Jezioro [+16/AU/OOC]
: 2008-02-25, 20:57
[AU] - Alternate Universe, postacie osadzone są w innych realiach niż w pierwowzorze
[OOC] - Out Of Character, postacie odbiegają charakterem od swoich pierwowzorów
Krótki przedwstęp- opowiadanie zainspirowane twórczością Ann i Natalii
napisane jeszcze przed informacją, że afera z Wistlerem- agentem była snem. W odniesieniu do opowiadania dziewczyn - jeśli tak mogę napisać
rzecz dzieje się latem, Ann jest już żoną Dżejmsa
A! I najważniejsze - Olga to ja 
Chłodny letni wiatr wiał od strony jeziora. Słońce delikatnie zaczynało wznosić się nad horyzontem. Poranne słońce obudziło dwie kobiety śpiące w przyczepie kempingowej. Ann nie otwierając oczu automatycznie wyciągnęła rękę szukając Dżejmsa…
- Hej Ann! Masz ochotę na śniadanie? Bo ja jestem strasznie głodna – zapytała Natalia wygrzebując się spod tony śpiworów
- No dobra, ale mnie interesuje fakt gdzie polazł Dżejms – odparła Ann
- Pewnie z Mahonem poszli łowić ryby.
- Ale rano?! Co za cep! – zawołała wzburzona Ann
- No od rana chodzi się na ryby, co prawda nigdy nie łowiłam....ale gdzieś o tym czytałam, ty jako żona rybaka powinnaś o tym wiedzieć- odparła ze śmiechem Nati poszukując czegoś w małej wypchanej piwem turystycznej lodówce.
- Nie wiem, mam męża rybaka, a nie wiem xD
- Gdzie są moje parówki?!
- Może sprawdź w WASZEJ lodówce zamiast przekopywać moją - odparła ze śmiechem Ann wyglądając z przyczepy w poszukiwaniu męża.
Tymczasem Alex i James stali na pomoście i łowili ryby. Wiatr rozwiewał im włosy, słońce od jakiejś godziny raziło ich w ich piękne oczy, ale się tym nie przejmowali, uparcie stojąc nad wodą i z nadzieją się w nią wpatrując.
- Mam! Mam! Złapałem! - zaczął wołać Dżejms, był tak podekscytowany ze szczęścia, że wreszcie udało mu się coś złapać, że gdyby nie szybka reakcja Alexa znalazłby się w wodzie razem z całym sprzętem do łowienia.
- Spokojnie- odparł ze śmiechem Alex – Czy ty kiedykolwiek łowiłeś?
- Tak, kiedyś, ale nic nigdy nie złowiłem… Nie mów o tym Ann, ona przecież nie wie wszystkiego, i lepiej aby tak pozostało
- Jak uważasz…Choć wg mnie mógłbyś jej powiedzieć… Natalia wie, że w przeszłości Firma zmusiła mnie do współpracy, zrozumiała…
- To dwie różne sytuacje… Ann by nie zrozumiała… Wiesz przecież jak przyjęła sam fakt, że byłem agentem…
- Wybaczyła ci, że to ukrywałeś, a teraz pewnie by… - Alex nie skończył mówić, kiedy usłyszał głośny śmiech nadchodzących pań.
- Jak tam łowienie?
- No… - panowie zamilkli, nie mieli nic… ryba którą złapał Dżejms poszła na dno razem z nowiutką wędką…
- A może popływamy łodzią? – zaproponował Dżejms, aby odwrócić uwagę od tych nieszczęsnych ryb.
- świetny pomysł! – zawołał zachwycony Alex. Ann i Natalia spojrzały na nich ze zdziwieniem, ale zgodziły się na wycieczkę łodzią na drugą stronę jeziora.
Woda pluskała pod wiosłami, pojedyncze krople padały na twarze czwórki urlopowiczów, słońce jak oszalałe świeciło im na twarze.
