Michael Scofield
ja płakałam 4 lata temu
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
ostatnim razem? o.O nie no bez przesady.ja ostatnio dzisiaj a tak to za każdym razem jak Szkołę Uczuc ogladam.
nie ostatnim razem. Pytałaś czy płakałam jak pisałam. Płakałam gdy pisałam to 4 lata temu.Xaneta pisze:ostatnim razem?
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
Tanira... wielbię Cię...
nie płakałem od lat a tu proszę... oczy mi się zaszkliły... ten wiersz jest cudny...tak nawiasem przykro mi...
nie płakałem od lat a tu proszę... oczy mi się zaszkliły... ten wiersz jest cudny...tak nawiasem przykro mi...
Mahone
ale tanirko, jakl tu nie płakać przy czymś takim... ty sama napisałaś TEN wiersz ???
zapisuję go
wstawię na pb ok ???
http://www.magdusiek.fbl.pl
wstawiłam ze specialną dedykacją dla ciebie...
możesz zobazcyć
zapisuję go
http://www.magdusiek.fbl.pl
wstawiłam ze specialną dedykacją dla ciebie...
możesz zobazcyć
Lincoln Burrows
nie no.... Tanirko..... To jest boskie...... łzy mi ciekną.... Hmm.... A ja swojego anioła jeszcze nie mam.... Może tak jak Sean czekam na tego jesdnego?? =)
Michael Scofield
part VIII
Obudził ją delikatny zapach kawy.
Otworzyła oczy.
Pierwsze promienie słońca wpadały do dyżurki.
Wygrzebała się z koca w którym tak słodko się spało.
Rozejrzała się po dyżurce.
Była sama.
Mruknęła coś cicho pod nosem, wstała i nalała sobie kubek gorącej kawy.
Kawa…
Wiedziała, że nie mogła jej tyle pić ale nie umiała się opanować.
- widzę, że już wstałaś – szepnął Sean, który właśnie wszedł do środka.
- nie patrz na mnie – mruknęła i zasłoniła twarz swoimi włosami.
- no cos ty. Dlaczego?
- bo wyglądam źle. Bardzo źle. Gdzie tu łazienka? Muszę coś z sobą zrobić. Nie chcę doprowadzać ludzi do zawału.
Usłyszała jego cichy śmiech.
- no bardzo zabawne…
- oj przestań – szepnął i objął ją w pasie – i tak jesteś piękna.
- a mogę oblać cię tą gorącą kawą?
Puścił ją nadal śmiejąc się cicho.
Do dyżurki wpadł Jack.
- wiedziałem, że będzie się tu dziać dziś w nocy! Mogłeś jej trochę te włosy jakoś ułożyć – szepnął dyskretnie do Seana, który nie umiał powstrzymać śmiechu.
- jesteście okropni – mruknęła Ann i wyszła w poszukiwaniu łazienki.
- no opowiadaj – zaczął Jack gdy za Ann zamknęły się drzwi.
- co mam ci opowiadać?
- jaka była…no wiesz…
Sean spojrzał na niego z wyraźnym oburzeniem.
- jesteś bezczelny – szepnął
- no przestań. Nie udawaj anioła.
- czy ty myślisz tylko o tym żeby przelecieć każdą bliżej poznana dziewczynę?
- no a…a ty nie? – zapytał z niedowierzaniem Jack.
Mina Seana mówiła sama za siebie.
- ty człowieku a może ty innej orientacji jesteś?
- daj mi spokój – szepnął i chwycił za kurtkę swoją i Ann – miłego dnia Ci życzę – rzucił i wyszedł trzaskając drzwiami.
Ann zamknęła się w łazience.
Wyjątkowo ładnej jak na warunki szpitale łazience.
W głowie układała sobie plan dzisiejszego dnia.
Najpierw zakupy.
Później parnie.
A wieczorem jakiś film.
Umyła twarz zimna wodą i wytarła ją ręcznikiem.
