Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
dobree... mam jakies przeczucie ze cos sie tam kumuluje i niedlugo wybuchnie i nas pozabija xD
John Abruzzi
Tanira w 18 odc. napisałaś:
ale po za tą nieścisłością bardzo mi się podoba
a terazPomyślałam o Alexie. O tym bezwzględnym Alexie. On musi miec jakis słaby punkt. Cos co rozczula go tak samo jak mnie gdy myślę o Lincolnie i Michaelu. Dziecko? Nie wygląda na kochającego tatusia. Żona? Jeśli gdzieś jest współczuje jej.
ich czyżby Ann miała prorocze sny i widziała w nich ludzi, o których istnieniu tylko się domyślała?Tanira pisze:Na zdjęciu stał On. Uśmiechnięty. Obejmował swoją żonę. Przed nimi stał mały chłopiec, który bez wątpienia był jego synem. Te same oczy…
ale po za tą nieścisłością bardzo mi się podoba
Michael Scofield
to wlasnie miało tak wygladać i taki był zamiar
John Abruzzi
aha ;-)
Michael Scofield
chyba pisze za trudno ^^ ludzie mnie nie zorumieją *ryczy*
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Ponoć artyści bywają niezrozumianiTanira pisze:ludzie mnie nie zorumieją *ryczy*
Michael Scofield
Słonko ja cię rozumiem, interpretowałam już nie takie kwiatki ^^ Skoro tak miało być, to tak jest. Na szczęśie ja mam porównanie tego snu z kupą innych, które zostały niestety brutalnie usunięte z "krzynki odbiorczej ;P
Michael Scofield
jka tam zrozumiałm bez problemu... takie "prorocze sny"Tanira pisze:chyba pisze za trudno ^^ ludzie mnie nie zorumieją *ryczy*
Michael Scofield
oj wiem wiem...ja mam dziwne sny...ale no taka już jestem...i sie z tego strasznie ciesze xDAutumnLeaf pisze:Słonko ja cię rozumiem, interpretowałam już nie takie kwiatki ^^ Skoro tak miało być, to tak jest. Na szczęśie ja mam porównanie tego snu z kupą innych, które zostały niestety brutalnie usunięte z "krzynki odbiorczej ;P
Michael Scofield
ja myślę xD
tylko mnie się śnią psychopaci i mordercy, którzy mnie gonią xD
tylko mnie się śnią psychopaci i mordercy, którzy mnie gonią xD
Michael Scofield
mnie kiedyś gonił Alex 
Michael Scofield
epizod 20
Obudziły mnie delikatne promienie słońca. Otworzyłam oczy i wyjrzałam przez okno awionetki. Zamarłam. Wszędzie była woda.
- to morze karaibskie…- szepnął James kładąc mi głowę na ramieniu
- pięknie…- wyszeptałam i opadłam na siedzenie nie odrywając wzroku od wielkiego błękitu.
- niedługo będziemy na miejscu – powiedział dziarsko James
- już jesteśmy – dodał pilot i wskazał ręka przed siebie
Moim oczom ukazało się oblicze Panamy. Zobaczyłam przepiękne góry, które w blasku porannego słońca wydawały się być ze złota.
- tak ci się tu podoba? – zapytał cicho James
- tutaj jest przepięknie – wyszeptałam i chwyciłam machinalnie jego rękę.
Po chwili wylądowaliśmy na jakimś małym lotnisku.
- poczekaj na mnie przy tym samochodzie – James wskazał ręka na czarnego Jeep’a.
Oparłam się o auto i zamknęłam oczy. Moja twarz owiał delikatny, ciepły wiatr.
- Michael co ty kombinujesz? – myślałam
Po chwili dołączył do mnie James.
- i jak wrażenia?
- niewyobrażalne – wyszeptałam – nie myślałam, że tutaj jest tak pięknię.
- cos pięknego zobaczysz wieczorem – powiedział i uśmiechnął się delikatnie
Spojrzałam na niego z lekkim przerażeniem.
- eee…jak mam to rozumieć?
- na pewno nie tak jak teraz – uśmiechnął się promiennie i otworzył drzwi samochodu – wsiadaj. Jedziemy do mieszkania.
Usadowiłam się wygodnie na siedzeniu. Po chwili znaleźliśmy się w centrum. Nie było jeszcze południa a z nieba już lał się skwar. Pełno ludzi różnych narodowości. Mieszające się języki.
- James po jakiemu oni…
- po hiszpańsku – nie pozwolił mi dokończyć i uśmiechnął się szeroko
Stragany na ulicach. Krzyki dzieci i szczekanie psów.
- jak uroczo…- szepnęłam i wystawiłam głowę przez okno.
Moja uwagę przykuł mężczyzna w białej koszulce. Dałabym sobie rękę uciąć, że już gdzieś go widziałam.
Ten charakterystyczny akcent.
- co tam ciekawego widzisz?
- nie…wydawało mi się, że widziałam znajomego…
- tutaj? Światowa dziewczyna jesteś – uśmiechnął się szeroko
W głowie kołatała mi jedna myśl. Co Sucre tutaj robi?
