morgoth1993 pisze:piszesz na podstawie jednego krótkiego snu i sama reszte napisałaś
dokładnie tak...moje dziwne wizje po namolnym wpatrywaniu się w Seana sprawiły że powstało to co obecnie czytacie ^^
Part V
Czuła się w jego ramionach jak dziecko.
Była bezpieczna.
Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi.
Wtuliła się w ramię Seana jeszcze bardziej ukrywając twarz.
- Yvonne powiedziała mi co się stało – szepnął Frank – krwotok nie pojawił się z twojej winy Sean.
Obok Ann usiadła Gabrielle.
Sean rozluźnił uścisk.
- nie przedstawiono nas wcześniej ale teraz to nie ma znaczenia – szepnęła kładąc jej rękę na ramieniu – byłaś bardzo dzielna.
Sean spojrzał na Von, która patrzyła gdzieś w dal.
Na Jacka, który był pochłonięty myślami.
Na Mike’a.
Stał oparty o ścianę wbijając wzrok w Ann.
W końcu spojrzał na Frank’a.
- zabierz ją do domu – szepnął – ten dzień był dla niej za ciężki.
Sean chwycił Ann, do której nadał mało co docierało, za rękę. Złapał swoją kurtkę i pociągnął do wyjścia.
Nie miał samochodu. Zawsze chodził na piechotę ale widząc jej stan wsiadł z nią w taksówkę.
Zatrzymali się pod jej domem.
- jakbyś…nie mogła zasnąć i chciała pogadać – szepnął i wcisnął w jej dłoń kartkę z numerem telefonu.
Wysiadła z samochodu.
Ruszyła powolnym krokiem w stronę schodów, które prowadziły do jej domu.
W dłoni ściskała kartkę od niego. Odwróciła się dopiero gdy usłyszała, że samochód odjeżdża.
W domu było cicho.
Ann słyszała jednak ciągle przeraźliwy dźwięk respiratora zwiastujący koniec.
Wzięła szybki prysznic i położyła się do łóżka.
Za każdym razem gdy zamykała oczy widziała kobietę, która błagała by uratować jej dziecko. Widziała jej zakrwawione ręce, które chwytają jej dłoń.
Podniosła się i chwyciła za telefon wykręcając numer.
- tak? – odpowiedział zaspany głos.
- Sean boję się…
- będę za 10 minut.
Sean założył na siebie jakąś koszulkę. Chwycił kurtkę i wyszedł z mieszkania.
Taksówka już czekała.
Po krótkiej podróży przez puste ulice Sydney znalazł się pod jej domem. Spojrzał w okna. Nie paliło się ani jedno światło.
Zapukał delikatnie.
Otworzyła wpuszczając go do środka.
- jestem – wyszeptał patrząc w jej zapłakane oczy.
Poczuł jak chwyta go za rękę.
Zamknął drzwi i ruszył za nią.
Ann usiadła na łóżku.
- nie mogę zasnąć. Widzę ją za każdym razem gdy zamknę oczy.
Sean zdjął kurtkę i rzucił ją na fotel siadając obok Ann.
- śmierć w szpitalu jest rzeczą naturalną. Wiem, że to brzmi dziwnie ale tak jest. Dobrze wiem co czujesz. Gdy uczestniczyłem przy pierwszej w swoim życiu operacji pacjent tez umarł. To był dla mnie szok. Pamiętam, że przesiedziałem wtedy pół dnia w toalecie.
- to jest straszne.
- jest. Ale jeśli chcesz być lekarzem musisz się do tego przyzwyczaić.
Przysunęła się do niego bliżej i przytuliła.
- mogłam ja uratować.
- jeśli ktokolwiek jest winien jej śmierci to tylko ja. Nie możesz zrzucać na siebie winy.
- ona była w ciąży…
- oprócz krwotoku wystąpiło także poronienie. My naprawdę…
Ann ukryła twarz w dłoniach. Czuła w ustach smak łez.
- nie chcę być lekarzem. Nie chcę. Napisz w tej opinii, że…
- napisze w niej to co będę uważał za słuszne – nagle zmienił ton – to był twój pierwszy dzień. Twoje pierwsze zetknięcie ze szpitalem od tej strony. Nie możesz na podstawie jednego dnia przekreślać całej swojej przyszłości. Przecież ten zawód jest czymś co kochasz.
- ale nie daję rady.
- jesteś silna. Dasz sobie radę ze wszystkim. Do takich sytuacji jak ta trzeba się przyzwyczaić. To nie był pierwszy taki wypadek. I nie ostatni. Ty masz w sobie siłę żeby walczyć.
Wiedział co czuje.
Był w identycznej sytuacji.
Jemu pomogła Von.
Wbiła do głowy, że jest niezastąpiony.
Dzięki tej decyzji, którą wtedy podjął, szpital ma najlepszego chirurga.
Ann położyła mu głowę na kolanach.
Nie dotykał jej. Pozwolił zasnąć.
Zasnęła cichym, spokojnym snem. Zdjął ją delikatnie z kolan i położył jej głowę na białej, puchatej poduszce. Chwycił za klucze, które leżały na nocnej szafce. Wyszedł cicho z mieszkania i zamknął drzwi. Jutro musi po nią przyjść by oddać klucze. Wiatr szalał wesoło po pustych ulicach Sydney. Sean Everleight czuł coś w tym wietrze. On oplatał mu dłonie i rozwiewał idealnie ułożone włosy.
Coś w nim było.
Czuł się inaczej niż zwykle i to nie było spowodowane wydarzeniami z…
Spojrzał na zegarek. 1 w nocy.
To nie były wydarzenia z wczorajszego wieczora.
Na dłoniach miał jej zapach.
Na koszulce.
Na spodniach.
Trzymał w ręku jej klucze, które nie pachniały metalicznie.
Pachniały nią.
Doszedł do swojego mieszkania. Zamknął drzwi.
Rozebrał się i położył do łóżka.
Teraz on nie będzie mógł zasnąć.
Z zupełnie innego powodu.
Stateczny Sean Everleight się zakochał.
Wiedział, że jego stan zaraz zostanie wychwycony gdy rano minie bramę szpitala.
Wiedział, że Jack nie da mu jutro spokoju.
Wiedział, że Von, jego kochana Von, będzie chciała znać jak najwięcej szczegółów.
Zamknął oczy i uśmiechnął się delikatnie do swoich myśli.
- i tak nic im nie powiem – szepnął.
Było po 2.
Port w Sydney o tej godzinie zaczyna żyć.
Żyje własnym niezachwianym, harmonijnym życiem.
Żyje z dnia na dzień.