Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

no dobra już. Bo sie wkurzysz i napiszesz cos bardzo brzydkiego :P
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Wyczerpałam już całą swoją wenę na te 150 stron xD;P
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

ekhm no nie wiem...
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

ach ten mój dar przekonywania ;* ^^ xD



-Cholera- zaklęłam po cichu- tego już za wiele- dodałam ze ściśniętym gardłem, pociągając nosem.
Po akcji, która miała miejsce przed chwilą miałam już serdecznie dosyć całego towarzystwa i ruszyłam pospiesznie do kuchni, starając się jak mogłam żeby Alex nie zauważył spływającej po moim policzku łzy.
Byłam zdruzgotana a serce waliło mi jak oszalałe.
To miał być CHOLERNIE miły wieczór z CHOLERNĄ butelką Malibu i CHOLERNIE niezdrowym żarciem! I co z tego wyszło?! Kolejna kłótnia moich przyjaciół!
Nie chciałam, żeby wiedzieli, jak to wszystko przeżywam. Przecież to zawsze ja byłam ta twarda. Kobieta z nerwami ze stali...z takim mężem można dojść do perfekcji w ukrywaniu tego, co się czuje naprawdę.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi aż zadrżały szyby i szarpnęłam zasłonki tak, by zakrykły widok na mieszkanie, z którego właśnie uciekłam...
Dałam nogę.

Biorąc kilka głębokich wdechów i wyciągając z szuflady paczkę chusteczek, podeszłam do okna.

Termometr wskazywał tylko 3 stopnie ciepła, ale to i tak nie przeszkodziło mi to w otwarciu okna na całą szerokośc. Przez moment wpatrywałam się w rozgwieżdżone niebo, łapiąc głeboko zimne powietrze a po chwili wskoczyłam na parapet, jak to miałam w zwyczaju robić i usadowiłam się wygodnie opierając głowę o ścianę .
Widok z 8 piętra zapierał dech w piersiach...może to nie Manhatan i nie Nowy Jork, ale ja i tak uwielbiałam przesiadywać tutaj wieczorami, kiedy Alex nie wrócił jeszcze z pracy. Sama ze swoimi myślami...Migoczące w dole swiatełka przejeżdżających samochodów zdawały się tak odległe...że aż nie realne...
Moją uwagę przykuł wielki czerwony neon z napisem PIZZERIA. Hmmm...dlaczego nigdy wcześniej go nie zauważyłam...nagle drzwi małego budyneczku otworzyły się a zza nich wyłonił się młody, tak mi się wydaje, mężczyzna w niebieskim fartuchu, najwidoczniej wyrzucający resztki jedzenia dla kotów, koło śmietnika.

Spojrzał w górę, tak jakby wyczuwał moją obecność i...pomachał! Czując się najnormalniej w świecie głupio, odmachałam facetowi stojącemu 8 pięter niżej ode mnie, którego na dodatek widziałam po raz pierwszy na oczy! W sumie można powiedzieć, że widziałam...
Zresztą z tego co dostrzegłam z takiej wysokości, mogę szczerze powiedzieć, że jest zupełnie nie w moim typie. Przecierając chusteczką załzawione oczy odprowadziłam go wzrokiem, nie odrywając oczu od nieznajomego, do momentu, kiedy zatrzasnęły się za nim odrapane, drewniane drzwi.

Mroźne powietrze zaczynało powoli robić swoje. Po jakichś dziesięciu minutach, szczękałam z zimna zębami, próbując rozgrzać zlodowaciałe już ręce, mowy jednak nie było, żebym wyszła stąd pierwsza. Oprócz resztek makaronu, które niefortunnie miały okazję znaleźć się na naszym fantastycznym, puchatym dywanie, nic więcej nie nawywijałam...

No może oprócz tych drzwi...od windy, które się trochę..ehm...obluzowały...

Nucąc pod nosem kawałek mojej ukochanej, niezwykle jednak dołującej piosenki, nie dosłyszałam nawet, kiedy rozsunęły się drzwi do kuchni i stanął w nich Alex, który podobnie jak ja zdąrzył juz wytrzeźwieć.
Uparcie odwróciłam głowę w drugą stronę i wyciągnęłam z pudełka kolejną chusteczkę, w którą nie zwracając uwagi na Alexa, bezceremonialnie wydmuchałam nos.

-Kochanie...- zaczął cicho, jednak zaraz zamknął usta, kiedy zobaczył unoszący się w powietrzu obłoczek pary.
-Cholera- zaklął, nie zniżając tym razem głosu- Tu jest jak w pieprzonej lodówce! Złaź stamtąd natychmiast!- powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu.
-Chrzań się- pomyslałam- zastraszać możesz swoich podwładnych, ale na pewno nie mnie.
Widząc mój wyraz twarzy jego wzrok złagodniał. Zdjął marynarkę i po chwili był już przy mnie, okrył mnie nią jak kocem i wziął na ręce, jedną ręką przytrzymując a drugą zamykając szczelnie okno i podkręcając ogrzewanie na maxa.
-Wariatka- mruknął na tyle głośno, żebym usłyszała. Gdyby nie było mi tak cholernie zimno i miała sprawne ręce już by tego pożałował.
-Jaassneee, postaww mmmnnnie bo się przeprzedźwigaszzz- powiedziałam, szczękając.
-Bardzo śmieszne-wymamrotał ironicznie, próbując ukryć uśmiech- Idziemy stąd, jeszcze chwila i się rozłożysz.
Ledwo skończył a ja nie mogąc powstrzymać impulsu kichnęłam mu...prosto w twarz.

Próbowałam przeprosić z kamiennym wyrazem twarzy, jednak moje starania spełzły na niczym, bo po chwili chichotałam już niekontrolowanie, próbując wydostać się z jego morderczego uścisku ;)
-Daj mi spokój! Puszczaj mnie!- wrzeszczałam w niebogłosy, kiedy tylko mogłam złapać powietrze między kolejnymi atakami śmiechu.
-Won stąd! Już!
Zdąrzyłam już prawie zapomnieć dlaczego, siedziałam w tym zimnie ponad 15 minut, kiedy pchana do drzwi przez Alexa stanęłam jak wryta,
-Nie ma mowy. Nie pójdę tam.
Odetchnął tylko głośno i wymijając mnie rozsunął drzwi. Moim oczom ukazała się istna sielanka!
Na kanapie siedział Teddy z kotem śpiącym mu przy nogach (!), całkowicie już wyluzowany a obok leżała z głową na jego kolanach, drzemiąca Ann.
Na moich ustach ponownie zagościł uśmiech, kiedy zdałam sobie sprawę, że sytuacja kryzysowa została zażegnana.

