Mahonowa Ona xD
-Uwierzysz, że już po wszystkim...- szepnęłam mu do ucha, głaszcząc delikatnie po policzku.
Pokręcił tylko głową, kuląc się w sobie jeszcze bardziej.
-Kochanie...co się dzieje?- zapytałam z niepokojem- Już Po Wszystkim...
-To...na pewno nie sen?- zapytał, podnosząc się w końcu z łóżka.
-Zapewniam cię, że...-pocałowałam go czule-...nie...to wystarczy?
-W zupełności.
-Idź do łazienki, bo mówiąc szczerze wyglądasz okropnie- powedziałam i nagle strasznie zachciało mi się śmiać. Stres całego popołudnia zaczął ze mnie opadać, pozostawiając błogą świadomość, że już po wszystkim i że czeka mnie miły wieczór z pogodzonymi na dobre, mam nadzieję, przyjaciółmi.
-Bardzo śmieszne- mruknął "mój Alex", podnosząc się z łóżka i posłusznie idąc w stronę łazienki.
-Kochanie chyba musimy zrobić coś z...z tym...- powiedział cicho wskazując ręką na chaos, żeby nie powiedzieć burdel w naszym mieszkaniu.
-Daj spokój, później coś wykombinujemy.
-I tak czekały na nas świąteczne porządki- mrugnęłam do niego okiem wypychając w końcu z sypialni.
-Idziecie do nas- powiedział poważnie James, kiedy weszam do kuchni- Tutaj...za wiele się wydarzyło...
Pokiwałam głową, dziękując mu w duchu za propozycję.
Nie miałam najmniejszej ochoty dłużej tu zostawać. Jeszcze parę takich afer i będziemy musieli zmienić mieszkanie, żeby pozbyć się złych wspomnień.
-Jutro, kiedy Alex pójdzie do pracy,spróbuję jakoś...uprzątnąć...ten...-mówiłam powoli, rozglądając sie dookoła. Teraz kiedy światło było włączone widziałam aż za dobrze jak wyglądało nasze...a raczej to co pozostało z naszego mieszkania.
-Wiecie co...idźcie już, my was dogonimy.
Widziałam jak Ann mnie obserwuje. Miałam nadzieję, że zrozumie, dlaczego nie chciałam, żeby dłużej tu siedzieli.
Nie chciałam, żeby patrząc na to wszystko widzieli w Alexie, tego obcego faceta sprzed paru godzin. Na szczęście Ann, jak zwykle odgadła moje myśli i łapiąc Whistlera za rękę, pociągnęła go w stronę drzwi.
-Ale nie wolicie...-zaczął odwracając się w moją stronę.
-Nie kochanie, nie wolą. Idziemy.
Ha. Moja szkoła.
-Poszli już?- powiedział cicho Alex wychodząc z łazienki.
Zobaczyłam jego wzrok, kiedy zaczął się rozglądać po przedpokoju. Miałam tylko nadzieję, że nie wejdzie do salonu. Tam dopiero była jazda.
Szybko zarzuciłam na niego płaszcz i zanim zaczął tonąć w swoich mahone'owskich rozmyślaniach wyciągnęłam go z domu.
-Kochanie, przepraszam...- zaczął.
-Alex daj spokój. Jutro coś z tym zrobię.
-Sama! Mowy nie ma!
-Ale...ale ja dam sobie radę, przecież...
-Wykluczone.
-No to mi pomożesz.
-Będę w pracy.
-Weźmiesz...wolne?
-Przecież wiesz, że nie mogę.
-Uch, no to już nie wiem!
-Przyślę do ciebie mojego kumpla.
-Kumpla? Jakiego kumpla? Nigdy mi o nim nie mówiłeś.
-Bo nie pytałaś.
-Alex, na miłość boską!
-No co?
Odetchnęłam tylko głośno, wiedząc, że i tak mi nic nie powie. Kogo on mi przyśle do mojego domu... Jakiegoś agenta?
Kolejnego sztywniaka w gajerku?
O czym ja będę z nim rozmawiać?
Rany...jutro dopiero czeka mnie ciężki dzień. Wśród agentów jest tylko jeden wyjątek, "mój Alex". Reszta to kompletni dranie bez poczucia humoru, całkowicie pochłonięci pracą. Starzy kawalerzy. Ot. I on ma mi takiego jednego sprowadzić do domu....żeby pomagał mi w sprzątaniu...rany.