Zupełnie nie myślała o tym co stało się w nocy.
Przypomniał jej o tym dopiero ścisk w żołądku gdy przez zamknięte drzwi usłyszała jego głos.
- już można cię normalnie oglądać?
- już można – szepnęła otwierając drzwi.
- nie widzę różnicy – szepnął ładując w siebie kanapkę ze szpitalnego sklepu – Kcesz? – zapytał wyciągając w jej stronę rękę.
- no pewnie.
Wyrwała mu z ręki kanapkę i załapała za swoją kurtkę.
- porywam cię dziś – zaświergotał Sean gdy mijali bramę szpitala.
Ann popatrzyła na niego dziwnie.
- mówiłaś, że dawno nie byłaś w porcie. Ja też nie – uśmiechnął się delikatnie.
Ann poczuła, że ścisk w żołądku staje się coraz bardziej odczuwalny.
Chwyciła go pod ramię i z uśmiechem na ustach ruszyła przed siebie.
Dzień zapowiadał się wspaniale.
Rozpierała go jakaś dziwna energia.
Odprowadził ją do domu i sam nie wiedzieć dlaczego ruszył w stronę drogerii kupić nową wodę po goleniu.
Wieczór w porcie.
Uwielbiał to miejsce.
Tam stawał się wolny.
Czuł, że może zrobić wszystko.
Wyszedł z domu koło 20.
Spokojny spacer. Nogi same go prowadziły.
Delikatny wiatr przesuwał się spokojnie po jego twarzy.
Zapukał.
Miała nadzieję, że to jeszcze nie on.
Nie była gotowa.
Założyła na siebie w pośpiechu jakąś koszulkę, rozpuściła włosy, które do tej pory były związane w byle jaki kucyk i otworzyła drzwi.
- jestem za wcześnie?
- nie…to ja za późno zaczęłam się szykować – uśmiechnęła się rozbrajająco.
Zamknęła drzwi, klucze włożyła do lewej kieszeni.
Poczuła ten sam wiatr, który nie tak dawno delikatnie dotykał Seana.
Poczuła też, że ktoś chwyta ją za rękę.
Wzdrygnęła się lekko.
- mogę? – zapytał patrząc przed siebie.
Nie odpowiedziała. Ścisnęła mocniej jego dłoń i uśmiechnęła się delikatnie.
Port był delikatnie oświetlony.
Wiatr dotykał delikatnie ich twarze gdy oparli się o barierkę.
Nie odzywali się do siebie.
Patrzyli w ciemna toń wody.
Jej dźwięk uspokajał.
Był zbawieniem.
Sean przychodził tu zawsze gdy chciał pomyśleć.
Gdy chciał zatrzymać się na chwilę w życiu, które pędziło za szybko.
Przypominał sobie tutaj rodziców.
Przypominał sobie wszystkie cudowne chwile.
Przysunął się nieznacznie do Ann i objął ją delikatnie.
- cieszę się, że jestem tu razem z Tobą – szepnął
Uśmiechnęła się i wtuliła w jego ramię gdy wiatr zawiał mocniej.
- wiesz, że właśnie w takich magicznych miejscach życie zaczyna się od nowa? – zapytała
Tym razem to on się uśmiechnął.
Ten wieczór był wyjątkowy.
Tak samo jak każdy odkąd go poznała.
Budziła się z myślą o nim i z myślą o nim zasypiała.
Ann popatrzyła na Seana.
- wiesz co…
- co?
- jestem najszczęśliwsza na świecie – szepnęła i pocałowała go delikatnie.
Port był magicznym miejscem.
Roztaczał wizję spokojnego i szczęśliwego życia.
Roztaczał magiczną aurę, którą tworzyli zakochani.
Obudził ją delikatny zapach kawy.
Otworzyła oczy.
Pierwsze promienie słońca wpadały do dyżurki.
Wygrzebała się z koca w którym tak słodko się spało.
Rozejrzała się po dyżurce.
Była sama.