-Nati!- krzyknął Teddy, zrywając się na nogi, przy okazji włażąc mojemu, niczego nie spodziewającemu się kotu na ogon. Dało się słyszeć głośne miauczenie, i Pysiek wystrzelił jak z procy, prosto do drzwi wyjściowych, które były jakimś cudem otwarte!
-Theodor do jasnej cholery! TY BURAKU! Nie zamknąłeś za sobą drzwi!- krzyknęłam przez ramię do zdezorientowanego nieco Teddy'ego i rzuciłam się do wyjścia,
Za mną biegł Alex drąc się, że "na klatce jest zimno" i że, "w końcu się dorobię".
Nikt niestety nie zwrócił uwagi na naburmuszoną i na dobre juz rozbudzoną Ann, która siedziała na kanapie, rozmasowując sobie szyję, i łypiąc na nas wściekle. Jej wzrok mówił tylko jedno: "Gdybym miała kałasza, skosiłabym was z serii."

Biegliśmy korytarzem, a Teddy, który był za mną włączał po kolei światła. Nagle zza zakrętu dało się słyszeć przeraźliwe miauczenie i trzask drzwi...
-Winda!!!- ryknęłam- Alex, biegnij na górę i spróbuj ją jakoś zatrzymać!
-Ale...
-Słuchaj Mahone- warknęłam , łapiąc go ze złością za kołnierz i przyciągając do siebie...deja vu...- Jeżeli MÓJ kot skończy dzisiaj jak MÓJ kwiatek, to TY mi za to zapłacisz!
-Teddy. Za mną- powiedziałam głosem nie znoszącym sprzeciwu. Alex rzucił się na schody prowadzące na górę, a my w kierunku nieszczęsnej windy.
-Zrób coś!
-Ale co?!
-Nie wiem! Cokolwiek! Wyciągnij go jakoś!
Teddy niestety potraktował to zbyt dosłownie, łapiąc mojego znerwicowanego do granic możliwości kota za ogon, w ten sposób jeszcze bardziej pogarszając sprawę.
Zaczęliśmy więc na siłę otwierać drzwi, które, jak na złość, ani drgnęły.
Niespodziewanie zza zakrętu wyjawiła się Ann, idąc spokojnym krokiem, opatulona w mój szlafrok.
-Ann pomóż nam!- nie widząc żadnej reakcji, dodałam- Co cię ugryzło!
Moja cholerna przyjaciółka, nie robiąc sobie nic z moich jęków i błagań ziewnęła szeroko, zakrywając usta ręką, na której widniało sporej wielkości ugryzienie ^^.
-TO- wskazała spokojnie palcem na wystający ogon, drącego się w niebogłosy kota.

Na litość boską czy ten dzień się skończy!
Moje pełne rozpaczy jęki przerwały huki dochodzące z wnętrza windy, głośne prychnięcie Pyśka i nie pierwsze już tego wieczoru przekleństwa Męża...
Po chwili drzwi się otworzyły i wyszedł z nich potargany i zmordowany Alex, trzymając za sierść kota, jak najdalej od siebie, z zakrwawioną ręką przy ustach.
-Pieprzony! Uchlał mnie!
-No już dobrze kochanie...chodź do mnie...- wymruczałam zbliżając się do niego i biorąc na ręce kota, drapiąc go za uchem i tuląc w ramionach.
Alex spojrzał na mnie z wyrzutem, opuszczają rekę miał już rzucić jakiś podły komentarz, jednak ja go uprzedziłam, kładąc mu palec na ustach.
-Ćśś...żartowałam tylko- szepnęłam, puszczajc zalotnie oko ;)
-No chodź Mahone, opatrzymy to- powiedziałam łagodnie, biorąc go delikatnie za rękę.

Wszyscy razem poczłapaliśmy zmordowani z powrotem do mieszkania...
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

Siedziałam spokojnie na kanapie gdy wpadli do pokoju.
-Chyba jutro impreza będzie u nas…- powiedziałam i miałam cień nadziei, że się nie zgodzą…ale jednak.
-O tak to wspaniały pomysł! – krzyknęła Natalia.
I ciągnąc mnie za rekę darła mi się do ucha
-Muszę z Tobą pogadać! A wy tu siedźcie! Zaraz wrócimy!

Wepchnęła mnie do wyziębionego pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
-Siadaj! Muszę ci o czymś powiedzieć – w jej ustach zabrzmiało to jak rozkaz.
- Widziałam faceta – wysapała po chwili.
Taaa…ja wiedziałam, że z nią jest coś nie tak ale nie myślałąm, że stadium choroby jest tak daleko posunięte. Patrzyłam na nią jak na kosmitkę ale ona zdawała się mówić całkiem poważnie.
-Tak, mów dalej…powiedz co ci leży na sercu – chwyciłam ją czule za rekę
-Och Boże, sama zobacz – szarpnęła mnie za ramię, otworzyła okno i kazała patrzeć w strone pizzerii.
Pizzeria…no tak…ta sama, która widziałam wcześniej. Nic nadzwyczajnego.
- eeeeee
- No patrz! – wrzasnęła.
Podobno z wariatami się nie wolno kłócić więc oparłam głowę i patrzyłam. Nagle podniosłam ją jakbym się oparzyła. Przed wejściem pizzerii krzątał się mężczyzna, którego nie zauważyłam wcześniej.
-Ciekawe co robi o tej godzinie? – pomyślałam – O Boże a jeśli to jakiś morderczy psychopata, który chce nas wszystkich pozabijać?!
Patrzyłam jednak na niego z nieukrywaną ciekawością i coraz bardziej narastającą chęcią poznania go bliżej.
-Wiem co myślisz kobieto – odezwała się nagle zza moich pleców Nati – ale masz męża, którego kochasz. HALO! ZIEMIA! No i klops odleciała – dodała zrezygnowana.
Przez cały czas byłam skupiona na tym facecie. Nic do mnie nie docierało. Po chwili koleś odwrócił się i dostrzegłam, że trzyma na rękach małego kociaka, który trząsł się z zimna. Uśmiechnęłam się sama do siebie. W pewnej chwili on podniósł głowę i nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnął się delikatnie i wszedł z kociakiem do pizzerii.
Miałam oczy jak 5 złotówki. Ten jego zarost, te oczy, ten uśmiech…Pogrążona w marzeniach odwróciłam się i runęłam jak długa potykając się o nogi Nati.
- Czyś ty zgłupiała! – wydarłam się siedząc na podłodze.
-Mogłam ci go nie pokazywać. Wiedziałam, że tak zareagujesz. Masz męża!
-Oj skończ już z tym mężem…ty zawsze musisz psuć taką piekną chwilę
Tym razem to ona patrzyła na mnie jak na przybysza z innej planety. Westchnęła ciężko i wyszła z pokoju zostawiając mnie sama z marzeniami o tym cudownym facecie.

