Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

ach wiem wiem :* tez mi się bardzo podoba ^^
powiem tylko tyle że mam kontynułejszyn xD hahahahahahaha *śmiech psychopaty*
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

powiem tylko tyle że mam kontynułejszyn xD hahahahahahaha *śmiech psychopaty
OO OO OO

Ty podła kobieto. Na mejla! już!!!
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

tylko skończe ^^
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Kończ kobieto, bo ja się muszę rozbudzić przed kolejna nocką ^^ a może dalej machnę, jak będę mieć wenę xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

To ja już dodam ^^

trochę moich smętów

O 20.00 byłam z powrotem w domu.
Jeżeli to, co zastałam, można jeszcze nazywać domem.
Okno w kuchni było wybite, a firanki wisiały smętnie, powiewając delikatnie na wietrze. Przez pustą dziurę wpadał śnieg, który nie przestawał padać od rana. W przedpokoju leżało połamane krzesło, po podłodze walały się drzazgi z roztrzaskanych drzwi.

I wszędzie mnóstwo krwi...

Dlaczego nikt nie przychodzi...dlaczego muszę radzić sobie ze wszystkim sama...

Położyłam torbę na ocalałym stoliku w salonie, siadając ciężko na kanapie. W kącie pokoju dostrzegłam stłuczony, nieszczęsny wazon. W ścianie tuż nad niewielkim obrazkiem, zobaczyłam dziurę po kuli.

To przeważyło szalę...wybuchnęłam płaczem, kryjąc twarz w rękach. We wszystkich pokojach było przeraźliwie zimno, nie umiałam sobie poradzić z całym tym bałaganem...
Gorąca herbata mogłaby mi pomóc, ale bałam się wejść do kuchni...
bałam się, że wyjżę przez okno i zobacze na dole roztrzaskane ciało...w czarnym worku...wpychane do karetki...
bałam się, że zobaczę zapłakaną Ann...
bałam się, że zobaczę samą siebie podtrzymującą półżywego Alexa.
bałam się, że to wszystko do mnie wróci...
A chciałam zapomnieć...od nowa ułożyć sobie życie, które runęło w ostatnich dniach jak domek z kart...
Przez jednego z moich najlepszych przyjaciół, który nagle okazał się brutalnym mordercą, zdolnym do czynów, jakich nawet sobie nie wyobrażałam...

I byłam sama...

Z powodu upływu dużej ilości krwi, zostawili go na kilka dni w szpitalu...kilka dni.
Jak dla mnie to za duży bagaż do uniesienia, dlaczego odebrano mi nawet ukochaną osobę, która pomogłaby mi w tym czarnym okresie, który nie wiadomo skąd rozpętał się w moim życiu.
Ale to moja wina...dlaczego nie wpadłam wczesniej na to, że Bagwell będzie szukał Ann właśnie tutaj...wtedy nic by mu się nie stało, oszczędziłabym mu bólu...i cierpienia.
Wtedy byłby ze mną...

20.00...dwie godziny temu wróciłby z pracy, wieszając swój czarny, ocieplany płaszcz na haczyku w przedpokoju, otrzepując buty ze śniegu i rozluźniając obowiąkowo zawiązny krawat...
Przeklinając kota, który z całą pewnością plątałby mu się miedzy nogami, głośno domagając się miski jedzenia.
Wpadłby do kuchni, biorąc mnie w objęcia i szepcząc jak bardzo się za mną stęsknił, robiąc sobie gorący kubek kawy i siadając razem ze mną przed telewizorem...odpoczywając po ciężkim dniu pracy...

-Cholera. Pieprze to- warknęłam, wściekła na całego, kopiąc z całej siły segment, w którym zabrzęczały niebezpiecznie szklanki- Wynoszę się stąd.
Złapałam torbę, kluczyki i nie wyłączając nawet światła wypadłam z mieszkania, szarpiąc się po drodze z drzwiami, które jak na złość się zacięły.
Zapaliłam samochód i z piskiem opon wyjechałam z mojego osiedla, łamiąc wszelkie przepisy drogowe dojechałam do szpitala w 15 minut.