Mruknęła coś cicho pod nosem, wstała i nalała sobie kubek gorącej kawy.
Kawa…
Wiedziała, że nie mogła jej tyle pić ale nie umiała się opanować.
- widzę, że już wstałaś – szepnął Sean, który właśnie wszedł do środka.
- nie patrz na mnie – mruknęła i zasłoniła twarz swoimi włosami.
- no cos ty. Dlaczego?
- bo wyglądam źle. Bardzo źle. Gdzie tu łazienka? Muszę coś z sobą zrobić. Nie chcę doprowadzać ludzi do zawału.
Usłyszała jego cichy śmiech.
- no bardzo zabawne…
- oj przestań – szepnął i objął ją w pasie – i tak jesteś piękna.
- a mogę oblać cię tą gorącą kawą?
Puścił ją nadal śmiejąc się cicho.
Do dyżurki wpadł Jack.
- wiedziałem, że będzie się tu dziać dziś w nocy! Mogłeś jej trochę te włosy jakoś ułożyć – szepnął dyskretnie do Seana, który nie umiał powstrzymać śmiechu.
- jesteście okropni – mruknęła Ann i wyszła w poszukiwaniu łazienki.
- no opowiadaj – zaczął Jack gdy za Ann zamknęły się drzwi.
- co mam ci opowiadać?
- jaka była…no wiesz…
Sean spojrzał na niego z wyraźnym oburzeniem.
- jesteś bezczelny – szepnął
- no przestań. Nie udawaj anioła.
- czy ty myślisz tylko o tym żeby przelecieć każdą bliżej poznana dziewczynę?
- no a…a ty nie? – zapytał z niedowierzaniem Jack.
Mina Seana mówiła sama za siebie.
- ty człowieku a może ty innej orientacji jesteś?
- daj mi spokój – szepnął i chwycił za kurtkę swoją i Ann – miłego dnia Ci życzę – rzucił i wyszedł trzaskając drzwiami.
Ann zamknęła się w łazience.
Wyjątkowo ładnej jak na warunki szpitale łazience.
W głowie układała sobie plan dzisiejszego dnia.
Najpierw zakupy.
Później parnie.
A wieczorem jakiś film.
Umyła twarz zimna wodą i wytarła ją ręcznikiem.
Zupełnie nie myślała o tym co stało się w nocy.
Przypomniał jej o tym dopiero ścisk w żołądku gdy przez zamknięte drzwi usłyszała jego głos.
- już można cię normalnie oglądać?
- już można – szepnęła otwierając drzwi.
- nie widzę różnicy – szepnął ładując w siebie kanapkę ze szpitalnego sklepu – Kcesz? – zapytał wyciągając w jej stronę rękę.
- no pewnie.
Wyrwała mu z ręki kanapkę i załapała za swoją kurtkę.
- porywam cię dziś – zaświergotał Sean gdy mijali bramę szpitala.
Ann popatrzyła na niego dziwnie.
- mówiłaś, że dawno nie byłaś w porcie. Ja też nie – uśmiechnął się delikatnie.
Ann poczuła, że ścisk w żołądku staje się coraz bardziej odczuwalny.
Chwyciła go pod ramię i z uśmiechem na ustach ruszyła przed siebie.
Dzień zapowiadał się wspaniale.
Rozpierała go jakaś dziwna energia.
Odprowadził ją do domu i sam nie wiedzieć dlaczego ruszył w stronę drogerii kupić nową wodę po goleniu.
Wieczór w porcie.
Uwielbiał to miejsce.
Tam stawał się wolny.
Czuł, że może zrobić wszystko.
Wyszedł z domu koło 20.
Spokojny spacer. Nogi same go prowadziły.
Delikatny wiatr przesuwał się spokojnie po jego twarzy.
Zapukał.
Miała nadzieję, że to jeszcze nie on.
Nie była gotowa.
Założyła na siebie w pośpiechu jakąś koszulkę, rozpuściła włosy, które do tej pory były związane w byle jaki kucyk i otworzyła drzwi.