- Trzeba wynieść śmieci! – usłyszałam z kuchni głos Alexa.
Zerwałam się na równe nogi i pognałam do kuchni.
-Ja to zrobię bardzo chętnie – wyszarpnęłam mu worek ze śmieciami.
Alex spojrzał na Nati, której spojrzenie mówiło „ Nie patrz na mnie ja nic nie wiem „
Z uśmiechem na ustach zarzuciłam kurtkę i udałam się w strone śmietnika.
„Oby był oby był” powtarzałam w myślach. Nie na darmo wygrzebałam się z ciepłego mieszkania. Stanęłam przy kontenerze i wywaliłam worek.
-Cholera bardzo romantycznie nie ma co – szepnęłam, odwróciłam się na pięcie i zaryłam w coś miękkiego.
-Przepraszam najmocniej – wyszeptał ON i rzucił się żeby pozbierać śmieci, które wypadły mu z worka.
-Nie no…nic się nie stało to ja przepraszam – uśmiechnęłam się promiennie.
Wstał, otrzepał się ze śniegu i podał mi rękę.
- jestem James – odparł z równie uroczym uśmiechem
- James…a ja Ann. Miło mi poznać
-To ty patrzyłaś na mnie tam z okna? Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Zrobiłam się czerwona na twarzy ze wstydu i nie wiedziałąm co odpowiedzieć. Uśmiech nie znikał z jego twarzy.
-To może zaprosze cię na herbatę? W końcu jest tak zimno…- rzucił nagle.
Moje oczy znowu zamieniły się w wielkie pięciozłotówki by po chwili zmienić się w dwa grosze.
Natalia…maszerowała ku mnie krokiem jakby chciała mnie zabić.
-Wiesz co James może wpadne jutro. Pogadamy, poznamy się. Wiesz muszę opiekować się kuzynką, która jest nie zabardzo ten tego…- wskazałam wzrokiem na nadchodzącą Natalię.
- aaa rozumiem. No to w takim razie do jutra – uśmiechnął się promiennie na koniec i odszedł.

- CZYŚ TY OCIPIAŁA! – darła się na pól osiedła moja kumpela – JA WIEDZIAŁAM ŻE BĘDZIESZ Z NIM GADAĆ NO WIEDZIAŁAM!!!!
Szarpnęła mnie za ramię i wysyczała ze złością w oczach
-Do domu.
Chcąc nie chcąc poszłam z nią co chwila zerkając na drzwi pizzerii.
-Ja ci go wybije z głowy tak samo jak ci go wbiłam – powiedziała z przekąsem – Głupia ja głupia.
Wepchnęła mnie do windy i wcisnęła „8”. Starałam się nie patrzeć jej w oczy ale po chwili wybuchnęłam. Nie mogłam dłużej znieść jej przenikliwego spojrzenia.
-No nie moja wina, że mi się podoba! Zauroczyłam się…
Nati przywarła do ściany tak jakby winda miala się zaraz złożyć jak domek z kart i zrobiła wielkie oczy
-Nie może być - wyszeptała.
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Morgoth »

Tanira pisze:en jego zarost, te oczy, ten uśmiech…
skądś wiedziałem co za facet wyrzuca śmieci... skad? :P moze stad ze Tanira tylko jedna osobe tak potrafi opisywac, tak............................. uczuciowo :D
John Abruzzi
Posty: 587
Rejestracja: 2007-11-07, 10:57
Lokalizacja: Poznań City^^
John Abruzzi
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: *Madziula* »

cudo^^ ale jak można odkochać się w Alexie? *marzy*
Gość
Gość
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Gość »

hyhy ^^ musiałabym dać tyle cytatów, że aż mi się nie chce xD powiem tylko, że biedny kot, uroczy Żejms i cudowny Alex ^^
raz z perspektywy Natalii, a raz z Ann - super! :D
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

tak, to u góry to ja.
...
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

morgoth1993 pisze:
Tanira pisze:en jego zarost, te oczy, ten uśmiech…
skądś wiedziałem co za facet wyrzuca śmieci... skad? :P moze stad ze Tanira tylko jedna osobe tak potrafi opisywac, tak............................. uczuciowo :D
tylko jego ^^

ciesze sie ze wam sie podoba :*
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

*Madziula* pisze:ale jak można odkochać się w Alexie? *marzy*
to tanira odkochała sie w Teddym oczywiście przerzucajac swoje uczucia na Żejmsa :-D jak go tu zgrabnie wppeciono w te wydarzenia... nie no..cudo :-D
* biedny kotecek :-(
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: B... »

szkoda kota ;-)

Alex:*

świetne to jest, prosze o kontynuację :-D
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

z powodu braku kompa wrzucam część Nati za Nati xD

Kiedy drzwi od windy, ledwo już trzymające się na...na tym na czym drzwi od windy zwykle się trzymają, rozsunęły się powoli, skrzypiąc niemiłosiernie, poczłapałam po omacku nieoświetlonym korytarzem w stronę mojego mieszkania.

Zdałam sobie sprawę, że chyba do końca życia się nie rozgrzeję. Po raz kolejny wybiegłam na dwór nie zakładając płaszcza albo chociażby głupiego szalika, nie wspominając już o tym, co wyczyniałam przy oknie w kuchni. Teraz jest tam tak zimno, że możemy przynieść trochę śniegu i ulepić bałwana.
-APSIK!Aaa... zaczęło się...Alex miał rację...- pomyślałam z rozpaczą, wyjmując z kieszeni, wymietą i nie nadającą się do niczego chusteczkę.
-Świetnie...jeszcze jakieś niespodzianki...
-Na zdrowie- powiedziała nieśmiało Ann.
-Ty się lepiej nie odzywaj!- rzuciłam przez ramię ze złością- Wystarczy mi atrakcji jak na jeden wieczór.
-Ale...
Nie dałam jej dokończyć, odwracając sie w miejscu, spojrzałam jej prosto w oczy i widząc jej zgnębiony wzrok w jednej chwili zdałam sobie sprawę, że moje nerwy i tak nic nie dadzą, może poza jeszcze większym bólem głowy.
-Naprawde chcesz to zrobić?

Ann spuściła głowę, nie odpowiadając od razu na moje pytanie. Nagle poczułam się wszystkiemu winna...

Po co pokazywałam jej tego przeklętego faceta! Przecież wiedziałam, że jest dokładnie w jej typie...Co ja sobie w ogóle myślałam! A Teddy? Co z Teddym...Nie może się niczego dowiedzieć, to złamałoby mu serce...Jest jaki jest, ale jedno można mu przyznać... Szczerze kocha Ann i oddałby za nią wszystko. A teraz mam...mamy przed nim kłamać? Zawiązywać jakiś spisek? Co zrobi Alex, kiedy się dowie...jak mi później zaufa...
W końcu Teddy to jeden z jego najlepszych kumpli, a znając dobrze jego charakter, to wielu ich nie ma. Nie licząc kolegów z biura, którzy zrobiliby wszystko,łącznie z podłożeniem nogi "przyjacielowi", żeby tylko dostać awans.

