Michael Scofield
ja to nawet specjalnie nie musiałabym się wybierać w jakąś długą podróż... ;-)
John Abruzzi
jak romantycznie^^Tanira pisze:- kocham cię James – wyszeptałam i położyłam rękę na sercu.
Zrozumiał.
Otarł łzy, puścił metalowe ogrodzenie i wykonał ruch podobny do mojego.
nareszcie Lyncoln zrozumiał, że go kochasz xDTanira pisze:- James ma… James ma mnie. I ja go nie zostawię.
Linc uśmiechnął się delikatnie chyba pierwszy raz gdy mówiłam właśnie o Jamesie.
- zazdroszczę wam – szepnął
your heroTanira pisze:- Ona jest w ciąży! – ryknął James i zalał się łzami – jeśli masz kogokolwiek zabić to tylko mnie.
czekam na kolejną część
Michael Scofield
Trochę spóźniona, i co po niektórzy przeszkadzali mi w czytaniu, ale to było piękne...naprawdę...
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
wszystko jest piękne.aż się wzruszyłam;]Tanira pisze:Zapomniałam o Lincu i Michaelu.
Zapomniałam już jak smakowały jego usta.
Zapomniałam jak pachniał jego dotyk.
Zapomniałam jaką melodie roztaczał wokół siebie.
W tej jednej chwili wszystko wróciło ze zdwojoną siła.
Michael Scofield
W opowiadaniu zostały użyte cytaty, które jeszcze bardziej oddały obraz całej sytuacji.
Strach.
Silna przykra emocja o charakterze wrodzonym, pojawiająca się w sytuacjach realnego zagrożenia. Wrodzoną reakcją organizmu w takiej sytuacji jest odruch ucieczki.
Ucieczki?
Jakiej ucieczki?
Nawet gdybym chciała nie mogłabym nigdzie uciec.
Przypłaciłabym to życiem. Nie tylko swoim.
Ona była straszna.
Z jej oczu wylewała się brutalność.
Chwyciłam Jamesa mocniej za rękę.
- czego się boisz? – zapytała patrząc mi prosto w oczy.
Nie odpowiedziałam.
Jej oczy były takie zimne. Takie puste.
Nie mogłam zrozumieć jak kobieta może być tak okrutna.
Zatrzymaliśmy się koło cmentarza.
Nie rozumiem, czemu ludzie boją się cmentarzy. Tak naprawdę to jedyne miejsce, którego mieszkańcy nie mogą nikomu zrobić krzywdy.
- wysiadka – syknęła Susan – kolega was odprowadzi.
Mężczyzna, który do tej pory trzymał kierownice nagle złapał za leżący na desce rozdzielczej pistolet i wysiadł z samochodu otwierając drzwi od mojej strony.
Bałam się odezwać. Wiedziałam do czego ci ludzie są zdolni. Widziałam co zrobili Sarze.
Wysiadłam z samochodu razem z Jamesem i ruszyłam przez cmentarz. Wokół było pełno opuszczonych grobów. Mężczyzna szedł za nami. Czułam, że mierzy prosto we mnie.
Nie ma gorszego połączenia niż broń, głupota i strach. Wszystkiego najgorszego można się wówczas spodziewać.
Nagle miedzy starymi, przerażającymi drzewami zobaczyłam dom. Stary i opuszczony tak jak cmentarz. Tak mi się wydawało.
W środku było jednak zupełnie inaczej.
Piękne białe ściany. Schody z kamienia. Wszędzie pełno kamer.
- Whistler do tego pokoju a młoda do tego – syknął facet, który teraz naprawdę mierzył do mnie.
- nie zostawię jej – szepnął James chwytając mnie za rękę.
- Tom jak możesz być tak nietaktowny? – zapytała Susan, która pojawiła się nagle w drzwiach – czy nie widzisz, że nasze gołąbki potrzebują siebie nawzajem i nie mogą bez siebie żyć? – zaświergotała po czym momentalnie zmieniła ton – do tego pokoju – syknęła wskazując ręka uchylone drzwi – i jeśli któreś z was wystawi choćby czubek nosa z pokoju wywlekę jak psa i zrobię coś strasznego.
