Strona 16 z 22

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-07, 15:58
autor: agulec
ekhm.. tak bardzo, BARDZO miło..
tak miło, że już milej się nie da.
Najbardziej miło na świecie.
Miło miło i mi również miło.
Eee.. najmilej z najmilszych miłych.. i miło.
xD

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-07, 17:44
autor: mk95
Niee... my o opku Taniry&Ałtumn nie możemy inaczej mówić. No, może jeszcze: piękne, wspaniałe, zachwycające, genialne, śliczne, wzruszające itp. :-D

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-07, 17:53
autor: Xaneta
aaa..no to już przymiotniki :D xDxD ale prawda, wszystkie doskonale pasujące ;)

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-07, 22:10
autor: Sofia
cudowne ;-) wystraszyłam się że dziecka może już nie być :-( :-( nie straszcie mnie tak więcej

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-07, 22:12
autor: Bellatoris
boskie, genialne i w ogóle.... brakn słów....

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 09:22
autor: PatuŚ
AutumnLeaf pisze:Anioł?Jaki anioł?!Co ty pieprzysz! NIE IDŹ W STRONĘ ŚWIATŁA!!!-
ale mnie to powaliło

cudowne ..co ja moge więcej napisać

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 16:35
autor: Tanira
po małym poszukiwaniu jest xD

Mahonowa

Staliśmy na środku korytarza, nie bardzo wiedząc co robić dalej.

Zaczęłam sobie przypominać zdarzenia z ostatnich kilku dni...wspólne zakupy, zabawa w makijażystkę, przeprawa u fryzjera, ślub, ich pierwszy pocałunek jako małżeństwo, pierwszy taniec jako małżeństwo...

Teraz wydawało mi się to takie nierealne, jakby wszystko było jednym, wielkim snem, który w pewnej chwili pękł jak bańka mydlana, zostawiając za sobą jedynie szarą rzeczywistość.
W chwili, kiedy stałam na tym pustym, zimnym, szpitalnym korytarzu, nie potrafiłam sobie przypomnieć, czym jest radość. Jak w ogóle ktokolwiek mógł być w tej chwili szczęśliwy, jak wyglądał uśmiech...jak to się robi...
Wiedziałam jedynie, co to jest smutek, rozpacz, żal, cierpienie...targały mną wszystkie te uczucia naraz. Nie dawały spokoju, nawet na chwilę...
Łzy były mi bliższe od szczerego, radosnego uśmiechu.

Potrząsnęłam głową, budząc się z własnych, czarnych myśli i zobaczyłam, że Alex, oparty plecami o ścianę, stoi z zamknietymi oczami. Nie wiedziałam nawet o czym teraz myśli...facet, który okazywał minimum uczuć w kontakcie z bliskimi, wydawał się teraz kompletnie załamany, bez nadziei na jakikowiek ratunek. Przynajmniej ja go takim widziałam. I chciałam pocieszyć, chciałam przytulić...bo tym razem on tego potrzebował. Wiedziałam o tym, dlatego podeszłam po cichu i oplotłam go rękami, nie wypuszczjąc z objęć przez dobrych kilka minut.

-Lepiej?- wyszeptałam po chwili, tak jak to on zawsze robił, kiedy się wściekałam.
-Chyba tak...
-Nie możemy się poddawać- powiedziałam, opierając głowę na jego ramieniu- Musimy go poszukać.
Alex wyrwał się z moich objęć, siadając ciężko na jednym z tych białych, plastikowych krzeseł, które skrzypią przeraźliwie przy najmniejszym ruchu.
-Nawet nie masz pojęcia, gdzie... w którą stronę poszedł...- powiedział, wciąż, jak mi się zdawało powstrzymując cisnące się do oczu łzy.
Po raz pierwszy widziałam go tak załamanego. Kompletnie zrezygnowanego z dalszej walki. Przez całe swoje życie, począwszy od niezbyt szczęśliwego dzieciństwa, o którym nadal niewiele wiedziałam, uparcie dąrzył do celu, nie patrząc w przeszłość, podnosząc się z każdego upadku i licząc tylko na siebie. Dopóki nie spotkał mnie. W jakiś sposób się przede mną otworzył, nie zawsze daje sobie pomóc, ale są momenty, kiedy wychodzi ze swojej twardej skorupy i szepcze o pomoc.
To właśnie jeden z tych momentów.
I nie zamierzam go zawieść.

