epizod 21
Obudziłam się. Słońce delikatnie wplatało swoje promienie w moje włosy. Nie wiedziałam która jest godzina. Spojrzałam w bok. James spał jak małe dziecko. Jego mokre włosy wyschły przez noc tworząc na jego głowie boski nieład. Uśmiechnęłam się delikatnie i pogłaskałam go po twarzy. Nie wywołało to żadnej konkretnej reakcji z jego strony więc stwierdziłam, że nie będę go budzić. Wstałam i ruszyłam na mały spacer. Koszulka, która miałam na sobie była jeszcze trochę mokra. Gorące promienie słońca szybko się do niej przykleiły i poczułam ciepło, które cudownie ogarnia moje ciało. Jeszcze tylko parę dni. Jeszcze trochę i zobaczę mojego brata, którego tak mi tutaj brakuje. Patrzyłam na piękny, spokojny ocean. Chciałabym żeby moje życie było tak spokojne. Niebo było przejrzyste. Zaczęło się robić coraz cieplej. Odwróciłam się. Z oczu zniknął mi nasz koc. Ruszyłam w drogę powrotną gdy nagle zadzwonił mój telefon. Michael. Odebrałam siadając na piasku.
- Mike…
- gdzie jesteś?
- w Panamie. Od wczoraj.
- nie ufaj nikomu kogo nie znasz rozumiesz. Nikomu.
- przecież wiem! Nie mam 10 lat!
- mam mało czasu. Wkrótce się odezwę.
- kiedy…
Przerwał mi dźwięk rozłączanego telefonu.
- kiedy będziesz…
Szepnęłam sama do siebie. Włożyłam telefon do kieszeni, wstałam z piasku i ruszyłam dalej.
Dlaczego on zawsze musi taki być? Perfekcja w każdym calu. Upominanie mnie jest jego ulubioną rzeczą. Za to go nienawidziłam. Lincoln…Lincoln nigdy nie był taki. Nigdy mnie nie krytykował.. Dał mi za to prawdziwą szkołę życia. Nauczył mnie, że należy walczyć o swoje. Nauczył mnie, że zawsze trzeba mieć własne zdanie. Dzięki temu inni patrzyli na mnie zupełnie inaczej. Zawsze wyróżniałam się z grupy. Dzięki temu każdy liczył się z moim zdaniem. Nigdy nie byłam szkolnym popychadłem. Nie byłam wyśmiewana. Zawsze za to byłam pyskata i pewna siebie. Tego też nauczył mnie Lincoln.
- hej królewno!
Z rozmyśleń wyrwał mnie krzyk Jamesa.
Podbiegł do mnie zakładając koszulkę.
- znowu o czymś myślałaś…szepnął
- Mike dzwonił. Niedługo tu będzie – szepnęłam i przytuliłam się do Jamesa.
- Dlaczego ja nie mogę być normalną nastolatką? Dlaczego nie mogę żyć tak jak inni tylko przez cały czas uciekać?
James nie odpowiedział. Objął mnie ramieniem i poprowadził w stronę domu. Po drodze zwinęliśmy koc.
- co chcesz na śniadanie? – zapytał gdy weszliśmy do chłodnego mieszkania.
- obojętnie…zjem wszystko – rzuciłam i poszłam do łazienki
Wzięłam zimny prysznic. Nic innego nie działa na mnie lepiej niż zimna woda. Woda spływała po mojej twarzy a ja modliłam się żeby tutaj właśnie, tu w Panamie był koniec tego wszystkiego.
Ubrałam się. Zrobiłam coś z włosami i wyszłam z lazienki. Poczułam zapach czegoś pysznego. Na mojej twarzy mimo wszystko pojawił się szeroki uśmiech.
- co gotujesz? – zaświergotałam i uwiesiłam się Jamesowi na ramieniu.
- coś pysznego – szepnął i pocałował mnie w policzek.
- weź talerze i zanieś na taras.
Posłusznie wyjęłam z szafki dwa talerze zabrałam sztućce i wyszłam na taras, który był skąpany słońcem.
Po chwili wcinałam pyszną jajecznicę.
- dzisiaj pokaże ci nocne Zycie Panamy – powiedział dziarsko James
- nocne?
- tak. Nocne. Idziemy na imprezę.
- James nie jesteśmy…
Nie pozwolił mi dokończyć.
