Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

bueheheheheheheh xD a ja rzucam fochem i mnie nawet James wkurza xD
chyba trzeba pisać dalej
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

AutumnLeaf pisze:Bo szczerze powiedziawszy jak mi się coś nie podoba, to zawsze tak...prycham ^^
jak kocur w pozytywnym tego słowa znaczeniu :-D
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

zajebiaszczy odcinek... nie i jake napięcie na końcu... moze WY sie jakoś ugadacie z scenarzystami PB i dopiszecie kilka odcinków?? :-P
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Mahone
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Babydoll »

Tanira pisze:Babydollku xD
Podoba mi się! XD
Tanira pisze:teraz jest kolej Autumn a ona nie bedzie miała przez jakiś czas kompa...więc trudno mi powiedzieć...
Oj :( A długo nie będzie miała...? :( Przecie my się wszyscy załamiemy! :(
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

no dopchałam się do kompa łokciami xD
Tanira pisze:Ostatnim razem widziałam go jak zbierał się z dywanu, o który potknął się już chyba setny raz tego dnia.
ech, te cholerne dywany ^^
Tanira pisze:-Masz mnie zamiar tym udusić?- zapytał wskazując na ręcznik.
hahaha xD jakie poczucie humoru :D
Tanira pisze:- skąd to masz?
- leżało przy ladzie to sobie pozwoliłam zabrać parę. Chcesz?
ja też pakuje se zawsze całą kieszeń xD
Tanira pisze:- taaa my też mamy…
- gówno mnie to obchodzi my mamy lepszy.
:D :D :D hahaha.. komentarz jest tu zbędny xD

wymiatacie :D
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Nareszcie dorwałam kompa!!! Chwała niech będzie klawiaturze...

Moja:

Jak zwykle grzebali się niesamowicie. Chciałam szybko zamknąć za sobą drzwi, żeby nie wpuszczać zimnego powietrza, ale James, oczywiście zaspany zaplątał mi się gdzieś w progu i...

-Mogłabyś trochę uważać!- syknął. rozcierając sobie ramię, które niefortunnie przycięłam...z rozpędu...nieumyślnie oczywiście.
Przecież nigdy nie skrzywdziłabym narzeczonego swojej najlepszej przyjaciółki.
-A Pan Niedotykalski mógłby się trochę pospieszyć?- odsyknęłam tak, żeby Ann, która właśnie witała się z Alexem nic nie usłyszała.
-A Pani Ja Zawsze Wiem Wszystko Najlepiej znowu w złym humorze?
-Ja mam zawsze dobry humor, w przeciwieństwie do ciebie!- krzyknęłam juz trochę głośniej, nie zwracając uwagi na Ann i zaspanego Alexa, którzy zaczęli na nas zerkać z niepokojem.
Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem, aż Whistler w końcu ustąpił, mamrocząc coś pod nosem.
Mam to gdzieś, nie mam zamiaru pierwsza wyciągać ręki na zgodę. Skoro on mi ciągle docina, to dlaczego ja mu muszę pozostawać dłużna!
Pojechałam z nim kupić ten cholerny garnitur, pojechałam z Ann po sukienkę ślubną, zawsze staram im się pomagać ile tylko zdołam, a on ma jeszcze do mnie jakieś pretensje!

-Pff- prychnęłam po cichu i nie robiąc już więcej scen, powlokłam się do kuchni zrobić gorącą herbatę dla moich gości. Pewnie woleliby coś mocniejszego, ale po pierwsze nie miałam akurat nic w domu a po drugie nie wiem, czy Dżemyk całkowicie wyleczył się z wczorajszego kaca.
Po chwili do kuchni wpadła Ann i siadając przy stole, z braku innego zajęcia zaczęła ustawiać szklanki na podstawkach:
-Co...zaszło między wami w drzwiach?- wypaliła nagle.
-Między nami?Zaszło? Nie rozumiem- udałam głupią.
-No przecież widziałam! Znowu się kłóciliście, tak?

