Strona 22 z 29

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-05, 22:55
autor: Morgoth
ale co do boju ?? xD ja zmieniam fach xD
no dobra może ten ostatni raz :D
przebieg wydarzeń po ostatnim nadawaniu xD

...Obudziłem się w jakimś dziwnym pokoju, który wyglądał na salę szpitalną. Byłem okropnie zmęczony, na tyle że nie czułem czegoś co czuć powinienem - nogi. Zobaczyłem ją leżącą na sąsiednim stoliku owiniętą w folię i ułożoną na lodzie. Byłem zmęczony... Zamknąłem oczy próbując nie zasnąć. Gdzieś między snem a rzeczywistością usłyszałem jak do "mojego" pokoju wchodzi jakaś kobieta. Zdawała się zdawać jakiś raport. Pochyliła się nade mną i nagle poczułem jak roztwiera mi się jama brzuszna. Natychmiast podniosłęm się krzycząc z bólu. Stojąca obok mnie kobieta rozpoczynająca sekcję zemdlała. Ja też.
Wróciłem do rzeczywistości w podobnym do poprzedniego pokoju, jednakże stałą nade mną pielęgniarka. Na brzuchu miałem dziesiątki szwów, a noga była na swoim miejscu, troche blada i śmierdząca, ale była. Na jej widok znowu padłem.
Jak padłem tak się podnieść nie mogłem... Obudziłęm się, jak mi się zdawało następnego ranka. Rany o dziwo już się zagoiły. Spojrzałem na scienę, na której był kalendarz... zawołałem siostrę, gdy ta przyszła poprosiłem żeby poprawiła datę która ukazywała dzień tydzień po wycieczce do kostnicy. Siostra na początku zachowywała się jakby patrzyła w twarz predatorowi... po czym pobiegła po ordynatora.
(...)
Szczęśliwy wyszedłem ze szpitala, gdy nagle uświadomiłem sobie że mam coś do zrobienia. Przypomniałem sobie ten tłum, ten budynek... Natychmiast zadzwoniłem po taksówkę. Szpital był na drugim końcu miasta więc czekała mnie długa droga do gmachu TaniraTV. W połowie drogi zobaczyłem dym unoszący się nad przybliżającą się częścią miasta. Pożar ??? Kiedy podjechaliśmy w okolicę celu zatrzymała nas policja. Powiedziała że nikt nie ma wstępu. Zostałem przepuszczony po ukazaniu mojej błyszczącej legitymacji reportera 2005 roku^^
Stanąłem oko w oko z... palącą się siedzibą TaniryTV. Ze środka dobiegały krzyki . Stałem już przy wejściu gdy nagle, jakieś 4 piętra nad moją głową z trzaskiem ktoś postanowił skrócić sobie powrót na dół skacząc z okna. Za rozbitym oknem zdążyłem dostrzec tego który sprowadził mnie do szpitala tydzień temu. Chwilę po tym na moje ciało spadła Tanira...

wiem że kiczowate ale jakoś mnie naszło :D

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-05, 22:58
autor: Tanira
o matko...dlaczego ja wychodze przez okno? gdzie jest Łistler? xD

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-05, 23:00
autor: Morgoth
Żejms cię wyrzucił xD
niestety świat z perspektywy obłąkanego dziennikarza jest okrutny xD

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-05, 23:01
autor: Tanira
jak to mnie wyrzucił? OO co za cham!

- tej Masmix wstawaj! Musisz mi pomóc wykopać z mojego pokoju jednego palanta! - krzyknełam szarpiąc za rekaw marynarki faceta na którego spadłam

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-05, 23:08
autor: agulec
oszołomiona wyjrzałam przez okno, a raczej przez to co z niego zostało. Zobaczyłam Mixa Jedno Kolanko... a na nim Tanirę!??! jak to możliwe, przecież przed chwilą czołgał się za mną..

