Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

taaak? a to nieszkodzi, ja też nie jestem do końca teges xD poza tym, odezwała się ta w pełni władz umysłowych pfff xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

haha to się za dwa odcinki skończy xD haha xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

nie no jeszcze nie...trochę więcej ^^
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Mahone
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Babydoll »

Diewczynki... Prosimy ładnie o odcinek :): Już nie mogę doczekać się tego, co będzie dalej... Poza tym miło byłoby tak w niedzielę się zrelaksować... :P
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Ona bardzo chętnie po nią przyjedzie xD i przy okazji napadnie kogoś i zgwałci xD
Gość
Gość
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Gość »

AutumnLeaf ja o tym doskonale wiem. Mnie już nic nie zaskoczy.
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Mnie chyba też nie xD

ok, mata:
moje:

A teraz została nam jeszcze jedna sprawa- powiedziałam poważnie, odwracając się w stronę Alexa, który udawał, że nie wie o co chodzi.
Powinnam dać mu spokój, po tym co usłyszałam wczoraj na parkingu, ale to nie było w moim stylu.

-Co zrobiłeś temu biednemu lekarzowi? Alex, choćby nie wiem co to było, po prostu powiedz, chcę o tym wiedzieć.
Mój kochany mąż nie miał jednak najmniejszej ochoty na wyjaśnienia, spojrzał szybko na zegarek, zerwał się z krzesła, pocałował mnie w policzek i rzucił się w stronę drzwi, mówiąc tylko:
-Już powinienem być w pracy. PÓŹNIEJ o tym porozmawiamy.- i już go nie było.
-O niedoczekanie- syknęłam.
-Alex!- darłam się za nim, ale szedł tak szybko, że ledwo co dotrzymywałam mu kroku- Wyjaśnisz mi to tu i teraz!- zatrzymałam się na środku korytarza, krzyżując ręce i wpatrując się w jego plecy. Nawet się nie zatrzymał. Odwrócił tylko głowę i krzyknął:
-O 18 w pizzerii!
-Alex! W ogóle nie spałeś, weź sobie chociaż dzień urlopu!!!- najwyraźniej moje słowa do niego nie docierały.
-Co za wstrętny uparciuch.
Wróciam do sali i zobaczyłam, że James całkowicie rozbudzony spaceruje po sali z gorącą herbatą w ręku.
-O...już nie śpisz?
-Wydzieracie się na pół szpitala, więc choćbym chciał to i tak nie dało rady- uśmiechnął się szeroko, a ja spojrzałam mu w oczy, te niebieskie oczy wiecznego optymisty. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
-Już wszystko w porządku?- szepnęłam do ucha.
-Dzięki wam.
-Nie- powiedziałam kręcąc głową- Dzięki Alexowi. Gdyby nie on, to nie wiem jakby się to skoń...
-Już się skończyło. Nie ma co rozpamiętywać.

Naszą rozmowę przerwał odgłos pukania, po chwili drzwi otworzyły się i stanął w nich lekarz Ann, wyglądał na nieco speszonego i rozglądał się nerwowo na boki.
-Dobrze się pan czuje...- poczułam się trochę głupio, pytając o to lekarza, ale jakie miałam inne wyjście, skoro zachowywał się...dziwnie i był strasznie blady. Podniósł tylko rękę przerywając mi w połowie zdania.
-Dzisiaj może pani stąd wyjść- powiedział, zwracając się do Ann. Jakby mnie w ogóle nie widział.
-Badania są poprawne, nie mamy pani po co tutaj trzymać.
-Ale...- zaczęła Ann, która też najwyraźniej nic z tego nie rozumiała.
-Wszystko załatwione. Proszę o nic nie pytać.- i z tymi słowami wyszedł, trzaskając drzwiami.

-Mógłby mi ktoś powiedzieć o co tutaj chodzi?- odezwał się pierwszy Whistler, wstając z krzesła, z którego obserwował całe zdarzenie.
-Nati...- dlaczego każdy patrzy się na mnie? Przecież ja też nie mam pojęcia co tu jest grane!
-Nie patrzcie tak na mnie...
-Zapewne dowiemy się o 18- powiedział James, zabierając się za pakowanie dopiero co przywiezionych rzeczy Ann.
-Skąd wiesz?!- zapytałam zaskoczona.
-Nie trudno było go nie usłyszeć.
-Ach...no tak.

Byliśmy gotowi w tempie ekspresowym. Każdy chciał jak najszybciej opuścić tą salę, ten szpital i ten parking. Wszystkie te miejsca nosiły w sobie wspomnienia bolesnych wydarzeń, które każde z nas chciało wymazać z pamięci najszybciej jak się dało.
-Ciekawe czym pojedziemy- powiedziałam, otwierając drzwi.
-Może wezwmiemy taksówkę...
-Chyba nie będzie trzeba- James zatrzymał nas ręką, tuż przed moim Roverem, który był zaparkowany na miejscu dostępnym jedynie dla lekarzy, jak najbliżej wejścia.
-Kocham cię Alex...- wyszeptała pod nosem Ann pełna podziwu dla mojego męża.
Czyli sam wziął taksówkę, a nam zostawił samochód. Jeżeli to próba przekupstwa, albo przypodobania mi się, to mu się niestety nie udało.
-Super!- krzynęła wyraźnie zadowolona Ann- Wskakujemy!
-O nie, moja droga. Idziemy powoli i ostrożnie. Zapomniałaś już gdzie przed chwilą leżałaś?- gderałam jak stara baba, biorąc ją pod ramię i prowadząc na tylne siedzenie.
-Ale mnie naprawdę nic nie jest!- broniła się jak mogła, ale nie ze mną takie numery- I nie chce siedzieć z tyłu.
-Boże jak z dzieckiem...
-Tak? Przypomnieć ci, kto ostatnio siedział zatrzaśnięty w łazience, bo nie chciał zdjęcia?
-Tak? To może ja ci przypomnę, kto ostatnio wskoczył mojemu mężowi na plecy, bo chciał kawy?
-Tak?To może...- naszą słowną przepychankę, przerwał głośny śmiech Jamesa, który przytrzymał się drzwiczek, ślizgając się na lodzie.
-No no bo się zapowietrzysz- mruknęłam pod nosem, siadając wygodnie w mięciutkim, chociaż jak zwykle źle ustawionym fotelu. Czy on musi być taki wysoki...