Byłam tak przerażona, że pociągnęłam Jamesa za sobą do ciemnego pokoju.
Usłyszałam za sobą trzask i dźwięk zamykanych na klucz drzwi.
- James…błagam
Wtuliłam się w niego mocno. Brakowało mi tego. Bardzo. Tak bardzo za nim tęskniłam. Tak bardzo go potrzebowałam.
- już spokojnie…- wyszeptał tuląc mnie jak małe dziecko – wszystko będzie dobrze. Mamy siebie a ja nie pozwolę zrobić ci krzywdy. Chodź…
Pociągnął mnie za rękę do okna.
Nasze twarze oświetlał delikatnie księżyc.
Panamski księżyc, który jeszcze nie tak dawno obserwowałam z pokoju hotelowego.
James przytulił mnie mocno.
- no…uśmiechnij się – wyszeptał – będziemy mieli dziecko.
Spojrzałam na niego.
Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech.
- a ja się bałam, że mnie zostawisz…
- głuptasie…co powiesz na Jamesa Juniora? – zapytał z jeszcze szerszym uśmiechem.
- wariat…
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który cisnął mi się na twarz.
Wszystko zdawało się być idealne. Tylko miejsce w którym się znajdowaliśmy psuło cały efekt.
- wiesz…chciałem…kupiłem to gdy…gdy przyjechaliśmy – szepnął i zaczął grzebać w kieszeni.
- James…
- nie…ja…nie przerywaj…chcę żebyś wiedziała, że cię nie oszukuję. Chcę żebyś wiedziała jak bardzo cię kocham…Chcę…
Poczułam jak wciska mi coś na palec.
- chcę żebyś za mnie wyszła…
Patrzyłam na palec na którym znajdował się srebrny pierścionek.
Uśmiechnęłam się do swoich myśli.
Patrzyłam na niego i nie widziałam co powiedzieć.
- Ann?
Spojrzałam mu prosto w błękitne oczy.
- nie musisz się pytać – wyszeptałam i zarzuciłam mu ręce na szyję – kocham cię najmocniej na świecie wiesz…
Nigdy nie słyszałam jak się cieszy.
Jego okrzyk radości był tak cudowny.
Popchnęłam go na łóżko i położyłam się obok.
- ciszej bo za ten hałas odstrzelą nam głowę – szepnęłam.
Teraz wszystko wydawało się taki radosne. Nie bałam się. Już nie. Miałam go obok siebie. Wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Nie pamiętam o której zasnęłam. Bardzo długo oglądałam pierścionek. James już dawno zasnął a ja patrzyłam i nie mogłam oderwać wzroku od srebra. Był bardzo skromny. Ale był śliczny. Był od niego. Prosto z serca.
Księżyc uśmiechał się do mnie przebijając przez zasłony. Tym razem to nie był sen.
Zasłony blokowały dostęp światła.
- wreszcie się obudziłaś – szepnęła Susan, która siedziała w fotelu, który stał w kącie pokoju.
Mimo tego, że miałam na sobie dżinsy i koszulkę zasłoniłam się szczelnie kołdrą.
- gdzie James? – zapytałam patrząc jej prosto w oczy.
- twój James ma parę spraw do załatwienia – szepnęła podchodząc do okna i odsuwając zasłony – ale nie martw się. Wróci. Ma do kogo prawa?
Usiadła obok nie spuszczając ze mnie wzroku.
Miała piękne oczy. Mroczne ale piękne.
- dlaczego…wtedy na parkingu puściłaś mnie? Z łatwością mogłaś mnie zabić.
Czułam, że wertuje mnie jak książkę. Przekładała kartki i czytała wszystko bardzo dokładnie.
- wiem jak to jest gdy traci się swoje dziecko – szepnęła
- nie rozumiem…
- obyś nigdy nie musiała. Są inne sposoby by ranić. Znacznie bardziej niż zadanie bólu jakimś narzędziem.
Patrzyłam na nią i próbowałam sobie wyobrazić co czuje.
Mimo wszystko gdzieś w środku zapaliła się jakaś iskra.
Drzwi do pokoju się otwarły.
Stał w nich James.
Inny James.
Czysta koszula. Zero zarostu.