- Kocham urlop – westchnęła z uśmiechem Natalia
- Patrzcie! Tam przy plaży jest jakiś dom letniskowy! Chodźcie! Odwiedźmy sąsiadów! – wołała Ann, którą niewiadomo czemu ten widok rozbudził z leniwej atmosfery panującej na łodzi (taaa leniwej – gdyby to usłyszał Alex lub Dżejms, którzy musieli wiosłować… ). Całą grupką wysiedli na brzegu i podążyli w stronę drewnianego domu obmurowanego kamieniami.
- Myślicie, że możemy tak po prostu komuś przeszkadzać w urlopie? – zapytał Alex.
- Oczywiście, że tak! Warto poznać sąsiadów! – przekonywały dziewczyny
- Sąsiedzi… Mieszamy na drugim brzegu jeziora – pół godziny wiosłowaliśmy łodzią, super sąsiedzi – odparł z przekąsem James
- Oj nie marudź. – stwierdziła Ann i zastukała do drzwi- pewnie gdyby przeczuwała, kto może je otworzyć nigdy nie odważyłaby się na ten krok. Uciekłaby z tego miejsca nie odwracając się ani na chwilę.
-Teddy – wyszeptała zaskoczona patrząc na stojącą przed nią postać. Nie wiedziała czy odwrócić się i uciec, czy też stawić czoła tej dziwnej sytuacji – Ty… ty przecież nie żyjesz!
- Ann… Wejdźcie, wytłumaczę wam to wewnątrz. – Powiedział wpuszczając ich do środka. Posłusznie poszli za nim, Ann nerwowo trzymała Dżejmsa za rękę a Natalia szeptem upewniła się, czy jej mąż ma przy sobie broń. Miał.
Usiedli w salonie, przy drewnianym stole przykrytym białym obrusem, na którym stały świeżo ścięte kwiaty.
- Hmm… od czego zacząć… W największym skrócie - kiedy ‘przypadkiem’ wypadłem przez okno straciłem przytomność, przez miesiąc, albo trochę dłużej leżałem w śpiączce. Kiedy się obudziłem dowiedziałem się, że oficjalnie Teodor Bagwell nie żyje. Mam nową tożsamość…
- Jak teraz się nazywasz? – zapytał rzeczowo Alex – I kto i dlaczego sprawił ci nową tożsamość?
- Teraz nazywam się Robert Knepper, Firma dała mi nową tożsamość…
- Za co?
- Nic nie chcą w zamian.
- Nie wierzę…
- Robercie! Mamy gości?! – zawołałam schodząc po schodach. – Przez suszarkę nawet nie słyszałam, że przyjechał samochód!
- Przypłynęli łodzią – odparł Teddy/Robert – To jest Ann, jej mąż James, Natalia i jej mąż Alex – przedstawił mi krótko. Nie musiał, doskonale wiedziałam kto stoi przede mną. – A to moja żona Olga
- Żona? – Zapytała zaskoczona Ann.
- Nasz miesiąc miodowy – odparłam z uśmiechem obdarzając całusem Roberta. Napijecie się czegoś? Zapraszam. Siadajcie, a ja pójdę po wino do kuchni.
- Pomogę Ci. – usłyszałam głos Wistlera, i nim ktokolwiek zareagował znaleźliśmy się w kuchni.
- Zadowolony, że odszedłeś z Firmy czy może chcesz wrócić? – Odparłam z przekąsem patrząc na zdenerwowanego Wistlera
- Przecież wiesz, że chciałem odejść. Nigdy nie powinienem był wchodzić we współpracę z wami. Proszę Cię tylko nie mów nic Ann.
- Oszukujesz żonę?
- Po prostu nie chcę jej denerwować. Proszę…
- Dobrze, ale pod dwoma warunkami – Nie powiesz Mahonowi, że to ja kazałam aby zmusili go do współpracy i nie powiesz Robertowi, jak wysoko stoję w hierarchii Firmy.
- Podobno to ja urywam prawdę…
- Powiedz mi jaki jest sens tego by Robert dowiedział się, że to ja podejmuję większość decyzji…? To co umowa stoi?
