Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-15, 22:03
autor: Sofia
no jak mogłoby się skończyć tylko na ślubie

musi być jeszcze wiele innych wątków

mam rację??
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-15, 22:04
autor: AutumnLeaf
Tam będzie wątek na wątku, tylko mnie musi wena złapać, bo Tanira wene ma zawsze ^^
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-15, 22:06
autor: Babydoll
AutumnLeaf pisze:A mowy nie ma xD to dopiero początek ^^
JUUUPIII!!!

Nawet nie wiecie, jaką radochę sprawiacie mi tym opowiadaniem

I zapewne nie tylko mi

Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-15, 22:08
autor: AutumnLeaf
To się cieszymy bardzo ^^ ;*
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-15, 22:13
autor: agulec
AutumnLeaf pisze:Tanira, a kij ci w oko xD
hahahaha xD ja tego nie powiedziałam xD chciałam tylko popukać Tanirę kijem xD żeby się ruszyła i wrzuciła dalej oczywiście

Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 09:32
autor: Tanira
popukać kijem OO o Chryste OO
Ałtumn mnie zawsze tym kijem molestuje. I jeszcze miną ala Chris OO
jak mi się zachce (

) to dam dziś xD
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 11:18
autor: Tanira
zqastraszanie wam nic nie da xD mam plik z opowiadaniem mam władzę xD hahahahahaha <śmiech psychopaty>
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 15:36
autor: Sofia
no pięknie coraz więcej twórców nam się ujawnia

Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 18:04
autor: Lady Mahone
Dopiero co zaczełam czytać waszą opowieść...I przeczytałam już wszystkie odcinki. Normalnie kilka razy spadłam z krzesła! Ze śmiechu oczywiście! Najlepsze teksty typu
Alex, który w dramatyczny sposób próbował się podnieść z dywanu
po prostu mnie rozwaliły! Te odcinki są genialne! Skąd wy bierzecie takie pomysły??
I kiedy ciąg dalszy??
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 20:48
autor: AutumnLeaf
Tym razem to nie ja mam władzę ^^ podporządkowuje się ;p
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:22
autor: Tanira
Chryste prawie 3 strony offa OO mniej emocji kochani ^^
Ałtumn:
O rany, ale dałyśmy czadu.
Chyba grubo przesadziłyśmy....a zwłaszcza ja z Alexem. Wyszłam na wstrętną niewdzięcznicę. To był pierwszy i ostatni raz. Będę się musiała gęsto tłumaczyć.
Miałam tak straszne wyrzuty sumienia jak jeszcze nigdy.
Wczoraj rano czułam się jak bogini, a dzisiaj zostałam zdeklasowana do pozycji podłej suki...
Wiedziałam, że Alex nie będzie kontaktował na drugi dzień i powinnam być przy nim, biegając ze szklankami wody i zimnymi okładami, a ja jeszcze bardziej go dobijałam.
Niech szlag trafi te moje cudowne pomysły.
Ostatnim razem widziałam go jak zbierał się z dywanu, o który potknął się już chyba setny raz tego dnia. Siedząc przez cały ten czas miałam tylko nadzieję, że nie powlókł się z powrotem do domu.
Namoczyłam więc ręcznik w zimnej wodzie i skierowałam się do salonu, cichutko już tym razem otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że Alex leży na kanapie, trzymając się za czoło.
-Alex...
Nawet się nie ruszył. Kurde.
-Ehm...Alex, słyszysz mnie...
-Od rana nie słyszę nic innego tylko wasze wrzaski...-powiedział z wyrzutem, otwierając lekko oczy.
-Masz mnie zamiar tym udusić?- zapytał wskazując na ręcznik.
W innej sytuacji odszczeknęłabym się, ale w tej chwili nie potrafiłam się na niego gniewać. Był taki biedny i zmarnowany, że zachciało mi się płakać. Usiadłam na brzeżku kanapy, i delikatnie zdejmując jego rękę z
czoła, położyłam mu na nim zimny ręcznik.
-Cóż za odmiana...- mruknął, ale na jego twarzy zobaczyłam wyraźną ulgę- A gdzie schowałaś swoje rogi? Zachowywałaś się dzisiaj jak szatan...
-Wiem...wiem i przepraszam...- powiedziałam poważnie patrząc mu prosto w oczy. Były jakieś szare i mętne...zupełnie jak nie oczy mojego Alexa...
-Zachowałam się jak ostatnia szuja...
-Yhym...
-Powinnam być przy tobie...
-Yhym...
-A nie byłam...
-Ok, ok...wystarczy już tego użalania się nad sobą. My też...trochę przesadziliśmy. Nikt tu nie jest bez winy...-mówił jak tylko mógł najciszej- Ale...- dodał- Nie muszę chyba pytać czyj to był pomysł...
Zaśmiałam się głupkwato, nie wiedząc gdzie podziać oczy.
-W sumie to dałyście nam niezłą nauczkę...
HA.
-Myślę, że zapamiętamy ją do kolejnego wieczoru kawalerskiego...-dodał po chwili.
Trzepnęłam go lekko w ramię, na co zasyczał z bólu, przykładając rekę do mokrego ręcznika.
-Błagam cię...gdybyś tyle razy przewróciła się przez ten cholerny dywan...- wystękał.
-No już już. Prześpij się. Sen dobry na wszystko słonko- powiedziałam, okrywając go jakimś kocem i wychodząc po cichutku z pokoju.
Oparłam się o drzwi i odetchnęłam głęboko, po chwili zerknęłam w bok i zobaczyłam, że Ann robi to samo. Bojąc się wybuchnąć głośnym śmiechem, kiwnęłam na nią ręką i co sił popędziłyśmy do kuchni. Zamknęłyśmy za sobą drzwi, otworzyłyśmy okno i dostałyśmy ataku głupawki, dławiąc się histerycznym śmiechem na pół osiedla.
Kiedy nam w końcu przeszło, w kuchni było juz cholernie zimno.
-Ale w pewnej chwili wcale nie było mi do śmiechu...- powiedziała Ann, ocierając łzę z policzka.
-Mnie też- odparłam poważnie, grzejąc ręce nad kaloryferem- Za parę dni zrobią to samo.
-Taaa...a my będziemy odgrywać kochające żony i biegać wokół nich z mokrymi okładami i szklankami zimnej wody.- szepnęła ironicznie.
-Niedoczekanie.
-Kochanieee...-usłszałam cichy jęk Alexa.
-Poczekaj- i rzuciłam się do salonu. Po chwili wpadając do kuchni, napełniłam szklankę wodą mineralną z lodówki i mocząc gorący już ręcznik. z powrotem pobiegłam do pokoju, o mało nie potykając się o ten przeklęty dywan. Kiedy wrociłam do kuchni Ann mierzyła mnie wzrokim, nie dowierzając w cały ten maraton, który przed nią odstawiłam.
-No co...- szepnęłam zawstydzona- Nie ma siły, żeby wstać...- zaczęłam się tłumaczyć, ale mi przerwała.
-Świetnie, widzę, że już cię wytresował.
-Daj mi spo...- syknęłam , ale brutalnie przerwało mi wołanie Dżemyka z sypialni.
-Chwila- rzuciła Ann, wypadając z kuchni i odstawiając takie samo przedstawienie jak ja przed chwilą.