Patrzył na mnie takim wzrokiem jakby chciał przeprosić.
Susan odwróciła się w jego kierunku.
- widzę, że szef powrócił do dawnej formy. Gratuluję. A teraz nie będę wam przeszkadzać. Po minie przyszłej pani Whistler widzę, że będzie ostro, co? – syknęła przechodząc obok niego i zamykając drzwi.
Przełknęłam głośno ślinę.
- okłamałeś mnie…- szepnęłam wstając z łóżka i podchodząc do niego.
- nie Ann…- szepnął chwytając mnie za rękę. Chciałam mu ją wyrwać ale nie mogłam.
Popatrzył mi głęboko w oczy.
- przemilczenie nie jest kłamstwem, tylko niewypowiedzianą prawdą.
Strach.
Silna przykra emocja o charakterze wrodzonym, pojawiająca się w sytuacjach realnego zagrożenia. Wrodzoną reakcją organizmu w takiej sytuacji jest odruch ucieczki.
Ucieczki?
Jakiej ucieczki?
Nawet gdybym chciała nie mogłabym nigdzie uciec.
Przypłaciłabym to życiem. Nie tylko swoim.
Ona była straszna.
Z jej oczu wylewała się brutalność.
Chwyciłam Jamesa mocniej za rękę.
- czego się boisz? – zapytała patrząc mi prosto w oczy.
Nie odpowiedziałam.
Jej oczy były takie zimne. Takie puste.
Nie mogłam zrozumieć jak kobieta może być tak okrutna.
Zatrzymaliśmy się koło cmentarza.
Nie rozumiem, czemu ludzie boją się cmentarzy. Tak naprawdę to jedyne miejsce, którego mieszkańcy nie mogą nikomu zrobić krzywdy.
- wysiadka – syknęła Susan – kolega was odprowadzi.
Mężczyzna, który do tej pory trzymał kierownice nagle złapał za leżący na desce rozdzielczej pistolet i wysiadł z samochodu otwierając drzwi od mojej strony.
Bałam się odezwać. Wiedziałam do czego ci ludzie są zdolni. Widziałam co zrobili Sarze.
Wysiadłam z samochodu razem z Jamesem i ruszyłam przez cmentarz. Wokół było pełno opuszczonych grobów. Mężczyzna szedł za nami. Czułam, że mierzy prosto we mnie.
Nie ma gorszego połączenia niż broń, głupota i strach. Wszystkiego najgorszego można się wówczas spodziewać.
Nagle miedzy starymi, przerażającymi drzewami zobaczyłam dom. Stary i opuszczony tak jak cmentarz. Tak mi się wydawało.
W środku było jednak zupełnie inaczej.
Piękne białe ściany. Schody z kamienia. Wszędzie pełno kamer.
- Whistler do tego pokoju a młoda do tego – syknął facet, który teraz naprawdę mierzył do mnie.
- nie zostawię jej – szepnął James chwytając mnie za rękę.
- Tom jak możesz być tak nietaktowny? – zapytała Susan, która pojawiła się nagle w drzwiach – czy nie widzisz, że nasze gołąbki potrzebują siebie nawzajem i nie mogą bez siebie żyć? – zaświergotała po czym momentalnie zmieniła ton – do tego pokoju – syknęła wskazując ręka uchylone drzwi – i jeśli któreś z was wystawi choćby czubek nosa z pokoju wywlekę jak psa i zrobię coś strasznego.
Byłam tak przerażona, że pociągnęłam Jamesa za sobą do ciemnego pokoju.
Usłyszałam za sobą trzask i dźwięk zamykanych na klucz drzwi.
- James…błagam
Wtuliłam się w niego mocno. Brakowało mi tego. Bardzo. Tak bardzo za nim tęskniłam. Tak bardzo go potrzebowałam.
- już spokojnie…- wyszeptał tuląc mnie jak małe dziecko – wszystko będzie dobrze. Mamy siebie a ja nie pozwolę zrobić ci krzywdy. Chodź…
Pociągnął mnie za rękę do okna.
Nasze twarze oświetlał delikatnie księżyc.
Panamski księżyc, który jeszcze nie tak dawno obserwowałam z pokoju hotelowego.
James przytulił mnie mocno.