-Nieważne, kochanie- powiedziałam spokojnie, głaszcząc go delikatnie po policzku- Najpierw sprawdzimy w domu, później u nas, w końcu mają klucze do naszego mieszkania...
-Nie sądzę, żeby wrócił do...
-Jeżeli NIE wrócił- przerwałam mu mówiąc coraz szybciej- To sprawdzimy pobliskie puby i bary, pojedziemy do pizzerii, obszukamy wszystkie uliczki aż w końcu go znajdziemy!- skończyłam, biorąc głęboki oddech.

Przez chwilę siedział cicho, patrząc tylko w podłogę, aż w końcu uniósł głowę, patrząc mi prosto w oczy. Zobaczyłam w nich cień błysku, który zawsze im towarzyszył. Czułam, że jeszcze chwila i "mój Alex" znowu będzie sobą.
-Masz rację- odezwał się w końcu- Nie traćmy czasu, chodźmy.- złapał mnie za ręke i pociągnął w kierunku drzwi wyjściowych.
Zdzwiłam się, że tak szybko stanął na nogi, ale byłam dumna z siebie, że jakoś udało mi się go rozbudzić.
-Alex, jest jeszcze jedna sprawa...
-Hmm?- mruknął, rozglądając się na boki, tak jakby zza zamkniętych drzwi miał nagle wyskoczyć James Whistler, krzycząc "Mam was!".
-Co...co powiedziałeś tamtemu lekarzowi...?- spojrzał na mnie tylko przelotem, a ja poczułam jak zaczyna szybciej oddychać.
-Posłuchaj to nie jest teraz najważniejsze, ok?- powiedział zatrzymując się na chwilę.
- Wrócimy do tego, ale PÓŹNIEJ. Dobrze?
Stary, ale czy dobry Alex? Najważniejsze, że wrócił. Teraz już będzie wszystko dobrze. Razem jakoś damy radę. Wszystko naprawimy, a przynajmniej spróbujemy.
-Alex, ja o tym nie zapomnę. Wyśpiewasz mi wszystko jak na spowiedzi.- przestrzegłam- A teraz naprawdę, chodźmy już, bo tracimy cenny czas- dodałam, nie patrząc na niego.

Wybiegliśmy na dwór. Było przeraźliwie zimno, śnieg znowu zaczynał padać. Miałam nadzieję, że James, gdziekolwiek poszedł, jest w jakimś ciepłym pomieszczeniu i nie marznie. Od tego lodowatego powietrza można się nabawić zapalenia płuc. Naciągnęłam kaptur na głowę i zaczęłam zapinać Alexowi rozpięty oczywiście płaszcz.
-Kochanie, nie ma na to teraz czasu!- powiedział poirytowany, próbując mnie od siebie odepchnąć.
-Najważniejsze to być zdrowym!- warknęłam, zapinając mu płaszcz aż po samą szyję.- No teraz możemy iść.
-Ty prowadź- rzucił mi kluczyki, kiedy zaczęlismy iść w stronę naszego samochodu.
Wytrzeszczyłam na niego oczy ze zdziwienia, nie mogąc uwierzyć w to co słyszę...Alex, jeszcze nigdy w życiu nie poprosił mnie, żebym prowadziła, kiedy to on siedział obok!
-Powiedz mi jeszcze, że chcesz zjeść moją pomidorówkę, a uwierzę, że krowy latają...- wydusiłam w końcu z siebie, biegnąc za nim.
-Bez przesady- parsknął śmiechem, poważniejąc natychmiast. Sytuacja nie sprzyjała żartom...

-Ok. musimy opracować jakiś plan. Najpierw jedziemy do nas, sprawdzimy ich mieszkanie i pizzerię, a później...- nawijałam, podrzucając kluczykami i obchodząc dookoła samochód.
W pewnym momencie stanęłam jak wryta. Miałam ochotę przetrzeć oczy, nie będąc pewną czy to co widzę to jakiś wytwór mojej wyobraźni, czy to naprawdę...