-Nie ma dla nas nadziei...- powiedziałam, kręcąc głową, kiedy wróciła.
-Nie ma...
-OK, późno już, zgarne jakoś Alexa z tej kanapy i spróbuję dociągnąć do domu- powiedziałam po jakiejś pół godzinie, bezczynnego siedzenia w kuchni- Ucałuj ode mnie James'a i...wiesz...przeproś go ode mnie za ten wyskok...
-Jasne.
Alex miał pewne obawy przed wsiadaniem do windy, ale kiedy przypomniał sobie, że jesteśmy na siódmym piętrze, zrezygnował natychmiast ze schodów, opierając czoło o zimne, metalowe drzwi.
-Lepiej się czujesz?- zapytałam nieśmiało.
-Poczuję się dobrze, jak znajdę się w łóżku- odpowiedział, nie wiedziałam, czy jeszcze się na mnie boczy, czy już mu przeszło. Nadal nie do końca potrafiłam go rozszyfrować.
-Jeszcze chwilka...
Już w windzie naszego wieżowca, Alex wysiadł na trzecim piętrze:
-Jedź, zaraz do ciebie dojdę...
-Alex jeszcze pięć pięter, jesteś pewien, że da...- i drzwi zatrzasnęły mi sie przed nosem.
- Fantastycznie.
Czy moje życie mogłoby wrócić do normalności chociaż na pół dnia...albo na 10 minut...wystarczy, żeby wjechać spokojnie na ósme piętro.
Cyrk na kółkach i wesoły autobus. Dwa bonusy w jednym.
Weszłam do mieszkania i nie rozbierając się, przygotowałam łóżko w sypialni, stawiając na stoliku butelkę z wodą mineralną i szklankę.
Moje sumienie będzie mnie ścigać nawet w snach. Było wielkości kosmosu i tak szybko nie zmaleje. Postanowiłam więc zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby naprawić swój błąd. Choćbym miała skakać jak tresowany piesek.
Zdąrzyłam już zrobić sobie gorącej herbaty a Alexa wciąż nie było widać. Utknął pewnie gdzieś na półpiętrze i zbiera się na odwagę, żeby wejść do windy.
Drzwi jednak otworzyły się powoli i wszedł. Nie odzywając się słowem, natychmiast skierował się do sypialni.
Dochodziła 22, więc zupełnie nie moja godzina, jeżeli chodzi o sen, ale byłam tak zmęczona ostatnimi wydarzeniami, że powlokłam się zaraz za Alexem, marząc tylko i wyłącznie o cieplutkim łóżku.
Ilość dni do ślubu 3
Rano obudził mnie przeraźliwy dzwonek mojej komórki. Alex zaczął coś mamrotać pod nosem, więc nie chcąc mu przeszkadzać, wystrzeliłam z łóżka, wpadając do łazienki i odbierając telefon:
-Czyś ty zwariowała!- syknęłam- Jest 9 rano! Chcesz żeby mnie własnymi rękami zamordował!
-Będziesz wreszcie cicho czy nie!Czas dotrzymać mojej części umowy, wskakuj w ciuchy, zaraz po ciebie wpadam i idziemy do sklepu.
O Boże. Nie.
Jam:
- Matko gdzie ona jest – siedziałam w samochodzie i co chwila spoglądałam w stronę klatki
- wiesz jak ona się grzebie. Zaraz będzie – powiedział James i zaczął stukać palcami o kierownice w rytm tym razem spokojniejszej muzyki, która nawet mi się podobała.
- idzie! – oderwałam dłonie od deski rozdzielczej i opadłam delikatnie w fotel
Otworzyły się drzwi i do cieplutkiego samochodu wleciało chłodne powietrze.
- Jak zimno…- wysapała rzucając się na tylnie siedzenie
- a on co tu robi? – zapytała z diablikami w oczach
- ja dzisiaj robie za waszego kierowcę. Coś się nie podoba? To nie daleko możesz się przejść.
- och przestańcie! Czy w ciągle musicie się o coś kłócić? Jedź! – uderzyłam w kierownice i obróciłam się w kierunku Nati, która miała niewyraźną minę
- co się stało?
- Alex wczoraj odstawił kabaret z windą…
Spojrzałam na nią dziwnym wzrokiem bo szczerze przyznam, że nie rozumiałam co do mnie mówi.
- co zrobił? – zapytałam jeszcze bardziej dobitnie
- właził po schodach bo bał się windy
Zupełnie niekontrolowanie zaczęłam się śmiać.
- no bardzo śmieszne – skwitowała Nati
Nie mogłam się opanować. Na twarzy Jamesa też pojawił się uśmiech.
- a ty się nie śmiej – w jednej chwili zrobiłam się poważna – wczoraj też odstawiłeś niezłe przedstawienie
Spojrzał w okno obrażony. No cóż uraziłam jego męską dumę ale czasem trzeba.
- a co zrobił – Nati momentalnie się ożywiła a James oparł głowę o szybę i starał się na mnie nie patrzeć.
- to jest nasza słodka tajemnica…- szepnęłam i pocałowałam go w policzek
- pffff – Nati prychnęła jak kot i opadłam z powrotem na siedzenie
Po godzinie w której większość czasu staliśmy w korkach dotarliśmy do centrum handlowego.
James zaparkował na parkingu.
- no dobra wysiadajcie. Ja tu na was poczekam.
- o nie skarbie – uśmiechnęłam się promiennie – ty idziesz z nami kochanie.
Oczy zrobiły mu się wielkie i zaczął się jąkać.
- no chodź kochanie. To tylko chwila.
Po chwili maszerowaliśmy już szerokimi korytarzami mijając kolorowe wystawy sklepów.
Nati człapała się jakby miała wszystko gdzieś.
- co ty odstawiasz? – szepnęłam
- jestem niewyspana…
- idziemy na kawę. Na dobrą mocna kawę co wy na to?
James przytaknął a na twarzy Nati od razu pojawił się mega wielki uśmiech
