hmmm obejrzałam sobie ten 2 odcinek bo zostałabym w tyle za bardzo^^
no i tak...:
ogolnie rzecz ujmując moj poziom sceptycyzmu który wzrósł maksymalnie po 1 odc znacznie sie unormował

wszystko działo sie z 10 x wolniej niz w "Scylli".
poziomem emocji i formuła w duzym stopniu przypominał mi 1 i 2 sezon, choc sporo niedociągnięc moznaby znalezc, chociazby sprawa Susan...dosc przewidywalne rozwiązanie, mozna sie tego było spodziewac po 1 odc, majac w pamieci poprzednie wskrzeszenia^^
niemniej mam pozytywne wrazenia po jego obejrzeniu. Kilka wątków zostało 'otworzonych' i dzieki Bogu nie starano ich od razu wyjasnic..np sprawę tej teczki, która znalazł T-Bag...
pomysł calej tej druzyny odbieram jak na poczatku, więc tego moze komentowac nie będę
Sceny bez zbednego sentymentalizmu i sztucznie zagranych uczuc, podobało mi się rozwiązanie kwestii Alexa i jego 'wrazen' po smierci rodziny, myslałam, ze sie tego nie doczekam i twórcy uczynią z tej postaci, tak przeciez 'rozbudowanej' emocjonalnie, drugiego Linca...ale jednak nie ;-)
co do postaci:
agencik spoko, jego mimika mnie rozwala^^
Murzyn z ustami Angeliny Jolie xD jest sprzeczny sam w sobie, emanuje takim dziwnym spokojem...w tym sensie przypomina mi Kellermana z pewnych scen, głównie 1 sezonu, z tym ze spokoj tamtego był naturalny, jakby 'wrodzony',a mimo to nie wyzbyty pewnych ludzkich odruchów, w przypadku tego jest absolutnie sztuczny i wrecz smieszny.
Ronald (?) jest w zasadzie taki, jak go sobie wyobrazałam...przynajmniej moje pierwsze wrazenie jest takie, ze nie bedzie zbytnio skomplikowaną postacią, ktora swoja charyzma przykuje uwage widzów w sposób szczegolny^^
co do reszty to standard: Linc kretyn i buc, Michael geniusz z planem, Alex w zasadzie podobnie

( lepiej mu w włosach 2-sezonowych moim zdaniem), T-Bag...wraca na 'prostą',ale to jednak jeszcze nie to samo.