Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

hahaha.. nie wiem! ja tez nie umiem xD :D ze mną Alex wcale nie miał by lepiej xD no może byłoby więcej piwa i zupek w proszku w domu xD ale kot to by zdechł.
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

AutumnLeaf pisze:krutki
o jaaaa autumn xD

to bylo siuper normalnie zaglebiste :P
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Z żalem muszę przyznać, że to nie moje.
Zwykłe przeoczenie.
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

matko ile ja mam w tym błedów ^^ to było pisane tak na szybko że to masakra xD jakoś nie zwracalam na to uwagi ^^
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Ja nie dałabym rady, jakbym nie sprawdziła milion razy ^^ właśnie to było na szybko i tyle ^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

to dzisiaj ja dodaje ^^

Nati...

Przez chwilę nie mogłam oddychać. Kiedy zobaczyłam Ann chwytającą za kurtkę i Jamesa wychodzącego za nią pospiesznie, zdołałam jedynie wykrztusić do Alexa:

-Odprowadź mnie do domu.

Wiedziałam, że to będzie długa noc. Noc bez Alexa. Skoro został wciągnięty do tej sprawy, to tak szybko go nie wypuszczą. Zresztą jest perfekcjonistą, jak raz coś zacznie, nie spocznie dopóki tego nie skończy.

Na zewnątrz nie było już ani śladu po Ann i Whistlerze, więc nie stojąc bezczynnie na mrozie, skierowaliśmy się do naszej klatki.

Nieoświetlona i ciemna wydawała mi sie złowroga, nieprzyjazna. Alex czytając w moich myślach, a może słysząc głośne bicie mojego serca, wszedł pierwszy, rozglądając się dokładnie na wszystkie strony. Wiedziałam, że był profesjonalistą, z nim czułam się bezpiecznie.
Droga do mieszkania zajęła nam o wiele więcej czasu niż zwykle. Pozapalaliśmy wszystkie światła, wyglądając ostrożnie zza każdego zakrętu.

Przecież wszędzie mógł sie czaić...

Paranoja...

Kompletna paranoja!

Jeszcze kilka godzin temu byłam pewna, że moje życie przestało przypominać cyrk z dodatkowymi atrakcjami typu: kopnij Whistlera, walnij Alexa, to nic nie kosztuje!

Docierając w końcu do naszych drzwi, zobaczyłam jak Alex, zdejmuje rękę ze swojego glocka, którego nosił pod marynarką.

Nienawidziłam broni.

I on o tym wiedział.

Ale teraz byłam wdzięczna, nawet gościowi, który wynalazł proch.

Czułam się bezpieczniej, jednak nie na długo. Ciszę przerwał dzwoniący telefon Alexa. Patrzyłam jak wydaje po cichu rozkazy swoim podwładnym, wydzierając się nagle, na jakiegoś Bogu ducha winnego faceta, po drugiej stronie.
Nie mogłam się nadziwić, jak może nadal zachowywać zimną krew. Zresztą... to jego praca. Zawodowa rutyna.
Tylko, że tym razem chodziło o coś więcej.

O naszych przyjaciół. O ich bezpieczeństwo. O ich życie.

-Muszę iść- powiedział, jak tylko się rozłączył. Pokiwałam jedynie głową, podchodząc do niego i mocno się przytulając
Próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy...
Tak bardzo nie chciałam, żeby wychodził...tak bardzo chciałam, żeby ze mną został...
-Uważaj na siebie- szepnęłam mu do ucha, próbując udawać twardą.
-Będę dzwonił najczęściej jak się da.- powiedział, wiedząc, że i tak nie zmrużę tej nocy oka.
Całując mnie czule na pożegnanie, rzucił jeszcze:
-Zamknij za sobą drzwi.
I wyszedł.