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-05, 23:09
autor: Morgoth
facet ten leżał nieruchomo na ziemi. Jedno szturchnięcie, drugie... leży jak trup... "No cóż"' powiedziała "Chyba będę musiała to zrobić osobiście". Gdy tylko ta kobieta za którą biegało pół stanu krzycząc "BUNT!! BUNT!!!" weszła do palącego się gmachu podniosłem się, otrzepałem z kurzu i mimowolnie ruszyłem za nią...
(cdn by Tanira :P)

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-05, 23:12
autor: Tanira
dlaczego ja xD i dlaczego mój biedny mąż umarł? xD o nie xD

- czekaj pan - szepnęłam odwracając się i podbiegając do faceta ktory lezal i wygladał ja umarlak
- ŁISTLER BĘDZIESZ OJCEM!


--' jakie to głupie :mrgreen:

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-08, 08:44
autor: Morgoth
ciąg dalszy :D
Gdy Mariusz Mix Kolanko był już pod samymi drzwiami, rozbite zostało kolejne okno. Tym razem nie wyleciał żaden człowiek. Tym razem na reportera leciał fortepian. Biedak raz ostatni mrugnął, jakby chciał obudzic się z tego snu i plask zzzzzzzzzz

Nie ma Mariusza Mixa Jednokolanko :D

A teraz Tanira wracaj do tematu noooowiuteńką częścią :D o Ann i tych takich :P

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-08, 15:30
autor: Tanira
Usiadłam na tym samym miejscu na którym chwile temu siedziała nieznajoma kobieta.
Myśli kołatały mi w głowie. Poczułam złość, która w mgnieniu oka zawładnęła moim ciałem. Jednak po chwili zdałam sobie sprawę co się ze mną dzieje. Przecież przysięgał. Przysięgał, że mówił prawdę. Dlaczego więc mam wierzyć obcej kobiecie a nie jemu? Zacisnęłam mocniej pięści i chciałam biec za Lincolnem. Jednak jakaś niewidzialna siła kazała mi siedzieć na miejscu. Dlaczego go tak długo nie ma? Czego ona od niego chce? Skąd wiedziała, że mieszka tutaj? Jak tu weszła? Skąd zna Jamesa? Pytań było dużo ale nigdzie nie widziałam odpowiedzi. Ta cała chora sytuacja zaczynała mnie przerastać. Za dużo myśli. Za mało odpowiedzi. Chociaż jakby spojrzeć prawdzie w oczy to odpowiedzi nie było wcale. Dlaczego my? Znowu. Dlaczego ktoś chce na siłę zepsuć to o co tak długo walczyliśmy? Dlaczego nie możemy żyć jak normalni ludzie? Spokojnie bez żadnych ucieczek. Bez odwiedzin w tym cholernym palącym słońcu. bez łez wylewanych wieczorem w poduszkę. Czasem wydaje mi się że, dookoła nas skupiło się wszystko to co najgorsze. Całe zło tego świata. Jak klątwa, która zniknie gdy umrzemy. Dlaczego? Siedziałam i patrzyłam w dywan, który był idealnie wysprzątany. Nie usłyszałam gdy wszedł.
- ona ich ma
Spojrzałam na Lincolna, który był inny niż chwile temu
- o czym ty mówisz?
- ta kobieta ma LJ’a i Sarę. Jeśli Michael nie wyciągnie twojego Whistlera pozabija ich – szeptał a w jego oczach zobaczyłam łzy.
Byłam w szoku.
James.
Po co jej James?
- kim ona jest?
- czy ty nie rozumiesz? On go musi wyciągnąć! Nie ważne kim jest! Ona ma mojego syna!
- Lincoln uspokój się! – krzyknęłam
- nie tylko ty jesteś zdenerwowany!
Ręce mu się trzęsły. Błądził oczami po ścianach pokoju i w końcu usiadł obok mnie.
- wiesz kim on jest?
- jest rybakiem.
- nie jest rybakiem do cholery skoro potrzebują go tacy ludzie!
Czułam się źle.
Nie tylko przez tą sytuację. Czułam, że coś się ze mną dzieje. Byłam jakaś dziwnie odmieniona.
- Ann co jest?
- nie nic…dziwnie się czuję. Chyba jestem chora. Musisz jechać do Michaela. Jutro.
Wstałam i ruszyłam w kierunku drzwi.
- a ty gdzie idziesz?
- do domu. Robi się późno.
- nie wrócisz tam. Nie jesteś już bezpieczna. Będziesz spała tutaj.
Uśmiechnęłam się delikatnie i skierowałam swoje kroki do łazienki.

