Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

:roll: :roll: :roll: jakie to romantyczne xD

czemu nie moze byc tego wiecej xD
zajebste to jest
Tanira pisze:-A co to było?- powiedział, wyraźnie rozbawiony.
-Nic..hehe...impuls
:lol:
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Tanira właź tu in this moment!!!!!!!!!! Ja wcale nie zapomniałam o tym!!! Czekałam na ciebie xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

marq112 pisze:spokojnie tez chce wiecej ale chyba tanirka musi troszke odpoczac xD
co ja pieprze :D
hehehe ale to jest już napisane tak? :D czy mi się pomyloło? :->
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

nie no to jest napisane ale chyba ejst tak ze one to przepisuja ?? nie wiem w koncu jak to jest :D
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Owszem to już jest napisane ^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

AutumnLeaf pisze:Tanira właź tu in this moment!!!!!!!!!! Ja wcale nie zapomniałam o tym!!! Czekałam na ciebie xD
acha xD oj to taki pakiet darmowy dałam xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

To dzisiaj ja się porządzę xD

moja

Kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi, stanęłam jak wryta, że też ja muszę mieć taki niewypażony język! Wiedziałam, że Ann mnie za to znienawidzi, ale z drugiej strony co miałam niby zrobić?
Musiałam szybko znaleźć jakieś wyjście z tego labiryntu. Jeśli ona nie chciała go szukać, to może ono samo do niej...przyjdzie.
Przyjaciele są nie tylko od przytakiwania i chwalenia, są też od wytykania błedów. Ann, choćby nie wiem jak się tego wypierała zrobiła źle i nie ważne co ją do tego popchnęło: zauroczenie czy może nawet miłość, musi w końcu ponieść karę za swoje winy.
Być może postawiłam sprawę na ostrzu noża, ale to była tylko i wyłącznie moja decyzja..i ja również poniosę jej konsekwencje.
Prędzej czy później.
Od kiedy Ann zatrzasnęła Alexowi drzwi przed nosem, ten obserwował mnie nie zaczynając jednak żadnej dyskusji...jak ognia unikałam jego wzroku wgapiając się w wyłączony telewizor, jakby właśnie trąbili w wiadomościach o lądowaniu UFO na dachu naszego wieżowca.
Okłamuję go...cholera okłamuję go...Tak bardzo chciałam być z nim zawsze szczera. Tak bardzo chciałam mu się teraz zwierzyć.... Alex na pewno znalazłby jakiejś wyjście z tej poplątanej sytuacji, przecież w końcu to mój Alex!!! Aż trudno uwierzyć, że od feralnego wieczoru nie minął nawet jeden dzień...

Z ponurych rozmyślań wyrwał mnie poddenerwowany głos Teddy'ego:
-Czy ktoś może mi łaskawie powiedzieć co tu się u licha dzieje?
Słysząc go spuściłam głowę, zerknęłam przelotnie na Alexa, który nadal nic się nie odzywając, zmarszczył tylko brwi i otwierając drzwi wyszedł na balkon zaczerpnąć świerzego powietrza.
-On wie- przeszło mi przez głowę- on wie...on wie...- powtarzałam w myślach jak oszalała- Nie wiem jakim cudem, ale jakoś do tego doszedł.
-Ty- wyszeptał złowrogo Teddy wskazując na mnie palcem, zaczął iść powoli w moją stronę.
Kiedy widziałam go tak wściekłego i rozeźlonego, patrzącego na mnie spode łba, mój strach rósł z sekundy na sekundę.. Wcisnęłam się głebiej w fotel, zerkając przed siebie z przerażeniem.
Ani się obejrzałam a już był przede mną, chwytając mnie za rękę i boleśnie zaciskając palce na nadgarstku zmusił mnie do wstania z bezpiecznego jak do tej pory fotela.
-Tobie na pewno powiedziała o co chodzi!- wysyczał mi do ucha przez zęby. Gardło miałam tak ściśnięte ze strachu, że nie mogłam przez nie wydusić ani słowa.
-Ale wdepnęłam...- pomyślałam i oczy zaszły mi łzami.
Alex, który do tej pory stał na balkonie, odwrócił się wreszcie i widząc co się dzieje, momentalnie znalazł się przy mnie, uwalniając mnie z morderczego uścisku Theodora.
-Słuchaj Bagwell, nie wiem co ci do łba strzeliło- warknął- Ale jeżeli jeszcze raz ją dotkniesz...- zawiesił złowrogo głos, a w jego oczach błysnęły iskierki złosći.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, jakby mieli się na siebie rzucić, ale w końcu Teddy kapituljąc obrzucił nas jedynie wściekłym spojrzeniem i wyszedł.

Nadal nie mogąc uwierzyć w to co się stało przed chwilą, osunęłam się na podłogę, rozmasowując nadgarstek, na którym zaczęły już pojawiać się pierwsze siniaki. Wiedząc, że gdyby Alex je zauważył, wpadłby w szał, a tego nie chciałam, opuściłam rękawy bluzki do niczego się nie przyznając.