- Chyba nie mam wyboru. Chodźmy z tym winem zanim zaczną się niecierpliwić.
- Co tak długo?! – zapytała podejrzliwie Ann
- Przepraszam, to moja wina, znowu zapodziałam gdzieś korkociąg…– usiadłam na kanapie przytulając się do Roberta i obserwując jak Wistler rozlewa wino do kieliszków
- Mam być zazdrosny? Moja perfekcyjna pedantko? – zapytał mnie szeptem Robert. Wiedziałam, że on nie przełknie zagubionego korkociągu.
- Ciii później Ci to wytłumaczę.
- Jak się poznaliście? – zapytała Natalia
- Olga jest psychologiem, zajmowała się mną kiedy odzyskałem przytomność. No i dzięki temu, że poznała mnie na tyle dobrze, zakochała się we mnie. – Chcąc nie chcąc wszyscy musieli zaakceptować nową sytuację. Wino pomogło w tym tak bardzo, że podchmielone towarzystwo zaprosiło mnie i Roberta na jutro na ognisko.
- Chętnie przyjdziemy – odparłam z uśmiechem – Ale chyba w takim stanie nie powinniście płynąć łódką. Możecie przenocować w gościnnym.
- Dzięki ale nie. Ja nie piłem – odparł Wistler. –Chodźcie.
- Weźcie nasze auto – będzie bezpieczniej niż łodzią, a jutro my przypłyniemy do was i odbierzemy samochód – Stwierdził Robert próbując po pijaku wyjść spod stołu. Wiedzieliśmy, że w tej sytuacji to jedyne rozsądne wyjście. Zabrałam kluczyki, dokumenty i pomogłam Jamesowi zaprowadzić Alexa i dziewczyny do mojego samochodu.
- Pamiętaj – ani słowa – wyszeptał jeszcze Wistler przed odjazdem. Zostałam sama przed domem, w ulgą wdychając chłodne orzeźwiające powietrze. Powróciły wspomnienia – Ucieczka ósemki z Fox River, gorączkowe szukanie agenta, któremu można powierzyć ważną rolę. Wreszcie pytające spojrzenie ludzi i moja decyzja – „Chcę Mahona! On sprosta zadaniu! Nie ważne jak, macie mu kazać to zrobić!” – decyzja która zamieniła życie Mahona w piekło… moja decyzja… Czy żałuje? Nie. Miałam sprawę do załatwienia i ją załatwiłam. Wcześniej pojawił się Wistler. On był inny od Alexa, sam początkowo chciał dla Nas pracować. Później miał kryzys, chciał zrezygnować, ale nie tak łatwo odejść. Mahone mógł – jego praca była „umową o dzieło”, praca Jamesa miała być długoterminowa. Długo nie pozwalałam mu odejść. Był dobrym pracownikiem. Dopiero jak trafił do Sony przesłałam mu przez Gretchen informację, że jeśli chce to, TO może być jego ostatnim zadaniem. Chciał. Przez jego odejście miałam drobne problemy, ale uciszyłam je kilkoma pociskami…
- Olga! Kochanie! Chodź spać! – głos Teddy’ego tfu! Roberta – sama wybrałam mu nowe imię a nie mogłam czasami się do niego przyzwyczaić. Słyszałam, jak mówił, że Firma nic od niego nie chciała w zamian. Kochany Teddy, gdyby wiedział, że dostał nowe życie tylko dlatego, że ja się w nim zakochałam… głupio i naiwnie… miłość – przecież zawsze uważałam, że to nie dla mnie, zbyteczny balast…
- OLGA!
- Idę! - Zawołałam i pobiegłam do Mojego Roberta, który ledwo stał trzymając się drzwi – Dlatego ja staram się tyle nie pić – ktoś musi czuwać – tego nauczyłam się przez te wszystkie lata.
