Michael Scofield
kocham was :*
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
a my ciebie nie ^^
nie no żartuje ;*
nie no żartuje ;*
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
świetne dziewwczyno masz talent;]i wyobraźnie;] dwie z wielu ważnych rzeczy w życiu:)
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
i to by mi sie przydalo bo jak ja chce cos zrobic to nie mam zadnego tworczego pomysluxaneta pisze:i wyobraźnie;]
Michael Scofield
jutro bedzie albo w poniedziałek...ale raczej bardziej prawdopodobny jest poniedziałek
Michael Scofield
co tak długo ??? takie przerwy negatywnie działają na moją psychike ;-D
Michael Scofield
o kuwa faa xD nie moge... xDDU*A TAM MARIUSZ MIX KOLANKO!! xD
Michael Scofield
kuwa faaaaaaaaaaaa xD minutka xDmorgoth1993 pisze:prZykro mi... fanom odbiło... zabili Mariusza Mixa Kolanko... minutka ciszy dla reporterka...
Michael Scofield
Siedziałam na marmurowych schodach, które prowadziły do hotelu. Słońce grzało strasznie mocno. Lincoln usiadł obok mnie.
- dlaczego nic nie mówisz? – zapytałam po 10 minutach niezręcznej ciszy
- Bagwell nie żyje. Michael i Mahone są w Sonie. Nie ma o czym rozmawiać.
- nie musisz mówić, że to moja wina…- szepnęłam robiąc palcem kółka na wypolerowanym marmurze.
- to nie była niczyja wina. Bagwell zawsze był wariatem. Dostał to na co zasłużył jeszcze w Fox River.
- co on tutaj robił? Przecież rozdzieliliśmy się już dawno. W jaki sposób dowiedział się, że jesteśmy tutaj?
- być może to był przypadek… chociaż nie wierze w takie przypadki. Nie wiem… Bagwell zawsze umiał się odnaleźć.
Zamknęłam oczy i wystawiłam twarz do słońca.
Tęskniłam za Mikem. Teraz czułam to całym sercem. On uratował mi życie. A Alex? Nigdy bym nie pomyślała, że zrobi to co zrobił.
- a ten twój James… kim on jest?
Zaczyna się. Wywiad rodzinny.
- Linc proszę cię…
- kim on jest? – powtórzył wolniej i jeszcze wyraźniej
- rybakiem. Zwykłym rybakiem – szepnęłam i wróciłam do rysowania kółek
Czułam na sobie jego wzrok.
- czy wy…no wiesz…
Spojrzałam na niego pytająco.
- no czy…czy on i ty…- szeptał
- nie rozumiem cię…możesz mówić po ludzku?
Linc zrobił się czerwony na twarzy.
- no czy wy się…- wyszeptał znowu i zaczął cos robić z rekami.
Dopiero po chwili zorientowałam się o co chodzi.
Obrzuciłam go gniewnym spojrzeniem.
- nie twoja sprawa – syknęłam
- jesteś moją siostrą! – oburzył się i wstał
Spojrzałam w górę. Chwila wydała mi się strasznie śmieszna ale widząc wyraz jego twarzy powstrzymałam się od wybuchnięcia śmiechem.
- to nie znaczy, że musze ci się spowiadać z takich rzeczy. Chodź…- szepnęłam – pojedziemy do Michaela.
Gdy zbliżał się wieczór wydawało się, że słońce pali najmocniej.
Sona pięknie stapiała się z pomarańczowym już niebem.
Wysiadłam z samochodu i spojrzałam w stronę drzwi za którymi ostatnio zniknął James.
Tak bardzo za nim tęskniłam…
Weszliśmy do dyżurki.
- Michael Scofield
Wyszeptał Linc rozglądając się po pomieszczeniu.
- tędy… - wskazał dłonią strażnik i po chwili usłyszeliśmy jak wzywa Michaela przez głośnik.
Znowu palące kraty.
Przekleństwo.
Z gorąca wszystko rozmazywało mi się przed oczami.
- przyszliście….po co?
Usłyszałam głos swojego brata.
