Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
no jak mogłoby się skończyć tylko na ślubie
musi być jeszcze wiele innych wątków
mam rację??
Michael Scofield
Tam będzie wątek na wątku, tylko mnie musi wena złapać, bo Tanira wene ma zawsze ^^
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
JUUUPIII!!!AutumnLeaf pisze:A mowy nie ma xD to dopiero początek ^^
Michael Scofield
To się cieszymy bardzo ^^ ;*
Michael Scofield
hahahaha xD ja tego nie powiedziałam xD chciałam tylko popukać Tanirę kijem xD żeby się ruszyła i wrzuciła dalej oczywiścieAutumnLeaf pisze:Tanira, a kij ci w oko xD
Michael Scofield
popukać kijem OO o Chryste OO
Ałtumn mnie zawsze tym kijem molestuje. I jeszcze miną ala Chris OO
jak mi się zachce (
) to dam dziś xD
Ałtumn mnie zawsze tym kijem molestuje. I jeszcze miną ala Chris OO
jak mi się zachce (
Michael Scofield
zqastraszanie wam nic nie da xD mam plik z opowiadaniem mam władzę xD hahahahahaha <śmiech psychopaty>
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
no pięknie coraz więcej twórców nam się ujawnia

C-Note
Dopiero co zaczełam czytać waszą opowieść...I przeczytałam już wszystkie odcinki. Normalnie kilka razy spadłam z krzesła! Ze śmiechu oczywiście! Najlepsze teksty typu
I kiedy ciąg dalszy??
po prostu mnie rozwaliły! Te odcinki są genialne! Skąd wy bierzecie takie pomysły??Alex, który w dramatyczny sposób próbował się podnieść z dywanu
I kiedy ciąg dalszy??
Michael Scofield
Tym razem to nie ja mam władzę ^^ podporządkowuje się ;p
Michael Scofield
Chryste prawie 3 strony offa OO mniej emocji kochani ^^
Ałtumn:
O rany, ale dałyśmy czadu.
Chyba grubo przesadziłyśmy....a zwłaszcza ja z Alexem. Wyszłam na wstrętną niewdzięcznicę. To był pierwszy i ostatni raz. Będę się musiała gęsto tłumaczyć.
Miałam tak straszne wyrzuty sumienia jak jeszcze nigdy.
Wczoraj rano czułam się jak bogini, a dzisiaj zostałam zdeklasowana do pozycji podłej suki...
Wiedziałam, że Alex nie będzie kontaktował na drugi dzień i powinnam być przy nim, biegając ze szklankami wody i zimnymi okładami, a ja jeszcze bardziej go dobijałam.
Niech szlag trafi te moje cudowne pomysły.
Ostatnim razem widziałam go jak zbierał się z dywanu, o który potknął się już chyba setny raz tego dnia. Siedząc przez cały ten czas miałam tylko nadzieję, że nie powlókł się z powrotem do domu.
Namoczyłam więc ręcznik w zimnej wodzie i skierowałam się do salonu, cichutko już tym razem otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że Alex leży na kanapie, trzymając się za czoło.
-Alex...
Nawet się nie ruszył. Kurde.
-Ehm...Alex, słyszysz mnie...
-Od rana nie słyszę nic innego tylko wasze wrzaski...-powiedział z wyrzutem, otwierając lekko oczy.
-Masz mnie zamiar tym udusić?- zapytał wskazując na ręcznik.
W innej sytuacji odszczeknęłabym się, ale w tej chwili nie potrafiłam się na niego gniewać. Był taki biedny i zmarnowany, że zachciało mi się płakać. Usiadłam na brzeżku kanapy, i delikatnie zdejmując jego rękę z
czoła, położyłam mu na nim zimny ręcznik.
-Cóż za odmiana...- mruknął, ale na jego twarzy zobaczyłam wyraźną ulgę- A gdzie schowałaś swoje rogi? Zachowywałaś się dzisiaj jak szatan...
-Wiem...wiem i przepraszam...- powiedziałam poważnie patrząc mu prosto w oczy. Były jakieś szare i mętne...zupełnie jak nie oczy mojego Alexa...
-Zachowałam się jak ostatnia szuja...
-Yhym...
-Powinnam być przy tobie...
-Yhym...
-A nie byłam...
-Ok, ok...wystarczy już tego użalania się nad sobą. My też...trochę przesadziliśmy. Nikt tu nie jest bez winy...-mówił jak tylko mógł najciszej- Ale...- dodał- Nie muszę chyba pytać czyj to był pomysł...
Zaśmiałam się głupkwato, nie wiedząc gdzie podziać oczy.
-W sumie to dałyście nam niezłą nauczkę...
HA.
-Myślę, że zapamiętamy ją do kolejnego wieczoru kawalerskiego...-dodał po chwili.
Trzepnęłam go lekko w ramię, na co zasyczał z bólu, przykładając rekę do mokrego ręcznika.
-Błagam cię...gdybyś tyle razy przewróciła się przez ten cholerny dywan...- wystękał.
-No już już. Prześpij się. Sen dobry na wszystko słonko- powiedziałam, okrywając go jakimś kocem i wychodząc po cichutku z pokoju.