- jestem za wcześnie?
- nie…to ja za późno zaczęłam się szykować – uśmiechnęła się rozbrajająco.
Zamknęła drzwi, klucze włożyła do lewej kieszeni.
Poczuła ten sam wiatr, który nie tak dawno delikatnie dotykał Seana.
Poczuła też, że ktoś chwyta ją za rękę.
Wzdrygnęła się lekko.
- mogę? – zapytał patrząc przed siebie.
Nie odpowiedziała. Ścisnęła mocniej jego dłoń i uśmiechnęła się delikatnie.
Port był delikatnie oświetlony.
Wiatr dotykał delikatnie ich twarze gdy oparli się o barierkę.
Nie odzywali się do siebie.
Patrzyli w ciemna toń wody.
Jej dźwięk uspokajał.
Był zbawieniem.
Sean przychodził tu zawsze gdy chciał pomyśleć.
Gdy chciał zatrzymać się na chwilę w życiu, które pędziło za szybko.
Przypominał sobie tutaj rodziców.
Przypominał sobie wszystkie cudowne chwile.
Przysunął się nieznacznie do Ann i objął ją delikatnie.
- cieszę się, że jestem tu razem z Tobą – szepnął
Uśmiechnęła się i wtuliła w jego ramię gdy wiatr zawiał mocniej.
- wiesz, że właśnie w takich magicznych miejscach życie zaczyna się od nowa? – zapytała
Tym razem to on się uśmiechnął.
Ten wieczór był wyjątkowy.
Tak samo jak każdy odkąd go poznała.
Budziła się z myślą o nim i z myślą o nim zasypiała.
Ann popatrzyła na Seana.
- wiesz co…
- co?
- jestem najszczęśliwsza na świecie – szepnęła i pocałowała go delikatnie.
Port był magicznym miejscem.
Roztaczał wizję spokojnego i szczęśliwego życia.
Roztaczał magiczną aurę, którą tworzyli zakochani.
Michael Scofield
Piękne... a ten fragment:
A dialog pomiędzy Seanem a Jackiem... cudo
Tanira, ty masz zadatki na wielką poetkę. Seriously ;-)Tanira pisze:Port był magicznym miejscem.
Roztaczał wizję spokojnego i szczęśliwego życia.
Roztaczał magiczną aurę, którą tworzyli zakochani.
A dialog pomiędzy Seanem a Jackiem... cudo
Michael Scofield
mmm.. cały czas się lekko uśmiechałam czytając^^
Lincoln Burrows
jakoś mnie to tak pozytywnie nastawiło xDxD Pięknie....
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
normalne ;]Tanira pisze:- widzę, że już wstałaś – szepnął Sean, który właśnie wszedł do środka.
- nie patrz na mnie – mruknęła i zasłoniła twarz swoimi włosami.
- no cos ty. Dlaczego?
- bo wyglądam źle. Bardzo źle. Gdzie tu łazienka? Muszę coś z sobą zrobić. Nie chcę doprowadzać ludzi do zawału.
Usłyszała jego cichy śmiech.
- no bardzo zabawne…
kolejne doskonałe cudo... ;] te wszystkie opisy wogóle wszystko ;]-
Michael Scofield
nie no...bez przesady ^^mk95 pisze:Tanira, ty masz zadatki na wielką poetkę.
ale dziękuję ^^
Lincoln Burrows
no skoro ja się zlitowałam to ty też się zlituj..... za te avki z Żejmsem ..... Dla mnie.... Dla nas...... Daj nowy rozdział!!
Michael Scofield
nie ma nowego...nie wiem kiedy napiszę
ten port widzę serio zapadł ci w pamięć ^^ i dobrze bo jest cudowny :* w opowiadaniu jak i na bannerku.
