jakaż to brutalna prawda xDTanira pisze:Lincoln to nie jest dobry pomysł. Ty ostatnio nie masz dobrych pomysłów
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Genialne
! I cóż, opis zachowania Lincolna genialne przedstawiłaś , a szczególnie to :
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
tylko czemu napisalas ostatnio ?? xD on nigdy nie mial dobrych pomyslow

no i oczywiscie ze genialne
no i oczywiscie ze genialne
Michael Scofield
haha i bardzo dobrze, że nie Gary Miller ^^
Linc nawet błedów ortograficznych na tej kartce nie zrobił ;p
jak zwykle super ;*
Linc nawet błedów ortograficznych na tej kartce nie zrobił ;p
jak zwykle super ;*
Michael Scofield
haha xD
dziękuje wam ^^
dziękuje wam ^^
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Skąd wiesz, że ktoś nie pomógł mu tych paru słów napisać xDAutumnLeaf pisze:Linc nawet błedów ortograficznych na tej kartce nie zrobił ;p
Michael Scofield
no pomogłam mu troszkę no xD
Michael Scofield
zajebiaszcze..i to *chris Vance* zdecydowanie lepsze niz Gary Miler, no i SUsan się pojawiła znów ..
kiedy kolejny odcinek bo nie wytrzyma ... musze wiedziec co dalej *patzry wzrokiem szaleńca*
Michael Scofield
napisałam to już wcześniej więc skoro tak bardzo chcecie wiedzieć co będzie dalej to proszę ...
Strach to nagłe zmiany, które trudno od razu ocenić właściwie.
Czego ja się bałam?
Kobiety, która prawie odstrzeliła mi głowę czy tego, że nie wiem kim naprawdę jest człowiek, którego kocham.
Czy człowiek, któremu ufam mógłby mnie okłamać?
Czy mógł kłamać patrząc mi prosto w oczy?
James stał się nagle taki obcy. Kochałam go jednak nadal.
Łączyło mnie z nim teraz o wiele więcej niż przed przyjazdem tutaj.
Zaczął padać delikatny deszcz, który po chwili zamienił się w ulewę. Na szczęście byłam już dość blisko hotelu więc nie musiałam się tłoczyć tak jak inni pod różnego rodzaju dachami i innymi rzeczami, które chroniły przed deszczem.
Idąc długim korytarzem doszłam jednak do wniosku, że byłam chyba trochę dalej niż myślałam.
Zmęczona całym dniem stanęłam pod drzwiami i usłyszałam trzask.
Spojrzałam w dół i zobaczyłam małą paczkę na którą przed chwilą nadepnęłam. Odwinęłam papier i zobaczyłam płytę w pękniętym pudełku.
Nie było żadnej kartki. Żadnej informacji.
- Linc…- szepnęłam wchodząc do pokoju – zobacz co znalazłam pod drzwiami.
Podałam mu płytę i usiadłam na kanapie zapominając o tym, że jestem cała przemoczona.
- kto to przyniósł?
- no przecież mówię, że znalazłam. Nie widziałam nikogo w pobliżu – wyszeptałam dziwiąc się głupocie mojego starszego brata.
Linc delikatnie włożył płytę do odtwarzacza i usiadł obok mnie.
Po chwili ciemności na ekranie zobaczyłam…LJ’a.
Siedział na krześle ze związanymi rękami. Za nim, odwrócona plecami do kamery, siedziała związana kobieta. Sara.
- tato dlaczego? – usłyszałam cichy szept zapłakanego LJ’a.
Po chwili na ekranie pojawiła się druga kobieta. Nie było widać jej twarzy. Kobieta w czerni. Ta sama, która była w tym pokoju. Ta sama, która niedawno chciała mnie zabić. Podeszła do Sary, która jak wywnioskowałam ze zduszonych dźwięków miała zakneblowane usta.
- tato błagam…ja nie chcę tego słuchać – szeptał LJ – nie chcę…dlaczego to zrobiłeś?
Ciało Sary, która do tej pory starała się jakoś bronić osunęło się z krzesła.