- Mike nie bądź śmieszny – wyszeptał Linc gdy Michael chwycił krat.
- jak się czujesz? Zapytałam dotykając jego ręki.
Nie odpowiedział.
- uratowałeś mi życie…
- to był mój obowiązek.
- kiedy wyjdziesz?
- kiedy wyciągnę stąd pewnego człowieka, którego znasz.
- Alexa?
Zaśmiał się cicho i puścił moją dłoń.
- Jamesa Whistlera
Stałam jak zahipnotyzowana. James? Ale po co James?
- przyszedł dziś do mnie jakiś facet – zaczął – mówił, że ma dla mnie akt ułaskawienia ale da mi go dopiero gdy zobaczy tego Whistlera na wolności. Ann kim on jest?
- rybakiem…- szepnęłam nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
Mike zaśmiał się znowu.
- jesteś za bardzo łatwowierna wiesz…
Z głośników popłynął komunikat o końcu wizyty.
- dowiedz się kim on jest – szepnął do Linca – bo ona tego nie zrobi.
Zebrała we mnie niewyobrażalna złość. Odepchnęłam rękę Linca i ruszyłam w stronę dyżurki.
Po policzkach popłynęły mi łzy. On mnie nie okłamał. Nie okłamał mnie. Po prostu nie mówił mi wszystkiego. Ale to nie było kłamstwo. Nie mógł mi zrobić czegoś takiego…Zatrzymałam się w dyżurce przed księgą wpisów. Strażnik spojrzał na mnie tak jakbym mu przeszkodziła w czymś ważnym.
- muszę się spotkać z Jamesem Whistlerem.
- jedna wizyta dziennie – odburknął leniwie
- NIE BYLAM DZIŚ U NIEGO BARANIE! Ryknęłam tak głośno, że prawie spadł z krzesła.
Po chwili do dyżurki wpadł Linc.
- co ty… nie będziesz się z nim spotykać – powiedział stanowczo i chwycił mnie za nadgarstek.
- ty już nie masz nic do powiedzenia – syknęłam i widząc, że strażnik chwyta za coś na kształt mikrofonu ruszyłam tą sama drogą co przed chwilą.
Oparłam głowę o płot i zacisnęłam mocno dłonie. Po chwili poczułam ciepło. Podniosłam oczy do góry.
- James…
Jego oczy. Te piękne błękitne oczy, które powodowały, że na mojej twarzy zawsze pojawiał się uśmiech.
- tęskniłem
W moich oczach zaszkliły się znowu łzy.
- ja nie mogę bez ciebie żyć…- szepnęłam chwytając go za rękę
Uśmiechnął się delikatnie.
- tylko nie mogę zrozumieć dlaczego kłamiesz…
Odsunął się nieznacznie ode mnie.
- nie kłamię. Nigdy bym ciebie nie okłamał – szeptał patrząc mi w oczy
- kim ty jesteś…
- Ann przecież wiesz… - powiedział to takim tonem jakby go to śmieszyło
- przecież wiesz kim jestem. Wiesz, że cię kocham.
Patrzyłam na niego i nic nie mówiłam.
Jego oczy zmieniły kolor z błękitu na głęboki granat.
- przysięgam ci – wyszeptał i chwycił mocniej moja rękę
- ja ci wierze tylko…tylko dlaczego mój brat ma cię stąd wyciągnąć?
Jego oczy już nie były granatowe. Były czarne.
- idź już – szepnął – pamiętaj, że cię kocham. Najmocniej na świecie.
Puścił moją rękę i ruszył w stronę drzwi.
Ruszyłam w swoją stronę dopiero gdy zniknął za drzwiami.
Usiadłam ciężko w samochodzie.
- i czego się dowiedziałaś od swojego księcia?
Miałam wrażenie, że obok mnie siedzi Michael tylko, że w ciele Linca.
- on nie kłamie – szepnęłam otwierając drzwi do pokoju hotelowego – jest tym kim mówi. Nie okłamał by mnie…
Lincoln milczał.