Alex starając się zachować przy mnie zimną krew przez dłuższą chwilę patrzył na drzwi, za którymi jeszcze tak niedawno zniknęła Ann, a teraz Teddy...
Pokręcił głową i w milczeniu podszedł do kanapy, koło której siedziałam, osunął się z ciężkim westchnieniem obok mnie i zamknął oczy opierając głowę na poduszce, która spadła z fotela w czasie mojej "bójki" z Teddym.
-Możesz mi powiedzieć...
-Proszę- przerwałam mu łamiącym się gosem- proszę...nie chcę cię okłamywać...nie ciebie...
-Ona kogoś ma, tak?- wypalił, nie zwracając uwagi na moje ciche błagania.
Pfff. Nawet się nie zdziwiłam. Cały Alex.
-Tak- wyznałam, niezdolna dalej dusić w sobie okrutnej prawdy.
-Ale to nie jej wina...to moja wina!To ja jej pokazałam tą cholerną pizzerię!I To okno, spacer i..i...- zaczęłam wyrzucać z siebie urywki zdań nie bardzo zwracając uwagę na to co mówię, ani się obejrzałam a na mojej twarzy pojawiły się kolejne już tego dnia łzy.
Alex nic nie odpowiedział, może to i lepiej...Objął mnie tylko jeszcze mocniej i szeptał do ucha słowa pocieszenia, które jak sam wiedział i tak nie mogły dać mi ukojenia.

Jak do tej pory w domu panowała grobowa cisza, zapomnieliśmy nawet o tej cholernej pizzy, kiedy w pewnym momencie błogi spokój przerwały odgłosy kłótni, wrzaski Ann i brzęk tłuczonego szkła.
Zerwaliśmy się na równe nogi a Alex w ciągu sekundy znalazł się przy drzwiach.
-Zostań tu- rzucił przez ramię.
-Chyba żartujesz!- powiedziałam i skoczyłam za nim, mocno łapiąc go za rękę:
-Szybko, bo się pozabijają, ktokolwiek tam jest!
Podświadomie wiedziałam kto...

W przedpokoju rozpętało sie piekło. Ann, zakrywając usta rękami stała pod ścianą, mocno oparta o nią plecami, tak jakby chciała się w nią wtopić. Patrząc z przerażeniem na swojego męża, który tłukł w najlepsze^^ leżącego już na ziemi, zakrwawionego Whistlera ^^
-Mahone, zrób coś!- krzyknęłam do Alexa, który odepchnął mnie do tyłu rzucając się w stronę Teddy'ego. Nie miał jednak najmniejszych szans na unik, kiedy z szybkością błyskawicy dopadł go cios rozszalałego Bagwella. Odrzuciło go do tyłu, wylądował na podłodze, niedaleko odmłamków szkła z naszego lustra wiszącego naprzeciwko drzwi wejściowych.
Tego już było za wiele. Krew się we mnie zagotowała.
-NIKT- cedziłam słowa przez zaciśnięte do granic mozliwości zęby- NIE BĘDZIE BIŁ MOJEGO MĘŻA!- wrzasnęłam na całe gardło rzucając się na Bagwella. Skoczyłam mu na plecy, zaciskając ręce na szyi jak tylko mogłam najmocniej, żeby odciągnąć go od skopanego juz porządnie ^^ Whistlera.
-Ann!- wysapałam, próbując jak najdłużej utrzymać się na tym cholernym sukinsynie.
- Ann do licha spójrz na mnie!
W końcu oderwała wzrok od zakrwawionego Jamesa i spojrzała mi prosto w oczy.
-Kuchniaaa...- nieświadomie rozluźniłam uścisk, z czego nie omieszkał skorzystać Bagwell, natychmiastowo mnie z siebie zrzucając. Syknęłam z bólu lądując ciężko na drewanianej podłodze..

Moje działania przyniosły jednak jakieś skutki. Teddy ledwo trzymał się na nogach, chwytając głęboko powietrze i trzymając się za szyję.
Nie przejmując się nim więcej, doczołgałam się do nieprzytomnego nadal Alexa.
Wtedy Bagwell odwrócił się w naszą stronę. Nie miałam juz siły na jakąkolwiek reakcję.
-Co będzie to będzie- pomyślałam z rozpaczą.
Zacisnęłam mocno oczy wtulając się w ramię mojego męża, niepewna tego co się stanie, kiedy nagle...

Usłyszałam brzęk, momentalnie otwierając oczy zobaczyłam jak Theodor runął na podłogę.

Nad nim stała Ann z wielką, metalową patelnią w ręku, którą ogłuszyła opętanego żądzą mordu męża.
-Karetka. Policja. Dzwoń, szybko.- wyszeptałam podnosząc się z ziemi.
Pokiwała tylko głową i ze łzami w oczach zaczęła kręcić po kolei numery.
Narobiliśmy takiego rabanu, że do drzwi zaczęli dobijac się ciekawscy sąsiedzi, których najnormalniej w świecie olałam.
-W porządku?- zapytałam, kiedy odłożyła słuchawkę. Ponownie kiwnęła tylko głową, klękając obok Whistlera.