-Kochanie- powiedziałam, nie patrząc na Alexa- Nigdzie nie jedziemy.
-O czym ty mówisz?
-Chyba nasza zguba się znalazła- wyszeptałam, nie odrywając wzroku,od Jamesa Whistlera, który siedział
na betonie, oparty plecami o drzwiczki Rovera.
-James- wyszeptałam, klekając przy nim i kładąc mu rękę na ramieniu- James, ile tu siedzisz?- zapytałam, patrząc na jego kurtkę, którą pokrywała już dosyć gruba warstwa śniegu.

Nic nie odpowiedział, patrzył tylko przed siebie nic nie widzącym wzrokiem. Jego zwykle roześmiane, niebieskie oczy, były teraz puste i martwe. Nie miałam pojęcia jak do niego dotrzeć, nie znałam go tak dobrze jak Ann. Nie przebywałam z nim aż tyle czasu, żeby wiedzieć jak go cholera jasna pocieszyć! Jak go podnieść na duchu...
-James, powiedz coś...nawet nie wiesz jak się o ciebie martwilismy...- szeptałam dalej- Jak Ann się o ciebie martwiła...- dodałam po chwili.
W końcu zareagował. Na jej imię. Grymas bólu przeciął jego twarz a oczy natychmiast wypełniły się łzami. Dziwiłam się, że ktoś z nas ma jeszcze czym płakać...ma siłę, żeby z jego oczu płynęły łzy, a nie ma siły ich otrzeć...
Dlatego tak bardzo, każde z nas potrzebowało tej drugiej połówki, która jest naszą siłą, jeżeli jej nam zabraknie...
-James już wszystko w porządku, chodźmy stąd. Przeziębisz się w końcu!
-Nie zależy mi...- musiałam przysunąć się bliżej, żeby zrozumieć co mówi. Przynajmniej się nie spił, jakby to zrobiło 90 procent facetów.- Już mi na niczym nie zależy...skoro jej nie zależy...na mnie.

Wiedziałam, jakim James jest wrażliwym człowiekiem. Nic nie raniło go bardziej, od bólu zadawanego mu przez bliskich.

-Posłuchaj mnie, ona nie wiedziała co mówi...była w szoku, pod działaniem leków. James, ona CHCE, żebys TY był przy niej!- starałam się jakoś do niego dotrzeć, ale wszystko co powiedziałam trafiało w próżnię, nic do niego nie docierało.
-Kochanie, idź do niej.- odezwał sie nagle Alex.- Ja z nim porozmawiam.
Alex, porozmawia z Jamesem... czy ja dobrze słyszę?
-Po prostu idź i tak nic nie zdziałasz...
Alex Pocieszyciel. Świat wywraca się do góry nogami.
- A ty...
-Nic nie obiecuję. Ale postaram się. Idź.- pocałował mnie i odwrócił się tyłem, siadając obok Jamesa.

Naprawdę nie chciałam podsłuchiwać, ale moja ciekawość była silniejsza. Odeszłam kilka kroków, a kiedy byłam już pewna, że Alex na pewno mnie nie widzi, schyliłam się, klucząc między samochodami, starając się podejść jak najbliżej naszego samochodu i nie zostać nakrytą. Wolę nie wiedzieć, jakby się to dla mnie wtedy skończyło.
Widziałam tylko jak Alex, uklęknął obok Jamesa.Mogłam jedynie słuchać, jak po cichu szepcze coś, czego nigdy nie powinnam usłyszeć.

-James, nie jestem wylewnym człowiekiem, więc doceń moją obecność tutaj i to co zamierzam ci powiedzieć. Mam nadzieję, że zmienisz zdanie i wrócisz do szpitala zanim przymarzniesz do naszego samochodu i będziesz chodził z drzwiami na plecach.
W innej sytuacji parsknęłabym śmiechem, ale teraz skryłam tylko twarz w szaliku, jeszcze bardziej nadstawiając ucho.

-Nikogo o nic nie proszę, ale w twoim wypadku...zrobię wyjątek. Proszę cię, podnieś się zacznij się zachowywać jak facet i wróć do niej. Nie zdradzaj jej...Nie pozwól na to, żebyś..., musiał uczyć się, ufać ludziom od początku...bo to trudna sztuka...
-Co ty możesz o tym wiedzieć...- odezwał się w końcu James, zachrypniętym głosem.
-Więcej niż sobie wyobrażasz- odpowiedział Alex, wciąż tym samym tonem.

Był poważny, ale przyjaźnie nastawiony.
-Pomóż mu Alex...pomóż...- błagałam w myślach.

