Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

o matko *chowa sie pod koc*
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Morgoth »

Tanira pisze:- no to co pijemy? – rzucił James
Na dźwięk tych słów Alex wyraźnie się rozbudził i chwycił za butelkę
*martwy**zabity**rozwalony**zmasakrowany**zamordowany*
to jest boskie xD
krótko: zabiło mnie to^^(trudno się domyślic ;D)
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Mahone
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Babydoll »

No Dziewczyny powiem Wam że oderwać się nie mogę :) Serio :) Gratuluję talentu :)
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37
Lokalizacja: a zza zasłonki
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: mk95 »

No i w końcu dorwałam się do kompa :-D i neta.
Wchdzę na forum, patrzę i Tanira dodała nową część!
Ale tym mnie zabiłyście:
- no to co pijemy? – rzucił James
Na dźwięk tych słów Alex wyraźnie się rozbudził i chwycił za butelkę
dziewczyny bo nam jeszcze z Alexa alkoholika zrobicie ;-)

I ty też:
- pamiętasz nasz ślub? – zatopiła się w marzeniach
- taaaaaa – ziewnął Alex
tja, Alex zawsze był romantyczny --> scena w parku ;-)
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

To dzisiaj ja daję, nehehe...^^

Majne:

Wszystko było wręcz idealne.

Ann i Whistler kleili się do siebie gdzieś na kanapie, myśląc, że ich nie widać, bo Alex zgasił światło, kiedy oni kleili się do siebie w kuchni.

Uśmiechnęłam się szeroko, kręcąc głową.
-Jak mogę mieć im to za złe...my byliśmy tacy sami tuż przed ślubem- pomyślałam opierając głowę na ramieniu Alexa, uważając, żeby nie dotykać miejsca, gdzie widać było biały bandarz.
Nie zastanawiając się co robię, podmuchałam leciutko, przez jego koszulę na zranione ramię, mocniej się przytulając.
Tańczyliśmy, a właściwie to staliśmy w miejscu, przy jakimś wolnym kawałku, nie mogąc się nacieszyć swoją obecnością.
Moje serce rozpierała radość.
Obok mnie stał Alex, moi przyjaciele byli cali i zdrowi, mieszkanie i kwiatki nie zostały jeszcze zdemolowane, kota nie przycięła winda, nie byłam pijana i nie musiałam się martwić porannym kacem.
-O czym myślisz?- zapytał nagle Alex. Spojrzałam mu w oczy i nie odpowiadając na pytanie czule pocałowałałm:
-To wystarczy?
-To zależy- uśmiechnął się, odgarniając mi za ucho niesforny kosmyk.
-Nie dasz rady kowboju, widzę jak ci się oczy zamykają- zażartowałam, ale Alex rzeczywiście chwiał się już na nogach ze zmęczenia. Czując się za niego odpowiedzialna, wzięłam go pod ramię i poprowadziłam do sypialni.
Powstrzymałam się od komentarza, kiedy usłyszałam głośne cmokanie dochodzące z kanapy.
-Na rany Chrystusa jeszcze na mojej kanapie!
-Chodź Alex, zanim tu się zrobi naprawdę gorąco.
Wtoczyłam go półprzytomnego do sypialni, pomogłam mu się rozebrać i położyć na łóżku.
-Gdyby moi koledzy...mnie teraz zobaczyli...- wyszeptał przez sen.
-Ćśśś...śpij
-Srtaciłbym...cały...respekt...- i z tymi słowami zasnął.
Zachichotałam po cichutku i wycofałam się z pokoju, zamykając drzwi.

Miałam poważne obawy przed wejściem do salonu więc skierowałam się od razu do kuchni, na kubek gorącej herbaty. Wstawiłam wodę i usiadłam na segmencie obok zlewu, jak to miałam teraz w zwyczaju.
Może trochę za bardzo wybuchnęłam z tym ślubem. Muszę się częściej gryźć w język, ale nie mogłam się powstrzymać!
Byłam taka podekscytowana!!! Wybór sukienki, fryzury, makijaż, obrączki, wesele!
Serco rosło mi z radości!
Z rozmyślań wyrwał mnie odgłos gotującej się wody, zeskoczyłam raźno, siegając po szklankę, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem, przyprawiając mnie o zawał. Stanęła w nich czerwona i potargana Ann w pomiętym ubraniu.
-Drzwi-mruknęłam, machnęła tylko ręką, poprawiając przekrzywioną bluzkę.
-Możemy...tego...zająć dzisiaj kanapę w salonie?- wysapała.
-Uhm.- mruknęłam.
-Dzięki!Jesteś kochana!- pocałowała mnie pospiesznie w policzek i wybiegła z kuchni.
Nie zdąrzyła jednak trzasnąć zasuwanymi drzwiami, bo jakimś cudem udało mi się wsadzić między nie nogę.
-Ufff.I tak oto Natalia Mahone zapobiegła katastrofie.- powiedziałam jak jakiś nawiedzony komentator radiowy, siorbiąc gorącą herbatę.

-Nuuudaaa...- zanuciłam po jakichś 15 minutach bawiąc się resztkami wiśniowej herbatki na dnie kubka. Już miałam iść do łazienki pod gorący prysznic, kiedy drzwi zaczęły rozsuwać się delikatnie.
Delikatnie.
Hmmm... to na pewno nie była Ann, i na pewno nie był to James. Więc...
-Hej- wymamrotał pod nosem zaspany Alex.
-Hej, myślałam, że śpisz.
-Spałem, ale musimy chyba naprawić sprężyny w kanapie- powiedział z wyrzutem- Poza tym, muszę się napić czegoś zimnego.
-Wszystko w porządku?- zapytałam zaniepokojona, przykładając mu rękę do czoła. Było chłodne.
-Nigdy nie czułem się lepiej- uśmiechnął się, siadając przy stole. Wzdrygnęłam się lekko, co nie umknęło jego uwadze.
-Nie myśl o tym...
-Nie myślę...
-Przecież widzę...
-Upadek uszkodził ci wzrok?
-Nie ironizuj.
-Nie ironizuję!- powiedziałam w końcu podnosząc głos.
Cisza. Nawet z salonu przestały dochodzić mnie odgłosy skrzypienia.
-Chcę...-zaczął Alex, czekając czy mu przerwę, nie widząc jednak żadnej reakcji z mojej strony kontynuował- Chcę ci tylko pomóc...
-I kto to mówi- prychnęłam- Sam nie dajesz sobie pomóc, a chcesz pomagać mnie?!- wybuchnęłam w końcu, zeskakując z segmentu i gromiąc go wzrokiem ze środka kuchni.
-Skoro jesteś taki samowystarczalny to może ja tu jestem jak ten cholerny kot! Zbędna!- powiedziałam ze złością, zupełnie się nie kontrolując. Nie wiem co mi odbiło. Musiałam to z siebie wyrzucić. Musiałam dać mu do zrozumienia, jak bardzo mnie boli, kiedy ciągle mnie od siebie odpycha.
Alex patrzył na mnie tym samym łagodnym wzrokiem, potem wstał i podszedł powoli, chcąc mnie objąć.
-Nie dotykaj mnie- wyszeptałam słabo, próbując go od siebie odsunąć.
Wiedziałam, dobrze, że mnie nie posłucha. Obejmując mnie jednym ramieniem i wtulając głowę w moje włosy, wyszeptał mi do ucha:
-Lepiej?
-Lepiej...- powiedziałam cicho.
-To przynieś mi do łóżka dziesięć tabletek przeciwbólowych- wymamrotał, zgarniając z półki szklankę z wodą i wyślizgując się z kuchni.
-Taaa...przynajmniej są jakieś postępy.- pomyślałam "robiąc oczy"^^ i sięgając do apteczki.
-Czas spać- powiedziałam do siebie, myślami będąc już pod gorącym prysznicem.