Patrzyłam na nią przez chwilę, wyobrażając sobie co czuje.

Nie. Nie mogłam sobie tego wyobrazić.

Nie wyobrażałam sobie tego co teraz czuje.

Czas dłużył nam się niemiłosiernie.Te kilka minut były najdłuższymi minutami w naszym życiu.

Najpierw przyjechała policja pakując nieprzytomnego po udrzeniu "narzędziem tępym", jak to określił jakiś młody funkcjonarusz, Bagwella w kajdanki.
Zaraz później pojawiło się na sygnale pogotowie, zabierając Whistlera. Patrząc na niego...na to jak wyglądał...zrobiło mi się go żal...facet niczym nie zawinił, nie wiem nawet czy zdawał sobie sprawę z tego, za co dostał takie manto.
-Jedź z nim- powiedziałam stanowczo do Ann, mocno ja przytulając.
-Trzymaj się- szepnęła ze łzami w oczach.
-Jak tylko doprowadzę Alexa do stanu używalności, przyjadę do ciebie- dodałam wypuszczając ją z uścisku. Po raz kolejny kiwnęła tylko głową, biegnąc za sanitariuszami do karetki.

-Trochę lodu i będzie jak nowy- usłyszałam jak mówi do mnie jeden z lekarzy. Uśmiechnęłam się blado, dziękując za pomoc. Kiedy pozbyłam się z domu ostatnich gapiów, mogłam wreszcie spokojnie rozejrzeć sie po przedpokoju. Wszędzie była krew. Zemdliło mnie od jej zapachu, kawałki szkła powbijały mi się w buty. Na środku podłogi leżała patelnia, złapałam za worek na śmieci i natychmiast ja do niego wpakowałam. Tak po prostu.

Powlokłam sie do łazienki, umyłam ręce i twarz w zimnej wodzie, nie spoglądając nawet w lustro. Wystarczy mi już jedno stłuczone.
Czując sie jak na spacerze pod wodą ;] poczłapałam do kuchni i wyjęłam z lodówki worek z lodem. Powlokłam się do sypialni, gdzie na łóżku leżał śmiertlelnie blady Alex, lekarze mówili, że nic mu nie jest, ale i tak przerażał mnie jego wygląd. Bardziej niż tysiąc rozwścieczonych Bagwellów.

-Pieprzony wariat- warknęłam- I ja mu jeszcze współczułam.
-Jasna cholera cholera...- zaczęłam w kółko powtarzać, próbując jakoś rozładować kłębiące sie we mnie uczucia. Kładąc zimny worek na twarzy Alexa, wyjęłam z szuflady kartkę i długopis, napisałam na niej gdzie jadę i kiedy wrócę. Na wszelki wypadek.
Wychodząc z pokoju, złapałam z krzesła koc i okryłam go szczelnie całując jak najdelikatniej się dało w policzek.
Kiedy weszłam do przedpokoju zdałam sobie sprawę, że nie mogę tu zostawić takiego syfu. Uprzątnięcie całego bałaganu zajęło mi bitą godzinę, więc kiedy skończyłam była już 23. Złapałam kluczyki od samochodu i wybiegłam z mieszkania.

i chore wymysły Ann ^^


- Krew. Wszędzie krew. – szeptałam w myślach siedząc na krześle na opustoszałym szpitalnym korytarzu. Uderzyłam Teddy’ego. Zrobiłam to nie myśląc o konsekwencjach jakie może spowodować. Głęboko pogrążona w myślach nie zauważyłam lekarza, który stanął przede mną.
- pani jest jego żoną? – zapytał ze współczuciem
Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami, które mówiły o wiele więcej niż chciał wiedzieć.
- przepraszam, że zapytałem. Wszystko z nim porządku. Jest jeszcze nieprzytomny ale w ciągu kilku najbliższych godzin powinien się wybudzić – popatrzył na mnie troskliwie i dodał po chwili – Naprawdę wszystko będzie dobrze.
Nie rozumiałam w ogóle co do mnie mówi. Dotarły do mnie tylko słowa „Wszystko będzie dobrze”. Nic więcej.
- może pani do niego pójść. – wskazał dłonią drzwi do sali.
- dziękuję – wyszeptałam i pospiesznym krokiem udałam się do sali. W środku paliło się tylko delikatne światło. Dochodziła godzina 24. Usiadłam obok jego łóżka. To był straszny widok. Mnóstwo kroplówek i aparatury. Na twarzy parę siniaków. Parę godzin temu nic nie zapowiadało takiej tragedii. Gdybym mogła cofnęła bym czas byleby tylko ustrzec go od tego. W moich oczach zaszkliły się łzy.