Michael Scofield
Posty: 1452
Rejestracja: 2007-09-25, 21:11
to jest boooskie bardzo boooskie pisz dalej tanira czekam z niecierpliwoscia 
Michael Scofield
o kim mówisz? xDGość pisze:bo gościu za stary
jesteś dla mnie tym...no xDGość pisze:jesteś dla mnie tym...guru
PS: Tanira pisze pisze tylko Tanira na motyw chce wpaść a motywu ni ma xd
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
boże Tanira jak ty to robisz??
ja się popłakałam jak to czytałam
naprawdę
Lincoln Burrows
masz chusteczki lecą....=) Tak.... nie da się ukryć.... Tanira ma talent.... i napisze książke....
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
książke to za mało powiedziane
ona wyda miliony książek 
Świeżak
Posty: 1
Rejestracja: 2008-02-16, 11:44
to mój pierwszy i ostatni wpis na forum bo ogólnie rzadko wypowiadam się w takich miejscach ale muszę akurat tutaj skomentować twórczość Taniry
Naprawdę świetnie piszesz dziewczyno....masz talent i "lekkie pióro" do tworzenia takich opowiadań i wierszy....Jestem pełna podziwu
Widać miłość bądź zauroczenie pozytywnie wpływa na Twoją twórczość :]
Osobiście też bardzo podoba mi się Chris Vance.....jego uroda,ten boski akcent, mmmm po prostu ciacho
życzę Ci abyś rozwijała swój niecodzienny talent i może zabierz sie za pisanie jakichś dłuższych romansidełek
Pozdrawiam forumową artystkę
Naprawdę świetnie piszesz dziewczyno....masz talent i "lekkie pióro" do tworzenia takich opowiadań i wierszy....Jestem pełna podziwu
Widać miłość bądź zauroczenie pozytywnie wpływa na Twoją twórczość :]
Osobiście też bardzo podoba mi się Chris Vance.....jego uroda,ten boski akcent, mmmm po prostu ciacho
życzę Ci abyś rozwijała swój niecodzienny talent i może zabierz sie za pisanie jakichś dłuższych romansidełek
Pozdrawiam forumową artystkę
T-Bag
Oj Boskie you are GodLike Tanira wymiatasz z tymi opowiadaniami ^^
Michael Scofield
cudowne...
a ta końcówka:
a ta końcówka:
mistrzostwo swiata ;*Tanira pisze:Port był magicznym miejscem.
Roztaczał wizję spokojnego i szczęśliwego życia.
Roztaczał magiczną aurę, którą tworzyli zakochani.
Michael Scofield
Dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa :*
part IX
Byli pijani powietrzem.
Byli pijani swoim towarzystwem.
Szli pustą, ciemna ulica trzymając się za ręce.
Ann dziękowała Bogu za Seana.
Sean dziękował za Ann.
Byli jak para zakochanych nastolatków.
Zapomnieli o całym świecie.
Żyli tylko dla siebie.
Dla siebie oddychali.
- Sean…- szepnęła niepewnie jakby bojąc się, że odmówi gdy stanęli pod jej drzwiami – zostaniesz dziś u mnie?
Spojrzał jej głęboko w oczy.
- jeśli tylko chcesz…
- chcę – szepnęła otwierając drzwi nie spuszczając wzroku z jego oczu.
Dom był jej azylem.
Jej ostoją spokoju.
Nigdy nikogo nie zapraszała. Nikogo. To co się stało w ostatnim czasie odwróciło jej życie o 180 stopni. Nie przeszkadzało jej to. Czuła, że kocha całym sercem. Jak nigdy. Czuła, że nie jest to zwykła miłość.
Sean zamknął drzwi.
Przez chwilę patrzyli na siebie nie bardzo wiedząc co robić.
- chcesz coś do picia?
- wszystko tylko nie kawę – uśmiechnął się delikatnie – chciałbym się dziś choć trochę wyspać.
Po chwili siedzieli na łóżku pijąc gorącą herbatę i patrząc mętnie w telewizor na jakiś beznadziejny horror.
Czuł, że ręce zaczynają mu się pocić.
