jesteście boskie
Fernando Sucre
Posty: 389
Rejestracja: 2007-10-08, 22:03
po tej pierwszej części z makaronem nie miałem pojęcia że dojdzie do czegoś takiego 
jesteście boskie
jak już powiedziano- nie kończcie ;D
jesteście boskie
Michael Scofield
aaa dziękujemy ;* kochani jesteście ^^ ;*
Michael Scofield
psssssst...! AutumnL.. wrzuć dalej
proszę Cię ja - biedna studentka, która chciałaby poczytać dzisiaj coś innego niż historia
(teraz musisz się zlitować
)
proszę Cię ja - biedna studentka, która chciałaby poczytać dzisiaj coś innego niż historia
(teraz musisz się zlitować
Michael Scofield
Nati:
Ilość dni do ślubu 5
Obudziłam się rano z uśmiechem na ustach, głośno ziewając. Jeszcze nigdy nie czułam się tak fantastycznie...całkowicie wypoczęta...taka świerza...taka szczęśliwa...taka kochana...
Nucąc coś wesoło pod nosem, wygrzebałam się spod tony skłębionej pościeli i porozrzucanych po całej długości łóżka poduszek, i spojrzałam prosto w twarz Alexowi. Miał zamknięte oczy, więc podejrzewałam, że nie robi mnie w balona i nadal śpi. Uśmiechając się jeszcze szerzej zaczęłam powoli się do niego zbliżać z zamiarem pocałowania go w nos^^. Będąc już tuż tuż, gwałtownie się zatrzymałam, słysząc jak mruczy pod nosem, otwierając jedno oko:
-Wiedziałem, że będziesz próbowała coś kombinować...więc postanowiłem...pozostać...czujny.
Otworzył w końcu oczy, a ja utopiłam się w ich błękicie...nie mogłam złapać oddechu...czułam jak moje serce zaczyna bić coraz szybciej...poczułam motylki w żołądku...i to było cudowne uczucie...leżałam i patrzyłam w jego oczy...i widziałam w nich wszystko...cały mój świat był w jego szafirowo-niebieskich oczach...
-Coś...się stało?- powiedział cicho, kładąc swoją rękę na mojej.
-Nic...Kocham Cię...- wyszeptałam, nie mogąc powstrzymać się od płaczu. Po moim policzku potoczyła się gorąca łza...zalała mnie fala miłości...było mi jednocześnie zimno i gorąco, chciało mi się śmiać i płakać, biegać boso po deszczu, krzyczeć z radości i szeptać z zachwytu nad tym co teraz czułam...nic nie mogło tego opisać, nawet moje słowa...tylko jego oczy...oczy, które nie były już zimne i niedostępne, jak przez kilka ostatnich dni...oczy, które pałały miłością do mnie, oczy, które mówiły wszystko...niepotrzebne mi były żadne słowa...
-Nic nie mów Alex...nic nie mów...- wyszeptałam wtulając się w niego. Chciałam tak trwać do końca świata...do końca świata i przez jeszcze jeden dzień. Chciałam tylko żeby mnie trzymał...i nic nie mówił...wystarczyło mi ciepło, które od niego biło...jego silne ramiona...delikatny dotyk...bicie jego serca...
Tylko to się liczyło...i nic więcej.
Nie chciałam wychodzić z łóżka...przez cały czas kiedy tam leżeliśmy, wydawało mi się, że to za piękne, żeby było pawdziwe...że za chwilę zadzwoni telefon Alexa, i znów zostanę sama w zimnym mieszkaniu...owinięta w szlafrok w kuchni, pogryzając za suchego nawet jak na suchara- suchara. Ale zamiast tego miałam wszystko o czym marzyłam, o czym śniłam, a czego bałam się wypowiedzieć na głos, żeby niczego nie zepsuć...bałam się nawet głośno oddychać...Nie wiem ile tak leżeliśmy, z objęć wyrwało nas głośne szczekanie Demona i trzask drzwi.
-Chyba czas wstawać...- wymruczał mi do ucha unosząc się na łokciu.
-Chyba tak...
-Ale najpierw musimy coś załatwić. Razem- powiedział biorąc mnie za rękę i prowadząc do okna. Otworzył je na całą szerokość, wpuszczając do pokoju lodowate powietrze.
-Alex...- zaczęłam, ale położył mi palec na ustach.
-Tylko na chwilkę- wziął leżący na stoliku telefon, od którego zwykle się nie odrywał i włożył mi go do ręki. Spojrzałam mu w oczy nie bardzo wiedząc co robić.
-Wyrzuć go.
-Co?- zaparło mi dech. Nie bardzo wierzyłam w to co słyszę, nie wiedziałam czy mam się śmiać czy stać dalej w miejscu z tępym wyrazem twarzy.
-Po prostu go wyrzuć. Ktoś...uswiadomił mi...co jest w moim życiu najważniesze...
-Na pewno tego chcesz?- widząc jak kiwa głową, wzięłam jak najwiejszy zamach i po chwili telefon leciał już w powietrzu wpadając gdzieś miedzy gałęzie drzew, strasząc przy okazji stado ptaków, które wzbiło się do lotu.
Nie zamykając nawet okna zarzuciłam mu ręce na szyję, obsypując go gorącymi pocałunkami.
-Dziękuję dziekuję dzięku...- powtarzałam, nie zważając na zimne powietrze, które jak szpilki wbijało mi się w płuca.
-Ja też cię kocham, skarbie, ale zamknijmy to okno zanim oboje wylądujemy w łóżku.
-Nie mam nic przeciwko- mruknęłam zalotnie, jednak nasze amory zostały brutalnie przerwane przez Ann, która wsadziła głowę przez uchylone drzwi, zupełnie nie pojmując romantyzmu sytuacji.
-Możecie wreszcie zamknąć to okno- zaszczękała zębami- Wiem, że jesteście na siebie napaleni, ale to się inaczej gasi- dodała, wskazując oczami na łóżko.
-Och zamknij się!- warknęłam czerwona jak burak rzucając w nią poduszką. Uchyliła się jednak przed moim zabójczym ciosem, w porę zamykając za sobą drzwi.
-Oookej. To ja lece do łazienki zrobić z siebie człowieka.
-Zrobić co?- parsknął śmiechem Alex, najwidoczniej niedowierzając w to co przed chwilą usłyszał.
-Człowieka- powtórzyłam spokojnie- Wyglądam jak czarownica- dodałam wskazując palcem na moje włosy.
-Kochanie, taką cię lubię najbardziej- powiedział patrząc mi prosto w oczy.
Musiałam się uszczypnąć, żeby wreszcie powrócić do rzeczywistości.
-Coś ty mu wczoraj zrobiła?!- wpadłam do kuchni już ubrana i doprowadzona do ogólnego porządku, rzucając się na butelkę z wodą mineralną, obowiązkowo gazowaną.
-Kochana, ja go tylko naprowadziłam na drogę miłości, na którą nie mógł trafić.- powiedziała wesoło, krzątając się po kuchni.
Im bliżej ślubu tym gorzej...skoro zaczyna już mówić wierszem to co jeszcze mnie czeka...
-I chwała ci za to- powiedziałam nie czepiając się szczegółów i włączając radio, w którym leciały jakieś pościelówy ^^.
-Nareszcie normalna muzyka- stwierdziła Ann, wyjmując tosty i dżem z lodówki.
-Boże nie mogę już na to patrzeć...- jęknęłam, wskazując głową na słoik, który usiłowała właśnie otworzyć. Pokrywka jednak ani drgnęła.
-Daj, pomogę ci- złapałam za słoik, który już po chwili stał otwarty na stole. Widząc minę Ann, wzruszyłam jedynie ramionami, dolewając sobie kolejną szklankę zimnej wody.
Do kuchni wszedł James, ale kiedy usłyszał czego słuchamy, natychmiast się wycofał przewracając oczami i gderająć coś o jakimś "agresorze" i "normalnej muzyce w samochodzie".
-Eeee...nie wnikam- zaśmiałam się podnosząc ręce do góry. W tej samej chwili pojawił się Alex, najwyraźniej czując się jak u siebie w domu, rzucił się do lodówki, grzebiąc w niej jakby ktoś zakopał tam skarb. Nie umknęło mojej uwadze, kiedy Ann puściła mu oko, na co on kiwnął tylko głową, siadając obok mnie przy stole z wielką kanapką w ręku.