Nie czekając na jej odpowiedź, zadałam kolejne pytanie:
-Na pewno...- z trudem przechodziło mi to przez gardło- Na pewno chcesz się z nim spotkać?- wychrypiałam w końcu, odgarniając z czoła niesforny kosmyk i świdrując ją wzrokiem.
Podświadomie miałam nadzieję, że odpowie nie.
-Tak.
Ledwo dosłyszałam jej odpowiedź.
-Ale to będzie tylko przyjacielskie spotkanie! Obiecuję! Możesz nawet pójść razem ze mną! Będziesz miała na wszystko oko! I stawiam pizze oczywiście!- wybuchnęła w końcu wyrzucając z siebie słowa jak z karabinu i nieświadomie wywołując coraz wiekszy uśmiech na mojej twarzy.
-Ok ok, wyluzuj!Ja cię nie wydam, ale pamiętaj- pogroziłam jej palcem- Bez przesady- dodałam, mrużąc oczy.
-Tak naprawdę to przekonała mnie ta pizza- powiedziałam cicho, biorąc ją pod ramię i raźno prowadząc do upragnionego, cieplutkiego mieszkanka.
I do Alexa.

2.30, noc

Tym razem, to ja dla odmiany, siedziałam naburmuszona na kanapie, czując się fatalnie i nie mając ochoty na kolejny kieliszek "niebieskiego napoju szatana". Było mi potwornie niedobrze, zawsze miałam słabą głowę, i co chwilę pociagałam nosem, patrząc krzywo na Alexa, który w najlepsze dopijał trzecią z rzędu puszkę piwa i zupełnie nie przejmował się zarówno moim fizycznym jak i psychicznym stanem zdrowia.
Ma jakieś problemy w pracy, które próbuje utopić w alkoholu?
Mógłby najzwyczajniej w świecie zwierzyć mi się. Zawsze miałam dla niego jakąś oryginalną, kobiecą radę, która pomagała rozwiązać chociaż część jego problemów. Przynajmniej sam mi tak mówił...Ten jego cholerny introwertyzm.

-Pfff- prychnęłam z dezaprobatą, przenosząc wzrok na Teddy'ego,stojącego na balkonie i uparcie próbującego nawiązać kontakt z gołębiem, który dziobał spokojnie ziarenka, jakie wysypałam dzisiaj rano, nic sobie nie robiąc z machającego rękoma, tlenionego blond- wariata.

Ann już od godziny sterczała w mojej kuchni, z nosem przyklejonym do szyby, jakby od długości gapienia się ciągle w ten sam punkt, nagrodą miał być sam James Whistler.

Po wejściu do mieszkania, nie pisnęłyśmy ani słówka o incydencie jaki miał miejsce przy pizzerii, i dzięki Bogu ani Alex ani Teddy, nie pytali się co robiłyśmy tyle czasu tam, na dole.

-Pustki w lodówce- powiedział Alex, jak tylko zdąrzyłam usiąść w fotelu z rękami na przyjemnie cieplutkim grzejniku.
-Hę?
-W lodówce mamy jedynie światło, dzięki tamtemu żarłokowi- powtórzył, wskazując dyskretnie na Teddy'ego. Zaśmiałam sie po cichu, zakrywając ręką usta.
-Ćśś- zachichotałam jak nastolatka ^^
-Może byśmy tak zamówili pizze?
NIE!- krzyknęłam w momencie kiedy Ann wykrzykiwała TAK z rumieńcem na policzkach i błyszczącymi oczyma. Cholera, ale się porobiło.
-Spokojnie! Mogę zrobić coś sam!- powiedział nieco zdziwony naszą reakcją Alex i poszedł do lodówki, triumfalnie wyciągając z niej 2 puszki piwa i natychmiastowo rzucając jedną z nich Teddy'emu.
-Widzisz? Jak się chce, to zawsze się coś znajdzie-mruknął mi do ucha w wyraźnie już lepszym humorze i całując lekko w policzek zniknął jak naszybciej z mojego pola widzenia,
Nie miałam najmniejszej ochoty na kolejną kłótnię , więc wolałam się nie odzywać, ale chyba skoczyło mi ciśnienie, bo w głowie zaczęło mi szumieć z wściekłości.
-Jak tak dalej pójdzie, to wyhoduję sobie męża- alkoholika!

Od tej pory Ann, nadąsana na mnie za tą pizze, nie wychodziła z kuchni.

Ech...przynajmniej ogrzewanie zaczęło działać i nie było tam tak przeraźliwie zimno.

-Hej.
Potrząsnęłam głową i wyrywając się ze swoich myśli spojrzałam w górę.
Ann.
-Hej. Już ci przeszło?
-Taaa...Jest taki mróz, że całe okna zrobiły się białe i nic nie widać...
Przewróciłam oczami, posuwając się na kanapie i robiąc jej miejsce.
-Chyba czas zakończyć ten cyrk- mruknęłam wskazując głową na Tedzia, który właśnie ze łzami w oczach żegnał odlatującego gołębia i Alexa, który znów zdawał się zagrażać moim cennym kwiatkom..
-Yhym- odmruknęła Ann, której zaczynały juz zamykać się oczy.
Spojrzałam na nią kątem oka.
-Idę po Alexa- odparłam podnosząc się z kanapy. z obowiązkową paczką chusteczek w ręku- A ty zajmij się swoim ptaszkiem, zanim ci odleci- kiwnęłam głową w stronę Teddy'ego, który właśnie właził na barierkę, próbując zapewne gonić swojego gołębia.

-Teddy!- wrzasnęła całkowicie już rozbudzona Ann, rzucając się w jego stronę.
Wzniosłam oczy do nieba oczekując jakiegokolwiek zbawienia...niestety, sama musiałam sobie poradzić z całym tym bajzlem, a co najważniejsze zaciągnąć Alexa do łóżka.

Przeczesując palcami włosy, podeszłam powoli do siedzącego już teraz pod ścianą i drzemiącego w najlepsze męża.
-Alex...Alex!- powiedziałam trochę głośniej, na co on tylko mruknął coś przez sen, nie otwierając oczu.
Panie daj mi cierpliwość.
-Alex!-krzyknęłam mu prosto do ucha, co nareszcie poskutkowało.
-Kochanie, co ty tu robisz?
-Że co?
-Co robisz w moim biurze.
Ja chyba musiałam kogoś zabić w poprzednim wcieleniu.
-Alex, jesteśmy w domu, jest 3 w nocy i jestem zmęczona. To był ostatni raz, kiedy pozwoliłam ci się tak spić! A teraz idziemy spać, bo ja padam z nóg a ty masz jeszcze 5 godzin, żeby wytrzeźwieć i jednocześnie się wyspać. I D Z I E M Y- tłumaczyłam powoli, jak małemu dziecku, które nie wiedziało jak się posługiwać szpadelkiem w piaskownicy.