- on nie umie kłamać…- szepnęłam, otworzyłam drzwi i zamarłam bez ruchu
- ze wszystkich ludzi których znam Whistler umie kłamać najlepiej dziecino – powiedziała bardzo pewnie kobieta, która siedziała na łóżku.
Uśmiechnęła się szeroko i podeszła do Linca biorąc go pod rękę.
- a teraz na moment porwę ci brata – szepnęła z jeszcze szerszym uśmiechem i pociągnęła go mocno za sobą.
<tekst niewidoczy> <- miałam już nic nie mówić więc nie widzicie mojego zdania na ten temat ^^
- dlaczego nic nie mówisz? – zapytałam po 10 minutach niezręcznej ciszy
- Bagwell nie żyje. Michael i Mahone są w Sonie. Nie ma o czym rozmawiać.
- nie musisz mówić, że to moja wina…- szepnęłam robiąc palcem kółka na wypolerowanym marmurze.
- to nie była niczyja wina. Bagwell zawsze był wariatem. Dostał to na co zasłużył jeszcze w Fox River.
- co on tutaj robił? Przecież rozdzieliliśmy się już dawno. W jaki sposób dowiedział się, że jesteśmy tutaj?
- być może to był przypadek… chociaż nie wierze w takie przypadki. Nie wiem… Bagwell zawsze umiał się odnaleźć.
Zamknęłam oczy i wystawiłam twarz do słońca.
Tęskniłam za Mikem. Teraz czułam to całym sercem. On uratował mi życie. A Alex? Nigdy bym nie pomyślała, że zrobi to co zrobił.
- a ten twój James… kim on jest?
Zaczyna się. Wywiad rodzinny.
- Linc proszę cię…
- kim on jest? – powtórzył wolniej i jeszcze wyraźniej
- rybakiem. Zwykłym rybakiem – szepnęłam i wróciłam do rysowania kółek
Czułam na sobie jego wzrok.
- czy wy…no wiesz…
Spojrzałam na niego pytająco.
- no czy…czy on i ty…- szeptał
- nie rozumiem cię…możesz mówić po ludzku?
Linc zrobił się czerwony na twarzy.
- no czy wy się…- wyszeptał znowu i zaczął cos robić z rekami.
Dopiero po chwili zorientowałam się o co chodzi.
Obrzuciłam go gniewnym spojrzeniem.
- nie twoja sprawa – syknęłam
- jesteś moją siostrą! – oburzył się i wstał
Spojrzałam w górę. Chwila wydała mi się strasznie śmieszna ale widząc wyraz jego twarzy powstrzymałam się od wybuchnięcia śmiechem.
- to nie znaczy, że musze ci się spowiadać z takich rzeczy. Chodź…- szepnęłam – pojedziemy do Michaela.
Gdy zbliżał się wieczór wydawało się, że słońce pali najmocniej.
Sona pięknie stapiała się z pomarańczowym już niebem.
Wysiadłam z samochodu i spojrzałam w stronę drzwi za którymi ostatnio zniknął James.
Tak bardzo za nim tęskniłam…
Weszliśmy do dyżurki.
- Michael Scofield
Wyszeptał Linc rozglądając się po pomieszczeniu.
- tędy… - wskazał dłonią strażnik i po chwili usłyszeliśmy jak wzywa Michaela przez głośnik.
Znowu palące kraty.
Przekleństwo.
Z gorąca wszystko rozmazywało mi się przed oczami.
- przyszliście….po co?
Usłyszałam głos swojego brata.
- Mike nie bądź śmieszny – wyszeptał Linc gdy Michael chwycił krat.
- jak się czujesz? Zapytałam dotykając jego ręki.
Nie odpowiedział.
- uratowałeś mi życie…
- to był mój obowiązek.
- kiedy wyjdziesz?
- kiedy wyciągnę stąd pewnego człowieka, którego znasz.
- Alexa?
Zaśmiał się cicho i puścił moją dłoń.
- Jamesa Whistlera
Stałam jak zahipnotyzowana. James? Ale po co James?