-Nawet nie wiesz ile czasu minęło, zanim ja na nowo komuś zaufałem. Niewielu wie cokolwiek o moim...dzieciństwie. O tym jak po kolei opuszczały mnie osoby, które kocha...- i tu się zawachał- Które wydawało mi się, że kochałem. Nie masz pojęcia, jak trudno jest nauczyć się znowu komuś ufać...Nie wiedziałem co to znaczy...dopóki ona nie weszła do mojego życia...- widziałam jak patrzy w kierunku szpitala i o mało nie zdradziłam mojej kryjówki, powstrzymując impuls, który kazał mi popędzić w kierunku mojego męża i mocno przytulić.

-Zmieniła mnie. Zmieniła mnie nie do poznania. Nawet nie wiesz, jaki byłem kiedyś...- przez kilkanaście sekund trwała cisza, w końcu Alex otrząsnął się z zadumy.
-Nie zdradź Ann. Bądź przy niej, bo drugiej takiej nie spotkasz.

Miałam już dość. Nasłuchałam się wystarczająco dużo. Pobiegłam w stronę szpitala, kryjąc się za samochodami i idąc szybko korytarzem w stronę sali Ann. Zatrzymałam się tuż przed drzwiami. Nie wiedziałam co mnie znowu czeka, kiedy tam wejdę. Mialam już tyle niespodzianek w ciągu całego dnia, że chyba wystarczy mi na najbliższy rok.

W końcu odważyłam się wejść do środka. Nie wiedziałam ile mam czasu, zanim Alex przyprowadzi Jamesa. Nic chciałam znać końca ich rozmowy, i tak zrobiłam źle, podsłuchując. Nie ma dla mnie wytłumaczenia.
-Hej...- powiedziała cicho Ann, uśmiechając się delikatnie.
Wyglądała znacznie lepiej niż przed godziną. Jej stan widocznie się poprawiał. Nie obwijając w bawełnę, wypaliłam od razu:
-Znaleźliśmy Jamesa.
-To...to dobrze...a gdzie Alex?
-Rozmawia z nim...
-Alex?- zdziwiła się Ann.
-Nie kto inny, tylko nasz zimnokrwisty Alex- zażartowałam siadając na krześle przy oknie. Było lepiej, bo przynajmniej na mnie nie warczała.
Nie miałyśmy jednak czasu na dłuższą rozmowę, bo już po chwili drzwi zaczęły się powoli otwierać.

Whistlerowa czyli Ja xD

Stał przemarznięty…Zapłakany…
- Boże do czego ja doprowadziłam…- szeptałam w myślach
- zostawię was samych…- szepnęła Natalia i wyszła z Sali zamykając za soba drzwi
Stał…nie usiadł…
Dłonie mu się trzęsły…
Patrzyłam mu w oczy…Zawsze tak robiłam gdy szukałam ukojenia. Pomocy z jakiej kolwiek strony. Jakiegos impulsu….
Nic w nich nie było…
Były martwe i puste.
Zniknęła radość, która od niego biła.
Zniknęło wszystko.
- James…- szepnęłam
Otarł łzę, która spłynęła mu po policzku…
- James…przepraszam…- wyszeptałam.
Nie mogłam patrzec jak on płacze.
Nie mogłam tego znieść.
Dlaczego go tak ranię?
Co on mi takiego zrobił?
Przeciez ja go kocham!
Usiadł obok mnie na krześle i nie spuszczał ze mnie wzroku.
- James proszę…wybacz mi…- wyszeptałam czując, że zaraz po moich policzkach popłyną ciepłe łzy
- nic nie mów…po prostu bądź przy mnie…- szepnął chwytając moją dłoń
- kocham cie skarbie…bardzo…- z tymi słowami z moich oczu popłynęły łzy.
- nie płacz kochanie – James zaczął się trząść – kocham cie najbardziej na świecie. Nie mogę cie stracić…nie płacz
Mówił, że mam nie płakać a sam nie mógł się powstrzymać.
Oparł głowę na moim ramieniu i rozkleił się jak dziecko.
Objęłam go delikatnie i pocałowałam w czoło.
- skarbie dziecku nic nie jest…- wyszeptałam
Nic nie odpowiedział…Chwycił mnie mocniej za rękę.