To zmroziło mi krew w żyłach. Przełknęłam głośno ślinę, zamykając za nim wszystkie trzy zamki. Znalazłam się nagle sama, w pustym mieszkaniu. Do tego cholernie źle kojarzył mi się ten tekst.
W filmie, kiedy główna bohaterka słyszała "Zamknij za sobą drzwi" kończyła zwykle poćwiartowana w czarnym worku na śmieci, upchnięta pod schodami do piwnicy.
-Nie!- powiedziałam stanowczo sama do siebie.
-Nigdy więcej horrorów, słonko, nigdy więcej.

Poczłapałam do kuchni, i wyglądając przez okno, zauważyłam, że żaluzje u Ann i Whistlera były odsłonięte, ale nie paliło się światło. Mam nadzieję, że przynajmniej oni złapią trochę snu tej nocy.
-Albo i nie- pomyślałam, uśmiechając się diabelsko.

A noc okazała się bardzo długa.
Przynajmniej dla mnie...
Kursowałam między telefonem i kuchnią, gdzie wlewałam w siebie kolejne kubki gorącej kawy a łóżkiem, gdzie za każdym razem, kiedy zamykałam oczy widziałam w wyobraźni stłuczonego Whistlera, krzyczącą Ann i bladego, nieprzytomnego Alexa.
Myślałam, że już o tym zapomniałam...albo, że chociaż przeszłam nad tym do porządku dziennego. Przewracałam się jednak z boku na bok, męczona obrazami z przeszłości.
Alex mniej więcej co dwie godziny dzwonił z nowymi informacjami. W sumie łamał przez to jakieś tam ich zasady, ale mając na względzie dobro swoich bliskich, jak to sam powiedział: "miał to w nosie".

Bagwell wciąż był nieuchwytny. Był na wolności. I był wściekły.
Niedługo po ucieczce, obrabował jeden z niewielu w naszym mieście sklepów z bronią, katując prawie na śmierć sprzedawcę. Alex, nie chciał mi jednak powiedzieć, jak skończyła kobieta, która rozpoznając w Bagwell'u zbiegłego więźnia, chciała zawiadomić policję. A ja wcale nie miałam zamiaru go o to męczyć...

Z każdym kolejnym telefonem miałam coraz większe oczy, sen momentalnie wylatywał z mojej głowy, kiedy słyszałam o jego kolejnych, przypadkowych ofiarach. Wlewałam w siebie coraz to nowe porcje, ohydnej juz teraz i zimnej kawy.

-Idź spać- powiedział, słysząc moje głośne ziewanie o 4.30 rano.
-Alex...
-Nie powinienem w ogóle do ciebie dzwonić...nie powinienem nic ci mówić! Naraziłem cię na...
-Mahone, zamknij się na chwilę!-przerwałam mu szybko, nie pozwalając na ani słowo więcej.
- Po pierwsze- zaczęłam, biorąc głęboki oddech- dobrze, że do mnie zadzwoniłeś, przynajmniej wiem jak bardzo ta sprawa jest poważna, a po drugie nie boję się jakiegoś blond- wariata, który kiedyś w pijackim amoku gadał z gołębiem na naszym balkonie!- nawijałam, nie bardzo wierząc w to co mówę. Nie chciałam jednak dać po sobie poznać, jak śmiertelnie byłam przerażona.
Alex zaśmiał się tylko cicho i będąc przez kogoś wzywanym, pospiesznie się rozłączył.
Znowu byłam sama.
Przytulne zwykle mieszkanie, wydawało mi się teraz groźne i nieprzyjazne, ze wszystkimi jego ciemnymi kątami.
Zaczęłam więc jak oszalała, włączać światła we wszystkich pokojach.
Kuchnia
Łazienka
Salon
Sypialnia
Przedpokój.
To tutaj..
-Nie...- wyszeptałam.

Zaczęłam odwracać się we wszystkie strony, z każdej podświadomie oczekując nagłego ataku.

Nie mogąc już dłużej wytrzymać, ciężko łapiąc oddech, pobiegłam do kuchni, nalewając sobie zimną szklankę wody, która choć trochę otrzeźwiła mój umysł.