-Alex, jesteś pewnien, że to dobry pomysł?
-A masz lepszy?
Dzięki Bogu nie musiałam się z nim już dłużej sprzeczać, bo dotarliśmy pod drzwi Whistlerów ^^.
-Właźcie! Otwarte!- wydarła się Ann.
Ona z każdym dniem staje się coraz bardziej podobna do mnie...^^
-Alex chodź ze mną! James jest w pokoju!- złapała mojego męża, który nawet nie zdąrzył się rozebrać i pociągnęła do kuchni ani razu na mnie nie patrząc..
Prychnęłabym oburzona, gdybym miała szansę, ale drzwi zatrzasnęły mi się przed nosem.
-James- wyszeptałam, wtykając głowę do salonu. Kiwnęłam na niego ręką i ruszyłam w stronę kuchni.
-Myślisz, że się nie skapną?...- odszepnął, stojąc tuż za mną.
-Pfff jasne, że nie.- powiedziałam z uśmiechem przystawiając ucho do drzwi.
-Myślisz, że nas podsłuchują?- usłyszałam rozbawiony głos Ann.
O cholera.
-Jasne, że tak- parsknął śmiechem Alex.
-Zmywamy się- syknęłam do Jamesa, wpadając ślizgiem do salonu i rozsiadając się wygodnie na kanapie.
-Mmmm...co tak długo, głooodnaa jestem- wymamrotałam, przeciągając się, jakby nic sie nie stało, kiedy zjawili się wreszcie z jedzeniem.
Całe spotkanie rozkręciło się niesamowicie szybko, i Alex po trzech kieliszkach malibu świergotał wesoło z Ann, a ja próbowałam wytłumaczyć Jamesowi, dlaczego koniecznie musi jutro wziąć wolne.
-James posłuchaj...
-Mówiłem ci już, że przed świętami mamy urwanie głowy!
-Ale James, jeżeli wybawisz mnie od obecności tego sztywniackiego agenta- zniżyłam głos do szeptu-
-To mogę nawet zostać kelnerką w twojej pizzerii!!!
-Nawet nie wiesz kto to ma być!
-Ale ja dobrze znam tych typów!
-Poczekaj do jutra. Jeżeli ci się nie spodoba, wtedy do mnie zadzwoń.OK?
-OK- odpowiedziałam wesoło, zadowolona, że moje starania przyniosły jakieś efekty.
W sumie było mi to nawet na rękę. Zadzwonię zaraz po przyjściu tego kumpla Alexa i grzecznie wyproszę go z domu, pod jakimś tam pretekstem. A James pomoże mi w sprzątaniu.
-Komu dolać?- zapytał nagle Alex z głupkowatym uśmiechem na twarzy.
-Jak ja kocham jak mój mąż się upija- pomyślałam ironicznie, łypiąc na niego groźnie.
-Mnie!- krzyknęła od razu Ann, podstawiając swój pusty po herbacie kubek.
-Nie ma mowy- wymamrotał James.
-Ciekawe czy jutro będzie pamiętał o swojej obietnicy- pomyślałąm, kręcą głową z rezygnacją.
Oczywiście zaczęli się ostro kłócić o to kto ma pić a kto nie...z jakiego pwodu ma pić a z jakiego nie iii tak dalej.
-Kochanie, tylko troszkę...- błagała Ann, robiąc do Jamesa maślane oczy.
-Wiesz, że i tak ci nie dam.
-Ale ty możesz...
-Ja nie jestem w ciąży.
-Zero kawy, zero malibu...tylko herbata!
-Jest...zdrowa- nie no James, daję ci za to 100 punktów, pomyślałam o mało nie wybuchając śmiechem.
-Nawet Angole piją mniej herbaty ode mnie!- kłóciła się dalej Ann.
Sama miałam ochotę na coś mocniejszego, ale po ostatnim kacu obiecałam sobie, że nie wypiję niczego do końca roku. I nie zamierzałam się złamać. Kątem oka uchwyciłam jak Alex zaczyna osuwać się na fotelu, pijany jak bela.