To była przełomowa chwila.
To było coś po czym nie miałam już żadnych wątpliwości.
Jak mogłam w ogóle przypuszczać, że mój tak kochający mąż mnie zdradza?
On był ideałem. Człowiekiem, którego spotyka się tylko raz w życiu. A takie osoby spotykają tylko nieliczni. Tylko ci co maja szczęście.
James był takim niezwykłym człowiekiem.
Kochał całym sercem.
Nigdy nie ranił.
Zawsze wybaczał.
Przez moja głupote mogłam stracic najcenniejszy skarb jaki dostałam od Boga.
Nie umiałąm mu powiedzieć tego wszystkiego…
Nie umiałam tego ubrać w słowa…

- przespij się skarbie – szepnął
- nie mogę zasnąć…
- musisz nabrać sił. Dla mnie i dla kogoś jeszcze…Za dużo wrażeń na dziś
Pogłaskał mnie delikatnie po policzku.
Spojrzałam w jego oczy.
Znów tak samo piękne jak zawsze.
Znów roześmiane i radosne mimo łez, które w nich jeszcze tkwiły.
- śpij…- szepnął i przygasił światło

Zamknęłam oczy i chwyciłam jego rękę.
Nie chciałam żeby znów mnie zostawiał.
Nawet na chwilę.
Zasnęłam.
Ta noc sprzyjała snom.
Śnił mi się nasz ślub. Nasza pierwsza randka.
Wszystkie najcudowniejsze obrazy przesuwały się w mej głowie jak w kinie.
Wiedziałam, że od teraz będzie jeszcze lepiej.
Wszystko co najgorsze przeżyliśmy tej nocy.

Rano obudziły mnie promienie jasnego, zimowego światła.
James spał z głową na moim brzuchu.
Wyglądał tak prześlicznie.
Nie ruszałam się.
Nie miałam sumienia go budzić.
W nocy za dużo przeszedł.
Pogłaskałam go delikatnie po policzku i uśmiechnęłam się do siebie.
Po chwili drzwi do Sali się otwarły i weszła Natalia z Alexem.
- cicho…- szepnęłam
Natalia zakryła usta dłonią. W jej oczach pojawiły się łzy.
Tym razem były to łzy radości.
Alex uśmiechnął się delikatnie.
- przepraszam was wszystkich – wyszeptałam
Uśmiechnęli się delikatnie.
Wiem ile przeze mnie przeżyli.
Wiem ile łez wypłakali.
I Natalia i alex.
Wiem, że mogę na nich liczyć w każdej sytuacji.
Już teraz wiem, że mam najcudowniejszą rodzinę pod słońcem.
- jeszcze będzie wiele przebojów z nami – szepnęła Nati śmiejąc się cicho i wycierając łzy.
- kocham was…- szepnęłam

Nati usiadła po drugiej stronie łóżka.
- nic mu nie jest? – zapytała wskazując dłonia na Jamesa – siedział wczoraj na tym mrozie
- chyba nie…- szepnęłam głaszcząc go delikatnie po głowie
- śpi jak dziecko…- wyszeptała Nati
- niech śpi…- szepnęłam
- no i wreszcie do nas wróciła ta prawdziwa Ann – szepnął Alex z końca Sali i uśmiechnął się rozbrajająco.

- a mówili co z dzieckiem? – zapytała Natalia
- mówili
- i co?
Uśmiechnęła się tylko delikatnie
- ty głupku…- syknęła Natalia – żeby nigdy więcej taki pomysł nie przyszedł ci do głowy bo przysięgam, że osobiście cię dobije.
Chwyciłam ją za rękę i uśmiechnęłam się promiennie.
- ale wiesz, że i tak cię kocham…- wyszeptała i odwzajemniła mój uśmiech – mój ty aniele…

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 17:18
autor: agulec
Tanira pisze:Mam nadzieję, że zmienisz zdanie i wrócisz do szpitala zanim przymarzniesz do naszego samochodu i będziesz chodził z drzwiami na plecach.
W innej sytuacji parsknęłabym śmiechem...
ja parsknęłam ... i to jak! :] ale tylko tu, bo cała reszta była wzruszająca i piękna ;*
jak zwykle cudownie opisane od początku do końca - uczucia, sytuacja, Alex, James.. no wszystko wszyściutko.
Czytam to odkąd wrzucacie i ciągle mnie czymś zaskakujecie.
Kocham Was za to :064:

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 17:24
autor: Lady Mahone
Tanira pisze:Alex Pocieszyciel. Świat wywraca się do góry nogami.
Tanira pisze:tylko nasz zimnokrwisty Alex
Piękne...i takie pełne napięcia. Miło...wzruszajaca...i w ogóle ! ach...


a i zostanawia mnie, co zrobił Alex temu lekarzowi..

