jane poszła do domu przez park, a Jack wsiadł w Autobus bo spieszyło mu się na próbę, a jeszcze musiał zabrać gitarę.
Kiedy ze swoim Ibanezem znalazł sie na ich wynajętej sali zobaczył kolegów.
-Siemano wszystkim.
-O, cześc jack-powiedział John.
-Cześć.Ale no wchodzimy czy nie? mam zamiar dzisiaj trochę poszaleć-Michael był zniecierpliwony.Młodemu perkusiście brakowało tych prób.Tak samo jak Seanowi który był basistą.Był najstarszy wśród nich ale zachowywał się jak wieczne dziecko.
-No dobra chłopaki, go!
Weszli do środka.Michael siadł za perkusją,Sean podłączył bas, a Jack gitarę.
-Ej John co się dzieje?Podłączaj gitare i gramy-Michaela świerzbiły ręce.Dłuzej ni mógł wytrzymać.
-Odchodzę.
-Że co?!-lrzyknęli wszyscy.Grali razem juz 6 lat.On nie mógł odejsć.Tym bardziej,że mieli niedługo mieć koncert.-Pogieło Cię?
-Byc moze.Gra już mnie nie pociąga.Nie chce już tu z Wami być.6 lat to samo. Do zobaczenia-Dodał wychodząc.
Zostawił ich samych, bez wsparcia.Nie mogli juz grac.Stali zszokowani nie mogąc wydusić ani słowa.
-No nie!-Dawno nie widziała takiej godziny. Nienawidziła ich no bo co to za radość skoro nie wiesz kto Cię kocha.
Poszła do łazienki i przemyła twarz. Potem wzięła ciepły prysznic, przy okazji umyła włosy. Wytarla się i włożyła szlafrok.
Czas poszukać czegoś 'normalnego' do ubrania-pomyślała. Otworzyła szafę. Dawno porządek tam nie zagościł. Wszystkie rzeczy zwinięte w kłąb czekajace na wyprasowanie.
Wywaliła wszystko na łóżko. Ubrania przerzucane były na jedną i na drugą stronę. Znalazła swoją czarną bluzę z kapturem i szarą koszulkę Iron Maiden'ów. Ubrała sie i spakowała wszystkie potrzebne rzeczy na uczelnie i zaczęła suszyć włosy.
Jack też już nie spał, leżał i myślał.Dzisiaj miał mieć próbę w zespole na 18. Umył sie,ubrał i mial zamiar szykowac śniadanie. W lodówce wiele nie było.
-Troche tu zaniedbałem...-powiedział łapiąc resztki chleba i siadając przed telewizorem. Zobaczywszy iż nic nie ma podłączył swojego Ibaneza i po chwili całe osiedle go słyszało.
Jane jadła śniadanie. po skończeniu zorientował sie ze trzeba wyjśc, była 10.30 a zajęcia miał na 11.
Jack schodził już na dół. Zobaczył,że Jane też juz wyszła. Dogonił ją szybciej otwierając furtke.
-Prosze panie przodem.
-O prosze jaki dżentelmen sie pojawił w okolicy.
-A ja myślałem że takie zachowanie jest karygodne wobec Ciebie.
-nie no coś Ty.Dobra bedziemy tu tak stać czy idziemy?
-Idziemy-Jack usmiechnał się pierwszy raz w ciagu dnia.
Przeszli w milczeniu do uczelni. Jane miała słuchawki na uszach, Jack zreszta też.
Weszli do uczelni i usiedli na miejscach. To był pierwszy wykład który w pełni zainteresował Jane.Pierwszy raz dowiedziała sie nowych rzeczy. Siedziala i słuchał dokladnie.Jack najwyraźniej pozjadał wszystkie rozumy świata bo słuchał muzyki w najlepsze czasami bez opamiętania wyjąc.tego nie dało sie nazwac śpiewaniem.
Po skończonych zajęciach, Jane poszła do domu przez park, a Jack wsiadł w Autobus bo spieszyło mu się na próbę, a jeszcze musiał zabrać gitarę.