Zatrzymaliśmy się przed białym szeregowcem. Przeszliśmy przez idealnie zielony trawnik i stanęliśmy przed drzwiami. James otworzył je szeroko.
- panie maja pierwszeństwo.
W środku było cudownie chłodno. Wystrój podobny do tego który zastałam w domu nad jeziorem. Jedno łóżko.
Spojrzałam na Jamesa wymownie.
- mam materac – szepnął nie patrząc na mnie i odsłonił zasłony
- dawno mnie tu nie było – szepnął i wyjrzał przez okno – chodź. Pokazę ci coś.
Wyciągnął do mnie rękę.
Stanęłam obok niego i oniemiałam. Widok z okna ukazywał wyłaniającą się zza drzew piękną plaże i…
- ocean? – zapytałam cicho
- ocean…
Oparłam głowę o jego ramię i westchnęłam cicho.
- nie będę spać…ten widok jest tak boski, że nie pozwoli mi zasnąć – szeptałam
- zaraz idziemy do sklepu. Trzeba kupić jakieś ciuchy – rzucił James
- ty możesz chodzić bez…- szepnęłam zauroczona boskim widokiem
- taaaaa wole jednak nie narażać ludzi na taki stres – zaśmiał się cicho i objął mnie delikatnie – zbieramy się. Będziesz podziwiać wieczorem – szepnął mi do ucha.
James wypłacił pieniądze z bankomatu przed domem. Zastanawiało mnie skąd on je ma. Nie pytałam. Wiedziałam, że albo zacznie ściemniać albo po prostu nie powie nic.
Po paru godzinach chodzenia po tutejszych sklepach, wybieraniu kolorów koszulek i dżinsów usiadłam na ławce pod jakimś dachem. Gwar na ulicy wcale nie zelżał. Słońce świeciło jeszcze mocnej. Obok usiadł Whistler.
- nie musiałaś tak krzyczeć na tą kobietę, która wzięła nas za małżeństwo – zaniósł się histerycznym śmiechem.
Zgromiłam go wzrokiem.
- no bardzo śmieszne. Ja nie wyglądam tak staro jak ty – rzuciłam obrażona i zaczęłam grzebać w siatce.
- powiedz mi po co mi strój kąpielowy jak ja nie umiem pływać – szepnęłam
- nauczę cię
- o nie. Na pewno nie. Ja z tobą nie wchodzę do wody. Zresztą nie jestem tu na wakacjach. Ty tez nie.
- ale jesteś sztywna – szepnął a uśmiech nie znikał z jego ust
- nie jestem sztywna – prychnęłam
- nie dąsaj się już…- objął mnie ramieniem – wieczorem te wszystkie emocje opadną i pójdziemy na plaże. Nie będzie tam już tyle ludzi.
- nie lubię tłoku…
- zauważyłem – zaniósł się ponownie śmiechem
- wiesz co chyba będziemy wracać. Czuję, że muszę iść pod prysznic – spojrzałam na niego – i ty chyba tez.
Tym razem to ja uśmiechnęłam się diabelsko.
- jesteś wredna…- syknął
- wiem – powiedziałam z pełnym przekonaniem i uśmiechem na twarzy.
Po pół godzinie przebiliśmy się przez miasto i dotarliśmy do domu. Rzuciłam siatki na łóżko i popędziłam do łazienki.
- zimna woda, zimna woda…- mruczałam odkręcając kran.
Po 20 minutach owinięta ręcznikiem leżałam już na łóżku.
- jak dobrze…- szepnęłam i zamknęłam oczy
- no to teraz ja idę
- yhy…idź, idź…- szeptałam i czułam, że odpływam.
Po paru minutach faktycznie byłam w krainie snu jednak nic szczególnego się nie działo. Nikt nie zginął z własnej woli. Nikt nie zginął z czyjąś pomocą. Sielanka. Śnił mi się ocean. Bezkresny błękit. Ja siedziałam na samym brzegu. Wiatr delikatnie muskał moją twarz.
- ej…śpiąca królewno…
Poczułam, że ktoś dotyka moich ramion.
- pobudka…
Otwarłam delikatnie oczy. Byłam przekonana, że blask słońca mnie oślepi. W pokoju było jednak ciemno. Zobaczyłam obok siebie Jamesa.
- co…która jest godzina…- szeptałam cicho kładąc głowę na jego kolanach.
- jest 21
- że co?! – zerwałam się jak oparzona prawie uderzając go w brodę.
- spokojnie…ubierz się. Idziemy na spacer.
Ześlizgnęłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Założyłam na siebie nową, białą bluzkę.
- opaliłam się? Nie może być…- szeptałam patrząc w lustro
- już? – usłyszałam głos Jamesa zza drzwi
- już – otwarłam szeroko drzwi – jak wyglądam?
James otworzył delikatnie usta i wlepił we mnie wzrok.
- tak myślałam – uśmiechnęłam się szeroko i złapałam za koc, który leżał na łóżku.