Patrzyłam na ekran telewizora i czułam, że zaraz zemdleję. W moich oczach pojawiły się łzy.
Kobieta podała LJ’owi kartkę zakrwawioną dłonią. Spojrzał na nią i zaczął cicho czytać.
- następnym razem to będę ja tato…
Znowu czerń.
Nie wytrzymałam. Zerwałam się z kanapy i pobiegłam do łazienki chowając głowę w toalecie.
Nie.
To nie może być prawda.
To tylko moje myśli.
Nie widziałam tego.
Za chwilę wyjdę i na twarzy Lincolna zobaczę uśmiech.
Oparłam się o zimną wannę.
- to nie może być prawda – szepnęłam.
Umyłam twarz zimną woda i wyszłam.
Lincoln siedział nadal na kanapie patrząc w telewizor. Nie uśmiechał się. Po moich policzkach popłynęły łzy. Przez dobre chęci ktoś stracił życie. Przez dobre chęci Michael stracił coś co najbardziej kochał. Przez dobre chęci, które zamieniły się w wyrok. Wyrok, który Lincoln sam wymierzył Sarze. Mój brat płakał. Płakał drugi raz w życiu.
- musimy mu powiedzieć…- szepnęłam – musimy mu powiedzieć, że ucieka żeby uratować już tylko jedną osobę.
- nie mogę…nie dam rady…
Usiadłam obok niego i przytuliłam się mocno. Gdy byłam mała przytulałam się tak do niego gdy leżałam w łóżku i bałam się, że z szafy wyjdzie potwór, którym zawsze straszył mnie Mike. Przytulałam się bo wiedziałam, że mnie obroni.
- musimy dać radę – szepnęłam ocierając łzy – nie chcę okłamywać Michaela. Wiem, że może zmienić zdanie o ucieczce ale musi wiedzieć.
Linc nie patrzyła na mnie. Złapał kluczyki. Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie.
Nie padało.
Drogi były mokre.
Oczyszczone.
Otworzyłam okno. Chciałabym zapomnieć. Wymazać jakoś z pamięci. Do oczu cisnęły mi się łzy. Nie chciałam ich nawet powstrzymywać. Płynęły jak rwąca rzeka.
Sona.
Teraz gdy stałam razem z Lincolnem przy ogrodzeniu nie chciałam mówić Michaelowi o tym co się stało. On na to nie zasłużył. Nikt na to nie zasłużył.
- co tacy przybici? Niedługo uciekamy – wyszeptał.
Nawet nie umiałam mu spojrzeć w oczy. Stałam oparta o drewnianą barierkę i nie umiałam spojrzeć w oczy własnemu bratu.
- coś się stało? – zapytał – Ann?
Spojrzałam na granatowe jeszcze niebo. Ciemne chmury odbijały się w moich oczach. Jak mam mu to powiedzieć? No jak?
- Michael ona nie żyje…- wyszeptał Linc.
Spojrzałam na Lincolna, który miał spuszczoną głowę. Spojrzałam na Michaela, który zaczął się pomału wycofywać.
- Mike…poczekaj…
Patrzyłam na niego i wydawało mi się, że oglądam jakiś film, który jest puszczony w zwolnionym tempie.
- nic tu już po nas – szepnął Linc i ruszył w stronę samochodu.
Droga powrotna upłynęła na, zaskakującym w naszej rodzinie, milczeniu.
Chciałam zasnąć. Zapomnieć o wszystkim. Chciałam aby sen był tak samo oczyszczając jak deszcz po którym drogi lśniły teraz nieopisanym blaskiem.
Mieszkanie.
Nie mogłam patrzeć na telewizor.
Przebrałam się i wskoczyłam do łóżka z nadzieją, że sen przyjdzie dość szybo i nie będę musiała się męczyć.
Obiecałam sobie, że jutro odwiedzę Whistlera.
- Ann? – zapytał Linc siadając obok mnie na łóżku.
Wygrzebałam się z pościeli i spojrzałam na niego.