10 rano

Ziewając głośno wygrzebałam się spod mięciutkiej i cieplutkiej pościeli, rozglądając się sennie po pokoju i szukając wzrokiem zegarka. Podeszłam do okna i zobaczyłam, że dzisiaj nie ma szans nawet na najmniejszy promyk słońca. Niebo było wręcz granatowe, wiał silny wiatr, rozwiewając na wszystkie strony śnieg, który tańczył wesoło w powietrzu, zataczając koła. Zbliżała się śnieżyca. I to porządna. Czułam to. Moja kobieca intuicja ^^.

Spojrzałam na Alexa, który spał mocno, zapewne po tym kilogramie prochów, który wczoraj w niego władowałam. Postanowiłam go nie budzić, skoro wziął tydzień urlopu to niech przynajmniej coś na tym skorzysta.
Chciałam jeszcze poobserwować fantastyczny zimowy krajobraz, ale decydując się nie marnować więcej czasu zmusiłam się, żeby założyć szlafrok i pojść do łazienki zrobić z siebie człowieka.

Po drodze wpadłam na Whistlera, który włuczył się po salonie, w samych bokserkach (!) zbierając swoje ubranie, które znalazło się nawet na lampce wiszącej pod sufitem. Podsakiwał właśnie próbując złapać za nogawkę spodni, kiedy wparowałam momentalnie robiąc się czerwona i odwracając się z zamkniętymi oczami:
-Jezus Maria! Mógłbyś trochę uważać Dżemyk!!!
-Dżemyk?- powiedział do moich pleców, pospiesznie zakładając dżinsy co wywnioskowałam z szamotania się za mną.
Cholera, wymsknęło mi się...
-Taak...dżemyk- powiedziałam powoli, czując jak trybiki w moim mózgu coraz szybciej się obracają- Co tu zełgać...- myślałam gorączkowo.
-Dżemyk!- wykrzyknęłam nagle cała w skowronkach, dumna ze swojego geniuszu- Jaką ja mam ochotę na dżemyk! Myślę, że znajdzie się jeszcze coś w lodówce...- mówiłam głośno, drepcząc do kuchni.
Ufff.

Whistlerowej:^^

Obudziłam się około 10. Miałam na sobie koszulkę Jamesa OO
- co my robiliśmy w nocy? – pomyślałam głośno
Chyba nie skończyło się na tym jednym kieliszku, który podał mi wczoraj wieczorem James. Tak mi się przynajmniej wydawało.
- nie mogę imprezować. Nie, nie mogę. – nadał myślałam głośno i poczłapałam w kierunku łazienki.
- nie, nie mogę – szłam i mruczałam sama do siebie.
Stanęłam przy kuchni i przecierając oczy zobaczyłam Jamesa i Nati jedzących sniadanie.
- dlaczego nikt mnie nie obudził? – powiedziałam zaspanym głosem – James idź się ogol. Całą jestem podrapana
Nie zwracając uwagi na przerażone oczy Nati, która najwyraźniej zaczęła się dusić kanapką weszłam do łazienki.
Spojrzałam w lustro i nie mogłam uwierzyć, że to ja.
Po chwili obok mnie stanął James.
- no czyś ty oszalał? Ja chcę się doprowadzić do stanu używalności.
- mi to nie przeszkadza – szepnął i pocałował mnie w policzek.
Po chwili już wywijał maszynka po twarzy w takim tempie, że byłam przekonana, że będzie to naprawdę krwawy dzień.
Umyłam twarz zimna woda i od razu zachciało mi się żyć.
- no już po wszystkim – powiedział James, który wyglądał teraz tak uroczo
- oj – westchnęłam – jakiś ty słodki
- no widzisz – uśmiechnął się szeroko pocałował mnie i wyszedł
Ubrałam się i powędrowałam do kuchni.
Nati już świergotała o jakis sukniach i innych pierdołach.
- musisz cos wybrać. To ważne – prawie krzyczała
- pojedziemy wszyscy razem i cos wybierzemy – rzuciłam
- nie! On nie może cie widzieć! – wskazała palcem na Jamesa – to przynosi pecha! Nie wiesz?!
- oj przestań…
- nie! On się nigdzie nie rusza! Jedziemy same
Nati mówiła tak jakby Jamesa w ogóle z nami nie było w tym momencie w kuchni. On patrzył na nią z wielkim oburzeniem.
- czyli oznacza to, że dzisiejszy dzień będzie się składał głównie z chodzenia po sklepach i wybierania sukni w której i tak będę wyglądać jak ostatnia sierota.
- będziesz wyglądać pięknie skarbie – powiedział James smarując kolejną kromke chleba
- o właśnie! Podejście godne przyszłego małżonka! – wrzasnęła Nati
Patrzyłam na nią z mina typu „o kurwa”
- oszalałaś…- szepnęłam
- ja się wami zajmę moje wy gołąbeczki
Teraz i James patrzył na nią z taką samą miną jak ja.
Po śniadaniu prawie pod groźba śmierci kazała mi się ubrać i jechać z nią do salonu sukni ślubnych.
W samochodzie świergotała jak kanarek wypuszczony z klatki.
- tak bardzo się cieszę. To będzie bardzo udane małżeństwo. Widzę jak on o ciebie dba. Jak cię kocha. – westchnęła
Uśmiechnęłam się i pocałowałam ja w policzek. Mimo, że to wszystko już mnie przerastało cieszyłam się, że jest obok mnie przyjaciółka, która zawsze mi pomoże i doradzi.
W salonie siedziałyśmy chyba ze trzy godziny.
- Nati mam już dość…- wyjęczałam przymierzając chyba setną już sukienkę.
- cicho! Ta ma za duży dekolt.
Zrezygnowana obróciłam się w kierunku przymierzalni by znowu się przebrać gdy mój wzrok przykuła śliczna, skromna sukienka…
- ta – powiedziałam
- ona ma za duży dekolt już ci mówiłam
- nie, nie ta. TA – wskazałam palcem sukienkę, która stała zupełnie z boku.
- przymierz
Po chwili szarpania się z falbankami i innymi pierdołami wyszłam z przymierzalni i stanęłam przed Nati.
- a ta ci pasuje?
Nic nie odpowiedziała.
- halo? Ziemia…- pomachałam jej ręką przed oczami
- wyglądasz jak księżniczka – wyszeptała, przecierając oczy
- HALO! PANI! BIERZEMY TĄ! – darła się na cały sklep
- ale…- chciałam jej przerwać ale potraktowała mnie srogim spojrzeniem
- nie ma ale – wysyczała

Przebrałam się w swoje ciuchy, zapłaciłyśmy i wsiadłyśmy do samochodu z tym całym rabanem.
- z Jamesem tez chcesz jechać na taki maraton?
- oczywiście. Jeszcze dzisiaj. Widziałam cudny garnitur. Będzie pasował do twojej sukni.
Opadłam na fotel zmęczona.
- nie będę mu się podobać.
- przysięgam, że jeżeli w dniu ślubu nie spodoba mu się twoja suknia w co bardzo ale to bardzo wątpię to nogi mu z dupy powyrywam
Spojrzałam na nią z przerażeniem.