Oparłam się o drzwi i odetchnęłam głęboko, po chwili zerknęłam w bok i zobaczyłam, że Ann robi to samo. Bojąc się wybuchnąć głośnym śmiechem, kiwnęłam na nią ręką i co sił popędziłyśmy do kuchni. Zamknęłyśmy za sobą drzwi, otworzyłyśmy okno i dostałyśmy ataku głupawki, dławiąc się histerycznym śmiechem na pół osiedla.
Kiedy nam w końcu przeszło, w kuchni było juz cholernie zimno.
-Ale w pewnej chwili wcale nie było mi do śmiechu...- powiedziała Ann, ocierając łzę z policzka.
-Mnie też- odparłam poważnie, grzejąc ręce nad kaloryferem- Za parę dni zrobią to samo.
-Taaa...a my będziemy odgrywać kochające żony i biegać wokół nich z mokrymi okładami i szklankami zimnej wody.- szepnęła ironicznie.
-Niedoczekanie.
-Kochanieee...-usłszałam cichy jęk Alexa.
-Poczekaj- i rzuciłam się do salonu. Po chwili wpadając do kuchni, napełniłam szklankę wodą mineralną z lodówki i mocząc gorący już ręcznik. z powrotem pobiegłam do pokoju, o mało nie potykając się o ten przeklęty dywan. Kiedy wrociłam do kuchni Ann mierzyła mnie wzrokim, nie dowierzając w cały ten maraton, który przed nią odstawiłam.
-No co...- szepnęłam zawstydzona- Nie ma siły, żeby wstać...- zaczęłam się tłumaczyć, ale mi przerwała.
-Świetnie, widzę, że już cię wytresował.
-Daj mi spo...- syknęłam , ale brutalnie przerwało mi wołanie Dżemyka z sypialni.
-Chwila- rzuciła Ann, wypadając z kuchni i odstawiając takie samo przedstawienie jak ja przed chwilą.
-Nie ma dla nas nadziei...- powiedziałam, kręcąc głową, kiedy wróciła.
-Nie ma...
-OK, późno już, zgarne jakoś Alexa z tej kanapy i spróbuję dociągnąć do domu- powiedziałam po jakiejś pół godzinie, bezczynnego siedzenia w kuchni- Ucałuj ode mnie James'a i...wiesz...przeproś go ode mnie za ten wyskok...
-Jasne.
Alex miał pewne obawy przed wsiadaniem do windy, ale kiedy przypomniał sobie, że jesteśmy na siódmym piętrze, zrezygnował natychmiast ze schodów, opierając czoło o zimne, metalowe drzwi.
-Lepiej się czujesz?- zapytałam nieśmiało.
-Poczuję się dobrze, jak znajdę się w łóżku- odpowiedział, nie wiedziałam, czy jeszcze się na mnie boczy, czy już mu przeszło. Nadal nie do końca potrafiłam go rozszyfrować.
-Jeszcze chwilka...
Już w windzie naszego wieżowca, Alex wysiadł na trzecim piętrze:
-Jedź, zaraz do ciebie dojdę...
-Alex jeszcze pięć pięter, jesteś pewien, że da...- i drzwi zatrzasnęły mi sie przed nosem.
- Fantastycznie.
Czy moje życie mogłoby wrócić do normalności chociaż na pół dnia...albo na 10 minut...wystarczy, żeby wjechać spokojnie na ósme piętro.
Cyrk na kółkach i wesoły autobus. Dwa bonusy w jednym.
Weszłam do mieszkania i nie rozbierając się, przygotowałam łóżko w sypialni, stawiając na stoliku butelkę z wodą mineralną i szklankę.
Moje sumienie będzie mnie ścigać nawet w snach. Było wielkości kosmosu i tak szybko nie zmaleje. Postanowiłam więc zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby naprawić swój błąd. Choćbym miała skakać jak tresowany piesek.
Zdąrzyłam już zrobić sobie gorącej herbaty a Alexa wciąż nie było widać. Utknął pewnie gdzieś na półpiętrze i zbiera się na odwagę, żeby wejść do windy.
Drzwi jednak otworzyły się powoli i wszedł. Nie odzywając się słowem, natychmiast skierował się do sypialni.
Dochodziła 22, więc zupełnie nie moja godzina, jeżeli chodzi o sen, ale byłam tak zmęczona ostatnimi wydarzeniami, że powlokłam się zaraz za Alexem, marząc tylko i wyłącznie o cieplutkim łóżku.
Ilość dni do ślubu 3
Rano obudził mnie przeraźliwy dzwonek mojej komórki. Alex zaczął coś mamrotać pod nosem, więc nie chcąc mu przeszkadzać, wystrzeliłam z łóżka, wpadając do łazienki i odbierając telefon:
-Czyś ty zwariowała!- syknęłam- Jest 9 rano! Chcesz żeby mnie własnymi rękami zamordował!
-Będziesz wreszcie cicho czy nie!Czas dotrzymać mojej części umowy, wskakuj w ciuchy, zaraz po ciebie wpadam i idziemy do sklepu.
O Boże. Nie.
