Po wielu przebojach ze ściąganiem w końcu dosiadłam do pierwszego odcinka. Nie wiem co mam powiedzieć....dla mnie za dużo chcą nam na raz zaoferować, chcieli pokazać dużo ale chyba trochę przesadzili. Oglądając miałam wrażenie, że zaraz nie nadążę z przetwarzaniem tych wszystkich scen, wątek Sony szybciutko rozwiązali jednym pożarem-dla mnie śmiech na sali, wszystko dzieje sie po jakimś czasie i to tez mnie za bardzo nie kręci...jednym słowem za dużo, za szybko, zbyt chaotycznie...no a teraz do szczegółów:
Największym szokiem jaki przeżyłam i przeżywam do tej pory od rana jest śmierć Pam i Cameron'a

Nie wiem dlaczego to zrobili, nie potrafię sobie tego poukładać...jest mi Alex'a szkoda jak jasna cholera i aż płakać mi się chciała jak podjechał pod dom

co do gdybań czy to sfingowali to watpię, po co mieliby powtarzać sytuację Sary, bez sensu kompletnie...
Podoba mi się kreacja postaci tego murzuniaka. Świetna postać, świetnie zagrana, ten jego wyraz twarzy... superancko
Whistler...nie ruszyła mnie jakoś jego śmierć, nie podobało mi sie jednak to, że zrobili to tak szybko, raz dwa i ciach...cały sezon 3 kręcił się własciwie koło niego a tu od razu na wstępie go kropnęli...i w końcu nic o nim tak naprawde nie wiedzieliśmy
Teddy

podoba mi się jego image, poza tym to wnosi jednak coś niepowtarzalnego do serialu
Michael i Sarah...właściwie nie wiem czego się spodziewałam, pierwsze spotkanie jakies takie dziwne...gdyby nie Went to chyba nic szczególnego w tejh scenie by nie było...podobała mi się jego gra właśnie w tym momencie, nawet serio blado wyglądał, bardzo realistycznie mu to wyszło, czego o sarze powiedziec nie mogę...stała sobie przy tym oknie jak taka sierotka Marysia...biorąc pod uwagę tęsknotę za sobą jaka ponoć była to za mało dla mnie czułości no ale to nie ten gatunek...choć jak na nich to i tak sporo było tego przytulania ;-)
Nie wiem...jak tak mają wyglądać wszystki odcinki, jak na takiej karuzeli ma to sie kręcić i to bez zatrzymania to nie wiem czy to ogarnę

Czułam się jakbym oglądała zwykły serial sensacyjny...nie ma juz tego prisonowego klimatu i to mi przeszkadza. Poza tym było sporo niedociągnieć....jedna scena mnie rozśmieszyła...jak Michael przechodził przez ulicę i nastanął wręcz na radiowóz...no proszę Was...jeszcze tak niedawno najbardziej poszukiwany zbieg w USA chodzi sobie przed maskami policyjnych radiowozów jak zwykły turysta...usuwanie tatuażu też nie lepsze, raz ciach i po dziarach, jego ciałko napewno jest całe i zdrowiutkie a on jest tak twardy, że wytrzymał całonocne wypalanie...spoko...ale co się bede czepiać, przyzwyczaiłam się już od 3 sezonu

Po tym odcinku pozostaję przy przekonaniu...."powinno sie skończyć na 2 sezonie" a tak poza tym to z powrotu Sary też nie skaczę z radości, jak dla mnie srednio na jeża ;-)