Odetchnęłam głośno...nie miałam zamiaru znowu wałkować tematu Whistlera. Nie chciałam zresztą, żeby z mojego powodu zaczęli się kłócić. Nasze charaktery są po prostu zupełnie różne, i nic na to nie poradzimy. Takie ścieranie się przeciwieństw. Whistler jest dla mnie jaki jest i to się może już nie zmienić, ale wiem jaki jest dla Ann, i dopóki jej nie dzieje się nic złego, to ja jakoś dam radę. Zależy mi tylko na jej szczęściu. Whistler stoi dalej w kolejce. Może jeszcze kiedyś jakimś cudem przesunie się na przodu.
O jedno miejsce.

-Posłuchaj. Nie przejmuj się, wszystko w porządku, ok?- zaczęłam mówić z szerokim usmiechem.
-OK.-odpowiedziała Ann, relaksując się całkowicie i łapiąc za czajnik, w którym zaczęła gotować się woda. Muszę zacząć mniej kłamać, bo wychodzi mi to coraz lepiej...

Wpakowałyśmy się w końcu do salonu, gdzie usiadłam jak najdalej od Whistlera, łypiąc na niego groźnie, kiedy tylko Ann nie patrzyła. On zresztą odwdzięczał mi się tym samym, patrząc na mnie krzywo znad kubka. Gdzie się podział ten uroczy, dowcipny facet z samochodu, w którym jak mi się wydawało, i tylko wydawało, przełamałam pierwsze lody? W tym wszystkim była również i moja wina, ale już mam dosyć odgrywania miłej i opanowanej skoro taka nie jestem!

-A zadław się- warknęłam po cichu.
Po chwili usłyszałam odgłosy krztuszenia się i walenia w plecy.
Spojrzałam w górę, szepcząc do siebie:
-A więc jednak ktoś tam jest...

-To nie było śmieszne!- spojrzałam w kierunku Jamesa, który trzymał się za gardło, na jego palcu dyndała...torebka herbaty.

-O cholera jasna...zapomniałam wyjąć...świetnie. Teraz pomysli, ze chciałam go ukatrupić...

-Kochanie, spokojnie- mruczała mu do ucha Ann. Niech ją Bóg błogosławi- To był tylko wypadek.
-Uhm.- pokiwałam energicznie głową. I tak cię nie przeproszę cholerny sukinsynie.

Zastanawiałam się co teraz o mnie myśli.
-"Pieprzona wariatka, próbowała mnie zabić, jestem tu ostatni raz, nigdy więcej nie wsiądę z nią do samochodu..."- myślałam mieszając łyżką w herbacie.

Alex siedział cicho obok mnie, obejmując mnie lekko ręką. Byłam tak spięta, że chcąc nie chcąc musiał zauważyć, że coś nie gra.
-Kochanie, co się dzieje?- skorzystał z okazji, żeby mi szepnąć do ucha. Ann i Whistler wcinali już popcorn całkowicie pochłonięci filmem. Mam nadzieję, że w końcu wpadnie mu nie w tą dziurkę...ehmehem.

Pokręciłam tylko głową, próbując ukryć jak się dało najlepiej moją złość.
-Nic, naprawdę. Jestem po prostu odrobinę zmęczona.
Wiedziałam, że nie powinnam mu łgać, ale robiłam to dla jego dobra. Nie chciałam go mieszać w tą sprawę, przynajmniej on załapał z Whistlerem jakiś kontakt. I niech tak zostanie.
-Śpij.
-Nie no coś ty...sama ich tutaj sprowadziłam, a teraz pójdę spać...- w sumie mogłabym, Alex by się nimi zajął, ale miałam potąd złośliwych komentarzy Whistlera.
-Dam radę- pocałowałam go w policzek i ułożyłam się wygodniej na poduszce.

Kiedy film się skończył i powoli zaczęły mi się zamykać oczy, coś skutecznie mnie rozbudziło.

-Zjadłabym lody czekoladowe- powiedziała Ann patrząc znacząco na Whistlera, któremu też przymykało się oko.
Uniosłam się na łokciu i zajrzałam jej w oczy. Były jakieś...dziwne...radosne...jeszcze nigdy nie widziałam w nich tego błysku. Nie potrafiłam dostrzec wielkiego jak byk pierścionka zaręczynowego na jej palcu, ale jeśli o te sprawy chodzi, to nie liczył się dobry wzrok, tylko przeczucie. Uczucie...że coś jest inaczej, że coś się zmieni...

Z moich marzeń, otrząsnęła mnie sama Ann puszczając do mnie oko i wskazując dyskretnie na Whistlera.
Natychmiast podłapałam, wiedząc co się szykuje.