- no ruszaj się…- szepnęłam
Delikatny wiatr rozwiał mi włosy gdy szliśmy po opustoszałej plaży. Fale delikatnie pieściły brzeg. Rozłożyłam koc, usiadłam i wlepiłam wzrok w fale. James usiadł obok mnie i zdjął koszulkę.
- tak ci gorąco? – zapytałam nie odrywając wzroku od białej piany, która zostawiały po sobie fale.
- idę się kąpać…- wstał nie zdejmując spodni – a ty…
- ja zostaję…
- a ty idziesz ze mną.
Jednym zwinnym ruchem wziął mnie na ręce.
- puszczaj mnie – syknęłam
- nie ma mowy
Poczułam na swoich plecach wodę.
- ty głupku ja jestem w rzeczach!
- ja tez. I co z tego?
Spojrzał mi prosto w oczy w których odbijał się blask księżyca, który zajął miejsce słońca.
- nic…- wyszeptałam
Niebo zdawało się zniżać,
Ścieśniać, I coraz bardziej ku ziemi przybliżać…
Obudziły mnie delikatne promienie słońca. Otworzyłam oczy i wyjrzałam przez okno awionetki. Zamarłam. Wszędzie była woda.
- to morze karaibskie…- szepnął James kładąc mi głowę na ramieniu
- pięknie…- wyszeptałam i opadłam na siedzenie nie odrywając wzroku od wielkiego błękitu.
- niedługo będziemy na miejscu – powiedział dziarsko James
- już jesteśmy – dodał pilot i wskazał ręka przed siebie
Moim oczom ukazało się oblicze Panamy. Zobaczyłam przepiękne góry, które w blasku porannego słońca wydawały się być ze złota.
- tak ci się tu podoba? – zapytał cicho James
- tutaj jest przepięknie – wyszeptałam i chwyciłam machinalnie jego rękę.
Po chwili wylądowaliśmy na jakimś małym lotnisku.
- poczekaj na mnie przy tym samochodzie – James wskazał ręka na czarnego Jeep’a.
Oparłam się o auto i zamknęłam oczy. Moja twarz owiał delikatny, ciepły wiatr.
- Michael co ty kombinujesz? – myślałam
Po chwili dołączył do mnie James.
- i jak wrażenia?
- niewyobrażalne – wyszeptałam – nie myślałam, że tutaj jest tak pięknię.
- cos pięknego zobaczysz wieczorem – powiedział i uśmiechnął się delikatnie
Spojrzałam na niego z lekkim przerażeniem.
- eee…jak mam to rozumieć?
- na pewno nie tak jak teraz – uśmiechnął się promiennie i otworzył drzwi samochodu – wsiadaj. Jedziemy do mieszkania.
Usadowiłam się wygodnie na siedzeniu. Po chwili znaleźliśmy się w centrum. Nie było jeszcze południa a z nieba już lał się skwar. Pełno ludzi różnych narodowości. Mieszające się języki.
- James po jakiemu oni…
- po hiszpańsku – nie pozwolił mi dokończyć i uśmiechnął się szeroko
Stragany na ulicach. Krzyki dzieci i szczekanie psów.
- jak uroczo…- szepnęłam i wystawiłam głowę przez okno.
Moja uwagę przykuł mężczyzna w białej koszulce. Dałabym sobie rękę uciąć, że już gdzieś go widziałam.
Ten charakterystyczny akcent.
- co tam ciekawego widzisz?
- nie…wydawało mi się, że widziałam znajomego…
- tutaj? Światowa dziewczyna jesteś – uśmiechnął się szeroko
W głowie kołatała mi jedna myśl. Co Sucre tutaj robi?
Zatrzymaliśmy się przed białym szeregowcem. Przeszliśmy przez idealnie zielony trawnik i stanęliśmy przed drzwiami. James otworzył je szeroko.
- panie maja pierwszeństwo.
W środku było cudownie chłodno. Wystrój podobny do tego który zastałam w domu nad jeziorem. Jedno łóżko.
Spojrzałam na Jamesa wymownie.
- mam materac – szepnął nie patrząc na mnie i odsłonił zasłony
- dawno mnie tu nie było – szepnął i wyjrzał przez okno – chodź. Pokazę ci coś.
Wyciągnął do mnie rękę.
Stanęłam obok niego i oniemiałam. Widok z okna ukazywał wyłaniającą się zza drzew piękną plaże i…
- ocean? – zapytałam cicho
- ocean…
Oparłam głowę o jego ramię i westchnęłam cicho.
- nie będę spać…ten widok jest tak boski, że nie pozwoli mi zasnąć – szeptałam
- zaraz idziemy do sklepu. Trzeba kupić jakieś ciuchy – rzucił James
- ty możesz chodzić bez…- szepnęłam zauroczona boskim widokiem
- taaaaa wole jednak nie narażać ludzi na taki stres – zaśmiał się cicho i objął mnie delikatnie – zbieramy się. Będziesz podziwiać wieczorem – szepnął mi do ucha.