- i na ciastko…- dodała rozmarzona
Kilka minut później siedzieliśmy już w jakiejś kawiarni.
Ja rozkoszowałam się smakiem kawy z syropem kokosowym ^^ Nati wcinała jakiegoś wielkiego ptysia a James pił zwykłą, mocną czarną.
- o tak…tego mi było trzeba – wyszeptałam zadowolona i dziękowałam w myślach temu kto sprowadził kawę.
Oparłam głowę o ramię Jamesa i spojrzałam na Nati, która jeszcze męczyła się ze swoim ptysiem.
- o tak…ja też…- wykrztusiła prawie dławiąc się tym co miała w ustach
- no to wracamy do poszukiwania jakiejś sukienki ale tak mi się nie chce – wtuliłam się mocniej w Jamesa
- no już weź się do niego tak nie klej. W domu odbijecie sobie to wszystko.
Rozejrzała się w koło i szepnęła całkiem poważnym głosem
- tutaj są dzieci
Razem z Jamesem w tej samej chwili dostaliśmy takiego ataku głupawki, że ludzie siedzący kilka stolików przed nami postanowili przenieść się w bardziej ustronne i mniej dzikie miejsce.
- ja już z wami nigdzie nie wychodzę. Dobrali się wariaci.
- no dobra już, już – powiedziałam prawie przez łzy i opanowując śmiech.
Po chwili już siedzieliśmy w sklepie z ciuchami.
- nie ta nie…jest różowa – skwitowałam a ekspedientka, która miała na sobie przeraźliwie różową kiecke obrzuciła mnie wrednym spojrzeniem
- wiesz co – szturchnęłam ja w ramię – wychodzimy
Po dwóch godzinach chodzenia miałyśmy na swoim koncie aż…nic
- jak to możliwe, że w takim sklepie nie ma nic? Kompletnie nic?! – syknął James obejmując mnie delikatnie
- tak czasem bywa… - skwitowałam
- czasem?! – obrzucił mnie wzrokiem pełnym niezrozumienia
- o jest! Patrz Nati! – szturchnęłam ją mocniej.
Biedna była tak zmęczona, że prawie wypadła przez barierkę przy której szła
- cooo? – wymamrotała
- kiecke ci znalazłam – syknęłam, wyrwałam się Jamesowi z objęć i pognałam do sklepu.
Była to śliczna, lazurowa sukienka z delikatnymi złotymi wstawkami.
- masz. Przymierzaj – wcisnęłam jej do ręki i wepchnęłam do przymierzalni.
- ona to przechodzi gorzej niż ja – stwierdził James
Nie komentowałam tego chociaż…taka była prawda…
Po chwili wyczłapała się z przymierzalni i stanęła przede mną.
- pięknie…- wyszeptałam – bierzemy – dodałam z szerokim uśmiechem na ustach i wepchnęłam ja z powrotem.
- wreszcie – szepnął James gdy byliśmy już na parkingu.
Powietrze cudownie mnie orzeźwiło.
Wsiedliśmy do samochodu. Zaczęło się już pomału ściemniać.
- James dziś jest Titanic w telewizji…
- nie myśl, że będę z tobą oglądał takie łzawe filmy. Na pewno nie…
- Alex tez nie będzie ze mną tego oglądał już mi to zapowiedział – powiedziała Nati wyraźnie ożywiona żując coś.
Odwróciłam się w jej stronę. W ręce miała chyba z 10 cukierków.
- skąd to masz?
- leżało przy ladzie to sobie pozwoliłam zabrać parę. Chcesz? – wyciągnęła w moim kierunku rękę
- nie dzięki…
Opadłam na siedzenie zmęczona tym wszystkim. Teraz tylko jak najszybciej do domu.
- mam ją pokazać Alexowi? – krzyczała Nati gdy szła w stronę swojej klatki
- jak chcesz. Do zobaczenia! – nie miałam już nawet siły jej machnąć. Byłam wykończona.
- James chcę do łóżka…- wyszeptałam i oparłam się o niego w windzie
- ja też…- oparł się o moja głowę
- ale bedziemy ogladać tego Titanica co?
- i tak zasnę…
- będziemy...
Zrobiłam sobie mocnej, gorącej herbaty i położyłam się obok niego.
- kochanie nie gniewaj się jak odpłynę…
- nie no co ty skarbie jak chcesz to śpij – pocałowałam go i ułożyłam się wygodnie
Przy końcówce filmu prawie miałam odlot. James zasnął.
Z tego jakże cudownego amoku wyrwał mnie dźwięk telefonu.
- co znowu…- wyszeptałam i chwyciłam telefon
- co?
- jak to co?! – usłyszałam piskliwy głos Nati – robicie coś?!
- James śpi a ja…
- budź go i przychodźcie do nas. Mamy film – zaświergotała
- taaa my też mamy…
- gówno mnie to obchodzi my mamy lepszy. Ruszaj tyłek i chodź.
Po chwili usłyszałam w słuchawce tylko głuchy odgłos
- nawet mi do słowa nie pozwoliła dojść…- mruknęłam
- James kochanie…Chodź idziemy do Mahonów…No wstawaj bo mnie zaszlachtuje
- oszalałaś – wymruczał rozbudzony – czy oni nie mają co do roboty
- no chodź…powiedziała, że mają cos do jedzenia…
Otworzył oczy i spojrzał na mnie
- jaki mają film?
- lepszy…- wyszeptałam i położyłam mu głowę na klacie
- no to idziemy
Świeże, mroźne powietrze orzeźwiło mnie dość brutalnie.
Po chwili byliśmy już pod drzwiami Nati i Alexa.
- dlaczego tak późno?! – krzyknęła Nati z przerażeniem w oczach
- co oglądacie?
- chodźcie to umrzecie na zawał…- złapała nas za ręce i zaciągnęła siła do pokoju
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:35
autor: *Madziula*
SUPER
Tanira pisze:- ona to przechodzi gorzej niż ja – stwierdził James
Nie komentowałam tego chociaż…taka była prawda…