Jam:
- Matko gdzie ona jest – siedziałam w samochodzie i co chwila spoglądałam w stronę klatki
- wiesz jak ona się grzebie. Zaraz będzie – powiedział James i zaczął stukać palcami o kierownice w rytm tym razem spokojniejszej muzyki, która nawet mi się podobała.
- idzie! – oderwałam dłonie od deski rozdzielczej i opadłam delikatnie w fotel
Otworzyły się drzwi i do cieplutkiego samochodu wleciało chłodne powietrze.
- Jak zimno…- wysapała rzucając się na tylnie siedzenie
- a on co tu robi? – zapytała z diablikami w oczach
- ja dzisiaj robie za waszego kierowcę. Coś się nie podoba? To nie daleko możesz się przejść.
- och przestańcie! Czy w ciągle musicie się o coś kłócić? Jedź! – uderzyłam w kierownice i obróciłam się w kierunku Nati, która miała niewyraźną minę
- co się stało?
- Alex wczoraj odstawił kabaret z windą…
Spojrzałam na nią dziwnym wzrokiem bo szczerze przyznam, że nie rozumiałam co do mnie mówi.
- co zrobił? – zapytałam jeszcze bardziej dobitnie
- właził po schodach bo bał się windy
Zupełnie niekontrolowanie zaczęłam się śmiać.
- no bardzo śmieszne – skwitowała Nati
Nie mogłam się opanować. Na twarzy Jamesa też pojawił się uśmiech.
- a ty się nie śmiej – w jednej chwili zrobiłam się poważna – wczoraj też odstawiłeś niezłe przedstawienie
Spojrzał w okno obrażony. No cóż uraziłam jego męską dumę ale czasem trzeba.
- a co zrobił – Nati momentalnie się ożywiła a James oparł głowę o szybę i starał się na mnie nie patrzeć.
- to jest nasza słodka tajemnica…- szepnęłam i pocałowałam go w policzek
- pffff – Nati prychnęła jak kot i opadłam z powrotem na siedzenie
Po godzinie w której większość czasu staliśmy w korkach dotarliśmy do centrum handlowego.
James zaparkował na parkingu.
- no dobra wysiadajcie. Ja tu na was poczekam.
- o nie skarbie – uśmiechnęłam się promiennie – ty idziesz z nami kochanie.
Oczy zrobiły mu się wielkie i zaczął się jąkać.
- no chodź kochanie. To tylko chwila.
Po chwili maszerowaliśmy już szerokimi korytarzami mijając kolorowe wystawy sklepów.
Nati człapała się jakby miała wszystko gdzieś.
- co ty odstawiasz? – szepnęłam
- jestem niewyspana…
- idziemy na kawę. Na dobrą mocna kawę co wy na to?
James przytaknął a na twarzy Nati od razu pojawił się mega wielki uśmiech
- i na ciastko…- dodała rozmarzona
Kilka minut później siedzieliśmy już w jakiejś kawiarni.
Ja rozkoszowałam się smakiem kawy z syropem kokosowym ^^ Nati wcinała jakiegoś wielkiego ptysia a James pił zwykłą, mocną czarną.
- o tak…tego mi było trzeba – wyszeptałam zadowolona i dziękowałam w myślach temu kto sprowadził kawę.
Oparłam głowę o ramię Jamesa i spojrzałam na Nati, która jeszcze męczyła się ze swoim ptysiem.
- o tak…ja też…- wykrztusiła prawie dławiąc się tym co miała w ustach
- no to wracamy do poszukiwania jakiejś sukienki ale tak mi się nie chce – wtuliłam się mocniej w Jamesa
- no już weź się do niego tak nie klej. W domu odbijecie sobie to wszystko.
Rozejrzała się w koło i szepnęła całkiem poważnym głosem
- tutaj są dzieci
Razem z Jamesem w tej samej chwili dostaliśmy takiego ataku głupawki, że ludzie siedzący kilka stolików przed nami postanowili przenieść się w bardziej ustronne i mniej dzikie miejsce.
- ja już z wami nigdzie nie wychodzę. Dobrali się wariaci.
- no dobra już, już – powiedziałam prawie przez łzy i opanowując śmiech.
Po chwili już siedzieliśmy w sklepie z ciuchami.
- nie ta nie…jest różowa – skwitowałam a ekspedientka, która miała na sobie przeraźliwie różową kiecke obrzuciła mnie wrednym spojrzeniem
- wiesz co – szturchnęłam ja w ramię – wychodzimy
Po dwóch godzinach chodzenia miałyśmy na swoim koncie aż…nic
- jak to możliwe, że w takim sklepie nie ma nic? Kompletnie nic?! – syknął James obejmując mnie delikatnie
- tak czasem bywa… - skwitowałam
- czasem?! – obrzucił mnie wzrokiem pełnym niezrozumienia
- o jest! Patrz Nati! – szturchnęłam ją mocniej.
Biedna była tak zmęczona, że prawie wypadła przez barierkę przy której szła
- cooo? – wymamrotała
- kiecke ci znalazłam – syknęłam, wyrwałam się Jamesowi z objęć i pognałam do sklepu.
Była to śliczna, lazurowa sukienka z delikatnymi złotymi wstawkami.