Chwyciłam go za rękę, która bezwładnie leżała na pościeli. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu odwzajemnił uścisk. Już chciałam wstać i pobiec po lekarza gdy ktoś przytrzymał mnie za ramię.
- tak się czasami zdarza – wyszeptała Natalia
- to znaczy, że wszystko jest dobrze. On czuje, że przy nim jesteś.
Nie odezwałam się ani słowem. Patrzyłam martwo na jego twarz. Tak bardzo chciałam teraz zobaczyć te przepiękne niebieskie ^^ oczy przepełnione radością.
- naprawdę będzie dobrze. Rozmawiałam z lekarzem. Już cię nawet za jego żonę biorą – uśmiechnęła się
Wiedziałam, że chciała mnie podnieść na duchu. Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
- dlaczego nie jesteś z Alexem? – zapytałam nie spuszczając wzroku z James’a
- ty bardziej potrzebujesz kogoś kto z tobą będzie w tej trudnej chwili. On sobie poradzi. Zresztą…- spuściła wzrok – jemu za bardzo nic nie jest…
- to dobrze…- wyszeptałam i chwyciłam ja za rękę. Spojrzałam jej w oczy
- wszystko będzie dobrze, zobaczysz – wyszeptałam
Po chwili rzuciłyśmy się sobie w ramiona jak dawniej.
- ale…co z Teddy’m?
- jemu nic nie będzie – rzuciła – on jest chory. On nie bije po to żeby dać komuś nauczkę. On bije po to żeby zabić.
- wiem…to nie był pierwszy raz.
- może lepiej, że to się tak skończyło. Kto wie czy któregoś pięknego dnia z byle powodu nie uderzył by ciebie?- rzuciła jednym tchem po czym dodała robiąc wielkie oczy – Ann on się wybudza. Pójdę po lekarza.
Wybiegła z sali wrzeszcząc na pół szpitala. Miała rację. Zaczął kaszleć i próbował wypluć rurę, którą miał w gardle. Po chwili obok niego znaleźli się lekarze i pielęgniarki.
- już dobrze panie Whistler, niech się pan nie zachowuje jak dziecko – rzucił z uśmiechem na twarzy jeden z doktorów.
Wyjęli mu to świństwo z ust i wreszcie mógł samodzielnie oddychać.
- niech mi pan powie ile ma pan lat.
- 30 – wyszeptał z wielkim trudem
- dzieci pan ma?
- nie…
- ale zapewne będzie pan miał. Razem z żona pewnie niedługo zawitacie na porodówkę 3 piętra wyżej.
Lekarz spojrzał na mnie i rzucił – wszystko z nim dobrze. Będzie żył.


Podłączyli mu jeszcze parę dodatkowych kroplówek i wyszli.
Spojrzał na mnie. Dostał dość porządnie w głowę myślałam, że nie będzie pamiętać takiego szczegółu którym byłam ja.
- żono ty moja – wyszeptał chwytając mnie za rękę – kocham cię, wiesz?
W moich oczach ponownie zaszkliły się łzy. Tym razem łzy szczęścia. Szczęścia, którego nie umiałam opisać.
- ja ciebie też – nachyliłam się nad nim i delikatnie go pocałowałam
- eee to ja poczekam na zewnątrz – rzuciła Nati i wystrzeliła z sali jakby o czymś sobie przypomniała.
Spojrzałam na niego. W oczach zobaczyłam radość. Znowu. Od razu na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
- kim był ten facet, który mnie tak załatwił? – zapytał próbując grzebać cos przy welflonie u prawej ręki.
- zostaw to – rzuciłam uderzając go delikatnie w dłoń – kim był?
Powtórzyłam pytanie widząc jego wzrok.
- był moim byłym mężem – odpowiedziałam bez wahania
- mieszkacie razem? – zapytał trochę zdenerwowany
- nie. Przyjechał po swoje rzeczy. Nie martw się. Już nic mnie z nim nie łączy – wyrzuciłam z siebie i poczułam ulgę, że wreszcie mówię prawdę i uprzedziłam jego kolejne pytanie:
- naprawdę kochanie – powiedziałam z uśmiechem
- wiem – rzucił głaszcząc moją dłoń – ufam ci jak nikomu innemu na świecie.
Jego oczy powieki zaczęły się robić coraz cięższe. Efekt działania jednej z pięciu chyba kroplówek, które stały przy jego łóżku.
- Ann…chyba zasnę…- powiedział mocno śpiącym już głosem
- śpij – pogłaskałam go po twarzy.
- przyjedziesz jutro? – zapytał z wyraźną nadzieją w głosie
- ale ja się nigdzie nie wybieram. Śpij skarbie. Potrzebujesz tego.


