Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Mahone
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Babydoll »

Chciałabym oznajmić że zapoznałam się już z całym textem i muszę przyznać że wciągnęło mnie :) Fajnie opisujecie to wszystko, tak na luzie, bez żadnych tam wyszukanych epitetów i porównań a jednocześnie bez banałów. Brawo! :) :) :)
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Dobra, miało nie być dalej, ale widzimy, że nie da rady xD


Moje:

Postanowiłam wziąć się w garść.

Oni są tacy szczęśliwi razem, potrzebują czasu tylko dla siebie. Nie mogę im ciągle siedzieć na głowie. Muszę zebrać do kupy własne życie i własną rodzinę.
Muszę być twarda. Jak zwykle. W końcu z tego słynę.

Nie zastanawiając się długo, wskoczyłam do samochodu, kierując się prosto do szpitala. Zaparkowałam dwie ulice dalej i nie wychodząc z auta wyciągnęłam z torby lusterko, kosmetyczkę i szczotkę. Zrobiłam porządny makijaż, bez którego nigdy w życiu nie ruszyłabym się z domu. Jedyną osobą, która mnie bez niego widziała jest Alex, i nadal nie mogę wyjść z podziwu, że wciąż jest ze mną. ^^

Droga do szpitala zajęła mi niecałe dziesięć minut.
Zapytałam w recepcji o lekarza, który zajmował się Alexem i zostałam skierowana do pokoju na drugim piętrze. Z walącym sercem, potykając się na schodach weszłam w końcu do malutkiego, schludnego i urządzonego przyjemnie dla oka gabineciku. Za eleganckim biurkiem siedział ten sam młody lekarz, który jeszcze wczoraj starał się dodać mi otuchy. Uśmiechnęłam sie na dzień dobry i usiadłam sztywno na krześle przede mną. Czułam się jak na egzaminie, na który nic się nie nauczyłam.

-Pani mąż...?
-Alexander Mahone...- wyszeptałam ze ściśniętym gardłem, jeszcze bardziej prostując się na krześle i obserwując doktora, który grzebał w niemiłosiernym bałaganie na biurku, poszukując zapewne karty Alexa.
Wyciągnął w końcu triumfalnie jakiś wygnieciony świstek i przez chwilę tylko się w niego wgapiał, kiwając co chwila głową i marszcząc brwi. Patrzyłam z coraz większym przerażeniem.

Będąc urodzoną pesymistką, wcale nie spodziewałam się niczego dobrego. Przez moją głowę wędrowały same czarne chmury, bez nawet najmniejszego promyka nadziei..
-Cholera jak ja zazdroszczę wszystkim cholernym optymistom!- zaklęłam w duchu, natychmiastowo strofując samą siebie.
Lekarz, jak on miał na nazwisko...nie ważne...oderwał wzrok od karty...
wstrzymałam oddech...
zacisnęłam ręce na poręczach...
podniosłam głowę...
i spojrzałam mu prosto w oczy z milczącym błaganiem "żeby wszystko było dobrze".

-Z pani mężem wszystko w porządku- powiedział spokojnie, usmiechając się szeroko- To twardy facet, potrzebuje jedynie trochę odpoczynku.
Myślałam, że zemdleję. Wypuściłam głośno, wstrzymywane do tej pory powietrze, zapadając się z ulgą w miękkie oparcie.
-A już myślałam...
Zaśmiał się tylko po cichu, mówiąc:
-Aż tak źle z nim nie było.

-"Aż tak?Aż tak?!Czyli jednak było źle...
-Przesadzasz...przesadzasz- zaczęłam prowadzić ze sobą wewnętrzy dialog- Facet mówi ci, że jest wszystko w porządku,a ty ciągle swoje...

-Pani Mahone?^^Jest pani ze mną?- potrząsnęłam głową, wyrywając się ze swojego własnego świata myśli "dziwnych i dziwniejszych".
-Tak...tak przepraszam...po prostu jestem szczęśliwa- uśmiechnęłam się szeroko, zrywając się na równe nogi:
-Jest juz przytomny? Mogę do niego iść? Leży w tej samej sali? Kiedy mogę go zabrać???
-Spokojnie! Wszystko po kolei- mówił lekarz, zaczynając mnie już wkurzać tym swoim ciągłym opanowaniem.
-Jest przytomny, w tej samej sali a wypuścimy go dokładnie za trzy dni...i może pani oczywiście do niego iść...jeżeli nie kręcą się tam ci przeklęci agenci...- mruknął już tym razem bardziej do siebie.
Zmarszczyłam czoło, nie bardzo wiedząc o co mu chodzi, ale nie to było teraz najważniejsze. Trzy dni, trzy dni... zdąrze ze wszystkim.
- Dziękuję. Nawet pan nie wie, jaka jestem wdzięczna! On jest dla mnie całym światem...-mówiłam do kompletnie już pogubionego w mojej paplaninie lekarza, ściskając mu mocno rękę.
-Do widzenia!- krzyknęłam, zatrzaskując za sobą drzwi i biegnąc prosto do sali Alexa.

