Strona 29 z 29

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-05-04, 20:35
autor: Tanira
AutumnLeaf pisze:zdziadziały pantoflarz
no cos ty xD on jest bardzo ruchawy xD

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-05-04, 20:46
autor: niunia
kilka dni temu jak przeczytałam odcinek na nastepną noc miałam sen, ze to ja jestem w ciazy ^^

kochanie pisz pisz dalej ;*

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-05-04, 22:09
autor: PatuŚ
niunia pisze:kilka dni temu jak przeczytałam odcinek na nastepną noc miałam sen, ze to ja jestem w ciazy ^^
nie wierze .. to jest normalnie nienormlane :-P bo ja miałam dokładnie to samo... jak ja żadko kiedy mam sny ..a tu takie coś i nie to że jakaś ciąża czy coś tylko od razu poród :-D

czekam na kolejny odcinek :-D

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-05-05, 07:51
autor: niunia
PatuŚ pisze:bo ja miałam dokładnie to samo... jak ja żadko kiedy mam sny ..a tu takie coś i nie to że jakaś ciąża czy coś tylko od razu poród
nnno dokladnie.. ^^ miałam podobnie, lezałam juz na jakieś sali

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-05-05, 18:38
autor: PatuŚ
niunia pisze:nnno dokladnie.. ^^ miałam podobnie, lezałam juz na jakieś sali
ja zaczełam na srodku ulicy..i była panika wielka ..jakiś koles mnie za reke trzymał (bodajże ojciec dziecka ) :-D a dopiero potem MPK do szpitala ^^haha nie no schiz totalny

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-05-07, 14:46
autor: James Whistler
Offtop się zrobił.

Jak znajde czas to poczytam chociaż i tak wiem, że jest świetne, wciągające itp itd.

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-06-06, 15:43
autor: Aglek
Taniuś... :)
Naskrob nam coś jeszcze bo ja już jakieś domysły tutaj snuję xD