-Może z ogórkami kiszonymi?- zażartowałam bezczelnie patrząc w stronę Pana Śpiącego Na Mojej Kanapie, na co tylko pobladł, rzucając mi wściekłe spojrzenie. Ann za to wyraźnie się rozbudziła:
-Mmm...myślicie, że jest jeszcze otwarty jakiś sklep?- spytała z nadzieją- James...kochanie...

-Heeee?!

Whistler wydał z siebie jakiś nieartykułowany dźwięk i zaczął się jąkać:
-Kochanie...nie myslisz, że ty, że jesteś, że...ja będę...że to znaczy, że...- najwidoczniej nie mogło mu to przejść przez gardło.

Spojrzałyśmy na siebie , nie mogąc dłużej powstrzymać śmiechu.
-Skarbie tylko sobie z ciebie żartuje!
-I nie musze chyba pytać się czyj to był pomysł?- odezwał się Alex, który całą sytuację obserwował z miną typu " Boże z kim ja przebywam".
-Hej! Tym razem to nie ja!- krzyknęłam oburzona.
-Oj dajcie spokój, to był tylko taki niewinny żarcik^^- zaśmiała sie Ann, ale widząc minę Whistlera, który nadal nie mógł wyjść z szoku, natychmiast spoważniała.
-A Pan Prawie Byłem Tatą nie ma nic do powiedzenia?
Whistler poczerwieniał ze złości, ale Ann złapała go za rękę i pociągnęła do drzwi wejściowych:
-Najlepiej będzie jak dzisiaj przenocujemy u siebie- szepnęła mi do ucha całując mnie w policzek i machając ręką do Alexa. który dopijał resztki zimnej herbaty.

-Możesz mi wreszcie powiedzieć co tu sie stało?
-Po prostu...nie mogę się z nim dogadać...ale nie przejmuj się jakoś się to wszystko ułoży...

I nie zwracając uwagi, że jest 2 w nocy, zostaliśmy na kanapie...do rana.

Taniry:

- James…- zapytałam gdy już leżeliśmy w naszym cieplutkim łóżku
- hmmm?
- chcesz mieć dzieci?
Odwrócił głowę w moja stronę. W ciemności dostrzegłam błysk jego oczu.
- chce skarbie. Ale to co odstawiłyście tam kompletnie mnie wyprowadziło z równowagi. Ja…
Zapadł chwila milczenia podczas której usłyszałam tylko ciche westchnienie Jamesa
- Ja się po prostu boję, że nie dam rady. Że będę złym ojcem.
Wtuliłam się w niego mocno.
- na pewno byłbyś cudownym tatusiem. Ale to jeszcze nie ten czas…
- ja się jeszcze tobą nie nacieszyłem…- mruknął mi do ucha
- i jest jeszcze jedna sprawa…- zaczęłam nieśmiało
- no mów
- Natalia…

Automatycznie odwrócił głowę w druga stronę
- musimy o niej rozmawiać?
- wiesz, że jest moją najlepszą przyjaciółką. Nie chciałabym żeby wasze stosunki wyglądały tak jak wyglądają. Sama mi mówiła, że zaskoczyłeś ją swoją osobą gdy jechaliście po garnitur. Co się stało?
- nie wiem…ona…jakieś złe fluidy od niej biją czy coś…
- wiem, że jesteś mądrym i kochającym facetem…- zaczęłam się do niego przymilać
- skarbie…- próbował mnie uprzedzić
- wyciągnij do niej rękę na zgodę. Zrób to dla mnie. To będzie prezent dla mnie od ciebie na nasz ślub ok.?

Zaczęłam mu rysować szlaczki na klacie…
- jak ty to robisz, co? – zapytał po chwili
- ale co? – odpowiedziałam skupiona całkowicie na szlaczkach
- ta twoja siła przekonywania…
- a no widzisz – uśmiechnęłam się delikatnie i pocałowałam go
- idziemy spać bo rano znowu będziemy nie do życia…- wtuliłam się w jego ramię i zasnęłam jak dziecko

Rano obudził mnie cudowny zapach. Rozejrzałam się dookoła. Jamesa nie było za to na szafce nocnej stały moje ukochane tosty z ananasem i gorąca czekolada.
- mój skarb najdroższy – uśmiechnęłam się szeroko i rzuciłam się na moje śniadanko
Czekolada mnie dobiła.
- będę gruba – wysapałam waląc się z powrotem na łóżko.
Dochodziła 11. Nie miałam siły wstać z przejedzenia.
Z kuchni dochodziły jakieś odgłosy. Niepokojące odgłosy.