-221...222...223!...
Nogi miałam jak z waty, ale tak strasznie się stęskniłam, że nie miałam czasu zwracać uwagi na takie głupoty.
Wpadłam do sali o wiele za szybko, potykając się o próg i lądując na stojącym przede mną łóżku.
Odgarnęłam włosy, które podczas lotu opadły mi na czoło i unosząc głowę spojrzałam prosto w cudowne szafirowo- niebieskie oczy mojego męża...
Serce przestało mi bić...
w jednej chwili...
a w następnej...
zaczęło walić jak oszalałe..
Nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu...otwartych... nie zamkniętych...żywych...nie martwych...
-To się dopiero nazywa wejście...-odezwał się pierwszy, uśmiechając się blado i przygarniając mnie do siebie jedną ręką. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało, nie wypowiadając ani słowa. Czułam jak po polilczkach płyną mi gorące łzy. PIerwsze od kilku dni, łzy radości.
-Tak bardzo się bałam...
-Wiem...
-Że...
-Wiem...ćśśś...- mruczał mi kojąco do ucha, głaszcząc delikatnie po plecach.
-Jak sobie radzisz?
Typowe. Zawsze bardziej dbał o mnie niż o siebie samego.
-Świetnie- wyszczebiotałam z udawaną radością, nie chcąc go teraz niczym martwić.
-Przecież widzę...
-Alex, nie zmuszaj mnie, żebym użyła wobec ciebie siły!- pogroziłam mu palcem, nie mogąc jednak ukryć usmiechu.
Już wszystko było w porządku...moja równowaga wewnętrzna wróciła...
-Acha- powiedziałam, ładując się na łóżko koło niego:
- O co chodziło z tymi agentami, o których mówił lekarz?
-Eeee...z agentami?Ach...z tymi agentami...rano byli tu moi koledzy z pracy...narobili trochę...bałaganu, kiedy nie chcieli ich do mnie wpuścić...wszystkich razem...
-A...ilu ich było?
-10...- powiedział skromnie.
-To wszystko tłumaczy...- parsknęłam śmiechem- Nie bardzo cię polubił.
-Poza tym- zaczęłam nie dając mu szansy na odpowiedzieć- Byłam dzisiaj u Ann i Whistlera. I jak tak dalej pójdzie to niedługo zostaniesz wujkiem ^^- uśmiechnęłam się szeroko, mrugając znacząco okiem.
-Wolałbym zostać tatą...
Umarłam...zatkało mnie....zniknęłam...nie ma mnie...zapowietrzyłam się...nie mogłam wydać z siebie ani jednego dźwięku...
Odskoczyłam od niego gwałtownie, lądując, jak to miałam ostatnio w zwyczaju na podłodze.
-Cholera, Alex, nie rób tego więcej! Nie tak z zaskoku!- powiedziałam z wyrzutem rozcierając sobie plecy.
-Taaa...-wyszeptał.
-Hej, kochanie!- powiedziałam, trochę przestraszona.
-Dobranoc....-wyszeptał, ostatkiem sił i odpłynął w najmniej odpowiedniej chwili.
-Dobranoc skarbie.

Trzy dni. Zabieram się do roboty. Jadąc po drodze do domu, wykonałam kilka telefonów, drąc się niemiłosiernie na faceta "od okien", który za żadne skarby nie chciał wykonać roboty od ręki. Zgodził się dopiero wtedy, kiedy powiedziałam mu jakiej broni używa mój mąż. Ehm.
Zamówiłam nowe drzwi i ekipę sprzatającą na dzisiaj po południu. Wieczorem wszystko powinno błyszczeć.

Wysiadłam z samochodu i weszłam do malutkiego baru nieopodal mojego domu, z zamiarem wypicia tylu kubków gorącej czekolady z rumem ile tylko zdołam. Wyciągnęłam telefon i wystukałam numer do Ann. Odebrała po kilku sygnałach.

-Nie przeszkadzam?- zapytałam, próbując powstrzymać śmiech.
-Widzę, że wrócił ci humor- syknęła, a ja już widziałam oczami wyobraźni jak momentalnie robi się czerwona jak burak.
-Ja nigdy nie tracę humoru. Z Alexem wszystko w porządku a moje mieszkanie się właśnie sprząta. Zapraszam was jutro na obiad. Sama gotuję. Chyba, że nie wyjdziecie z łóżka do południa.- dodałam bezczelnie się rozłączając i nawet nie dając jej szansy na odpowiedź.