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-06-06, 21:07
autor: Tanira
Po kilku dniach spędzonych w szpitalu wreszcie nas wypisali.
James przyjechał z samego rana z ogromnym zapasem grzechotek, maskotek i innych zupełnie nie wiedzieć komu potrzebnych akcesoriów.
Był przygotowany na jakiś złośliwy komentarz z mojej strony jednak tak owego nie usłyszał.
Wziął JJ’a niepewnie na ręce i zaczął machać grzechotką przed oczami.
Gdy po dobrej godzinie wpatrywania się w twarz swojego ojca zasnął James podał mi go delikatnie i usiadł obok.
- cholernie się cieszę – szepnął kładąc mi głowę na ramieniu.
Uśmiechnęłam się szeroko układając małemu spocone włoski.
Mimo tej całej otoczki kochającego i szalejącego tatusia James zachowywał się dziwnie.
Starał się być taki jak zawsze jednak coś zaprzątało mu głowę.
Jego wzrok był mętny.
Z każdą minutą stawał się coraz bardziej nieobecny.
- pamiętaj, że Was kocham – szepnął cicho chwytając JJ’a za rączkę.
- pamiętaj? – zapytałam samą siebie w myślach.
Zła konstrukcja zdania spowodowała, że zaczęłam wyobrażać sobie różnego rodzaju scenariusze.
- James ja to wiem – uśmiechnęłam się delikatnie – on też. Gdyby nie Twoja miłość jego by tu zwyczajnie nie było.
Pocałował mnie delikatnie w policzek.
- chcesz mi cos powiedzieć? – zapytałam ciekawie czując jego niespokojne ruchy.
- ojciec po nas przyjedzie…- szepnął w końcu.
- ojciec? Ale dlaczego?
- chce zobaczyć…chce go zobaczyć.
- może go równie dobrze zobaczyć w domu. I dlaczego dziś? Leżałam tu trzy dni i jakoś się nie zainteresował.
- Ann proszę Cię. To mój ojciec. Ma prawo…
- wiem, że ma prawo jednak to dla mnie trochę dziwne.
Nie odpowiedział.
- James jeśli coś się stało zwyczajnie mi to powiedz…
Wstał z impetem z łóżka gdy zadzwonił jego telefon.
- zbieraj się. Idziemy.
Nie rozumiałam go.
Po raz pierwszy od tak dawna nie rozumiałam.
Jego „szok poporodowy” już dawno minął.
- daj mi małego.
- nie – szepnęłam cicho – dam sobie radę. Nie jest ciężki.
- daj mi go przecież jestem jego ojcem.
Spojrzałam mu w oczy.
Coś w środku kazało mi trzymać JJ’a przy sobie.
- zawsze panikujesz – szepnęło coś w moich myślach.
Uśmiechnęłam się delikatnie i oddałam mu naszego syna.
Nie odwzajemnił uśmiechu.
Był inny.
Złapałam za swoją torbę i ruszyłam za nim korytarzem.
Przed wielkimi oszklonymi wyjściowymi drzwiami zatrzymał się.
- James?
- kocham Was najmocniej na świecie – wyszeptał przytulając mnie mocno do siebie.
Wszystko byłoby dobrze gdyby nie jedna osoba, której tak się bałam.
Whistler objął mnie ramieniem i wyprowadził ze szpitala na parking na którym stał tylko jeden czarny samochód.
Słońce znów dawało się we znaki i igrało z wiatrem uderzając żarem w moja twarz raz mocniej raz słabiej.
Obok samochodu stała Susan.
- James nie podoba mi się to – szepnęłam – daj mi małego.
Jednak on milczał.
Tak upiornie milczał.
- mój wnuk – usłyszałam mocny głos należący do człowieka, który wysiadł z samochodu w otoczeniu dwóch ochroniarzy.
- podejdź bliżej – szepnął patrząc na James’a.
- nie – zaprotestowałam chwytając Whistler’a za ramię.
- kochasz mnie, prawda? – zapytałam cicho patrząc jak jego wyraz twarzy się zmienia.
Jak łagodnieje.
- załatwimy to inaczej – szepnął James obejmując mnie mocniej – po co robić to w ten sposób?
- do ciebie chyba nie dociera, synu, co ja mówię – syknął i skinął na jednego z ochroniarzy, który wyrwał James’owi JJ’a.
Po parkingu potoczył się głośny płacz dziecka.
- NIE! – krzyknęłam z zamiarem rzucenia się na niego jednak James powstrzymał mnie w tym samym momencie w którym Susan chciała nacisnąć spust pistoletu, który trzymała w trzęsących się dłoniach.
- nie tak miało być! – krzyknął Whistler a jego oczy wypełniły się łzami – nie tak!
- wasze dziecko będzie bezpieczne – szepnął cicho – bo wiem, że oboje zrobicie to o co Was poproszę.
Zacisnęłam ręce na ramieniu James’a.
- chodzi nam tylko o Twojego brata. Tylko Ty możesz go znaleźć. A jest to bardzo ważne ponieważ ma on pewną rzecz, która należy do nas.
- skoro tak bardzo ci na nim zależy to sam go znajdź – syknęłam połykając własne łzy.
- jak widać powaga sytuacji to obce dla ciebie słowa – skinął na drugiego ochroniarza, który przyłożył małemu pistolet do główki.
Wydałam z siebie zduszony krzyk wbijając paznokcie w ramię James’a, który zaczął się nienaturalnie trząść.
- ja nie brudzę sobie rąk krwią ale oni mogą to zrobić. Wystarczy Twoje nieposłuszeństwo – szepnął wsiadając do samochodu.
Po chwili na parkingu pojawiły się tumany kurzu za odjeżdżającym samochodem.
- zabrali mi syna – szepnęłam klękając na rozgrzanej ziemi – a Ty o wszystkim wiedziałeś. Pozwoliłeś im na to.
Whistler uklęknął obok przytulając mnie do siebie.
- nigdy nie zrozumiesz mechanizmu jaki kieruje tą rodziną – szepnął cicho – znajdziemy Michael’a i wyjedziemy stąd razem. Z naszym synem.
- jak mogłeś pozwolić na cos takiego?! – krzyknęłam zalewając się łzami i odpychając go od siebie.
- skarbie spokojnie jesteś po porodzie.
- idę na policję – szepnęłam ocierając łzy i wstając z gorącego asfaltu.
James zagrodził mi drogę.
- jeśli to zrobisz zginie więcej niż jedna osoba – szepnął patrząc na mnie załzawionymi oczami.
- mój syn nie zginie.
- nie mówię o naszym synu – szepnął przytulając mnie mocno.

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-06-06, 22:45
autor: AutumnLeaf
Boże! Dlaczego ja nie mam takich książek do czytania?! AAARGH oO
fantastyczne, tyle emocji, rozbudziłam się po przeczytaniu takiego kawałka i zaraz idę usypiać na dość sporym kawale. Lajf saks.

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-06-07, 10:16
autor: Tanira
to dlaczego mam wrazenie, że ta czesc zupelnie mi nie wyszła? :roll:

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-06-07, 12:02
autor: Aglek
jak nie wyszla?! Jest swietna! Te podejrzenia i emocje! Skad ty tyle pomyslow wytrzaslas?! Ja sie zaczynam z nia utorzsamiac!

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-06-09, 01:11
autor: *Madziula*
Mega! Nie spodizewałam się takiego zwrotu akcji.... jest bosko :-D

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-06-09, 17:18
autor: Mahonia
Świetne! Wciągająca jest ta Twoja historia. Mam nadzieję, że nie zakończyłaś swojej twórczości? Chciałabym wiedzieć co będzie dalej! :mrgreen:

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-06-09, 17:36
autor: Tanira
o matko kochana czyli musze pisać dalej, tak? xD
A myślałam, że sie nie spodoba xD
Dziękuję :*

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-06-09, 21:26
autor: Aglek
Tanira pisze:A myślałam, że sie nie spodoba xD
Za dużo myślałaś xD Te twoje historie są obłędne!! :D