Po chwili spał już jak dziecko. Z delikatnym uśmiechem na twarzy. Emocje ze mnie opadły. Już wszystko było dobrze. Teraz będzie tylko lepiej. Po cichu wyszłam z pokoju. Nigdzie nie było Natalii. Znając życie stęskniła się za Alexem i pojechała do domu. Nagle z bocznego korytarza usłyszałam ciche przekleństwa i odgłosy szamotania. Nie byłabym sobą gdybym nie poszła zobaczyć co się dzieje. Po chwili moje oczy ujrzały Nati mocującą się z automatem do kawy. Jej wzrok skierował się na mnie. Puściła automat, odgarnęła włosy z czoła i wysapała
- zeżarł mi cham 2 złote
Wybuchnęłam śmiechem, który po chwili zamienił się w ryk. Mówiła o tym z taka powagą, że nie można było ustać w miejscu.
- bardzo śmieszne – rzuciła i ze złością kopnęła Bogu ducha winny automat
Opanowałam się trochę podeszłam do niej i chwyciłam pod rękę
- chodź, pojdziemy lepiej do baru na dole zanim jeszcze coś tu zniszczysz.
Po chwili szłyśmy schodami prowadzącymi w dół chichocząc niemiłosiernie…
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

AutumnLeaf pisze:-NIKT.... NIE BĘDZIE BIŁ MOJEGO MĘŻA!-
hahaha genialne! najpierw taka akcja aż się normalnie przejęłam a potem zrobiło się tak spokojnie i.. eh. Super się uzupełniacie :D
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Dlaczego każdy się z tego śmieje?! xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

AutumnLeaf pisze:Dlaczego każdy się z tego śmieje?! xD
bo to jest głupie...mowiłam nie dawać! MOWIŁAM! teraz nas za wariatki maja...
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

AutumnLeaf pisze:Dlaczego każdy się z tego śmieje?! xD
hehehe.. bo to jest śmieszne! ale nie w sensie, że.. żałosne, tylko po prostu śmieszne, zabawne, momentami wzruszające, no superskie! jak komedia romantyczna! xD
Tanira pisze:mowiłam nie dawać! MOWIŁAM! teraz nas za wariatki maja...
wariatki to byście były, gdybyście tego nie dały :D
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

AutumnLeaf pisze:- zeżarł mi cham 2 złote
to mnie zabilo xD
super to jest :P
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

to sie pozniej zmieni w kryminał i horror ^^
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

teraz nas za wariatki maja...
eee...ale to w sumie...prawidłowo xD
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

Tanira pisze:to sie pozniej zmieni w kryminał i horror ^^
już nie mogę się doczekać ^^
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

AutumnLeaf pisze:
teraz nas za wariatki maja...
eee...ale to w sumie...prawidłowo xD
eee no w sumie tak xD a jak to czyta ktos z teheee xD
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

z tego teheehmeehem?xD

zdrrrrrrajcyyy!!!! xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

dokładnie z tego ^^ ci powiem że wychaczyłam wczoraj kogoś od nich u nas...ale ciiiiiiiiii
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Po porządnym skopaniu przeklętego automatu, który miał czelność zeżreć moje dwa złote (!), zbiegłyśmy po schodach śmiejąc się jak wariatki, budząc przy okazji pół szpitala i dostając porządny ochrzan od przechodzącego akurat ordynatora, który tłumaczył nam, że "szpital to nie ZOO" i, że "takie duże dziewczynki jak my powinny o tym wiedzieć".
Potulnie i na paluszkach zeszłyśmy więc do opustoszałego już o tej godzine baru na mocną, czarną kawę, w której nawet łyżka stawała.
Straciłyśmy poczucie czasu, szczebiocząc wesoło o Whistlerze^^

-Widziałaś nas wtedy w parku?- zapytała rumieniąc się Ann.
-Pfff. Jasne, że widziałam! Od sameeego poooczątkuuu do kooońcaaa- zanuciłam, uśmiechając się promiennie
-Nawet nie masz pojęcia, jak się wtedy nakombinowałam, żeby Alex nic nie zauważył!- trajkotałam jak nakręcona.
-To byłaś ty?!
-?
-KOCHAM CIĘ!- wrzasnęła Ann udając, że rzuca mi się na szyję.
-Eeee...barman! Nie dolał pan czasem czegoś mocniejszego do tej lury?- zachichotałam jak szalona.
Facet w białym fartuchu i czarnej muszce ścierający właśnie napis Coca Cola ze szklanki, łypnął na mnie ze złością, kręcąc głową i marudząc coś o "głupich babskach" i "ciężkiej, niedocenianej robocie po godzinach".
Po trzecim kubku tego świństwa, spojrzałam nareszcie na zegarek i wytrzeszczyłam ze zdziwienia, czerwone już o tej porze jak u królika, oczy.

-O cholera!
-Przestań!
-Co?
-Przestań ciągle mówić "cholera"!
-Dlaczego?
-Bo...
-Alex!- krzyknęłam- O cholera. Kochana, biegnij do swojej Śpiącej Królewny a ja pędzę do mojego pacjenta- mrugnęłam do niej i dałam przyjacielskiego całusa w policzek.
-Ale...- zaczęła, jednak natychmiast jej przerwałam.
-Przyjdziemy jutro...eee...dzisiaj rano- rzuciłam przez ramię, potykając się o własne nogi i wpadając na automat do kawy.
-Cholera!
Ann przewróciła tylko oczami i jak zauważyłam kątem oka puściła się pędem do sali, w której leżał James Whistler.