-Koniec. Nie dość, że mam męża lekomana to jeszcze pijaka!- zebrałam go, łapiąc pod ramię i ciągnąc do sypialni.
-Najwyżej będą dzisiaj spać na kanapie. Chrzanię.
Odetchnęłam tylko głośno, patrząc jak śpi jak dziecko. Co z tego, ze jak spite do nieprzytomności dziecko.
Tym razem, powiedzmy, że mu się należało...Kiedy indziej go przypilnuję.
Wychodząc z sypialni, zobaczyłam, że w kuchni pali się światło.
Ann siedziała przy stole i dłubała coś zawzięcie koło grzejnika.
-Co tam masz?- zapytałam z ciekawością, zaglądając jej przez ramię.
-Człowieku...nie strasz tak...- wydyszała wyciągając triumfalnie ocalałą jakimś cudem butelkę malibu.
-Myślisz, że powinnyśmy?
-Tylko dwa łyczki...- spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, i nie czekając nawet co jej odpowiem, wlała w siebie pół kieliszka.
-Super- mruknęłam- Nalej mi...ale tylko trochę!
Kiedy już miałam wypić swoją marną ilość niebieskiego napoju bogów usłyszałam "tupot" i do kuchni wgramolił się chwiejnym krokiem James.
-Kochanie...- wymamrotał patrząc się na mnie.
-Eeee...James, obraz ci się zaciera. Bardziej na prawo...
-OK. Eee...kochchanie- mruknął patrząc tym razem na Ann- Chyba pszenosuję dzisisiaj na kanapie.
W tej chwili wpadł mi do głowy genialny pomysł.
-Tak! Chodź ja cię zaprowadzę!
Widziałam jak już zamykają mu się oczy, więc zawlokłam go na wpół-śpiącego do sypialni, kładąc obok Alexa. Padł nieprzytomny, wtulając się słodko w poduszkę i mamrocząc coś pod nosem.
-Awww...jak wy rozkosznie wyglądacie.
-Myślisz, że to dobry pomysł?-szepnęła Ann, wtaczając się zaraz za mną.
-Pfff. Jasne, ze tak. Zobaczysz jakie będą mieli miny jutro rano.- Puściłam do niej oko i zgasiłam światło.
Strasznie kręciło mi się w głowie ze zmęczenia, więc położyam się obok Alexa i już miałam zasnąć, kiedy:
-Alex...czy ty się dzisiaj nie ogoliłeś?- za nic nie mogłam sobie przypomnieć jak wyglądał po wyjściu z łazienki.
-Mhmm...- odmruknął tylko, zakopując się głebiej w pościeli.
-A co tam- wtuliłam się mocniej, całując go lekko w policzek.
Nie wiem, o której się przebudziłam, ale usłyszałam obok odgłosy cmokania i zrobiło mi sie conajmniej głupio.
-Alex...Alex...Obudź się!Przenosimy się na kanapę!-krzyczałam mu do ucha, szarpiąc za ramię.
-Kochanie...jutro...nie tak głośno...- jęknął mój mąż z drugiej strony łóżka.
Z drugiej strony łóżka...Z DRUGIEJ STRONY ŁÓŻKA!!!???
-Alex?!- odkryłam wreszcie kołdrę, która leżała na twarzy mojego pseudo męża. Wytrzeszczyłam oczy, kiedy zobaczyłam, że obok mnie przez cały ten czas leżał nie kto inny tylko James Whistler!
-O cholera!-wrzasnęłam, cofając się do tyłu i spadając na podłogę.
-Niech ktoś zapali to cholerne swiatło!- syknęła rozcierając sobie plecy, na których wylądowałam.
-James mógłbyś się wreszcie ruszyć!- usłyszałam jak zaspana Ann warczy po cichu, zapewne na leżącego obok niej Alexa!
-O Boże wynosimy się stąd- szepnęłam jej do ucha, kiedy zapaliła światło. Pobiegłyśmy jak się da najszybciej do łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi.
-Spałam obok Jamesa...- wymamrotałam patrząc w lusterko.
-Po...pocałowałam twojego męża- wydusiła siebie Ann, siedząc sztywno na wannie.
-Chodź zanim sie zorientują. Jakby coś, to w ogóle nas tam nie było!