Na nasze osiedle jechałam jak najostrożeniej się dało, drogi były oblodzone a ja nie chciałam ryzykować kolejnych odwiedzin w szpitalu.

-PANI, JEDŹ PANI TROCHĘ SZYBCIEJ!!!- darł się ktoś z tyłu.
Już chciałam się wychylić i skląć go na czym świat stoi, ale Ann złapała mnie za ramię, kręcą głową.
-Daj spokój, nie psuj sobie humoru- powiedziała, uśmiechając się łagodnie, po czym uchyliła okno i...puściłam gościowi z tyłu taką wiązankę, że musiał się zatrzymać na poboczu żeby ochłonąć.
Przełknęłam głośno ślinę, patrząc na nią z przerażeniem.

-Możemy się zatrzymać gdzieś po drodze po Nestea?- zaczęła marudzić jakby nic się przed chwilą nie stało.- Kochanie...- jęcząła-...gorąco...
Zatrzymaliśmy się przy jakimś małym sklepiku, Whistler balansując na lodzie wpadł w końcu do środka. Niestety tak szybko jak wszedł, już nie wyszedł.

-Kochanie gorąco....- zaczęłam ją przedrzeźniać, waląc palcami w kierownicę. Boże jak ja nienawidziłam na cokolwiek czekać!
Po jakichś 15 zmarnowanych, cennych minutach mojego życia, James wybiegł triumfalnie ze sklepu z butelką Nestea w ręku.
Po ominięciu jeszcze kilku...nastu korków dotarlismy wreszcie na nasze osiedle, na którym nie było nas od wczoraj. Zaczęłam się już trochę martwić o Pyśka, ale wychodząc z domu zostawiłam mu pełną miskę jedzenia, więc z głodu umrzeć nie powienien.
-Kochanie....zimno- jęczała Ann, wychodząc z samochodu. Przewróciłam tylko oczami, uściskałam ich mocno i skierowałam się do swojej klatki.
-Przyjdę do was za jakieś pół godziny, nie chce mi się siedzieć samej...Zresztą jest już po 16, więc i tak niedługo zbieramy się do...- machnęłam ręką w stronę pizzerii- Narazie.

Całe pół godziny przenudziłam się niemiłosiernie. Nakarmiłam kota, podrapałam go za uchem, żeby nie znienawidził mnie jeszcze bardziej, przy okazji szukając gdzieś trzech szóstek. Niemożliwe, żeby ten kot było "zwykłym kotem". Wypiłam gorącą herbatę, pogapiłam się w papiery Alexa leżące na stole, z których mało co rozumiałam. Było na nich pełno cyfr, a ja z matematyki zawsze kulałam. Poprawiłam włosy, makijaż, pozmywałam talerze i w końcu nie mogąc znieść samotności i wszechogarniającej nudy złapałam za kurtkę i pobiegłam do Ann i Whistlera.

Tuż przed ich mieszkaniem zadzwonił mój telefon. Alex.
-Kochanie, bedę jakąś godzinę wcześniej. Do zobaczenia- i rozłączył się.
-To sie ugadałam- mruknęłam pod nosem, dzwoniąc do drzwi.
-Otwarte! Właź!- no pełna kultura. Ja przynajmniej otwierałam im drzwi i dopiero później zaczynałam olewać ^^
-Alex będzie tam za pół godziny, przed chwilą do mnie dzwonił. A gdzie James?
-Poszedł do pracy...będzie na nas czekał na miejscu...wziął nocną zmianę- dodała po chwili, wyraźnie tracąc dobry humor.
Zaśmiałam się tylko złośliwie, łapiąc za butelkę z wodą mineralną.
-Bardzo śmieszne. Będę tu leżała sama.
-Równie dobrze możesz przyjść do nas.
-Zależy od tego, co powie nam Alex...

Zapomniałam już dlaczego mieliśmy się tam spotkać, Tak często tam chodzimy, że dzisiejsze spotkanie zaczęłam traktować jak każde inne. Ale miało być inaczej...
-Ok, chodźmy, nie ma co czekać- wydusiłam z siebie, czując jak serce zaczyna mi bić coraz szybciej.
Przez całą drogę myślałam, czy rzeczywiście chcę wiedzieć, jaki Alex jest naprawdę. Ale teraz nie było już odwrotu, prawda wyjdzie na jaw.
Usiedliśmy wszyscy razem przy naszym stoliku w głębi sali i czekaliśmy. Nikt się nie odzywał. Ann wtuliła się w Jamesa i co chwila zerkała na mnie, myśląc, że tego nie widzę ^^.
Nareszcie wybiła 17 i drzwi otworzyły się. Jak zwykle punktualny. Spojrzałam na niego i odechciało mi się żyć. Był tak zmarnowany i zmęczony, że w jednej chwili chciałam wypchnąć go z tej cholernej pizzerii i położyć do łóżka. Skierował się prosto do nas, nie patrząc na nikogo, usiadł na krześle naprzeciwko mnie, nawet nie zdejmując płaszcza.
Przez chwilę panowała cisza.