James wypłacił pieniądze z bankomatu przed domem. Zastanawiało mnie skąd on je ma. Nie pytałam. Wiedziałam, że albo zacznie ściemniać albo po prostu nie powie nic.
Po paru godzinach chodzenia po tutejszych sklepach, wybieraniu kolorów koszulek i dżinsów usiadłam na ławce pod jakimś dachem. Gwar na ulicy wcale nie zelżał. Słońce świeciło jeszcze mocnej. Obok usiadł Whistler.
- nie musiałaś tak krzyczeć na tą kobietę, która wzięła nas za małżeństwo – zaniósł się histerycznym śmiechem.
Zgromiłam go wzrokiem.
- no bardzo śmieszne. Ja nie wyglądam tak staro jak ty – rzuciłam obrażona i zaczęłam grzebać w siatce.
- powiedz mi po co mi strój kąpielowy jak ja nie umiem pływać – szepnęłam
- nauczę cię
- o nie. Na pewno nie. Ja z tobą nie wchodzę do wody. Zresztą nie jestem tu na wakacjach. Ty tez nie.
- ale jesteś sztywna – szepnął a uśmiech nie znikał z jego ust
- nie jestem sztywna – prychnęłam
- nie dąsaj się już…- objął mnie ramieniem – wieczorem te wszystkie emocje opadną i pójdziemy na plaże. Nie będzie tam już tyle ludzi.
- nie lubię tłoku…
- zauważyłem – zaniósł się ponownie śmiechem
- wiesz co chyba będziemy wracać. Czuję, że muszę iść pod prysznic – spojrzałam na niego – i ty chyba tez.
Tym razem to ja uśmiechnęłam się diabelsko.
- jesteś wredna…- syknął
- wiem – powiedziałam z pełnym przekonaniem i uśmiechem na twarzy.
Po pół godzinie przebiliśmy się przez miasto i dotarliśmy do domu. Rzuciłam siatki na łóżko i popędziłam do łazienki.
- zimna woda, zimna woda…- mruczałam odkręcając kran.
Po 20 minutach owinięta ręcznikiem leżałam już na łóżku.
- jak dobrze…- szepnęłam i zamknęłam oczy
- no to teraz ja idę
- yhy…idź, idź…- szeptałam i czułam, że odpływam.
Po paru minutach faktycznie byłam w krainie snu jednak nic szczególnego się nie działo. Nikt nie zginął z własnej woli. Nikt nie zginął z czyjąś pomocą. Sielanka. Śnił mi się ocean. Bezkresny błękit. Ja siedziałam na samym brzegu. Wiatr delikatnie muskał moją twarz.
- ej…śpiąca królewno…
Poczułam, że ktoś dotyka moich ramion.
- pobudka…
Otwarłam delikatnie oczy. Byłam przekonana, że blask słońca mnie oślepi. W pokoju było jednak ciemno. Zobaczyłam obok siebie Jamesa.
- co…która jest godzina…- szeptałam cicho kładąc głowę na jego kolanach.
- jest 21
- że co?! – zerwałam się jak oparzona prawie uderzając go w brodę.
- spokojnie…ubierz się. Idziemy na spacer.
Ześlizgnęłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Założyłam na siebie nową, białą bluzkę.
- opaliłam się? Nie może być…- szeptałam patrząc w lustro
- już? – usłyszałam głos Jamesa zza drzwi
- już – otwarłam szeroko drzwi – jak wyglądam?
James otworzył delikatnie usta i wlepił we mnie wzrok.
- tak myślałam – uśmiechnęłam się szeroko i złapałam za koc, który leżał na łóżku.
- no ruszaj się…- szepnęłam
Delikatny wiatr rozwiał mi włosy gdy szliśmy po opustoszałej plaży. Fale delikatnie pieściły brzeg. Rozłożyłam koc, usiadłam i wlepiłam wzrok w fale. James usiadł obok mnie i zdjął koszulkę.
- tak ci gorąco? – zapytałam nie odrywając wzroku od białej piany, która zostawiały po sobie fale.
- idę się kąpać…- wstał nie zdejmując spodni – a ty…
- ja zostaję…
- a ty idziesz ze mną.
Jednym zwinnym ruchem wziął mnie na ręce.
- puszczaj mnie – syknęłam
- nie ma mowy
Poczułam na swoich plecach wodę.
- ty głupku ja jestem w rzeczach!
- ja tez. I co z tego?
Spojrzał mi prosto w oczy w których odbijał się blask księżyca, który zajął miejsce słońca.
