Zachód
Ciemnofioletowe chmury zasnuły niebo.
Promienie światła przebijaja się i pozostawiając za sobą ażurowe dziury
padają cienką nicią na ziemię.
Skryły już krwiste słońce,
Przesłoniły jego zdradziecki blask,
teraz ciemniejący w oddali.
Świat cały skąpany świetliście
w fiołkach i liliach,
kwitnących w niebiańskich ogrodach.
Morza zabarwione cudnie przez światło zorzy
na purpurowo, niby królowie ziemscy.
Światło przenika przez nie,
tworząc na dnie wzory barwy ametystu.
Na niebie błękit przemieszany z grafitem,
słońce znikło za górami mgielnymi.
Gwiazdy lśnia tam, w górze, oddali
wysoko jak małe świece w oczach
dusz szczęśłiwych.
Ziemia spowita delikatnie
mgłami niczym nićmi jedwabnymi.
Na niebie obłoczki pary,
pędzlem wiatru subtelnie smagane.
Śpimy, uśpieni ruchem fal wschodnich
migajacym w świetle przytłumionym
milionów gwiazd z błyskiem w oku.
A tam, w górze, ponad gwiazdami śpia
legiony aniołów za światła utkanych
na miękkich oddechach świata.
A pośrodku tego anielskiego spokoju
jeden ludzki anioł bez skrzydeł
zszedł na ziemię cichutko.
Własnie się zbudził
i wśród ciszy nabooznej świat maluje, odmładza i tworzy
dla Taniry, kobiety na wzór anielicy stworzonej.
Na czerwono makami świat barwi
i róże miłości troskliwie zasadza
na niebio wieczornym,
rozdygotanym z przejęcia,
skąpanym w wiosennym blasku księżyca,
co oświetla parę kochanków.