Whistlerowa:

Cisza była straszna.
Poprzedzała cos złowrogiego.
Cos czego nie chciałam wiedzieć.
Wtuliłam się mocniej w ramiona Jamesa jak małe dziecko mając nadzieję, że mnie ochroni.
Bałam się odezwać.
Alex był dziwny.
Inny niż zwykle.
- Alex…- usłyszałam cichy szept Natalii
Spojrzał na nią TYM swoim wzrokiem, którego nienawidziłam.
Natalia wyprostowała się i westchnęła głęboko.
- chcesz wiedzieć co mu powiedziałem?
Natalia nic nie mówiła.
Patrzyła zamyślona w okno.
Czułam, że zaraz rozpeta się piekło.
- chcesz wiedzieć czy nie?! – wydarł się na cały głos nie zwracając uwagi na ludzi.
- Boże…- szepnęłam i ukryłam twarz w ramionach Jamesa
- nie krzycz na mnie – syknęła Natalia z przerażeniem w oczach – tak, chce wiedzieć.
Alex spojrzał w moim kierunku.
- to wszystko przez nią…- syknął
- ej uspokój się dobra – wkroczył do akcji James
- teraz będziesz odstawiac bohatera? Trzeba to było robić w nocy w szpitalu – wysyczał przez zaciśnięte żeby Alex
- daj jej spokój dobra! – podniósł głos James
Alex cały czas patrzył na mnie.
- myślałem, że już go nie spotkam….nie chciałem tego…wszystko przez ciebie!
Zaczął mnie szarpać.
- bierz te łapy psycholu! – krzyknał James
Zaczęło między nimi ostro iskrzyć.
Nati siedziała z zasłoniętymi ustami.
Była w szoku.
Ja zreszta też.
- ten lekarz zabił mi matkę…- wysyczał przez zaciśnięte żeby alex, którego trzymał James
- i tylko dzięki niej wspomnienia powróciły!!!
Znów zapadła ta cisza…
Słychac było tylko przyspieszony oddech Alexa.
- skarbie dlaczego mi nie…- wyszeptała Natalia
- BO NIE!
Nigdy go takiego nie widziałam.
To było straszne.
Rano był zupełnie inny.
Co się takiego stało przez te pare godzin?
- TO BYŁA MOJA SPRAWA! ROZUMIESZ!
Oczach Natalii pojawiły się łzy.
Chciałam ja pocieszyć ale James trzymał mnie za mocno.
- odłóż broń, ok. – szepnął James
- BO CO?! BOISZ SIĘ?!
- odłóż ją – powiedział bardziej wyraźnie James
- grzecznie cie proszę
Alex zaśmiał się szyderczo.
- bo co uderzysz mnie?
Minęło pare sekund i rozpetało się piekło.
Tłukli się jak szaleni.
- JAMES! ZOSTAW GO! PROSZĘ! – krzyczałam
Natalia siedziała jak zaczarowana.
Nie ruszała się.
Po jej twarzy płynęły łzy.
- JAMES ON MA BROŃ!
Po chwili Alex wylądował na ziemi.
James z zakrwawiona koszulka stał nad nim.
- wynos się – syknął – i nie zbliżaj się ani do mojej zony ani do mnie.
Alex otarł krew z ust, podniósł się z podłogi.
Spojrzał na mnie.
- wynos się! – powtórzył James
Po chwili usłyszałam trzask drzwi.
Byłam w szoku.
James usiadł obok mnie i przytulił mocno.
- odprowadze ci do domu, dobrze?
Pokiwałam głową na znak tego że się zgadzam.
Patrzyłam na Natalię.
To co malowało się na jej twarzy było nie do opisania.
- Nati…-szepnełam i chwyciłam jej ręke
Spojrzała na mnie wystraszonym wzrokiem.
- daj mi spokój…- szepnęła
- kochanie co…
- daj mi spokój!
Zabrała swoja kurtke i wybiegła na dwór.
Chciałam za nia iśc ale James mnie zatrzymał.
- zostaw ją…- szepnał – chce być sama
Zamknęłam oczy…
Może to cos da i okaże się ze to tylko zły sen.
Po otwarciu nic się jednak nie zmieniło.
Westchnęłam cicho i szepnęłam
- odprowadz mnie do domu…
Na dworze było strasznie zimno.
Przed klatka Natalii stał ich samochód.
- alex jest w domu…
- wiesz jakos mało mnie to obchodzi – szepnął James
- on ci pomógł…
- on cie niesłusznie oskarża a na to nie pozwole.
- James…
- nie będziesz się z nim kontaktować
- ale on ma być ojcem chrzestnym naszego…
Przerwał mi gwałtownie
- wybij to sobie z głowy! Nie pozwole tamu facetowi zbliżyć się do ciebie ani do mojego dziecka. On jest nieobliczalny. Zreszta sama widziałaś.
- on taki nie jest…
- Ann…posłuchaj…on jest dziwny…od jakiegos czasu. Nie zauważyłaś tego pewnie. Może coś bierze…wiesz? Nie wiesz.
Weszliśmy do windy.
- alex i narkotyki? Nie zartuj
Zaśmiał się cicho
- umie się dobrze maskować.
James wszedł jeszcze na chwile ze mna do domu.
Zabrał swoja komórkę.
- to tak na wszelki wypadek – zamachał mi telefonem przed oczami.
Spojrzałam na niego błagalnie.
- James…
- wiesz ze wziąłem nocke…- powiedział ze smutkiem w glosie
- no wiem, wiem…
- zamknij za mną drzwi – pocałował mnie delikatnie – i nie otwieraj nikomu.
Zostałam sama w pustym mieszkaniu.
Demon spał w naszej sypialni.
Podeszłam do okna.
U Natalii nie paliło się ani jedno światło…
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Xaneta »