no cóż... ja tak czasami też mam
Tanira pisze:- budź go i przychodźcie do nas. Mamy film – zaświergotała
- taaa my też mamy…
- gówno mnie to obchodzi my mamy lepszy. Ruszaj tyłek i chodź.
Tanira pisze:
-Taaa...a my będziemy odgrywać kochające żony i biegać wokół nich z mokrymi okładami i szklankami zimnej wody.- szepnęła ironicznie.
-Niedoczekanie.
-Kochanieee...-usłszałam cichy jęk Alexa.
-Poczekaj- i rzuciłam się do salonu. Po chwili wpadając do kuchni, napełniłam szklankę wodą mineralną z lodówki i mocząc gorący już ręcznik. z powrotem pobiegłam do pokoju, o mało nie potykając się o ten przeklęty dywan. Kiedy wrociłam do kuchni Ann mierzyła mnie wzrokim, nie dowierzając w cały ten maraton, który przed nią odstawiłam.
-No co...- szepnęłam zawstydzona (...) przerwało mi wołanie Dżemyka z sypialni.
-Chwila- rzuciła Ann, wypadając z kuchni i odstawiając takie samo przedstawienie jak ja przed chwilą.
-Nie ma dla nas nadziei... (...)
-Nie ma...
o LOL

Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:37
autor: AutumnLeaf
piskliwy głos Nati
przepraszam bardzo >< bo aż ja się tu muszę odezwać xD co to znaczy PISKLIWY? xD
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:38
autor: Tanira
piskliwy znaczy piskliwy xD to takie dźwięki ktore czasem wydajesz w rozmowie ze mną xD
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:43
autor: Sofia
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:44
autor: Babydoll
-Masz mnie zamiar tym udusić?- zapytał wskazując na ręcznik.
Hahahahaha