- dobrze się czujesz? – zapytał
- po tym co dziś zobaczyłam już chyba nigdy nie będę się dobrze czuć. Zniszcz tą płytę – wyszeptałam i wtuliłam się w niego mocno.
- gdy będziesz chciał znowu coś takiego zrobić zastanów się czy warto.
Nie odpowiedział.
Czułam się tak samo jak wtedy gdy miałam 10 lat.
Zły potwór, który czaił się w szafie a obok był ukochany brat.
- byłam w mieszkaniu Jamesa…
- mówiłem ci żebyś się trzymała od niego z daleka.
- poszłam po swoje rzeczy i znalazłam jego paszport. Miał zmienione nazwisko.
Lincoln zaśmiał się cicho.
- i spotkałam tą twoją znajomą.
- Susan…- wysyczał – co chciała?
- chciała mnie pozbawić głowy. A oprócz tego to wyrwała mi z ręki jego paszport czym dała mi do zrozumienia, że mam się tym za bardzo nie przejmować.
- on nie jest tym za kogo się podaje Ann. Uważaj na niego. To kłamca.
Zabolało. Bardzo zabolało.
Nie myśląc już o niczym zasnęłam.
Rano jak zwykle obudziły mnie ostre promienie słońca.
Lincolna nie było. Zostawił mi wiadomość, ze poszedł załatwiać jakieś ważne sprawy.
- jeśli po tym wszystkim on nadal chce się bawić w bohatera – szepnęłam – to osobiście go zabije.
Złapałam za klucze i wyszłam z pokoju łapiąc po drodze jabłko.
Ta wizyta u Whistlera będzie jedną z najcięższych.
Oparłam głowę w autobusie o szybę i myślałam jak powiem mu to z czym do niego jadę.
Co odpowie.
Czy w ogóle odpowie.
Znowu to samo znajome ogrodzenie.
Znowu palące słońce.
Ale gdzieś w środku była radość, że go zobaczę.
- Ann…
Spojrzałam na niego. Koszulę zamienił na koszulkę. Był jeszcze bardziej zarośnięty niż ostatnio chociaż pewnie ktoś obcy nie zauważyłby tej różnicy.
- James…a może powinnam powiedzieć Chris?
- o czym ty mówisz?
- znalazłam twój paszport. Vance. Ładne nazwisko.
- wrobili mnie. Nie wierz w to wszystko – szeptał – nigdy bym cię nie okłamał. Za bardzo cię kocham żeby…
Z jakiegoś powodu urwał.
- podaj mi rękę – wyszeptał
Chwyciłam go delikatnie za rękę i czułam, że w moich oczach pojawiają się łzy.
- ta kobieta…ta, która była w waszym mieszkaniu…była tu wczoraj. Kocham cię wiesz?
- James o co ci chodzi?
- nie chcę cię narażać. Nie darowałbym sobie gdyby przeze mnie coś ci się stało. Nie przychodź tu więcej. Odejdź ode mnie.
Nie mogłam uwierzyć w to co mówi. Miałam ochotę się zaśmiać.
- James…
- gdy to wszystko się skończy znajdę cię. Znajdę i zabiorę do twojej ukochanej Australii. Obiecuję ci to.
W jego oczach pojawiły się łzy.
Puściłam jego rękę.
- będziesz ojcem James – szepnęłam i zaczęłam odchodzić pomału od ogrodzenia.
- co? – zapytał patrząc na mnie znowu jasno niebieskimi oczami
- jestem w ciąży – szepnęłam, odwróciłam się i odeszłam nie zwracając uwagi na jego wołanie.
„What if I can't go on without you? I'll be waiting here.”
Strach to nagłe zmiany, które trudno od razu ocenić właściwie.
Czego ja się bałam?
Kobiety, która prawie odstrzeliła mi głowę czy tego, że nie wiem kim naprawdę jest człowiek, którego kocham.
Czy człowiek, któremu ufam mógłby mnie okłamać?
Czy mógł kłamać patrząc mi prosto w oczy?
James stał się nagle taki obcy. Kochałam go jednak nadal.
Łączyło mnie z nim teraz o wiele więcej niż przed przyjazdem tutaj.