- wreszcie w domu – powiedziałam opadając na kanapę w salonie.
- ale maraton sobie zrobiłyście – powiedział z nieukrywana ironią James
- ty nie bądź taki mądry – rzuciła Nati – ubieraj się teraz my jedziemy na zakupy.
Chyba chwycił mnie za rękę. Nie pamiętam. Byłam tak zmęczona, że zasnęłam na kanapie takiej pozie w jakiej na niej usiadłam…
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

haha nikt tego nie czyta :mrgreen: :lol:
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

dziekuuje ci :** no to nie wrzucajcie nic pod moja nieobecnosc xD niech inni se poczkaja a jak wroce to wrzcuicie xDDD

nie no kituje.. jak wroce to poczytam zaleglosci :P
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32
Lokalizacja: z Krainy marzeń.
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: niunia »

nie mogę.. śmieje się sama do siebie ^^
AutumnLeaf pisze:- wyglądasz jak księżniczka – wyszeptała, przecierając oczy
- HALO! PANI! BIERZEMY TĄ! – darła się na cały sklep
- przysięgam, że jeżeli w dniu ślubu nie spodoba mu się twoja suknia w co bardzo ale to bardzo wątpię to nogi mu z dupy powyrywam
Spojrzałam na nią z przerażeniem.
AutumnLeaf pisze:- o właśnie! Podejście godne przyszłego małżonka! – wrzasnęła Nati
Patrzyłam na nią z mina typu „o kurwa”
- oszalałaś…- szepnęłam
- ja się wami zajmę moje wy gołąbeczki
Teraz i James patrzył na nią z taką samą miną jak ja.

cudowne.. ^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

moję piekne złote myśli...
ciesze się że sie podoba :*
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

AutumnLeaf pisze:-Na rany Chrystusa
hahaha..! mówiłam tak kiedyś :D
AutumnLeaf pisze:-Możemy...tego...zająć dzisiaj kanapę w salonie?
'..tego..' xD
AutumnLeaf pisze:-Lepiej?
-Lepiej...- powiedziałam cicho.
-To przynieś mi do łóżka dziesięć tabletek przeciwbólowych
:D jaki sposób na podejście żony :D
AutumnLeaf pisze:Co tu zełgać...- myślałam gorączkowo.
-Dżemyk!- wykrzyknęłam nagle cała w skowronkach, dumna ze swojego geniuszu- Jaką ja mam ochotę na dżemyk! Myślę, że znajdzie się jeszcze coś w lodówce...
już mówiłam, ale no świetnie napisane - to i cała reszta! miałam wszystko przed oczami jak zawsze^^
AutumnLeaf pisze:James idź się ogol. Całą jestem podrapana
Nie zwracając uwagi na przerażone oczy Nati, która najwyraźniej zaczęła się dusić kanapką
xD XD xD

p.s. dobrze, że nikogo nie ma w pokoju, bo siedzę i zacieszam się do monitora, co z boku mogłoby wyglądać dziwnie.
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

hehehe, ja się za to zawsze szeroko uśmiecham czytając Twoje koment. ;*
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

no to jesteśmy kwita ;* hyhy :]
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

AutumnLeaf pisze:Co tu zełgać...- myślałam gorączkowo
AutumnLeaf pisze:Dżemyk!- wykrzyknęłam nagle cała w skowronkach, dumna ze swojego geniuszu- Jaką ja mam ochotę na dżemyk! Myślę, że znajdzie się jeszcze coś w lodówce
o men ... haha ^^^ :-D dobry bajer pół roboty :-P
AutumnLeaf pisze:Patrzyłam na nią z mina typu „o kurwa”
no nie... już do widze oczami mojej wyobrazni *wyje ze smiechu*

To powinno sie ukazac na papierze - murowany bestseller ;* sama bym wykupiła wiekszośc nakładu chyba ;*
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

może nas ktoś odkryje xD
dziekujemy za mile komentarze :* aż chce sie dalej pisać
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

Tanira pisze:aż chce sie dalej pisać
no no to do dzieła... bo ja tu juz obgryzam pazury z niecierpliwości co bedzie dalej :-D
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

a macie ^^

Nati:

To była ciężka połowa dnia...Próbowałam nie dać po sobie poznać, że padam z nóg.
Kiedy widziałam jak Ann zasypia momentalnie na kanapie w swoim mieszkaniu, miałam ochotę ułożyć się obok niej i uciąć krótką drzemkę, ale czekała mnie jeszcze sprawa Whistlera. Pocieszeniem była jedynie perspektywa wieczornego relaksu w wannie...z kubkiem gorącej czekolady i zapachowymi świeczkami...

-Zanieś ją do sypialni, a ja skoczę na chwilę do domu- wyszeptałam idąc na palcach w stronę wyjścia. Kiwnął tylko głową na potwierdzenie, a ja będąc już za drzwiami, rzuciłam się pędem do naszego mieszkania.
Kiedy wychodziłam rano Alex jeszcze spał, więc nawet nie zapytałam go jak się czuje.
Miałam też okropne wyrzuty sumienia z powodu tej nieszczęsnej kłótni w kuchni, którą sama chcąc nie chcąc wywołałam. Niepotrzebnie tak na niego napadłam, jak sam powiedział chciał mi tylko pomóc. Nawrzeszczałam, że mnie odpycha, a przez cały ten czas zachowywałam się zupełnie tak samo jak on... Po cholerę ciągle zgrywam twardziela, skoro w środku jestem zupełnie inna.

Mam męża agenta, nie chcę być gorsza, nie chcę, żeby sobie pomyślał, że jeżeli nie ma go tu całymi dniami, to nie dam sobie rady. Chcę, by wiedział, że zawsze ma we mnie oparcie, że mam tak samo silne nerwy jak on i, że zawsze, choćby nie wiem co, może na mnie liczyć.

-Gdzie jesteś Alex...- pomyślałam wchodząc do mieszkania.
Nie wiedziałam, czy nadal śpi, więc zostawiłam w spokoju drzwi, które ciąglel się zacinały.
Chyba nie powinnm tak wrzeszczeć na gościa, który je wstawiał. Pewnie specjalnie coś skombinował. Po raz kolejny zawinił mój wybuchowy charakter, ale czy to moja wina, że straciłam nerwy, skoro facet gmerał w nich trzy godziny co chwila dopraszając się o nowego papierosa?!
Stanęłam na środku przedpokoju, nasłuchując jakichkolwiek szmerów dochodzących z któregoś z pokoi, ale...nic. Było zupełnie cicho. Weszłam do sypialni, ale zastałam pościelone łóżko i zasłonięte rolety. Zaczęło się już ściemniać, więc nie widziałam w tym nic dziwnego. W kuchni ani w łazience również go nie było, więc został tylko salon. Drzwi były lekko uchylone, weszłam po cichu i uśmiech od razy zagościł na mojej twarzy. Alex drzemał spokojnie na kanapie z kotem na kolanach, przykryty jakoś niezdarnie kocem.