Wchodząc do sypialni, zobaczyłam, że Alex już na dobre rozbudzony siedzi na łóżku z szeroko otwartymi oczami, a James stoi pod ścianą, jak najdalej od niego.
-Co on tu robi...
-Co ja to robię...
-Kochanie...- powiedziałyśmy razem.
-On spał obok mnie. OBOK mnie. Nieważne jak daleko, i tak stanowczo za blisko mnie- wydusił z siebie James.
Była 3 w nocy więc nie bardzo miałam ochotę na cały ten cyrk. Ann starała się jakoś pocieszyć Jamesa, a ja korzystając z okazji, że Alex był w lekkim szoku, zaciągnęłam go na kanapę, i wtulając się w jego silne ramiona, okryłam nas kocem.
-DOBRANOC!-wrzasnęłam- TYLKO DAJCIE NAM SPAĆ! dodałam po chwili, nie zwracając uwagi na jęki mojego męża, który złapał sie za głowę.
Rano obudził mnie telefon. Moja komórka. Alex.
-Alex... nie o tej godzinie...
-Jest 11.30. O 12.00 ma przyjść po ciebie mój kolega. Zapomniałaś?
-Dlaczego dopero teraz do mnie dzwonisz!- krzyknęłam, rozłączając się szybko, łapiąc za ubranie i wpadając do łazienki.
-Hej!Po co ten pośpiech!- usłyszałam zaspany głos Ann.
-Zaraz ma tu przyjść ten sztywniak, który ma mi pomóc w sprzątaniu!- wrzasnęłam z łazienki, próbując zrobić coś z włosami.
-Że co!? Przyjdzie tutaj?!Wyłaź stamtąd!
Przygotowanie zajęło mi całe 20 minut więc Ann miała tylko marne dziesięć na doprowadzenie się do porządku.
-Mogłabyś mnie czasem uprzedzić!- warczała co chwila, latając po domu z błyszczykiem.
-Hej, to nie żaden przystojnik tylko agent- przewróciłam oczami- Daj sobie spokój.
-A mam policzyć ile ty stałaś przed lustrem jak kołek?- syknęła, ale nie zdąrzyłam jej odpowiedzieć bo rozległo się pukanie do drzwi.
-Otworzę- powiedziałam- To pewnie on- mruknęłam niezadowolona.
Powlokłam się do drzwi wejściowych i od niechcenia złapałam za klamkę.
Nie tego się spodziewałam.
Stanowczo nie tego się spodziewałam.
Szczęka opadła mi chyba do samych kolan.
Kolan...?
Kolana tak mi zmiękły, że musiałam się oprzeć o ścianę.
-Alex, na rany Chrystusa kogoś ty mi tu przysłał...
-Czy tu mieszka...Ann Whistler?
-Hej!- usłyszałam za sobą wesoły świergot Ann- To ja, ale to nie o mnie tu chodzi.- wskazała głową w moim kierunku.
-Jasne, przepraszam. Nie przedstawiłem się- uśmiechnął się czarująco...rozbrajająco...niebiańsko... podając mi rękę.
-Danny Messer, miło mi, Alex wiele mi o tobie opowiadał. Jesteś...?- zapytał.
-Eee..
Jestem...
O co mu chodzi...te oczy...nie mogłam skupić się na niczym innym, tylko na jego oczach...
Imię.
Jak ja mam cholera na imię...
Myślałam gorączkowo, trzymając w rękach jego delikatną dłoń. Jakie on ma ciepłe dłonie...
...i te okulary...dodają mu jedynie klasy...a to ubranie...to stylowe ubranie...żaden sztywniacki garnitur nie wchodził w rachubę...modne ciuchy.
-ZARAZ SIĘ CHYBA ROZPUSZCZĘ!!!!!-darłam się w myślach, próbując opanować rozszalałe bicie serca.
-Eee...Jestem...- zaczęłam w końcu mówić po dłuższej chwili milczenia- Jestem...Na..aaałataaaaaalia!!- krzyknęłam podskakując, kiedy Ann kopnęła mnie z całej siły w kostkę..
Danny uśmiechnął się lekko puszczając moją rękę.
-Nie...- chciałam powiedzieć, ale ugryzłam się w język w ostatniej chwili.