O tak. Wszystko wraca do normy.

Whistlerowej ^^:

- James!
Wyszedł z łazienki wycierając mokrą głowę ręcznikiem
- co tak krzyczysz?
- czy ty nie możesz się pośpieszyć? Siedzisz tam dłużej niż ja. Zaraz mamy jechać po Alexa. Wysusz ta głowę. Chcesz się przeziębić?
- no jak tak już jest przed ślubem to ja widzę co będzie później…- westchnął i zaśmiał się cicho. Natychmiast dostał w twarz poduszką, która znalazła się w zasięgu mojej ręki.
Zmierzyłam go diabelnym spojrzeniem i wróciłam do prasowania jego koszulki, żeby wyglądał jak człowiek.
- ale i tak cię kocham wiesz…- znalazł się jakimś cudem koło mnie i wyszeptał.
- no ja ciebie też ale idź się już ubierz – wcisnęłam mu do ręki koszulkę – bo nigdy nie wyjdziemy.
Grzebał się jeszcze jakieś 15 minut. Po chwili byliśmy już w windzie.
- powiesz im? – złapał mnie za rękę na której na palcu połyskiwał srebrny pierścionek
- nie – uśmiechnęłam się – niech sami zauważą – dodałam i pocałowałam go w policzek.
Na dworze było strasznie zimno. W samochodzie od razu włączyłam ogrzewanie bo nie dało się żyć w tym mały iglo.
- po drodze kupimy jeszcze cos do picia…jakiś koniak coś…
- malibu – rozmarzyłam się
- teoretycznie też może być – powiedział i odpalił tego naszego grata.
Znowu korki. Ja nie wiem czy ci ludzie nie maja nic innego do roboty o tej godzinie?
Włączyłam radio i automatycznie mój czujnik agresji wzrósł w zaskakującym tempie.
- czy ty nie możesz słuchać czegoś innego? Jakieś pościelowy na przykład. Nie rozprasza cię to?
- pościelowy mnie rozpraszają – powiedział z szerokim uśmiechem
Po jakiejś pół godzinie byliśmy pod szpitalem. Po drodze kupiliśmy „prowiant” ^^
Alex już był gotowy. Lekarz mówił, że już o 9 był gotowy Oo
Nie skomentowałam tego. Jest w gorącej wodzie kąpany i nigdy się nie zmieni.
James poszedł z nim do samochodu a ja poszłam odebrać jego wyniki.
- pani mąż czuje się dobrze. Wyniki…
- o nie nie kochana – przerwałam kobiecie za szybą – to nie mój mąż – uśmiechnęłam się szeroko – ja się nie pisze na takie życie na pełnych obrotach
Po chwili wracaliśmy już na nasze zapyziałe osiedle.
- no Alex – rzuciłam – Nati gotuje pyszny obiad
Obróciłam się w jego kierunku. Był przerażony.
- a mówiła co gotuje? – zapytał
- a co to za różnica?
Nie odpowiedział. Czyżbym o czymś nie wiedziała?
Znowu korki i znowu ten sam cyrk. Gdy dojechaliśmy byłam tak znerwicowana jak nigdy.
James zatrzymał mnie na chwilę w samochodzie gdy Alex już wyszedł.
- ale ona nas nie otruje? – dodał z taką samą przerażona miną jaką miał kilka minut wcześniej Alex
- no wiesz co…chodź idziemy bo on się zaraz przewróci jak zawieje mocniejszy wiatr – powiedziałam patrząc na alexa, który tak dziwnie chwiał się na nogach.
Na ich piętrze ślicznie pachniało. Aż zrobiłam się głodna. Wyjątkowo. Nigdy u Nati nic nie jadłam.
Nacisnęłam dzwonek. Nie minęło 10 sekund a ona już otworzyła drzwi.
- ale masz tempo – rzuciłam ale olała mnie całkowicie i rzuciła się na ledwo co stojącego Alexa.
- taaa…- wzięłam Jamesa za rękę i weszłam do mieszkania.
- niech się sobą nacieszą…
- ona go zabije kiedyś – dodał James, który trzymał w ręku siatkę z butelkami.
W kuchni pachniało genialnie jednak coś mi nie pasowało. Po chwili zobaczyłam uradowaną Nati, która rzuciła mi się na szyję.
- tak się cieszę, że jest już w domu – dusiła mnie niemiłosiernie
- taaaa ja też…- próbowałam się wyswobodzić z jej uścisku śmierci – co ugotowałaś?
Puściła mnie i zmierzyła mnie wzrokiem
- już wiesz?
- nie, dlatego pytam – usiadłam na krześle nie spuszczając z niej wzroku
- skorzystałam z twojego sposobu – syknęła pokazując mi kosz na śmieci
- aaaaaaaa rozumiem. A gdzie faceci?
- siedzą w pokoju i gadają. Chodź mi pomóż – chwyciła wielki garnek z jakimiś pulpetami ^^