Zauważyłam z zadowoleniem, że pozbył się nareszcie sztywniackiego garnituru, jaki nosił na codzień, zakładając najnormalniejszą w świecie czarną koszulkę i dżinsy.
Już dawno nie wyglądał lepiej.
Mogłam na niego patrzeć godzinami, obserwować jak się porusza...każdy jego krok, każde jego kiwnięcie ręką...gdyby był moim przełożonym i wydał mi jakiś rozkaz, wykonałabym go bez najmniejszego mrugnięcia okiem. Wiedziałam jaki potrafił być stanowczy w pracy....to jego opanowanie przyprawiało mnie o dreszcze...brzmienie jego głosu...mógłby mi nawet księżkę telefoniczną czytać a ja siedziałabym wpatrzona w niego jak w obrazek.
Ten facet nigdy mnie nie znudzi, bo nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Kocham go takiego, jaki jest, chociaż ma i swoje wady. Ale je też kocham. Chociaż czasami przez niego płaczę. Ale jeżeli robię to z jego powodu TO TEŻ TO KOCHAM!
-Hej...-powiedział cicho klękając obok mnie i zaglądając w oczy.
Podskoczyłam na stołku, wyrywając się ze swojego świata marzeń.
-Hej...Nic mi nie jest- uprzedziłam jego pytanie.- Po prostu lubię sobie na ciebie popatrzeć- uśmiechnęłam się całując go w czoło- Na więcej będziesz musiał poczekać- mruknęłam mu do ucha, wychodząc z kuchni i zostawiając go z Ann, która udawała, że zupełnie nic nie widzi ani nie słyszy.
-Kocham tą kobietę.
Poszłam do pokoju, gdzie na kanapie siedział James, z mp3 w uszach, słuchając jakiegoś rocka. Miał zamknięte oczy, więc nie zauważył jak wchodzę.
Demon wdreptał za mną wskakując mu na kolana i zwracając tym samym jego uwagę na mnie.
-Mogę mieć do ciebie...malutką prośbę?- powiedziałam pokazując na palcach, jak ta prośba miała być "malutka".
-Jasne- odparł, uśmiechając się radośnie, jak to mieli w zwyczaju robić optymiści pozytywnie nastawieni do życia, których motto brzmi "carpe diem i noctem jeśli twoja narzeczona nie padnie ze zmęcznenia".
-Mógłbyś zabrać gdzieś Alexa- poprosiłam, ale widząc, że znowu nie rozumie o co mi chodzi przeszłam do trudniejszej części. Do tłumaczenia.
-Musimy z Ann...coś...załatwić, ale wy musicie wyjść. Musimy być same. Are we clear?^^
-Nie ma sprawy...
-Tylko pamiętaj! Nie pijcie za dużo, wiesz jaką Alex ma słabą głowę- ostrzegłam, przypominając sobie jak mój mąż zrobił kiedyś kręgle z moich nieszczęsnych kwiatków...jak pomylił dom z biurem...jak zaciągałam go siłą do łóżka o 3 nad ranem...ech. Stare dzieje. Zresztą sama nie byłam aniołkiem...
-Jasne.
-Yhy...na pewno mnie posłucha wymamrotałam sama do siebie, widząc jak zaciera już ręce na myśl o darmowych drinkach w barze za rogiem. A co mi tam! To nie moja głowa.
Usiadłam na kanapie, włączając jakiś nudny program, po chwili wpadł Alex z uradowaną miną, dał mi buziaka i razem z Jamesem wypadli z mieszkania, nie czekając aż palnę im kolejne kazanie.
-Gdzie oni poszli? A my...- zaczęła mówić Ann, trzymając w ręku mokrą ścierkę, którą najwidoczniej wycierała naczynia.
-A my mamy swoje sprawy- powiedziałam.
-Eeee...o co chodzi? Chyba nie masz na myśli kolejnego maratonu po sklepach...?- zapytała ze strachem, wycofując się nieznacznie.
-Uch. Zaczynasz się powoli zachowywać jak Whistler!- warknęłam ciągnąc ją za rękę do łazienki- Siadaj- rozkazałam, wskazując na stołek, który nie wiem jakim cudem się tam znalazł.
-Gdybym chciała cię gdzieś zabrać, to nie pozbywałabym się ich z domu! Mam propozycje- zaczęłam, widząc, jak powoli się odpręża- Ty, pomożesz mi wybrać kieckę, a ja zrobię ci taki makijaż, że cię własny narzeczony nie pozna.
-Stoi- zgodziła się bez wahania.
-Super!- ćwierknęłam- No to zaczynamy.
Jak tylko zabrałam się do pracy, pożałowałam, że nie wypiłam jakiejś herbatki uspokajającej.
-Nie mrugaj.
-Przepraszam.
Po minucie:
-Mówiłam ci żebyś nie mrugała!
-Myślisz, że to takie łatwe!- krzyknęła oburzona.
Valium, niech mi ktoś da jakieś valium...
-Poczekaj...
-Co znowu?
-Nos mnie swędzi.
-Nie drap się bo zmarzesz cały podkład!!!
-Zamrugaj.
-Przed chwilą mówiłaś że nie mogę mrugać!
-Ale teraz mówię ci żebyś ZAmrugała!- syknęłam, poprawiając kucyk, z którego zaczęły mi już wyłazić przeklęte włosy.
-Nie ruszaj ustami.
-Co?
-To samo- jeknęłam- Mówiłam żebyś przestała mielić ozorem i nie ruszała ustami!Już prawie kończę...
-Dzięki Ci Panie Bo...- przerwała, widząc mój morderczy wzrok.
-OK, gotowe- powiedziałam z dumą patrząc na swoje dzieło.
- Madmułazel, chce się pani przejrzeć?- spytałam z ukłonem, podając jej lusterko.
Ja:
- o matko…- szepnęłam biorąc do reki lusterko
- pięknie…- w moich oczach pojawiły się łzy, których nie mogłam powstrzymać
- NIE RYCZ BO SIĘ ROZMARZESZ! – wydarła się Nati i po chwili wycierała mi twarz chusteczkami.
- jesteś moim skarbem wiesz…
- wiem – odpowiedziała z ogromnym uśmiechem na twarzy
Na dworze zaczęło się już robić ciemno. Zaczęłam się poważnie martwić.
- gdzie oni są? – łaziłam w kółko i zadawałam wciąż to samo pytanie
- och daj spokój. Pewnie poszli do jakiegoś baru
- James nie może pić dobrze o tym wiesz…
Nati zaczeła przewracać oczami. Usiadłam obok niej na kanapie i włączyłam telewizor.
- niedługo wrócą zobaczysz…- próbowała dodać mi otuchy
- nie są małymi dziećmi
Spojrzałam na nią karcącym wzrokiem
- chyba jednak są – dodała po chwili i wbiła wzrok w telewizor
Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 24.
- o nie. Przesadził. Lepiej niech się modli żeby ten ślub wypalił. Idę spać – wyszłam z pokoju ze łzami w oczach.
Położyłam się do łóżka i rozkleiłam się na dobre. Nie pamiętam o której zasnęłam. Pamiętam tylko, że obudził mnie trzask drzwi w naszym pokoju.
Usłyszałam głos Jamesa
- ciii cholera….Skarbie śpisz?
Nie odpowiedziałam.
Wgramolił się do łóżka i dopiero teraz uderzył mnie ostry zapach wódki.
- WYNOŚ SIĘ Z TEGO POKOJU! – ryknęłam na niego gdy próbował mnie przytulić – I NIE DOTYKAJ MNIE!
Przerażony wylądował na ziemi. Wstał zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Mruczał coś pod nosem jednak mnie to mało interesowało.
Po chwili usłyszałam huk. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 5.
Okryłam się kołdrą i poszłam dalej spać.
Rano obudził mnie Demon, który z całej siły tarmosił moją poduszkę.
- Demon przestań…oszalałeś…- wymruczałam
Założyłam szlafrok i wyszłam z pokoju.
Moim oczom ukazał się makabryczny widok.
Alex najwyraźniej potknął się o dywan i wylądował na glebie. Na nim leżał James.
Przeszłam obok nich kompletnie nie reagując.
