Gdyby jutra nie było.
: 2008-10-24, 20:18
Miałam sen i dlatego postanowiłam to napisać.
Nie jest to moja pierwsza praca, mam nadzieję, że przypadnie wam ona do gustu.
Przewiduję, że opowiadanie będzie składać się z kilku części części.
Alice Ambrosio - klik!
**
Daj mi rękę
Zbuduję ci zamek z piasku
Jakkolwiek, gdziekolwiek, kiedykolwiek
Mała dziewczynka i o kilka lat starszy chłopiec, siedzieli na górze usypanej z piasku. Przyjaźnili się od zawsze. Mieszkali w tym samym miasteczku i dla obojga to miejsce było dziurą na końcu świata. Marzyli aby się stąd wybić, jak najdalej, bo oni lubili nowe przygody, a tu czas płyną wolno.
- Co chcesz robić w przyszłości? – monotonną ciszę przerwał głos chłopca.
- Chcę być kimś! Chcę stać na scenie, jest tam mnóstwo ludzi, ogromna hala z milionem świateł...
- I naprawdę myślisz że to ci się uda? – zadał kolejne pytanie.
- Tak! – odpowiedziała, zaplatając ręce na piersi.
- Jesteś głupia!
- Dlatego, że wierzę w marzenia? – spojrzała na niego.
- Tak! Jesteś głupia jak but od lewej nogi. Takie rzeczy nie udają się ludziom, naszego pokroju!
- Więc komu, jak nie nam?
- Jesteś głupia! – powtórzył, nie odpowiadając na pytanie.
- Daj spokój! – burknęła, podnosząc się.
- Alice, zaczekaj! – złapał za jej chudą dłoń – Obiecaj mi, że jak się stąd wybijesz to wrócisz po mnie i wyciągniesz mnie z tej dziury.
- Przysięgam. Ale jeśli będzie na odwrót, zrobisz to samo, prawda?
- Przysięgam, jednak myślę, że nie będzie na odwrót, bo ty spełnianie marzeń masz we krwi.
Oboje marzyli o sławie, chcieli być gwiazdami, ale przecież gwiazdy to nie ludzie.
**
- Więc jak? – Lincoln patrzył na brata opierając się o wysoką siatkę.
- Tak jak planowaliśmy, uciekam i staramy się zniknąć – Michale chodził w tą i z powrotem.
- Więc nad czym się jeszcze zastanawiasz?
- Widzisz ją? – wskazał głową – Tą brunetkę, stojącą przy siatce?
- Tak, widzę. – Lincoln odpowiedział, patrząc w tamtą stronę – Mike, czy to czasami nie twoja koleżanka z dzieciństwa? – zadał pytanie, po chwili zastanowienia.
- To ona, a teraz jest mi potrzebna, bez niej nam się nie uda – odpowiedział klękając.
- Głupi jesteś? Mamy za mało czasu, nie wiadomo czy nie wygada!
- Ufam jej, ona dobrze wie że to nie miejsce dla niej.
Czasami marzenia stają się naszym zniewoleniem.
Marzyli o sławie, a oboje skończyli w tym samym więzieniu.
Nie jest to moja pierwsza praca, mam nadzieję, że przypadnie wam ona do gustu.
Przewiduję, że opowiadanie będzie składać się z kilku części części.
Alice Ambrosio - klik!
**
Daj mi rękę
Zbuduję ci zamek z piasku
Jakkolwiek, gdziekolwiek, kiedykolwiek
Mała dziewczynka i o kilka lat starszy chłopiec, siedzieli na górze usypanej z piasku. Przyjaźnili się od zawsze. Mieszkali w tym samym miasteczku i dla obojga to miejsce było dziurą na końcu świata. Marzyli aby się stąd wybić, jak najdalej, bo oni lubili nowe przygody, a tu czas płyną wolno.
- Co chcesz robić w przyszłości? – monotonną ciszę przerwał głos chłopca.
- Chcę być kimś! Chcę stać na scenie, jest tam mnóstwo ludzi, ogromna hala z milionem świateł...
- I naprawdę myślisz że to ci się uda? – zadał kolejne pytanie.
- Tak! – odpowiedziała, zaplatając ręce na piersi.
- Jesteś głupia!
- Dlatego, że wierzę w marzenia? – spojrzała na niego.
- Tak! Jesteś głupia jak but od lewej nogi. Takie rzeczy nie udają się ludziom, naszego pokroju!
- Więc komu, jak nie nam?
- Jesteś głupia! – powtórzył, nie odpowiadając na pytanie.
- Daj spokój! – burknęła, podnosząc się.
- Alice, zaczekaj! – złapał za jej chudą dłoń – Obiecaj mi, że jak się stąd wybijesz to wrócisz po mnie i wyciągniesz mnie z tej dziury.
- Przysięgam. Ale jeśli będzie na odwrót, zrobisz to samo, prawda?
- Przysięgam, jednak myślę, że nie będzie na odwrót, bo ty spełnianie marzeń masz we krwi.
Oboje marzyli o sławie, chcieli być gwiazdami, ale przecież gwiazdy to nie ludzie.
**
- Więc jak? – Lincoln patrzył na brata opierając się o wysoką siatkę.
- Tak jak planowaliśmy, uciekam i staramy się zniknąć – Michale chodził w tą i z powrotem.
- Więc nad czym się jeszcze zastanawiasz?
- Widzisz ją? – wskazał głową – Tą brunetkę, stojącą przy siatce?
- Tak, widzę. – Lincoln odpowiedział, patrząc w tamtą stronę – Mike, czy to czasami nie twoja koleżanka z dzieciństwa? – zadał pytanie, po chwili zastanowienia.
- To ona, a teraz jest mi potrzebna, bez niej nam się nie uda – odpowiedział klękając.
- Głupi jesteś? Mamy za mało czasu, nie wiadomo czy nie wygada!
- Ufam jej, ona dobrze wie że to nie miejsce dla niej.
Czasami marzenia stają się naszym zniewoleniem.
Marzyli o sławie, a oboje skończyli w tym samym więzieniu.