Było pyszne. To muszę przyznać. Wszyscy jedli jakby przez miesiąc jedzenia na oczy nie widzieli.
- niebo…- rzuciłam opadając na kanapę z przejedzenia
- zadziwiające – szepnął Alex
- co takiego? – Nati obrzuciła go wrogim spojrzeniem
W tej sytuacji postąpiłabym dokładnie tak jak on. Po co się odzywać ^^
- a wy co kupiliście? – zapytała Nati patrząc na mnie i opluwając przy tym pół stołu
Nie miałam siły mówić więc wskazałam palcem 4 butelki, które stały na szafce.
- oooo – rzuciła – to będzie popijawa!
Ja byłam tak obżarta, że nie myślałam o żadnym piciu. Oparłam głowę o ramię Jamesa który usiadł obok mnie i zaczęłam głaskać Pyśka, który nigdy wcześniej do mnie sam nie podszedł. Zawsze ja ciągnęłam go na siłę za ogon ^^
Wieczór zapowiadał się cudownie…
- tylko nie zdemoluj mi mieszkania…dziś mi posprzątali – syknęła Nati, kiedy wynosiłyśmy talerze do kuchni.
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

CUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUDO tylko tyle chciałam powiedzieć się znaczy napisać :P :mrgreen:
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

o Dżizas xD dziekujemy :*
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

ależ nie macie za co dziękować ja jestem zawsze do usług w pisaniu komplementów :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :-P :-D ;-)
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

yes yes yes! brakowało mi czytania tego ^^ :064:

boże tak to opisałaś z tym szpitalem, że prawie poczułam się jakbym tam była oO
AutumnLeaf pisze:- no Alex – rzuciłam – Nati gotuje pyszny obiad
Obróciłam się w jego kierunku. Był przerażony.
hahaha!! kocham Was za to! :D
tylko żeby taka przerwa mi była ostatni raz ;)
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

ehehe...*chowa się pod kocem* dzięki;*
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

świetne , wspaniałe, zaskakujące, romantyczne, zabawne, boskie (...) niepowtarzalne

poprostu perełka - Atumnleaf i Tanira - jestescie boskie ;*
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

ach :D aż mi serce rośnie ^^
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

mi serce rośnie jak czytam, takie cudeńka :*
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

ale mam teraz banana na twarzy xD o matko...do jutra nie zejdzie ^^
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

dzięki Wam to ja do 6 dzisiaj będę siedzieć na pełnych obrotach, jak się naćpam tymi pozytywnymi komentarzami ^^
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

patus1905 pisze:mi serce rośnie jak czytam, takie cudeńka :*
zgadzam się :-D CUDO z akcentem na U :-D
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32
Lokalizacja: z Krainy marzeń.
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: niunia »

AutumnLeaf pisze:Obróciłam się w jego kierunku. Był przerażony.
- a mówiła co gotuje? – zapytał
- a co to za różnica?
Nie odpowiedział. Czyżbym o czymś nie wiedziała?
ekhm.. :D

boskie. uwielbiam to czytać ^^ :*
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Morgoth »

to opowiadanko jest tak zabawne ze :DDD... brak słów xD
a z tym obiadem i reakcją Alexa to mnie rozwaliłyście xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

tylko ja mogłam tam taką perełke umieścić xD bo kocham jechac mojemu pączkowi :*
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Przepraszam bardzo, kto jest tym pączkiem, bo ich sie już trchę narobiło xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

no ty xD a to z dzis to byl taki zarcik ^^ on nie jest gruby...ma seksowna klate xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Pięknie *odwraca się i odchodzi, rzucając ostatnie spojrzenie*

^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

no pączusiu dokad uciekasz? tam hen hen daleko czi sie straszny wylk i cie zje xD
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Xaneta »

Boskie dziewczyny jeny poprostu powinnyście napisać caly zbiór takich opowiadań.książke macie pisać ja Wam to mówię;]
Michael Scofield
Posty: 1391
Rejestracja: 2008-01-24, 19:37
Lokalizacja: a zza zasłonki
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: mk95 »