Nie mogłam spać. Myślałam o tym wszystkim. Myślałam o nim. I za każdym razem gdy zaczynałam widzieć w myślach jego postać coś się działo. Nie umiałam tego wyjaśnić. Kryzys przyszedł rano.
- wstawaj. Przyniosłem ci śniadanie – szepnął Linc siadając obok mnie.
- nie chce jeść. Nie dam rady – szepnęłam i pobiegłam do toalety
Spojrzałam na siebie w lustrze. Nic się nie zmieniło. Nadal byłam taka sama. Usiadłam na brzegu wanny i zaczęłam układać w myślach wszystko w jakąś logiczną całość. Myśl, która w tej chwili przyszła mi do głowy przeraziła mnie. Chciałam o niej jak najszybciej zapomnieć więc ubrałam się szybko i wyszłam z łazienki.
- jedziemy do Michalea – powiedział stanowczo Linc.
Złapał kluczyki od samochodu i po 20 minutach byliśmy znowu na tym samym rozgrzanym pustkowiu.
- ja zostaje. Nie chce z nim rozmawiać. Muszę porozmawiać z Jamesem.
- chyba oszalałaś
Spojrzałam na niego diabelskim wzrokiem, który mówił sam za siebie.
- nie jesteś przy nim bezpieczna
- przy tobie też nie jestem bezpieczna – syknęłam i włączyłam radio.
Dwadzieścia minut czekania. Jak wieczność.
- możesz iść – wyszeptał ściskając w dłoni telefon komórkowy
Standardowa procedura.
Podpis tu, podpis tam.
- cześć
Usłyszałam znajomy tak bardzo wytęskniony głos.
- wszystko w porządku? Zapytał patrząc mi w oczy
- na razie tak – szepnęłam gdy chwycił mnie za rękę
- wyjdę stąd zobaczysz
- tak wiem. Ile macie czasu? 2 dni? A później będzie krwawa masakra?
- kto ci naopowiadał takich głupot?
- James była wczoraj u nas pewna kobieta. Wysoka, czarne włosy. Bardzo ładna tylko nie z nienawiścią na twarzy. Mówiła o tobie jakbyście się bardzo dobrze znali.
James popatrzył na mnie tak jakby chciał wyczytać z mojej twarzy coś więcej.
- co mówiła konkretnie? – zapytał wolno
- mówiła, że kłamiesz
Wciągnął głęboko powietrze i wydusił przez zaciśnięte zęby
- mówiłem ci…
- mówiłeś i co? Inni twierdzą co innego
- Ann przestań
- komu ja mam wierzyć? Jej czy tobie? Skąd wie o tobie takie rzeczy ?Czego się jeszcze niedługo dowiem?
- ona kłamie czy ty nie rozumiesz?! Krzyknął tak, że puściłam jego rękę i odsunęłam się od ogrodzenia.
- nigdy więcej na mnie nie krzycz
- Ann przepraszam ja…Ann dokąd idziesz? Błagam cię! Przepraszam! ANN!
Byłam głucha na jego błaganie. W oczach zaszkliły mi się łzy. Tylko ja mogę zepsuć jednych chwile w których możemy być razem.
Wsiadłam do samochodu i zatopiłam się w fotel. Znowu to dziwne nieopisane uczucie.
- małżeńska sprzeczka?
- daj sobie spokój – syknęłam
- Michael chce zdjęć. Odwiozę cię do pokoju i pojadę się z nią spotkać. Dowiedzieć się o nim trochę? – wskazał ręką na drzwi w których zniknął Whistler
- za dużo się nie dowiesz – szepnęłam – jedź. Źle się czuję.
Droga powrotna była męką. Byłam w siódmym niebie gdy po prawie godzinnej jeździe przez zatłoczone miasto rzuciłam się na łóżko w pokoju hotelowym. Linc pojechał. Wypiłam trochę wody z nadzieja, że to co się ze mną dzieje to wina upału. Moje myśli błądziły wokół pewnej sprawy. Nie mogłam usiedzieć w miejscu. Pobiegłam do pobliskiego sklepu w którym jak się dowiedziałam od portiera, który kaleczył język angielski, można dostać wszystko.
Sklep jak sklep. Jednak po dłuższej chwili spędzonej przy ladzie i tłumaczenia ekspedientce o co mi chodzi krew zaczynała mnie zalewać.
- no czy pani mnie nie rozumie?!
Darłam się na kobietę, która patrzyła na mnie jak na UFO.
Po chwili usłyszałam za sobą idealnie gładki hiszpański i znajomy głos.
Kobieta od razu położyła to co chciałam na ladzie i odsunęła się trochę.
- Sucre co ty tu robisz?
- właściwie to…chodzi o Maricruz. A tobie to po co?
- nie twoja sprawa – syknęłam łapiąc za rzecz za którą zapłaciłam.
- powiesz mi gdzie znajdę Michalea? Zapytał Ida za mną
- Michael jest w więzieniu – szepnęłam i wyszłam ze sklepu.
Nie lubiłam go za to, że zawsze musi wszystko wiedzieć. Zawsze.
Gdy weszłam do pokoju Linc siedział na łóżku trzymając w dłoniach zdjęcia.
Usiadłam obok niego i położyłam mu głowę na ramieniu.
- będzie dobrze zobaczysz. Michael znowu nas uratuje… - szepnęłam mając nadzieje, że chociaż trochę to co mówię doda mu otuchy