Nie wiem jakim cudem ubłagałam lekarza o choć 10-minutowe widzenie. Pobiegłam prosto, białym korytarzem do niewielkiej salki, przed którą gwałtownie wyhamowałam, o mało nie urywając klamki, której się przytrzymałam.
Biorąc głęboki oddech, z zamknietymi oczami weszłam do pokoju, w którym biały jak ściana leżał nieprzytomny nadal Alex.
Chciałam tylko przy nim posiedzieć...poczuć jego obecność...jego bliskość...chciałam, żeby nagle złapał mnie za rękę, mówiąc, że juz wszystko w porządku. Że mnie kocha...
Nic takiego się nie stało...nawet nie mrugnął okiem...nie dał mi znaku, że wie, że tu jestem...że kogoś przy sobie ma...że nie jest sam.
Odgarniając mu włosy z czoła, delikatnie pocałowałam go w policzek, okrywając dodatkowym kocem leżącym na półce w małej szafce naprzeciwko łóżka.
-Kocham cię- szepnęłam- zamykając za sobą po cichu drzwi.

-Pani Mahone?^^
Kiwnęłam tylko głową.
-Z pani mężem nie dzieje się nic złego, proszę być dobrej myślii i przyjechać jutro po południu,kiedy zrobimy dodatkowe badania- próbował dodać mi otuchy jakiś młody lekarz. Uśmiechnęłam się tylko blado, wlokąc się z powrotem do samochodu.
Tym razem jadąc już jak Bóg przykazał do swojej ruiny.

Zastałam mieszkanie w takim samym stanie, w jakim je zostawiłam
Dlaczego do jasnej cholery nikt nie przychodzi!!!
I wtedy do mnie dotarło.
Przecież zginął Teddy. Zginął w naszym mieszkaniu, wypadł przez nasze okno.
Przez nas.
Był zimnym mordercą, ale kiedyś był Teddym.
Widziałam wzrok Ann...w tej chwili byłam naprawdę przerażona...bałam się, że straciłam najlepszą przyjaciółkę, zabijając...
-Nie!Sam wypadł przez to okno!Sam wypadł...- zaczęłam powtarzać w kółko, kładąc się na kanapie w zimowej kurtce i przykrywająć przyciągniętą z sypialni kołdrą- Sam wypadł...- to były moje ostatnie słowa.
Zasnęłam.

Obudziło mnie bicie, ocalałego na całe szczęście zegara. 12.00.
Nie mogłam już dłużej znieść samotnego siedzenia w domu. Nie zaglądając nawet do łazienki, wybiegłam na zewnątrz, kierując się do wieżowca, po drugiej stronie.
Wpadłam do klatki, do windy, guzik numer 7, wszystko robiłam mechanicznie, na wyczucie.
Z sercem pełnym obaw stanęłam w końcu przed drzwiami do mieszkania Ann i Whistlera.
Nacisnęłam dzwonek...
I czekałam...