-Tu się przede mną schowałeś- szepnęłam mu do ucha, budząc pocałunkiem.
Muszę częściej stosować tego typu budziki, bo Alex momentalnie otworzył oczy, otrząsając się z resztek snu.
-Coś ty mi wczoraj dała...
-?
-Nie mogę dzisiaj dojść ze sobą do ładu...
-Trochę snu nikomu jeszcze nie zaszkodziło.- powiedziałam łagodnie, poprawiając mu poduszki- Za to jutro będziesz jak nowo narodzony.
-W to nie wątpię- uśmiechnął się, a ja zaczęłam się zastanawiać, czy nie zapomniał czasem naszej wieczornej sprzeczki.
Już chciałam się wymigać od odpowiedzialności, jednak postanowiłam, że od tej pory nic nie będę przed nim ukrywać, więc zdania nie zmienię.
-Alex...muszę...chyba...muszę cię przeprosić...za...wczoraj...- wydukałam, krzywiąc się nieznacznie.
- Boże jak ja nienawidzę kogokolwiek przepraszać- pomyślałam z goryczą. To się równa z przyznaniem do błędu.
A tego nienawidzę jeszcze bardziej.
-Kochanie, z trudem przeszło ci to przez gardło- jak zwykle mnie rozgryzł.- Nie masz mnie za co przepraszać, to była normalna reakcja- powiedział głosem specjalisty, a ja poczułam się jak królik doświadczalny.
Moim drugim postanowieniem było nabranie do siebie nieco więcej dystansu, więc puściłam to mimo uszu i wstałam z kanapy.
-Muszę jeszcze jechać załatwić kilka spraw, podać ci coś przed wyjściem?
Przez chwilę widziałam jak walczy sam ze sobą. Wiedziałam, że sam wolałby doczłapać do kuchni i usnąć nad czajnikiem niż poprosić mnie o pomoc.
-Możesz...ehm...przynieść mi trochę gorącej herbaty.
-Kochanie...z trudem przeszło ci to przez gardło- powiedziałam uśmiechając się szelmowsko i zniknęłam za drzwiami od kuchni.

Uporanie się ze wszystkim zajęło mi więcej niż 15 minut i kiedy jakimś cudem odważyłam się wyjrzeć przez okno, zobaczyłam, że koło naszego Rovera stoi, przebierając nogami zmarznięty na kość Whistler.
-O cholera...- wyszeptałam tylko, łapiąc za kubek i biegnąc z nim do salonu.
Alex włączył właśnie telewizor, w którym leciał jakiś nudny program o najnowszych wyposażeniach brygad specjalnych. Nie zwracając uwagi na całą tę bezsensowną paplaninę wręczyłam mu gorącą herbatę , pocałowałam na pożegnanie i wybiegłam z mieszkania. Wyhamowałam gwałtownie na środku korytarza, przypominając sobie, że nie wzięłam kluczyków od samochodu!
-Zaczyna się. Witajcie w świecie Natalii Mahone, Najbardziej Pechowego Człowieka Na Ziemi- marudziłam do siebie biegnąc z powrotem.
-Alex nie widziałeś gdzieś...
-Tego szukasz?- powiedział podzwaniając kluczykami, które trzymał w ręku i nawet nie odrywając wzroku od telewizora.
-Nie mogłeś wcześniej- jęknęłam i nie czekając na odpowiedź wyrwałam mu kluczyki i pognałam do samochodu.

-Na miłość boską, gdzieś ty się podziewała!- krzyknął zły na całego James, kiedy ślizgając się na lodzie dopadłam wreszcie do auta.
-Właź- rzuciłam, otwierając mu drzwi- Możemy się pokłócić, kiedy włączę ogrzewanie.
Wskoczyliśmy do samochodu, odpaliłam silnik i przez chwilę siedzieliśmy sztywno jak dwa sople lodu, patrząc prosto przed siebie. Absolutną ciszę przerwało głośne szczękanie zębów Jamesa, zerknęłam w bok i dłużej nie mogąc się powtrzymać, parsknęłam śmiechem.
-To wcale nie jest śmieszne- powiedział z tym swoim angielskim akcentem, grzejąc ręce nad strumieniem ciepłego powietrza, które wypływało z ...z miejsca, w którym się przed chwilą znajdowało.
Teraz już zupełnie nie dziwię się Alexowi, który do tej pory nie może wyjść z podziwu, że zrobiłam prawko.
-James, rozluźnij się, zrelaksuj! Nie jestem chyba aż taka straszna!- palnęłam dla żartu, ale kiedy zobaczyłam jego wzrok, mina mi zrzedła.

O Boże. Jestem? Niemożliwe, żeby James Whistler się mnie bał!

Może nie powinnam go tak ochrzaniać w tym szpitalu?
...i w samochodzie
...eee...
...i w kuchni
...no i jeszcze przetrzymywać na 100 stopniowym mrozie...

-Ehm- odkalsznęłam głośno, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć.
-No to...ruszamy!- zakończyłam wesoło, udając, że nic się przed chwilą nie stało.
W co ja się wpakowałam. Jestem wstrętną, zrzędliwą babą, która zraziła do siebie nawet narzeczonego swojej najlepszej przyjaciółki!
-Kretynka- mruknęłam do siebie na tyle głośno, że nie omieszkał usłyszeć tego "mój pasażer".
-Mówiłaś coś?
-Ja? Nie, coś ci się przywidziało- wzruszył tylko ramionami, odwracając głowę w drugą stronę, wpatrując się w mijane przez nas wystawy sklepowe i uparcie mnie ignorując.
-Cholera, cholera, wymyśl coś!- krzyczałam do siebie w myślach.

Musiałam jakoś załagodzić całą sprawę.
I wiedziałam jak to zrobić.
Jest tylko jeden sposó.
Sposób, którego nienawidzę.
A muszę go zastosować już po raz drugi tego dnia.

Westchnęłam głośno i korzystając z tego, że przed nami wyrósł korek, który był tak wielki, że aż nie realny, odwróciłam głowę w jego stronę i zaczęłam:
-James, posłuchaj...nie wyszło to wszystko jakoś najlepiej...nie powinnam na ciebie wrzeszczeć wtedy w szpitalu...i w jeszcze paru innych miejscach- dodałam, widząc jego wyczekujący wzrok.
-Dlatego...chociaż z trudem przechodzi mi to przez gardło...- nawijałam- chciałam cię...przeprosić.
Zrobiłam to. Ufff. Najważniejsze, że wreszcie to z siebie wykrztusiłam.

James słysząc moje słowa, natychmiast uśmiechnął się szeroko i podając mi rękę, powiedział:
-Przeprosiny przyjęte.
Odetchnęłam z ulgą.
Pierwsze lody przełamane.

-PANI! JEDŹ PANI DO CHOLERY BO BLOKUJESZ PANI PRZEJAZD!
-CHWILA!!!!NIE WIDZISZ BARANIE, ŻE ROZMAWIAM!!!- wydarłam sie przez uchylone okno na nieokrzesanego faceta, który wlókł się za mną jakąś starą drezyną.

Opadłam na fotel i ponownie zerknęłam na Jamesa.
Świetnie, dopiero przed chwilą jakoś udało mi się nawiązać z nim nić porozumienia, a teraz znowu wszystko zepsułam. Ku mojemu zaskoczeniu zaczął się nagle śmiać na całe gardło trzymając drzwi, żeby nie wpaść pod siedzenie. Już miałam do niego dołączyć, ale usłyszałam za sobą wściekłe trąbienia kolejnych kierowców, więc postanowiłam nie przeciągać struny i ruszyłam dalej.

-Nie jesteś tym wszystkim chociaż trochę zmęczona?- zapytał Whistler już bez cienia strachu w głosie- Biegałaś z Ann od samego rana a teraz jeszcze...
-James daj spokój. To dla mnie sama przyjemność!- powiedziałam radośnie, usilnie starając powstrzymać się od ziewania.
-Przeżywasz to chyba bardziej niż my.
Zatkało mnie. Słyszałam te słowa już drugi raz w ciągu dwóch dni.Chyba coś w tym musi być. Może rzeczywiście za bardzo to wszystko przeżywam...Skoro dzisiaj jest dzień postanowień, to postanawiam sobie, że od jutra przystopuję.