Była za blisko.
Chciał tego ale z drugiej strony bał się by nie zrobić jej czegoś złego.
Była delikatna jak anioł.
Nie mógł jej skrzywdzić w żaden sposób.
Milczeli.
Niby przypadkiem delikatnie dotykała jego dłoni.
Ann odwróciła głowę w jego stronę.
Starała się ukryć drżenie rąk obracając kubek w dłoniach.
Jakaś magiczna siła przyciągała ją do Seana.
Było to coś czemu nie sposób się oprzeć.
Była blisko.
- ślicznie pachniesz – szepnęła odkładając kubek.
Sean uśmiechnął się delikatnie i nie wiedzieć czemu wyłączył telewizor.
Poczuł jej oddech na swojej szyi.
Poczuł delikatny pocałunek.
Poczuł dreszcze, które ogarnęły całe jego ciało gdy włożyła mu dłoń pod koszulkę.
W jednej chwili zapomniał o wszystkim.
Spojrzał jej prosto w oczy.
- Ann…
- cicho…- wyszeptała i zdjęła mu koszulkę.
Delikatna lampka, która paliła się na nocnej szafce zgasła późno w nocy.
Ona zasnęła on nie.
Przytulił ją mocniej do siebie jakby bał się, że to wszystko okaże się snem.
Mruknęła coś cicho przez sen i wtuliła się w jego klatkę piersiową.
Po raz pierwszy od kilkunastu tygodni był szczęśliwy.
Jego życie wjechało na zupełnie inne tory.
Wiedział, że obok leży osoba z którą chce spędzić resztę swojego życia.
To właśnie z nią chce mieć dzieci.
Uśmiechnął się delikatnie wyobrażając sobie małego, niebieskookiego bobasa, którego Ann trzyma na rękach.
Pocałował ją delikatnie w czoło i zasnął.
Obudziła się jako pierwsza.
Spojrzała w górę.
Spał.
Oddychał spokojnie.
Bała się ruszyć. Nie chciała go obudzić. Był zmęczony. Praca dawała mu w kość. Wczorajszy wieczór też do łatwych nie należał.
W powietrzu unosił się delikatny zapach jego wody.
Poczuła się tak jak kiedyś gdy o 5 rano witała wschód słońca w porcie.
Miała na sobie jego koszulkę.
Po omacku próbowała dostać się do budzika, który stał na szafce.
- no…jeszcze trochę…- mruczała wyciągając rękę jak mogła najdalej.
9:30.
Zamyśliła się na chwilę i spojrzała ponownie na zegarek.
9:30.
Coś nie dawało jej spokoju.
- Sean – wyszeptała budząc go delikatnie.
Usłyszała tylko cichy mruk.
- cholera…
Przerwał jej dźwięk telefonu Seana.
W jednej chwili zerwał się na nogi.
- t…tak?
Usłyszała tylko głośno krzyczącego Frank’a.
Strzępki rozmowy uderzał ją w uszy.
„Nieodpowiedzialny”, „zwolnienie”, „morderca”.
Sean rozłączył się i rzucił telefon na łóżko.
Jego wzrok mówił sam za siebie.
Zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki..
- nie mamy na to czasu! – krzyknął męcząc się z dżinsami.
- ale ja muszę!
- nic nie musisz.
Wyciągnął ja na siłę z mieszkania.
- taksówką?
- o tej godzinie za nic nie przebijesz się przez miasto – szepnął.
W biegu zakładała bluzę, którą jakimś cudem udało jej się złapać zanim znalazła się na ulicy.
Wyjątkowo w ciągu 10 minut byli na miejscu.
- rekord – szepnęła Gabrielle gdy mijali ją w biegu.
- szefie! – wysapał Sean gdy wbiegli do dyżurki – przepraszamy.
Frank siedział spokojnie na kanapie. Obok niego siedziała Von. Przy oknie z głupim uśmiechem stał Jack.
- nic się nie stało Everleight – wyszeptał Frank z szerokim uśmiechem na ustach.