- masz. Przymierzaj – wcisnęłam jej do ręki i wepchnęłam do przymierzalni.
- ona to przechodzi gorzej niż ja – stwierdził James
Nie komentowałam tego chociaż…taka była prawda…
Po chwili wyczłapała się z przymierzalni i stanęła przede mną.
- pięknie…- wyszeptałam – bierzemy – dodałam z szerokim uśmiechem na ustach i wepchnęłam ja z powrotem.
- wreszcie – szepnął James gdy byliśmy już na parkingu.
Powietrze cudownie mnie orzeźwiło.
Wsiedliśmy do samochodu. Zaczęło się już pomału ściemniać.
- James dziś jest Titanic w telewizji…
- nie myśl, że będę z tobą oglądał takie łzawe filmy. Na pewno nie…
- Alex tez nie będzie ze mną tego oglądał już mi to zapowiedział – powiedziała Nati wyraźnie ożywiona żując coś.
Odwróciłam się w jej stronę. W ręce miała chyba z 10 cukierków.
- skąd to masz?
- leżało przy ladzie to sobie pozwoliłam zabrać parę. Chcesz? – wyciągnęła w moim kierunku rękę
- nie dzięki…
Opadłam na siedzenie zmęczona tym wszystkim. Teraz tylko jak najszybciej do domu.
- mam ją pokazać Alexowi? – krzyczała Nati gdy szła w stronę swojej klatki
- jak chcesz. Do zobaczenia! – nie miałam już nawet siły jej machnąć. Byłam wykończona.
- James chcę do łóżka…- wyszeptałam i oparłam się o niego w windzie
- ja też…- oparł się o moja głowę
- ale bedziemy ogladać tego Titanica co?
- i tak zasnę…
- będziemy...
Zrobiłam sobie mocnej, gorącej herbaty i położyłam się obok niego.
- kochanie nie gniewaj się jak odpłynę…
- nie no co ty skarbie jak chcesz to śpij – pocałowałam go i ułożyłam się wygodnie
Przy końcówce filmu prawie miałam odlot. James zasnął.
Z tego jakże cudownego amoku wyrwał mnie dźwięk telefonu.
- co znowu…- wyszeptałam i chwyciłam telefon
- co?
- jak to co?! – usłyszałam piskliwy głos Nati – robicie coś?!
- James śpi a ja…
- budź go i przychodźcie do nas. Mamy film – zaświergotała
- taaa my też mamy…
- gówno mnie to obchodzi my mamy lepszy. Ruszaj tyłek i chodź.
Po chwili usłyszałam w słuchawce tylko głuchy odgłos
- nawet mi do słowa nie pozwoliła dojść…- mruknęłam
- James kochanie…Chodź idziemy do Mahonów…No wstawaj bo mnie zaszlachtuje
- oszalałaś – wymruczał rozbudzony – czy oni nie mają co do roboty
- no chodź…powiedziała, że mają cos do jedzenia…
Otworzył oczy i spojrzał na mnie
- jaki mają film?
- lepszy…- wyszeptałam i położyłam mu głowę na klacie
- no to idziemy
Świeże, mroźne powietrze orzeźwiło mnie dość brutalnie.
Po chwili byliśmy już pod drzwiami Nati i Alexa.
- dlaczego tak późno?! – krzyknęła Nati z przerażeniem w oczach
- co oglądacie?
- chodźcie to umrzecie na zawał…- złapała nas za ręce i zaciągnęła siła do pokoju
Ałtumn:
O rany, ale dałyśmy czadu.
Chyba grubo przesadziłyśmy....a zwłaszcza ja z Alexem. Wyszłam na wstrętną niewdzięcznicę. To był pierwszy i ostatni raz. Będę się musiała gęsto tłumaczyć.
Miałam tak straszne wyrzuty sumienia jak jeszcze nigdy.
Wczoraj rano czułam się jak bogini, a dzisiaj zostałam zdeklasowana do pozycji podłej suki...
Wiedziałam, że Alex nie będzie kontaktował na drugi dzień i powinnam być przy nim, biegając ze szklankami wody i zimnymi okładami, a ja jeszcze bardziej go dobijałam.
Niech szlag trafi te moje cudowne pomysły.
Ostatnim razem widziałam go jak zbierał się z dywanu, o który potknął się już chyba setny raz tego dnia. Siedząc przez cały ten czas miałam tylko nadzieję, że nie powlókł się z powrotem do domu.
Namoczyłam więc ręcznik w zimnej wodzie i skierowałam się do salonu, cichutko już tym razem otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że Alex leży na kanapie, trzymając się za czoło.
-Alex...
Nawet się nie ruszył. Kurde.
-Ehm...Alex, słyszysz mnie...
-Od rana nie słyszę nic innego tylko wasze wrzaski...-powiedział z wyrzutem, otwierając lekko oczy.
-Masz mnie zamiar tym udusić?- zapytał wskazując na ręcznik.
W innej sytuacji odszczeknęłabym się, ale w tej chwili nie potrafiłam się na niego gniewać. Był taki biedny i zmarnowany, że zachciało mi się płakać. Usiadłam na brzeżku kanapy, i delikatnie zdejmując jego rękę z
czoła, położyłam mu na nim zimny ręcznik.