Wy, Chris i Will w rolach głównych, ciężko będzie przekonać Roberta Kneepera,
ale znając was pewnie sobie poradzicie :mrgreen:
PS. Mogę być stażystką? Np. pojawiłabym się w park czy w szpitalu...
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

Nati ^^

-Nie mogę się ruszyć- zrzędziła Ann, rozwalając się na mojej kanapie, obok Whistlera, który zerkał co chwila w stronę, stojących w kącie, nie wypakowanych jeszcze, butelek Malibu.
-Ann, daj spokój!To było dopiero pierwsze danie!- zaświergotałam, uśmiechając się złośliwie.
- Dla ciebie specjalnie naszykowałam deser- dodałam, wyciągając spod stołu michę pełną makaronu ^^

Alex tylko parsknął śmiechem, przypominając sobie zapewne pamiętną noc, kiedy musiał wspinać się po windzie, ratując mojego kota przed zgnieceniem.

Patrzyłam z satysfakcją jak robi się coraz bardziej zielona i i biegnie pędem do łazienki, zatrzaskując za sobą drzwi.
-Ktoś chce dokładki?- uśmiechnęłam się anielsko, podstawiając Jamesowi miskę pod nos.
-Chyba czegoś zapomniałem- powiedział i wystrzelił z naszego mieszkania jak z procy.
Wow.
Nie wiedziałam, że moje gotowanie robi na ludziach aż takie wrażenie. Stałam przez chwilę w miejscu mrugając szybko oczami, w końcu wzruszyłam tylko ramionami i stawiając miskę na stole westchnęłam:
-Zaraz im przejdzie.
Skorzystałam z okazji, że mamy dla siebie dziesięć minut samotności i wtuliłam się w Alexa, który przez cały ten czas siedział cicho na fotelu.
-Myślisz, że to był dobry pomysł?
-Co?- zapytał, jakby nie wiedział o co chodzi.
-To wcześniejsze zwolnienie. Miałeś wyjść dopiero za trzy dni...
-Nic mi nie jest...
-Alex, proszę cię, wiem, że choćby cię kroili żywcem to się nie przyznasz, że coś cię boli, ale chociaż przede mną tego nie ukrywaj- powiedziałam, patrząc mu z powagą w oczy.
-Po prostu...pójdę wcześniej spać
Wiedziałam, że i tak nie wyciągnę nic więcej z tego wstrętnego uparciucha, więc postanowiłam nie drążyć dłużej sprawy i dać mu spokój. Oderwałam się od niego, gdy usłyszałam cichy odgłos zamykania drzwi od łazienki.

-To wcale nie było śmieszne- warknęła Ann, odgarniając z czoła kosmyk włosów. Kobieta mogłaby sobie wreszcie jakąś spinkę kupić ^^.
-Zemsta jest słodka...-wymruczałam, przeciągając się na fotelu i głośno ziewając.
-Hej kochanie, jeszcze nie pora spać.
-Mhmm...
Nagle poczułam jak Ann ściąga mnie brutalnie z Alexa i ciągnie do kuchni.
-Idziemy zmywać talerze- cedziła przez zęby, trzymając mnie za rękę i nie pozwalając na jakąkolwiek reakcję obronną. Kątem oka zobaczyłam jak Alex wyciąga telefon.
-Jasna cholera, gdzie on znowu dzwoni.
-Co?
-Jeżeli w tej chwili dzwoni do pracy, to klnę się na Boga, że przestrzelę mu i drugie ramię!- warknęłam, wkurzona już teraz na maxa.
-Nawet pół dnia, nie potrafi wysiedzieć spokojnie!
-Cicho bądź bo wszystko zepsujesz!- syknęła Ann zatrzaskując drzwi do kuchni.
-Ej, ostrożniej z tymi drzwiami, jedne już wczoraj wymieniłam, a i tak muszę je zamykać z kopa, zanim się wyrobią...-pogroziłam jej palcem siadając na segmencie i łapiąc za suchara.
Po chwili bezczynnego siedzenia, coś zaskoczyło.
-Hej...chwila...co ja niby zepsuję?
-Hę?A nie...nic nic...- mówiła Ann jakoś dziwnie wykręcając rękę. Zupełnie nie wiedziałam o co jej chodziło.
Wstała z krzesła i podeszła do czajnika nalać sobie wody do kubka. Cholera dlaczego ona tak wykręca te palce...nadwyrężyła nadgarstek czy coś...
W końcu doszłam do wniosku, że albo jestem tak tępa i dlatego nie wiem o co chodzi, albo to nic nie znaczy. Najnormalniej w świecie przestałam się tym przejmować.