-James to nie jest tak, że...no wiesz...- po jego minie wywnioskowałam, że jednak nie wie. Boże, dlaczego facetom trzeba wszystko wyłożyć jak na tacy. Sami nic nie pogłówkują! Zero szóstego zmysłu. I kobiecej intuicji.
-Wiesz jaki Alex jest mało romantyczny...z nim nie mogę gadać swobodnie o takich sprawach, bo zaraz krew mnie zalewa...więc, że tak powiem...trochę sobie na was odbijam...-zaśmiałam się głupkowato, hamując gwałtownie, przed sklepem, do którego mieliśmy wejść.
-To tutaj!
Widziałam jak James patrzy się na mnie przez moment, dopiero po chwili wysiadając z samochodu. Ciekawe co sobie pomyślał, pewnie znowu coś chlapnęłam.
-Ech...no nic, po co się martwić na zapas- powiedziałam do siebie i weszłam za nim do sklepu z garniturami. Na szczęście miałam już upatrzony ten jeden jedyny, żeby nie męczyć go tak jak Ann.

-Ten. Przymierzaj.
James posłusznie złapał za garnitur, kryjąc się w przebieralni, w której choćbym chciała i tak nie mogłam go podejrzeć ^^.
E tam.
Szkoda, że nie ma tu Alexa...Narobilibyśmy trochę bałaganu w tym sztywniackim sklepiku ^^.
Opierałam się o ladę, ziewając dyskretnie i przecierając oczy ze zmęczenia, Whistler grzebał się niemiłosiernie, ale nie chciałam znowu wyjść na potwora, więc go nie poganiałam.
W końcu zasłony rozsunęły się i wyszedł.
Miał dziwną minę i stał jakby nigdy w życiu nie miał na sobie garnituru.
-Hej!Rozchmurz się!Wyglądasz w nim fantastycznie!- szczebiotałam wesoło, zapominając o swoim zmęczeniu.
-Nie bardzo jestem przyzwyczajony do tego typu...garderoby...-mruknął.
-Ann padnie na twój widok!- gadałam jak najęta, obchodząc go dookoła już chyba setny raz!
Gwizdnęłam na cały sklep, przywołując znudzoną ekspedientkę, która przybiegła natychmiast z udawanym okrzykiem zachwytu.
-Pani mąż wygląda fantastyczni!!! Ale...
-O nie kochana- przerwałam jej- to nie jest mój mąż, ja się nie piszę na takie spokojne życie- puściłam oko do Jamesa i dodałam- Bierzemy.
Odetchnął głośno, wiedząc, że nie będę go już więcej dręczyć.

Powlekliśmy się do samochodu i zatrzaskując za sobą drzwi, wcisneliśmy się w fotele, równocześnie głośno ziewając.
-Sama przyjemność?
-Hehe...jedźmy do domu...- powiedziałam nadal ziewając i ruszyłam z piskiem opon w stronę naszego osiedla. Już miałam powiedzieć Whistlerowi, żeby zapiął pas, ale zobaczyłam, że zrobił to chyba zaraz po tym jak wsiadł do auta. Czyżby uciął sobie małą pogawędkę z Alexem...
Na szybach zaczęły osiadać pierwsze płatki śniegu, czyli tak jak podejrzewałam. Zapowiadała się śnieżna noc.
Jakimś cudem dojechałam do domu, nie zasypiając za kierownicą. James coś do mnie mówił, ale na wpół śpiąca nie bardzo go rozumiałam, dałam mu tylko przyjacielskiego całusa w policzek i poklepałam po ramieniu, bełkocząc coś, że "wszystko będzie dobrze" i powlokłam się do domu.

Weszłam do przedpokoju, rzuciłam torbę, rzuciłam kluczyki i zsunęłam z siebie płaszcz, zostawiając go na podłodze.
-Gorąca kąpiel...czekolada...świeczki...gdzie to wszystko jest...jak to się robi....
Weszłam do salonu, gdzie na kanapie leżał Alex z nosem w jakichś papierach. Zapewne kazał przywieźć je sobie z pracy do domu. Niech no ja tylko dorwę tego życzliwego, który go posłuchał.
Jutro go ochrzanię.
Położyłam się obok niego i momentalnie odpłynęłam, słysząc niewyraźnie słowa:
-Za bardzo to wszystko przeżywasz.

and Ja^^:


Robiłam sobie właśnie gorącą ananasową herbatę gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwiami.
Po chwili w kuchni pojawił się przemarznięty James z wielka siatka w ręku.
- kochanie…- szepnęłam
- zrób mi gorącej herbaty. Idę się wykąpać
Było mi go tak strasznie żal ale cóż. Chciał ślubu niech cierpi ^^
Zaniosłam mu kubek do pokoju. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Jak zwykle o tej godzinie nic nie było. Puścili by coś romantycznego a tu zawsze takie pierdoły lecą…
Po chwili obok mnie usiadł James. Skórę miał gorącą po kąpieli i aż miło było się wtulić.
- pokazuj co kupiłeś – rzuciłam z szerokim uśmiechem
- znowu…
- ja cię w tym nie widziałam. No już pakuj się w garniak i odstaw mi tu zaraz pokaz mody. Dalej, dalej – wypchnęłam go z kanapy.
Wrócił po jakiś 10 minutach. Wyglądał bosko. Aż dech mi zaparło. Patrzyłam na niego jak w obrazek.
- źle? – wyszeptał
- jesteś boski…- wyszeptałam
Uśmiechnął się szeroko i pomaszerował się przebrać.
Opadłam na kanapę zauroczona jego widokiem i zaczęłam się cieszyć sama do siebie jakiego to mam przystojnego narzeczonego.
- nie lubię garniturów – rzucił siadając znowu obok mnie
- przeżyjesz ta chwilę. Bosko wyglądasz – pocałowałam go w policzek
- a ty?
- co ja?
- chciałbym cię tez zobaczyć…- spojrzał na mnie swoimi maślanymi oczami
- o nie. Nie patrz tak na mnie. Zobaczysz w dniu ślubu. A właśnie…Kościół.
- za dużo tego biegania. A wesele?
Spojrzałam na niego z przerażeniem
- nie możemy w to wciągać Mahonów ^^ Musimy coś zrobić sami. Jutro przed południem lecimy do proboszcza a po południu załatwiamy restauracje, ok.?
- jak sobie pani życzy – pocałował mnie delikatnie
- mmmmmm – wymruczałam i zarzuciłam mu ręce na szyję…
- to co robimy? – zapytał James patrząc na mnie TYM wzrokiem
- nie mam pojęcia – odpowiedziałam z szerokim uśmiechem
Kanapa zrobiła się wyjątkowo wygodna ^^

