AutumnLeaf pisze:Ta pani się mnie wstydzi i dl nie chce dalej dodawać ^^
ahahahahahaha
no ja nie wiem ^^
znowu dodaje dwie czesci bo ta pani chyba zapomniała xD
od Nati...
Kwiatek malibu okno zimno nieznajomy nieznajomy i Ann Whistler Alex...........................
Wszystkie te obrazy przelatywały przed moimi oczami z prędkością światła.
Momentalnie otworzyłam oczy i zobaczyłam, że leżę na łóżku w swojej sypialni, przykryta kocem z czymś zimnym i niezidentyfikowanym na czole.
Czułam się jak wrak człowieka...w głowie miałam jedną wielką czarną dziurę, pustkę.
Gardło paliło mnie niemiłosiernie, ale nie miałam odwagi się podnosić, z obawy przed włączeniem perkusji w mojej głowie.
Rolety były opuszczone, tak żeby światło nie raziło mnie w oczy, a mała lampka, stojąca na okrągłym stoliku obok łóżka, zapalona.
-Nieźle wczoraj zaszalałaś- usłyszałam cichy głos Alexa.
-Zanim zaczniesz robić mi jakiekolwiek wyrzuty, przynieś mi szklankę wody- wychrypiałam ze łzami w oczach, przekręcając się ostrożnie na bok i szczelniej przykrywając kocem.
-Proszę.
Wielka szklanka, zimnego i cenniejszego od diamentów napoju pojawiła się znikąd przed moim nosem.
-Nie mam zamiaru cię ochrzaniać. Sam nie byłem lepszy. Oboje ehm...trochę przesadziliśmy- mruknął wskazując na stojące w kącie puste butelki po chyba wszystkich rodzajach alkoholi, jakie tylko mieliśmy w domu.
Widząc je zrobiło mi się jeszcze bardziej niedobrze, więc wyrwałam mu niezdarnie szklankę z ręki, przy okazji oblewając go połową jej zawartości i wypiłam łapczywie do dna opadając z powrotem na poduszki.
-Dlaczego nie jesteś w pracy?- zdołałam w końcu wykrztusić.
Uśmiechnął się półgębkiem, unosząc sexownie do góry brew. W jednej chwili serce zaczęło mi bić szybciej. Że też nadal potrafi wywołać u mnie taką reakcję.
-Chyba żartujesz, gdybym poszedł do pracy w takim stanie, mógłym równie dobrze pakować swoje rzeczy- powiedział wyjmując mi z ręki szklankę i stawiając ją na podłodze.
-A poza tym...Musiałem się kimś zaopiekować- dodał patrząc mi głęboko w oczy na co ja zdołałam jedynie przełknąć głośno ślinę.
-Więc...-zaczęłam mówić, ale słowa wcale nie chciały przechodzić mi przez gardło- więc co im powiedziałeś?
-Że jestem chory- odpowiedział jakby to była najbardziej oczywista sprawa na świecie.
-Mój ty geniuszu- wymamrotałam ironicznie, ignorując przeklęte zawroty głowy i próbując wstać z łóżka, na którym przespałam...no właśnie. Która jest godzina???
-Która godzina?- spytałam tym razem głośno.
-20.00
-Co?!- krzyknęłam i natychmiast tego pożałowałam, sycząc z bólu cofnęłam się do tyłu, siadając mu na kolanach.
-AAA...- jęknęłam- Spałam cały dzień...myślałam, że te rolety...bo światło dzienne...razi... i...- gadałam bez ładu i składu do jego koszuli, gniotąc ją w zaciśniętych rękach.
Alex zaśmiał się tylko cicho, klepiąc mnie niezdarnie po plecach, zupełnie nie spodziewając sie takiej reakcji.
-Raz można się zapomnieć- pocieszał- To nie koniec świata.
Nagle zaczęło mi coś świtać w głowie. Coś bardzo dużego i jasnego...coś co świeciło na czerwono i migotało w kształce liter PIZZERIA!!!
-Ann!
-Ann??
-Tak, Ann. Gdzie ona jest?!
-Zerwała się jak oparzona o 13, siedziała pół popołudnia w łazience i o 16 wybiegła stąd jakby ją 100 diabłów goniło.
-Mówiła gdzie?- spytałam nie odrywając wzroku od podłogi, w której nagle mnie coś bardzo zaintrygowało.
-Do sklepu.
-Do sklepu???- powtórzyłam niedowierzając.
-Taak do sklepu. Mówiła coś o jakiejś wyprzedarzy. Chciała cię zabrać ze sobą, ale nie dobudziłoby cię nawet stado biegnących słoni.- dodał, głaszcząc mnie po włosach i robiąc na nich jeszcze większy bałagan niż był. Boże jak ja musiałam wyglądać.
- Nie wiem jak wy kobiety...- zaczął, ale ja już go nie słuchałam.
