Srednio mi sie podobał ten odcinek, niby wiele wątków ruszyło z kopyta do przodu, ale jakos tak zlecial mi nie wiem na czym...^^
Czytajac Wasze posty i komentarze dotyczace Bellicka przed obejrzeniem tego odcinka, myslałam ze bede jakos to przezywac, tym bardziej, ze naprawde go polubiłam w tym sezonie, ale teraz w ogole tego tak nie odbieram. Wiadomo szkoda go, ale cała ta smierc wydała mi sie taka głupia ze az brak słów. W ogole byłam zszokowana jego decyzja, bo w poprzednich odcinkach Brad był najwiekszym cykorem, który obawiał sie ryzyka kazdej akcji, cholernie bał sie smierci, a teraz nagle poczul zryw i sie poswiecił...

jakos to jego postepowanie umotywowane tym, ze poswieca sie dla reszty, nie jest dla mnie przekonujace, bo zostało za bardzo oderwane od rzeczywistosci i tego jak Bellick zachowywał sie do tej pory...mimo wszystko.
Sceny zemsty Alexa były juz znacznie lepsze, nie podobały mi sie tylko 2 elementy:
1. na poczatku, gdy zerwał sie tam z tego kąta i wydajac dziwne odgłosy zmierzał do 'klatki' WMW...komiczne to było, nie mogłam sie przestac smiac
2. ten 'najazd' od dołu kamery po wrzuceniu 'klocka'

do morza...no przerysowali ten efekt...za bardzo...w taki typowo amerykanski, 'bohaterski i heroistyczny' sposob...mogli sobie to darowac.
Michael...no kurde zle z nim...ja chce znowu 1 sezon!

w jego wykonaniu
T-Bag mnie wkurza dalej, a Gretchen z Generałem w takim połaczeniu wywołuja u mnie mdłosci...ciekawe co tam nam jeszcze narozrabia