-Cóż za odmiana...- mruknął, ale na jego twarzy zobaczyłam wyraźną ulgę- A gdzie schowałaś swoje rogi? Zachowywałaś się dzisiaj jak szatan...
-Wiem...wiem i przepraszam...- powiedziałam poważnie patrząc mu prosto w oczy. Były jakieś szare i mętne...zupełnie jak nie oczy mojego Alexa...
-Zachowałam się jak ostatnia szuja...
-Yhym...
-Powinnam być przy tobie...
-Yhym...
-A nie byłam...
-Ok, ok...wystarczy już tego użalania się nad sobą. My też...trochę przesadziliśmy. Nikt tu nie jest bez winy...-mówił jak tylko mógł najciszej- Ale...- dodał- Nie muszę chyba pytać czyj to był pomysł...
Zaśmiałam się głupkwato, nie wiedząc gdzie podziać oczy.
-W sumie to dałyście nam niezłą nauczkę...
HA.
-Myślę, że zapamiętamy ją do kolejnego wieczoru kawalerskiego...-dodał po chwili.
Trzepnęłam go lekko w ramię, na co zasyczał z bólu, przykładając rekę do mokrego ręcznika.
-Błagam cię...gdybyś tyle razy przewróciła się przez ten cholerny dywan...- wystękał.
-No już już. Prześpij się. Sen dobry na wszystko słonko- powiedziałam, okrywając go jakimś kocem i wychodząc po cichutku z pokoju.
Oparłam się o drzwi i odetchnęłam głęboko, po chwili zerknęłam w bok i zobaczyłam, że Ann robi to samo. Bojąc się wybuchnąć głośnym śmiechem, kiwnęłam na nią ręką i co sił popędziłyśmy do kuchni. Zamknęłyśmy za sobą drzwi, otworzyłyśmy okno i dostałyśmy ataku głupawki, dławiąc się histerycznym śmiechem na pół osiedla.
Kiedy nam w końcu przeszło, w kuchni było juz cholernie zimno.
-Ale w pewnej chwili wcale nie było mi do śmiechu...- powiedziała Ann, ocierając łzę z policzka.
-Mnie też- odparłam poważnie, grzejąc ręce nad kaloryferem- Za parę dni zrobią to samo.
-Taaa...a my będziemy odgrywać kochające żony i biegać wokół nich z mokrymi okładami i szklankami zimnej wody.- szepnęła ironicznie.
-Niedoczekanie.
-Kochanieee...-usłszałam cichy jęk Alexa.
-Poczekaj- i rzuciłam się do salonu. Po chwili wpadając do kuchni, napełniłam szklankę wodą mineralną z lodówki i mocząc gorący już ręcznik. z powrotem pobiegłam do pokoju, o mało nie potykając się o ten przeklęty dywan. Kiedy wrociłam do kuchni Ann mierzyła mnie wzrokim, nie dowierzając w cały ten maraton, który przed nią odstawiłam.
-No co...- szepnęłam zawstydzona- Nie ma siły, żeby wstać...- zaczęłam się tłumaczyć, ale mi przerwała.
-Świetnie, widzę, że już cię wytresował.
-Daj mi spo...- syknęłam , ale brutalnie przerwało mi wołanie Dżemyka z sypialni.
-Chwila- rzuciła Ann, wypadając z kuchni i odstawiając takie samo przedstawienie jak ja przed chwilą.
-Nie ma dla nas nadziei...- powiedziałam, kręcąc głową, kiedy wróciła.
-Nie ma...
-OK, późno już, zgarne jakoś Alexa z tej kanapy i spróbuję dociągnąć do domu- powiedziałam po jakiejś pół godzinie, bezczynnego siedzenia w kuchni- Ucałuj ode mnie James'a i...wiesz...przeproś go ode mnie za ten wyskok...
-Jasne.
Alex miał pewne obawy przed wsiadaniem do windy, ale kiedy przypomniał sobie, że jesteśmy na siódmym piętrze, zrezygnował natychmiast ze schodów, opierając czoło o zimne, metalowe drzwi.
-Lepiej się czujesz?- zapytałam nieśmiało.
-Poczuję się dobrze, jak znajdę się w łóżku- odpowiedział, nie wiedziałam, czy jeszcze się na mnie boczy, czy już mu przeszło. Nadal nie do końca potrafiłam go rozszyfrować.
-Jeszcze chwilka...
Już w windzie naszego wieżowca, Alex wysiadł na trzecim piętrze:
-Jedź, zaraz do ciebie dojdę...
-Alex jeszcze pięć pięter, jesteś pewien, że da...- i drzwi zatrzasnęły mi sie przed nosem.
- Fantastycznie.
Czy moje życie mogłoby wrócić do normalności chociaż na pół dnia...albo na 10 minut...wystarczy, żeby wjechać spokojnie na ósme piętro.
Cyrk na kółkach i wesoły autobus. Dwa bonusy w jednym.
Weszłam do mieszkania i nie rozbierając się, przygotowałam łóżko w sypialni, stawiając na stoliku butelkę z wodą mineralną i szklankę.