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-08, 16:03
autor: AutumnLeaf
Trzymasz poziom kobieto ^^
aż mi się szkoda tego Whistlera zrobiło ^^
miodnie ;*

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-08, 19:27
autor: Tanira
miodnie ^^ haha xD Whistler musi trochę pocierpieć nie ma co ^^

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-09, 10:28
autor: agulec
Ann jest w ciążyyyy...! XD co tam kupiłaś..? czyżby jakiś TEST? hyhyhy^^

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-09, 13:15
autor: PatuŚ
agulec pisze:Ann jest w ciążyyyy...! XD co tam kupiłaś..? czyżby jakiś TEST? hyhyhy^^
tez mi się tak od razu skojarzyło :-D

świetne Tanira .. no i w końcu jakoś czesciej wrzucasz nam te cuda ;* uwielbiam to czytac :-D

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-09, 13:48
autor: Tanira
a myslałam że się nie wyda xD kurde xD

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-09, 14:20
autor: PatuŚ
Tanira pisze:myslałam że się nie wyda xD kurde xD
a jednak przed nami nic się nie ukryje .. jestesmy jak CSI wystarczy nam tylko mała poszlaka i wszystko jest juz jesne :-D

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-09, 14:23
autor: Tanira
CSI SONA xD
a myslałam że nikt nie wykapuje xD a jednak ^^

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-09, 14:25
autor: agulec
my tu fanki wszelkich agentów FBI, CSI.. jesteśmy jak rentgen i nic się przed nami nie ukryje! XD

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-09, 14:29
autor: Tanira
o matulu xD
bede uwazać na to co pisze bo wy czytacie miedzy wierszami xD

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-16, 21:16
autor: *Madziula*
takie coś zrobiłam :-D Tanira dawaj nowy odcinek :P

Obrazek

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-16, 21:18
autor: Tanira
OO szok palpitacja OO Leppera!!!!!

jutro będzie :)

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-16, 21:19
autor: AutumnLeaf
To dobrze, bo i ja się już zaczynałam niepokoić ^^
ta w różowej kapocie z moherem to ja xD

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-16, 22:05
autor: Alexxa
OOj, wystarczy że nie ma człowieka 3 dni i musi nadrobić takie zaległosci :-P . Odcinek jak zawsze genialnie genialny ! :mrgreen:

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-17, 09:15
autor: MarQ
ja juz przeczytalem i jest suuuper :D

dawaj nastepny odcinek bo ja sie juz nie moge doczekac :D

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-17, 11:31
autor: Tanira
Sen.
Czym jest sen?
Sen jest stanem ustroju. Najistotniejszym objawem snu jest obniżenie aktywności układu nerwowego a przede wszystkim kory mózgowej, co pociąga za sobą utratę łączności z otoczeniem.
Ja nie utraciłam tej łączności.
Leżałam w łóżku, w ciemnym pokoju gapiąc się w sufit.
Obiecałam sobie, że jeśli przeżyję to piekło wydam książkę o tym co jest najważniejsze w życiu.
Panama budziła się do życia.
Po suficie co chwila przesuwały się sennie światła nielicznych jeszcze samochodów.
Elektroniczny zegar rzucał na ścianę wściekle czerwone cyfry.
3:50.
Nie spałam. Nie mogłam. Nie mogłam sobie wybaczyć tego jak potraktowałam Jamesa.
- przecież ja go kocham – szepnęłam wtulając się bardziej w poduszkę.
Zasnęłam myśląc o nim.
O jego niebieskich, uśmiechniętych oczach wiecznego optymisty, który kocha życie ponad wszystko.
O tym, że z tym kilkudniowym zarostem wygląda jeszcze cudowniej niż zwykle.
O tym, że jest niewinny.

Otwarłam oczy. Błysk słońca rozbudził mnie jak najlepsza kawa. Dochodziła 12.
Obróciłam głowę w druga stronę i poczułam, że na czymś leżę.
Kartka.