Następnego dnia o poranku , kiedy słońce wznosiło się na sam szczyt nieba a wskazówki zegara wskazywały dwunastą otwarłam oczy i spojrzałam na śpiącego przy moim boku mężczyznę. Mojego mężczyznę. Wstałam, wzięłam prysznic i poszłam do kuchni przygotować coś dla Roberta na kaca. O czternastej wkroczył do kuchni tym swoim krokiem, z lekko matowymi oczami i grymasem bólu na ustach
- Proszę – podałam mu szklankę – Na kaca.
- Co tak ładnie pachnie? – zapytał kiedy skończył pić
- Idziemy na ognisko więc pomyślałam, że jako dodatek do kiełbasy świeże bułki będą w sam raz.
- Umiesz piec?! Przecież zawsze mówiłaś, że ugotować ugotujesz, ale piec nie umiesz…
- Bo nie umiem… to mrożone bułeczki… wystarczy tylko wsadzić do piekarnika, tyle umiem.
Ognisko już płonęło, kiedy nadpłynęliśmy.
- Cześć – przywitaliśmy się z uśmiechem demonstrując przyjazne zamiary – Upiekłam bułeczki do kiełbasy.
-Sama piekłaś? – zapytała Ann
- Tak. – W tym momencie Robert nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem – Cicho bądź!
- Olga po prostu upiekła gotowe, mrożone bułeczki.
- Musisz mnie kompromitować?!
- Kochanie w tym towarzystwie gotowanie i pieczenie nie należy do cech nabytych.
- Ja UMIEM gotować!
- Dobrze już, dobrze – wystarczył jeden całus, abym się uspokoiła xD – Usiedliśmy na pieńkach rozstawionych dookoła ogniska. Śmiech, piwo, znaleziona gdzieś butelka Malibu wystarczyło abyśmy poczuli się w miarę swobodnie w swoim towarzystwie. Nagle naszą roześmianą atmosferę przerwał pojedynczy strzał gdzieś w środku lasu. Moja dłoń automatycznie powędrowała w stronę gdzie pod bluzą spoczywała broń, kątem oka dostrzegłam, że Alex Mahone wykonał podobny, niedostrzegalny dla kogoś z zewnątrz ruch. Widziałam też zaskoczenie w jego oczach gdy uświadomił sobie, że mam broń. Oboje czujnym wzrokiem penetrowaliśmy szarości lasu. Nagle usłyszeliśmy warkot silnika i zobaczyliśmy światła. Samochód zbliżył się do nas a z jego wnętrza wyszła bardzo dobrze mi znana postać Pan – Dopóki – Nie – Mam – Gwarancji – Braku – Podsłuchu – Piszę – Na –Kartce. Nie tylko ja go znałam, Alex kiedyś przypadkiem widział go z daleka razem z tym żółtym kretynem, którego imienia nie widziałam potrzeby zapamiętywać, a Wistler miał nawet okazję uciąć sobie z nim pogawędkę. Cudowne towarzystwo. Nie ma co. Wstałam.
- Czego chcesz? Wiesz, że mam urlop – miesiąc miodowy.
- Tak. Ale większej dziczy nie mogłaś sobie wybrać?! Brak zasięgu, brak kontaktu z tobą! Wiesz ile się najeździłem po tym lesie aby cię znaleźć?!
- Mam nadzieję, że to coś ważnego. Bo inaczej nie ręczę za siebie!
- Tak to ważne. Choć na bok. Musimy porozmawiać. – Kiedy odeszliśmy na bok zobaczyłam kątem oka jak wszyscy wpatrują się we mnie z napięciem. Nie ma co. Popsuł mi cały wieczór.
No dobra to jednak było ważne. Wróciłam do ogniska, obiecując wcześniej, że nazajutrz wyjadę stąd i załatwię sprawę.
- Kim ty jesteś?! – Wypalił Alex jak tylko wróciłam do nich. – Teodor to jest Robert, kurcze nie mogę się przyzwyczaić, powiedział, że pracujesz dla Firmy, ale skoro wrzeszczałaś na TEGO faceta to jak wysoko musisz tam stać?