Jakimś cudem znaleźliśmy się w końcu w sypialni, w której Alex legł jak długi w ubraniu, na łóżko tracąc już całkowicie kontakt ze światem. Zdjęłam mu marynarkę i krawat a sama ułożyłam się wygodnie koło niego przytulając się mocno i przykrywając szczelnie cieplutką kołdrą.
Ostatnia myśl jaka kołatała mi się w głowie zanim odpłynęlam, to czy Ann dała sobie jakoś radę z Teddym...


i teraz Ja xD


Zaprowadziłam tego mojego bardzo już znużonego różnymi napojami alkoholowymi męża do łóżka. Zasnął jak dziecko jednak ja nie mogłam spać…
- Co ja robię…- myślałam.
I te mysli nie pozwoliły mi zasnąć…Jakoś inaczej patrzyłam na Teddy’ego. W moich oczach nie było już tego samego żaru co kiedyś. Nie mogłam tego dłużej wytrzymać. Wstałam z łóżka, zarzuciłam na siebie szlafrok i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie mocną, gorącą herbatę. O tak tego mi było trzeba. Podeszłam do okna. Przez moment wydawało mi się, że James znowu stoi przed budynkiem.
- Jest 4 nad ranem – usłyszałam za sobą cichy i zaspany głos Nati – wątpię żeby o tej godzinie już pracował. Z tymi słowami usadowiła się wygodnie na taborecie i wzrokiem błagała o kubek gorącej herbaty. Wręczając jej śliczny różowy kubek i zapytałam z wyraźną ciekawością o powód dlaczego nie jest o tej godzinie w łóżku z mężem.
Spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.
- Z tego samego powodu kochana co ty. Nie mogę spać tylko myślę o tym dupku koło śmietnika – wyrzuciła z siebie jakby to był jakiś wielki ciężar ale widząc mój wzrok natychmiat zmieniła swój ton
–No dobra tego twojego amanta z pizzerii. Na pewno tego chcesz?
-Pytasz mi się już chyba setny raz. Gdybym tego nie chciała nie złaziłabym tam wczoraj.
-A co jeśli potoczy się to w zupełnie innym kierunku? Zastanawiałaś się nad tym?
Milczałam…Miałam pustke w głowie i nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
-Dziewczyno co ja z tobą mam…wiesz co napijmy się…
Wstałam żeby dolać jej herbaty ale ona zatrzymała mnie słowami
-Nie kochana nie tego.
Odwróciłam się i zobaczyłam na jej twarzy ogromny uśmiech. Chwyciła mnie za rękę i zaciągnęła do pokoju. Otworzyła barek i wyjęła ogromną butelkę koniaku.
- Alex dostał to z jakiejś tam okazji w biurze – w jej oczach zapaliły się iskierki radości – więc możemy to wypić – rzuciła z ogromnym uśmiechem.
Po paru kieliszkach byłam już nieźle wstawiona. Nati opowiadała o technikach seksualnych jakie stosują z mężem a ja z wypiekami na policzkach od alkoholu słuchałam jej wywodów.
-Wiesz co – przerwałam jej w końcu
-eeeeee ale co?
-Ja go kocham
Patrzyła na mnie troche mętnym wzrokiem, ale kojarzyła fakty
-Znaczy tego tam Jamesa tak? To dobrze…- bełkotała – to bardzo dobrze. Musi być jakieś urozmaicenie. MUSI BYĆ! – wydarła się na pół domu
Zaczęłyśmy rechotać jak chore psychicznie.
-Ale widziałaś jego klate przez tą obcisłą koszulkę? – rzuciła Nati w przerwie między nastepną fazą śmiechu a wylądowaniem na ziemi.
-Będzie moja zobaczysz – z tymi słowami wylądowałam obok niej obijając sobie niezle tyłek
-Tak wiem…masz tu nalej sobie jeszcze – rzuciła mi pustą już butelkę
-Ale tu już nic nie ma – powiedziałam z wyrzutem w głosie.
-Nie przejmuj się lej! – darła się coraz głosniej
Nie pamiętam już kiedy mnie znużyło…Obudziłam się z potwornym bólem głowy i pierwszym obrazem (trochę może zamazanym) był Alex.
-Czy wyście oszalały!!!!!!!! – darł się w niebogłosy
- Alex cihcooooo…cichoooo proszę cię…..
- NIE!!!! NATALIA WSTAWAJ!!!!! JUŻ PRAWIE 13!!!!!!
- Co?! – od razu wytrzeźwiałam. Przypomniałam sobie o moim spotkaniu z Jamesem.
Zaczęłam szarpać Nati.
-Wstawaj musimy iść! – darłam się na cały głos.
-Gdzie? – wytrzeszczył oczy Alex.
Spojrzałam na niego z wyrzutem
-Do sklepu. Jest promocja na ciuchy! Muszę jakoś wyglądać! Natalia wstawaj!
Była nieprzytomna. Za nic nie mogłam jej dobudzić. Poszłam do łazienki żeby się troche ogarnąć. Ubrałam się, pomalowałam. Spojrzałam w lustro i szepnęłam do siebie, że to tylko jeden raz. Chyba sama nie wiedziałam co mówie.
-Ulala – wyszeptał Alex, który siedział w kuchni razem z Teddy’m – wygladasz jakbyś szła na randkę.
-Zamknij się – rzuciłam i zniknęłam za drzwiami.
Na dworze było cholernie zimno. Nie miałam zupełnie wyrzutów sumienia z powodu spotkania z Jamesem. A powinnam mieć? Nie. Nie robię nic złego. To tylko przyjacielskie spotkanie…
Weszłam do wypełnionej cudownym ciepłem pizzerii i od razu uderzył mnie przyjemny zapach, który spowodował, że trochę zgłodniałam…Spojrzałam na zegar, który wisiał na ślicznie przyozdobionej ścianie. Dochodziła 16. Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. Nie możliwe żebym tak długo się szykowała…a jednak…
Podeszłam do lady i zapytałam faceta, który zamiatał podłogę o Jamesa.
-A tak…już go wołam. Niech pani usiądzie tam w rogu. Kazał zamówic stolik – uśmiechnął się i wskazał dłonią lożę w koncie. Odwzajemniłam uśmiech i pomaszerowałąm w strone wyznaczonego miejsca. Zdjęłam kurtkę i czekałam.
Patrzyłam jak uroczy płomień świeczki, która stała na stoliku, skacze we wszystkie strony i rzuca fantastyczne wzorki na ścianę.
-Już myślałem, że nie przyjdziesz – odezwał się bardzo męski głos
Mój wzrok powędrował w górę. Był jeszcze przystojniejszy niż mi się wczesniej wydawało. Uśmiechnęłam się gdy usiadł naprzeciwko mnie. Świeczka oświetlała delikatnie jego twarz. A w jego oczach mieniło się tysiące iskier. Oczy miał przepiekne…
-Przyszłam…- szepnęłam
-Bardzo się cieszę z tego powodu. – uśmiechnał się szarmancko – opowiesz mi coś o sobie czy najpierw cos zjemy?
Po kolacji i po kolejnym kieliszku wina rozmawialiśmy tak swobodnie jakbyśmy znali się wieki. Wydawało mi się, że jest idealny. Nie. Nie wydawało mi się. On taki był. Był taki jakiego można sobie tylko wymarzyć. Był ideałem. Nawet nie zauważyłam gdy chwycił mnie za rekę. Zupełnie mi to nie przeszkadzało. Zapomniałam, że mam kogoś. Że jestem z kims związana. Zapomniałam o Natalii. Zapomniałam o całym świecie. Liczył się tylko on.
-Pójdziemy na spacer? A może na łyżwy? – zaproponował
-O nie…na żadne łyżwy – uśmiechnęłam się promiennie – ale spaceru nie odmówię.
Gdy wychodziliśmy ukradkiem spojrzałam na zegarek. Dochodziła 20.
Świeże, mroźne powietrze uderzyło mnie w twarz. Chyba się naprawdę zakochałam. Ale nic nie mogłam na to poradzić. To było silniejsze ode mnie. Może to przez rutynę? Nie wiem. Wiem, że w tej chwili było wspaniale. Szliśmy przed siebie, zupełnie nie zastanawiając się dokąd. W pewnej chwili poczułam jak James mnie obejmuje.
-Mogę? – zapytał zmieszany
Kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam. Świat wydawała mi się taki piękny. Jakbym narodziła się na nowo. Staliśmy na moście z którego było widac doskonale śliczne, bogate w gwiazdy niebo. Poczułam, że James wertuje mnie wzrokiem coraz bardziej. Spojrzałam mu głęboko w oczy i sama nie wiem
dlaczego zaczęliśmy się całować. W górze światło gwiazd, w dole hałas miast….
Michael Scofield
Posty: 2945
Rejestracja: 2007-10-27, 18:51
Lokalizacja: Łódź
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: PatuŚ »