- musze zrobić sobie herbaty bo zwariuję – szepnęłam
Ledwo weszłam do kuchni usłyszałam głośny krzyk Nati.
Zaspana wymaszerowałam z kuchni z kubkiem w ręku
- daruj sobie – syknęłam widząc jej starania wyciągnięcia Alexa
- co ty gadasz?! Pomóż mi!
- nie mam najmniejszego zamiaru
Spojrzała na mnie jak na wariatkę.
- przecież to twój narzeczony
- przegiął pałę – syknęłam. Podeszłam do Jamesa i zaczęłam go tarmosić za koszulkę
- WSTAWAJ! – krzyknęłam mu prosto do ucha
Poskutkowało.
Zerwał się jak oparzony i patrzył na mnie mętnym wzrokiem.
- co się stało?
- TY SIĘ JESZCZE GŁUPIO PYTASZ?!
- wieczór kawalerski był…
- A CZY KTOŚ BIERZE ŚLUB?! – wydarłam się na całe gardło wylewając pół mojej herbaty ananasowej
- skarbie no co ty…
Nie działał już na mnie ten jego wzrok. Chciał mnie przytulić ale go odepchnęłam.
- i nie dotykaj mnie proszę…- powiedziałam już dość spokojnie i poszłam do pokoju
Usiadłam na łóżku i zalałam się łzami. Nie usłyszałam jak wszedł do pokoju. Usiadł obok mnie i przytulił.
- mówiłam ci coś…- wyszeptałam ocierając łzy
- kochanie przepraszam. To nie miało tak wyjść. Nie chciałem
- martwiłam się. Nie wiesz od czego są telefony? – spojrzałam na niego z wyrzutem
Spuścił wzrok. Po chwili jednak zapytał
- chcesz odwołać ślub?
Nie odpowiedziałam
- wiem, że zrobiłem źle ale obiecuję, że to się już więcej nie powtórzy…skarbie spójrz na mnie
Popatrzyłam zapłakanymi oczami na jego twarz na której malował się delikatny uśmiech
- kocham cię…nie chcę cię stracić przez coś takiego
Nic nie odpowiedziałam. Wtuliłam się w niego.
- ja ciebie też kocham. Coś się ze mną dzieje. Jestem strasznie wybuchowa…
- to nerwy…- delikatnie pogłaskał mnie po policzku
- zobaczysz w sobotę wszystko będzie dobrze.
Zamyśliłam się. Po chwili coś do mnie dotarło.
- James…świadkowie
- co świadkowie?
- no nie mamy świadków
Spojrzał na mnie równie przerażony
- a ci tam – wskazał ręka w kierunku drzwi
- chyba trzeba ich o zgodę spytać no nie
- zgodzą się na pewno. Alex może był jeszcze trochę nieprzytomny po wczorajszym…
Zamilkł gdy zobaczył mój wzrok
- no tak…
Chciał mnie pocałować…
- proszę cię najpierw skieruj się w stronę łazienki. Później możemy pogadać.
Westchnął ciężko ale posłuchał.
Coś w środku mówiło mi, że mimo wszystko będzie dobrym mężem…
Ilość dni do ślubu 5
Obudziłam się rano z uśmiechem na ustach, głośno ziewając. Jeszcze nigdy nie czułam się tak fantastycznie...całkowicie wypoczęta...taka świerza...taka szczęśliwa...taka kochana...
Nucąc coś wesoło pod nosem, wygrzebałam się spod tony skłębionej pościeli i porozrzucanych po całej długości łóżka poduszek, i spojrzałam prosto w twarz Alexowi. Miał zamknięte oczy, więc podejrzewałam, że nie robi mnie w balona i nadal śpi. Uśmiechając się jeszcze szerzej zaczęłam powoli się do niego zbliżać z zamiarem pocałowania go w nos^^. Będąc już tuż tuż, gwałtownie się zatrzymałam, słysząc jak mruczy pod nosem, otwierając jedno oko:
-Wiedziałem, że będziesz próbowała coś kombinować...więc postanowiłem...pozostać...czujny.
Otworzył w końcu oczy, a ja utopiłam się w ich błękicie...nie mogłam złapać oddechu...czułam jak moje serce zaczyna bić coraz szybciej...poczułam motylki w żołądku...i to było cudowne uczucie...leżałam i patrzyłam w jego oczy...i widziałam w nich wszystko...cały mój świat był w jego szafirowo-niebieskich oczach...
-Coś...się stało?- powiedział cicho, kładąc swoją rękę na mojej.
-Nic...Kocham Cię...- wyszeptałam, nie mogąc powstrzymać się od płaczu. Po moim policzku potoczyła się gorąca łza...zalała mnie fala miłości...było mi jednocześnie zimno i gorąco, chciało mi się śmiać i płakać, biegać boso po deszczu, krzyczeć z radości i szeptać z zachwytu nad tym co teraz czułam...nic nie mogło tego opisać, nawet moje słowa...tylko jego oczy...oczy, które nie były już zimne i niedostępne, jak przez kilka ostatnich dni...oczy, które pałały miłością do mnie, oczy, które mówiły wszystko...niepotrzebne mi były żadne słowa...
-Nic nie mów Alex...nic nie mów...- wyszeptałam wtulając się w niego. Chciałam tak trwać do końca świata...do końca świata i przez jeszcze jeden dzień. Chciałam tylko żeby mnie trzymał...i nic nie mówił...wystarczyło mi ciepło, które od niego biło...jego silne ramiona...delikatny dotyk...bicie jego serca...
Tylko to się liczyło...i nic więcej.
Nie chciałam wychodzić z łóżka...przez cały czas kiedy tam leżeliśmy, wydawało mi się, że to za piękne, żeby było pawdziwe...że za chwilę zadzwoni telefon Alexa, i znów zostanę sama w zimnym mieszkaniu...owinięta w szlafrok w kuchni, pogryzając za suchego nawet jak na suchara- suchara. Ale zamiast tego miałam wszystko o czym marzyłam, o czym śniłam, a czego bałam się wypowiedzieć na głos, żeby niczego nie zepsuć...bałam się nawet głośno oddychać...Nie wiem ile tak leżeliśmy, z objęć wyrwało nas głośne szczekanie Demona i trzask drzwi.
-Chyba czas wstawać...- wymruczał mi do ucha unosząc się na łokciu.
-Chyba tak...
-Ale najpierw musimy coś załatwić. Razem- powiedział biorąc mnie za rękę i prowadząc do okna. Otworzył je na całą szerokość, wpuszczając do pokoju lodowate powietrze.
-Alex...- zaczęłam, ale położył mi palec na ustach.
-Tylko na chwilkę- wziął leżący na stoliku telefon, od którego zwykle się nie odrywał i włożył mi go do ręki. Spojrzałam mu w oczy nie bardzo wiedząc co robić.
-Wyrzuć go.
-Co?- zaparło mi dech. Nie bardzo wierzyłam w to co słyszę, nie wiedziałam czy mam się śmiać czy stać dalej w miejscu z tępym wyrazem twarzy.
-Po prostu go wyrzuć. Ktoś...uswiadomił mi...co jest w moim życiu najważniesze...
-Na pewno tego chcesz?- widząc jak kiwa głową, wzięłam jak najwiejszy zamach i po chwili telefon leciał już w powietrzu wpadając gdzieś miedzy gałęzie drzew, strasząc przy okazji stado ptaków, które wzbiło się do lotu.
Nie zamykając nawet okna zarzuciłam mu ręce na szyję, obsypując go gorącymi pocałunkami.
-Dziękuję dziekuję dzięku...- powtarzałam, nie zważając na zimne powietrze, które jak szpilki wbijało mi się w płuca.
-Ja też cię kocham, skarbie, ale zamknijmy to okno zanim oboje wylądujemy w łóżku.
-Nie mam nic przeciwko- mruknęłam zalotnie, jednak nasze amory zostały brutalnie przerwane przez Ann, która wsadziła głowę przez uchylone drzwi, zupełnie nie pojmując romantyzmu sytuacji.
-Możecie wreszcie zamknąć to okno- zaszczękała zębami- Wiem, że jesteście na siebie napaleni, ale to się inaczej gasi- dodała, wskazując oczami na łóżko.
-Och zamknij się!- warknęłam czerwona jak burak rzucając w nią poduszką. Uchyliła się jednak przed moim zabójczym ciosem, w porę zamykając za sobą drzwi.