-Może chodźmy do jej mieszkania...- powiedziała Ann przejmując inicjatywę.
Co się dzieje...
Whistlerowa Ja xD
Była wpatrzona w niego jak w obrazek. Nie mogłam zrozumieć co się z nia do cholery działo.
Weszliśmy do ich mieszkania. Teraz dopiero ujrzałam prawdziwe oblicze ich mieszkania.
- ale syf…- wyszeptałam robiąc wielkie kroki żeby nie zaplatać się w jakis ciuch
- jak mogliście tu mieszkać? – odwróciłam się w ich stronę.
Na twarzy Dannyego malował się delikatny uśmiech (ja na jego miejscu wybuchnelabym smiechem) natomiast Nati nie było już tak wesoło.
Westchnęłam ciężko i poszłam do kuchni. Po chwili do kuchni wparowała Natalia.
- jak mogłaś!
Przewróciłam oczami.
- zrobiłaś ze mnie idiotke!
- taaaaa. Gdybym nic nie powiedziała nie zauważył by wcale tego syfu.
Usiadła na krzesle wbijając we mnie wzrok.
- podoba ci się? – zapytała nagle
Spojrzałam na nia dziwnym wzrokiem.
- zgłupiałaś! Ja już mam swojego przystojniaka. Ty zreszta też.
- to dobrze ze ci się nie podoba…- wyszeptała i na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Po chwili do kuchni wszedł Danny.
- ze wszystkim uporamy się do wieczora – powiedział radosnym głosem – tylko trzeba się za to zabrac teraz.
- no przydałoby się…- odpowiedziałam bawiąc się solniczka
Po chwili zadzwonił mój telefon.
- słucham cie kochanie? Eeee…yhy…no dobra, dobra…tak zobaczymy się wieczorem…no dobrze zrobie….yhy…ja ciebie też bardzo…
Obydwoje patrzyli na mnie zaciekawionym wzrokiem.
- mój mąż dzwonił – oznajmiłam triumfalnie – niestety z wielka przykrością musze was zostawic ale na pewno dacie sobie rade beze mnie – dodałam z szerokim uśmiechem.
- a my widzimy się wieczorem u nas…pamiętaj…- szepnęłam Nati gdy wychodziłam z mieszkania.
Wyszłam na spacer z Demonem. Zrobiłam zakupy na wieczor. I zdazyłam pojsc do kosmetyczki zrobic sobie pazurki ^^
Było strasznie zimno…Gdy wracałam spojrzałam w okna Natalii…Nadal paliło się światło.
- jeszcze sprzata…biedny ten facet…- szepnęłam sama do siebie i prawie wywaliłabym się przed klatką.
- cholerny lód – syknęłam i weszłam do środka.
W domu zrobiłam sobie gorąca herbatę. Nastawiłam muzykę na cały regulator i zaczęłam przygotowywać cos na wieczór.
Nagle coś mnie złapało i pocałowało w szyje.
Odwróciłam się automatycznie z krzykiem.
- no już spokojnie…mogliby was wynieść – James zciszył muzykę w kuchni.
- nie strasz mnie tak wiecej
- oj przepraszam…- szepnął i pocałował mnie delikatnie.
U Natalii nadal paliło się światło chodź dochodziła godzina 19.
- a ta jeszcze ryje? – zapytał James z szerokim uśmiechem na ustach
- tam była maskara…- wyszeptałąm wracając do krojenia ananasa
- Ide się wykąpać – powiedział James i zniknał za drzwiami łazienki.
Po chwili rozlegl się dzwonek do drzwi.
Pobiegłąm otworzyć.
- no wreszcie skonczyłaś! – krzyknęłam do Nati, która wyglądała strasznie – hej Alex – pocałowałam go w policzek.
- no już wchodzcie.
Zaniosłam wszystko do pokoju. Jedzenia było tyle ze starczyłoby na 3 takie imprezy.
Do pokoju wszedł James. Miał na sobie ta moja ulubiona koszulke…W głowie zaczęło mi wirować…Usiadł obok mnie na kanapie i spojrzał mi prosto w oczy.
- James…zdejmij ją…
- że co?!
- no zdejmij…chce ci zrobic zdjecie…
Wytrzeszczył oczy, wstał i oparł sie o sciane.