Kiedy ze swoim Ibanezem znalazł sie na ich wynajętej sali zobaczył kolegów.
-Siemano wszystkim.
-O, cześc jack-powiedział John.
-Cześć.Ale no wchodzimy czy nie? mam zamiar dzisiaj trochę poszaleć-Michael był zniecierpliwony.Młodemu perkusiście brakowało tych prób.Tak samo jak Seanowi który był basistą.Był najstarszy wśród nich ale zachowywał się jak wieczne dziecko.
-No dobra chłopaki, go!
Weszli do środka.Michael siadł za perkusją,Sean podłączył bas, a Jack gitarę.
-Ej John co się dzieje?Podłączaj gitare i gramy-Michaela świerzbiły ręce.Dłuzej ni mógł wytrzymać.
-Odchodzę.
-Że co?!-lrzyknęli wszyscy.Grali razem juz 6 lat.On nie mógł odejsć.Tym bardziej,że mieli niedługo mieć koncert.-Pogieło Cię?
-Byc moze.Gra już mnie nie pociąga.Nie chce już tu z Wami być.6 lat to samo. Do zobaczenia-Dodał wychodząc.
Zostawił ich samych, bez wsparcia.Nie mogli juz grac.Stali zszokowani nie mogąc wydusić ani słowa.
Mahone
łe!!!!!!!! on ma dałna!!!!!!!! jak mógł zostawić takich odlotowych kolesi... dopiero co ich polubiłąm a tu co... no i tam był Michael
jak mogłaś....
w ogóle to bardzo fajnie, najbardziej podobał mi się zwrot "i odpaliła mp3 "
czekam na więxcej, siostro
w ogóle to bardzo fajnie, najbardziej podobał mi się zwrot "i odpaliła mp3 "
czekam na więxcej, siostro
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
hahaha xDxD zobaczem moze cos dodam xDmadamebutterfly pisze:łe!!!!!!!! on ma dałna!!!!!!!! jak mógł zostawić takich odlotowych kolesi... dopiero co ich polubiłąm a tu co... no i tam był Michael jak mogłaś....
w ogóle to bardzo fajnie, najbardziej podobał mi się zwrot "i odpaliła mp3 "
czekam na więxcej, siostro
T-Bag
Świetne
ja poczekam na więcej 
Michael Scofield
no skąd ja to znam xDW lodówce wiele nie było.
-Troche tu zaniedbałem...-powiedział łapiąc resztki chleba i siadając przed telewizorem.
i Sean wieczne dziecko xD
fajne xD
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
czekamy na wiecej
a ty odpalaj wena i pisz 
Michael Scofield
Jak Mike tak po prostu mógł odejść??!! 
Zbyt szybko...
A kiedy kolejna część??
Szkrobaj dalej...
Zbyt szybko...
A kiedy kolejna część??
Szkrobaj dalej...
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
le to napisałam xD odszedł John xDxDAglek pisze:Jak Mike tak po prostu mógł odejść??!!
ja wena to miałam o 1:30 xDxD bo sobie malowałam w nocy xDxDMarQ pisze:a ty odpalaj wena i pisz
zobacze może dzisiaj coś dodam
Mahone
ojj... czekam na tego twojego wena czekam, bo tu w domu nie bardzo mam co robić... chyba że rozmawiać z moją babcią i dziadkiem... niezbyt kuszące 
Michael Scofield
przeczytałąm wszystko od razu...piękne...tylko ostatnia scena...ech...szkoda
Michael Scofield
Aaa... Roumieć, rozumieć...Xaneta pisze:le to napisałam xD odszedł John xDxDAglek pisze:Jak Mike tak po prostu mógł odejść??!!
Kapuje!!
No to czekam...
Michael Scofield
Super końcówka. Czekamy na następne porcje. Ta końcówka mnie przygniotła. On musi wrócic.
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
szkoda że odchodzi...
ale mimo tego opowiadanie wspaniałe 