Ani sie obejrzałam a wybiła 5. Momentalnie zrobiłam się strasznie zmęczona. MIałam coraz cięższe powieki...powlokłam się do salonu i ułożyłam na kanapie, przykrywając kocem.

Sypialnia za bardzo kojarzyła mi sie z Alexem... nie chciałam spać sama w zimnym łóżku...bez jego ciepłego dotyku...silnych ramion...

Nawet nie zauważyłam, kiedy usnęłam przy zapalonych wszędzie świetłach, z twarzą męża, za którym tak tęskniłam, przed oczyma...

9.00 rano.

Budząc się z okropnego koszmaru, usłyszałam ciche szamotanie w przedpokoju. Resztki snu momentalnie ze mnie opadły, z sercem w gardle, zerwałam się z kanapy, chwytając za ozdobny wazon, stojący najbliżej mojej reki.
Pobiegłam po cichutku w kierunku przedpokoju, kiedy drogę zastapił mi Alex. Poczułam się jak idiotka, stojąc na środku pokoju z potarganymi włosami i wazonem w ręku. Alex nic nie odpowiedział, wyjął mi z ręki nie doszłe narzędzie zbrodni i mocno przytulił.
-Jesteś najdzielniejszą kobietą jaką znam...
-Przestań chrzanić- przerwałam mu szeptem- po prostu mnie nie puszczaj...

Kiedy w końcu się od siebie oderwaliśmy, wyczytałam z jego twarzy, że nie przyniósł żadnych, nowych informacji, jedyne co miał to podkrążone oczy i wyglądał jakby go z krzyża zdjęli.
-Kochanie, prześpij się- powiedziałam zaniepokojona.
-Nie mam czasu- odpowiedział tylko, kierując się do kuchni, gdzie zapażył cały dzbanek kawy i naszykował trzy puste szklanki.
-Masz zamiar to wszystko wypić?!
-Tak. Muszę być na nogach przynajmniej do końca tego dnia. Mamy informatora, który sprzeda nam Bagwella, jeśli tylko zostanie...odpowiednio zmotywowany.

9.30

Alex pobiegł do łazienki wziąć szybki prysznic, a ja zabrałam się za mycie chyba wszystkich szklanek jakie tylko mieliśmy w domu, z których chyba nigdy nie pozbędę się zapachu kawy.
Odsłoniłam rolety w kuchni i wyjrzałam przez okno. Żaluzje do pokoju Ann i Whistlera były odsłonięte, więc na pewno już wstali.

9.45

Alex, który po zimnym prysznicu, wyglądał jeszcze gorzej niż wcześniej wszedł powoli do kuchni i usiadł ciężko obok mnie przy stole.
-Świetnie wyglądasz kochanie- wyszczebiotałam chcąc podnieść go na duchu, ale on tylko łypnal na mnie, poprawiając i tak juz idealnie zawiązany krawat.

9.55

Nie ruszając się z miejsca, nadal gapiłam się w szybę, kiedy nagle przeżyłam szok.
Wydawało mi sie, że ten blondyn w czarnej, pikowanej kurtce, biegnący przez park to...
Paranoja. Potrząsnełam głową, zła na siebie, że wszędzie doszukuję się...
Najlepiej o tym nie myśleć.
Zaraz znowu zostanę sama, muszę sie jakoś trzymać.

9.59

Alex szykujący się do wyjścia, stanął nagle w miejscu nasłuchując coraz głośniejszych kroków na korytarzu.
Odeszłam od stołu, i patrząc mu prosto w oczy, zaczęłam iść w stronę przedpokoju.

10.00

Coś z ogromnym impetem uderzyło w nasze drzwi, które ledwo co utrzymały się w zawiasach.

Krzyknęłam przeraźliwie, kiedy zamek roztrzaskał się a moje uszy wypełnił huk wystrzału.
Zamknęłam oczy i poczułam jak ktoś ciągnie mnie w stronę sypialni wpychając za łóżko i zatrzaskując za sobą drzwi.
Przez kilka sekund nic nie słyszałam.
Wygramoliłam się ze swojej bezpiecznej kryjówki i rzuciłam do drzwi, za którymi słyszałam rozwścieczone wrzaski Bagwella. Mój Boże...przecież on myśli, że Ann jest tutaj...nie wie, że przeniosła się do Jamesa...