Rano jak zwykle obudziłam się w dziwnej pozie. Głowę miałam na klacie Jamesa natomiast nogi gdzieś poza przestrzenią.
- która godzina…-wymruczałam sama do siebie
Odszukałam gdzieś między naszymi ciuchami rękę Jamesa na której był zegarek. Dochodziła 11.
- James wstawaj…jest…11?!
Zaczęłam go szarpać. Założyłam na siebie jego koszulkę i pobiegłam do łazienki.
- James! Już! – darłam się po drodze
Wyjątkowo w przeciągu 10 minut byłam gotowa. On pomału zbierał się z kanapy.
- szybciej James! Musimy jechać!
- no już, już…- mruknął i udał się w stronę łazienki
Po chwili był już jak nowo narodzony. Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.
- jak ty to robisz…- wyszeptałam
On tylko uśmiechnął się delikatnie i zaczął mnie wypychać z domu.
Po chwili już byliśmy w drodze do kościoła. Już w myślach pomału sobie wszystko układałam. Białe kwiaty i my…Rozmarzyłam się i nawet nie zauważyłam gdy podjechaliśmy pod kościół.
- halo…kochanie…- James wyrwał mnie z tak pięknych marzeń i powiedział zupełnie pewny siebie – te marzenia wkrótce się spełnią.
- czy on ma ma jakąś satelitę która wychwytuje moje myśli? – zapytałam się w myślach i wysiadłam z samochodu.
Zbyt dużo śniegu…Za dużo jak dla mnie…Prawie rozjechałam się przed drzwiami biura parafialnego.
- ostrożnie skarbie – James starał się mnie utrzymać w pionie ale sam balansował na krawędzi śmierci.
Weszliśmy do środka. Uderzył mnie ostry zapach jakiś kadzideł i innych tego typu rzeczy.
- oooo – zawołał proboszcz, który niczym tajemniczy Don Pedro wyłonił się zza jakiejś szafy – pan Whistler. Tak myślałem, że to wy – uśmiechnął się serdecznie
- dzwoniłem wczoraj do proboszcza – zwrócił się do niego James – w sprawie naszego ślubu – chwycił mnie za rękę
- on dzwonił? Kiedy? – pytałam się sama siebie
- pamiętam, pamiętam…jedyny wolny termin, który mogę wam zaoferować to przyszła sobota. Nic wcześniej nie ma – uśmiechnął się i spojrzał na mnie – mam nadzieję, że nie jest to spowodowane stanem wyjątkowym?
- nie, nie – rzucił speszony James – narzeczona nie jest w ciąży.
Spojrzałam na niego oburzona. Rozmowa toczyła się głównie między nimi. Ja byłam zupełnie wyłączona. Moja rola polegała tylko na podpisaniu stosownych dokumentów. I mi to w 100 % odpowiadało ^^
- w takim razie oczekuje was jeszcze w tym tygodniu żeby ustalić szczegóły co do wyglądu kościoła w tym wyjątkowym dla was dniu.
W tym momencie się odezwałam…
- chciałabym żeby były białe kwiaty…Dużo białych kwiatów
Proboszcz uśmiechnął się delikatnie.
- co tylko sobie wymyślicie…
Wyszłam z ogromnym uśmiechem na ustach…
- to już za tydzień…- myślałam głośno
- cieszysz się? – zapytał James.
Nie odpowiedziałam. Pocałunek wystarczył.
Wskoczyliśmy do samochodu i pognaliśmy w stronę restauracji, którą polecił nam kumpel Jamesa.
Po dwóch godzinach byliśmy w domu zmęczeni chyba jeszcze bardziej niż wczoraj.
- ale jestem głodny – wydyszał gdy weszliśmy do domu.
- zamówimy coś. Ja tez zgłodniałam. Na co masz ochote?
- obojętnie co…jestem tak głodny, że zjem wszystko.
Niewiele myśląc wykręciłam numer malutkiej knajpki dwie ulice dalej a zaraz później numer do Mahonów ^^
- dziś wy wpadacie do nas – rzuciłam do słuchawki po czym rozłączyłam się perfidnie ^^
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

taka częstotliwość wrzucania nowej części bardzo mi się podoba :D
Tanira pisze:-Kochanie, z trudem przeszło ci to przez gardło- jak zwykle mnie rozgryzł.- Nie masz mnie za co przepraszać, to była normalna reakcja- powiedział głosem specjalisty, a ja poczułam się jak królik doświadczalny.
Oo... no trochę masakra xD
Tanira pisze:Wiedziałam, że sam wolałby doczłapać do kuchni i usnąć nad czajnikiem niż poprosić mnie o pomoc.
hahahahaha xD
Tanira pisze:Narobilibyśmy trochę bałaganu w tym sztywniackim sklepiku ^^.
to jest okropne, ale jak nam się nudzi z kumpelami to wbijamy do takich sklepów i wkurzamy te sztywne ekspedientki-lalunie ze sztucznym uśmiechem hahahaah xD
Tanira pisze:Nie bardzo jestem przyzwyczajony do tego typu...garderoby...
ja też xD matura była okropna xD czułam się jak przychlast xD
Tanira pisze:Rano jak zwykle obudziłam się w dziwnej pozie.
Tanira <żółwik> :D
Gość
Gość
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Gość »

Tanira pisze:- czy on ma ma jakąś satelitę która wychwytuje moje myśli?
xD ^^haha ...
Tanira pisze: proboszcz, który niczym tajemniczy Don Pedro wyłonił się zza jakiejś szafy
Don Pedro :?: :!: lol xD czy Ty chcesz żebym ja popusciła ze smiechu :-D

dziekowac dziekowac za bonusowy odcineczek..tego mi właśnie brakowało tego ponurego dnia :-D Fantastico ;*;*;*
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

znaczy no ..ten .. znów mnie wylogowało .. to byłam oczywiście ja ;*
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

o dżizas Tanira, ja cię ukatrupię xD dziękujemy ^^ ;*
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

co? mnie? xD łąj xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Proszę, ale musiałam tu chyba nie mieć weny...


moje:



Cholera.
Zaczyna się powoli zachowywać zupełnie tak jak ja.

Odłożyłam słuchawkę i poszłam do Alexa, który grzebał w lodówce w poszukiwaniu czegoś nadającego się jeszcze do zjedzenia. Po jego minie, można było poznać, że wszystkie etykietki mają przeterminowaną datę. Musimy w końcu wybrać się na jakieś zakupy, bo zaczynamy powoli zamieniać się w Bundych.

-Nie martw się o obiad kochanie, idziemy do naszych gołąbeczków, wyjeść im wszystko co tylko będą mieli w domu.- puściłam do niego oko, zamykając drzwiczki od lodówki i siadając na segmencie obok.
-Ok, ok chwilka...musze tylko...- i wyszedł pospiesznie z kuchni.
Nie mogłam usiedzieć w miejscu z ciekawości co on znowu kombinuje, więc podreptałam do salonu, za którego drzwiami przed chwilą zniknął. Znalazłam go krzątającego się wokół stołu, na którym było pełno papierów i jakichś pokreślonych map z miejscowościami pozaznaczanymi czerwonymi kółkami

-Alex...-zaczęłam, grożąc mu palcem, ale przerwał mi, zupełnie nie na żarty, patrząc poważnie w oczy.
-Posłuchaj, czy tego chcesz czy nie, to jest moja praca, i nie mogę rzucić wszystkiego na bok z powodu jakiegoś tam urlopu.
Krew zaczęła się we mnie gotować ze złości, ale przypomniałam sobie wczorajsze postanowienia, i będąc dobrą, kochającą żoną, odpuściłam sobie, chyba po raz pierwszy w życiu, jak ja to nazywałam "przepychankę słowną".
-Rozumiem...ale chodź na obiad, jak czegoś nie zszamiesz to w końcu padniesz nad tym stołem- powiedziałam, widząc jego mocno zdziwnioną minę.
- A wiesz jak ja gotuję!- rzuciłam jeszcze, nie odwracając głowy i idąc po kurtkę do przedpokoju.
-Ostatnio całkiem dobrze ci to wyszło.
-Eeee...- wyjąkałam, myśląc gorączkowo co by tu nakłamać. Jak zwykle mój język musi stać w pierwszej kolejności przed rozumem.
- Przypadek ^^. Hehe...w twojej pracy to chyba normalne.
-No tak, ale jeśli chodzi o twoje gotowanie, przypadki raczej nigdy się...
-Alex nie wykorzystuj mojego dobrego humoru i nie przeginaj pały!
-Idziemy- zarządziłam w końcu biorąc go za rękę.

Wypadliśmy z klatki, prosto na lodowisko, przez które drobnymi kroczkami staraliśmy się przejść.

Staraliśmy.
Pfff.
To za dużo powiedziane.