Wygramoliłam się niezbyt zręcznie z łóżka i poczłapałam do kuchni.
Nie mogłam uwierzyć w to co widzę.
James szykował chyba cos na obiad i podśpiewywał sobie pod nosem „Like I Am” ^^
Oparłam się o ścianę i obserwowałam przez chwilę tego mojego kucharza, który jeszcze do niedawna nie wiedział do czego służą niektóre przedmioty w naszej kuchni.
- no proszę co za miła niespodzianka – wyszeptałam
Odwrócił się pospiesznie i uśmiechnął się szeroko.
- cześć kochanie – podszedł i pocałował mnie czule
- siadaj. Zrobić ci kawy?
- poproszę. Dziękuje za pyszne śniadanie – chwyciłam go za tylnią kieszeń spodni i przyciągnęłam do siebie.
- nie ma za co – pocałował mnie w czoło

Patrzyłam z wielkim podziwem na to co tworzy.
- co tam gotujesz?
- niespodzianka. Natalia i Alex przychodzą dziś do nas na obiad
Chwila bo nie zrozumiałam…wolniej proszę…
- skarbie czy ty przypadkiem nie jesteś chory? – zapytałam z wyraźnym zaniepokojeniem
Spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.
- już ci napisała sms’a? Zareagowała dokładnie tak jak ty.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- skarbie ty mój… - rzuciłam mu się na szyję
- wiesz, że jesteś najukochańszym człowiekiem pod słońcem?
- wiem, wiem.
- mój ukochany Misiak – wybiegłam z kuchni radosna jak nigdy i pobiegłam do łazienki. Po drodze wrzasnęłam jeszcze „Kocham Cię”

Po godzinie spędzonej w toalecie opuściłam ją wyglądając w miarę normalnie.
Tanecznym krokiem powędrowałam do kuchni gdzie jeszcze James dokańczał swoje dzieło.
- o której przyjdą?
- o 13
Było za 15.
- to ja pójdę ogarnąć trochę w pokoju.

Rozkładając czysty obrus na stolę byłam pewna, że Nati się spóźni. Zawsze tak robiła. Wybiła 13 i zadzwonił dzwonek.
- otworzę! – krzyknęłam w stronę kuchni.
W drzwiach stała Nati i Alex z butelką…właśnie z butelką.
Zamiast przywitać się z nimi rzuciłam swoja wszystkim już znana teorię na temat tego, że w tym domu się nie pije.
Alex spojrzał na mnie jak na wariatkę.
- taaak oczywiście – pocałował mnie w policzek na dzień dobry – gdzie James?
- w kuchni…

Ledwo się zorientowałam już go nie było a z kuchni usłyszałam śmiech.
Spojrzałam na Nati, która była w takim samym szoku jak ja.
- dałaś mu wczoraj coś? – zapytała zaciekawiona
- nie…
- to chyba jest chory. Zadzwonił do mnie o 9 i zaświergotał, że zaprasza nas na obiad. A wiesz jak mnie nazwał? Kochana Natusia. Myślałam, że spadnę z łóżka.
Uśmiechnęłam się szeroko.
- ty coś wiesz – wycelowała we mnie palcem
- bierz tego palucha. Nic nie wiem. Chodź pomożesz mi – zaciągnęłam ją do pokoju

Na stole już stało jedzenie.
- on gotuje lepiej ode mnie – pomyślałam czując, że robie się czerwona
- no więc…- zaczął nieśmiało James – chciałbym przeprosić…Przeprosić za to co było nie tak między nami Natalia – spojrzał w jej kierunku
Usłyszałam brzdęk widelca, który spadł na talerz. Nati siedziała z szeroko otwartymi ustami i patrzyła się na niego jak na ducha.
- chciałbym żebyś wiedziała, że we mnie tez kryje się prawdziwy człowiek – uśmiechnął się nieśmiało i podał jej małą paczuszkę
- teeee ale to nie żaden pierścionek ani nic z tych rzeczy? – zapytał Alex, który wcinał sałatkę – ty po jutrze się żenisz
Oboje wybuchneli śmiechem. W moich oczach pojawiły się łzy z radości. Nati zareagowała podobnie jak ja. Zdołała tylko wykrztusić ciche
- dziękuje…
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