- Nie chcesz wiedzieć... Robert kochanie będę musiała Cię zostawić na kila dni, znowu wypadło mi coś bardzo pilnego…
- Zdążyłem się przyzwyczaić… Kocham Cię i dla mnie nie jest ważne czym się zajmujesz kiedy nie ma cię przy mnie…
- Dziękuję…
KONIEC.
[OOC] - Out Of Character, postacie odbiegają charakterem od swoich pierwowzorów
Krótki przedwstęp- opowiadanie zainspirowane twórczością Ann i Natalii
Chłodny letni wiatr wiał od strony jeziora. Słońce delikatnie zaczynało wznosić się nad horyzontem. Poranne słońce obudziło dwie kobiety śpiące w przyczepie kempingowej. Ann nie otwierając oczu automatycznie wyciągnęła rękę szukając Dżejmsa…
- Hej Ann! Masz ochotę na śniadanie? Bo ja jestem strasznie głodna – zapytała Natalia wygrzebując się spod tony śpiworów
- No dobra, ale mnie interesuje fakt gdzie polazł Dżejms – odparła Ann
- Pewnie z Mahonem poszli łowić ryby.
- Ale rano?! Co za cep! – zawołała wzburzona Ann
- No od rana chodzi się na ryby, co prawda nigdy nie łowiłam....ale gdzieś o tym czytałam, ty jako żona rybaka powinnaś o tym wiedzieć- odparła ze śmiechem Nati poszukując czegoś w małej wypchanej piwem turystycznej lodówce.
- Nie wiem, mam męża rybaka, a nie wiem xD
- Gdzie są moje parówki?!
- Może sprawdź w WASZEJ lodówce zamiast przekopywać moją - odparła ze śmiechem Ann wyglądając z przyczepy w poszukiwaniu męża.
Tymczasem Alex i James stali na pomoście i łowili ryby. Wiatr rozwiewał im włosy, słońce od jakiejś godziny raziło ich w ich piękne oczy, ale się tym nie przejmowali, uparcie stojąc nad wodą i z nadzieją się w nią wpatrując.
- Mam! Mam! Złapałem! - zaczął wołać Dżejms, był tak podekscytowany ze szczęścia, że wreszcie udało mu się coś złapać, że gdyby nie szybka reakcja Alexa znalazłby się w wodzie razem z całym sprzętem do łowienia.
- Spokojnie- odparł ze śmiechem Alex – Czy ty kiedykolwiek łowiłeś?
- Tak, kiedyś, ale nic nigdy nie złowiłem… Nie mów o tym Ann, ona przecież nie wie wszystkiego, i lepiej aby tak pozostało
- Jak uważasz…Choć wg mnie mógłbyś jej powiedzieć… Natalia wie, że w przeszłości Firma zmusiła mnie do współpracy, zrozumiała…
- To dwie różne sytuacje… Ann by nie zrozumiała… Wiesz przecież jak przyjęła sam fakt, że byłem agentem…
- Wybaczyła ci, że to ukrywałeś, a teraz pewnie by… - Alex nie skończył mówić, kiedy usłyszał głośny śmiech nadchodzących pań.
- Jak tam łowienie?
- No… - panowie zamilkli, nie mieli nic… ryba którą złapał Dżejms poszła na dno razem z nowiutką wędką…
- A może popływamy łodzią? – zaproponował Dżejms, aby odwrócić uwagę od tych nieszczęsnych ryb.
- świetny pomysł! – zawołał zachwycony Alex. Ann i Natalia spojrzały na nich ze zdziwieniem, ale zgodziły się na wycieczkę łodzią na drugą stronę jeziora.
Woda pluskała pod wiosłami, pojedyncze krople padały na twarze czwórki urlopowiczów, słońce jak oszalałe świeciło im na twarze.
- Kocham urlop – westchnęła z uśmiechem Natalia
- Patrzcie! Tam przy plaży jest jakiś dom letniskowy! Chodźcie! Odwiedźmy sąsiadów! – wołała Ann, którą niewiadomo czemu ten widok rozbudził z leniwej atmosfery panującej na łodzi (taaa leniwej – gdyby to usłyszał Alex lub Dżejms, którzy musieli wiosłować… ). Całą grupką wysiedli na brzegu i podążyli w stronę drewnianego domu obmurowanego kamieniami.