- no…uśmiechnij się – wyszeptał – będziemy mieli dziecko.
Spojrzałam na niego.
Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech.
- a ja się bałam, że mnie zostawisz…
- głuptasie…co powiesz na Jamesa Juniora? – zapytał z jeszcze szerszym uśmiechem.
- wariat…
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, który cisnął mi się na twarz.
Wszystko zdawało się być idealne. Tylko miejsce w którym się znajdowaliśmy psuło cały efekt.
- wiesz…chciałem…kupiłem to gdy…gdy przyjechaliśmy – szepnął i zaczął grzebać w kieszeni.
- James…
- nie…ja…nie przerywaj…chcę żebyś wiedziała, że cię nie oszukuję. Chcę żebyś wiedziała jak bardzo cię kocham…Chcę…
Poczułam jak wciska mi coś na palec.
- chcę żebyś za mnie wyszła…
Patrzyłam na palec na którym znajdował się srebrny pierścionek.
Uśmiechnęłam się do swoich myśli.
Patrzyłam na niego i nie widziałam co powiedzieć.
- Ann?
Spojrzałam mu prosto w błękitne oczy.
- nie musisz się pytać – wyszeptałam i zarzuciłam mu ręce na szyję – kocham cię najmocniej na świecie wiesz…
Nigdy nie słyszałam jak się cieszy.
Jego okrzyk radości był tak cudowny.
Popchnęłam go na łóżko i położyłam się obok.
- ciszej bo za ten hałas odstrzelą nam głowę – szepnęłam.
Teraz wszystko wydawało się taki radosne. Nie bałam się. Już nie. Miałam go obok siebie. Wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Nie pamiętam o której zasnęłam. Bardzo długo oglądałam pierścionek. James już dawno zasnął a ja patrzyłam i nie mogłam oderwać wzroku od srebra. Był bardzo skromny. Ale był śliczny. Był od niego. Prosto z serca.
Księżyc uśmiechał się do mnie przebijając przez zasłony. Tym razem to nie był sen.
Zasłony blokowały dostęp światła.
- wreszcie się obudziłaś – szepnęła Susan, która siedziała w fotelu, który stał w kącie pokoju.
Mimo tego, że miałam na sobie dżinsy i koszulkę zasłoniłam się szczelnie kołdrą.
- gdzie James? – zapytałam patrząc jej prosto w oczy.
- twój James ma parę spraw do załatwienia – szepnęła podchodząc do okna i odsuwając zasłony – ale nie martw się. Wróci. Ma do kogo prawa?
Usiadła obok nie spuszczając ze mnie wzroku.
Miała piękne oczy. Mroczne ale piękne.
- dlaczego…wtedy na parkingu puściłaś mnie? Z łatwością mogłaś mnie zabić.
Czułam, że wertuje mnie jak książkę. Przekładała kartki i czytała wszystko bardzo dokładnie.
- wiem jak to jest gdy traci się swoje dziecko – szepnęła
- nie rozumiem…
- obyś nigdy nie musiała. Są inne sposoby by ranić. Znacznie bardziej niż zadanie bólu jakimś narzędziem.
Patrzyłam na nią i próbowałam sobie wyobrazić co czuje.
Mimo wszystko gdzieś w środku zapaliła się jakaś iskra.
Drzwi do pokoju się otwarły.
Stał w nich James.
Inny James.
Czysta koszula. Zero zarostu.
Patrzył na mnie takim wzrokiem jakby chciał przeprosić.
Susan odwróciła się w jego kierunku.
- widzę, że szef powrócił do dawnej formy. Gratuluję. A teraz nie będę wam przeszkadzać. Po minie przyszłej pani Whistler widzę, że będzie ostro, co? – syknęła przechodząc obok niego i zamykając drzwi.
Przełknęłam głośno ślinę.
- okłamałeś mnie…- szepnęłam wstając z łóżka i podchodząc do niego.
- nie Ann…- szepnął chwytając mnie za rękę. Chciałam mu ją wyrwać ale nie mogłam.
Popatrzył mi głęboko w oczy.
- przemilczenie nie jest kłamstwem, tylko niewypowiedzianą prawdą.