Zaparkowałam Range Rovera Alexa jak tylko się dało najbliżej klatki, wygramoliłam się z za głebokiego dla mnie siedzenia i włączając w biegu alarm popędziłam do windy. Trzasnęłam drzwiami, rąbnęłam w guzik z numerem 8 i z niecierpliwością bębniłam palcami w ścianę, odliczając piętra.
W końcu drzwi się otworzyły i tym razem nawet ich nie zamykając pognałam do mieszkania.

Wyhamowałam tuż przed wejściem, poprawiając włosy i doprowadzając się do ogólnego, jako takiego porządku. Kiedy weszłam do środka, od razu zauważyłam przyćmione światło, palące się w kuchni. Pysiek otarł się o moje nogi mrucząc zawzięcie i dopraszając się pogłaskania.
-Później- szepnęłam do niego, wskazując palcem kanapę. Spojrzał na mnie z wyrzutem, prychnął i udał się do naszej sypialni, zapewne umościć sobie ciepłe gniazdko na jednej z poduszek.
Boże, wyhodowałam potwora. Szkoda, że zreperowali tą windę...ehm.
Po cichu podreptałam do kuchni, rzucając po drodze płaszcz w ogólnie pojętym znaczeniu szafy.
Alex siedział przy stole, wyglądając przez okno z kubkiem gorącej herbary w ręku. Odwrócił się w moją stronę i serce ścisnęło mi się z bólu. Pod okiem malował się wszystkimi barwami tęczy, wielki siniak. Chciałam już coś powiedziec, kiedy odezwał się pierwszy.
-Mało sobie nóg nie połamałaś tam na dole- zażartował wyciągając do mnie ręce.
-Eee..hehe...widziałeś mój karkołomny bieg?
-Trudno było nie zauważyć- uśmiechnął się lekko, mocno mnie przytulając.
-Stęskniłem się- szepnął.
-Ja też...jak się czujesz...i dlaczego nie śpisz o tej godzinie?
-Jakoś- rzucił tylko. Cholerny twardziel.- Oczywiście, że spałem. Ale cały świat zapomniał o tym pieprzonym futrzaku, który dotąd miauczał mi za uchem dopóki ja nie dorobiłem się migreny a on miski pełnej żarcia.
-Auć. Mój ty biedaku. Wracaj do łóżka, wyśpij się, jeżeli to jeszcze możliwe bo rano jedziemy do szpitala.
-To przez tego całego Whistlera dostałem kopa..- powiedział bardziej do siebie niż do mnie, wyciągając z lodówki kolejny worek z lodem.
-Obudź mnie o 9 słonko- powiedział zbyt raźnym tonem i pogwizdując wesoło pomaszerował do sypialni, zostawiając mnie zdezorientowaną i nieco...zaniepokojoną z pustym kubkiem po herbacie w ręku.

11.30.

-Aleeex...już 9...
-Mmmhmm...
-Alex...
-Mmhmm?
-Mówiłam, że już 9...
-Mhmm...
Niewiele rozumiałam z jego sennego mruczenia, więc nie czekając aż zwlecze się z łóżka, wstałam łapiąc za szlafork i ziewając przeciągle, spojrzałam kątem oka na zegarek.

11.30. Ok, mamy jeszcze trochę czasu.

-Hmmm...11.30...11.30?!!-wrzasnęłam na cały pokój.
-Mahone wstawaj!- krzyknęłam do Alexa, który zakopał się w pościeli, pochrapując w najlepsze.
-Alex proooszeeeee nie zmuszaj mnie, żebym ściągała cię z łóżka...- wyjęczałam błagalnie stojąc mu nad uchem od dobrych 5 minut.
-Jestem inwalidą, grzeczniej prosze.
-Że co?- wybuchnęłam śmiechem- Złaź natychmiast- powiedziałam brutalnie ściągając z niego kołdrę i wychodząc z pokoju.

Po ciężkich, rannych przeprawach byliśmy wreszcie gotowi. Niektórzy w trochę mniejszym stopniu, ale w końcu udało nam się zjechać bez "windowych niespodzianek" i dotrzeć bezpiecznie do szpitala , jak na złość znajdującego się na drugim końcu miasta. Ja prowadziłam, bo Alex wyglądający dzisiaj z jednej strony jak pulchny chomik wolał nie ryzykować ^^.

Mijaliśmy sale z prędkością błyskawicy, starając się nie biec. Alex załamywał mnie od samego rana, zachowując się gorzej niż przedszkolak, który obtarł sobie kolano, wykręcając głowę, żebym tylko nie gapiła się na jego siniaka, wielkości sporej gruszki ^^

-Słuchaj Mahone, dla mnie i tak jesteś tym samym sexownym przystojniakiem- wymruczałam mu do ucha, tuż przed salą Whistlera.
-Czy wy możecie chociaż na chwilę się od siebie odkleić- usłyszałam znajomy głos.
-Ann!I jak?- zapytałam z troską w głosie, może trochę udawaną. Nadal nie byłam przekonana co do tego całego Jamesa.
- W porządku- odpowiedziała z uśmiechem- dzięki za zainteresowanie.
-Uhm.
Zapadła niezręczna cisza, podczas której ja poprawiałam sobie guzik przy bluzce a Alex świdrował wzrokiem dziurę w suficie.
-Ehm...dobrze wyglądasz- powiedziała głupio Ann, patrząc na Alexa i nie zwracając uwagi na moje heroiczne próby powstrzymania jej przed tego typu komentarzami.