- przyszedł dziś do mnie jakiś facet – zaczął – mówił, że ma dla mnie akt ułaskawienia ale da mi go dopiero gdy zobaczy tego Whistlera na wolności. Ann kim on jest?
- rybakiem…- szepnęłam nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
Mike zaśmiał się znowu.
- jesteś za bardzo łatwowierna wiesz…
Z głośników popłynął komunikat o końcu wizyty.
- dowiedz się kim on jest – szepnął do Linca – bo ona tego nie zrobi.
Zebrała we mnie niewyobrażalna złość. Odepchnęłam rękę Linca i ruszyłam w stronę dyżurki.
Po policzkach popłynęły mi łzy. On mnie nie okłamał. Nie okłamał mnie. Po prostu nie mówił mi wszystkiego. Ale to nie było kłamstwo. Nie mógł mi zrobić czegoś takiego…Zatrzymałam się w dyżurce przed księgą wpisów. Strażnik spojrzał na mnie tak jakbym mu przeszkodziła w czymś ważnym.
- muszę się spotkać z Jamesem Whistlerem.
- jedna wizyta dziennie – odburknął leniwie
- NIE BYLAM DZIŚ U NIEGO BARANIE! Ryknęłam tak głośno, że prawie spadł z krzesła.
Po chwili do dyżurki wpadł Linc.
- co ty… nie będziesz się z nim spotykać – powiedział stanowczo i chwycił mnie za nadgarstek.
- ty już nie masz nic do powiedzenia – syknęłam i widząc, że strażnik chwyta za coś na kształt mikrofonu ruszyłam tą sama drogą co przed chwilą.
Oparłam głowę o płot i zacisnęłam mocno dłonie. Po chwili poczułam ciepło. Podniosłam oczy do góry.
- James…
Jego oczy. Te piękne błękitne oczy, które powodowały, że na mojej twarzy zawsze pojawiał się uśmiech.
- tęskniłem
W moich oczach zaszkliły się znowu łzy.
- ja nie mogę bez ciebie żyć…- szepnęłam chwytając go za rękę
Uśmiechnął się delikatnie.
- tylko nie mogę zrozumieć dlaczego kłamiesz…
Odsunął się nieznacznie ode mnie.
- nie kłamię. Nigdy bym ciebie nie okłamał – szeptał patrząc mi w oczy
- kim ty jesteś…
- Ann przecież wiesz… - powiedział to takim tonem jakby go to śmieszyło
- przecież wiesz kim jestem. Wiesz, że cię kocham.
Patrzyłam na niego i nic nie mówiłam.
Jego oczy zmieniły kolor z błękitu na głęboki granat.
- przysięgam ci – wyszeptał i chwycił mocniej moja rękę
- ja ci wierze tylko…tylko dlaczego mój brat ma cię stąd wyciągnąć?
Jego oczy już nie były granatowe. Były czarne.
- idź już – szepnął – pamiętaj, że cię kocham. Najmocniej na świecie.
Puścił moją rękę i ruszył w stronę drzwi.
Ruszyłam w swoją stronę dopiero gdy zniknął za drzwiami.
Usiadłam ciężko w samochodzie.
- i czego się dowiedziałaś od swojego księcia?
Miałam wrażenie, że obok mnie siedzi Michael tylko, że w ciele Linca.
- on nie kłamie – szepnęłam otwierając drzwi do pokoju hotelowego – jest tym kim mówi. Nie okłamał by mnie…
Lincoln milczał.
- on nie umie kłamać…- szepnęłam, otworzyłam drzwi i zamarłam bez ruchu
- ze wszystkich ludzi których znam Whistler umie kłamać najlepiej dziecino – powiedziała bardzo pewnie kobieta, która siedziała na łóżku.
Uśmiechnęła się szeroko i podeszła do Linca biorąc go pod rękę.
- a teraz na moment porwę ci brata – szepnęła z jeszcze szerszym uśmiechem i pociągnęła go mocno za sobą.
<tekst niewidoczy> <- miałam już nic nie mówić więc nie widzicie mojego zdania na ten temat ^^
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Ooo nie, z tym się nie zgodzę !!Tanira pisze:Bagwell zawsze był wariatem. Dostał to na co zasłużył jeszcze w Fox River.