Michael Scofield
Ooo... ale się działo w nowym odcinku. I zaręczyny, i "James Junior"
I się teraz Ann dowiedziała o tej drugiej stronie Jamesa... Cudo.
I to zdanie:
I się teraz Ann dowiedziała o tej drugiej stronie Jamesa... Cudo.
I to zdanie:
Piękneprzemilczenie nie jest kłamstwem, tylko niewypowiedzianą prawdą.
Michael Scofield
heh...Dżej Dżej...
a mnie ten rozdział jakoś uspokoił...a nie wiem dlaczego...
magicznie ;*
a mnie ten rozdział jakoś uspokoił...a nie wiem dlaczego...
magicznie ;*
John Abruzzi
xD no więc moja droga Pani Whistlerowo przyjmij gratulacje z okazji zaręczynTanira pisze:przyszłej pani Whistler
taaaa jasneTanira pisze:- przemilczenie nie jest kłamstwem, tylko niewypowiedzianą prawdą.
Michael Scofield
Dżej Dżej będzie boski...
mnie też uspokoił.
dziękuję :*
mnie też uspokoił.
dziękuję :*
Michael Scofield
A właśnie, jak ja mogłam o tym zapomnieć! <kaja się>no więc moja droga Pani Whistlerowo przyjmij gratulacje z okazji zaręczyn
Więc przyjmij najlepsze życzenia z okazji zaręczyn! Żeby się szybko ten JJ pojawił
Tweener
Posty: 94
Rejestracja: 2008-01-15, 17:50
podobają mi sie historie ze szczęśliwym zakończeniem
. ale to chyba jeszcze nie koniec ?
dobrze ujęteTanira pisze:przemilczenie nie jest kłamstwem, tylko niewypowiedzianą prawdą.
Michael Scofield
zlinczowaliby mnie...tak mi się wydajeRadekk11 pisze:ale to chyba jeszcze nie koniec ?
Michael Scofield
aż tak ostro by nie było, ale mały lincz...zlinczowaliby mnie...tak mi się wydaje
Tweener
Posty: 94
Rejestracja: 2008-01-15, 17:50
heh
Pisz tą historie dalej a w przyszłości może jakąś książke z tego wydasz ;-)
Pisz tą historie dalej a w przyszłości może jakąś książke z tego wydasz ;-)
Michael Scofield
Na taczkach by ją wywieźli xD
Michael Scofield
I do lasu, do lasu...^^ Sorry, głupieję na staroścNa taczkach by ją wywieźli xD
John Abruzzi
Jak tą tam w ChłopachAutumnLeaf pisze:Na taczkach by ją wywieźli xD
[ Dodano: 2008-02-26, 19:32 ]
jaką starość? O_omk95 pisze:głupieję na starośc
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Nonono- jak zwykle się powtórzę- jesteś genialna
! Te zaręczyny, ta Susan, i ta końcówka... Cudo
A opcja przerwania tej historii nawet w grę nie wchodzi i już ^ ;P
A opcja przerwania tej historii nawet w grę nie wchodzi i już ^ ;P
Michael Scofield
dobre dobre
Susan jak prawdziwa - aż sobie ją wyobraziłam^^
się porobiło.. to nie może być koniec!
się porobiło.. to nie może być koniec!
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
to było cudowne.jak każde zresztą.ja każde opowiadanie czytam z napięciem.weszło mi to w nawyk xD
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
piękne
wiem już się powtarzam ale nie znam innych dobrych słów które opiszą wspaniałość tego opowiadania 
Michael Scofield
oo boshe mam drgawki, ręce mi się trzęsą ...jestem na wielkim głodzie.... zlituj sie i wrzuć cos... tak na mnie działa to diabelskie opowidanie 
Ostatnio zmieniony 2008-02-27, 21:11 przez PatuŚ, łącznie zmieniany 1 raz.
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Jestem jak najbardziej za!patus1905 pisze:jestem na wielkim głodzie.... zlitujcie sie i wrzućcie cos...
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
wszyscy którzy to czytają są już uzależnieni 
Michael Scofield
ja nie jestem w stanie nic napisać obecnie...teraz...nie...chyba ze chcecie erotyk...chris chris chris....mmmmmmmmmmmmmmmmmmm