Zaczął padać delikatny deszcz, który po chwili zamienił się w ulewę. Na szczęście byłam już dość blisko hotelu więc nie musiałam się tłoczyć tak jak inni pod różnego rodzaju dachami i innymi rzeczami, które chroniły przed deszczem.
Idąc długim korytarzem doszłam jednak do wniosku, że byłam chyba trochę dalej niż myślałam.
Zmęczona całym dniem stanęłam pod drzwiami i usłyszałam trzask.
Spojrzałam w dół i zobaczyłam małą paczkę na którą przed chwilą nadepnęłam. Odwinęłam papier i zobaczyłam płytę w pękniętym pudełku.
Nie było żadnej kartki. Żadnej informacji.
- Linc…- szepnęłam wchodząc do pokoju – zobacz co znalazłam pod drzwiami.
Podałam mu płytę i usiadłam na kanapie zapominając o tym, że jestem cała przemoczona.
- kto to przyniósł?
- no przecież mówię, że znalazłam. Nie widziałam nikogo w pobliżu – wyszeptałam dziwiąc się głupocie mojego starszego brata.
Linc delikatnie włożył płytę do odtwarzacza i usiadł obok mnie.
Po chwili ciemności na ekranie zobaczyłam…LJ’a.
Siedział na krześle ze związanymi rękami. Za nim, odwrócona plecami do kamery, siedziała związana kobieta. Sara.
- tato dlaczego? – usłyszałam cichy szept zapłakanego LJ’a.
Po chwili na ekranie pojawiła się druga kobieta. Nie było widać jej twarzy. Kobieta w czerni. Ta sama, która była w tym pokoju. Ta sama, która niedawno chciała mnie zabić. Podeszła do Sary, która jak wywnioskowałam ze zduszonych dźwięków miała zakneblowane usta.
- tato błagam…ja nie chcę tego słuchać – szeptał LJ – nie chcę…dlaczego to zrobiłeś?
Ciało Sary, która do tej pory starała się jakoś bronić osunęło się z krzesła.
Patrzyłam na ekran telewizora i czułam, że zaraz zemdleję. W moich oczach pojawiły się łzy.
Kobieta podała LJ’owi kartkę zakrwawioną dłonią. Spojrzał na nią i zaczął cicho czytać.
- następnym razem to będę ja tato…
Znowu czerń.
Nie wytrzymałam. Zerwałam się z kanapy i pobiegłam do łazienki chowając głowę w toalecie.
Nie.
To nie może być prawda.
To tylko moje myśli.
Nie widziałam tego.
Za chwilę wyjdę i na twarzy Lincolna zobaczę uśmiech.
Oparłam się o zimną wannę.
- to nie może być prawda – szepnęłam.
Umyłam twarz zimną woda i wyszłam.
Lincoln siedział nadal na kanapie patrząc w telewizor. Nie uśmiechał się. Po moich policzkach popłynęły łzy. Przez dobre chęci ktoś stracił życie. Przez dobre chęci Michael stracił coś co najbardziej kochał. Przez dobre chęci, które zamieniły się w wyrok. Wyrok, który Lincoln sam wymierzył Sarze. Mój brat płakał. Płakał drugi raz w życiu.
- musimy mu powiedzieć…- szepnęłam – musimy mu powiedzieć, że ucieka żeby uratować już tylko jedną osobę.
- nie mogę…nie dam rady…
Usiadłam obok niego i przytuliłam się mocno. Gdy byłam mała przytulałam się tak do niego gdy leżałam w łóżku i bałam się, że z szafy wyjdzie potwór, którym zawsze straszył mnie Mike. Przytulałam się bo wiedziałam, że mnie obroni.
- musimy dać radę – szepnęłam ocierając łzy – nie chcę okłamywać Michaela. Wiem, że może zmienić zdanie o ucieczce ale musi wiedzieć.
Linc nie patrzyła na mnie. Złapał kluczyki. Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie.
Nie padało.
Drogi były mokre.
Oczyszczone.