Ale z tym już takTanira pisze:Bagwell zawsze umiał się
Hm..czyżby to była Susan B. ?Tanira pisze: powiedziała bardzo pewnie kobieta, która siedziała na łóżku
Michael Scofield
Tanira pisze:NIE BYLAM DZIŚ U NIEGO BARANIE! Ryknęłam tak głośno, że prawie spadł z krzesła.
czasami trzeba tak głośno krzyknąc bo co niektorzy nie rozumieją jak się im mówi spokojnie ^^Tanira pisze:i widząc, że strażnik chwyta za coś na kształt mikrofonu ruszyłam tą sama drogą co przed chwilą.
słowa pewnie pani Susan B. ^^Tanira pisze:- ze wszystkich ludzi których znam Whistler umie kłamać najlepiej dziecino
cudowneee ;*
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
hoho
szkoda ze linc nie porwal autobusu xD

to mnie rozwaliloTanira pisze:- NIE BYLAM DZIŚ U NIEGO BARANIE!
Michael Scofield
Rany...aż zionie optymizmem ^^ Czytało mi się jakoś dziwnie...taka ciężka atmosfera...ale to oczywiście na plus...wczułam się...oby tak dalej albo i jeszcze lepiej ;* a za ten tekst niewidoczny to wiesz... ^^
Michael Scofield
świetne ... i ta tajenicza kobieta , czyzbyś zeswatała linca z Susan ?? ojjj kiedy kolejna częśc, bo te przerwy sa co raz dłuższe 
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Mi to na swatanie nie wygląda, a raczej na moment, gdy Lincoln dowie sięo tym układzie Firmy. ;-)patus1905 pisze:czyzbyś zeswatała linca z Susan
Michael Scofield
mi sie ewidentnie wydaje że tu sie coś kroiTanira pisze:która siedziała na łóżku.
Uśmiechnęła się szeroko i podeszła do Linca biorąc go pod rękę.
- a teraz na moment porwę ci brata – szepnęła z jeszcze szerszym uśmiechem i pociągnęła go mocno za sobą.
Michael Scofield
siabadaba-da będzie się działo! Super! 

hahaha.. jakbym słyszałam Linca xDTanira pisze:Bagwell nie żyje. Michael i Mahone są w Sonie. Nie ma o czym rozmawiać.
'powiedziała bardzo pewnie' - to na bank Susan B.!Tanira pisze:powiedziała bardzo pewnie kobieta, która siedziała na łóżku.
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Tanira ma dla ciebie wskazówkę do co ciągu dalszego. Nie trZymaj się kurczowo tych wydarzeń z serialu 
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Eeee... to do mniemorgoth1993 pisze:Tanira ma dla ciebie wskazówkę do co ciągu dalszego.
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
masz talent jak już wcześnie powiedziałam;]
Michael Scofield
dziekuje wam dziubki :*
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
o lol jednej literki brak i zmiana sensu xD
chodziło mi oto żebyś Tanira Nie trZymała się kurczowo tych wydarzeń z serialu
chodziło mi oto żebyś Tanira Nie trZymała się kurczowo tych wydarzeń z serialu
Michael Scofield
Najświeższe wieści: Po tygodniowym pobycie w szpitalu, Mariusz Mix Kolanko stratowany przez wściekły tłum powrócił na nogi...! Tzn na jedną, bo dugą stracił. Mariusz M. K. do boju! 
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
A mi się wydawało, że on zginąłagulec pisze:Po tygodniowym pobycie w szpitalu,
UUłaaa, musiało boleć... Ale życzęzdrówka xD !agulec pisze:powrócił na nogi...! Tzn na jedną, bo dugą stracił.
Michael Scofield
to były niepotwierdzone informacje nieokiełznanego tłumu xDAlexxa pisze:A mi się wydawało, że on zginął
A ja próbuję dopchać się do Taniry ciągnąc za sobą Mixa Kolanko, który czołga się po schodach, z zapytaniem kiedy dalsza część??