AutumnLeaf pisze:- będę gruba – wysapałam waląc się z powrotem na łóżko
zawsze z tego sikam xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

a ja z...'kochanej Natusi' oO
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

pokazał się z dobrej strony a ty jeszcze przerazona xD pfffff xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Ja jestem oburzona xD ale ćśś bo tylko wpadłam a już offa robię xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

AutumnLeaf pisze:Mmm...myślicie, że jest jeszcze otwarty jakiś sklep?
Biedronka xD dobra nie robimy offa idę mu zabrać pudło xD
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: B... »

AutumnLeaf pisze:Wpakowałyśmy się w końcu do salonu, gdzie usiadłam jak najdalej od Whistlera, łypiąc na niego groźnie, kiedy tylko Ann nie patrzyła. On zresztą odwdzięczał mi się tym samym, patrząc na mnie krzywo znad kubka.
sielanka xDD
AutumnLeaf pisze:Mam nadzieję, że w końcu wpadnie mu nie w tą dziurkę...ehmehem.
haha ^^ co to za mysli? :-D
AutumnLeaf pisze:Czekolada mnie dobiła.
- będę gruba –
boskie! :lol: :mrgreen:

swietna czesc, a ile emocji xD
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Xaneta »

AutumnLeaf pisze:Usłyszałam brzdęk widelca, który spadł na talerz. Nati siedziała z szeroko otwartymi ustami i patrzyła się na niego jak na ducha.
nie dziwię się xD
AutumnLeaf pisze:Co...zaszło między wami w drzwiach?- wypaliła nagle.
hehe xD
AutumnLeaf pisze:-A zadław się- warknęłam po cichu.
Po chwili usłyszałam odgłosy krztuszenia się i walenia w plecy.
Spojrzałam w górę, szepcząc do siebie:
-A więc jednak ktoś tam jest...
wredna Natalia wredna xDxD
AutumnLeaf pisze:Spojrzałam na Nati, która była w takim samym szoku jak ja.
- dałaś mu wczoraj coś? – zapytała zaciekawiona
- nie…
- to chyba jest chory. Zadzwonił do mnie o 9 i zaświergotał, że zaprasza nas na obiad. A wiesz jak mnie nazwał? Kochana Natusia. Myślałam, że spadnę z łóżka.
Ja od razu bym spadła xD jeszcze by musieli mnie do szpitala zawieźć bo bym chyba ze śmiechu nie wytrzymała xDxD

Kolejny boski odcinek.Kocham to czytać ;P i Was za to ze tak je piszecie :*
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

wredna Natalia
wredna to moje drugie imię xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

hehehe.. chciałaś ukatrupić James'a siłą podśwaidomości :D
AutumnLeaf pisze:Pan Niedotykalski (...) Pani Ja Zawsze Wiem Wszystko Najlepiej
hahaha xD i 'Pan Prawie Byłem Tatą' :D
AutumnLeaf pisze:Alex, który całą sytuację obserwował z miną typu " Boże z kim ja przebywam".
:D już widzę tą minę :D
AutumnLeaf pisze:- James…- zapytałam gdy już leżeliśmy w naszym cieplutkim łóżku
- hmmm?
- chcesz mieć dzieci?
Ann i te szczere, zaskakujące niespodziewane i szybkie pytania :D
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: *Madziula* »

super :lol:
-A zadław się- warknęłam po cichu.
Po chwili usłyszałam odgłosy krztuszenia się i walenia w plecy.
Spojrzałam w górę, szepcząc do siebie:
-A więc jednak ktoś tam jest...
o lol :lol:
Autumn jak on mógł się dławić torebką herbaty? o_O
Kochana Natusia. Myślałam, że spadnę z łóżka.
a ja prawie spadłam z krzesła jak to czytałam :lol:
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

a owszem mógł, tylko trzeba uruchomić wyobraźnie xD
oj dajcie spokój, nie mogłam napisać, że dławił się łyżką albo kostką cukru xD bo by się chłopina udusił w końcu xD
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Xaneta »

xD no i nie byłoby Happy End'u xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Dokładnie ^^ Ktoś mnie rozumie nareszcie ^^ ;P
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