- nic…- wyszeptałam
Niebo zdawało się zniżać,
Ścieśniać, I coraz bardziej ku ziemi przybliżać…
Michael Scofield
Ach i ten cudowny opis Panamy ;*
Michael Scofield
jakie romatica .. nie moge poprostu... Tanira jak dziecko we mgle... a Kochany Whistler uczy ją pływać
sweet.poporstu. plisss Tanira dorzuc jeszcze jeden odcinke
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
nigdy w zyciu nic mi sie przyjemniej nie czytalo... to jest wspaniale, cudowne, piekne, rewelacyjne,genialne itp (brak tuszu
)
pisz ile wlezie
pisz ile wlezie
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
hehe
TaniraTV: Romantica 
jak to sie lekko czyta
xd
jak to sie lekko czyta
a nawet wiecejmorgoth1993 pisze:pisz ile wlezie
Michael Scofield
pisze właśnie kolejny odcinek i cos czuję że zrobię masakrę 
Michael Scofield
Michael Scofield
hmm... ^^Tanira pisze:i cos czuję że zrobię masakrę
cudowne :*
Michael Scofield
epizod 21
Obudziłam się. Słońce delikatnie wplatało swoje promienie w moje włosy. Nie wiedziałam która jest godzina. Spojrzałam w bok. James spał jak małe dziecko. Jego mokre włosy wyschły przez noc tworząc na jego głowie boski nieład. Uśmiechnęłam się delikatnie i pogłaskałam go po twarzy. Nie wywołało to żadnej konkretnej reakcji z jego strony więc stwierdziłam, że nie będę go budzić. Wstałam i ruszyłam na mały spacer. Koszulka, która miałam na sobie była jeszcze trochę mokra. Gorące promienie słońca szybko się do niej przykleiły i poczułam ciepło, które cudownie ogarnia moje ciało. Jeszcze tylko parę dni. Jeszcze trochę i zobaczę mojego brata, którego tak mi tutaj brakuje. Patrzyłam na piękny, spokojny ocean. Chciałabym żeby moje życie było tak spokojne. Niebo było przejrzyste. Zaczęło się robić coraz cieplej. Odwróciłam się. Z oczu zniknął mi nasz koc. Ruszyłam w drogę powrotną gdy nagle zadzwonił mój telefon. Michael. Odebrałam siadając na piasku.
- Mike…
- gdzie jesteś?
- w Panamie. Od wczoraj.
- nie ufaj nikomu kogo nie znasz rozumiesz. Nikomu.
- przecież wiem! Nie mam 10 lat!
- mam mało czasu. Wkrótce się odezwę.
- kiedy…
Przerwał mi dźwięk rozłączanego telefonu.
- kiedy będziesz…
Szepnęłam sama do siebie. Włożyłam telefon do kieszeni, wstałam z piasku i ruszyłam dalej.
Dlaczego on zawsze musi taki być? Perfekcja w każdym calu. Upominanie mnie jest jego ulubioną rzeczą. Za to go nienawidziłam. Lincoln…Lincoln nigdy nie był taki. Nigdy mnie nie krytykował.. Dał mi za to prawdziwą szkołę życia. Nauczył mnie, że należy walczyć o swoje. Nauczył mnie, że zawsze trzeba mieć własne zdanie. Dzięki temu inni patrzyli na mnie zupełnie inaczej. Zawsze wyróżniałam się z grupy. Dzięki temu każdy liczył się z moim zdaniem. Nigdy nie byłam szkolnym popychadłem. Nie byłam wyśmiewana. Zawsze za to byłam pyskata i pewna siebie. Tego też nauczył mnie Lincoln.
- hej królewno!
Z rozmyśleń wyrwał mnie krzyk Jamesa.
Podbiegł do mnie zakładając koszulkę.
- znowu o czymś myślałaś…szepnął
- Mike dzwonił. Niedługo tu będzie – szepnęłam i przytuliłam się do Jamesa.
- Dlaczego ja nie mogę być normalną nastolatką? Dlaczego nie mogę żyć tak jak inni tylko przez cały czas uciekać?
James nie odpowiedział. Objął mnie ramieniem i poprowadził w stronę domu. Po drodze zwinęliśmy koc.
- co chcesz na śniadanie? – zapytał gdy weszliśmy do chłodnego mieszkania.
- obojętnie…zjem wszystko – rzuciłam i poszłam do łazienki
Wzięłam zimny prysznic. Nic innego nie działa na mnie lepiej niż zimna woda. Woda spływała po mojej twarzy a ja modliłam się żeby tutaj właśnie, tu w Panamie był koniec tego wszystkiego.
Ubrałam się. Zrobiłam coś z włosami i wyszłam z lazienki. Poczułam zapach czegoś pysznego. Na mojej twarzy mimo wszystko pojawił się szeroki uśmiech.
- co gotujesz? – zaświergotałam i uwiesiłam się Jamesowi na ramieniu.
- coś pysznego – szepnął i pocałował mnie w policzek.
- weź talerze i zanieś na taras.
Posłusznie wyjęłam z szafki dwa talerze zabrałam sztućce i wyszłam na taras, który był skąpany słońcem.
Po chwili wcinałam pyszną jajecznicę.
- dzisiaj pokaże ci nocne Zycie Panamy – powiedział dziarsko James
- nocne?
- tak. Nocne. Idziemy na imprezę.
- James nie jesteśmy…
Nie pozwolił mi dokończyć.
- wiem. Ale i tak ci pokaże - Uśmiechnął się rozbrajająco.
Dzień minął bardzo szybko. Poszliśmy z Jamesem na długi spacer. Panama jest przepiękna. Widoki zapierają dech w piersiach.