Moje sumienie będzie mnie ścigać nawet w snach. Było wielkości kosmosu i tak szybko nie zmaleje. Postanowiłam więc zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby naprawić swój błąd. Choćbym miała skakać jak tresowany piesek.
Zdąrzyłam już zrobić sobie gorącej herbaty a Alexa wciąż nie było widać. Utknął pewnie gdzieś na półpiętrze i zbiera się na odwagę, żeby wejść do windy.
Drzwi jednak otworzyły się powoli i wszedł. Nie odzywając się słowem, natychmiast skierował się do sypialni.
Dochodziła 22, więc zupełnie nie moja godzina, jeżeli chodzi o sen, ale byłam tak zmęczona ostatnimi wydarzeniami, że powlokłam się zaraz za Alexem, marząc tylko i wyłącznie o cieplutkim łóżku.
Ilość dni do ślubu 3
Rano obudził mnie przeraźliwy dzwonek mojej komórki. Alex zaczął coś mamrotać pod nosem, więc nie chcąc mu przeszkadzać, wystrzeliłam z łóżka, wpadając do łazienki i odbierając telefon:
-Czyś ty zwariowała!- syknęłam- Jest 9 rano! Chcesz żeby mnie własnymi rękami zamordował!
-Będziesz wreszcie cicho czy nie!Czas dotrzymać mojej części umowy, wskakuj w ciuchy, zaraz po ciebie wpadam i idziemy do sklepu.
O Boże. Nie.
Jam:
- Matko gdzie ona jest – siedziałam w samochodzie i co chwila spoglądałam w stronę klatki
- wiesz jak ona się grzebie. Zaraz będzie – powiedział James i zaczął stukać palcami o kierownice w rytm tym razem spokojniejszej muzyki, która nawet mi się podobała.
- idzie! – oderwałam dłonie od deski rozdzielczej i opadłam delikatnie w fotel
Otworzyły się drzwi i do cieplutkiego samochodu wleciało chłodne powietrze.
- Jak zimno…- wysapała rzucając się na tylnie siedzenie
- a on co tu robi? – zapytała z diablikami w oczach
- ja dzisiaj robie za waszego kierowcę. Coś się nie podoba? To nie daleko możesz się przejść.
- och przestańcie! Czy w ciągle musicie się o coś kłócić? Jedź! – uderzyłam w kierownice i obróciłam się w kierunku Nati, która miała niewyraźną minę
- co się stało?
- Alex wczoraj odstawił kabaret z windą…
Spojrzałam na nią dziwnym wzrokiem bo szczerze przyznam, że nie rozumiałam co do mnie mówi.
- co zrobił? – zapytałam jeszcze bardziej dobitnie
- właził po schodach bo bał się windy
Zupełnie niekontrolowanie zaczęłam się śmiać.
- no bardzo śmieszne – skwitowała Nati
Nie mogłam się opanować. Na twarzy Jamesa też pojawił się uśmiech.
- a ty się nie śmiej – w jednej chwili zrobiłam się poważna – wczoraj też odstawiłeś niezłe przedstawienie
Spojrzał w okno obrażony. No cóż uraziłam jego męską dumę ale czasem trzeba.
- a co zrobił – Nati momentalnie się ożywiła a James oparł głowę o szybę i starał się na mnie nie patrzeć.
- to jest nasza słodka tajemnica…- szepnęłam i pocałowałam go w policzek
- pffff – Nati prychnęła jak kot i opadłam z powrotem na siedzenie
Po godzinie w której większość czasu staliśmy w korkach dotarliśmy do centrum handlowego.
James zaparkował na parkingu.
- no dobra wysiadajcie. Ja tu na was poczekam.
- o nie skarbie – uśmiechnęłam się promiennie – ty idziesz z nami kochanie.
Oczy zrobiły mu się wielkie i zaczął się jąkać.
- no chodź kochanie. To tylko chwila.
Po chwili maszerowaliśmy już szerokimi korytarzami mijając kolorowe wystawy sklepów.
Nati człapała się jakby miała wszystko gdzieś.
- co ty odstawiasz? – szepnęłam
- jestem niewyspana…
- idziemy na kawę. Na dobrą mocna kawę co wy na to?
James przytaknął a na twarzy Nati od razu pojawił się mega wielki uśmiech
- i na ciastko…- dodała rozmarzona
Kilka minut później siedzieliśmy już w jakiejś kawiarni.
Ja rozkoszowałam się smakiem kawy z syropem kokosowym ^^ Nati wcinała jakiegoś wielkiego ptysia a James pił zwykłą, mocną czarną.
- o tak…tego mi było trzeba – wyszeptałam zadowolona i dziękowałam w myślach temu kto sprowadził kawę.
Oparłam głowę o ramię Jamesa i spojrzałam na Nati, która jeszcze męczyła się ze swoim ptysiem.
- o tak…ja też…- wykrztusiła prawie dławiąc się tym co miała w ustach
- no to wracamy do poszukiwania jakiejś sukienki ale tak mi się nie chce – wtuliłam się mocniej w Jamesa
- no już weź się do niego tak nie klej. W domu odbijecie sobie to wszystko.