-Gdzie ona jest!- darł się w niebogłosy, nagle powietrze wypełnił kolejny wystrzał, który tym razem w coś trafił. Usłyszałam cichy jęk Alexa i odgłos przewracającego się krzesła.

- O mój Boże.... powtarzałam w kółko, nie mając odwagi zrobić kroku do przodu.

-No dalej tchórzu- mówiłam sama do siebie, uchylając w końcu lekko drzwi, zobaczyłam Alexa, z zakrwawionym ramieniem, rzucającego się na Bagwella, który robiąc unik złapał go za skaleczone miejsce, wpychając z ogromną prędkością na ścianę.

Łzy pojawiły się w moich oczach, jednak broń w rękach tego pieprzonego sukinsyna skutecznie powstrzymywała mnie przed jakąkolwiek reakcją.

Alex jakimś cudem nie stracił przytomności i z całej siły kopnął go w rzepkę. ^^
Ryk bólu Theodora był melodią dla moich uszu.

Alex poprawił efekt waląc go prosto w nos z siłą jakiej nawet nie chciałam sobie wyobrażać. Bagwell runął na ziemię nieprzytomny.

Łapiąc po drodze za telefon, wybiegłam z sypialni rzucając się w stronę Alexa, który ledwo trzymał się na nogach.
Nie mysląc o cholernej karetce czy policji, wystukałam numer do Ann, biorąc Alexa pod ramię i prowadząc go na najbliższe krzesło.

Nagle jednak coś, a raczej ktoś wytrącił mi telefon z ręki i podciął nogi tak, że wylądowałam na dywanie patrząc prosto w rozpalone wściekłością oczy Bagwella.

Natychmiast zerwałam się na nogi krzycząc do Alexa, który trzymając sią za rękę, stał pod ścianą patrząc na nas zamglonym wzrokiem.
Z przerażeniem zobaczyłam jak resztkami sił rzuca się w moją stronę odpychając mnie na bok.

Lądując na ścianie dostrzegłam jak wrzeszczący coś o Ann, Bagwell, cały czas przytomny, pędzący w moim kierunku wpada na Alexa.

Jak w zwolnionym tempie widziałam jak lecą prosto na okno.

Nie czekając ani sekundy puściłam się pędem w stronę Alexa łapiąc go za rękę i co sił odciągając od Theodora, który z impetem wpadł na okno kuchenne...

Potem słyszałam juz tylko brzęk tłuczonego szkła... i...

-Już koniec...już koniec...- powtarzałam bardziej do siebie niż do Alexa.
Pomogłam mu wstać z podłogi, na której było już pełno szkła.
Do kuchni wpadało zimne powietrze z zewnątrz.
Pobiegłam po koc i zarzuciłam go na Alexa, który zaczął niekontrolowanie trząść się z zimna.

-Chodźmy stąd..- wyszeptałam- Dasz radę zjechać na dół?- zapytałam, nie otrzymując jednak odpowiedzi.
-Alex!Alex!-potrząsnęłam nim lekko- tylko mi tutaj nie odpływaj! Bo każę cię karmić w szpitalu moją pomidorówką!- zażartowałam próbując jakoś nawiązać z nim kontakt.
-Chyba zapłacimy wysoki rachunek...
-Rachunek?
-Kiedy tu wszedłem...rano...
Zdałam sobie sprawę, że majaczy, więc korzystając z sytuacji wyciągnęłam go przez strzaskane przez Bagwella drzwi i dopchnęłam do windy. Nie otrzymując dalszej informacji o jakimś rachunku, delikatnie nim potrząsnęłam:
-Alex! Jaki rachunek! Hej słyszysz mnie!
-Za... światło...wszędzie było...włączone...
Mimowolnie parsknęłam śmiechem, przypominając sobie moje nocne wyczyny.
Drzwi od windy otworzyły się powoli.
-Alex...Alex wytrzymaj jeszcze troszkę, juz niedługo- gadałam w kółko ciagnąc go do drzwi wyjściowych, za którymi usłyszałam nagle nadjeżdżające pogotowie i syreny policji.
Ann.
Bogu dzieki, ktoś z nich odebrał ten cholerny telefon.
W końcu znaleźliśmy się na zewnątrz.

