Miałem w swoim życiu styczność z samotnością, ale ograniczała się jedynie do szkoły, mam szczęście co do rodziny, w niej nigdy nie czuje się samotnym. Był okres gdy koledzy (płci męskiej) mnie nie akceptowali, ze względu na ... nie wiem, chyba to że się "dobrze uczyłem". Zazdrościli mi
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
W 100% zgadzam się z wszelkimi twierdzeniami że samotność to najgorsze z indywidualnych uczuć. Całkowicie wyniszcza człowieka od środka, wyżera całe szczęście z jego wnętrza nie pozostawiając niczego dobrego. Osoba pogrążona w samotności popada w depresję, a depresja, to już wiadomo. Taki człowiek wiecznie ma zły humor, zupełnie nic nie chce mu się robić (chyba że płakać).
Miałem w swoim życiu styczność z samotnością, ale ograniczała się jedynie do szkoły, mam szczęście co do rodziny, w niej nigdy nie czuje się samotnym. Był okres gdy koledzy (płci męskiej) mnie nie akceptowali, ze względu na ... nie wiem, chyba to że się "dobrze uczyłem". Zazdrościli mi
. Za to nigdy nie czułem odrzucenia ze strony koleżanek. Dla nich jestem "normalny"
. Więc była to samotność, ale nie całkowita^^, tak czy siak nie miała na mnie większego wpływu (przynajmniej nie negatywnego
)
Miałem w swoim życiu styczność z samotnością, ale ograniczała się jedynie do szkoły, mam szczęście co do rodziny, w niej nigdy nie czuje się samotnym. Był okres gdy koledzy (płci męskiej) mnie nie akceptowali, ze względu na ... nie wiem, chyba to że się "dobrze uczyłem". Zazdrościli mi
Michael Scofield
Trzeba oddzielić samotność od bycia singlem. Ja np. cenie sobie niezależność. Mam przyjaciół i jak spędzam z nimi czas to wszystko inne przestaje mieć znaczenie. Ale nie dopuszczam nikogo na tyle blisko by wiedział o mnie wszystko i miał wpływ na to co robie. Jestem Singlem z wyboru jak to się teraz mówi i narazie nie chce tego zmieniać. Tak samotność może jednak czasem pomoc człowiekowi. Są chcwile kiedy wolimy być sami i jakie kolwiek towazystwo działam nam ma nerwy. O tym czy człowiek jest samotny czy nie tylko on decyduje. Jak chce się otworzyć na świat to to robi a jak nie chce to siedzi w tak zwanej klatce własnych lęków.
John Abruzzi
Z tym, że są chwile kiedy człowiek chce być sam nie można się nie zgodzić. Nie wyobrażam sobie jednak bycia takim singlem, po prostu nienawidzę bycia gdzieś sam, że nie można się z kimś skontaktować, z kimś porozmawiać.
W dzisiejszych czasach niestety samotność zdarza się coraz częściej, co skutkuje najróżniejszymi nerwicami, depresjami itp. Wydaje mi się, że tak nie powinno być, że osoba samotna powinna starać się nawiązać z kimś kontakt, chociażby po to, aby poczuć się lepiej.
Ja podobnie jak Morgoth nie mam problemów z rodzina, czasami wydaje mi się, że powinienem dziękować Bogu, że mam ją taką a nie inną. Jest po prostu nie zastąpiona. Z kolegami już niestety różnie bywa, każdy wie jak to teraz jest - Nie palisz- jesteś głupi, nie pijesz- idź sobie. Takie coś jednak mnie nie przekona, jeżeli mam mieć takich kumpli, którzy akceptują tylko tych co palą, czy piją to już wolę tą samotność, ale wtedy staram się znaleźć inne, bardziej normalne towarzystwo. Jak już wspomniałem nienawidzę być samotny.
Trochę chyba odszedłem od tematu, ale wątek założony przez Morgotha bardzo mi się spodobał
i czekam na opinię innych. Mam nadzieję, że będzie ich jak najwięcej.
W dzisiejszych czasach niestety samotność zdarza się coraz częściej, co skutkuje najróżniejszymi nerwicami, depresjami itp. Wydaje mi się, że tak nie powinno być, że osoba samotna powinna starać się nawiązać z kimś kontakt, chociażby po to, aby poczuć się lepiej.
Ja podobnie jak Morgoth nie mam problemów z rodzina, czasami wydaje mi się, że powinienem dziękować Bogu, że mam ją taką a nie inną. Jest po prostu nie zastąpiona. Z kolegami już niestety różnie bywa, każdy wie jak to teraz jest - Nie palisz- jesteś głupi, nie pijesz- idź sobie. Takie coś jednak mnie nie przekona, jeżeli mam mieć takich kumpli, którzy akceptują tylko tych co palą, czy piją to już wolę tą samotność, ale wtedy staram się znaleźć inne, bardziej normalne towarzystwo. Jak już wspomniałem nienawidzę być samotny.
Trochę chyba odszedłem od tematu, ale wątek założony przez Morgotha bardzo mi się spodobał
Michael Scofield
Za to jaka jest i jak się dzięki niej czujesz powinieneś podziękować raczej swoim rodzicom/rodzinie, a nie Bogu.Dominik676 pisze:nie mam problemów z rodzina, czasami wydaje mi się, że powinienem dziękować Bogu, że mam ją taką a nie inną.
Ale to tylko moje zdanie.
Piszecie tu, że czuliście się kiedyś samotni przez to, że nie mieliście towarzystwa, że rówieśnicy Was swego czasu odrzucili, albo że nie czujecie się samotni, bo macie rodzinę.
No dobra, moim zdaniem jest pewien rodzaj samotności, który można podpiąć pod nie posiadanie bliskich czy przyjaciół, chociaż nie wiem czy to nie jest bardziej osamotnienie, ale wg mnie prawdziwa samotność niewiele ma wspólnego z brakiem towarzystwa.
Można doświadczyć samotności posiadając dobre relacje z innymi, wielu znajomych, kilku zaufanych przyjaciół i nie mając problemów z komunikowaniem się z ludźmi.
Nawet wśród innych można czuć się samotnym i myślę, że ma to duży związek z byciem nieszczęśliwym.
Na pewno każdy z nas tak się kiedyś czuł, bo myślę, że każdy na swój sposób jest samotny.
Myślę również, że wielu jest samotnikami z wyboru - albo raczej z braku wyboru. W dzisiejszych czasach, w których wszystko kręci się wokół pieniądza człowiek nie ma czasu na nic, tylko goni za czymś, co uważa za słuszne. Myśli o przyszłości, chce o nią zadbać, a dbanie to polega na zrobieniu pieniędzy. I kiedy tak goni każdego dnia nie ma czasu pomyśleć o tym, jak bardzo jest w tym wszystkim sam obok tych wszystkich ludzi, którzy robią to samo. Ale przychodzi w końcu ten czas, kiedy wszystko zatrzymuje się na chwilę, wycisza i jest czas na to, by pomyśleć.
Wychodzi na to, że jak się ma za dużo wolnego czasu, to samotność doskwiera bardziej. Hm. Może i tak jest - jak ma się dużo zajęć, to nie ma się czasu na zastanawianie się nad tym i na tamtym, można się jedynie raz na jakiś czas załamać, potem podnieść i robić dalej to samo, bo nic innego się nie ma, albo rzucić wszystko w cholerę.
Coś za coś.
Albo jest się najlepszym w swojej dziedzinie i samotnym, albo ma się rodzinę i dzieci. W każdym bądź razie dobrze jest mieć jedno albo drugie, tą rzecz która będzie sprawiała, że będziemy czuć się potrzebni.