co tu się dzieje wyjaśni mi ktoś?
AutumnLeaf pisze:-Zapewne dowiemy się o 18- powiedział James, zabierając się za pakowanie dopiero co przywiezionych rzeczy Ann.
-Skąd wiesz?!- zapytałam zaskoczona.
-Nie trudno było go nie usłyszeć.
-Ach...no tak.
wybuch śmiechu numer 1 xD
AutumnLeaf pisze:-Tak? Przypomnieć ci, kto ostatnio siedział zatrzaśnięty w łazience, bo nie chciał zdjęcia?
-Tak? To może ja ci przypomnę, kto ostatnio wskoczył mojemu mężowi na plecy, bo chciał kawy?
-Tak?To może...- naszą słowną przepychankę, przerwał głośny śmiech Jamesa, który przytrzymał się drzwiczek, ślizgając się na lodzie.
-No no bo się zapowietrzysz- mruknęłam pod nosem
numer 2 ;)
-Kochanie gorąco....(...)-Kochanie....zimno
xD
- ten lekarz zabił mi matkę…- wysyczał przez zaciśnięte żeby alex, którego trzymał James
- i tylko dzięki niej wspomnienia powróciły!!!
Znów zapadła ta cisza…
Słychac było tylko przyspieszony oddech Alexa.
- skarbie dlaczego mi nie…- wyszeptała Natalia
- BO NIE!
Nigdy go takiego nie widziałam.
To było straszne.
Rano był zupełnie inny.
Co się takiego stało przez te pare godzin?
- TO BYŁA MOJA SPRAWA! ROZUMIESZ!
Oczach Natalii pojawiły się łzy.
Chciałam ja pocieszyć ale James trzymał mnie za mocno.
a odtąd moje myśli biegały po całej głowie i nie wiedziały co się dzieje...
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

sasasa.. mama mia..! co się dzieje? oO Alex i napad szału oł yeah..! xD
AutumnLeaf pisze:- I nie chce siedzieć z tyłu.
-Boże jak z dzieckiem...
-Tak? Przypomnieć ci, kto ostatnio siedział zatrzaśnięty w łazience, bo nie chciał zdjęcia?
-Tak? To może ja ci przypomnę, kto ostatnio wskoczył mojemu mężowi na plecy, bo chciał kawy?
-Tak?To może...
hahahaha.. świetny dialog :D
AutumnLeaf pisze:-Chyba nie będzie trzeba- James zatrzymał nas ręką, tuż przed moim Roverem, który był zaparkowany na miejscu dostępnym jedynie dla lekarzy, jak najbliżej wejścia.
-Kocham cię Alex...- wyszeptała pod nosem Ann pełna podziwu dla mojego męża.
Czyli sam wziął taksówkę, a nam zostawił samochód.
noo... taaak.. na miejscu lekarza^^ taka siła rażenia to ja rozumiem :D
AutumnLeaf pisze:Czy on musi być taki wysoki...
Musi^^
Może coś bierze…wiesz? Nie wiesz.
Weszliśmy do windy.
- alex i narkotyki? Nie zartuj
Zaśmiał się cicho
- umie się dobrze maskować.
Whistler coś wie i jak zwykle nie powie! xD
U Natalii nie paliło się ani jedno światło…
przez to zakończenie teraz będę zdychać do następnej części xD
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

boshe cudowne..ale ktoś mi powie jak ja mam wytrzymac oczekiwanie do kolejnego odcinka..przecież to awykonalne ... nie ja dostane obłedu
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Xaneta »

agulec pisze:przez to zakończenie teraz będę zdychać do następnej części xD
a dziewczyny będą uparte i będzie trzeba czekać.tak jak wczoraj xD
Gość
Gość
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Gość »

AutumnLeaf pisze:wiesz? Nie wiesz.
błagam Was :-D to jest taki straszny epizod a ja się śmieję :-D no co pan zrobisz...nic pan nie zrobisz :-D
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: *Madziula* »

super, cudnie, baaaardzo cudownie xD i.... zabrakło mi słów xD
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37
Lokalizacja: a zza zasłonki
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: mk95 »

Bjutiful... I bardzo dobrze zgrałyście motyw pewnych tabletek ;-) z opkiem.
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

odcinek trzymający w napięciu :mrgreen: i Alex taki agresywny :-P
Mia
Fernando Sucre
Posty: 304
Rejestracja: 2008-02-15, 20:13
Fernando Sucre
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Mia »

Rany Julek!!Przeczytałam jednym tchem wszystko na raz :mrgreen: I za każdym razem chciałam czytać coraz szybciej i szybciej, nie wiem ile godzin mi to zajęło ale wiem, ze bolą mnie już oczy i że od dawna nie czytałam nic tak dobrego jak TO!!!Dziewczyny macie TALENTA, że tylko podziwiać!Takie dzieło powinno zostać udostępnione na rynku...może nawet doczekać się ekranizacji ,nie mogę wyjść z podziwu!Mało która książka mnie tak wciągnęła jak TO :mrgreen: CUD MALINA :mrgreen: Nie będe cytowała, bo musiałabym skopiować dosłownie całość.....A teraz to okropne czekanie... :-/ ...
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

pssst..! ^^ już dawno nie było nowego odcinka :D
a my tu czekamy i czekamy...
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Xaneta »

agulec pisze:pssst..! ^^
tak cicho to nie bo nas nie usłyszą ;)
ale co prawda to prawda.Przydałby sie nowy odcinek...
Michael Scofield
Posty: 1616
Rejestracja: 2008-01-30, 11:10
Lokalizacja: Kielce
Michael Scofield
Nowy odcinek, już się nie mogę doczekać aż się dowiem co będzie dalej. Pewnie teraz Alex opowie wszystko swojej żonie o swojej przeszłości.
Michael Scofield
Posty: 1481
Rejestracja: 2008-02-23, 10:55
Lokalizacja: cima xD
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Aglek »

Chętnie bym tez to przeczytała, ale jak myslę, że mam przeczytać 17 stron to mnie coś kręci...;p Chociaż mogę przeczytać tylko opowieść omijając Wasze komentarze...;p
Mia
Fernando Sucre
Posty: 304
Rejestracja: 2008-02-15, 20:13
Fernando Sucre
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Mia »

Wbrew pozorom te AŻ 17 stron to nie jest tak dużo.W pewnych gorących zakończeniach, omijało się komentarze byle tylko dogrzebać się do kolejnego odcinka :mrgreen: A przeczytać warto, tym bardziej, że jak już się zacznie czytać to przestać się nie da :-P
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

hehe o matko ja dziekuje w imieniu Taniry tez
jak ona bedzie to oda
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: B... »

oda?
Autumn nie pij wiecej xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

ja:

Co...co tam się stało...Jak do tego doszło...jak mógł obwiniać Ann o coś takiego...to nie była jej wina, to nie była moja wina, nikt tu nie zawinił! Co mu się stało...dlaczego tak się zachował. Szok w jakim byłam, nie ustepował. Nie czułam nic. Ani bólu, ani zdrady ani cierpienia. Pustka. Kompletna pustka. Rozczarowanie? Co się przed chwilą stało...próbowałam sobie przypomnieć, ale...nic nie pamiętałam...czarna dziura. Zero. Nic.
Szłam, potykając się o wystające kawałki kostki na naszym podjeździe, widziałam tylko drzwi przed sobą, nie mogłam oddychać...O Boże dlaczego ja nie mogę oddychać...ostatkiem sił dopadłam w końcu do wejścia, opierając się plecami o ścianę. Dlaczego ja o niczym nie myślę, dlaczego ja nic nie czuję, dlaczego nie chce tam wracać...
Dlaczego ja się go boję? Dlaczego boję się go pierwszy raz w życiu...
Na trzęsących się nogach weszłam w końcu do windy, spojrzałam w lustro i...wysiadłam na szóstym piętrze.
Alex...w kieszeni kurczowo zaciskałam rękę na telefonie.
-112...- zaczęłam powtarzać w myślach...- 112...112...
Czy bedę w stanie zadzwonić na policję i donieść na własnego męża...Alex...takie obce imię...kiedyś znałam człowieka o tym imieniu...teraz nie mogłam go sobie przypomnieć...miał ciepłe, niebieskie oczy...nosił garnitury i nie pozwalał mi prowadzić samochodu. Kiedyś...kochałam tego człowieka...
-Czy ja go już nie kocham...nigdy nie podniósł na mnie głosu, nigdy nie stracił panowania nad sobą, nigdy...aż do dzisiaj...- krok za krokiem, powolutku zbliżałam się do drzwi mieszkania...były niedomknięte...nie paliło się światło.
-Boję się...-i przeszedł mnie dreszcz, kiedy usyszałam własny zachrypniety głos.
Boże jak ja się bałam...ma ze sobą broń, czy zostawił ją w...tam.
Mogę w ogóle tak myśleć...?! Czy moge myśleć, że byłby zdolny do mnie strzelić...zabić mnie...On...nie zrobił nic złego...demony przeszłości. Ma je każdy. Ścigały go i dopadły w najmniej spodziewanym momencie.
Dlaczego nikt nie chciał go zrozumieć...dlaczego od razu doszło do bójki...przecież dobrze wiedzom jakim jest człowiekiem. Nigdy się tak nie zachowywał. I nigdy by się tak nie zachował, gdyby nie wyskok Ann.
Tu nie ma niczyjej winy. To po prostu przypadek, los...taki żart od Boga, który coraz częściej sobie z nami pogrywa.
-Nie!- chyba mówiłam sama do siebie...- Przestań o to kogokolwiek obwiniać...po prostu przestań.
Byłam już w połwie korytarza.
Serce zaczęło mi walić coraz szybciej. Co tam zastanę...
...Alex...Alexander, nie Alex. Alex, gdzieś zniknął. Nie było go w tym mieszkaniu. ten rozszalały obcy facet, pałający żądzą mordu nie był moim mężem.
Kolejny krok, tylko po cichutku. Pamiętam, że gdzieś w tym miejscu skrzypi podłoga. Na paluszkach, żeby nie usłyszał. Może jeśli go zaskoczę, to nic mi nie...czy byłby zdolny zrobić mi cokolwiek?
On potrzebował pomocy...coś w nim pękło. Odreagował, ale zasługuje na współczucie. Cierpi. Bo myśli, że został sam. Jak długo musiał to w sobie dusić...naturalną reakcja człowieka, jest chęć uzyskania pomocy. Do niego nikt przed chwilą nie wyciągnął pomocnej dłoni. Na litość boską ten lekarz...On myśli, że jest sam...Ta rozmowa na parkingu, o zdradzie, o odrzuceniu. Znowu to przeżywa. Myslał, że jest bezpieczny ze mna, a ja go nie uchroniłam. Nie wyjęłam lśniącej tarczy i nie zastawiłam go przed przeszłością, tak brutalną, że zdolna była załamać nawet samego Mahone'a.
Coraz bliżej drzwi...jeszcze kilka metrów i dotknę zimnej klamki...
A jeżeli ona zniknie...tak jak w powietrzu rozpłynie się cały korytarz i wszystko co mnie otacza...I zostanę sama... w próżni, pustce, wiecznej, ciemnej nocy, gdzies poza przestrzenią...A jeżeli okaże się, że nigdy nie istniałam...tak jak nie istniał Alex, Ann i Whistler. Dlaczego znowu idę tu sama...ja wcale nie chciałam być SAMA!
-Pomóżcie mi...- ciche błaganie, nic nie znaczące, bo po co...
Jestem.
Dotknęłam klamki. Była zimna. Materialna. Czułam ją wyraźnie, więc musiała być prawdziwa.
Wypuściłam z ręki telefon. I tak nie byłabym w stanie tego zrobić...Muszę mu jakoś pomóc...Ale w jakim stanie go znajdę...Nie pomyślałam do tej pory, że byłby zdolny do...Nie...na pewno nie, nie mój Alex. Mój Alex...? Czy ja go jeszcze mogłam tak nazywać?
Myśl o tym co mógł zrobić...sobie...Alex, zmotywowała mnie do działania. Popchnęłam drzwi i nie mogłam uwierzyć oczom w to co zobaczyłam. Mieszkanie wyglądało jakby przeszedł przez nie tajfun. Zaczęłam ostrożnie stawiać nogi, żeby nie wejść w kawałki szkła, drewna i...nie widziałam jeszcze czego...bałam się zapalić światło.
Muszę go zawołać...Po chwili zdałam sobie sprawę, że boję się wypowiedzieć na głos jego imię. Obawiałam się tego...jakby to było coś obcego i odrażającego. Coś, czego nie wymawia się na głos.