-Oookej. To ja lece do łazienki zrobić z siebie człowieka.
-Zrobić co?- parsknął śmiechem Alex, najwidoczniej niedowierzając w to co przed chwilą usłyszał.
-Człowieka- powtórzyłam spokojnie- Wyglądam jak czarownica- dodałam wskazując palcem na moje włosy.
-Kochanie, taką cię lubię najbardziej- powiedział patrząc mi prosto w oczy.
Musiałam się uszczypnąć, żeby wreszcie powrócić do rzeczywistości.
-Coś ty mu wczoraj zrobiła?!- wpadłam do kuchni już ubrana i doprowadzona do ogólnego porządku, rzucając się na butelkę z wodą mineralną, obowiązkowo gazowaną.
-Kochana, ja go tylko naprowadziłam na drogę miłości, na którą nie mógł trafić.- powiedziała wesoło, krzątając się po kuchni.
Im bliżej ślubu tym gorzej...skoro zaczyna już mówić wierszem to co jeszcze mnie czeka...
-I chwała ci za to- powiedziałam nie czepiając się szczegółów i włączając radio, w którym leciały jakieś pościelówy ^^.
-Nareszcie normalna muzyka- stwierdziła Ann, wyjmując tosty i dżem z lodówki.
-Boże nie mogę już na to patrzeć...- jęknęłam, wskazując głową na słoik, który usiłowała właśnie otworzyć. Pokrywka jednak ani drgnęła.
-Daj, pomogę ci- złapałam za słoik, który już po chwili stał otwarty na stole. Widząc minę Ann, wzruszyłam jedynie ramionami, dolewając sobie kolejną szklankę zimnej wody.
Do kuchni wszedł James, ale kiedy usłyszał czego słuchamy, natychmiast się wycofał przewracając oczami i gderająć coś o jakimś "agresorze" i "normalnej muzyce w samochodzie".
-Eeee...nie wnikam- zaśmiałam się podnosząc ręce do góry. W tej samej chwili pojawił się Alex, najwyraźniej czując się jak u siebie w domu, rzucił się do lodówki, grzebiąc w niej jakby ktoś zakopał tam skarb. Nie umknęło mojej uwadze, kiedy Ann puściła mu oko, na co on kiwnął tylko głową, siadając obok mnie przy stole z wielką kanapką w ręku.
Zauważyłam z zadowoleniem, że pozbył się nareszcie sztywniackiego garnituru, jaki nosił na codzień, zakładając najnormalniejszą w świecie czarną koszulkę i dżinsy.
Już dawno nie wyglądał lepiej.
Mogłam na niego patrzeć godzinami, obserwować jak się porusza...każdy jego krok, każde jego kiwnięcie ręką...gdyby był moim przełożonym i wydał mi jakiś rozkaz, wykonałabym go bez najmniejszego mrugnięcia okiem. Wiedziałam jaki potrafił być stanowczy w pracy....to jego opanowanie przyprawiało mnie o dreszcze...brzmienie jego głosu...mógłby mi nawet księżkę telefoniczną czytać a ja siedziałabym wpatrzona w niego jak w obrazek.
Ten facet nigdy mnie nie znudzi, bo nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Kocham go takiego, jaki jest, chociaż ma i swoje wady. Ale je też kocham. Chociaż czasami przez niego płaczę. Ale jeżeli robię to z jego powodu TO TEŻ TO KOCHAM!
-Hej...-powiedział cicho klękając obok mnie i zaglądając w oczy.
Podskoczyłam na stołku, wyrywając się ze swojego świata marzeń.
-Hej...Nic mi nie jest- uprzedziłam jego pytanie.- Po prostu lubię sobie na ciebie popatrzeć- uśmiechnęłam się całując go w czoło- Na więcej będziesz musiał poczekać- mruknęłam mu do ucha, wychodząc z kuchni i zostawiając go z Ann, która udawała, że zupełnie nic nie widzi ani nie słyszy.
-Kocham tą kobietę.
Poszłam do pokoju, gdzie na kanapie siedział James, z mp3 w uszach, słuchając jakiegoś rocka. Miał zamknięte oczy, więc nie zauważył jak wchodzę.
Demon wdreptał za mną wskakując mu na kolana i zwracając tym samym jego uwagę na mnie.
-Mogę mieć do ciebie...malutką prośbę?- powiedziałam pokazując na palcach, jak ta prośba miała być "malutka".
-Jasne- odparł, uśmiechając się radośnie, jak to mieli w zwyczaju robić optymiści pozytywnie nastawieni do życia, których motto brzmi "carpe diem i noctem jeśli twoja narzeczona nie padnie ze zmęcznenia".
-Mógłbyś zabrać gdzieś Alexa- poprosiłam, ale widząc, że znowu nie rozumie o co mi chodzi przeszłam do trudniejszej części. Do tłumaczenia.
-Musimy z Ann...coś...załatwić, ale wy musicie wyjść. Musimy być same. Are we clear?^^
-Nie ma sprawy...
-Tylko pamiętaj! Nie pijcie za dużo, wiesz jaką Alex ma słabą głowę- ostrzegłam, przypominając sobie jak mój mąż zrobił kiedyś kręgle z moich nieszczęsnych kwiatków...jak pomylił dom z biurem...jak zaciągałam go siłą do łóżka o 3 nad ranem...ech. Stare dzieje. Zresztą sama nie byłam aniołkiem...
-Jasne.
-Yhy...na pewno mnie posłucha wymamrotałam sama do siebie, widząc jak zaciera już ręce na myśl o darmowych drinkach w barze za rogiem. A co mi tam! To nie moja głowa.
Usiadłam na kanapie, włączając jakiś nudny program, po chwili wpadł Alex z uradowaną miną, dał mi buziaka i razem z Jamesem wypadli z mieszkania, nie czekając aż palnę im kolejne kazanie.
-Gdzie oni poszli? A my...- zaczęła mówić Ann, trzymając w ręku mokrą ścierkę, którą najwidoczniej wycierała naczynia.
-A my mamy swoje sprawy- powiedziałam.
-Eeee...o co chodzi? Chyba nie masz na myśli kolejnego maratonu po sklepach...?- zapytała ze strachem, wycofując się nieznacznie.
-Uch. Zaczynasz się powoli zachowywać jak Whistler!- warknęłam ciągnąc ją za rękę do łazienki- Siadaj- rozkazałam, wskazując na stołek, który nie wiem jakim cudem się tam znalazł.
-Gdybym chciała cię gdzieś zabrać, to nie pozbywałabym się ich z domu! Mam propozycje- zaczęłam, widząc, jak powoli się odpręża- Ty, pomożesz mi wybrać kieckę, a ja zrobię ci taki makijaż, że cię własny narzeczony nie pozna.
-Stoi- zgodziła się bez wahania.
-Super!- ćwierknęłam- No to zaczynamy.
Jak tylko zabrałam się do pracy, pożałowałam, że nie wypiłam jakiejś herbatki uspokajającej.
-Nie mrugaj.
-Przepraszam.
Po minucie:
-Mówiłam ci żebyś nie mrugała!
-Myślisz, że to takie łatwe!- krzyknęła oburzona.
Valium, niech mi ktoś da jakieś valium...
-Poczekaj...
-Co znowu?
-Nos mnie swędzi.
-Nie drap się bo zmarzesz cały podkład!!!
-Zamrugaj.
-Przed chwilą mówiłaś że nie mogę mrugać!
-Ale teraz mówię ci żebyś ZAmrugała!- syknęłam, poprawiając kucyk, z którego zaczęły mi już wyłazić przeklęte włosy.
-Nie ruszaj ustami.
-Co?
-To samo- jeknęłam- Mówiłam żebyś przestała mielić ozorem i nie ruszała ustami!Już prawie kończę...
-Dzięki Ci Panie Bo...- przerwała, widząc mój morderczy wzrok.
-OK, gotowe- powiedziałam z dumą patrząc na swoje dzieło.
- Madmułazel, chce się pani przejrzeć?- spytałam z ukłonem, podając jej lusterko.
Ja:
- o matko…- szepnęłam biorąc do reki lusterko
- pięknie…- w moich oczach pojawiły się łzy, których nie mogłam powstrzymać
- NIE RYCZ BO SIĘ ROZMARZESZ! – wydarła się Nati i po chwili wycierała mi twarz chusteczkami.