Rozejrzała się w koło i szepnęła całkiem poważnym głosem
- tutaj są dzieci
Razem z Jamesem w tej samej chwili dostaliśmy takiego ataku głupawki, że ludzie siedzący kilka stolików przed nami postanowili przenieść się w bardziej ustronne i mniej dzikie miejsce.
- ja już z wami nigdzie nie wychodzę. Dobrali się wariaci.
- no dobra już, już – powiedziałam prawie przez łzy i opanowując śmiech.
Po chwili już siedzieliśmy w sklepie z ciuchami.
- nie ta nie…jest różowa – skwitowałam a ekspedientka, która miała na sobie przeraźliwie różową kiecke obrzuciła mnie wrednym spojrzeniem
- wiesz co – szturchnęłam ja w ramię – wychodzimy
Po dwóch godzinach chodzenia miałyśmy na swoim koncie aż…nic
- jak to możliwe, że w takim sklepie nie ma nic? Kompletnie nic?! – syknął James obejmując mnie delikatnie
- tak czasem bywa… - skwitowałam
- czasem?! – obrzucił mnie wzrokiem pełnym niezrozumienia
- o jest! Patrz Nati! – szturchnęłam ją mocniej.
Biedna była tak zmęczona, że prawie wypadła przez barierkę przy której szła
- cooo? – wymamrotała
- kiecke ci znalazłam – syknęłam, wyrwałam się Jamesowi z objęć i pognałam do sklepu.
Była to śliczna, lazurowa sukienka z delikatnymi złotymi wstawkami.
- masz. Przymierzaj – wcisnęłam jej do ręki i wepchnęłam do przymierzalni.
- ona to przechodzi gorzej niż ja – stwierdził James
Nie komentowałam tego chociaż…taka była prawda…
Po chwili wyczłapała się z przymierzalni i stanęła przede mną.
- pięknie…- wyszeptałam – bierzemy – dodałam z szerokim uśmiechem na ustach i wepchnęłam ja z powrotem.
- wreszcie – szepnął James gdy byliśmy już na parkingu.
Powietrze cudownie mnie orzeźwiło.
Wsiedliśmy do samochodu. Zaczęło się już pomału ściemniać.
- James dziś jest Titanic w telewizji…
- nie myśl, że będę z tobą oglądał takie łzawe filmy. Na pewno nie…
- Alex tez nie będzie ze mną tego oglądał już mi to zapowiedział – powiedziała Nati wyraźnie ożywiona żując coś.
Odwróciłam się w jej stronę. W ręce miała chyba z 10 cukierków.
- skąd to masz?
- leżało przy ladzie to sobie pozwoliłam zabrać parę. Chcesz? – wyciągnęła w moim kierunku rękę
- nie dzięki…
Opadłam na siedzenie zmęczona tym wszystkim. Teraz tylko jak najszybciej do domu.
- mam ją pokazać Alexowi? – krzyczała Nati gdy szła w stronę swojej klatki
- jak chcesz. Do zobaczenia! – nie miałam już nawet siły jej machnąć. Byłam wykończona.
- James chcę do łóżka…- wyszeptałam i oparłam się o niego w windzie
- ja też…- oparł się o moja głowę
- ale bedziemy ogladać tego Titanica co?
- i tak zasnę…
- będziemy...
Zrobiłam sobie mocnej, gorącej herbaty i położyłam się obok niego.
- kochanie nie gniewaj się jak odpłynę…
- nie no co ty skarbie jak chcesz to śpij – pocałowałam go i ułożyłam się wygodnie
Przy końcówce filmu prawie miałam odlot. James zasnął.
Z tego jakże cudownego amoku wyrwał mnie dźwięk telefonu.
- co znowu…- wyszeptałam i chwyciłam telefon
- co?
- jak to co?! – usłyszałam piskliwy głos Nati – robicie coś?!
- James śpi a ja…
- budź go i przychodźcie do nas. Mamy film – zaświergotała
- taaa my też mamy…
- gówno mnie to obchodzi my mamy lepszy. Ruszaj tyłek i chodź.
Po chwili usłyszałam w słuchawce tylko głuchy odgłos
- nawet mi do słowa nie pozwoliła dojść…- mruknęłam
- James kochanie…Chodź idziemy do Mahonów…No wstawaj bo mnie zaszlachtuje
- oszalałaś – wymruczał rozbudzony – czy oni nie mają co do roboty
- no chodź…powiedziała, że mają cos do jedzenia…
Otworzył oczy i spojrzał na mnie
- jaki mają film?
- lepszy…- wyszeptałam i położyłam mu głowę na klacie
- no to idziemy
Świeże, mroźne powietrze orzeźwiło mnie dość brutalnie.
Po chwili byliśmy już pod drzwiami Nati i Alexa.
- dlaczego tak późno?! – krzyknęła Nati z przerażeniem w oczach
- co oglądacie?
- chodźcie to umrzecie na zawał…- złapała nas za ręce i zaciągnęła siła do pokoju
Ostatnio zmieniony 2008-02-16, 21:36 przez Tanira, łącznie zmieniany 2 razy.