-Tchórz- powiedziało coś w mojej głowie.- To twój mąż...pomóż mu, bądź z nim, przy nim...nie zdradzaj.- szeptało dalej. Sumienie. Ludzki odruch.
-Alex...- wyszeptałam w końcu, sztywniejąc momentalnie. Bałam się, że mnie zaatakuje, Boże ja się naprawdę bałam, że on mi coś zrobi! Do tej pory nie chciałam się do tego przyznać, ale byłam tak śmiertlenie przerażona!
Sprawdzić wszystkie pomieszczenia...czy wołać dalej...
Kuchnia. Była ciemna i pusta. Zobaczyłam, że w oknie Whistlera pali się światło. Ann stała przy oknie. Najprawdopodobniej mnie nie widziała. Whistler jak zwykle postarał się, żeby za mną nie poszła. Złota klatka. Tak bardzo starałam się, żeby nikogo o nic nie winić...żeby nie winić siebie, jak to zawsze robiłam. Tak było najłatwiej. Zrzucić winę na siebie, i nie martwić się, że inni się na ciebie obrażą. Cierpieć w samotności.
Jedyną winną tutaj osobą jest ten...lekarz...nawet nie miałam ochoty wymawiać tego słowa. Co to za lekarz, który...który co...? Nie wiedziałam co się stało...Alex zataił przede mną tyle faktów ze swojego życia...
Łazienka. Pusta. W salonie było jeszcze gorzej niż w przedpokoju. Jeden, wielki, nieopisany chaos.
Została tylko sypialnia. Przechodząc po cichu, między tym co zostało z pokoju, zobaczyłam, że na przewróconym do góry nogami stole, leży broń. Zimna stal połyskiwała w świetle księżyca. Odetchnęłam z ulgą. Przynajmniej nie zamierza nikogo zabić...
Poczułam się trochę pewniejsza siebie, najwidoczniej wyżył się już na naszych meblach, miałam nadzieję, że opadły z niego pierwsze emocje i jakoś uda mi się do niego dotrzeć.
Drzwi były otwarte...właściwie to ledwo trzymały się w zawiasach... Boże, co tu się musiało dziać jakieś dwadzieścia minut temu...gdybym wróciła wcześniej, trafiłabym w sam środek tego piekła...
-Alex...jesteś tam- wyszeptałam, nie mogąc wydobyć z siebie głosu.
Dlaczego tu jest tak strasznie ciemno...nic nie widzę...
-Alex, jeżeli tu jesteś posłuchaj mnie- czułam się jak wariatka. Możliwe, ze mówiłam sama do siebie- Jeżeli tu jesteś, chcę żebyś wiedział, że...jestem z tobą...
Cisza. Nic się nie poruszyło. Nie dał mi nawet najmniejszego znaku, że gdzieś tam jest...
-Alex, pomogę ci...
Tym razem usłyszałam. Jakby coś, rozsypało się po podłodze. Spojrzałam w dół i zobaczyłam pod nogami kilka, małych, białych tabletek.
-Alex o mój Boże- powiedziałam już tym razem głośno, klękając przy łóżku.
Siedział tam...siedział, leżał. Nie wiem jak to opisać...wygląda jak upiór...jak wrak człowieka. Miał rozciętą wargę i siniaka pod okiem. Dlaczego nie przerwałam im tej bójki...zanim zaczęła się na dobre. Siedziałam jak ten cholerny kołek! Jak małe dziecko, które boi się zainterweniować w bójkę swoich najlepszych przyjaciół, w obawie przed nabawieniem się guza.
Był blady jak ściana...jego wzrok przypominał mi ten, który wczoraj widziałam u Whistlera. Patrzył się przed siebie, a zresztą tak tylko myślałam. Podąrzyłam za jego wzrokiem i zobaczyłam, że cały czas wpatruje się w nasze ślubne zdjęcie. Na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Nie zapomniał mnie, nie wymazał mnie z pamięci...myślał o mnie...to tchnęło we mnie nadzieję, być może jakoś go z tego wyciągnę.
Spojrzałam w dół, w trzęsących się rękach trzymał pudełko po tabletkach. Zawartość leżała porozrzucana wokół niego. Nie wiedziałam ile ich wziął, nie wiedziałam, czy w ogóle coś wziął...
-Alex...kochanie. słyszysz mnie- słyszał. Po jego policzku, potoczyła się łza. Nie mogłam sobie pozwolić na płacz, musiałam być twarda. Twarda dla niego. Twarda dla nas obojga.
-Skarbie, ja ci pomogę...musisz tylko mi na to pozwolić...
-Co ja narobiłem...- aż podskoczyłam słysząc jego głos. Nie spodziewałam się, że tak szybko zacznie ze mną rozmawiać.
-Nic mnie nie usprawiedliwia...- pozwoliłam mu mówić dalej, nie przerywając- Wszystko zniszczyłem...nie nadaję sie do niczego...
-To nieprawda, kochanie, to był twój odruch obronny, oni po prostu...
-A ty co tu jeszcze robisz?
Zatkało mnie. Jak to co tu robię...siedze przy nim, w ciemnym pokoju, próbując pozbierac do kupy zdruzgotane dawno temu przez jakiegoś palanta życie! Wszystko we mnie krzyczało, ale teraz musiałam byc spokojna. Nie mogłam dać się ponieść nerwom, uważałam na każde wypowiadane przeze mnie słowo. W każdej chwili mogłam przerwać tą cieniutką nić porozumienia.
-Jak to co...- udałam oburzenie- Jestem przy tobie...
-Nie zasługuję na to...
-Mahone nawet tak nie mów!- w oczach zapaliły mi się ogniki złości.- I nie odpychaj mnie! Nie pozwalam ci na to, rozumiesz! Nie pozwalam!
Siedział cicho. miał taki zagubiony wzrok, jak małe dziecko. Był taki kruchy, taki delikatny...bałam się, że rozsypie się przy najlżejszym dotknięciu.