- jesteś moim skarbem wiesz…
- wiem – odpowiedziała z ogromnym uśmiechem na twarzy
Na dworze zaczęło się już robić ciemno. Zaczęłam się poważnie martwić.
- gdzie oni są? – łaziłam w kółko i zadawałam wciąż to samo pytanie
- och daj spokój. Pewnie poszli do jakiegoś baru
- James nie może pić dobrze o tym wiesz…
Nati zaczeła przewracać oczami. Usiadłam obok niej na kanapie i włączyłam telewizor.
- niedługo wrócą zobaczysz…- próbowała dodać mi otuchy
- nie są małymi dziećmi
Spojrzałam na nią karcącym wzrokiem
- chyba jednak są – dodała po chwili i wbiła wzrok w telewizor
Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 24.
- o nie. Przesadził. Lepiej niech się modli żeby ten ślub wypalił. Idę spać – wyszłam z pokoju ze łzami w oczach.
Położyłam się do łóżka i rozkleiłam się na dobre. Nie pamiętam o której zasnęłam. Pamiętam tylko, że obudził mnie trzask drzwi w naszym pokoju.
Usłyszałam głos Jamesa
- ciii cholera….Skarbie śpisz?
Nie odpowiedziałam.
Wgramolił się do łóżka i dopiero teraz uderzył mnie ostry zapach wódki.
- WYNOŚ SIĘ Z TEGO POKOJU! – ryknęłam na niego gdy próbował mnie przytulić – I NIE DOTYKAJ MNIE!
Przerażony wylądował na ziemi. Wstał zabrał swoje rzeczy i wyszedł. Mruczał coś pod nosem jednak mnie to mało interesowało.
Po chwili usłyszałam huk. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 5.
Okryłam się kołdrą i poszłam dalej spać.
Rano obudził mnie Demon, który z całej siły tarmosił moją poduszkę.
- Demon przestań…oszalałeś…- wymruczałam
Założyłam szlafrok i wyszłam z pokoju.
Moim oczom ukazał się makabryczny widok.
Alex najwyraźniej potknął się o dywan i wylądował na glebie. Na nim leżał James.
Przeszłam obok nich kompletnie nie reagując.
- musze zrobić sobie herbaty bo zwariuję – szepnęłam
Ledwo weszłam do kuchni usłyszałam głośny krzyk Nati.
Zaspana wymaszerowałam z kuchni z kubkiem w ręku
- daruj sobie – syknęłam widząc jej starania wyciągnięcia Alexa
- co ty gadasz?! Pomóż mi!
- nie mam najmniejszego zamiaru
Spojrzała na mnie jak na wariatkę.
- przecież to twój narzeczony
- przegiął pałę – syknęłam. Podeszłam do Jamesa i zaczęłam go tarmosić za koszulkę
- WSTAWAJ! – krzyknęłam mu prosto do ucha
Poskutkowało.
Zerwał się jak oparzony i patrzył na mnie mętnym wzrokiem.
- co się stało?
- TY SIĘ JESZCZE GŁUPIO PYTASZ?!
- wieczór kawalerski był…
- A CZY KTOŚ BIERZE ŚLUB?! – wydarłam się na całe gardło wylewając pół mojej herbaty ananasowej
- skarbie no co ty…
Nie działał już na mnie ten jego wzrok. Chciał mnie przytulić ale go odepchnęłam.
- i nie dotykaj mnie proszę…- powiedziałam już dość spokojnie i poszłam do pokoju
Usiadłam na łóżku i zalałam się łzami. Nie usłyszałam jak wszedł do pokoju. Usiadł obok mnie i przytulił.
- mówiłam ci coś…- wyszeptałam ocierając łzy
- kochanie przepraszam. To nie miało tak wyjść. Nie chciałem
- martwiłam się. Nie wiesz od czego są telefony? – spojrzałam na niego z wyrzutem
Spuścił wzrok. Po chwili jednak zapytał
- chcesz odwołać ślub?
Nie odpowiedziałam
- wiem, że zrobiłem źle ale obiecuję, że to się już więcej nie powtórzy…skarbie spójrz na mnie
Popatrzyłam zapłakanymi oczami na jego twarz na której malował się delikatny uśmiech
- kocham cię…nie chcę cię stracić przez coś takiego
Nic nie odpowiedziałam. Wtuliłam się w niego.
- ja ciebie też kocham. Coś się ze mną dzieje. Jestem strasznie wybuchowa…
- to nerwy…- delikatnie pogłaskał mnie po policzku
- zobaczysz w sobotę wszystko będzie dobrze.
Zamyśliłam się. Po chwili coś do mnie dotarło.
- James…świadkowie
- co świadkowie?
- no nie mamy świadków
Spojrzał na mnie równie przerażony
- a ci tam – wskazał ręka w kierunku drzwi
- chyba trzeba ich o zgodę spytać no nie
- zgodzą się na pewno. Alex może był jeszcze trochę nieprzytomny po wczorajszym…
Zamilkł gdy zobaczył mój wzrok
- no tak…
Chciał mnie pocałować…
- proszę cię najpierw skieruj się w stronę łazienki. Później możemy pogadać.
Westchnął ciężko ale posłuchał.
Coś w środku mówiło mi, że mimo wszystko będzie dobrym mężem…
Michael Scofield
hyhy.. kochane jesteście^^
odtąd...
mój monitor to się we mnie niedługo zakocha.. jak będę do niego tak szczerzyć zęby 
odtąd...
dotąd..Tanira pisze:Obudziłam się rano...
to po prostu cud, miód i orzeszkiTanira pisze:...TO TEŻ TO KOCHAM!
Tanira pisze:- WYNOŚ SIĘ Z TEGO POKOJU! – ryknęłam na niego gdy próbował mnie przytulić – I NIE DOTYKAJ MNIE!
Przerażony wylądował na ziemi.
hahahahahahahahahah xD xD jak zwykle się uśmiałamTanira pisze:Moim oczom ukazał się makabryczny widok.
Alex najwyraźniej potknął się o dywan i wylądował na glebie. Na nim leżał James.
Michael Scofield
Tanira pisze:Wiedziałem, że będziesz próbowała coś kombinować...więc postanowiłem...pozostać...czujny
no i jak ja mam to czytac.. ja sama do siebie sie jak glupia jarze w pokoju, a rodzice sie na mnie patrzą jakby mi mózg wyparował przez monitor. swietne ;*;* co ja mam wiecej mówicTanira pisze:Wiem, że jesteście na siebie napaleni, ale to się inaczej gasi- dodała, wskazując oczami na łóżko.
Michael Scofield
dziekujemy ^^ :*
Michael Scofield
się dołączam ^^ cieszymy się, że się podoba ^^
Michael Scofield
a pozniej jaka bedzie masakra ^^ pospadają wam gacie normalnie xD
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Nie wiem dlaczego ale strasznie mnie to rozśmieszyło XD XD XDTanira pisze:- a ci tam – wskazał ręka w kierunku drzwi
Nati a ten początek... Boski! ♥ ♥ ♥
[ Dodano: 2008-02-13, 21:33 ]
(Nie mogę już edytować poprzedniego posta więc muszę napisać drugiego):
KIEDY NASTĘPNY ODCINEK??? Włażę tu i włażę i nie ma
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
ja też się sama do monitora śmieję gdy to czytam
BOSKIE!! 
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
myślałam że spadne z krzesła xDTanira pisze:-Tylko pamiętaj! Nie pijcie za dużo, wiesz jaką Alex ma słabą głowę- ostrzegłam, przypominając sobie jak mój mąż zrobił kiedyś kręgle z moich nieszczęsnych kwiatków...jak pomylił dom z biurem...jak zaciągałam go siłą do łóżka o 3 nad ranem...ech. Stare dzieje. Zresztą sama nie byłam aniołkiem...
wiecie jak mnie brzuch teraz przez Was boli?!Tanira pisze:Moim oczom ukazał się makabryczny widok.
Alex najwyraźniej potknął się o dywan i wylądował na glebie. Na nim leżał James.
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
O tak, a w szczególności ten fragment: "mój mąż zrobił kiedyś kręgle z moich nieszczęsnych kwiatków".

