Zatraceni
: 2008-03-15, 21:39
To kolejne, niczym nie różniące się opowiadanie od innych historii na tym forum. Opowiada o miłości, która mogła przezwyciężyć wszystko.
Mamy nadzieję że przypadnie wam ono do gustu.
[center]Zatraceni[/center]
Niemal czuł jej dłoń nie dotykając jej. Słyszał jej cichy szept, który obijał się o jego uszy, niczym głos jego ulubionej wokalistki. W głowie wciąż miał dwa słowa "Kocham Cię", które wciąż kazała mu powtarzać.
- Powiedz że mnie kochasz - poprosiła pewnego deszczowego wieczoru.
- Kocham cię, jak nikogo innego na świecie - spełnił jej prośbę.
- Dziękuję - podziękowała i ścisnęła mocno jego dłoń.
- Za co mi dziękujesz? - spytał, patrząc jej głęboko w oczy.
- Za to że mnie kochasz. - wtuliła się ufnie w jego ciało.
Codziennie prosiła aby opisywał jego miłość do niej, tak jakby chciała upewnić się że on nadal ją kocha tak samo mocno jak poprzedniego dnia. Była rozmarzona i tajemnicza - dla niego była największą zagadką na świecie, której nigdy nie potrafił rozwiązać. Był nią zafascynowany, a jego miłość zmieniła się w obsesję i uzależnienie. Nie mógł wytrzymać dnia bez niej. Tęsknił za jej dotykiem, głosem i wyglądem. I nawet nie zwracał uwagi na to, że ona nigdy nie powiedziała co tak naprawdę do niego czuje.
- Opisz mi swoją miłość - poprosiła pewnego słonecznego poranka.
- Moja miłość jest tak silna jak najtrwalszy mur, jest słońcem o poranku i księżycem nocą, liściem na wietrze i kroplą deszczu spadającą z nieba.
- Podziwiam cię - spojrzała na niego i podarowała mu jeden ze swoich uśmiechów
- Za co mnie podziwiasz? - spytał dotykając swoją dłonią jej rozgrzanego i delikatnego policzka.
- Za to że tak bardzo potrafiłeś mnie pokochać...
Była jego światłem na końcu długiego tunelu, powietrzem którym oddychał i wodą którą pił każdego dnia. Była jego największą miłością i nie mógł pogodzić się z tym że musiał ją zostawić samą z mnóstwem problemów, ale nie mógł nic innego zrobić. To był jedyny sposób aby uratować brata. Musiał iść do więzienia, przezwyciężyć ból, który męczył jego wielkie serce, ale pomimo wszystko on i tak nigdy nie zapomni momentu w którym spojrzał w jej zrozpaczone oczy, z których zaczęły spływać łzy.
- Dlaczego mi to robisz? - spytała drżącym głosem.
- Proszę, zrozum mnie. Muszę mu pomóc.
- Ale nigdy nie przestaniesz mnie kochać?
- Nigdy! Obiecuję, zawsze będziesz najważniejsza - Nachylił się i pocałował ją ostatni raz przed pójściem do więzienia.
Na początku wszystko wydawało mu się łatwe. Ona przychodziła, pocieszała i wspierała go. Nigdy nie okazywała złości i żalu o to, że ją zostawił. Prosiła tylko by mówił, że ją kocha. A wtedy gdy przyszła po raz ostatni, była dziwna, speszona i zawstydzona, a jej oczy były nienaturalnie czerwone. Starała się unikać jego spojrzenia, a gdy musieli się pożegnać wstała i przytuliła się do jego ciała tak mocno jak nigdy dotąd. Spojrzała w jego oczy ostatni raz. On wiedział już wtedy że zaraz coś się stanie.
- Pamiętasz jak powiedziałam ci, że cię podziwiam?
- Pamiętam
- Podziwiam cię za to, że umiesz mówić tak pięknie o uczuciu do mnie nie wiedząc nawet co ja do ciebie czuję
- Więc co do mnie czujesz Eleno?
- Nic Michael, zupełnie nic.
W jego oczach stanęły łzy. Poczuł wielki ból w sercu, którego nie doznał nigdy w życiu. Spojrzał w jej czekoladowe oczy i nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Pragną aby powiedziała że to był tylko żart, z którego zaraz będą mogli się śmiać.
- Nie smuć się. Właśnie takiego chce cię zapamiętać. Zawsze uśmiechniętego, kochającego mnie mężczyznę. - Spojrzał na nią aby po chwili widzieć jak pewnym krokiem zmierza w kierunku wyjścia, jak dochodzi do wielkich drzwi, które zamykają się za nią z charakterystycznym kliknięciem. A razem z nimi zamknął się pewien rozdział w jego życiu, ale on i tak nigdy nie zapomni jej szczerego uśmiechu, który co dnia zdobił jej śliczną twarz, a także oczu o kolorze gorzkiej czekolady.
Jego miłość odeszła.
Ten twardy mur zburzył się jak domek z kart, a ona przecież tylko dmuchnęła.
Ale prawda była taka, że ona kochała go całym sercem i trudno było jej spojrzeć mu w oczy i powiedzieć że nic do niego nie czuje. Ona po prostu chciała zacząć nowe życie, w którym nie było miejsca dla niego, ponieważ nigdy nie dał by jej prawdziwego domu, którego ona teraz tak bardzo potrzebowała.