-To co...tam zrobiłeś Alex było złe. Ale miałeś prawo, tak zareagować. Ile lat to w sobie dusiłeś? Ile miałeś lat kiedy...
Dłużej nie wytrzymał, osunął mi sie w ramiona, zanosząc się płaczem. Przytuliłam go najmocniej jak mogłam, kładąc jego głowę na moich kolanach.
-Ćśś...już dobrze...to już minęło, teraz jesteś tutaj ze mną...nie ma nikogo innego, tylko my...- uspokajałam go, kołysząc delikatnie.
-A teraz opowiedz mi. Opowiedz mi co się stało.- wyszeptałam mu do ucha, odgarniając mokre włosy z czoła. Wykorzystwałam moment jego słabości, ale nie miałam innego wyjścia.
-Alex, ile miałeś wtedy lat...no dalej, nie ma tu nikogo innego...nikt nas nie podsłucha. Mów.
-Dziesięć...
Zdziwiłam się. Miał wtedy dziesięć lat i nadal pamiętał jego twarz...jak wielki wpływ miało to zdarzenie na psychikę dziecka...
-Była chora na serce...mój ojciec...alkoholik, tłukł ją ile wlezie- nie mówił nic chyba przed dobre kilka minut. Widziałam jak zaciska pięści ze złości.- W końcu wylądowała w szpitalu...moja rodzina...miała wpływy...lekarz, ojciec go znał, pili razem, akurat tego dnia musieli jej przydzielić tego...zapomniał...że w strzykawce...że..jeśli w strzykawce jest powietrze to...
Musiałam dobrze się wsłuchiwać, żeby zrozumieć co mówi. Plątał fakty i majaczył jak w gorączce.
-Alex, już dobrze...nic więcej nie mów, rozumiem...
-Mój ojciec, wpływy...miał wpływy, dlatego go nie zamknęli...nawet nie stracił posady...nie zamknęli lekarza...- najwidoczniej chciał wyrzucić z siebie wszystko...otworzyć się do końca.
-Mów dalej kochanie...
-Wróciłem do domu, ojciec...śmiał się...potem zrobił sobie worek treningowy i ze mnie...jakoś się trzymałem...musiałem być...silny...nie poddawać się...
-Dlatego wstapiłeś do FBI?
-Poszedłem tam bo...chciałem, żeby coś wypełniło moje puste życie, liczyła się tylko praca. Ona podtrzymywała mnie przy życiu...
-Teraz masz mnie słońce...masz nas...jest jeszcze Ann i...- kiedy wypowiedziałam jej imię na nowo zaniósł się płaczem.
-Hej...hej spokojnie...wszystko będzie dobrze zobaczysz...
-Przepraszam, przepraszam cię...przez to...- wskazał ręką na tabletki, które leżały rozsypane na podłodze.
-Nie musisz mnie przepraszać...ja nie mam do ciebie żalu...ale jest ktoś porządnie na ciebie wkurzony- wiedziałam, że to może go załamać jeszcze bardziej, ale należała mu się prawda.
-Nie uda mi się...nie naprawię tego co zniszczyłem...
Niech on tak nie mówi...tak brzmią ludzie, którzy mają depresję, samobójcy...ci którzy nie potrafią sobie poradzić, nie mają nikogo kto by im pomógł.
-Alex, posłuchaj mnie. Jesteś najsilnieszym człowiekiem jakiego znam. Damy radę, razem. Miałeś święte prawo tak zareagować i nie wiń siebie za nic. Zadzwonię do An..- ledwo zaczęłam wymawiać jej imię, a już siedział wyprostowany na podłodze, głęboko oddychając.
-Nie...prosze...nie jestem na to gotowy...prosze cię...
-Powiedziałam damy radę. Jestem tutaj, z tobą. Będziemy walczyć razem. OK?
Bałam się, że odmówi. Bałam się, że będzie to odkładał na później, uciekał od odpowiedzialności, ale w nim pozostała jeszcze jakaś cząstka tego zawziętego, upartego Alexa, która kazała mu pokiwać głową. Pocałowałam go lekko, żeby nie urazić miejsc, w które przywalił mu Whistler i wstałam, żeby sięgnąć po telefon.
Po chwili zrezygnowałam z poszukiwań. Alex nie chciał, żebym włączała światło, więc postanowiłam zadzwonić ze swojej komórki.
Ann nie odbierała...co się znowu dzieje...Postanowiłam zadzwonić na domowy. Odczekałam dziesięć sygnałów, kiedy w końcu podniosła słuchawkę.
-Słucham...- Boże i co ja mam powiedzieć...Hej wpadnij do nas na kolację! Przy okazji zobaczysz jak Alex przemeblował mieszkanie! Tak, jasne.
-Ann...to ja...- powiedziałam cicho, na wszelki wypadek wychodząc do kuchni. Nie chciałam, żeby Alex słyszał naszą rozmowę.
-O Boże! Tak się martwiłam! Nic ci nie jest! Nic ci nie zrobił???- Jest dobrze. Przynajmniej się do mnie odzywa.
-Ann, daj spokój przecież wiesz, że nie byłby do tego zdolny!- mówiłam podniesionym szeptem.
-Po tym co dzisiaj zobaczyłam, nie byłabym tego taka...
-Wiem! I dlatego proszę cię, żebyś tu przyszła...błagam cię...
-Ale James...
-Nie pozwolił ci wyjść? Pewnie jeszcze zabrał twoją komórkę? Kobieto, ile ty masz lat! Proszę cię zrób to dla mnie. I przyjdź tu.
-Dlaczego nie pali się u was światło? Gdzie ty w ogóle jesteś!
-W kuchni. Jakbyś zobaczyła jak on wygląda, to nie dziwiłabyś się, że nie chce zapalać światła.
-On tam jest!?- krzyknęła przestraszona.
-Ann do cholery, nie denerwuj mnie! Po prostu mi pomóż! Czy ja proszę o tak wiele..
Znowu cisza. Już miałam zacząć błagać od nowa, kiedy odezwała się ponownie.
-Będę za dziesięć minut- i pospiesznie odłożyła słuchawkę.