AutumnLeaf pisze:I tak cię nie przeproszę cholerny sukinsynie
jak ja kocham, te sarkastyczne "czułe słówka:" :-P
AutumnLeaf pisze:Mam nadzieję, że w końcu wpadnie mu nie w tą dziurkę...ehmehem.
achh widac jak "emanujesz sympatia" :-D
AutumnLeaf pisze:-A Pan Prawie Byłem Tatą nie ma nic do powiedzenia?
cóz za błyskotliwa ksywa :-D
AutumnLeaf pisze:Alex, który całą sytuację obserwował z miną typu " Boże z kim ja przebywam".
niee. ^^ hahah jak ja mam to czytać normalnie... co chcila Banan na tawrzy nie kontrolowane wybuchy .smiechu :-D

BOSKIE ;*
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

moje jak zawsze pozytywne komentarze na temat waszego opowiadania :mrgreen: piękne ;-)
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: *Madziula* »

chcemy nowego odcinka xD
Obrazek
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

Autumn:

Tego było już za wiele. Nawet na moje i tak skołatane ostatnim tygodniem nerwy.
Jednego dnia facet mi docina i jest złośliwy jak wszyscy diabli, myśląc, że pozjadał wszystkie rozumy...zresztą tak jak ja...a na drugi przeprasza i...i...i kupuje mi prezent!
Zdawałam sobie sprawę z tego, że nie zdołam dłużej powstrzymać się od płaczu, więc zerwałam się z miejsca i wybiegłam z pokoju. Nie bardzo wiedziałam gdzie mam iść, ale w końcu skierowałam się do cieplutkiej kuchni. W zlewie stało mnóstwo brudnych talerzy, więc wycierając chusteczką łzy wzruszenia, zabrałam się za zmywanie.
Bałam się tam wrócić, bałam się, że znowu coś zepsuje! Cholernie łatwo jest wyprowadzić mnie z równowagi, więc jak narazie wolałam się trzymać z dala od ludzi.
Nie na długo.

-Tu się schowałaś- usłyszałam głos Jamesa, serce zabiło mi mocniej ze strachu.
-Tylko nic nie palnij...albo najlepiej nic nie mów, nic się nie odzywaj...niech on mówi.
Pokiwałam tylko głową, kryjąc zaczerwienione oczy. Nie miałam ochoty pokazywać komukolwiek, jaki ze mnie mazgaj. Już wystarczy, że wylewam oceany łez przed Alexem.
Sytuacja była nieco spięta, obydwoje czuliśmy przed sobą respekt i presję otoczenia. A tym otoczeniem była oczywiście Ann...
-Wczoraj rozmawiałem z Ann...
-I?- wydusiłam. Wiedziałam dobrze, że maczała w tym palce.
-I...
-Oj daj spokój. Zachowujemy się jak para przedszkolaków!- wybuchnęłam w końcu, przerywając mu oczywiście, chociaż ledwo zaczął mówić.
- Rozejm?- zapytałam, podając mu rękę, na której połyskiwała cudowna srebrna bransoletka.
Jeżeli to on ją kupował, to ma fantastyczny gust.
-Rozejm- powtórzył, olewając moją wyciągniętą rękę i mocno przytulając. Poklepał mnie po przyjacielsku po plecach i wypuścił z objęć.

-Hej! Bo jak nas zobaczą razem...a wiesz jaki potrafi być Alex?- wyszczerzyłam do niego zęby.
-Jeszcze nie do końca wiem jaki on jest, ale wiem co trzymał w ręku jak tu przyszedł.
-Ale pamiętajcie- pogroziłam palcem- Nie za dużo. Chyba nie chcecie, żebyśmy znowu wkroczyły do akcji?
-...do tej pory nie pozbyłem się bólu głowy...
-Słuchaj...skoro już...to...za tamto też cię chciałam przeprosić...w końcu to był mój genialny pomysł...
-Będzie co wspominać.
-Taaa...pieprzoną wariatkę, która o mało nie dobiła narzeczonego swojej najlepszej przyjaciółki...- mruknęłam pod nosem, na co on wybuchnął tylko śmiechem wypychając mnie z kuchni.
-Idziemy, bo zaraz mi się tu znowu rozkleisz.
-Znowu?Jakie znowu?
-Znowu?Ja tak powiedziałem? Przesłyszałaś się. Idziemy. No już. Do pokoju.