Nie wiem dlaczego, ale nagle zaczęłam się bawić swoim pierścionkiem zaręczynowym...wspomnienia wróciły, ożyły, uderzały we mnie coraz silniej, wszystkimi swoimi barwami i dźwiękami. Nasz pierwszy taniec...ta piosenka...Nie zdając sobie sprawy zaczęłam ją głośno nucić, zapomniałam, że ktokolwiek jest w pokoju, dopóki nie usłyszałam cichego śmiechu Ann.
-Solistką operową to ty nie zostaniesz.
-Ćśśś...to nasza pierwsza piosenka...nie wiem dlaczego nagle przyszła mi do głowy...marzę, żeby jeszcze kiedyś do niej zatańczyć...
-Może już niedługo- ćwierknęła^^ Ann. Pogubiłam się, jakoś dziwnie się dzisiaj zachowywała.
-Taaa...jasne, jak Alex wyprawi imieniny w biurze, to zatańczymy w jego gabinecie- powiedziałam z ironią, wieszając mokry ręcznik na grzejniku.
-Ok, wracamy. Nie ciekawi cię gdzie jest James?- zapytałam idąc w stronę drzwi.
-Eee...w sumie to wiem gdzie on jest, ale...eee...-zaczęła się jąkać.
Co się tu dzisiaj dzieje!
-Ok, ok, "ale zaraz się dowiem, bo inaczej wszystko zepsuję", idziemy- dokończyłam za nią, wypychając ją z kuchni, która nadal wywoływała u mnie dreszcze. Nie wiem czy kiedykolwiek się przemogę i podejdę do okna. Nie mówiąc już o moim wieczornym rytuale siadania na parapecie. Potrząsnęłam głową, starając się wziąć w garść.
-O nie maleńka, nie dasz się ścigać demonom z przeszłości- pomyślałam sama do siebie ruszając w stronę Alexa.
-Do kogo dzwoniłeś?- stanęłam nad nim, tupiąc nogą i czekając aż zacznie się wić, wymyślając jakieś bezczelne łgarstwo, a wtedy ja złapię go na gorącym uczynku!

-Do...- i cisza. Ha wiedziałam!
-Gdzie masz broń?
-Broń...?- powiedział, rozglądając się na boki i szukając wzrokiem ratunku u Ann. Ta jednak wiedząc, że ze mną nie można zadzierać ^^ siedziała cichutko na fotelu, trzymając na kolanach Pyśka. Boże, to się nie może dobrze skończyć.
-Tak. Broń. Przestrzelę ci drugą rękę, żebyś nie miał jak trzymać w niej telefonu- powiedziłam spokojnie, grzebiąc mu w marynarce.
Alex jest twardy w pracy.
Jest twardy dla swoich podwładnych.
Jest twardy kiedy go ktoś...uszkodzi.
Byłby twardy, nawet jeśli przejechałby go samochód.
Ale przy mnie mięknie jak małe dziecko ^^.
I za to go kocham.
Z trudem powstrzymywałam śmiech widząc jego przerażony wzrok. Tak naprawdę chciałam się tylko trochę powygłupiać, tak mi brakowało jego specyficznego poczucia humoru, zimnej powierzchowności i...ciepłego wnętrza. A teraz znów jest ze mną, znów jest blisko mnie. I mogę z nim zrobić co tylko chcę. a raczej tylko z jego prawą połową ^^ Jak narazie.

Kiedy już prawie dosięgnęłam zimnego metalu i miała się zacząć prawdziwa zabawa ^^ do przedpokoju, kolejnej ulubionej części mojego mieszkania, wpadł zdyszany James, ciągnąc za sobą jakieś pudło. Alex opadł na fotel, już całkowicie zrelaksowany.
-W samą porę...- odetchnął, opierajc głowę na poduszce, którą troskliwie włożyłam mu pod głowę, zapominając o tym jak przed chwilą byłam na niego wściekła.

-Dlaczego te drzwi nie chcą się zamknąć!- wysapał Whistler, szarpiąc się z klamką.
-Poczekaj- powiedziałam głosem specjalisty.
- Odsuń się. I weź to pudło-spojrzał na mnie urażonym wzrokiem, ale posłuszenie zebrał się ze swoimi klamotami na bok.
-To się robi tak!- krzyknęłam biorąc zamach nogą i kopiąc w drzwi tak, że o mało nie wypadły z futryny, ale posłusznie sie zamknęły.
Odwróciłam się z uśmiechem na twarzy, dumna z siebie, jednak zaraz mina mi zrzedła, kiedy zobaczyłam jakim wzrokiem się we mnie wpatrują.
-No co...inaczej nie da rady...
Whistler spojrzał ukradkiem na Alexa, który zakrywał usta ręką dusząc się ze śmiechu. Pokręcił głową, zapewne biorąc nas, za siebie wartą parę wariatów ^^.