Kiedy nowy odcinek? ♥
Kiedy nowy odcinek? ♥
Michael Scofield
Posty: 2154
Rejestracja: 2008-01-27, 18:19
cudownie piszecie macie tyle fanów...wydajcie ksiazkę ;]
Michael Scofield
Mata xD
Dla agulca za zaliczony projekt ^^ ;*
Moje:
Ilość dni do ślubu 4
Widziałam jak James wychodzi chwiejnym krokiem z sypialni, do której wparował za Ann, wkurzonej nie na żarty.
Jestem pewna, że po raz pierwszy widziałam ją taką wściekłą...
Zwłaszcza, na Whistlera.
Do tej pory jedyne co ich poróżniło to chyba tylko muzyka ^^. Potrafili być w sobie tak zakochani, że aż momentami oderwani od rzeczywistości, zdolni do spędzenia ze sobą każdej wolnej sekundy. Nie znudziliby się swoim towarzystwem nawet gdyby doba miała 48 godzin.
Wiedziałam, że Ann zaczyna świrować z nerwów, bo sytuacja nie była na tyle poważna, żeby grozić zerwaniem zaręczyn. Z drugiej strony i Alex i James trochę przesadzili włócząc sie do 5 nad ranem po wszystkich możliwych klubach w naszym mieście i wlewając w siebie litry alkoholu.
Alex przyszedł tak spity, że zaczął wołać do Demona "kici kici", ganiając go po całym mieszkaniu i usilnie próbując podrapać za uchem.
Pies tak się znerwicował, że do tej pory nie wyszedł jeszcze spod fotela.
Czułam, że ja muszę wkroczyć do akcji.
Chociaż nie byłam tak wściekła jak Ann, ale co kobieca solidarność to kobieca solidarność. Nie zostawię jej samej z tym bałaganem. Skoro ma się dostać Whistlerowi to dostanie się i Alexowi. Będzie miał na zaś. Chociaż później będą mnie dręczyć przeklęte wyrzuty sumienia...taki słodki był wczoraj dla mnie...
No nic, zaczynamy.
Przeszłam na paluszkach obok łazienki, z której od jakichś dwudziestu minut nie mógł wygrzebać się
Dżemyk, przekradając się do sypialni, gdzie siedziała Ann.
-Hej- szepnęłam, uchylając lekko drzwi- Mogę?- zapytałam po cichu, widząc jak wyciera chusteczką załzawione oczy.
-Jasne, właź.
-Ann...nie warto aż tak się tym przejmować...- zaczęłam, ale mi przerwała.
-Martwiłam się o niego...a on jak gdyby nigdy nic przyszedł spity w cztery trąbki i myśli, że jest wszystko w porządku?!- wybuchnęła, kryjąc twarz w rękach.
-O cholera- pomyślałam- Nie wiedziałam, że aż tak to przeżywa.
-Kochanie...-usiadłam obok niej mocno przytulając- Nic mu nie jest, to był tylko jeden raz!
-Tak się zaczyna...
-Ann...to był ich wieczór kawalerski...musieli zaszaleć z kumplami...
-I będzie jeszcze jeden.
-Jeszcze jeden?
-Uch. Ochrzaniałaś mnie jak chciałam się pokazać Jamesowi w sukience, a nie wiesz kiedy robi się wieczór kawalerski?!
Zaskoczyło.
-Przypilnujemy ich.
-Akurat.
-Damy im dzisiaj taką nauczkę, że nie wypiją ani kropli do samego wesela- powiedziałam, uśmiechając się diabelsko.
-Mają kaca...prawda...- mówiłam dalej- Więc wykorzystajmy to ^^. Nie pozbędą się bólu głowy do następnego tygodnia.
-Zemsta?-zapytała wyraźnie się rozchmurzając.
-Jest słodka- dodałam przybijając z nią piątkę.- No już, doprowadź się do porządku i zaczynamy- mrugnęłam do niej okiem, zbierając się do wyjścia.
Od razu przyszedł mi do głowy pierwszy pomysł. Wychodząc z pokoju, wzięłam zamach i z całej siły trzasnęłam drzwiami, tak, że nawet mnie w uszach zadzwoniło. Powstrzymałam okrzyk radości, kiedy zza drzwi łazienki dobiegł mnie cichy jęk Whistlera. Alex wychylił się z salonu, z taką samą miną jaką zapewne miał teraz Dżemyk.
-Kochanie...możesz mi przynieść...szklankę wody...
Wyrzut sumienia numer jeden. On się mną opiekował, kiedy leżałam skacowana przez cały dzień. Wyszdł nawet ze mną na spacer...i przytulił...i pocałował...
Ale nadal pamiętałam o Ann i naszym planie.
-Dawaj, użyj całej swojej wredoty, czyli po prostu eee...bądź sobą...
Wzięłam głęboki oddech i wrzasnęłam najgłośniej jak się dało.
-OSTATNIA BUTELKA WODY MINERALNEJ POSZŁA DLA DEMONA!!! Wiesz jakie to delikatne zwierzę...- dodałam już normalnym głosem, nie czując gardła i zniknęłam w kuchni. Kątem oka zauważyłam jak Alex łapie się za głowę, opierając się ciężko o ścianę.
-Błagaam...ciszej...- wymamrotał James, wychodząc z łazienki.
-Może tosta...z fantastycznym, ciąąągnąąącym się serem?- zapytałam , uśmiechając się anielsko i podstawiając mu pod nos talerz.
Ledwo co opanowałam śmiech, kiedy zobaczyłam jak Dżemyk nurkuje z powrotem w łazience.
-Nie?- to ja poszukam w kuchni czegoś innego- krzyknęłam za nim wesoło, otwierając i trzaskając drzwiczkami od wszystkich pułek, jakie tylko mi się nawinęły pod rękę.
To ich powinno nauczyć.
-Demon!- krzyknęłam nagle, zrywając się z krzesła. To był jeszcze jeden as w moim rękawie.
-DEMON!- darłam się na pół domu. Na dźwięk mojego głosu, psina wyczołgała się wreszcie ze swojej bezpiecznej kryjówki pod fotelem, wesoło szczekając.
-O tak słonko. Szczekaj ile wlezie- szepnęłam do siebie, uśmiechając się złośliwie.
Mając już dosyć robienia z siebie wariatki, wpadłam do sypialni, gdzie czekała już gotowa Ann.
-Dawaj maleńka. Walnij im takie kazanie, że klękajcie narody!
Tanira:
Wparowałam do pokoju i odkręciłam na maksa nasz wierze.
- KOCHANIE! WRESZCIE POLUBIŁAM TO TWOJE „TRZASKANIE W STRUNY”! – próbowałam przekrzyczeć muzykę.
Teraz wyjątkowo ta muzyka mnie wyciszała i uspokajała. Ciekawe…
Po chwili w drzwiach stanął James zasłaniając uszy rękami.
Widziałam jak rusza ustami ale za cholere nie mogłam zrozumieć co mówi.
Przyciszyłam muzykę tak żeby można było cokolwiek usłyszeć
- COŚ MÓWIŁEŚ?!
- czyś ty oszalała? – wyszeptał
- oj skarbie aż tak cie głowa boli? Chodź zrobię ci coś do picia…Na kaca najlepsze są domowe sposoby.
Wzięłam go za rękę i zaciągnęłam do kuchni.
Po drodze minęliśmy Alexa, który w dramatyczny sposób próbował się podnieść z dywanu.
- siadaj skarbie – pokazałam mu krzesło a sama zajęłam się robieniem „cudownej” herbaty.
Było mi go żal…Widziałam jak cierpi…Ale cóż ja cierpiałam wczoraj.
Do kuchni wparowała Nati z ogromnym uśmiechem na ustach.
Klepnęła Jamesa w ramię z całej siły i zaświergotała
- te Dżemy te twoje płyty to całkiem niezłe są! Idziemy na koncert?!
- czy ty się dobrze czujesz? – spojrzał na nią z wyrzutem i jeśli się nie myliłam również ze łzami w oczach.
Aż serce mnie zabolało.
- ja czuję się świetnie kochany. Za 4 dni ślub….ach będzie pięknie.
Podałam Jamesowi kubek. Tak ufnie zaczął pić by po chwili pobiec do łazienki.
Spojrzałam na Nati.
