Choć trochę mi głupio - taki badziew komukolwiek dedykować. Pierwsze opowiadanie od wieeelu lat (ostatnim był fik Mary Sue w fandomie Harry'ego Pottera, który napisałam w wieku 13 lat XD).
Krytyka mile widziana =)
A, to nie jest slash! Odcinek 3.4 - z perspektywy Mahone'a.
"Pióro"*
Źle się czuł. Spacerując po więzieniu, Agent Specjalny Alexander Mahone był skupiony na dwóch istotnych rzeczach. Pierwszą było znalezienie pieprzonego czarnego długopisa. Już zdążył dowiedzieć się od faceta smażącego pieczeń, że powinien szukać u jakiegoś ponuraka, piszącego pamiętnik. Drugą sprawą było wmawianie sobie "Nie-zwa-rio-wa-łem i nie zwariuję pod-żadnym-pozorem" (chociaż najchętniej Mahone powtarzałby sobie nieco mniej ambitne: "cholera, cholera, cholera")
Więc źle się czuł. Było ciepło, tłoczno i (cholera) wilgotno. Spocony i brudny (ach, jak on kochał kąpiele!) Alex musiał uporać się z jeszcze jednym problemem: Verticalu-Nie-Ma-I-Nie-Będzie-Mój-Głupi-Przewodzie-Pokarmowy.
No dobra. Michael Scofield, pióro i ucieczka. Skup się, Alex! Wtedy będzie po wszystkim. Po wszystkim, tak. Świetny plan.
Ale na pewno nie kolorowy. W sumie mało jest tu rzeczy kolorowych. Sona odpada - mimo słońca, bezchmurnego nieba i gromadki gejów w różowych koszulkach to miejsce jest po prostu szare. Na pewno też nie stan zdrowia Alexa (możemy o tym zapomnieć?). Czuł, jakby mózg rozsadzał mu czaszkę, jak co chwilę dziwne mrowienie przechodzi wzdłuż jego ciała; jak swędzą go kości (czy to normalne?), jak jest na skraju wyczerpania i jak jednocześnie rozsadza go dzika energia. I jak tu nie zwariować?
Ale w końcu znalazł to pióro. Czarne. Tak jak prosił Michael. Właściciel ostrzegł, że przypisaniu nieco przerywa, ale Alex się już tym nie przejmował. To problem Michaela. Niech on się tym zajmie. A Alex spisał się - jak zwykle.
Po prostu nie mógł uwierzyć. Stał przy wejściu do starej celi Scofielda. Tak, wiedział, że Scofield za sprawą jakiegoś dziwnego toku wydarzeń się przenosi. Ale dlaczego!? Dlaczego to cenne pióro, dla którego wypruwał resztki sił, wyciskał żyły... leży jakby nigdy nic na łóżku pieprzonego Scofielda.
Dlaczego? No, cholera, pytam się dlaczego? Dlaczego takie poniżenie musiało go spodkać? Alex aż podskoczył, gdy zimna dłoń styknęła się z jego ramieniem. Odwrócił się. Cholera, jeszcze jego mu brakowało! Patoshik jednocześnie zbliżał i oddalał się od niego szepcąc coś w rodzaju: "Wykorzystał cię, ma cię za nic".
- ODEJDŹ! - krzyknął rozpaczliwie Alex w stronę pulsującego Patoshika (grupka więźniów obok nie wykazała najmniejszego zdziwienia). Czuł jak opada z sił. Podparł się o ścianę. Gdybym był z Pam... Aż się zdziwił, gdy o niej pomyślał.
No i był zły. Fakt. Aż dygotał ze złości. Zły, brudny, niewątpliwie śmierdzący, pozbawiony broni, odznaki, honoru Alex Mahone z jakimś durnym pisakiem w dłoni. Ale oczywiście dygotał ze złości, a nie dlatego, że od 74 godzin nie spożył środka, tak sumiennie przyjmowanego przez ostatnie 4 lata. O tym próbował nie myśleć. Gdy w końcu dotarł do nowej celi Scofielda (to też nie było proste - po drodze zaczepił go jakiś zboczeniec, któremu Mahone uprzejmie włożył nóż do oka i zostawił krwawiącego w jakimś zacisznym miejscu) przystał na chwilę łapiąc oddech. Scofield oglądał swoją nową celę, a później podszedł do okna.
W Alexie wezbrało się coś w rodzaju tego uczucia, który jest pewną formą adrenaliny. Podniecenie? Raczej nie. Ale uspokoił się. Choć obraz dalej trochę się rozmazywał, a na ścianie z celi Scofielda mógłby przysiąc, że widzi Patoshika z biustem, Alex uspokajał się coraz bardziej. Haha, jak za dawnych, wolnych lat, gdy strzelał przestępcom w tył głowy! Pewność siebie i to wspaniałe uczucie.
Ale nikt. Nigdy. Nie będzie. Nim. Alexem Mahonem. Pomiatał.
Dlatego Alex przemówił, podszedł i obezwładnił Scofielda. Należało się dupkowi. A w ręku ciągle ściskał pióro.
Koooniec.
*jestem przeciwna tłumaczeniu tego jako marker. Jako zagorzała fanka markerów nie będę uznawać tego lichego czegoś za marker. Zresztą w podstawówce uczyłam się, że pen to pióro, więc.. XD