Ledwo doszliśmy do połowy a mnie już rozjechały się nogi, ratując się jak mogłam złapałam się Alexa za płaszcz i pociągnęłam go za sobą. Z głośnym krzykim wylądowałam na nim, przygniatając go całym swoim ciężarem. Słyszałam jak syknął z bólu i próbowałam jakoś się z niego zebrać, ale nie dało rady! Za każdym razem, kiedy próbowałam się podnieść, z powrotem na nim lądowałm.
-Alex zrób coś!- jęknęłam, tracąc już zupełnie siły.
-Błagam cię zejdź ze mnie- wystękał- Wyglądamy jak para kretynów!

-Dobrze się bawicie?- usłyszałam nad sobą głos i podnosząc głowę do góry zobaczyłam, że patrzy na nas nie kto inny jak James Whistler i Ann, która stała bokiem, tak żebym nie zauważyła jej ogromnego uśmiechu na twarzy.

-Nie stój tak tylko nam pomóż!- powiedziałam, trzymając nerwy na wodzy. Dopiero wczoraj doszłam z nim do jako takiego porozumienia, a dzisiaj miałam już ochotę zjechać go na całego. Ale dam radę. Będę miła i opanowana. Tak.
James, uśmiechnął się półgębkiem i podając mi rękę, pomógł wstać z ledwo już oddychającego Alexa, który przy pomocy Ann stanął wreszcie na własnych nogach, trzymając się za rękę.

Nie mogłam się opanować. Kiedy wyobraziłam sobie jak musieliśmy wyglądać, lężąc na tym lodzie jak para rozjechanych żab, po prostu nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
-Kochanie...przepraszam...choć...idziemy- wydusiłam do nieco już obrażonego Alexa i biorąc go pod ramię poprowadziłam ostrożnie do klatki.
Ann i Whistler, chyba z grzeczności, powstrzymywali się, żeby nie zareagować tak jak ja, co łatwo można było rozpoznać po ich czerwonych twarzach, które kryli w kołnierzach swoich zimowych kurtek

Wpakowaliśmy się wszyscy do windy, w której każdy stał patrząc prosto przed siebie, ani się ważąc spojrzeć w bok, co mogłoby spowodować niekontrolowany atak głupawki.
Dojechalismy nareszcie na 7 piętro, gdzie każdy, nie mogąc już dłużej wytrzymać, rzucił się do wyjścia, potrącając po drodze jakąś niczego niespodziewającą się kobietę z psem.
-Jak małe dzieci- usłyszałam mruknięcie Alexa, który wyszedł dumnie z windy otrzepując śnieg z płaszcza.
-Oj daj spokój Alex. To wszystko z głodu!- zaszczebiotałam mu zbyt radośnie do ucha, na co on aż się skrzywił- Zjesz coś i od razu zrobi ci się lepiej.

Mieszkanie. Ciepło. Kanapa. Czego więcej do szczęścia potrzeba.

Rozsiadłam sie wygodnie, z Alexem obok, który jakoś niewyraźnie wyglądał, ale nie dziwię mu się, skoro przeleżał na lodzie 10 minut ^^.
-Alex, rozchmurz się!
-Nie mogę dzisiaj długo z wami siedzieć. Mam trochę pracy w domu.
Westchnęłam po cichu, zaciskając mocno zęby. Nikt nie zepsuje mi dzisiaj humoru. O nieee, nikomu na to nie pozwolę.
-Ale chyba na obiedzie zostaniesz?- powiedziała Ann, wnosząca właśnie talerze, z których unosił się fantastyczny zapach pomidorówki.
-Pomidorówka to moje popisowe danie, nie Alex?- szturchnęłam go łokciem, na co on lekko zzieleniał, przełykając głośno ślinę.
-Jasne, że zostanę.Najjem się na zapas.

Pfff.

-No więc...- zaczęłam, przypominając sobie, że nie wolno zaczynać zdania od "więc"- Jak tam dalsze przygotowania do ślubu?
-Idą pełną parą- powiedziała wesoło Ann, nakładając sobie dwa razy większą porcję zupy ode mnie^^
-Ustaliliście już datę?- zapytałam spokojnie, pamiętając, żeby tylko nie przesadzać.
-Przyszła sobota.
-PRZYSZŁA SO...- urwałam, siadając z powrotem na swoim miejscu- Przyszła sobota mówisz? To fantastycznie!
-Cholera...- myślałam, gniotąc Alexowi rękaw od koszuli- Przyszła sobota...czyli jeszcze sześć dni...nie mam sukienki, nie wiem jaką zrobię sobie fryzurę, makijaż, buty...Alex ma mnóstwo garniturów, więc na pewno coś wybierze, ale ja!
-Słońce- usłyszałam nagle szept Alexa- Zdąrzymy ze wszystkim- powiedział łagodnie, łapiąc mnie za rękę, którą prawie pourywałam mu guziki od mankietów. Kiwnęłam tylko głową, zwracając się do Jamesa, który zaczynał właśnie kleić się do Ann.
Przynajmniej nie na mojej kanapie.
-Ehm- odkalsznęłam głośno, przerywając ich "gorące chwile"- A jak garnitur?- zapytałam z błyskiem w oku.
Ann nie musiała nic mówić, poznałam po jej rozmarzonej minie, że wczoraj musiała już władować w niego Whistlera.
-Cudowny...
-A widzisz. Ja wiem co dobre, prawda kochanie?- zwróciłam się do Alexa, który gmerał łyżką w talerzu.
-Nie smakuje ci?- spytała Ann, która zaczęła właśnie sprzątać puste talerze.
-Nie! Skądże znowu! Po prostu...złe wspomnienia.- uśmiechnął się złośliwie, patrząc w moim kierunku.
-Zemsta za tą rewię na lodzie?- powiedziałam, odwzajemniając uśmiech.
-Pomogę ci- krzyknęłam szybko do Ann, biegnąc za nią do kuchni.
Nareszcie chwila samotności.

-I jak?
-On jest cudowny...- wymruczała, natychmiast wiedząc o co mi chodzi- Te oczy, ta klata...ten zarost...ta gitara...te oczy...
-To już mówiłaś.
-Wiem, ale nie zaszkodzi jeszcze raz...te oczy...- i powróciła do wymieniania swojej listy samych zalet Jamesa Whistlera.
Nagle przez mały otwór w drzwiach, wdreptał czarny kundelek, węsząc coś zawzięcie po podłodze.
-Hej! Nie mówiłaś, że macie psiaka!- wykrzyknęłam uradowana- Jak ma na imię?
-Demon.
-Demon, skarbie, chodź do mnie- zaczęłam cmokać na niego, wyciagając rękę.
Psina natychmiast posłuchała^^ wskakując mi na kolana i merdając zawzięcie kudłatym ogonkiem.
-Chyba cię polubił- powiedziała Ann, głaszcząc Demona po kosmatym łebku.
-Pewnie, że tak- odparłam dumnie- Mnie kochają wszystkie psy ^^.
Podczas gdy Ann zmywała talerze, które ja wycierałam, nadal siedząc z psem na krześle, przy kuchennym stole, dało się słyszeć odgłos dzwoniącego telefonu.
Dzwoniącego telefonu Alexa.
Błagam tylko nie to.
Zastygłam na krześle, czekając na rozwój wypadków.
Po jego podniesionym głosie doszłam do wniosku, że ktoś musiał go nieźle wkurzyć.
Po chwili usłyszałam jak żegna się z Whistlerem i wychodzi z mieszkania.

-Siedź. Ja za nim pójdę- powiedziała Ann, kładąc mi rękę na ramieniu.
-Dziękuję- wyszeptałam tylko, mechanicznie głaszcząc Demona po puszystej sierści.