Whistlerowa:


Nie chciałam tam iść. Nie po tym co zrobił. Miałam okłamać Jamesa? Nie chciałam tego. Chwyciłam za słuchawkę ale nie miałam odwagi wykręcic numeru. Ona robiła dla mnie wszystko a ja?
Założyłam pośpiesznie kurtkę i wyszłam z domu.
Spojrzałam w strone pizzerii.
- przepraszam James…- szepnęłam i weszłam do klatki Natalii.
Drzwi otworzyła mi natychmiast.
- dlaczego siedzicie po ciemku?
- nie pytaj…
- Natalia…
- idź do niego. Po prostu idz i wysłuchaj
- ale James…
- do jasnej cholery trzyma cie jak na smyczy! Nie widzisz tego?!
Zabolało mnie. I to bardzo.
- wcale nie…- powiedziałam powstrzymując łzy
- idziesz czy nie?
Weszłam do ciemnego pokoju…
Na łóżku siedział Alex…
Bałam się do niego podejść.
Strach był silniejszy.
- Alex…
Odwrócił się mechanicznie na dźwięk mojego głosu
- przyszłaś…
- chce ci pomoc rozumiesz.
Wstał i zaczął się do mnie zbliżać.
- nie podchodź do mnie Alex…proszę cie nie rob tego…
Przywarłam do sciany tak jakbym chciałą się w nia wtopic
- nic ci nie zrobię…
- wiem ale mimo wszystko nie podchodz…
Spojrzał na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem.
- boisz się mnie
- alex to nie tak…
Usiadł na łóżku i skrył twarz w dłoniach.
Usłyszałam trzask drzwi. Natalia gdzies wyszła.
Zostałam z nim całkiem sama.
A on siedział i płakał.
Alex. Alex Mahone.
W swojej pracy dokładny i bezwzględny siedział przede mna i płakał.
Nie mogłam na to patrzeć.
Usidałam obok niego i przytuliłam bardzo mocno.
- już dobrze kochanie…- tuliłam jak dziecko (instynkt?)
- wszystko będzie dobrze…- szeptałam
Po policzkach popłynęły mi łzy.
Nie zauważyłam gdy staneli w drzwiach. Natalia i mój mąż. Nie zwracałąm na nich uwagi. Ręce mi się trzęsły podobnie jak Alexowi.
- przepraszam cie…- wyszeptał
- przepraszam…nie chciałem…to był impuls…wszystko mi się przypomniało…Te wspomnienia bolą…
On mówił ja mu nie przerywałąm.
Dopiero teraz zauważyłam ze Nati i James stoją w drzwiach.
- kocham cie – szepnęłam w strone Jamesa
On tylko uśmiechnął się delikatnie objal Natalię.
- czy ty nadal chcesz żebym był ojcem chrzestnym waszego dziecka? – zapytał Alex zachrypniętym glosem
- tak, nadal chcemy – odpowiedział James klękając obok mnie.
- chłopie wstawaj…- poklepał go po ramieniu – nie jestem takim dobrym psychologiem tak jak ty. Mogę ci tylko podac pomocna dłoń.
Alex popatrzył na niego zapłakanymi oczami.
Nic nie odpowiedział tylko chwycił dłoń Jamesa.
Czułam się jakby te wszystkie obrazy przesuwały się przed moimi oczami w zwolnionym tempie.
James…alex…Natalia…
To były najważniejsze dla mnie osoby.
James wreszcie zrozumiał istote przyjazni. Wiem ze było mu trudno po tym co się wydarzyło. Jestem z niego dumna.
- niedługo świeta…- szepnął – trzeba się zastanowic u kogo będzie wigilia – uśmiechnął się promiennie i spojrzał na Natalię która miala łzy w oczach.
Podbiegła do swojego meza i przytuliła go bardzo mocno.
Uśmiechnęłam się delikatnie i oparłam głowe na ramieniu Jamesa.
- dziekuje ci skarbie – szepnęłam
- nie dziękuj…
Objął mnie delikatnie.
- chodz…zostawimy ich samych…
Zamknęłam za sobe drzwi i poszlam razem z Jamesem do pokoju.
Podeszłam do okna…
Na niebie było mnóstwo gwiazd i wielki, piekny księżyc.
James objal mnie delikatnie.
- jestem z ciebie dumna kochanie…
Nie odpowiedział ale ja wiedziałam ze w tym momencie na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech.
- ja się ciesze ze już nie ma miedzy nami żadnych konfliktow
- będzie konflikt o to kto będzie przygotowywał jedzenie na wigilie – parsknęłam smiechem
- ale dzisiaj musimy to opic
- znowu?
- ale ty nie będziesz – dodał z rozbrajającym uśmiechem – musisz dbac o naszego syna bądź córkę…
Szepnał mi do ucha i pogładził czule po brzuchu.
Mia
Fernando Sucre
Posty: 304
Rejestracja: 2008-02-15, 20:13
Fernando Sucre
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Mia »

No i warto było czekać :mrgreen: z wrażenia aż reka przywarła mi do myszki ;-)
AutumnLeaf pisze:Słucham...- Boże i co ja mam powiedzieć...Hej wpadnij do nas na kolację! Przy okazji zobaczysz jak Alex przemeblował mieszkanie! Tak, jasne.
To było dobre :mrgreen: I płaczacy Alexander...ale płaczliwi Ci mężczyźni...
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”