Tanira pisze:Nati opowiadała o technikach seksualnych jakie stosują z mężem a ja z wypiekami na policzkach od alkoholu słuchałam jej wywodów
a ty zabiłaś mnie tym .. nie no ...Lol : :585:
Tanira pisze:W górze światło gwiazd, w dole hałas miast….
a to akurta piękne stwierdzenie...ahhh teraz już tylko pozostało się rozmarzyc :-D
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

no no no, ładnie sobie tu poczynacie xD śmieszne to i takie pięęękne ^^ strasznie podoba mi się duet Nati/pijany Alex xD a Ann znowu zostawi Tedzia dla Jemsa.. no ja nie wiem xD
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Fernando Sucre
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Morgoth »

wlasnie... cos z nia nie tak^^ w obu zyciach tego samego dla tego samego zostaiwa xD sloooodkiooooo sie zrobilo, pewnie natalia to widziala z okna (ten most^^)
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: MarQ »

za mocne :D techniki sexualne teddiego :P

czekam na nastepne z cierpliwoscia :D :D :D

tedzio zabije żejmsa :P albo ann
Michael Scofield
Posty: 1458
Rejestracja: 2007-10-21, 16:32
Lokalizacja: z Krainy marzeń.
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: niunia »

Ciekawe co na to Teddy ^^

świetnie napisane ^^ uwielbiam to czytać
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Cieszę się bardzo, że wam się podoba ^^
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Boże...ja nie wiem jak to się wam może podobać, chodzi oczywiście o moją chorą wyobraźnię bo do mojej Ani nie mam żadnych zastrzeżeń ^^;*
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: B... »

wy obie macie chore wyobraźne i do obu nie mam najmniejszych zastrzeżeń! ;-) :-D
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

AutumnLeaf pisze:Boże...ja nie wiem jak to się wam może podobać, chodzi oczywiście o moją chorą wyobraźnię bo do mojej Ani nie mam żadnych zastrzeżeń ^^;*
no teraz to mnie zabiłaś...
Michael Scofield
Posty: 3268
Rejestracja: 2007-08-27, 02:06
Lokalizacja: from Stata Mind ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: AutumnLeaf »

Ta pani się mnie wstydzi i dl nie chce dalej dodawać ^^

ahahahahahaha
Michael Scofield
Posty: 5018
Rejestracja: 2007-10-23, 15:39
Lokalizacja: z łóżka Whistlera
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: Tanira »

AutumnLeaf pisze:Ta pani się mnie wstydzi i dl nie chce dalej dodawać ^^

ahahahahahaha
no ja nie wiem ^^

znowu dodaje dwie czesci bo ta pani chyba zapomniała xD

od Nati...

Kwiatek malibu okno zimno nieznajomy nieznajomy i Ann Whistler Alex...........................

Wszystkie te obrazy przelatywały przed moimi oczami z prędkością światła.
Momentalnie otworzyłam oczy i zobaczyłam, że leżę na łóżku w swojej sypialni, przykryta kocem z czymś zimnym i niezidentyfikowanym na czole.
Czułam się jak wrak człowieka...w głowie miałam jedną wielką czarną dziurę, pustkę.
Gardło paliło mnie niemiłosiernie, ale nie miałam odwagi się podnosić, z obawy przed włączeniem perkusji w mojej głowie.
Rolety były opuszczone, tak żeby światło nie raziło mnie w oczy, a mała lampka, stojąca na okrągłym stoliku obok łóżka, zapalona.