Ciąg dalszy nastąpi...
Desaire & Bella15
Mamy nadzieję że przypadnie wam ono do gustu.
[center]Zatraceni[/center]
Niemal czuł jej dłoń nie dotykając jej. Słyszał jej cichy szept, który obijał się o jego uszy, niczym głos jego ulubionej wokalistki. W głowie wciąż miał dwa słowa "Kocham Cię", które wciąż kazała mu powtarzać.
- Powiedz że mnie kochasz - poprosiła pewnego deszczowego wieczoru.
- Kocham cię, jak nikogo innego na świecie - spełnił jej prośbę.
- Dziękuję - podziękowała i ścisnęła mocno jego dłoń.
- Za co mi dziękujesz? - spytał, patrząc jej głęboko w oczy.
- Za to że mnie kochasz. - wtuliła się ufnie w jego ciało.
Codziennie prosiła aby opisywał jego miłość do niej, tak jakby chciała upewnić się że on nadal ją kocha tak samo mocno jak poprzedniego dnia. Była rozmarzona i tajemnicza - dla niego była największą zagadką na świecie, której nigdy nie potrafił rozwiązać. Był nią zafascynowany, a jego miłość zmieniła się w obsesję i uzależnienie. Nie mógł wytrzymać dnia bez niej. Tęsknił za jej dotykiem, głosem i wyglądem. I nawet nie zwracał uwagi na to, że ona nigdy nie powiedziała co tak naprawdę do niego czuje.
- Opisz mi swoją miłość - poprosiła pewnego słonecznego poranka.
- Moja miłość jest tak silna jak najtrwalszy mur, jest słońcem o poranku i księżycem nocą, liściem na wietrze i kroplą deszczu spadającą z nieba.
- Podziwiam cię - spojrzała na niego i podarowała mu jeden ze swoich uśmiechów
- Za co mnie podziwiasz? - spytał dotykając swoją dłonią jej rozgrzanego i delikatnego policzka.
- Za to że tak bardzo potrafiłeś mnie pokochać...
Była jego światłem na końcu długiego tunelu, powietrzem którym oddychał i wodą którą pił każdego dnia. Była jego największą miłością i nie mógł pogodzić się z tym że musiał ją zostawić samą z mnóstwem problemów, ale nie mógł nic innego zrobić. To był jedyny sposób aby uratować brata. Musiał iść do więzienia, przezwyciężyć ból, który męczył jego wielkie serce, ale pomimo wszystko on i tak nigdy nie zapomni momentu w którym spojrzał w jej zrozpaczone oczy, z których zaczęły spływać łzy.
- Dlaczego mi to robisz? - spytała drżącym głosem.
- Proszę, zrozum mnie. Muszę mu pomóc.
- Ale nigdy nie przestaniesz mnie kochać?
- Nigdy! Obiecuję, zawsze będziesz najważniejsza - Nachylił się i pocałował ją ostatni raz przed pójściem do więzienia.
Na początku wszystko wydawało mu się łatwe. Ona przychodziła, pocieszała i wspierała go. Nigdy nie okazywała złości i żalu o to, że ją zostawił. Prosiła tylko by mówił, że ją kocha. A wtedy gdy przyszła po raz ostatni, była dziwna, speszona i zawstydzona, a jej oczy były nienaturalnie czerwone. Starała się unikać jego spojrzenia, a gdy musieli się pożegnać wstała i przytuliła się do jego ciała tak mocno jak nigdy dotąd. Spojrzała w jego oczy ostatni raz. On wiedział już wtedy że zaraz coś się stanie.
- Pamiętasz jak powiedziałam ci, że cię podziwiam?
- Pamiętam
- Podziwiam cię za to, że umiesz mówić tak pięknie o uczuciu do mnie nie wiedząc nawet co ja do ciebie czuję
- Więc co do mnie czujesz Eleno?
- Nic Michael, zupełnie nic.
W jego oczach stanęły łzy. Poczuł wielki ból w sercu, którego nie doznał nigdy w życiu. Spojrzał w jej czekoladowe oczy i nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Pragną aby powiedziała że to był tylko żart, z którego zaraz będą mogli się śmiać.
- Nie smuć się. Właśnie takiego chce cię zapamiętać. Zawsze uśmiechniętego, kochającego mnie mężczyznę. - Spojrzał na nią aby po chwili widzieć jak pewnym krokiem zmierza w kierunku wyjścia, jak dochodzi do wielkich drzwi, które zamykają się za nią z charakterystycznym kliknięciem. A razem z nimi zamknął się pewien rozdział w jego życiu, ale on i tak nigdy nie zapomni jej szczerego uśmiechu, który co dnia zdobił jej śliczną twarz, a także oczu o kolorze gorzkiej czekolady.
Jego miłość odeszła.
Ten twardy mur zburzył się jak domek z kart, a ona przecież tylko dmuchnęła.
Ale prawda była taka, że ona kochała go całym sercem i trudno było jej spojrzeć mu w oczy i powiedzieć że nic do niego nie czuje. Ona po prostu chciała zacząć nowe życie, w którym nie było miejsca dla niego, ponieważ nigdy nie dał by jej prawdziwego domu, którego ona teraz tak bardzo potrzebowała.
Ciąg dalszy nastąpi...
Desaire & Bella15