- Myślicie, że możemy tak po prostu komuś przeszkadzać w urlopie? – zapytał Alex.
- Oczywiście, że tak! Warto poznać sąsiadów! – przekonywały dziewczyny
- Sąsiedzi… Mieszamy na drugim brzegu jeziora – pół godziny wiosłowaliśmy łodzią, super sąsiedzi – odparł z przekąsem James
- Oj nie marudź. – stwierdziła Ann i zastukała do drzwi- pewnie gdyby przeczuwała, kto może je otworzyć nigdy nie odważyłaby się na ten krok. Uciekłaby z tego miejsca nie odwracając się ani na chwilę.
-Teddy – wyszeptała zaskoczona patrząc na stojącą przed nią postać. Nie wiedziała czy odwrócić się i uciec, czy też stawić czoła tej dziwnej sytuacji – Ty… ty przecież nie żyjesz!
- Ann… Wejdźcie, wytłumaczę wam to wewnątrz. – Powiedział wpuszczając ich do środka. Posłusznie poszli za nim, Ann nerwowo trzymała Dżejmsa za rękę a Natalia szeptem upewniła się, czy jej mąż ma przy sobie broń. Miał.
Usiedli w salonie, przy drewnianym stole przykrytym białym obrusem, na którym stały świeżo ścięte kwiaty.
- Hmm… od czego zacząć… W największym skrócie - kiedy ‘przypadkiem’ wypadłem przez okno straciłem przytomność, przez miesiąc, albo trochę dłużej leżałem w śpiączce. Kiedy się obudziłem dowiedziałem się, że oficjalnie Teodor Bagwell nie żyje. Mam nową tożsamość…
- Jak teraz się nazywasz? – zapytał rzeczowo Alex – I kto i dlaczego sprawił ci nową tożsamość?
- Teraz nazywam się Robert Knepper, Firma dała mi nową tożsamość…
- Za co?
- Nic nie chcą w zamian.
- Nie wierzę…
- Robercie! Mamy gości?! – zawołałam schodząc po schodach. – Przez suszarkę nawet nie słyszałam, że przyjechał samochód!
- Przypłynęli łodzią – odparł Teddy/Robert – To jest Ann, jej mąż James, Natalia i jej mąż Alex – przedstawił mi krótko. Nie musiał, doskonale wiedziałam kto stoi przede mną. – A to moja żona Olga
- Żona? – Zapytała zaskoczona Ann.
- Nasz miesiąc miodowy – odparłam z uśmiechem obdarzając całusem Roberta. Napijecie się czegoś? Zapraszam. Siadajcie, a ja pójdę po wino do kuchni.
- Pomogę Ci. – usłyszałam głos Wistlera, i nim ktokolwiek zareagował znaleźliśmy się w kuchni.
- Zadowolony, że odszedłeś z Firmy czy może chcesz wrócić? – Odparłam z przekąsem patrząc na zdenerwowanego Wistlera
- Przecież wiesz, że chciałem odejść. Nigdy nie powinienem był wchodzić we współpracę z wami. Proszę Cię tylko nie mów nic Ann.
- Oszukujesz żonę?
- Po prostu nie chcę jej denerwować. Proszę…
- Dobrze, ale pod dwoma warunkami – Nie powiesz Mahonowi, że to ja kazałam aby zmusili go do współpracy i nie powiesz Robertowi, jak wysoko stoję w hierarchii Firmy.
- Podobno to ja urywam prawdę…
- Powiedz mi jaki jest sens tego by Robert dowiedział się, że to ja podejmuję większość decyzji…? To co umowa stoi?
- Chyba nie mam wyboru. Chodźmy z tym winem zanim zaczną się niecierpliwić.