Schylił się do swojego pudła, wyciągając z niego, jak dla mnie całkiem zwyczajną, mahoniową...
-O cholera- szepnęłam- Dżemyk umie grać na gitarze.
-Dzięki za przypomnienie Alex.- powiedział wskazując na jego telefon.
-Jeszcze chwila, a kosztowałoby mnie to życie...
-O nie...kochanie, przepraszam...wiesz, że ja z tą bronią żartowałam...- zaczęłam się tłumaczyć, próbując mu się przypodobać i wcisnęłam się między niego a oparcie fotela, mocno przytulając...

Ann i Whistler ulokowali się wygodnie na kanapie i już po chwili moje uszy wypełniły błogie dźwięki.
Słoń nadepnął mi na ucho a moja muzykalność była równa zeru, ale to było coś...delikatna melodia była jak balsam dla moich uszu. Zapomniałm o całym świecie, zamknęłam oczy i jeśli to mozliwe, jeszcze mocniej wtuliłam się w Alexa.
On zrozumiał o co chodzi, otaczając mnie zdrowym ramieniem, położył swoją głowę na mojej.
... i tak siedzieliśmy...
Otworzyłam w końcu oczy i zobaczyłam rozmarzoną Ann, której po policzkach spływały łzy radości, bawiącą się ślicznym srebrnym pierścionkiem na palcu...
Pierścionkiem...
...pierścionkiem....
Nagle serce zabiło mi mocniej. Jakie to było oczywiste, cały czas chciała mi dać do zrozumienia, że...

Podnosząc głowę, spojrzałam w oczy Alexowi...pokiwał tylko głową, lekko się uśmiechając...
Wtedy przestała grać muzyka...
...w moich oczach zalśniły łzy..
...wstałam nic nie mówiąc i z całych sił objęłam Ann, całkowicie pozbawiając ją oddechu.