Podeszłam do niego i zarzuciłam mu rece za szyje.
- no proszę cie…
- zwariowałaś…- wyszeptał i pobiegł do drugiego pokoju.
Usiadłam zła na kanapie.
- mój własny mąż…pfffff
Natalia usiadła w fotelu patrzać na mnie przez cały czas tym samym wzrokiem.
- fajny jest, co? – zaczęła
- kto?
- no Danny…
- aaaaaaa takkkkkk – James akurat wszedł do pokoju i usiadł troche dalej odemnie – ma świetna klatę. Założe się ze jakbym go porosiła to zrobiłby sobie dla mnie takie fotki ze hoho…
Nie zwracałam uwagi na Jamesa który Az kipiał ze złości.
- kto? Jakie fotki? – zapytał Alex wchodząc do pokoju.
Nati spojrzała na mnie błagalnie
- alex…nie oglądasz „Mody na sukces” to nie wiesz. Ja ci tego tłumaczyc nie będę bo na trzeźwo tego nie zrozumiesz
James wybuchnał smiechem
- a ty z czego rżysz zelazna dziewico? – syknęłam w jego kierunku
- chodź obok mnie – powiedziałam do alexa głaszcząc miejsce na kanapie obok mnie
- cos taka nie w sosie? – zapytał siadając obok
- a wiesz…mój mąż nie chce się już dla mnie rozbierać…- powiedziałąm udając mega rozpacz i oparłam głowe o ramię Alexa – ale może ty… - dodałam z szerokim uśmiechem
Zachował się podobnie jak James. Odsunął się ode mnie i usiadł obok Nati.
- łapy przy sobie…- szepnęła z szerokim uśmiechem
Nasza jakże cudna konwersacje przerwał dzwonek do drzwi.
- kto do cholery o tej porze… - syknął James
- ja otworze…to pewnie jakis przystojny facet który pokaże mi co to prawdziwy męzczyza – syknęłam patrząc ze złością na Jamesa.
Otworzyłam drzwi…
- Danny?
- chyba zostawiłem u ciebie telefon
- wejdź…poszukamy razem…
Zaprowadziłam go do pokoju.
Natalia oniemiała.
- Danny zostawił u nas swój telefon…
- chcesz cos do picia? – wyleciała nagle Natalia
- eeee…- spojrzał na mnie – eeee…chetnie.
Poleciała jak na skrzydłach do kuchni by po chwili wrócic ze szklanka coli i potykając się o mój dywan oblac naszego przystojniaka.
- o Boże…- wyszeptała – chodź pomoge ci…- chwyciłą go za rekę.
O nie. To mi się wcale nie podobało. W jej oczach było coś…nie wiem co ale było i bardzo mi się nie podobało.
- Daniel pójdzie ze mną – wysyczałam odpychając jej rękę
- jestem Danny
- wszystko jedno! Chodź!
Wepchnęłam go do łazienki. Zmoczyłam kawałek ręcznika i próbowałam zetrzec mu to co zrobiła Natalia.
- długo jesteście małżeństwem?
- nie ważne jak długo. Ważne ze jesteśmy ze sobą szczesliwi. Nie idzie tego zetrzeć. Masz..- rzuciłam mu koszulke Jamesa – załóż to
Zdjął koszulę…
Żadna rewelacja…James ma o wiele lepszą.
- chcecie mieć dzieci?
- już jedno jest – powiedziałam z szerokim uśmiechem
- gratuluje – podszedł do mnie i pocałował w policzek – o to kiedy oddam?
- wpadniesz po swoją koszule to oddasz – powiedziałam wpychając koszule do pralki.
Do łazienki zajrzała Nati
- nie przeszkadzam?
- gdzie jest James? – zapytałam
- szedł tu…ale nie wiem gdzie…
Wyszłam z łazienki i poszłam do naszej sypialni. Było ciemno. On stał przy oknie.
Podeszłam do niego i objęłam od tyłu.
- już się napatrzyłaś?
- nie było na co…teraz się dopiero napatrzę…- szepnęłam i zaczęłam mu ściągać koszulkę. Nie protestował…
Po chwili wylądowalismy na łóżku całując się namiętnie
Jednak ktos usielnie starał się nam przerwac…