Tanira:

Wpadłam na chwile do pokoju. Pocałowałam Jamesa i szepnęłam mu do ucha
- niedługo wrócę…muszę sprowadzic tu tego świra.
James nie był zachwycony. Chcieliśmy spędzic ten wieczór razem a tu taka klapa.
- wracaj szybko – przytrzymał mnie w ramionach
- jak najszybciej się da ^^
Wybiegłam z mieszkania i dopadłam windy zanim alex zdołał się do niej wgramolić.
- a ty gdzie się wybierasz? – zapytałam oburzona
- mieliśmy spędzic ten wieczór razem. Wspólnie a ty odstawiasz taki cyrk? – powiedziałam
- nie mam czasu…mnóstwo pracy w domu…wracaj do narzeczonego - próbował mnie zbyć
- o nie kochany – chwyciłam go pod rękę co wywołało zdziwienie na jego twarzy
- idziemy na spacer
- ale…
Obrzuciłam go oburzonym spojrzeniem
- no dobra…- rzucił
Byłam z siebie dumna. Postawiłam się agentowi, który mi uległ. Powinni mi dać Nobla za cos takiego.
Wyszliśmy z bloku i szliśmy w stronę mostu.
- powiedz mi Alex…dlaczego ty i Nati…No dlaczego oddaliliście się od siebie?
- nieprawda – zapowietrzył się zupełnie jak Natalia ^^
- przecież to widać z kosmosu, że nie jesteście już tak blisko.
- mam pracę…- wyszeptał
- praca to nie wszystko. Masz rodzinę. To powinno być u ciebie na pierwszym miejscu. Nie jakieś tam cholerne papiery i inne duperele.
Spojrzał na mnie z oburzeniem
- no dobra, przepraszam…ale wiesz o co mi chodzi. Nati czuje się trochę samotna…
- no to co ja mam zrobić? – wydusił z siebie po chwili
Po raz pierwszy od dłuższego czasu czułam, że się otworzył przede mną. Do tej pory nie rozmawialiśmy nigdy tak luźno jak teraz.
- musisz poświęcić jej więcej czasu. Znacznie więcej czasu – skarciłam go wzrokiem
- ale my przebywamy ze sobą dużo czasu
- czy ty myślisz, że gdy kładziesz się obok niej spać to jej wystarczy?
Nie odpowiedział
- ona potrzebuje czułości. Znacznie więcej czułości niż jej do tej pory okazywałeś.
- Ann…- szepnął, zatrzymał się i spojrzał mi głęboko w oczy
- uświadomiłaś mi coś wiesz…
- tak? – zapytałam udając jakbym nie wiedziała o co chodzi
- jesteś wielka wiesz…potrzebowałem takiej rozmowy. Potrzebowałem tego, żeby ktoś w końcu mi uświadomił, że przez cos takiego mogę stracić kogoś kogo kocham.
Przerwałam mu dość intensywnie uderzając go w pierś
- nie straciłbyś jej nigdy rozumiesz. Tego na pewno by nie zrobiła. Nie zostawiłaby cie bo kocha cię całym sercem. Oddała by za ciebie życie, rozumiesz?
Patrzył na mnie strasznie poważnym wzrokiem.
- no. Skończyłam swoje orędzie a teraz wracamy do domu bo zimno mi strasznie.
- wiesz co – zatrzymał mnie ręką – życzę Tobie i Jamesowi jak najlepiej. Będziecie cudownym małżeństwem – uśmiechnął się delikatnie.
- dzięki – odwzajemniłam uśmiech i pocałowałam go w policzek
- a teraz chodź bo zamarznę – pociągnęłam go mocniej za rekę
W drodze powrotnej śmialiśmy się z byle czego. Nie wiedziałam, że Alex jest tak dowcipnym facetem. Po krótkiej chwili znaleźliśmy się już pod drzwiami naszego mieszkania.
- zrób jej niespodziankę co – szepnęłam gdy otwierałam drzwi
- nie martw się, zrobię – puścił do mnie oko
Otworzyłam drzwi. Demon od razu rzucił się na powitanie.
- wróciłam! – krzyknęłam triumfalnie
W przedpokoju zobaczyłam Jamesa z szerokim uśmiechem na twarzy
- stęskniłem się wiesz…- wymruczał podchodząc do mnie i obejmując czule
- wiem Misiaku – pocałowałam go delikatnie – ja za tobą też. A gdzie Nati?
- siedzi w pokoju i ogląda telewizję.
Machnęłam ręką w kierunku Alexa i wskazałam dłonią pokój.
- wiesz co…to będzie długa noc…nie tylko dla nas…- szepnęłam Jamesowi do ucha gdy Mahone przechodził obok nas.
James uśmiechnął się rozbrajająco i pociągnął za sobą do sypialni. W tle słyszałam odgłos zamykanych drzwi od pokoju.
- ale będą szaleć ^^ - zaświergotałam uradowana
- tak jak my? – zapytał dobitnie
- no wiesz…ciebie nikt nie pobije – zarzuciłam mu ręce na szyję
- to już za tydzień – szepnął i włączył cicho jakąś wolną muzykę
- tak się cieszę, że wreszcie będę miał cię już prawnie
Uśmiechnęłam się delikatnie. Naglę tą cudowną ciszę przerwał histeryczny śmiech z dużego pokoju.
- zaczyna się…- szepnął James i wtulił twarz w moje włosy…
- daj im spokój…ty nie jesteś lepszy – zaśmiałam się cicho
- no bo wkładasz mi te zimne ręce pod…
- ciiiii – zamknęłam mu usta długim i namiętnym pocałunkiem.
Po chwili leżeliśmy na podłodze chichocząc. Nasze szczęście ogarniało wszystko dookoła. Po chwili do pokoju wgramolił się Demon, który wskoczył Jamesowi na klatę i domagał się pieszczot. James wziął go na ręce i wyniósł z pokoju.
- nikt nam nie będzie dziś przeszkadzał…- szepnął po czym zamknął za sobą drzwi i zdjął koszulkę odrzucając ją gdzieś w kąt…
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

odnoszę wrażenie, iż Alex boi się kobiet xD

powiem Wam, że nie dosyć, że jest zabawne, to jeszcze ma fabułę i wciąga jak jasna cholera.
AutumnLeaf pisze:Za każdym razem, kiedy próbowałam się podnieść, z powrotem na nim lądowałm.
-Alex zrób coś!- jęknęłam, tracąc już zupełnie siły.
-Błagam cię zejdź ze mnie- wystękał- Wyglądamy jak para kretynów!
AutumnLeaf pisze:-Pomidorówka to moje popisowe danie, nie Alex?- szturchnęłam go łokciem, na co on lekko zzieleniał, przełykając głośno ślinę.
idealnie dobrana para! :D chciałabym to kiedyś zobaczyć! xD
Nie wiedziałam, że Alex jest tak dowcipnym facetem.
ha! a ja wiedziałam! xD
a tak na serio to aż mi się smutno zrobiło jak czytałam rozmowę pomiędzy Ann i Alexem..
AutumnLeaf pisze:szepnął po czym zamknął za sobą drzwi i zdjął koszulkę odrzucając ją gdzieś w kąt…
uuu hu hu.. to się będzie działo^^
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

świetniaste ... normalnie boskie. świetny odcinek , ta rozmowa Ann z Alexem :-D - miodnie :-P
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Mahone
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Babydoll »

Bardzo miło się czyta :) Baaardzo :) Nie kończcie nigdy, bo żal byłoby sie rozstawać z tak kochanymi bohaterami :(

Szczególnie z jednym :P
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”