Zdecydowanie najlepszy odcinek sezonu! Aż nie wiem, czym się zachwycić najpierw
Najbardziej chyba podobały mi się sceny Sara/Jacob- w końcu wyglądało to tak jak powinno. Uwielbiam taką Sarę. Myślącą, kłamiącą, a najlepiej jeszcze z bronią - piękna końcówka.
Spotkanie Michaela z Sarą piękne, wzruszające, nieprzesadzone. I ten pocałunek na pożegnanie...

Szkoda tylko, że znowu musieli się rozstać, ale w tym serialu to żadna nowość
Sara oddająca Michaelowi swoją krew i mówiąca o przeznaczeniu...

To takie banalne, że aż mi wstyd, że to kupuję
Coraz bardziej lubię Asa, chociaż na początku nie byłam jego fanką. Sucre w końcu odegrał fajną rolę (chociaż te lalki...?

). Linc dalej sztywny jak deska, postać - o ironio - bez znaczenia.
Sceny ucieczki, tj. na łodzi do Grecji i na statku - bardzo fajne. W końcu pożegnaliśmy klimat Jemenu i całe szczęście, bo już się nieco przejadł. Klimat Grecji bardzo w moim guście. Akcja trzymająca w napięciu, no same plusy.
Rozczarowaniem jak dla mnie są "ci źli", czyli blondyna i jej kumpel. No w porównaniu np. z Gretchen są śmieszni. W pierwszym odcinku robili jakieś wrażenie, teraz tylko pałętają się bez sensu. Może w końcu odegrają jakąś rolę, jak porwą Mike'a (i zapewne zabiją Heather). Za to Jacob jako czarny charakter mnie przekonuje. No taki psychopata, jak to ładnie ujął Michael.
Właśnie! Scena, w której Michael zobaczył zdjęcie Sary i Jacoba - świetna. A Sara tłumacząca, że dała się oszukać... No cóż, naiwna jak za starych dobrych czasów, kiedy to Kellerman robił z nią co chciał
Chyba największym zaskoczeniem tego odcinka jest odpowiedź na pytanie, dlaczego Jacob/Posejdon "zrezygnował" ze współpracy z Michaelem i wystawił go w Jemenie. Jest tak proste i banalne, a zarazem tak dobre, że aż jestem zaskoczona. To zupełnie nie w stylu tego serialu. Cele zawsze były takie górnolotne, a tu nagle główny zły po prostu postanowił założyć sobie rodzinę...
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym odcinkiem i nie mogę się doczekać kolejnych. Jedyne, co mnie martwi, to że zostały już tylko dwa...