I strasznie polubiłam Jamesa. Tanira, oddasz męża? XD Żart, oczywiście.
[center]Krew [/center]
Krew. Wszędzie krew. W pudełku, na wieku i w środku. I na głowie Sary., a także na dłoniach Lincolna, który pomyślał, że nigdy ich nie zmyje.
Zakrzepłe, brązowawe smugi krwi na pudle cały czas przypomina mu o jego zawartości. Zawartości, która została pogrzebana na skraju oceanu. Tak blisko Michaela.
Lincoln wie, że nie może powiedzieć bratu o Sarze. Nie po tym, jak prawie udało mu się uciec z Sony z Whistlerem. Głupie chmury. Nie może pokazać krwi na dłoniach. Michael od razu by odgadł, kogo to krew. A nie może o tym wiedzieć. Nie po tym, jak Mahone zniknął i nikt nie wie, gdzie jest. Ta gnida może właśnie sypie.
Linc chowa ręce w kieszenie bluzy i podchodzi do siatki. Słońce teraz grzeje. A wtedy nie mogło. Czemu? Starszy z braci czuje się, jakby to ironia losu odwróciła ich role. Teraz on jest po tej lepszej stronie. Ale on nie ma planu. Ani tatuażu.
Młodszy z braci nic nie mówi. Nie chce. Zauważył plamy krwi na bluzie. Michae może zdobyć się tylko na krótkie: "Cześć, Lincoln."