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 17:51
autor: agulec
Lady Mahone pisze:zostanawia mnie, co zrobił Alex temu lekarzowi..
pewnie użył swojej dobitnie przemawiającej legitymacji FBI^^

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 17:57
autor: AutumnLeaf
AAAAaaa chwila cierpliwości i będzie xD

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 18:22
autor: PatuŚ
ale cudo.... *myyyhm* nikt tak jak wy nie potrafi mnie tak rozczulic :-D

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 18:25
autor: Lady Mahone
Czyli to nie będzie legitymacja xD??? już nie mogę się doczekać!

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 19:38
autor: Xaneta
piękne.popłakałam się znowu...
Tanira pisze:mój ty aniele…
Guardian Angel... ehhh... i sie zdołowałam xD

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 20:23
autor: *Madziula*
nadrobiłam 2 ostatnie xD i:
-Anioł?Jaki anioł?!Co ty pieprzysz! NIE IDŹ W STRONĘ ŚWIATŁA!!!
o LOL :lol: tutaj padłam :lol:
-Powiedz mi jeszcze, że chcesz zjeść moją pomidorówkę, a uwierzę, że krowy latają...- wydusiłam w końcu z siebie, biegnąc za nim.
-Bez przesady- parsknął śmiechem
:lol: nie mogę *leży i kwiczy ze śmiechu* :lol:
-James, nie jestem wylewnym człowiekiem, więc doceń moją obecność tutaj i to co zamierzam ci powiedzieć. Mam nadzieję, że zmienisz zdanie i wrócisz do szpitala zanim przymarzniesz do naszego samochodu i będziesz chodził z drzwiami na plecach.
dobrze, że jeszcze nie zdarzyłam się podnieść bo bym znowu wylądowała na podłodze :lol:
- nic mu nie jest? – zapytała wskazując dłonia na Jamesa – siedział wczoraj na tym mrozie
- chyba nie…- szepnęłam głaszcząc go delikatnie po głowie
- śpi jak dziecko…- wyszeptała Nati
- niech śpi…- szepnęłam
oj jak milutko się zrobiło ;)

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 21:18
autor: Sofia
ja już mam dosyć łez na dzisiaj :-( piękne

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 21:59
autor: Babydoll
AutumnLeaf pisze:AAAAaaa chwila cierpliwości i będzie xD
A ile potrwa ta chwila? ;)

A co do odcinka... Wzruszający... I Alex taki... Hmmm... Opiekuńczy w stosunku nie tylko do Nati, ale i do James'a :) Słodkie :)

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-08, 23:49
autor: AutumnLeaf
Bo ja tu próbowałam zrobić z niego człowieka xD

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-09, 15:12
autor: mk95
AutumnLeaf pisze:Bo ja tu próbowałam zrobić z niego człowieka xD
I dobrze ci to wyszło ;-) Piękny odc., a monolog Alexa skopiowałam na mp4, żeby sobie przeczytać przed snem :-D

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-09, 15:57
autor: Gość
Jak ty możesz go tak traktować. W końcu cie kopnie w tyłek :-D Ann byłaś dla mnie guru a dziś dołączyła do Ciebie Twoja kumpela :-D ja Was kocham :-D

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-09, 16:45
autor: Babydoll
Hmmm... Odczuwam narastający brak kolejnego odcinka... Poratujcie, bo będzie ze mną źle... :P

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-09, 17:38
autor: AutumnLeaf
Ann byłaś dla mnie guru a dziś dołączyła do Ciebie Twoja kumpela ja Was kocham
łohoho miło mi bardzo ^^;*

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-09, 17:40
autor: Tanira
o matko OO a ta co tu robi OO nie czytaj tego!!!! xD

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-09, 17:50
autor: AutumnLeaf
Spadaj xD jak widzę coś miłego na mój temat to korzystam i czytam xD

Re: Historia by Nati & Ann

: 2008-03-09, 17:51
autor: Tanira
ale ona *ścisza głos* nie jest normalna :-D