I Ann: ^^

Byliśmy z Jamesem tak zajęci, że nawet nie usłyszeliśmy dzwonka do drzwi. Demon biegał po domu jak oszalały ale nie zwracaliśmy na niego uwagi. Ktoś jednak usilnie chciał się z nami widzieć akurat w TYM momencie.
- cholera…-syknął James i zsunął się z łóżka
- pójdę otworzyć – szepnęłam i pocałowałam go w policzek
Założyłam na siebie bluzę Jamesa i powolnym krokiem doszłam do drzwi. Otworzyłam i…
- Nati? Co ty tu robisz? – odrzuciłam kosmyk włosów, który ciągle opadał mi na oczy.
- chyba przeszkadzam…-wydusiła patrząc na mnie
- nie no co ty…- skłamałam i wpuściłam ją do mieszkania
Staliśmy jak dwa kołki w korytarzu. Nagle usłyszałam krzyk Jamesa
- kto to był? Poszedł? – i po chwili zobaczyłam go w przedpokoju w samych bokserkach.
Zobaczył Nati i zaniemówił.
- idź się ubierz – rzuciłam i czułam, że moja twarz robi się czerwona.
- chodź – wzięłam ją pod rękę i zaprowadziłam do kuchni – zrobimy sobie mocnej kawy.
Gdy nalewałam ją do kubków spojrzałam w jej oczy. Były jakby…martwe?
- Kochanie…- usiadłam obok niej na krześle i chwyciłam za rękę.
- musimy o tym zapomnieć rozumiesz?
Spojrzała na mnie oczami w których szkliły się łzy.
- musimy – powtórzyłam
- zabiliśmy twojego męża…
- nie chce o tym pamiętać. Nie chcę. To nie znaczy, że go nie kochałam. Kocham go nadal ale to czym się stał przeraża mnie. Chcę ułożyć sobie życie na nowo. Bez żadnych wspomnień, które są z nim związane.
- kto ci daje taką siłę? – zapytała prawie już płacząc
- ten mężczyzna – powiedziałam kiedy James wszedł do kuchni
- Nati będzie dobrze – powtórzyłam
Taaa…teraz mi łatwo. Jeszcze wczoraj zachowywałam się identycznie jak ona.
- a co z Alexem? – wyszeptałam po chwili
Nic nie odpowiedziała. Spojrzała w kierunku swojego okna.
- nie ma go…znowu…
- jest agentem – wtrącił James – nigdy nie będzie normalnym człowiekiem. Nie będzie nim ani teraz ani za 20 lat.
- on ma racje Nati. Ale sama widzisz, że mimo wszystko stara się spędzać z tobą jak najwięcej czasu. Jeśli nie chcesz siedzieć sama możesz przychodzić do nas. Ja i tak nie mam za dużo do roboty…
- już niedługo będziesz miała…- rzucił James patrząc mi prosto w oczy i wyszedł kuchni z TYM uśmiechem na ustach.
Spojrzałam na jego plecy z wielkim oburzeniem.
- nie mam pojęcia o czym on mówi – powiedziałam do Nati – jeszcze kawy?
- nie dzięki…wiesz chyba pójdę już…nie chce wam siedzieć na głowie…
- zgłupiałaś?! Zostań
- nie naprawdę już pójdę. Skocze do sklepu i kupie sobie coś słodkiego…Chyba mi cukier spadł bo chodzę taka przymulona.
Westchnęłam tylko ciężko i odprowadziłam do drzwi.
- kocham cię pamiętaj – powiedziałam na pożegnanie
- ja ciebie też – uśmiechnęła się delikatnie i wsiadła do windy.
Zamknęła za nią drzwi i oparłam się o ścianę.
- Boże czy kiedyś będzie lepiej? – zapytałam w myślach
Poczłapałam do pokoju. James siedział na łóżku. Zauważyłam, że coś ogląda.
- co tam masz ciekawego? – zapytałam
- nic…nic nie mam – schował pośpiesznie coś do kieszeni
- ej…czego mi nie mówisz?
- no nie…to nie miało tak być…- rzucił z wyrzutem
Nie miałam kompletnie pojęcia o co chodzi.
- co nie miało tak być? O co ci chodzi?
Westchnął ciężko, podszedł do mnie i objął delikatnie.
- idziemy na spacer?
- co ty knujesz wariacie? – rzuciłam i udałam się w stronę łazienki żeby się ubrać.
Po jakiś 20 minutach byłam już gotowa. On już czekał. Pogrywał na gitarze. Jak on cudownie gra ^^
- no już już ruszaj się – dodałam z uśmiechem
Zapięłam Demonowi smycz i siłą wyciągnęłam z mieszkania. Jakie to zwierze jest leniwe…
Weszliśmy do windy.
- wiesz ostatnio mi się śniło, że się zacięła – uśmiechnęłam się na samo wspomnienie tego snu
- taaaak? I co? – Spytał z równie szerokim uśmiechem
- a to już nie twoja sprawa – wzięłam go pod ramię i wyszliśmy z bloku.
Zaczynało się już ściemniać. Pogoda była cudowna. Żadnych chmur na ciemnym już niebie. Szliśmy w stronę „naszego” mostu. Po chwili zauważyłam śliczny księżyc.
- patrz jak pięknie…- westchnęłam
Złapałam się jeszcze mocniej jego ramienia. Demon biegał nam między nogami wesoło merdając ogonem.
James był jakiś inny. Zamyślony…Na twarzy malował się delikatny uśmiech i ciągle (to nie dawało mi spokoju) trzymał dłoń kurczowo w kieszeni.
Dotarliśmy do mostu. Tego mostu na którym pierwszy raz mnie pocałował. To było szczególne miejsce. Nie żadne Bahamy czy inna Jamajka. Dla mnie szczególnym miejscem był właśnie ten most. Dla mnie symbolizował on początek nowego życia. Początek wspólnego, lepszego życia.
Demon pobiegł gdzieś w kierunku łąki, która była niedaleko.
- Demon! Wracaj! – wołałam
- daj mu spokój…zaraz wróci
Spojrzałam mu prosto w oczy. Był niespokojny. Inny.
- cos się stało? – zapytałam w końcu
- nie wiem jak to powiedzieć…
- no nie…chce zerwać – pomyślałam.
- aha…- rzuciłam zupełnie bez uczucia. Odwróciłam się i oparłam o barierkę. Patrzyłam na przejeżdżające samochody. Na światła. Na księżyc…
- Ann…- usłyszałam ciche wołanie
- już wiesz? Odwróciłam się z impetem i zobaczyłam Jamesa klęczącego przede mną z TYM pudełeczkiem. Oo
- już wiem…wyjdziesz za mnie?
- co? – wyszeptałam tak cicho, że sama ledwo usłyszałam co mówię
- czy zostaniesz moją żoną? – wyszeptał patrząc mi głęboko w oczy
Byłam w szoku. No mojej twarzy pojawił się uśmiech a później łzy w moich oczach.
- TAK! – wrzasnęłam na cały głos i rzuciłam się na niego z całym impetem tak, że wylądowaliśmy na ziemi.
- ale już nie płacz – powiedział już zupełnie wyluzowany i pocałował mnie tak jak nigdy.
Wyrwałam mu się nagle.
- już myślałam, że chcesz ze mną zerwać
Uśmiechnął się do mnie i pogładził po policzku.
- ty głuptasie. Nigdy się nie oświadczałem więc miałem obawy, że mnie wyśmiejesz czy coś…
- ty świrze – zsunęłam mu na oczy czapkę, która miał na głowie i pocałowałam.
Po chwili przybiegł Demon i zaczął świrować. To zwierze prowadzi nocny tryb życia Oo
Musze go chyba oddać Natalii ^^
Było strasznie zimno ale my tego nie czuliśmy. Otrzepaliśmy się ze śniegu i postanowiliśmy wracać do domu. Już jako narzeczeni…Mijaliśmy sklep…
- kupmy szampana…albo dwa – rzuciłam – i upijmy się ze szczęścia ^^
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