-Może wejdziemy?- wmieszałam się bezczelnie szczerząc zęby w szerokim uśmiechu i wciągając Alexa do sali, w której leżał...Dżemyk...hehe...o tak. To do niego pasuje ^^.

James leżał na łóżku już ze znacznie mniejszą ilością kroplówek, aparatów i innych tego typu rzeczy, na których się nie znam. Uśmiechnął się szeroko na nasz widok.
-James to jest Alexander Mahone...a to...eee...- zaczęła się nagle jąkać z zupełnie nieznanego mi powodu Ann.
- A to jest...eee..moja kumpela.
Wybałuszyłam na nią oczy, niczego nie kapując. Pogięło ją czy co? Mojego imienia zapomniała!
Kiedy Alex i Whisteler wymienili męski uścisk dłoni, podeszłam do łóżka i uśmiechając się promiennie, powiedziałam:
-Natalia.
Na twarzy Jamesa odmalowało się zrozumienie, a przez chwilę widziałam w jego oczach...współczucie? Co jest do cholery!
-Ach...D Z I E Ń D O B R Y-powiedział baaardzooo pooowoooliii Dżemyk- T O T Y J E S T E Ś K U Z Y N KĄ A N N?TAAAK?
Spojrzałam na Alexa, który był w nie mniejszym szoku niż ja.
-Eee...kuzynką?
-TAAK...TĄ UPOŚLEDZONĄ- wypalił nagle, zanim zdąrzył ugryźć się w język.
Zaczęłam się odwracać w stronę Ann, chcąc "grzecznie" poprosić o wyjaśnienia, kiedy spostrzegłam jak powoli i bezszelestnie wycofuje się w stronę drzwi.
-Spokojnie...to było dawno temu...zapomnijmy o tym- powiedziała, unosząc do góry ręce.
-Ann...pamietasz ten automat dzisiaj w nocy?
-Ten...co się zaciął?
-Taaak, ten co się zaciął. To lepiej zacznij się rozpędzać, bo jak cie dorwię to zrobię z tobą to samo!- wydarłam się na całe gardło rzucając się w jej stronę.

-Jaki automat?- zdołałam jeszcze dosłyszeć słowa nieco zdezorientowanego Dżemy...Jamesa.
Alex wzruszył tylko ramionami, pozostawiając całą sprawę bez komentarza.
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