- Co tak długo?! – zapytała podejrzliwie Ann
- Przepraszam, to moja wina, znowu zapodziałam gdzieś korkociąg…– usiadłam na kanapie przytulając się do Roberta i obserwując jak Wistler rozlewa wino do kieliszków
- Mam być zazdrosny? Moja perfekcyjna pedantko? – zapytał mnie szeptem Robert. Wiedziałam, że on nie przełknie zagubionego korkociągu.
- Ciii później Ci to wytłumaczę.
- Jak się poznaliście? – zapytała Natalia
- Olga jest psychologiem, zajmowała się mną kiedy odzyskałem przytomność. No i dzięki temu, że poznała mnie na tyle dobrze, zakochała się we mnie. – Chcąc nie chcąc wszyscy musieli zaakceptować nową sytuację. Wino pomogło w tym tak bardzo, że podchmielone towarzystwo zaprosiło mnie i Roberta na jutro na ognisko.
- Chętnie przyjdziemy – odparłam z uśmiechem – Ale chyba w takim stanie nie powinniście płynąć łódką. Możecie przenocować w gościnnym.
- Dzięki ale nie. Ja nie piłem – odparł Wistler. –Chodźcie.
- Weźcie nasze auto – będzie bezpieczniej niż łodzią, a jutro my przypłyniemy do was i odbierzemy samochód – Stwierdził Robert próbując po pijaku wyjść spod stołu. Wiedzieliśmy, że w tej sytuacji to jedyne rozsądne wyjście. Zabrałam kluczyki, dokumenty i pomogłam Jamesowi zaprowadzić Alexa i dziewczyny do mojego samochodu.
- Pamiętaj – ani słowa – wyszeptał jeszcze Wistler przed odjazdem. Zostałam sama przed domem, w ulgą wdychając chłodne orzeźwiające powietrze. Powróciły wspomnienia – Ucieczka ósemki z Fox River, gorączkowe szukanie agenta, któremu można powierzyć ważną rolę. Wreszcie pytające spojrzenie ludzi i moja decyzja – „Chcę Mahona! On sprosta zadaniu! Nie ważne jak, macie mu kazać to zrobić!” – decyzja która zamieniła życie Mahona w piekło… moja decyzja… Czy żałuje? Nie. Miałam sprawę do załatwienia i ją załatwiłam. Wcześniej pojawił się Wistler. On był inny od Alexa, sam początkowo chciał dla Nas pracować. Później miał kryzys, chciał zrezygnować, ale nie tak łatwo odejść. Mahone mógł – jego praca była „umową o dzieło”, praca Jamesa miała być długoterminowa. Długo nie pozwalałam mu odejść. Był dobrym pracownikiem. Dopiero jak trafił do Sony przesłałam mu przez Gretchen informację, że jeśli chce to, TO może być jego ostatnim zadaniem. Chciał. Przez jego odejście miałam drobne problemy, ale uciszyłam je kilkoma pociskami…
- Olga! Kochanie! Chodź spać! – głos Teddy’ego tfu! Roberta – sama wybrałam mu nowe imię a nie mogłam czasami się do niego przyzwyczaić. Słyszałam, jak mówił, że Firma nic od niego nie chciała w zamian. Kochany Teddy, gdyby wiedział, że dostał nowe życie tylko dlatego, że ja się w nim zakochałam… głupio i naiwnie… miłość – przecież zawsze uważałam, że to nie dla mnie, zbyteczny balast…
- OLGA!
- Idę! - Zawołałam i pobiegłam do Mojego Roberta, który ledwo stał trzymając się drzwi – Dlatego ja staram się tyle nie pić – ktoś musi czuwać – tego nauczyłam się przez te wszystkie lata.
Następnego dnia o poranku , kiedy słońce wznosiło się na sam szczyt nieba a wskazówki zegara wskazywały dwunastą otwarłam oczy i spojrzałam na śpiącego przy moim boku mężczyznę. Mojego mężczyznę. Wstałam, wzięłam prysznic i poszłam do kuchni przygotować coś dla Roberta na kaca. O czternastej wkroczył do kuchni tym swoim krokiem, z lekko matowymi oczami i grymasem bólu na ustach
- Proszę – podałam mu szklankę – Na kaca.