Ann czuła, że policzki jej płoną.
Nie tylko z powodu szaleńczego biegu zatłoczonymi ulicami Sydney.
Nie patrzyła na Jacka’a, który jak zwykle miał wypisane na twarzy co o tym myśli.
Von wstała, chwyciła jakieś teczki, które leżały na stole i ruszyła w stronę drzwi.
Przechodząc obok uśmiechnęła się promiennie.
- gratuluję – szepnęła gdy przechodziła obok Seana.
Po chwili ciszy odezwał się Jack.
- no to kiedy ślub gołąbeczki?
- ZAMKNIJ SIĘ! – ryknęli jednocześnie Ann, Sean i Frank.
- kompletny brak kultury – mruknął Jack i wyszedł.
Mimo porannego wf-u dzień zapowiadał się cudownie.
Na dworze robiło się coraz bardziej gorąco.
Ann kochała Sydney.
Tak samo jak całą Australię.
Było to miejsce wolne od jakichkolwiek problemów.
Tutaj nie było człowieka, który chodził smutny.
Raj na ziemi?
Dla niektórych z całą pewnością.
part IX
Byli pijani powietrzem.
Byli pijani swoim towarzystwem.
Szli pustą, ciemna ulica trzymając się za ręce.
Ann dziękowała Bogu za Seana.
Sean dziękował za Ann.
Byli jak para zakochanych nastolatków.
Zapomnieli o całym świecie.
Żyli tylko dla siebie.
Dla siebie oddychali.
- Sean…- szepnęła niepewnie jakby bojąc się, że odmówi gdy stanęli pod jej drzwiami – zostaniesz dziś u mnie?
Spojrzał jej głęboko w oczy.
- jeśli tylko chcesz…
- chcę – szepnęła otwierając drzwi nie spuszczając wzroku z jego oczu.
Dom był jej azylem.
Jej ostoją spokoju.
Nigdy nikogo nie zapraszała. Nikogo. To co się stało w ostatnim czasie odwróciło jej życie o 180 stopni. Nie przeszkadzało jej to. Czuła, że kocha całym sercem. Jak nigdy. Czuła, że nie jest to zwykła miłość.
Sean zamknął drzwi.
Przez chwilę patrzyli na siebie nie bardzo wiedząc co robić.
- chcesz coś do picia?
- wszystko tylko nie kawę – uśmiechnął się delikatnie – chciałbym się dziś choć trochę wyspać.
Po chwili siedzieli na łóżku pijąc gorącą herbatę i patrząc mętnie w telewizor na jakiś beznadziejny horror.
Czuł, że ręce zaczynają mu się pocić.
Była za blisko.
Chciał tego ale z drugiej strony bał się by nie zrobić jej czegoś złego.
Była delikatna jak anioł.
Nie mógł jej skrzywdzić w żaden sposób.
Milczeli.
Niby przypadkiem delikatnie dotykała jego dłoni.
Ann odwróciła głowę w jego stronę.
Starała się ukryć drżenie rąk obracając kubek w dłoniach.
Jakaś magiczna siła przyciągała ją do Seana.
Było to coś czemu nie sposób się oprzeć.
Była blisko.
- ślicznie pachniesz – szepnęła odkładając kubek.
Sean uśmiechnął się delikatnie i nie wiedzieć czemu wyłączył telewizor.
Poczuł jej oddech na swojej szyi.
Poczuł delikatny pocałunek.
Poczuł dreszcze, które ogarnęły całe jego ciało gdy włożyła mu dłoń pod koszulkę.
W jednej chwili zapomniał o wszystkim.
Spojrzał jej prosto w oczy.
- Ann…
- cicho…- wyszeptała i zdjęła mu koszulkę.
Delikatna lampka, która paliła się na nocnej szafce zgasła późno w nocy.
Ona zasnęła on nie.
Przytulił ją mocniej do siebie jakby bał się, że to wszystko okaże się snem.