Patrzyłam na nią z wielkim przerażeniem w oczach.
- ale o co ci chodzi? Przecież to był taki niewinny żart – starałam się być poważna chociaż w głębi duszy nie mogłam się powstrzymać od śmiechu.
- niewinny żart tak? To ci wyszło – dodał z uśmiechem na ustach Alex ale spoważniał gdy zobaczył minę Natalii.
- tak widzę, że wszyscy mają mnie za upośledzoną! – wydarła się na cały głos
Zapadła niezręczna cisza. Patrzyłam na alexa, który bawił się kartą pacjenta przy łóżku Jamesa. On z kolei szturchnął mnie delikatnie i wycedził strasznie cicho:
- z nią chyba naprawdę jest cos nie tak
- słyszałam! Ty panie Whistler! – wycelowała w niego palcem – Ty się pan ciesz, że pan żyjesz!
W tym momencie wszyscy wybuchneliśmy śmiechem . Wszyscy oprócz Nati.
- skarbie przecież to są żarty – podszedł do niej zatroskany alex i przytulił bardzo mocno
Na jej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
- dobra już dobra ale jeszcze jeden taki numer a pozałujecie. Wszyscy – dodała po chwili uwalniając się z uścisku swojego męża
Do Sali wszedł lekarz. Alex na siłę wyciągał Nati na korytarz.
- no panie whistler wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie ucierpiał pan aż tak bardzo żeby musiał pan tutaj leżeć. Żona może pana zabrać do domu.
James spojrzał na mnie. Czułam, że zaczynam robić się czerwona.
- tak…dziękuję. Żona na pewno się mną zajmie jak należy.
Lekarz wręczył mu wypis i na dowidzenia życzył szybkiego powrotu do zdrowia.
Zostaliśmy sami. Było mi cholernie niezręcznie. On odezwał się pierwszy.
- no co masz taką skwaszona minę?
- no…bo chodzi o tą żonę…
- a przeszkadza ci to? Bo mi wcale – uśmiechnął się promiennie.
Spojrzałam na niego i moja twarz od razu się rozweseliła.
- no to moja kochana żono jedziemy do domu. Klucze są w mojej kurtce.
- ale o czym ty mówisz? – zapytałam zdziwiona
- sam nie dam rady się sobą opiekować – uśmiechnął się diabelsko
Pogłaskałam go po twarzy, wstałam i zaczęłam pakować jego rzeczy.
- nie będziesz miałą daleko do swojej upośledzonej kuzynki – rzucił nagle
- cicho bo usłyszy ^^ - zachichotałam pod nosem – a to dlaczego nie będę miala daleko?
- mieszkam naprzeciwko – rzucił i próbował podnieść się z łóżka
- Alex! – krzyknęłam
Po chwili wpadła zdyszana Nati za nią kroczył dumnie Alex
- oooo zeszła ci już opuchlizna – zauważyłam
- ciii nie denerwuj go…wiesz jaki jest – rzuciła Nati pomagając mi pakować rzeczy.
- alex pomóż mu wstać…- poprosiłam go z błagalnym wzrokiem
Po chwili wszystko było gotowe. Podpisaliśmy przy wyjściu jeszcze jedna kartę i wgramoliliśmy się do samochodu.
- no to jedziemy do domu – rzucił alex
- nas wysadzicie ulicę wcześniej – wysapałam, zmęczona walką z gównianym pasem bezpieczeństwa
Nati odwróciła się z prędkością światła
- a to z jakiej paki? – wertowała mnie wzrokiem
- no do domu…- wyszeptał James, który najwyraźniej czuł przed nią jakiś respekt
- do jakiego domu? Co ty bredzisz? Na pewno wszystko ok?
- och daj mu spokój. Jedziemy do jego mieszkania.
Nati patrzyła na mnie i uniosła charakterystycznie jedna brew do góry.
- wijemy sobie gniazdko?
- daruj sobie musze się nim opiekować
- ja wiem na czym będzie polegac ta opieka – uśmiechnęła się prawie tak samo diabelsko jak James
- a za 9 miesięcy będę ciocią – rozmarzyła się i opadła lekko w swój fotel
Spojrzeliśmy z Jamesem na siebie strasznie zakłopotani jednak z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Alex jechał wyjątkowo spokojnie jednak w pewnym momencie ostro zahamował ponieważ ktos zajechał mu drogę.
otworzył okno i wydarł się na cały głos
- WIOZE KALEKĘ TY JEŁOPIE!
Opadł w fotel i wydyszał jakby sam do siebie
- cholerny baran…głodny jestem
Spojrzał na Nati, która starała się powstrzymać nagły atak śmiechu.
- co jest na obiad? – zapytał
- nie wiem – wykrztusiła czerwona na twarzy Nati
Alex westchnął tylko głęboko i wcisnął gaz.
Po chwili byliśmy już pod moim nowym domem ^^ James mieszkał na 7 pietrze. Z jego okien było widać okna Nati.
Natalia zatarła ręcę i rzuciła wyraźnie uradowana
- będziemy was podglądać
- chciałabyś – obrzuciłam ją złowrogim spojrzeniem
- no wiesz – oparła się o ramie Jamesa – w nagłym przypływie namiętności nie będziecie mieli czasu na zasłonięcie okien
- wariujesz z braku seksu? – zapytałam
Zrobiła oczy większe od siniaka Alexa i jakby się zapowietrzyła ^^
- no to my już spadamy – podeszłam do alexa i ucałąowałąm go w policzek
- nie szalejcie za bardzo dziś – szepnęłam Nati do ucha, która nadal nie mogła wydobyć z siebie żadnego konkretnego dźwięku.

Po dłuższej chwili spowodowanej niedołężnością Jamesa ^^ stanęłam zasapana przed drzwiami mieszkania.
Otworzyłam drzwi i ku moich nóg natychmiast pojawił się mały, czarny kundelek.
- nie mówiłeś, że masz psa – powiedziałam z uśmiechem na ustach
- zapomniałem – odpowiedział James
- jest sliczny…
Mieszkanie było cudne. Małe ale takie „nasze”. Rzuciłam mu się na szyje i pocałowałam w policzek. Wziął mnie na reće co bardzo mnie zdziwiło.
- myślałam, że jestes chory?
- co Natalia mówiła o tym przypływie namiętności?
- weź przestań. Opuść mnie bo się zadźwigasz na śmierć
Po chwili leżeliśmy już zwijając się ze śmiechu na kanapie…
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

za mocne :D :D

wioze kaleke ty jełopie :D
to mnie rozbroilo :D
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

AutumnLeaf pisze:Eee...kuzynką?
-TAAK...TĄ UPOŚLEDZONĄ
AutumnLeaf pisze:Ann...pamietasz ten automat dzisiaj w nocy?
-Ten...co się zaciął?
-Taaak, ten co się zaciął. To lepiej zacznij się rozpędzać, bo jak cie dorwię to zrobię z tobą to samo!-
ale mnie to rozbawiło *turla i tarza sie ze smiechu* :-D :-D
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: B... »

Kuzynka najlepsza :-D
oj dziewczynki wy to macie wyobraźnie, hyhy :lol:
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

:D :D :D :D mi już po prostu słów brakuję, żeby wyrazić jak cholernie mi się to podoba :D :D :D :D i jak zwykle się uśmiałam xD
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

matko az w szoku jestem ^^
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”