- zobaczysz co się będzie działo niedługo – szepnął chwytając moją rękę.
- umiesz tańczyć? – zapytał nagle
- eeeeee
- wiesz…Panama tak jak Kuba jest krajem gdzie ludzie kochają tańczyć.
- chyba nie zamierzasz…
Spojrzał na mnie dziwnie i uniósł brwi do góry.
- o matko…- szepnęłam
Godzina 22. Słońce już dawno zaszło. Siedzieliśmy w domu. Oglądaliśmy telewizje. Zaczynałam przysypiać. James – moja poduszka – nagle wstał z łóżka.
- gdzie idziesz…mruknęłam nie odrywając wzroku od kobiety na ekranie, która latała ze wskaźnikiem w ręce po mapie Panamy.
- podoba ci się? – zapytał nagle
Odwróciłam wzrok od ekranu i spojrzałam na Jamesa, który trzymał w ręce czarna sukienkę.
- masz zamiar to założyć? Zapytałam i parsknęłam śmiechem
- no bardzo śmieszne. To dla ciebie. Szepnął i rzucił sukienkę na łóżko.
Była bardzo obcisła. Stanowczo za bardzo obcisła.
- kupiłem ci ja wczoraj.
- przecież ja przez cały czas byłam z Tobą…- szepnęłam przyglądając się sukience i modliłam się żeby nie kazał mi jej przymierzać.
- nie cały czas skarbie. Przymierzysz?
O nie…- pomyślałam. W najgorszych koszmarach nie śniłam, że kiedykolwiek założę TAKĄ kieckę. Spojrzałam mu prosto w oczy. Nie chciałam mu robić przykrości.
Poczłapałam do łazienki i wbiłam się w sukienkę. Rozpuściłam włosy. Zrobiły mi się śliczne loki.
Na chwiejnych nogach wyszłam dość ostrożnie by się nie zabić.
- Chryste…- wyszeptał James
- wiem, że źle…wiem…ale ja nic nie poradzę, że wyglądam jak UFO.
James podszedł do mnie i odgarnął mi włosy.
- wyglądasz uroczo…- szepnął i przycisnął do ściany.
- mieliśmy iść…- wyszeptałam nieśmiało.
Nie odpowiedział. Czułam jego oddech na mojej szyi. Przełknęłam głośno ślinę. Czułam, że coś się dzieje ze mną ale nie potrafiłam określić dokładnie co. To było cos innego niż ten impuls wtedy na tym nieszczęsnym materacu w domu nad jeziorem. Spojrzał mi prosto w oczy.
- idziemy…- wyszeptał zachrypniętym głosem.
Chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z mieszkania. On robił ze mną cos czego nie potrafiłam opisać słowami. Wystarczy tylko, że na mnie spojrzy. Z daleko było słychać muzykę. Po chwili wbiliśmy się do jakiegoś klubu. Z głośników leciała jakaś wolna piosenka. Nie musiałam długo czekać. James w jednej chwili porwał mnie na sam środek parkietu.
- zobaczymy jak tańczysz – szepnął mi do ucha i objął mocno w pasie.
Nasze ciała w jednej chwili stały się jednością. Spojrzałam w jego oczy. Płonęły. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Moje dłonie błądziły po jego ramionach zupełnie naturalnie. Przestałam się wstydzić. Przestałam się bać. Nasz taniec stał się czymś bardziej namiętnym od tańca. Delikatne światło, które paliło się gdzieś w kącie oświetliło nagle jego twarz. Wiedziałam już wszystko… Moje usta delikatnie zbliżyły się do jego ust i połączyły w pocałunku namiętniejszym niż nasz taniec…
------
tak, tak, tak...wiem...romantic i w ogóle...chyba wyszedł mi gniot...tak sie mi wydaje...
teraz na kolejną część będziecie musieli poczekać z jakieś dwa trzy dni ^^ pisze juz teraz na bieżąco i nie chce żeby wyszły z tego jakies gnioty więc części będą dodawane w takim właśnie odstępie czasowym. A więc czekajcie
Obudziłam się. Słońce delikatnie wplatało swoje promienie w moje włosy. Nie wiedziałam która jest godzina. Spojrzałam w bok. James spał jak małe dziecko. Jego mokre włosy wyschły przez noc tworząc na jego głowie boski nieład. Uśmiechnęłam się delikatnie i pogłaskałam go po twarzy. Nie wywołało to żadnej konkretnej reakcji z jego strony więc stwierdziłam, że nie będę go budzić. Wstałam i ruszyłam na mały spacer. Koszulka, która miałam na sobie była jeszcze trochę mokra. Gorące promienie słońca szybko się do niej przykleiły i poczułam ciepło, które cudownie ogarnia moje ciało. Jeszcze tylko parę dni. Jeszcze trochę i zobaczę mojego brata, którego tak mi tutaj brakuje. Patrzyłam na piękny, spokojny ocean. Chciałabym żeby moje życie było tak spokojne. Niebo było przejrzyste. Zaczęło się robić coraz cieplej. Odwróciłam się. Z oczu zniknął mi nasz koc. Ruszyłam w drogę powrotną gdy nagle zadzwonił mój telefon. Michael. Odebrałam siadając na piasku.