Otworzyłam okno. Chciałabym zapomnieć. Wymazać jakoś z pamięci. Do oczu cisnęły mi się łzy. Nie chciałam ich nawet powstrzymywać. Płynęły jak rwąca rzeka.
Sona.
Teraz gdy stałam razem z Lincolnem przy ogrodzeniu nie chciałam mówić Michaelowi o tym co się stało. On na to nie zasłużył. Nikt na to nie zasłużył.
- co tacy przybici? Niedługo uciekamy – wyszeptał.
Nawet nie umiałam mu spojrzeć w oczy. Stałam oparta o drewnianą barierkę i nie umiałam spojrzeć w oczy własnemu bratu.
- coś się stało? – zapytał – Ann?
Spojrzałam na granatowe jeszcze niebo. Ciemne chmury odbijały się w moich oczach. Jak mam mu to powiedzieć? No jak?
- Michael ona nie żyje…- wyszeptał Linc.
Spojrzałam na Lincolna, który miał spuszczoną głowę. Spojrzałam na Michaela, który zaczął się pomału wycofywać.
- Mike…poczekaj…
Patrzyłam na niego i wydawało mi się, że oglądam jakiś film, który jest puszczony w zwolnionym tempie.
- nic tu już po nas – szepnął Linc i ruszył w stronę samochodu.
Droga powrotna upłynęła na, zaskakującym w naszej rodzinie, milczeniu.
Chciałam zasnąć. Zapomnieć o wszystkim. Chciałam aby sen był tak samo oczyszczając jak deszcz po którym drogi lśniły teraz nieopisanym blaskiem.
Mieszkanie.
Nie mogłam patrzeć na telewizor.
Przebrałam się i wskoczyłam do łóżka z nadzieją, że sen przyjdzie dość szybo i nie będę musiała się męczyć.
Obiecałam sobie, że jutro odwiedzę Whistlera.
- Ann? – zapytał Linc siadając obok mnie na łóżku.
Wygrzebałam się z pościeli i spojrzałam na niego.
- dobrze się czujesz? – zapytał
- po tym co dziś zobaczyłam już chyba nigdy nie będę się dobrze czuć. Zniszcz tą płytę – wyszeptałam i wtuliłam się w niego mocno.
- gdy będziesz chciał znowu coś takiego zrobić zastanów się czy warto.
Nie odpowiedział.
Czułam się tak samo jak wtedy gdy miałam 10 lat.
Zły potwór, który czaił się w szafie a obok był ukochany brat.
- byłam w mieszkaniu Jamesa…
- mówiłem ci żebyś się trzymała od niego z daleka.
- poszłam po swoje rzeczy i znalazłam jego paszport. Miał zmienione nazwisko.
Lincoln zaśmiał się cicho.
- i spotkałam tą twoją znajomą.
- Susan…- wysyczał – co chciała?
- chciała mnie pozbawić głowy. A oprócz tego to wyrwała mi z ręki jego paszport czym dała mi do zrozumienia, że mam się tym za bardzo nie przejmować.
- on nie jest tym za kogo się podaje Ann. Uważaj na niego. To kłamca.
Zabolało. Bardzo zabolało.
Nie myśląc już o niczym zasnęłam.
Rano jak zwykle obudziły mnie ostre promienie słońca.
Lincolna nie było. Zostawił mi wiadomość, ze poszedł załatwiać jakieś ważne sprawy.
- jeśli po tym wszystkim on nadal chce się bawić w bohatera – szepnęłam – to osobiście go zabije.
Złapałam za klucze i wyszłam z pokoju łapiąc po drodze jabłko.
Ta wizyta u Whistlera będzie jedną z najcięższych.
Oparłam głowę w autobusie o szybę i myślałam jak powiem mu to z czym do niego jadę.
Co odpowie.
Czy w ogóle odpowie.
Znowu to samo znajome ogrodzenie.
Znowu palące słońce.
Ale gdzieś w środku była radość, że go zobaczę.
- Ann…
Spojrzałam na niego. Koszulę zamienił na koszulkę. Był jeszcze bardziej zarośnięty niż ostatnio chociaż pewnie ktoś obcy nie zauważyłby tej różnicy.