Mruknęła coś cicho przez sen i wtuliła się w jego klatkę piersiową.
Po raz pierwszy od kilkunastu tygodni był szczęśliwy.
Jego życie wjechało na zupełnie inne tory.
Wiedział, że obok leży osoba z którą chce spędzić resztę swojego życia.
To właśnie z nią chce mieć dzieci.
Uśmiechnął się delikatnie wyobrażając sobie małego, niebieskookiego bobasa, którego Ann trzyma na rękach.
Pocałował ją delikatnie w czoło i zasnął.
Obudziła się jako pierwsza.
Spojrzała w górę.
Spał.
Oddychał spokojnie.
Bała się ruszyć. Nie chciała go obudzić. Był zmęczony. Praca dawała mu w kość. Wczorajszy wieczór też do łatwych nie należał.
W powietrzu unosił się delikatny zapach jego wody.
Poczuła się tak jak kiedyś gdy o 5 rano witała wschód słońca w porcie.
Miała na sobie jego koszulkę.
Po omacku próbowała dostać się do budzika, który stał na szafce.
- no…jeszcze trochę…- mruczała wyciągając rękę jak mogła najdalej.
9:30.
Zamyśliła się na chwilę i spojrzała ponownie na zegarek.
9:30.
Coś nie dawało jej spokoju.
- Sean – wyszeptała budząc go delikatnie.
Usłyszała tylko cichy mruk.
- cholera…
Przerwał jej dźwięk telefonu Seana.
W jednej chwili zerwał się na nogi.
- t…tak?
Usłyszała tylko głośno krzyczącego Frank’a.
Strzępki rozmowy uderzał ją w uszy.
„Nieodpowiedzialny”, „zwolnienie”, „morderca”.
Sean rozłączył się i rzucił telefon na łóżko.
Jego wzrok mówił sam za siebie.
Zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki..
- nie mamy na to czasu! – krzyknął męcząc się z dżinsami.
- ale ja muszę!
- nic nie musisz.
Wyciągnął ja na siłę z mieszkania.
- taksówką?
- o tej godzinie za nic nie przebijesz się przez miasto – szepnął.
W biegu zakładała bluzę, którą jakimś cudem udało jej się złapać zanim znalazła się na ulicy.
Wyjątkowo w ciągu 10 minut byli na miejscu.
- rekord – szepnęła Gabrielle gdy mijali ją w biegu.
- szefie! – wysapał Sean gdy wbiegli do dyżurki – przepraszamy.
Frank siedział spokojnie na kanapie. Obok niego siedziała Von. Przy oknie z głupim uśmiechem stał Jack.
- nic się nie stało Everleight – wyszeptał Frank z szerokim uśmiechem na ustach.
Ann czuła, że policzki jej płoną.
Nie tylko z powodu szaleńczego biegu zatłoczonymi ulicami Sydney.
Nie patrzyła na Jacka’a, który jak zwykle miał wypisane na twarzy co o tym myśli.
Von wstała, chwyciła jakieś teczki, które leżały na stole i ruszyła w stronę drzwi.
Przechodząc obok uśmiechnęła się promiennie.
- gratuluję – szepnęła gdy przechodziła obok Seana.
Po chwili ciszy odezwał się Jack.
- no to kiedy ślub gołąbeczki?
- ZAMKNIJ SIĘ! – ryknęli jednocześnie Ann, Sean i Frank.
- kompletny brak kultury – mruknął Jack i wyszedł.
Mimo porannego wf-u dzień zapowiadał się cudownie.
Na dworze robiło się coraz bardziej gorąco.
Ann kochała Sydney.
Tak samo jak całą Australię.
Było to miejsce wolne od jakichkolwiek problemów.
Tutaj nie było człowieka, który chodził smutny.
Raj na ziemi?
Dla niektórych z całą pewnością.
Ostatnio zmieniony 2008-03-08, 13:27 przez Tanira, łącznie zmieniany 1 raz.