Lincoln i Michael są braćmi. Linc ma na nazwisko Burrows, ponieważ urodził się, kiedy Aldo (jego ojciec) był jeszcze z Christniną Rose Scofield (matką braci). Michael urodził się później, ma nazwisko po matce, więc kto powiedział, że Aldo jest jego ojcem?

A dzisiaj po tym wszystkich słowach które padły i zdarzeniach takich jak dłoń Generała na dłoni Michaela miałam nawet wrażenie, że Scofield jest do Generała ciut podobny
Muszę sobie najpierw napsioczyć na Wheelera Marka, bo się skupić nie mogę na reszcie.
Zaczął hardo, ale trochę mu nie wyszło. Awansował na szefa, zresztą chyba po odejściu Alexa - była mowa, że ma swoje własne biuro polowe, a o ile dobrze pamiętam to takie podpisy kwatery FBI widniały w drugim sezonie; i myślał chyba, że pozjadał wszystkie rozumy. Alex pięknie go gasił jednym zdaniem, aż miałam wrażenie, że się Wheeler czerwienił ze złości. W ogóle jak on wyglądał. Jak go pokazali po raz pierwszy to śmiać mi się chciało z jego fryzurki. Dla mnie, to taki za przeproszeniem, "świński blondynek". Nienawidzę go.
Strasznie szkoda było mi Felicii. Jej nie obwiniam o nic - wygląda na to, że teraz pracuje dla śmiecia Wheelera i nie miała innego wyjścia.
Alex to zrozumiał i ogromy szacunek za to, jak honorowo się zachował. Mógł uciec tymi tylnymi drzwiami chociażby wtedy, kiedy Lang i Pan Mam Metr Dziewięćdziesiąt Wszystko Mi Wolno wyszli na zewnątrz. Ale nie zrobił tego, bo wiedział, że tylko narobi problemów Lang, chociaż już wtedy widział co się szykuje i jestem tego pewna, bo wiem jak wygląda Mahone, kiedy coś jest nie tak. I za to go uwielbiam jeszcze bardziej.
Myślę, że Felicia tego nie wytrzyma i jeszcze pomoże Alexowi. I niech spalą Wheelera na stosie.
W ogóle w momencie rozmowy Alexa i Linca, poczułam się jakby to już był koniec. Scylla przepadła, Scofield przepadł, ta płacze, Alex już nie potrzebny, "osochozi..?"
Co tam dalej. Self nie spadł z tak wysoka jak myślałam, a szkoda. A poza tym spadł na drugie miejsce i jest tuż za Wheelerem na liście mojej nienawiści.
Zdziwiło mnie, że Sucre uderzył kobietę. Później już się przyzwyczaiłam, ale w pierwszej chwili - szok. I nie podobała mi się Gretchen vel Rambo uciekająca przed kulami z karabinów maszynowych, bo to, że poradziła sobie z Cukierkiem mnie nie zaskoczyło, w końcu jest wytrenowaną agentką.
"Biblia salesman", że tak pozwolę go sobie nazwać nabrał T-Baga i mnie również. Facet był przekonywujący, nie ma co - szczególnie po tym, jak dokończył cytat zaczęty przez T-Baga, no i ten krzyżyk. Dopiero kiedy się uwolnił zobaczyłam jego drugą twarz.
No i tyle