-Nieźle wczoraj zaszalałaś- usłyszałam cichy głos Alexa.
-Zanim zaczniesz robić mi jakiekolwiek wyrzuty, przynieś mi szklankę wody- wychrypiałam ze łzami w oczach, przekręcając się ostrożnie na bok i szczelniej przykrywając kocem.
-Proszę.
Wielka szklanka, zimnego i cenniejszego od diamentów napoju pojawiła się znikąd przed moim nosem.
-Nie mam zamiaru cię ochrzaniać. Sam nie byłem lepszy. Oboje ehm...trochę przesadziliśmy- mruknął wskazując na stojące w kącie puste butelki po chyba wszystkich rodzajach alkoholi, jakie tylko mieliśmy w domu.
Widząc je zrobiło mi się jeszcze bardziej niedobrze, więc wyrwałam mu niezdarnie szklankę z ręki, przy okazji oblewając go połową jej zawartości i wypiłam łapczywie do dna opadając z powrotem na poduszki.
-Dlaczego nie jesteś w pracy?- zdołałam w końcu wykrztusić.
Uśmiechnął się półgębkiem, unosząc sexownie do góry brew. W jednej chwili serce zaczęło mi bić szybciej. Że też nadal potrafi wywołać u mnie taką reakcję.
-Chyba żartujesz, gdybym poszedł do pracy w takim stanie, mógłym równie dobrze pakować swoje rzeczy- powiedział wyjmując mi z ręki szklankę i stawiając ją na podłodze.
-A poza tym...Musiałem się kimś zaopiekować- dodał patrząc mi głęboko w oczy na co ja zdołałam jedynie przełknąć głośno ślinę.
-Więc...-zaczęłam mówić, ale słowa wcale nie chciały przechodzić mi przez gardło- więc co im powiedziałeś?
-Że jestem chory- odpowiedział jakby to była najbardziej oczywista sprawa na świecie.
-Mój ty geniuszu- wymamrotałam ironicznie, ignorując przeklęte zawroty głowy i próbując wstać z łóżka, na którym przespałam...no właśnie. Która jest godzina???
-Która godzina?- spytałam tym razem głośno.
-20.00
-Co?!- krzyknęłam i natychmiast tego pożałowałam, sycząc z bólu cofnęłam się do tyłu, siadając mu na kolanach.
-AAA...- jęknęłam- Spałam cały dzień...myślałam, że te rolety...bo światło dzienne...razi... i...- gadałam bez ładu i składu do jego koszuli, gniotąc ją w zaciśniętych rękach.
Alex zaśmiał się tylko cicho, klepiąc mnie niezdarnie po plecach, zupełnie nie spodziewając sie takiej reakcji.
-Raz można się zapomnieć- pocieszał- To nie koniec świata.

Nagle zaczęło mi coś świtać w głowie. Coś bardzo dużego i jasnego...coś co świeciło na czerwono i migotało w kształce liter PIZZERIA!!!
-Ann!
-Ann??
-Tak, Ann. Gdzie ona jest?!
-Zerwała się jak oparzona o 13, siedziała pół popołudnia w łazience i o 16 wybiegła stąd jakby ją 100 diabłów goniło.
-Mówiła gdzie?- spytałam nie odrywając wzroku od podłogi, w której nagle mnie coś bardzo zaintrygowało.
-Do sklepu.
-Do sklepu???- powtórzyłam niedowierzając.
-Taak do sklepu. Mówiła coś o jakiejś wyprzedarzy. Chciała cię zabrać ze sobą, ale nie dobudziłoby cię nawet stado biegnących słoni.- dodał, głaszcząc mnie po włosach i robiąc na nich jeszcze większy bałagan niż był. Boże jak ja musiałam wyglądać.
- Nie wiem jak wy kobiety...- zaczął, ale ja już go nie słuchałam.

Spiła mnie. Przeklęta baba ukartowała to. Spiła mnie, zostawiła w domu i sama poszła się z nim spotkać!
Niedowiary. Do tego wykpiła się jakąś denną gadką o wyprzedarzy. Cholera. Faceci uwierzą w każdy kit, jaki im się wciśnie. Nawet mój Alex? Mój Alex z tym swoim przenikliwym umysłem, z umiejętnością czytania ludziom w myślach?
Ech...pewnie rano był to "Mój Skacowany I Nie Do Życia Alex", więc dlatego nic nie zwęszył...

Odetchnęłam głeboko odrywając się wreszcie od niego i powiedziałam z zamkniętymi oczami.
-Chyba potrzebuję trochę świerzego powietrza.
-Jasne- pokiwał głową- idź się przebrać i wyjdziemy na chwilę.
-Dziękuję...
-Dla ciebie wszystko- szepnął, lekko całując mnie w policzek.

Wybrałam jak najcieplejsze ciuchy i podreptałam do łazienki zrobić ze sobą porządek, omal nie tłukąc lustra, kiedy zobaczyłam w nim swoje odbicie.

Zjechaliśmy windą, przy której najwidoczniej ktoś już majstrował, bo drzwi były jak nowe i wisiała na nich kartka wielkości bilbordu z wielkim czerwonym napisem: NIE TRZASKAĆ DRZWIAMI!
Oboje tak wykręcaliśmy głowy, żeby tylko nie dać po sobie poznać, że wiemy co się tu naprawdę działo kilkanaście godzin temu. Kiedy w końcu nasze spojrzenia się spotkały, wybuchnęlismy niekontrolowanym śmiechem.

Wieczór, tak jak podejrzewałam, był mroźny. Na niebie błyszczały gwiazdy a na ziemi połyskiwał bielutki śnieg, którego napadało już tyle, że musieliśmy torować sobie drogę. Nocne spacery na pewno nie polepszą mojego stanu zdrowia, ale jeszcze chwila spędzona w czterech ścianach, a skończyłabym w psychiatryku udając kurczaka.

Produkowałam się jak mogłam, żeby tylko nie przechodzić obok nieszczęsnej pizzerii. Skręciliśmy więc tuż za naszym wieżowcem do uroczego parku, w którym zwykłam w lecie przesiadywać czytając książkę, obserwując ludzi albo po prostu wygrzewając się na słońcu.
-Pięknie tu...
-Przechodzimy tędy już chyba setny raz...jest zupełnie zwyczajnie- powiedział "zupełnie" nie romantycznie Alex.
-Jak dla mnie za każdym razem jest inaczej Panie Romantyczny- odparłam z szerokim usmiechem.

Nagle zobaczyłam COŚ. I to było wielkie COŚ. Nad jeziorem, nie opodal ławki, do której właśnie się zbliżaliśmy, stała Ann i nie kto inny jak sam James Whistler!!
Stali cholernie blisko siebie. Stanowczo za blisko. W pewnym momencie jak w zwolnionym tępie Whistler zaczął się nad nia nachylać...coraz bliżej i bliżej...i szlag by to trafił!Przyssał się do niej, jakby miał jej za chwile odgryźć język! I to wcale nie był jakiś delikatny pocałunek, chwilowe zapomnienie, to był wielki, namiętny całus!^^
Przez moją głowę przelatywało milion myśli naraz. Będąc nadal w szoku, zerknęłam na Alexa, który dzięki niebiosom gapił się akurat w zupełnie inną stronę, nie mając pojęcia o całym zajsciu. Ku mojemu przerażeniu zaczął powoli odwracać głowę i już już miał ich zobaczyć, kiedy...
-KOCHAM CIĘ !-wrzasnęłam rzucając mu się w ramiona i okręcając w kółko, tak że znalazł się tyłem do "zakochanej pary".
-A co to było?- powiedział, wyraźnie rozbawiony.
-Nic..hehe...impuls- wyszeptałam ze łzami w oczach, próbując się jakoś trzymać.
-Hej, co ci jest?- zapytał łagodnie, kiedy mocno wtuliłam się w jego płaszcz.
-Pomóż mi- wyszeptałam tak cicho, aby nie mógł dosłyszeć moich słów.
-Nic- powtórzyłam po raz kolejny- Wracajmy, nawdychałam sie już wystarczająco zimnego powietrza.