Obrazek

Zdjęcia.
Pojechał mu pokazać Sarę.
Teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo cierpią niewinni ludzie.
Sara nie była niczemu winna.
Ona tylko zakochała się w nieodpowiednim człowieku.
Michael.
Nie wiedziałam co czuje.
Nawet nie umiałam sobie tego wyobrazić.
Nie chciałam sobie tego wyobrażać.
Usłyszałam trzask drzwi.
- ANN!
- nie musisz tak krzyczeć – szepnęłam wstając z łóżka.
- wiem gdzie oni są! Wiem gdzie jest LJ i Sara! – krzyknął wpadając do pokoju.
Patrzyłam na niego ze strachem.
- Linc nie możesz bawić się w bohatera.
- wiem gdzie jest mój syn. Musze po niego jechać a ty pojedziesz ze mną.
Miałam złe przeczucia.
Bardzo złe.
Chciałam zapytać czy na pewno wie co robi ale zrezygnowałam.
Nie wiedział.
Zarzuciłam na siebie jakąś koszulkę i wybiegłam, ciągnięta przez niego za rękę, z pokoju.
- Linc…
- wiem co robię! – krzyknął wpychając mnie do samochodu.
To była jakaś stara dzielnica Panamy. Ludzi żyli tu bardzo biednie. Zupełne przeciwieństwo tego co dzieje się w centrum. Patrząc na twarze tych ludzi tutaj nie było widać tej sztucznej dobroci, która pokazywała się na twarzach ludzi „z miasta”
Żyli tutaj spokojniej. Dzieci były bardziej radosne. Bardziej dziecięce. Bardziej szczęśliwe mimo tego, że biedniejsze.
- to tam – szepnął wskazując na stary dom z zabitymi oknami.
- Lincoln to nie jest dobry pomysł. Ty ostatnio nie masz dobrych pomysłów – szepnęłam, gdy wyjmował broń.
- po co ci to?
- do obrony – szepnął – ty zostajesz tutaj.
Nie odzywałam się.
Nie umiałam go nawet powstrzymać choć wiedziałam, że ten jego wyskok będzie nas wszystkich sporo kosztował.
Ręce dziwnie mi się trzęsły.
Obok samochodu przebiegła grupka maluchów uśmiechających się promiennie.
Strzały.
Coś czego najbardziej się obawiałam.
Cos czego nie chciałam tutaj usłyszeć.
- Lincoln ty kretynie – syknęłam
W stronę wielkiego samochodu biegło dwóch potężnych facetów z…
- Boże…- szepnęłam gdy zobaczyłam LJ’a i Sarę, którzy byli ciągnięci jak zwierzęta.
Tak bardzo chciałam im pomóc a nie mogłam nic zrobić. Kompletnie nic.
Lincoln.
Biegł za nimi i strzelał na oślep gdy wpakowano ich do samochodu.
Nie wytrzymałam. Wybiegłam z samochodu i jakimś cudem zatrzymałam swojego brata ogarniętego chęcią mordu.
- przestań. Błagam cię przestań – szeptałam trzymając go za ramiona.
- on…ona…mogłam ich uratować – szepnął ze łzami w oczach.
- Nie mogłeś. Nie dałbyś rady. Lincoln wiesz, że to byłoby nierealne. Wiesz to. I schowaj ten pistolet. Tutaj są niewinni ludzie – szepnęłam patrząc na przerażone dzieci.
- ale…
- schowaj go! I nie baw się w bohatera! To nie jest twoja rola! Miałeś nie podejmować żadnych konkretnych kroków w związku z wyciągnięciem ich na własną rękę! Czy do ciebie nic nie dociera?!
Odwróciłam się i wsiadłam do samochodu.
Nigdy nie myślałam, że będę musiała pouczać swojego brata.
- wysadź mnie w centrum. Muszę się przejść – szepnęłam gdy odpalił samochód.
Poczułam nieodpartą chęć pójścia do mieszkania Whistlera.
I miała gdzieś to, że Lincoln mi zabronił.
Sam zachował się dziś jak kretyn.
A ja musiałam.
- przy okazji wezmę swoje rzeczy – pomyślałam patrząc w dal.
Panama City.
Jak zwykle korek.
Miałam dość czekania w tym cholernym upale.
Czułam się jak w puszce.
Odpięłam pasy i wysiadłam trzaskając drzwiami.
W drodze do mieszkania Jamesa zastanawiałam się po co ja tam właściwie idę.
Brakowało mi go.
Bardzo.
W końcu po dość długiej wędrówce dotarłam do tych znajomych drzwi.
Klucz jak zawsze był pod wycieraczką.
Otwarłam cicho drzwi.
Jak zawsze uderzyło mnie chłodne powietrze.
Uśmiechnęłam się delikatnie wchodząc do środka.
Na łóżku leżała jego koszula z naszego ostatniego wspólnego wieczoru.
Z całych sił powstrzymywałam się od płaczu.
Złapałam za torbę, otworzyłam szafę i zaczęłam pakować swoje rzeczy.
Wyjmując dżinsy wypadła z szafy jakaś mała książeczka.
Paszport.
Otworzyłam ją i zobaczyłam Jamesa.
Uśmiechnęłam się szeroko bo wyszedł dziwacznie na zdjęciu ale po chwili nie miałam już takiej wesołej miny.
W miejscu gdzie powinno się znajdować imię i nazwisko zamiast „James Whistler” widniało „Chris Vance”.
- oddaj mi to skarbie
Usłyszałam za sobą cichy szept i poczułam, ze ktoś pcha mnie z całej siły na drzwi szafy.
- to ci już nie będzie potrzebne – wysyczała kobieta i wyrwała mi z reki paszport.
Nie mogłam się nawet odwrócić.
- a ten dzisiejszy wyskok twojego brata…powiedz mu, że będzie miał niespodziankę.
Usłyszałam odgłos odbezpieczanego pistoletu. Kobieta mnie puściła.
- jeśli się odwrócisz odstrzelę ci głowę i wyślę twojemu przystojniakowi w kartonie do Sony – syknęła.
Po chwili usłyszałam trzask drzwi i odgłos odjeżdżającego samochodu.
Osunęłam się delikatnie na ziemię i patrzyłam tępo w miejsce w którym niedawno wylądował paszport.
- Chris…- szepnęłam cicho po czym chwyciłam swoją torbę i wybiegłam z mieszkania trzaskając drzwiami.

Re: Historia by Ann / Tanira

: 2008-02-17, 11:43
autor: *Madziula*
Tanira pisze:„Chris Vance”.
:lol:
i pojawienie się Susan :mrgreen:

super część :D