- Co tak ładnie pachnie? – zapytał kiedy skończył pić
- Idziemy na ognisko więc pomyślałam, że jako dodatek do kiełbasy świeże bułki będą w sam raz.
- Umiesz piec?! Przecież zawsze mówiłaś, że ugotować ugotujesz, ale piec nie umiesz…
- Bo nie umiem… to mrożone bułeczki… wystarczy tylko wsadzić do piekarnika, tyle umiem.
Ognisko już płonęło, kiedy nadpłynęliśmy.
- Cześć – przywitaliśmy się z uśmiechem demonstrując przyjazne zamiary – Upiekłam bułeczki do kiełbasy.
-Sama piekłaś? – zapytała Ann
- Tak. – W tym momencie Robert nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem – Cicho bądź!
- Olga po prostu upiekła gotowe, mrożone bułeczki.
- Musisz mnie kompromitować?!
- Kochanie w tym towarzystwie gotowanie i pieczenie nie należy do cech nabytych.
- Ja UMIEM gotować!
- Dobrze już, dobrze – wystarczył jeden całus, abym się uspokoiła xD – Usiedliśmy na pieńkach rozstawionych dookoła ogniska. Śmiech, piwo, znaleziona gdzieś butelka Malibu wystarczyło abyśmy poczuli się w miarę swobodnie w swoim towarzystwie. Nagle naszą roześmianą atmosferę przerwał pojedynczy strzał gdzieś w środku lasu. Moja dłoń automatycznie powędrowała w stronę gdzie pod bluzą spoczywała broń, kątem oka dostrzegłam, że Alex Mahone wykonał podobny, niedostrzegalny dla kogoś z zewnątrz ruch. Widziałam też zaskoczenie w jego oczach gdy uświadomił sobie, że mam broń. Oboje czujnym wzrokiem penetrowaliśmy szarości lasu. Nagle usłyszeliśmy warkot silnika i zobaczyliśmy światła. Samochód zbliżył się do nas a z jego wnętrza wyszła bardzo dobrze mi znana postać Pan – Dopóki – Nie – Mam – Gwarancji – Braku – Podsłuchu – Piszę – Na –Kartce. Nie tylko ja go znałam, Alex kiedyś przypadkiem widział go z daleka razem z tym żółtym kretynem, którego imienia nie widziałam potrzeby zapamiętywać, a Wistler miał nawet okazję uciąć sobie z nim pogawędkę. Cudowne towarzystwo. Nie ma co. Wstałam.
- Czego chcesz? Wiesz, że mam urlop – miesiąc miodowy.
- Tak. Ale większej dziczy nie mogłaś sobie wybrać?! Brak zasięgu, brak kontaktu z tobą! Wiesz ile się najeździłem po tym lesie aby cię znaleźć?!
- Mam nadzieję, że to coś ważnego. Bo inaczej nie ręczę za siebie!
- Tak to ważne. Choć na bok. Musimy porozmawiać. – Kiedy odeszliśmy na bok zobaczyłam kątem oka jak wszyscy wpatrują się we mnie z napięciem. Nie ma co. Popsuł mi cały wieczór.
No dobra to jednak było ważne. Wróciłam do ogniska, obiecując wcześniej, że nazajutrz wyjadę stąd i załatwię sprawę.
- Kim ty jesteś?! – Wypalił Alex jak tylko wróciłam do nich. – Teodor to jest Robert, kurcze nie mogę się przyzwyczaić, powiedział, że pracujesz dla Firmy, ale skoro wrzeszczałaś na TEGO faceta to jak wysoko musisz tam stać?
- Nie chcesz wiedzieć... Robert kochanie będę musiała Cię zostawić na kila dni, znowu wypadło mi coś bardzo pilnego…
- Zdążyłem się przyzwyczaić… Kocham Cię i dla mnie nie jest ważne czym się zajmujesz kiedy nie ma cię przy mnie…
- Dziękuję…
KONIEC.