- wiem. Ale i tak ci pokaże - Uśmiechnął się rozbrajająco.
Dzień minął bardzo szybko. Poszliśmy z Jamesem na długi spacer. Panama jest przepiękna. Widoki zapierają dech w piersiach.
- zobaczysz co się będzie działo niedługo – szepnął chwytając moją rękę.
- umiesz tańczyć? – zapytał nagle
- eeeeee
- wiesz…Panama tak jak Kuba jest krajem gdzie ludzie kochają tańczyć.
- chyba nie zamierzasz…
Spojrzał na mnie dziwnie i uniósł brwi do góry.
- o matko…- szepnęłam
Godzina 22. Słońce już dawno zaszło. Siedzieliśmy w domu. Oglądaliśmy telewizje. Zaczynałam przysypiać. James – moja poduszka – nagle wstał z łóżka.
- gdzie idziesz…mruknęłam nie odrywając wzroku od kobiety na ekranie, która latała ze wskaźnikiem w ręce po mapie Panamy.
- podoba ci się? – zapytał nagle
Odwróciłam wzrok od ekranu i spojrzałam na Jamesa, który trzymał w ręce czarna sukienkę.
- masz zamiar to założyć? Zapytałam i parsknęłam śmiechem
- no bardzo śmieszne. To dla ciebie. Szepnął i rzucił sukienkę na łóżko.
Była bardzo obcisła. Stanowczo za bardzo obcisła.
- kupiłem ci ja wczoraj.
- przecież ja przez cały czas byłam z Tobą…- szepnęłam przyglądając się sukience i modliłam się żeby nie kazał mi jej przymierzać.
- nie cały czas skarbie. Przymierzysz?
O nie…- pomyślałam. W najgorszych koszmarach nie śniłam, że kiedykolwiek założę TAKĄ kieckę. Spojrzałam mu prosto w oczy. Nie chciałam mu robić przykrości.
Poczłapałam do łazienki i wbiłam się w sukienkę. Rozpuściłam włosy. Zrobiły mi się śliczne loki.
Na chwiejnych nogach wyszłam dość ostrożnie by się nie zabić.
- Chryste…- wyszeptał James
- wiem, że źle…wiem…ale ja nic nie poradzę, że wyglądam jak UFO.
James podszedł do mnie i odgarnął mi włosy.
- wyglądasz uroczo…- szepnął i przycisnął do ściany.
- mieliśmy iść…- wyszeptałam nieśmiało.
Nie odpowiedział. Czułam jego oddech na mojej szyi. Przełknęłam głośno ślinę. Czułam, że coś się dzieje ze mną ale nie potrafiłam określić dokładnie co. To było cos innego niż ten impuls wtedy na tym nieszczęsnym materacu w domu nad jeziorem. Spojrzał mi prosto w oczy.
- idziemy…- wyszeptał zachrypniętym głosem.
Chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z mieszkania. On robił ze mną cos czego nie potrafiłam opisać słowami. Wystarczy tylko, że na mnie spojrzy. Z daleko było słychać muzykę. Po chwili wbiliśmy się do jakiegoś klubu. Z głośników leciała jakaś wolna piosenka. Nie musiałam długo czekać. James w jednej chwili porwał mnie na sam środek parkietu.
- zobaczymy jak tańczysz – szepnął mi do ucha i objął mocno w pasie.
Nasze ciała w jednej chwili stały się jednością. Spojrzałam w jego oczy. Płonęły. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Moje dłonie błądziły po jego ramionach zupełnie naturalnie. Przestałam się wstydzić. Przestałam się bać. Nasz taniec stał się czymś bardziej namiętnym od tańca. Delikatne światło, które paliło się gdzieś w kącie oświetliło nagle jego twarz. Wiedziałam już wszystko… Moje usta delikatnie zbliżyły się do jego ust i połączyły w pocałunku namiętniejszym niż nasz taniec…
------
tak, tak, tak...wiem...romantic i w ogóle...chyba wyszedł mi gniot...tak sie mi wydaje...
teraz na kolejną część będziecie musieli poczekać z jakieś dwa trzy dni ^^ pisze juz teraz na bieżąco i nie chce żeby wyszły z tego jakies gnioty więc części będą dodawane w takim właśnie odstępie czasowym. A więc czekajcie