Na szczęście policja oszczędziła nam widoku...tego co zostało z Bagwella, ładując go w czarnym worku do karetki.
Przed wejściem stali zapłakana Ann i obejmujący ją Whistler. Podejrzewam, co musieli przeżywac, obserwując wszystko z okna...słysząc wszystko przez telefon...

-Do jasnej cholery!-wydarłam się na całe gardło.
-Dawać mi tu natychmiast jakiegoś lekarza!- krzyczałam dalej, czując, że nie zdołam dłużej podtrzymywać Alexa, który zupełnie już nie kontaktował. Widząc moje wściekłe spojrzenie rzuciło się do mnie kilku sanitariuszy ładując go do karetki. Wskoczyłam za nimi, zatrzaskując za sobą drzwi i nie oglądając się za siebie,


moje...

Obudziłam się jakby dzień wcześniej była jakaś wielka impreza. Mało co pamiętałam. Głowa mi pękała. W pokoju nie było nikogo tylko Demon, który leżał w nogach łóżka najwyraźniej mnie pilnując. Wstałam z wielkim trudem. Wszystko wirowało mi przed oczami. Nie byłam w stanie nigdzie się doczłapać. Nie patrzyłam w stronę tego przeklętego okna. Usiadłam na łóżku. Ręce mi się trzęsły jakbym coś brała.
- James…- wydusiłam
Po chwili w drzwiach stał już James z moim ulubionym kubkiem w ręce.
- co mi jest?
- dałem ci leki usypiające. Strasznie to wszystko przezywałaś przez sen. Spójrz…
Pokazał mi swoje ramię a na nim krwawy ślad.
- wbiłaś mi paznokcie, gdy próbowałem cię przytulić
Spojrzałam na niego i znowu bym się popłakała
- James to nie dlatego, że cię nie kocham…- przerwał mi i przyłożył palec do moich ust
- nawet mi to do głowy nie przyszło skarbie. Masz – wcisnął mi w dłonie kubek – pij póki jest ciepłe. To na uspokojenie.
Nie miałam ochoty na nic, ale widząc jego zatroskana minę zrobiłam parę łyków i przytuliłam się do niego.
- musimy o tym zapomnieć. Zacząć nowe życie…- wyszeptałam
- zaczniemy od dziś – dodał po chwili – pójdziemy do psychologa…
Odkleiłam się od niego i spojrzałam z wielkim wyrzutem.
- myślisz, że jestem walnięta?
- nie skarbie. On pomoze nam zapomnieć. I tobie i mnie. Już raz mi pomógł po śmierci mojej matki. Długo nie mogłem się otrząsnąć a teraz widzisz…
Nie wiedziałam…Nigdy nic nie mówił a ja nie pytałam…
- James nie wiedziałam…przepraszam
- już dobrze…- objął mnie bardzo mocno i pocałował w czoło – to co dzwonić?
Spojrzałam w te jego oczy. Tylko one mnie uspokajały i dodawały otuchy.
- dzwoń skarbie – pocałowałam go i dokończyłam „cudowny napój”, który miał mi pomóc.
Po chwili było już wszystko jasne. Wizyta o 14.
Poszłam do łazienki. Musiałam się jakoś ogarnąć. Wzięłam szybki prysznic, umalowałam się, uczesałam i byłam gotowa do wyjścia nawet przed czasem, co rzadko się zdarza.
Szliśmy tym razem inną droga żeby specjalnie nie przywoływać niechcianych wspomnień. Co z tego, że dłuższa droga do samochodu…Powietrze było takie rześkie…Było oczyszczone....
Zapadłam się w miękki fotel samochodu. Uwielbiałam jeździć z Jamesem. Włączyłam muzykę i w uszach mi zadzwoniło. W odtwarzaczu była płyta z jego ulubionymi piosenkami rockowymi.
- James agresor mi się włącza, gdy tego słuchasz
- a gdybym ja ci tak śpiewał? – uśmiechnął się
Spojrzałam na niego spode łba.
- spałbyś na balkonie bądź na naszej jakże cudownej klatce – uśmiechnęłam się jeszcze szerzej niż on.