- należy im się – odpowiedziała
James wyszedł z łazienki i mruczał coś o wariatkach.
- żal mi go…- wyszeptałam
- jeszcze tylko Alex – na jej twarzy pojawił się diabelski uśmiech
- dawaj tylko tą herbatę. Już ja mu ją zaniosę.
Po chwili zniknęła za drzwiami pokoju w którym na dywanie spoczywał Alex.
Nie minęła minuta a podzielił los Jamesa.
Było mi z tym źle. Zrobili źle ale żeby aż tak ich karać?
Zresztą sama tego chciałam więc nie powinnam mieć wyrzutów sumienia…
A jednak…
Zrobiłam Jamesowi prawdziwej mocnej, gorzkiej herbaty i poszłam do naszego pokoju.
Leżał na łóżku z ręcznikiem na głowie.
- kochanie…
Spojrzał na mnie i wyszeptał
- odejdź z tym ode mnie. Nie mam zamiaru znowu znaleźć się w kiblu przez wasze cudowne środki lecznicze.
- to jest zwykła herbata…wypij zrobi ci się lepiej
- a tamto to co było? Chciałaś mnie otruć?
- nie! Chciałam ci dać nauczkę!
- no i dałaś. Mogę iść spać? Trochę źle się czuję – wysyczał
Położyłam kubek na stoliku i wyszłam.
Sama poszłam sobie zrobić mocnej kawy.
Po chwili do kuchni weszła Nati z taką sama mina co ja…
- chyba przegięłyśmy…
- tez mi się tak wydaje. Boję się, że…
- nawet tak nie myśl – złapała mnie za ramiona – on cię kocha i nie zostawi. Nawet za takie coś.
Westchnęłam ciężko i wypiłam potężny łyk Jacobsa ^^
Na obiad nic praktycznie nie zjadłam…Bawiłam się łyżką w zupie, którą zrobiła Nati
- co nie smakuje?
- nie o to chodzi…nie mam ochoty jeść
- aha…- wyszeptała i zaczęła dziabać w swojej zupie
- no ja chyba tez nie – dodała po chwili
- wiesz co ja pójdę do Jamesa
- a ja do Alexa
Rzuciłyśmy się w stronę naszych skacowanych mężczyzn
James słodko spał. Jak dziecko…
Usiadłam obok niego i pocałowałam w policzek.
Otworzył zaspane oczy i uśmiechnął się delikatnie.
- skarbie przepraszam
Zaśmiał się cicho.
- co cię tak śmieszy? – zapytałam zbulwersowana.
- ja nie widzę w tym zupełnie nic śmiesznego
- wiesz jeszcze żadna kobieta nie okazała mi w taki sposób jak bardzo mnie kocha
Patrzyłam na niego jakbym nie dosłyszała co mówi
- to ile ty miałeś tych kobiet?!
Zaśmiał się ponownie
- żartuję ty mój zawzięty diable. Chodź tu do mnie
Położyłam się obok niego i wtuliłam ciepłe ciało.
- kocham cię – wyszeptał mi do ucha
- jeszcze tylko 4 dni…
- aż 4…
- damy radę…później będzie już tylko lepiej. Obiecuję ci to
Spojrzał na mnie i delikatnie pocałował…
- widzę, że już ci lepiej
- o wiele…- wymruczał i zgasił delikatna lampkę, która paliła się na nocnym stoliku…
Dla agulca za zaliczony projekt ^^ ;*
Moje:
Ilość dni do ślubu 4
Widziałam jak James wychodzi chwiejnym krokiem z sypialni, do której wparował za Ann, wkurzonej nie na żarty.
Jestem pewna, że po raz pierwszy widziałam ją taką wściekłą...
Zwłaszcza, na Whistlera.
Do tej pory jedyne co ich poróżniło to chyba tylko muzyka ^^. Potrafili być w sobie tak zakochani, że aż momentami oderwani od rzeczywistości, zdolni do spędzenia ze sobą każdej wolnej sekundy. Nie znudziliby się swoim towarzystwem nawet gdyby doba miała 48 godzin.
Wiedziałam, że Ann zaczyna świrować z nerwów, bo sytuacja nie była na tyle poważna, żeby grozić zerwaniem zaręczyn. Z drugiej strony i Alex i James trochę przesadzili włócząc sie do 5 nad ranem po wszystkich możliwych klubach w naszym mieście i wlewając w siebie litry alkoholu.
Alex przyszedł tak spity, że zaczął wołać do Demona "kici kici", ganiając go po całym mieszkaniu i usilnie próbując podrapać za uchem.
Pies tak się znerwicował, że do tej pory nie wyszedł jeszcze spod fotela.
Czułam, że ja muszę wkroczyć do akcji.
Chociaż nie byłam tak wściekła jak Ann, ale co kobieca solidarność to kobieca solidarność. Nie zostawię jej samej z tym bałaganem. Skoro ma się dostać Whistlerowi to dostanie się i Alexowi. Będzie miał na zaś. Chociaż później będą mnie dręczyć przeklęte wyrzuty sumienia...taki słodki był wczoraj dla mnie...
No nic, zaczynamy.
Przeszłam na paluszkach obok łazienki, z której od jakichś dwudziestu minut nie mógł wygrzebać się
Dżemyk, przekradając się do sypialni, gdzie siedziała Ann.
-Hej- szepnęłam, uchylając lekko drzwi- Mogę?- zapytałam po cichu, widząc jak wyciera chusteczką załzawione oczy.
-Jasne, właź.
-Ann...nie warto aż tak się tym przejmować...- zaczęłam, ale mi przerwała.
-Martwiłam się o niego...a on jak gdyby nigdy nic przyszedł spity w cztery trąbki i myśli, że jest wszystko w porządku?!- wybuchnęła, kryjąc twarz w rękach.
-O cholera- pomyślałam- Nie wiedziałam, że aż tak to przeżywa.
-Kochanie...-usiadłam obok niej mocno przytulając- Nic mu nie jest, to był tylko jeden raz!
-Tak się zaczyna...
-Ann...to był ich wieczór kawalerski...musieli zaszaleć z kumplami...
-I będzie jeszcze jeden.
-Jeszcze jeden?
-Uch. Ochrzaniałaś mnie jak chciałam się pokazać Jamesowi w sukience, a nie wiesz kiedy robi się wieczór kawalerski?!
Zaskoczyło.
-Przypilnujemy ich.
-Akurat.
-Damy im dzisiaj taką nauczkę, że nie wypiją ani kropli do samego wesela- powiedziałam, uśmiechając się diabelsko.
-Mają kaca...prawda...- mówiłam dalej- Więc wykorzystajmy to ^^. Nie pozbędą się bólu głowy do następnego tygodnia.
-Zemsta?-zapytała wyraźnie się rozchmurzając.
-Jest słodka- dodałam przybijając z nią piątkę.- No już, doprowadź się do porządku i zaczynamy- mrugnęłam do niej okiem, zbierając się do wyjścia.
Od razu przyszedł mi do głowy pierwszy pomysł. Wychodząc z pokoju, wzięłam zamach i z całej siły trzasnęłam drzwiami, tak, że nawet mnie w uszach zadzwoniło. Powstrzymałam okrzyk radości, kiedy zza drzwi łazienki dobiegł mnie cichy jęk Whistlera. Alex wychylił się z salonu, z taką samą miną jaką zapewne miał teraz Dżemyk.
-Kochanie...możesz mi przynieść...szklankę wody...
Wyrzut sumienia numer jeden. On się mną opiekował, kiedy leżałam skacowana przez cały dzień. Wyszdł nawet ze mną na spacer...i przytulił...i pocałował...
Ale nadal pamiętałam o Ann i naszym planie.
-Dawaj, użyj całej swojej wredoty, czyli po prostu eee...bądź sobą...
Wzięłam głęboki oddech i wrzasnęłam najgłośniej jak się dało.
-OSTATNIA BUTELKA WODY MINERALNEJ POSZŁA DLA DEMONA!!! Wiesz jakie to delikatne zwierzę...- dodałam już normalnym głosem, nie czując gardła i zniknęłam w kuchni. Kątem oka zauważyłam jak Alex łapie się za głowę, opierając się ciężko o ścianę.
-Błagaam...ciszej...- wymamrotał James, wychodząc z łazienki.
