AutumnLeaf pisze:mmm...porno lajt ^^
nie mów do mnie moim własnymi zwrotami ^^
Epizod 22
Czułam się jak prawdziwa księżniczka, która znalazła księcia. James nie miał wad czy tylko mi się wydawało? Muzyka ucichła jednak moje serce biło nadał głośno. Nie musiałam nic pić. Sam dotyk James powodował, że kręciło mi się w głowie jak po najlepszym alkoholu. James objął mnie delikatnie i usiedliśmy przy barze. Jego oczy lśniły niewyobrażalnym blaskiem.
- coś do picia? – zapytał patrząc mi głęboko w oczy
- zwykła woda wystarczy – szepnęłam i wbiłam wzrok w jego twarz jak w obrazek.
Wszystko było cudownie dopóki nie przyczepił się do mnie jakiś podpity facet. Na początku nie zwracałam na niego uwagi ale gdy zaczął być bardziej nachalny wtedy do akcji wkroczył James.
- koleś odczep się ok? wysyczał odpychając mężczyznę
- spokojnie…wyszeptał chwiejąc się na nogach – przecież nic jej nie zrobię…na razie…
James objął mnie mocno.
- wychodzimy – wyszeptał
Mężczyzna nie dawał jednak za wygraną. Bez żadnych zahamowań chwycił mnie za tyłek. Nie wytrzymałam. Odwróciłam się i uderzyłam go w twarz. Nie musiałam długo czekać na reakcje Jamesa. Odwrócił się równie szybko co ja i usłyszałam głuchy odgłos uderzenia. Polała się krew.
- James zostaw go. Chodź już. Chodź!
Nie słuchał.
- James zostaw go! Słyszysz?! – krzyczałam stojąc z boku.
Nie mogłam nic zrobić. Facet po chwili wylądowała podłodze. Nie ruszał się.
- James coś ty mu zrobił…- wyszeptałam ze łzami w oczach
Po chwili byli już przy nas ochroniarze. Krzyczeli cos po hiszpańsku. Chwycili Jamesa za ręce i wyprowadzili z sali na dwór. Już miałam iść za nimi gdy złapał mnie za rękę jakiś facet i zaczął cos do mnie krzyczeć w swoim ojczystym języku.
- ja muszę iść do chłopaka! Puszczaj mnie! Muszę iść do faceta!
Krzyczałam i próbowałam mu się wyrwać. Po dłuższej chwili koleś miał podrapane całe ręce i sam mnie puścił krzycząc nadal i wymachując ręką dookoła głowy.
- sam jesteś głupi – krzyknęłam i pobiegłam w kierunku drzwi w których jeszcze przed chwila zniknęli ochroniarze z Jamesem.
Wybiegłam na dwór. Było chłodno. Usłyszałam jakieś głuche dźwięki. Odwróciłam głowę w bok i zobaczyłam jak jacyś faceci w mundurach katują Jamesa.
- Zostawcie go! – krzyknęłam i rzuciłam się w jego kierunku
Jakiś wysoki, potężny mężczyzna złapał mnie w pasie i odciągnął od Jamesa.
- James! Zostawcie go! NO ZOSTAWCIE! – krzyczałam a łzy spływały po moich policzkach jak rwący potok.
- niech się pani uspokoi – ryknął facet trochę łamanym angielskim – on zabił człowieka
- ON NIKOGO NIE ZABIŁ! Krzyknęłam jeszcze głośniej i próbowałam się wyrwać z jego objęć.
James spojrzał na mnie zapłakanymi oczami.
- kocham cię…- wyszeptał tylko. Już po chwili dwóch rosłych facetów wepchnęło go jak śmiecia do jakiejś ciężarówki.
- JAMES! WYPUSĆCIE GO!
- on zabił człowieka – wyszeptał bardzo wolno facet i puścił mnie gdy zamknęły się za Jamesem drzwi ciężarówki.
Usiadłam na ziemi i starałam się złapać chociaż trochę tego chłodnego powietrza. Zaczęłam się trząść. Miałam ochotę krzyczeć.
- było tak pięknie….- szeptałam sama do siebie
Spojrzałam na faceta, który cały czas stał obok mnie.
- gdzie go zabierają? – zapytałam tak cicho, że musiał się nachylić by usłyszeć.
- najprawdopodobniej odwożą go do Sony.
Spojrzałam w jego puste, zimne oczy.
- nie podoba mi się ta nazwa – wysyczałam ocierając łzy z policzka
- lepiej się za niego módl codziennie.
- dlaczego?
- módl się żeby wyszedł z tego żywy.
Rzucił, wsiadł do ciężarówki i odjechał zostawiając mnie samą siedzącą na chodniku.
Kilkoro ludzi wyszło na zewnątrz popatrzeć na całą sytuację.
- koniec przedstawienia – mruknęłam
Sona. Z jednej strony ciekawiło mnie co kryje się pod ta nazwą z drugiej jednak nie chciałam wiedzieć co spotka tam Jamesa. Sona. Na pewno nie jest tam źle. Przecież to nie może być piekło na ziemi.
- żyjemy w cywilizowanym świecie – mruknęłam do siebie wstając z chodnika i ruszając w stronę domu – nie może być tam aż tak źle.
Po chwili jednak zatrzymałam się na pustej ulicy.
Sama nie wiedziałam co mówię…