and Moje ^^

Wyrwałam się z jej objęć i usiadłam na kanapie obok Whistlera.
- no to kiedy ślub? – piszczała Nati
Spojrzeliśmy z Jamesem na siebie i zaczęliśmy się śmiać
- nic jeszcze nie jest ustalone – powiedział kładąc rękę na moim kolanie
Nati zrobiła wielkie oczy i zapowietrzyła się
- co?! Wiecie jaki to ważny dzień?! Wszystko trzeba zacząć załatwiać już teraz! Suknię masz? – zwróciła się do mnie
- nie…- powiedziałam tłumiąc śmiech – przezywasz to bardziej niż ja
Spojrzała na mnie z oburzeniem
- ty będziesz przeżywać w dniu swojego ślubu. I najdą ci pytania czy na pewno chcesz za niego wyjść. Czy chcesz żeby on był ojcem twoich dzieci i te inne bajery.
Patrzyłam na nią z przerażeniem.
- no nie patrz tak na mnie taka prawda – uśmiechnęła się rozbrajająco
Oparłam głowę o ramie Jamesa
- już mnie to przerasta – wyszeptałam czym wywołałam na jego twarzy uśmiech ^^
Nati westchnęła głęboko i zwróciła się do Alexa
- pamiętasz nasz ślub? – zatopiła się w marzeniach
- taaaaaa – ziewnął Alex
- pfff jaki ty jesteś mało romantyczny – obrzuciła go wrogim spojrzeniem i wróciła do rozmyśleń – to był piękny dzień. Pamiętam wszystko jak dziś – w jej oczach pojawiły się łzy – no masakra….ale wasz tez będzie cudowny moje wy gołąbeczki – dodała z ogromnym uśmiechem na ustach ocierając łzę z policzka.
Nastała niezręczna cisza. Tylko Pysiek mruczał wesoło leżac na kolanach Alexa.
- to może ja posprzątam – wstałam i zaczęłam zbierać talerze ze stołu.
W kuchni było tak cudownie chłodno albo mi się tylko tak wydawało. Twarz miałam całą rozpaloną jakbym miała gorączkę. Włożyłam naczynia do zlewu i zaczęłam zmywać. Po chwili obok mnie pojawił się James z drugim takim samym stosem talerzy.
- pomóc ci? – zapytał łapiąc mnie za biodra
- ty lepiej odejdź bo mnie rozpraszasz
- no coś ty – przyłożył twarz do mojej szyji co wywołało atak śmiechu
- skarbie nie rób tak wiesz, że… - nie wiem jak on to zrobił ale po chwili byłam odwrócona do niego twarzą
- że co? – zapytał i pocałował mnie delikatnie
Piana z moich rąk zaczęła kapać na podłogę. Nati wtargnęła do kuchni jak huragan z jeszcze jakimiś talerzami i półmiskami.
- moja podłoga – westchnęła jednak ani ja ani James nie zareagowaliśmy
- a zresztą co mi tam – powiedziała sama do siebie i wyszła
- mmmmm – zaczęłam mruczeć i przytuliłam się do Jamesa – a miałam zmywać naczynia
- ale czy ktoś ci broni? – uśmiechnął się szeroko – pomogę ci
W dwójkę zawsze raźniej i ze wszystkim uporaliśmy się w pół godziny w czasie której akcja, która była wcześniej powtórzyła się chyba z trzy razy, ja zabiłabym się o Pyśka, który plątał się pod moimi nogami a James poplamił swoją koszulkę.
- no nie…- westchnęłam- czy ty nie umiesz inaczej myć naczyń. Wszystko znowu do prania
- marudzisz. Zaraz wrócę – rzucił i zniknął na chwile w łazience.
Po chwili wyszedł bez koszulki. Uwielbiałam ten widok. On o tym doskonale wiedział. Miękły mi nogi i stawałam się nieobliczalna.
- skarbie…
- co?
- wiesz, że ja długo nie wytrzymam tylko patrząc na ciebie
Podszedł do mnie i objął mnie w pasie
- zawsze możemy się ulotnić do drugiego pokoju – szepnął i po raz 4 powtórzyła się ta jakże romantyczna sytuacja którą przerwał krzyk Nati
- o Boże! Przyjdę tu za chwilę to czego nie będziecie na sobie mieć?! Wstydźcie się zbereźniki! – rzuciła i ceremonialnie wyszła z kuchni
Po chwili cała kuchnię wypełniał nasz histeryczny śmiech a z pokoju zdało się słyszeć o podobnej intonacji słowa „to nie jest śmieszne zboczeńcy!”
Wróciliśmy do pokoju i rozsiedliśmy się wygodnie na kanapie.
- no to co pijemy? – rzucił James
Na dźwięk tych słów Alex wyraźnie się rozbudził i chwycił za butelkę
Chciałam chwycić za kieliszek jednak moja ręka została zatrzymana.
- pamiętaj, że pijesz mało. Ty i tak masz słaba głowę – szepnął James
- skąd to wiesz? – odparłam z oburzeniem
- widziałem co się z tobą działo po szampanie niedawno
- no dobra dobra – westchnęłam – to w takim razie chce czegoś mocniejszego – dodałam z uśmiechem na ustach i napotkałam srogi wzrok Jamesa
- nie? – zapytałam zdezorientowana – to w takim razie pójdę zrobić sobie herbaty
Gdy wróciłam wszyscy już mieli co nieco wypite. Tylko ja taki samotnik siedziałam na kanapie i wpychałam w siebie pierniki, które leżały na stole. Ktoś wyłączył światło więc nastrój był boski.
James podał mi kieliszek z naprawdę zaskakująca ilością mojego kochanego Malibu.
- może jeszcze odlej – dodałam złośliwie.
Wiedziałam, że o mnie dba ale tak bardzo chciałam się napić ^^
Odłożył kieliszek na stół, wziął do ręki gitarę i zaczął coś grac.
Przysunęłam się do niego i pocałowałam w szyję.
- przepraszam cię skarbie. Nie chciałam – zaczęłam mu robić szlaczki palcem na klatce piersiowej co wywołało uśmiech na jego poważnej jak dotąd twarzy.
- wiesz, że…
Powtórka z rozrywki tym razem na kanapie. Położył się na mnie tak, że straciłam czucie w nodze. Gitara spadła i po odgłosie Pyśka mogłam się domyślić, że wylądowałą właśnie na nim ^^
- tutaj nas nikt nie widzi – dodał rozmarzonym głosem James
- później…- szepnęłam mu do ucha i próbowałam się podnieść.
Nati i Alex tańczyli gdzieś w kącie przy jakiejs wolnej piosence.
Oparłam głowę Jamesowi na ramieniu i westchnęłam cicho wracając do robienia szlaczków na jego klacie….
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

aj jaj jaj... cudowne.. wyboOOorne^^
aż się rozmarzyłam^^
Tanira pisze:- pamiętasz nasz ślub? – zatopiła się w marzeniach
- taaaaaa – ziewnął Alex
hahahahahhahaha xD xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

ach dziękujemy ;*
a będzie jeszcze lepiej nehehe ^^ *skromny*
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”