John Abruzzi
SUPER
no cóż... ja tak czasami też mam


Tanira pisze:- ona to przechodzi gorzej niż ja – stwierdził James
Nie komentowałam tego chociaż…taka była prawda…
Tanira pisze:- budź go i przychodźcie do nas. Mamy film – zaświergotała
- taaa my też mamy…
- gówno mnie to obchodzi my mamy lepszy. Ruszaj tyłek i chodź.
o LOLTanira pisze: -Taaa...a my będziemy odgrywać kochające żony i biegać wokół nich z mokrymi okładami i szklankami zimnej wody.- szepnęła ironicznie.
-Niedoczekanie.
-Kochanieee...-usłszałam cichy jęk Alexa.
-Poczekaj- i rzuciłam się do salonu. Po chwili wpadając do kuchni, napełniłam szklankę wodą mineralną z lodówki i mocząc gorący już ręcznik. z powrotem pobiegłam do pokoju, o mało nie potykając się o ten przeklęty dywan. Kiedy wrociłam do kuchni Ann mierzyła mnie wzrokim, nie dowierzając w cały ten maraton, który przed nią odstawiłam.
-No co...- szepnęłam zawstydzona (...) przerwało mi wołanie Dżemyka z sypialni.
-Chwila- rzuciła Ann, wypadając z kuchni i odstawiając takie samo przedstawienie jak ja przed chwilą.
-Nie ma dla nas nadziei... (...)
-Nie ma...
Ostatnio zmieniony 2008-02-16, 21:38 przez *Madziula*, łącznie zmieniany 1 raz.
Michael Scofield
przepraszam bardzo >< bo aż ja się tu muszę odezwać xD co to znaczy PISKLIWY? xDpiskliwy głos Nati
Michael Scofield
piskliwy znaczy piskliwy xD to takie dźwięki ktore czasem wydajesz w rozmowie ze mną xD
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
ja to przemilcze...
Michael Scofield
wcale, że kurde nie!to takie dźwięki ktore czasem wydajesz w rozmowie ze mną xD
dlaczego?^^ja to przemilcze...
Michael Scofield
OO mamy się bać? xDSofia pisze:ja to przemilcze...
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
nie jednak nie przemilcze.. to jest CUDOWNE, BOSKIE, WSPANIAŁE, SUPER itp, itd...
;-) 
nie bójcie się
nie bójcie się
Ostatnio zmieniony 2008-02-16, 21:45 przez Sofia, łącznie zmieniany 1 raz.
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Hahahahaha-Masz mnie zamiar tym udusić?- zapytał wskazując na ręcznik.
No ja nie mogę... Nie mogę z Was... XD XD XD-Błagam cię...gdybyś tyle razy przewróciła się przez ten cholerny dywan...- wystękał.
Obie siebie warte-No co...- szepnęłam zawstydzona- Nie ma siły, żeby wstać...- zaczęłam się tłumaczyć, ale mi przerwała.
-Świetnie, widzę, że już cię wytresował.
-Daj mi spo...- syknęłam , ale brutalnie przerwało mi wołanie Dżemyka z sypialni.
-Chwila- rzuciła Ann, wypadając z kuchni i odstawiając takie samo przedstawienie jak ja przed chwilą.
Pewne obawy!Alex miał pewne obawy przed wsiadaniem do windy
To świetne podsumowanie całej Waszej twórczości!Cyrk na kółkach i wesoły autobus.
Tak... Nasz dzielny i niezawodny agent specjalny Alexander Mahone... XD XD XD XD XD XD XD- właził po schodach bo bał się windy
Typowe ^^- no dobra wysiadajcie. Ja tu na was poczekam.
- o nie skarbie – uśmiechnęłam się promiennie – ty idziesz z nami kochanie.
Oczy zrobiły mu się wielkie i zaczął się jąkać.
Jahaha, zabiło mnie to XD Już sobie wyobrażam zasiniałe oczy ledwo żywego James'a... A tu do tych świrów Mahonów jeszcze trza wstawać! XD- James kochanie…Chodź idziemy do Mahonów…No wstawaj bo mnie zaszlachtuje
No Dziewczyny, odcinek BOSKI
:* :* :*
Ostatnio zmieniony 2008-02-16, 21:45 przez Babydoll, łącznie zmieniany 1 raz.
Michael Scofield
kochające żony ^^
Michael Scofield
hehe, to było 1408 xD akurat wtedy oglądałam i wpadł nam taki pomysł do głowy xD i tysiąc innych, ale to później xD
Michael Scofield
tylko że ten pomysł to się prawdą okazał OO
Michael Scofield
Posty: 3654
Rejestracja: 2007-11-01, 12:12
fajniutkie
a te porównania Natalii do kota takie zaskakujące:
a te porównania Natalii do kota takie zaskakujące:
i kto powiedział ze nawet po takim dniu jak dzisiejszy nie mozna sobie poprawic humoru? ;-)Tanira pisze:Nati prychnęła jak kot i opadłam z powrotem na siedzenie
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Nasze kochane Pisarki potrafią poprawić humor jak nikt innyB... pisze: kto powiedział ze nawet po takim dniu jak dzisiejszy nie mozna sobie poprawic humoru
Michael Scofield
Bo szczerze powiedziawszy jak mi się coś nie podoba, to zawsze tak...prycham ^^