ja Was normalnie ubóstwiam - jesteście moim guru ^^
AutumnLeaf pisze:Dotarliśmy do mostu. Tego mostu na którym pierwszy raz mnie pocałował. To było szczególne miejsce. Nie żadne Bahamy czy inna Jamajka. Dla mnie szczególnym miejscem był właśnie ten most. Dla mnie symbolizował on początek nowego życia. Początek wspólnego, lepszego życia.
Tanira uwielbiam te Twoje myśli i przemyślenia, są takie kurde głębokie, że się zawsze zamyślam :]
AutumnLeaf pisze:..dwie godziny temu wróciłby z pracy, wieszając swój czarny, ocieplany płaszcz na haczyku w przedpokoju, otrzepując buty ze śniegu i rozluźniając obowiąkowo zawiązny krawat...
Przeklinając kota, który z całą pewnością plątałby mu się miedzy nogami, głośno domagając się miski jedzenia.
Wpadłby do kuchni, biorąc mnie w objęcia i szepcząc jak bardzo się za mną stęsknił, robiąc sobie gorący kubek kawy i siadając razem ze mną przed telewizorem...odpoczywając po ciężkim dniu pracy...
i te dokładne, opisy takiego zwykłego.. 'udomowionego' ciepłego Alexa mmmmmmm.. xD
wymiatacie xD
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

super to jest :D wezcie to wydrukujcie i dajcie do jakiejs ksiegarni xD

naklad: 100000000000000000 szt. iks de :D
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Choćbyście tylko wy to czytali to i tak będę/będziemy to tu wrzucać ^^;* KOchani jesteście ^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

matko...WESELICHO!!!!!! xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

gdzie co dlaczego jak?
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

no już niedługo moje wesele ^^ xD kocham tą scene ^^
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

no własnie ... i bedziecie jechac takim samochodem z tablica Just Married.... nie no cóz za bieg wydarzen... nie powiem te zareczyny takie ekspresssowe :-D
Świetne ;*
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

to opowiadanie jest po prostu ODJAZDOWE :mrgreen: gratuluje takiej twórczości :mrgreen:
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

kłaniamy się nisko ^^ ja już mówię w 1 os. lp xD
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

kiedy będzie kolejna część ?? :mrgreen: już się nie mogę doczekać weselicha :mrgreen:
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

hehe...do weselicha jeszcze trochę dramatyzmu się szykuje xD
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

to kogo jeszcze macie zamiar uśmiercić?? :mrgreen:
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

łohohohohoho to taki darmowy bonus bedzie xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

To jeszcze ktoś umrze...? Chyba tylko zostanie delikatnie wyeliminowany ^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

delikatnie OO hohoho OO jestem w szoku OO
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Teraz to mi szkoda xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

taka karma xD dobrze że cofnęłyśmy się do przeszłości xD on w powtorkach jeszcze zyje xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Hehe...ano, egzystuje se po cichutku xD
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

własnie kiedy bedzi kolejny odcinke.. bo juz mnie ciekawość skręca :-D :604:
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32
Lokalizacja: z Krainy marzeń.
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: niunia »

kiedy następna część ? :*
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”