Po jakiejś godzinie przebiliśmy się przez miasto pełne korków i tłoku…Wtedy tez włącza mi się agresor. Zaparkowaliśmy przez piękną, duża willą z ogromnym ogrodem.
- chyba pomyliłeś adres skarbie
- kochanie takich ludzi na to stać. Nie to co mnie…
Pogłaskałam go czule po policzku
- dla mnie majątkiem jest twoje wnętrze, które jest jeszcze więcej warte niż to badziewie
Uśmiechnął się tak jak umie najpiękniej
- to co idziemy? – zapytał
Skinęłam głową na znak zgody. Widział, że nie jestem przekonana do tej wizyty. Psycholog. Po jaką cholerę psycholog? I tak nic nie pomoże. Ja tam wiem swoje.
- będzie dobrze zobaczysz.
Oh James mów mi tak jeszcze a zapomnę o całym świecie.
W domu było przecudnie. Drogie kafelki, meble…W tym domu było chyba wszystko, co człowiek mógł sobie wymarzyć. Nie pytałam skąd James ma pieniądze na tą wizytę. Wiedziałam, że wyjął pieniądze z konta.
Nagle zza rogu wyskoczyła jakaś podstarzała blondynka. Przeraziła mnie na tyle skutecznie, że wpadłam w jakąś wielką rzeźbę czegoś…czegoś na pewno cennego.
- pan doktor już czeka na państwa – dodała z przerażającym uśmiechem
Nie przyprowadziłabym tutaj dzieci – pomyślałam z trudem wywołując uśmiech na mojej twarzy.
Weszliśmy do gabinetu i usiedliśmy na bardzo wygodnych skórzanych fotelach. Lekarz wydawał się strasznie miły. Siwe włosy z delikatnym uśmiechem na twarzy. Po chwili zjawiła się „diablica” i zapytała tym razem bez większych niespodzianek czy ktoś życzy sobie cos do picia. Cholernie mnie suszyło, ale nie chciałam żeby ten babsztyl robił cokolwiek, co za chwilę miało się znaleźć w moim żołądku. Oburzona tym, że nikt nie skorzystał z jej propozycji prychnęła jak kot i wyszła z gabinetu.
Lekarz przyglądał mi się bardzo uważnie. Na Jamesa w ogóle nie patrzył.
- a więc – zaczął – z jakim problemem przychodzicie?
James chwycił mnie mocno za rękę.
- wczoraj…- zaczął nieśmiało – każde z nas przeżyło osobista tragedię. Wiem jak to jest, gdy przezywa się cos takiego w samotności i nie chciałem narażać na to mojej dziewczyny.
- szukacie porozumienia między sobą? – zapytał
- szukamy sposobu na wzmocnienie związku i zapomnienie wczorajszej sytuacji.
Lekarz ponownie spojrzał się na mnie. Uśmiechnął się i powiedział.
- jesteście bardzo młodzi. Widać, że bardzo się kochacie a ty James oddałbyś dla tej kobiety wszystko. Jest jedna rzecz, którą musicie zrobić. Pańska dziewczyna musi zajść w ciąże.
Zapadła niezręczna cisza.
- co on do cholery mówi – pomyślałam
- dziecko będzie was wiązać jeszcze silniej taką niewidzialną nicią i pomoże zapomnieć o trudnych chwilach. Gdy pani – zwrócił się do mnie – będzie w ciąży zapomni pani o wszystkim co złe. Będzie pani myśleć tylko o dziecku i o przyszłym mężu. Gwarantuje to wam.
Spojrzałam na Jamesa. Na jego twarzy malował się nieśmiały uśmiech. Nie mogłam w to uwierzyć. Ktoś zmuszał mnie do tego żebym zaszła w ciąże. Wysłuchałam go w spokoju i po chwili już byliśmy w samochodzie. James patrzył na mnie kątem oka.
- już tak mi się nie przyglądaj. Wszystko widzę
- i co o tym myślisz?
- o wizycie?
- o dziecku…- dodał nieśmiało
Spojrzałam na niego. On tego naprawdę chce. Chce tego dziecka. Popatrzył na mnie i pocałował bardzo czule. Uśmiechnął się i odpalił samochód. Droga powrotna minęła bardzo szybko. Za szybko. Zaparkowaliśmy przed blokiem. Gdy wyjmował kluczyki ze stacyjki chwyciłam go za rękę.
- tylko…- wyszeptałam – czy ja będę dobrą matką?
- będziesz wspaniałą matką kochanie
Nie wiem ile on ma uśmiechów, ale co do tego, że ten, który właśnie się malował na jego twarzy był nowy nie miałam żadnej wątpliwości.
Z radości rzucił się na mnie jak szalony. Ta zima jest jednak dobra bo nic nie widać dzięki zaparowanym szybom ^^
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