- Mike…
- gdzie jesteś?
- w Panamie. Od wczoraj.
- nie ufaj nikomu kogo nie znasz rozumiesz. Nikomu.
- przecież wiem! Nie mam 10 lat!
- mam mało czasu. Wkrótce się odezwę.
- kiedy…
Przerwał mi dźwięk rozłączanego telefonu.
- kiedy będziesz…
Szepnęłam sama do siebie. Włożyłam telefon do kieszeni, wstałam z piasku i ruszyłam dalej.
Dlaczego on zawsze musi taki być? Perfekcja w każdym calu. Upominanie mnie jest jego ulubioną rzeczą. Za to go nienawidziłam. Lincoln…Lincoln nigdy nie był taki. Nigdy mnie nie krytykował.. Dał mi za to prawdziwą szkołę życia. Nauczył mnie, że należy walczyć o swoje. Nauczył mnie, że zawsze trzeba mieć własne zdanie. Dzięki temu inni patrzyli na mnie zupełnie inaczej. Zawsze wyróżniałam się z grupy. Dzięki temu każdy liczył się z moim zdaniem. Nigdy nie byłam szkolnym popychadłem. Nie byłam wyśmiewana. Zawsze za to byłam pyskata i pewna siebie. Tego też nauczył mnie Lincoln.
- hej królewno!
Z rozmyśleń wyrwał mnie krzyk Jamesa.
Podbiegł do mnie zakładając koszulkę.
- znowu o czymś myślałaś…szepnął
- Mike dzwonił. Niedługo tu będzie – szepnęłam i przytuliłam się do Jamesa.
- Dlaczego ja nie mogę być normalną nastolatką? Dlaczego nie mogę żyć tak jak inni tylko przez cały czas uciekać?
James nie odpowiedział. Objął mnie ramieniem i poprowadził w stronę domu. Po drodze zwinęliśmy koc.
- co chcesz na śniadanie? – zapytał gdy weszliśmy do chłodnego mieszkania.
- obojętnie…zjem wszystko – rzuciłam i poszłam do łazienki
Wzięłam zimny prysznic. Nic innego nie działa na mnie lepiej niż zimna woda. Woda spływała po mojej twarzy a ja modliłam się żeby tutaj właśnie, tu w Panamie był koniec tego wszystkiego.
Ubrałam się. Zrobiłam coś z włosami i wyszłam z lazienki. Poczułam zapach czegoś pysznego. Na mojej twarzy mimo wszystko pojawił się szeroki uśmiech.
- co gotujesz? – zaświergotałam i uwiesiłam się Jamesowi na ramieniu.
- coś pysznego – szepnął i pocałował mnie w policzek.
- weź talerze i zanieś na taras.
Posłusznie wyjęłam z szafki dwa talerze zabrałam sztućce i wyszłam na taras, który był skąpany słońcem.
Po chwili wcinałam pyszną jajecznicę.
- dzisiaj pokaże ci nocne Zycie Panamy – powiedział dziarsko James
- nocne?
- tak. Nocne. Idziemy na imprezę.
- James nie jesteśmy…
Nie pozwolił mi dokończyć.
- wiem. Ale i tak ci pokaże - Uśmiechnął się rozbrajająco.
Dzień minął bardzo szybko. Poszliśmy z Jamesem na długi spacer. Panama jest przepiękna. Widoki zapierają dech w piersiach.
- zobaczysz co się będzie działo niedługo – szepnął chwytając moją rękę.
- umiesz tańczyć? – zapytał nagle
- eeeeee
- wiesz…Panama tak jak Kuba jest krajem gdzie ludzie kochają tańczyć.
- chyba nie zamierzasz…
Spojrzał na mnie dziwnie i uniósł brwi do góry.
- o matko…- szepnęłam
Godzina 22. Słońce już dawno zaszło. Siedzieliśmy w domu. Oglądaliśmy telewizje. Zaczynałam przysypiać. James – moja poduszka – nagle wstał z łóżka.
- gdzie idziesz…mruknęłam nie odrywając wzroku od kobiety na ekranie, która latała ze wskaźnikiem w ręce po mapie Panamy.
- podoba ci się? – zapytał nagle
Odwróciłam wzrok od ekranu i spojrzałam na Jamesa, który trzymał w ręce czarna sukienkę.
- masz zamiar to założyć? Zapytałam i parsknęłam śmiechem
- no bardzo śmieszne. To dla ciebie. Szepnął i rzucił sukienkę na łóżko.
Była bardzo obcisła. Stanowczo za bardzo obcisła.
- kupiłem ci ja wczoraj.
- przecież ja przez cały czas byłam z Tobą…- szepnęłam przyglądając się sukience i modliłam się żeby nie kazał mi jej przymierzać.
- nie cały czas skarbie. Przymierzysz?