Spiła mnie. Przeklęta baba ukartowała to. Spiła mnie, zostawiła w domu i sama poszła się z nim spotkać!
Niedowiary. Do tego wykpiła się jakąś denną gadką o wyprzedarzy. Cholera. Faceci uwierzą w każdy kit, jaki im się wciśnie. Nawet mój Alex? Mój Alex z tym swoim przenikliwym umysłem, z umiejętnością czytania ludziom w myślach?
Ech...pewnie rano był to "Mój Skacowany I Nie Do Życia Alex", więc dlatego nic nie zwęszył...
Odetchnęłam głeboko odrywając się wreszcie od niego i powiedziałam z zamkniętymi oczami.
-Chyba potrzebuję trochę świerzego powietrza.
-Jasne- pokiwał głową- idź się przebrać i wyjdziemy na chwilę.
-Dziękuję...
-Dla ciebie wszystko- szepnął, lekko całując mnie w policzek.
Wybrałam jak najcieplejsze ciuchy i podreptałam do łazienki zrobić ze sobą porządek, omal nie tłukąc lustra, kiedy zobaczyłam w nim swoje odbicie.
Zjechaliśmy windą, przy której najwidoczniej ktoś już majstrował, bo drzwi były jak nowe i wisiała na nich kartka wielkości bilbordu z wielkim czerwonym napisem: NIE TRZASKAĆ DRZWIAMI!
Oboje tak wykręcaliśmy głowy, żeby tylko nie dać po sobie poznać, że wiemy co się tu naprawdę działo kilkanaście godzin temu. Kiedy w końcu nasze spojrzenia się spotkały, wybuchnęlismy niekontrolowanym śmiechem.
Wieczór, tak jak podejrzewałam, był mroźny. Na niebie błyszczały gwiazdy a na ziemi połyskiwał bielutki śnieg, którego napadało już tyle, że musieliśmy torować sobie drogę. Nocne spacery na pewno nie polepszą mojego stanu zdrowia, ale jeszcze chwila spędzona w czterech ścianach, a skończyłabym w psychiatryku udając kurczaka.
Produkowałam się jak mogłam, żeby tylko nie przechodzić obok nieszczęsnej pizzerii. Skręciliśmy więc tuż za naszym wieżowcem do uroczego parku, w którym zwykłam w lecie przesiadywać czytając książkę, obserwując ludzi albo po prostu wygrzewając się na słońcu.
-Pięknie tu...
-Przechodzimy tędy już chyba setny raz...jest zupełnie zwyczajnie- powiedział "zupełnie" nie romantycznie Alex.
-Jak dla mnie za każdym razem jest inaczej Panie Romantyczny- odparłam z szerokim usmiechem.
Nagle zobaczyłam COŚ. I to było wielkie COŚ. Nad jeziorem, nie opodal ławki, do której właśnie się zbliżaliśmy, stała Ann i nie kto inny jak sam James Whistler!!
Stali cholernie blisko siebie. Stanowczo za blisko. W pewnym momencie jak w zwolnionym tępie Whistler zaczął się nad nia nachylać...coraz bliżej i bliżej...i szlag by to trafił!Przyssał się do niej, jakby miał jej za chwile odgryźć język! I to wcale nie był jakiś delikatny pocałunek, chwilowe zapomnienie, to był wielki, namiętny całus!^^
Przez moją głowę przelatywało milion myśli naraz. Będąc nadal w szoku, zerknęłam na Alexa, który dzięki niebiosom gapił się akurat w zupełnie inną stronę, nie mając pojęcia o całym zajsciu. Ku mojemu przerażeniu zaczął powoli odwracać głowę i już już miał ich zobaczyć, kiedy...
-KOCHAM CIĘ !-wrzasnęłam rzucając mu się w ramiona i okręcając w kółko, tak że znalazł się tyłem do "zakochanej pary".
-A co to było?- powiedział, wyraźnie rozbawiony.
-Nic..hehe...impuls- wyszeptałam ze łzami w oczach, próbując się jakoś trzymać.
-Hej, co ci jest?- zapytał łagodnie, kiedy mocno wtuliłam się w jego płaszcz.
-Pomóż mi- wyszeptałam tak cicho, aby nie mógł dosłyszeć moich słów.
-Nic- powtórzyłam po raz kolejny- Wracajmy, nawdychałam sie już wystarczająco zimnego powietrza.
Otoczył mnie ramieniem i powoli zaczęliśmy iść w stronę domu.
i odemnie...
To było coś…cos co spowodowało, że nogi się pode mną ugięły…coś co spowodowało, że zapomniałam o wszystkim…coś po czym zakręciło mi się w głowie jeszcze bardziej niż po najlepszym alkoholu…
Spojrzał na mnie tymi oczami w których skakały małe iskierki radości i szczęścia…
- James…- wyszeptałam wtulając się w niego jeszcze bardziej
On tylko uśmiechnął się delikatnie i pogładził po policzku.