Już widzę Jego nietęgą minkę
-Błagam cię...gdybyś tyle razy przewróciła się przez ten cholerny dywan...- wystękał.
No ja nie mogę... Nie mogę z Was... XD XD XD
-No co...- szepnęłam zawstydzona- Nie ma siły, żeby wstać...- zaczęłam się tłumaczyć, ale mi przerwała.
-Świetnie, widzę, że już cię wytresował.
-Daj mi spo...- syknęłam , ale brutalnie przerwało mi wołanie Dżemyka z sypialni.
-Chwila- rzuciła Ann, wypadając z kuchni i odstawiając takie samo przedstawienie jak ja przed chwilą.
Obie siebie warte
Alex miał pewne obawy przed wsiadaniem do windy
Pewne obawy!

Ciekawe, dlaczego? XD
Cyrk na kółkach i wesoły autobus.
To świetne podsumowanie całej Waszej twórczości!
- właził po schodach bo bał się windy
Tak... Nasz dzielny i niezawodny agent specjalny Alexander Mahone... XD XD XD XD XD XD XD
- no dobra wysiadajcie. Ja tu na was poczekam.
- o nie skarbie – uśmiechnęłam się promiennie – ty idziesz z nami kochanie.
Oczy zrobiły mu się wielkie i zaczął się jąkać.
Typowe ^^
- James kochanie…Chodź idziemy do Mahonów…No wstawaj bo mnie zaszlachtuje
Jahaha, zabiło mnie to XD Już sobie wyobrażam zasiniałe oczy ledwo żywego James'a... A tu do tych świrów Mahonów jeszcze trza wstawać! XD
No Dziewczyny, odcinek BOSKI

Jak zwykle dostarczyłyście mi nową porcję doskonałego humoru. Ciekawe, co to za film? ;>
:* :* :*
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:47
autor: AutumnLeaf
hehe, to było 1408 xD akurat wtedy oglądałam i wpadł nam taki pomysł do głowy xD i tysiąc innych, ale to później xD
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:47
autor: Tanira
tylko że ten pomysł to się prawdą okazał OO
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:51
autor: B...
fajniutkie
a te porównania Natalii do kota takie zaskakujące:
Tanira pisze:Nati prychnęła jak kot i opadłam z powrotem na siedzenie
i kto powiedział ze nawet po takim dniu jak dzisiejszy nie mozna sobie poprawic humoru? ;-)
Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:51
autor: Babydoll
B... pisze: kto powiedział ze nawet po takim dniu jak dzisiejszy nie mozna sobie poprawic humoru
Nasze kochane Pisarki potrafią poprawić humor jak nikt inny

Re: Historia by Nati & Ann
: 2008-02-16, 21:52
autor: AutumnLeaf
Bo szczerze powiedziawszy jak mi się coś nie podoba, to zawsze tak...prycham ^^