sliczne xD

ale krwawe :-P :evil: :evil:
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

Tanira pisze:Z radości rzucił się na mnie jak szalony. Ta zima jest jednak dobra bo nic nie widać dzięki zaparowanym szybom ^^
o mamo ..dobrze że nie rozwinełas tego watku :-P
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Boże...ten psycholog...myślałam, że się udusze ze śmiechu, jak to pierwszy raz czytałam xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

jak zwykle wspaniaaaaałe :] super z tymi godzinami 9.59, 10.00 trzymało w napięciu :] i ta samotna żona Alexa i szczęśliwa Ann.. nic dodać nic ująć.
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

boże podobało sie toto...?bo ja w opisywaniu scen walk too...eee...nie bardzo...
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

no jasne, że się podobało! a teraz dostaniesz największy (chyba) komplement jaki może usłyszeć ktoś, kto studiuję polonistykę: jak Ty piszesz, to ja mam to wszystko przed oczami. Serio.
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
Sara Tancredi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Sofia »

agulec pisze:no jasne, że się podobało! a teraz dostaniesz największy (chyba) komplement jaki może usłyszeć ktoś, kto studiuję polonistykę: jak Ty piszesz, to ja mam to wszystko przed oczami. Serio.
zgadzam się :-D wszystkie sceny ukazują się przed oczami :mrgreen: wyobrażenie jest wspaniałe :-D bo wspaniale napisane opowiadanie :-D
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Kłaniam się nisko Podziękować ^^

Cieszymy się, że się podoba ^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

o tak...cieszymy się...te moje chore schizy...
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

To do tej pory to jest jeszcze NIC xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

no co ty...wcale nie...pozniej jest łagodnie ^^
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Jeszcze może mi powiesz, że jest godnie xD?
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

jest godnie bo jest wesele ^^
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Nie wiem czy na tym weselu było tak godnie xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

o jaa zrobiłyście siecz na weselu Ann..? hahaha xD może wrzucicie dzisiaj coś jeszcze...? :D
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

było godnie ^^ ja sie bawiłam świetnie ^^ nie moja wina że się narąbał jak świnia xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

o jaa zrobiłyście siecz na weselu Ann..? hahaha xD może wrzucicie dzisiaj coś jeszcze...?
powolutku xD bo się skończy materiał, a mnie brakuje i czasu i weny na kontynułejszyn xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

no nie ma weny nie ma kontynułejszyn...a tyle do opisania jest...
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Morgoth »

Tanira wiem ze to nie miejsce na to^^ ale masz swietną sygne na maxa :P niunia nie patrz tak na mnie ;P (przynajmniej wiem ze Tanira to czyta :P)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”