O nie…- pomyślałam. W najgorszych koszmarach nie śniłam, że kiedykolwiek założę TAKĄ kieckę. Spojrzałam mu prosto w oczy. Nie chciałam mu robić przykrości.
Poczłapałam do łazienki i wbiłam się w sukienkę. Rozpuściłam włosy. Zrobiły mi się śliczne loki.
Na chwiejnych nogach wyszłam dość ostrożnie by się nie zabić.
- Chryste…- wyszeptał James
- wiem, że źle…wiem…ale ja nic nie poradzę, że wyglądam jak UFO.
James podszedł do mnie i odgarnął mi włosy.
- wyglądasz uroczo…- szepnął i przycisnął do ściany.
- mieliśmy iść…- wyszeptałam nieśmiało.
Nie odpowiedział. Czułam jego oddech na mojej szyi. Przełknęłam głośno ślinę. Czułam, że coś się dzieje ze mną ale nie potrafiłam określić dokładnie co. To było cos innego niż ten impuls wtedy na tym nieszczęsnym materacu w domu nad jeziorem. Spojrzał mi prosto w oczy.
- idziemy…- wyszeptał zachrypniętym głosem.
Chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z mieszkania. On robił ze mną cos czego nie potrafiłam opisać słowami. Wystarczy tylko, że na mnie spojrzy. Z daleko było słychać muzykę. Po chwili wbiliśmy się do jakiegoś klubu. Z głośników leciała jakaś wolna piosenka. Nie musiałam długo czekać. James w jednej chwili porwał mnie na sam środek parkietu.
- zobaczymy jak tańczysz – szepnął mi do ucha i objął mocno w pasie.
Nasze ciała w jednej chwili stały się jednością. Spojrzałam w jego oczy. Płonęły. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Moje dłonie błądziły po jego ramionach zupełnie naturalnie. Przestałam się wstydzić. Przestałam się bać. Nasz taniec stał się czymś bardziej namiętnym od tańca. Delikatne światło, które paliło się gdzieś w kącie oświetliło nagle jego twarz. Wiedziałam już wszystko… Moje usta delikatnie zbliżyły się do jego ust i połączyły w pocałunku namiętniejszym niż nasz taniec…
------
tak, tak, tak...wiem...romantic i w ogóle...chyba wyszedł mi gniot...tak sie mi wydaje...
teraz na kolejną część będziecie musieli poczekać z jakieś dwa trzy dni ^^ pisze juz teraz na bieżąco i nie chce żeby wyszły z tego jakies gnioty więc części będą dodawane w takim właśnie odstępie czasowym. A więc czekajcie
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
za mocne
ja czekam tylko jak t-bag zareaguje na zdrade 
chyba da mu kurza lapke xD
chyba da mu kurza lapke xD
Michael Scofield
świent wogóle jakie teksty
aż mnie wgniotło w fotel.. świetne ..ja tam moge czytac takie "gnioty " non stop.. tylko nie rób takich długichh przerw bo nie wytrzymam... ;-)Tanira pisze:Nasz taniec stał się czymś bardziej namiętnym od tańca.
Mahone
Posty: 682
Rejestracja: 2007-12-01, 22:29
Ujęcie charakteru Lincolna w kilku zdaniachTanira pisze:Lincoln…Lincoln nigdy nie był taki. Nigdy mnie nie krytykował.. Dał mi za to prawdziwą szkołę życia. Nauczył mnie, że należy walczyć o swoje. Nauczył mnie, że zawsze trzeba mieć własne zdanie. Dzięki temu inni patrzyli na mnie zupełnie inaczej. Zawsze wyróżniałam się z grupy. Dzięki temu każdy liczył się z moim zdaniem. Nigdy nie byłam szkolnym popychadłem. Nie byłam wyśmiewana. Zawsze za to byłam pyskata i pewna siebie. Tego też nauczył mnie Lincoln.
Może cośw stylu Roya Gearyego i butelki ??marq112 pisze:ja czekam tylko jak t-bag zareaguje na zdrade
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
po tym wybuchlem meeeegadlugim i doniosly smiechemTanira pisze:Była bardzo obcisła. Stanowczo za bardzo obcisła.
- kupiłem ci ja wczoraj.
- przecież ja przez cały czas byłam z Tobą…- szepnęłam przyglądając się sukience i modliłam się żeby nie kazał mi jej przymierzać.
- nie cały czas skarbie. Przymierzysz?
O nie…- pomyślałam. W najgorszych koszmarach nie śniłam, że kiedykolwiek założę TAKĄ kieckę. Spojrzałam mu prosto w oczy. Nie chciałam mu robić przykrości.
Poczłapałam do łazienki i wbiłam się w sukienkę. Rozpuściłam włosy. Zrobiły mi się śliczne loki.
Na chwiejnych nogach wyszłam dość ostrożnie by się nie zabić.
- Chryste…- wyszeptał James
to ,,robi ze mną cos czego nie potrafię opisać" xD
pisz wiecej
Michael Scofield
matko zostałam wysmiana...ide sie zamknąć w sobie