Otoczył mnie ramieniem i powoli zaczęliśmy iść w stronę domu.

i odemnie...

To było coś…cos co spowodowało, że nogi się pode mną ugięły…coś co spowodowało, że zapomniałam o wszystkim…coś po czym zakręciło mi się w głowie jeszcze bardziej niż po najlepszym alkoholu…
Spojrzał na mnie tymi oczami w których skakały małe iskierki radości i szczęścia…
- James…- wyszeptałam wtulając się w niego jeszcze bardziej
On tylko uśmiechnął się delikatnie i pogładził po policzku.
- chyba anioł mieszał w tym swoje rece…w tym, że cie poznałem…
- tak to anioł…- szepnęłam i pomyślałam o Natalii
Jednak po chwili oprzytomniałam. Natalia, godzina...O kurde…
- robi się późno…może wrócimy? Zimno mi – powiedziałam i prawie roztrzaskałabym sobie żeby z zimna
- jeśli chcesz…odprowadzę cię – rzucił radośnie i objął mnie bardzo mocno…
Przed bramą pocałował mnie jeszcze raz po czym z uśmiechem wręczył mi kartke ze swoim numerem telefonu.

Weszłam do klatki…oparłam się o ścianę i zsunęłam się w dół…Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam się śmiać sama do siebie…Po chwili śmiech zamienił się w ogromny potok łez i tak na przemian…Myśli kołatały mi w głowie…Nie miałam ochoty wracać na górę…Do domu mojej najlepszej przyjaciółki gdzie siedzi mój mąż i czeka na mnie…Zdradziłam go…Jak podła s**a…Zagrałam mu na uczuciach…Co chciałam tym osiągnąć? Dlaczego nie mogę być taka jak Nati? Taka kochająca i szanująca to co ma… Miałam moralnego kaca…Co do tego nie miałam żadnych wątpliwości. Wstałam z podłogi i spojrzałam jeszcze raz w stronę pizzerii. Mimo wszystko na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który wywoływał tylko ten jeden człowiek. Gdy otwierałam drzwi do domu wybiegł Teddy.

- gdzieś ty była? Martwiłem się…
Uśmiechnęłam się do niego promiennie tak jakby nic się nie stało.
- już ok…- rzuciłam i pocałowałam go w policzek
- co to za zapach?
- o co ci chodzi?
- to nie są moje perfumy – z tymi słowami zaczął świdrować mnie wzrokiem
- pssss…na starość zaczynasz świrować
Zdjęłam kurtkę i natychmiast pomaszerowałam do łazienki. Zakręciło mi się w głowie z tego wszystkiego…Wyszłam chyba po dłuższym okresie czasu z mokrymi włosami których zapomniałam rozczesać. Wpadłam prosto na Alexa.
- zachowujesz się jakbyś się zakochała.
Spojrzałam mu głęboko w oczy.
- masz rację…- wyszeptałam i powędrowałam do kuchni i kubek czegoś ciepłego.
Nalewałam sobie właśnie kubek gorącej kawy gdy ktoś chwycił mnie mocno za ramię.
- oszalałaś?! – krzyczała ale z drugiej strony starała się robić to jak najciszej Nati – zgłupiałaś do reszty! Masz pojęcie co zrobiłaś?!
- nie powiesz mu prawda? – zapytałam i czułam, że w moich oczach pojawiają się łzy
- do jasnej cholery! Zachowywaliście się jak para nastolatków! On ma ze 30 lat!
- i co z tego! Odczepisz się ode mnie?!
- odczepie się! I nie licz na to, że będę cię kryć! Przegięłaś!
- przyjaciółka – prychnęłam i wyszłam z kuchni udając się do pokoju.

Słyszałam za sobą urywki zdań „wariatka…”, „…będzie źle…”,”…o kur*a…”
Wzięłam potężny łyk kawy i od razu otrzeźwiło mi umysł. Zmieniłam kierunek i powędrowałam do pokoju w którym siedzieli faceci. Oparłam się o framugę drzwi i z nie udawanym zaciekawieniem zaczęłam oglądać mecz. Kątem oka widziałam, że Teddy nie spuszczał ze mnie wzroku. Po chwili nasze spojrzenia się spotkały.
- cos nie tak? – zapytałam
Nie odpowiedział…Patrzył się na mnie wzrokiem jakby chciał mnie zabić…

- no…- rzuciła Nati z szerokim uśmiechem na ustach – to kto ma ochote na pizzę?
Na ustach facetów od razu pojawił się gigantyczny uśmiech.
- trafiłaś w samo serce z ta propozycją kochanie – rzucił Alex
Spojrzałam na nią wzrokiem mordercy, odwróciłam się na pięcie i poszłam do pokoju.
- a ty nie chcesz? – wołał za mną alex
- odchudzam się – trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko. Po chwili wpadł Teddy.
- co ty wyczyniasz?
- daj mi spokój idź na mecz. Chce być sama.
- co się stało? – usiadł obok mnie
- dasz mi spokój czy nie?! – wydarłam się
Usłyszałam ciche westchnienie i dźwięk zamykanych drzwi.
Musiałam chyba na chwilę przysnąć. Zerwałam się na równe nogi jakby mnie ktoś oparzył.
- musze do toalety – pomyślałam – muszę bo nie wytrzymam
Wyleciałam z pokoju i wpadłam znowu prosto w jego ramiona…W ramiona Jamesa Whistlera…
Michael Scofield
Posty: 3495
Rejestracja: 2007-12-07, 15:27
Lokalizacja: z Mahonarium ^^
Michael Scofield
Re: Historia by Nati & Ann

Post autor: agulec »

uuuuuuUUUUUUUUUUUUUUwielbiam to czytać... ach :** hyhyhy..
Tanira pisze:nie miałam odwagi się podnosić, z obawy przed włączeniem perkusji w mojej głowie
hehe Autumn bardzo trafne określnie :D najchętniej zacytowała bym całość xD
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fan Fiction - Twórczość własna”