Byłam pewna, że się nie przesłyszałam, ale James tak mnie zagadał, że nie miałam innego wyjścia jak tylko z powrotem podreptać do salonu.
Ann nawijała z Alexem, gestykulując tak, że bałam się, że powybija mu oczy.
Kiedy tylko weszliśmy, natychmiast przestała i rzuciła się na mnie:
-I jak?Pokazałaś Alexowi sukienke?
Cholera, ale jej się w porę przypomniało.
-Sukienkę? Jaką sukienke?- zapytał zdezorientowany.
-Obudził się dopiero po 13, więc o niczym nie wie- mruknęłam, prawie włażąc pod stół- To miała być tajemnica, zamocie- syknęłam do Ann.
-Eeee..ale kto tu mówi o Nati!- ćwierknęła- Chodziło mi o moją sukienkę!
-Heej!- oburzył sie tym razem James- A ja to co!
Miałam juz zacząć swoje gderanie o ślubnych zwyczajach, ale w ostatniej chwili ugryzłam sie w język.
Już wystarczająco namieszałam, lepiej będzie jak posiedzę trochę nic sie nie odzywając.

Alex wiedział jak załagodzić sytuację. Sięgnął po butelkę i głuchy na gderanie Ann wlał każdemu kieliszek Malibu.
-Za...
-Za Przyjaźń...-dokończyłam za niego, patrząc na Whistlera. Uniósł swój kieliszek kiwając głową.
-Tylko nie rycz, tylko nie rycz...- mówiłam sama do siebie, biorąc porządny łyk.
Czułam się fantastycznie...nareszcie wszystko było okej...wszystko było załatwione...restauracja...kościół...sukienka...zaproszenia...potwierdzenie zap...ro...sz..
-O ja ********!- wybuchnęłam nagle, wylewając na obrus resztki malibu.- Potwierdziliście zaproszenia??!!- wydarłam sie na pół domu.
-Ann miała to zrobić- powiedział Whistler w momencie, kiedy Ann mówiła to samo o nim.
-No to już wszystko wiemy...- mruknęłam spanikowana- Zostały dwa dni!!!Dzielimy się, my biegamy po kumplach Alexa a wy po całej reszcie. No już ubierajcie się! DWA DNI!!! o 18.00 spotykamy się wszyscy u nas!
I wypadliśmy z Alexem do naszego Rovera.

i moje:

- o matko – zdążyłam tylko wysapać gdy dopadłam do drzwi naszego samochodu
- to tempo nie dla mnie…- walnęłam się w ciepłe siedzenie
James był tak samo zdenerwowany jak ja
- dlaczego o tym nie pamiętaliśmy? Dlaczego? Wszystko na ostatnią chwilę…- jęczał
- przecież wszystko będzie dobrze – poklepałam go po ramieniu – to gdzie najpierw jedziemy?
Podał mi dość pokaźna listę z nazwiskami
- żartujesz…- wyszeptałam cicho
Spojrzał na mnie i pokręcił głową
- o matko…no to ruszaj…- wyszeptałam

Tych ludzi było dużo. O wiele za dużo.
- czy oni wszyscy są konieczni? No i jeszcze Alex ma zamiar coś posprowadzać…nie chce agentów na weselu…boję się ich…
James popatrzył na mnie z niedowierzaniem
- a mąż twojej kumpeli?
- do Alexa już się przyzwyczaiłam ale jakbym miała mieć takiego człowieka w domu chyba bym umarła
James automatycznie zamilkł. Nie podobało mi się to. Bardzo ale to bardzo mi się to nie podobało
- co tak milczysz?
- nie…bo wiesz…
Kręcił jak cholera. Wiedziała, że cos ukrywa
- bo ja…kiedyś…znaczy…no wiesz nie żebym cie okłamywał czy cos…
Gorąco mi…Gorąco…okno...otwórz ktos okno…
- pracowałem w policji…
Zapowietrzyłam się. Wlepiłam w niego oczy i patrzyłam na niego jakbym była w transie
- że co? – zapytałam dość wolno sama starając się uwierzyć
- pracowałem w policji – mówił nie patrząc mi w oczy