- chyba anioł mieszał w tym swoje rece…w tym, że cie poznałem…
- tak to anioł…- szepnęłam i pomyślałam o Natalii
Jednak po chwili oprzytomniałam. Natalia, godzina...O kurde…
- robi się późno…może wrócimy? Zimno mi – powiedziałam i prawie roztrzaskałabym sobie żeby z zimna
- jeśli chcesz…odprowadzę cię – rzucił radośnie i objął mnie bardzo mocno…
Przed bramą pocałował mnie jeszcze raz po czym z uśmiechem wręczył mi kartke ze swoim numerem telefonu.
Weszłam do klatki…oparłam się o ścianę i zsunęłam się w dół…Zakryłam twarz dłońmi i zaczęłam się śmiać sama do siebie…Po chwili śmiech zamienił się w ogromny potok łez i tak na przemian…Myśli kołatały mi w głowie…Nie miałam ochoty wracać na górę…Do domu mojej najlepszej przyjaciółki gdzie siedzi mój mąż i czeka na mnie…Zdradziłam go…Jak podła s**a…Zagrałam mu na uczuciach…Co chciałam tym osiągnąć? Dlaczego nie mogę być taka jak Nati? Taka kochająca i szanująca to co ma… Miałam moralnego kaca…Co do tego nie miałam żadnych wątpliwości. Wstałam z podłogi i spojrzałam jeszcze raz w stronę pizzerii. Mimo wszystko na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który wywoływał tylko ten jeden człowiek. Gdy otwierałam drzwi do domu wybiegł Teddy.
- gdzieś ty była? Martwiłem się…
Uśmiechnęłam się do niego promiennie tak jakby nic się nie stało.
- już ok…- rzuciłam i pocałowałam go w policzek
- co to za zapach?
- o co ci chodzi?
- to nie są moje perfumy – z tymi słowami zaczął świdrować mnie wzrokiem
- pssss…na starość zaczynasz świrować
Zdjęłam kurtkę i natychmiast pomaszerowałam do łazienki. Zakręciło mi się w głowie z tego wszystkiego…Wyszłam chyba po dłuższym okresie czasu z mokrymi włosami których zapomniałam rozczesać. Wpadłam prosto na Alexa.
- zachowujesz się jakbyś się zakochała.
Spojrzałam mu głęboko w oczy.
- masz rację…- wyszeptałam i powędrowałam do kuchni i kubek czegoś ciepłego.
Nalewałam sobie właśnie kubek gorącej kawy gdy ktoś chwycił mnie mocno za ramię.
- oszalałaś?! – krzyczała ale z drugiej strony starała się robić to jak najciszej Nati – zgłupiałaś do reszty! Masz pojęcie co zrobiłaś?!
- nie powiesz mu prawda? – zapytałam i czułam, że w moich oczach pojawiają się łzy
- do jasnej cholery! Zachowywaliście się jak para nastolatków! On ma ze 30 lat!
- i co z tego! Odczepisz się ode mnie?!
- odczepie się! I nie licz na to, że będę cię kryć! Przegięłaś!
- przyjaciółka – prychnęłam i wyszłam z kuchni udając się do pokoju.
Słyszałam za sobą urywki zdań „wariatka…”, „…będzie źle…”,”…o kur*a…”
Wzięłam potężny łyk kawy i od razu otrzeźwiło mi umysł. Zmieniłam kierunek i powędrowałam do pokoju w którym siedzieli faceci. Oparłam się o framugę drzwi i z nie udawanym zaciekawieniem zaczęłam oglądać mecz. Kątem oka widziałam, że Teddy nie spuszczał ze mnie wzroku. Po chwili nasze spojrzenia się spotkały.
- cos nie tak? – zapytałam
Nie odpowiedział…Patrzył się na mnie wzrokiem jakby chciał mnie zabić…
- no…- rzuciła Nati z szerokim uśmiechem na ustach – to kto ma ochote na pizzę?
Na ustach facetów od razu pojawił się gigantyczny uśmiech.
- trafiłaś w samo serce z ta propozycją kochanie – rzucił Alex
Spojrzałam na nią wzrokiem mordercy, odwróciłam się na pięcie i poszłam do pokoju.
- a ty nie chcesz? – wołał za mną alex
- odchudzam się – trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko. Po chwili wpadł Teddy.
- co ty wyczyniasz?
- daj mi spokój idź na mecz. Chce być sama.
- co się stało? – usiadł obok mnie
- dasz mi spokój czy nie?! – wydarłam się
Usłyszałam ciche westchnienie i dźwięk zamykanych drzwi.
Musiałam chyba na chwilę przysnąć. Zerwałam się na równe nogi jakby mnie ktoś oparzył.
- musze do toalety – pomyślałam – muszę bo nie wytrzymam
Wyleciałam z pokoju i wpadłam znowu prosto w jego ramiona…W ramiona Jamesa Whistlera…