- James…a może powinnam powiedzieć Chris?
- o czym ty mówisz?
- znalazłam twój paszport. Vance. Ładne nazwisko.
- wrobili mnie. Nie wierz w to wszystko – szeptał – nigdy bym cię nie okłamał. Za bardzo cię kocham żeby…
Z jakiegoś powodu urwał.
- podaj mi rękę – wyszeptał
Chwyciłam go delikatnie za rękę i czułam, że w moich oczach pojawiają się łzy.
- ta kobieta…ta, która była w waszym mieszkaniu…była tu wczoraj. Kocham cię wiesz?
- James o co ci chodzi?
- nie chcę cię narażać. Nie darowałbym sobie gdyby przeze mnie coś ci się stało. Nie przychodź tu więcej. Odejdź ode mnie.
Nie mogłam uwierzyć w to co mówi. Miałam ochotę się zaśmiać.
- James…
- gdy to wszystko się skończy znajdę cię. Znajdę i zabiorę do twojej ukochanej Australii. Obiecuję ci to.
W jego oczach pojawiły się łzy.
Puściłam jego rękę.
- będziesz ojcem James – szepnęłam i zaczęłam odchodzić pomału od ogrodzenia.
- co? – zapytał patrząc na mnie znowu jasno niebieskimi oczami
- jestem w ciąży – szepnęłam, odwróciłam się i odeszłam nie zwracając uwagi na jego wołanie.
„What if I can't go on without you? I'll be waiting here.”
Michael Scofield
ooo śliczne, autentycznie na końcu w moich oczach pojawiły się łzy..
cudo ;*Tanira pisze:będziesz ojcem James – szepnęłam i zaczęłam odchodzić pomału od ogrodzenia.
- co? – zapytał patrząc na mnie znowu jasno niebieskimi oczami
- jestem w ciąży – szepnęłam, odwróciłam się i odeszłam nie zwracając uwagi na jego wołanie.
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Ok, zaraz zabieram się do lektury
Dzięki Tanira :*
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
piękne...dziewczyno masz talento no naprawdę... kurde skąd wy takie natchnienie bierzecie...? 
Michael Scofield
obudziłam sie kiedys w nocy i napisałam...ot tak...taka dziwna jestem ^^
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Dziwna..?/ Raczej kreatywna, z pomysłamiTanira pisze:...taka dziwna jestem ^^
Z jednej strony to wspanaile, ale- co teraz z nimi będzie..??Tanira pisze:- będziesz ojcem James – szepnęłam i zaczęłam odchodzić pomału od ogrodzenia.
- co? – zapytał patrząc na mnie znowu jasno niebieskimi oczami
- jestem w ciąży – szepnęłam, odwróciłam się i odeszłam nie zwracając uwagi na jego wołanie
To się nazywa prawdziwy, wrodzony, gigantyczny TALENT 
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
napewno nie jesteś dziwna;] tak jak koleżanka u góry napisałaTanira pisze:taka dziwna jestem ^^
dokładnie;]Alexxa pisze:Raczej kreatywna, z pomysłami
Michael Scofield
nawiedzony poeta ^^
ciesze się że podobaja wam się te moje chore myśli ^^
ciesze się że podobaja wam się te moje chore myśli ^^
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
nawiedzony poeta?chore myśli? o nie kochana to nie to. masz niską samoocenę ;]
Michael Scofield
bardzo 
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
no to trzeba zacząć w siebie wierzyc kobito 
Michael Scofield
no musze musze bo mnie pewna pani uśmierci jak to przeczyta ^^
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
a czemuż to?
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Ehhh odcinek jeden z lepszych
Taki... Nie wiem jak to określić... Piękny
I ta ciąża... A to żeś wymyśliła! 
Michael Scofield
trzeba rozkręcać sytuację...
John Abruzzi
Tanira- super^^
Michael Scofield
Ach, no jak zwykle pięknie ^^
Niech on ucieka jak najszybciej i znosi Twoje humory xD
Niech on ucieka jak najszybciej i znosi Twoje humory xD