Czułam, że moja twarz robi się czerwona. Złość we mnie kipiała. Do ślubu został już praktycznie 1 dzień a on mi mówi dopiero teraz, że robił jako…no właśnie jako kto
- przepraszam, że pytam – wysyczałam zła na Maksa – ale co robiłeś w tej policji…
Milczał.
- Alex…- wyszeptałam cicho – zabije gnoja. No nogi mu z dupy powyrywam!
Zaparkował samochód na jakiejs pustej ulicy i spojrzał na mnie
- skarbie proszę uspokój się…kochanie…nie chciałem cie denerwowac
- a ja się głupia zastanawiałam dlaczego Alex zaprasza agentów na nasz slub! Bo do jasnej cholery ja wychodze za agenta!
Jak mogłam być tak slepa…
Próbował mnie przytulic ale odepchnęłam go
- wy się znaliście… a ja myślałam, że załapaliście taki dobry kontakt… ja i Nati…
- nie mam z tym już nic wspólnego
-ZAWSZE BĘDZIESZ MIAŁ! ZOSTAJESZ AGENTEM, AGENTEM UMIERASZ!
- kotku to nie tak…
- proszę cię jedzmy do domu…musze komus skopać Tylek.
- Ann
- POWIEDZIAŁAM!

Nie odzywałam się do niego całą drogę. Byłam w szoku. Zaparkowaliśmy pod ich klatką. Nawet nie poczekałam za Jamesem, któremu z przejecia zaklinował się klucz w stacyjce.
Wparowałam do windy i układałam sobie w głowie mowę powitalną dla Alexa
Przed drzwiami czekała na mnie Nati…
- no wreszcie jesteście…Ann? Wszystko ok.?
Zignorowałam ja i wparowałam do domu jak tajfun
- gdzie on jest…- syczałam sama do siebie

Siedział w pokoju na kanapie…tak spokojnie…
- TY! – wrzasnęłam na całe gardło
Alex o mało nie dostał zawału, pilot wypadł mu z ręki. Spojrzał z wielkim przerażeniem na mnie i otworzył usta ze zdziwienia.
Po chwili obok mnie znalazła się Nati i zdyszany James
- Ann zostaw go – wyszeptał i chwycił mnie za ramię
- ty się już lepiej nie odzywaj. Za chwile dowiem się ze robiłeś gdzies jeszcze!
Nati patrzyła na wszystkich niemym wzrokiem…
- chyba zapomniałeś mi o czym powiedziec…- zaczęłam łagodnie patrząc diabelskim wzrokiem na Alexa
- ja? Ale o czym ty mówisz
- O TYM ŻE MÓJ PRZYSZLY MAZ TO AGENT!

Nati się zapowietrzyła i przycisnęła dłonie do ust.
Alex patrzył na mnie jakby nie dosłyszał.
James westchnął cicho i opadł na krzesło
- o czym ty mówisz…- zaczęła Nati
- nie zastanawiało cie dlaczego oni mają ze soba taki dobry kontakt? Mnie nie zastanawiało. Pomyślałam, że po prostu się lubią. Ale dziś ten oto mężczyza – wycelowałam palcem w Whistlera – wyznał mi ze robił jako agent!
- James…- spojrzała na mnie Nati pytającym wzrokiem
- no co…jestem agentem – wydusił po chwili – tylko, że obecnie jestem wyłączony ze służby. Czy to coś złego?!
- ja nie wytrzymam…- rzuciłam swoją kurtke na fotel – muszę się napić…
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

Tanira pisze: ja nie wytrzymam…- rzuciłam swoją kurtke na fotel – muszę się napić…
to dobitnie podsumowało całą sytucaję.. nie wytrzymam non stop jakieś niespodzianki :-D
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Mahone
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Babydoll »

Odcinek jak zwykle genialny! :) Rozszalałyście się z tymi pomysłami ;) I ten tekst: "POWIEDZIAŁAM!" XD XD XD No Ann niezłą już masz władzę nad Żejmsem :P Matko aż się boję, jakie jeszcze rewelacje nam zafundujecie... ;)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”