Na początku bez złośliwości napiszę, że tempo odcinka, akcja i poziom adrenaliny na całkiem wysokim poziomie.
Do tego ostatnie sceny i zakończenie najlepsze w czwartej serii. Tarapaty w jakie wpakował się Scofiled przypomniały mi stary dobry pierwszy sezon, gdy plan ucieczki z Fox River wisiał na włosku. Wiadomo, że Michael coś wykombinuje ale zobaczyć w jego oczach tą chwilową bezradność - bezcenne. To jak cisza przed burzą.
No ale. Niestety twórcy zaserwowali nam spisek na miarę wielkości serialu... Jak mamie Scofielda mogła przyjść do głowy myśl by wywołać konflikt zbrojny między Indiami i Chinami?! Pierwszy raz zgadzam się z generałem = ogólnoświatowa wojna atomowa (ostatnia dla naszej cywilizacji), tutaj nikt nie będzie wygrany.
Już całkiem niemożliwym jest zrozumieć motywację mamusi... 750 mln?... a co ona z tymi pieniędzmi zrobi? Ucieknie na Księżyc? Jak jedna osoba może wymyślić taki plan. Ona nie jest geniuszem tylko psychicznie obłąkaną kobietą. Nawet Hitler, Stalin i inni tyrani ludzkości mieli jakąś utopijną wizję z "wyższymi ideami"...
Wiem, że niektórzy wierzą, iż zamachy na WTC były ustawione przez rząd USA i Żydów... ale co innego napad mocarstwa na bezsilny Irak po ropę, a co innego wojna między dwoma równorzędnymi potęgami atomowymi.
Może jeszcze da się to logicznie odkręcić, mama będzie aniołem, Scylla zbawieniem ludzkości, a za 750 milionów kupi się prezerwatywy dla Afryki. Ale trudniej będzie logicznie wytłumaczyć widzom dlaczego pani Christina przez cztery sezony miała w nosie synka, a teraz nagle odzywa się w niej jakiś matczyny instynkt... W ogóle ta postać jest dla mnie wyczarowana z kapelusza i absolutnie nie pasuje do historii uciekających więźniów.
Dlaczego nagle wybiela się Selfa...? Najpierw był ostatnim sprawiedliwym agentem rządowym, potem okazał się bezwzględnym cwaniakiem, a teraz zaserwowano nam jakąś żałosną historię ratowania roślinki? I to ma zmienić moje widzenie tej postaci i mój absolutny brak sympatii? A choćby fakt, że przy okazji tego odcinka zabił młodego uczciwego agenta (nie mówiąc o wcześniejszych zbrodniach)?
To samo Lincoln. Ten jest maszynką do zabijania... Powinien skończyć jak na mordercę przystało. Nie wyobrażam sobie, że zostanie oczyszczony ze wszystkich zarzutów i nie chodzi tylko o strzelanie do złych facetów.
Wkroczenie do banku... Pomysł świetny, scena rewelacyjna. Ale cała sytuacja w trakcie i po napadzie to jakaś groteska. Gdzie są policjanci z Miami?! W ogóle IQ stróżów prawa w Ameryce przypomina mi gry fpp/fps.
Wreszcie na koniec deser. Ucieczka z hotelu. Parodia Leona Zawodowca. Kto nie oglądał (jest w ogóle ktoś taki?) to polecam zobaczyć jak zagrali identyczną scenę mistrzowie Jean Reno i Gary Oldman

Tyle w temacie.
Faktem jest jednak, że nie mogę się doczekać na wielki finał. Sądząc po akcji jaką mieliśmy w tym odcinku, szykuje się naprawdę mocna końcówka i wbije nas wszystkich w fotele.