-Może tosta...z fantastycznym, ciąąągnąąącym się serem?- zapytałam , uśmiechając się anielsko i podstawiając mu pod nos talerz.
Ledwo co opanowałam śmiech, kiedy zobaczyłam jak Dżemyk nurkuje z powrotem w łazience.
-Nie?- to ja poszukam w kuchni czegoś innego- krzyknęłam za nim wesoło, otwierając i trzaskając drzwiczkami od wszystkich pułek, jakie tylko mi się nawinęły pod rękę.
To ich powinno nauczyć.
-Demon!- krzyknęłam nagle, zrywając się z krzesła. To był jeszcze jeden as w moim rękawie.
-DEMON!- darłam się na pół domu. Na dźwięk mojego głosu, psina wyczołgała się wreszcie ze swojej bezpiecznej kryjówki pod fotelem, wesoło szczekając.
-O tak słonko. Szczekaj ile wlezie- szepnęłam do siebie, uśmiechając się złośliwie.
Mając już dosyć robienia z siebie wariatki, wpadłam do sypialni, gdzie czekała już gotowa Ann.
-Dawaj maleńka. Walnij im takie kazanie, że klękajcie narody!
Tanira:
Wparowałam do pokoju i odkręciłam na maksa nasz wierze.
- KOCHANIE! WRESZCIE POLUBIŁAM TO TWOJE „TRZASKANIE W STRUNY”! – próbowałam przekrzyczeć muzykę.
Teraz wyjątkowo ta muzyka mnie wyciszała i uspokajała. Ciekawe…
Po chwili w drzwiach stanął James zasłaniając uszy rękami.
Widziałam jak rusza ustami ale za cholere nie mogłam zrozumieć co mówi.
Przyciszyłam muzykę tak żeby można było cokolwiek usłyszeć
- COŚ MÓWIŁEŚ?!
- czyś ty oszalała? – wyszeptał
- oj skarbie aż tak cie głowa boli? Chodź zrobię ci coś do picia…Na kaca najlepsze są domowe sposoby.
Wzięłam go za rękę i zaciągnęłam do kuchni.
Po drodze minęliśmy Alexa, który w dramatyczny sposób próbował się podnieść z dywanu.
- siadaj skarbie – pokazałam mu krzesło a sama zajęłam się robieniem „cudownej” herbaty.
Było mi go żal…Widziałam jak cierpi…Ale cóż ja cierpiałam wczoraj.
Do kuchni wparowała Nati z ogromnym uśmiechem na ustach.
Klepnęła Jamesa w ramię z całej siły i zaświergotała
- te Dżemy te twoje płyty to całkiem niezłe są! Idziemy na koncert?!
- czy ty się dobrze czujesz? – spojrzał na nią z wyrzutem i jeśli się nie myliłam również ze łzami w oczach.
Aż serce mnie zabolało.
- ja czuję się świetnie kochany. Za 4 dni ślub….ach będzie pięknie.
Podałam Jamesowi kubek. Tak ufnie zaczął pić by po chwili pobiec do łazienki.
Spojrzałam na Nati.
- należy im się – odpowiedziała
James wyszedł z łazienki i mruczał coś o wariatkach.
- żal mi go…- wyszeptałam
- jeszcze tylko Alex – na jej twarzy pojawił się diabelski uśmiech
- dawaj tylko tą herbatę. Już ja mu ją zaniosę.
Po chwili zniknęła za drzwiami pokoju w którym na dywanie spoczywał Alex.
Nie minęła minuta a podzielił los Jamesa.
Było mi z tym źle. Zrobili źle ale żeby aż tak ich karać?
Zresztą sama tego chciałam więc nie powinnam mieć wyrzutów sumienia…
A jednak…
Zrobiłam Jamesowi prawdziwej mocnej, gorzkiej herbaty i poszłam do naszego pokoju.
Leżał na łóżku z ręcznikiem na głowie.
- kochanie…
Spojrzał na mnie i wyszeptał
- odejdź z tym ode mnie. Nie mam zamiaru znowu znaleźć się w kiblu przez wasze cudowne środki lecznicze.
- to jest zwykła herbata…wypij zrobi ci się lepiej
- a tamto to co było? Chciałaś mnie otruć?
- nie! Chciałam ci dać nauczkę!
- no i dałaś. Mogę iść spać? Trochę źle się czuję – wysyczał
Położyłam kubek na stoliku i wyszłam.
Sama poszłam sobie zrobić mocnej kawy.
Po chwili do kuchni weszła Nati z taką sama mina co ja…
- chyba przegięłyśmy…
- tez mi się tak wydaje. Boję się, że…
- nawet tak nie myśl – złapała mnie za ramiona – on cię kocha i nie zostawi. Nawet za takie coś.
Westchnęłam ciężko i wypiłam potężny łyk Jacobsa ^^
Na obiad nic praktycznie nie zjadłam…Bawiłam się łyżką w zupie, którą zrobiła Nati
- co nie smakuje?
- nie o to chodzi…nie mam ochoty jeść
- aha…- wyszeptała i zaczęła dziabać w swojej zupie
- no ja chyba tez nie – dodała po chwili
- wiesz co ja pójdę do Jamesa
- a ja do Alexa
Rzuciłyśmy się w stronę naszych skacowanych mężczyzn
James słodko spał. Jak dziecko…
Usiadłam obok niego i pocałowałam w policzek.
Otworzył zaspane oczy i uśmiechnął się delikatnie.
- skarbie przepraszam
Zaśmiał się cicho.
- co cię tak śmieszy? – zapytałam zbulwersowana.
- ja nie widzę w tym zupełnie nic śmiesznego
- wiesz jeszcze żadna kobieta nie okazała mi w taki sposób jak bardzo mnie kocha
Patrzyłam na niego jakbym nie dosłyszała co mówi
- to ile ty miałeś tych kobiet?!
Zaśmiał się ponownie
- żartuję ty mój zawzięty diable. Chodź tu do mnie
Położyłam się obok niego i wtuliłam ciepłe ciało.
- kocham cię – wyszeptał mi do ucha
- jeszcze tylko 4 dni…
- aż 4…
- damy radę…później będzie już tylko lepiej. Obiecuję ci to
Spojrzał na mnie i delikatnie pocałował…
- widzę, że już ci lepiej
- o wiele…- wymruczał i zgasił delikatna lampkę, która paliła się na nocnym stoliku…
Michael Scofield
AutumnLeaf pisze:Dla agulca za zaliczony projekt ^^ ;*
o matko z dedykacją dla mnie^^ dziękuję ;**
hahaahahahah xD XD xDAutumnLeaf pisze:Alex przyszedł tak spity, że zaczął wołać do Demona "kici kici"
hahahaha xD chciałabym zobaczyć ten 'dramatyczny sposób' xDAutumnLeaf pisze:Po drodze minęliśmy Alexa, który w dramatyczny sposób próbował się podnieść z dywanu.
i brawa dla Alexa za wybranie najlepszego miejsca do leżenia na kacu! Polecam xD
o jaaaAutumnLeaf pisze:otwierając i trzaskając drzwiczkami od wszystkich pułek, jakie tylko mi się nawinęły pod rękę.
ja kiedyś będąc w podobnym stanie chciałam wypić sobie magnez z tabletki musującej i.. nie mogłam znieść szumu --'
Michael Scofield
Odcinek jak zwykle genialny. I aż się żal zrobiło tych waszych "skacowanych mężczyzn"
A tak z ciekawości: co wyście im dały za pierwszym razem?
A tak z ciekawości: co wyście im dały za pierwszym razem?
Michael Scofield
Nie wiem, Tanira to jakoś nazywa, ja się zdziwiłam, że to tak działa xD wszystkie pytania do niej xD
nie ma za co agulec ;*^^
nie ma za co agulec ;*^^
Michael Scofield
AutumnLeaf pisze:Alex przyszedł tak spity, że zaczął wołać do Demona "kici kici", ganiając go po całym mieszkaniu i usilnie próbując podrapać za uchem.
haha^^ ja juz wyałm ze smiechu.. jak to czytałam. i jesszcze jak Alex z podłogi sie podnosił..to normalnie mistrzostwo świataAutumnLeaf pisze:Dawaj, użyj całej swojej wredoty, czyli po prostu eee...bądź sobą...
Michael Scofield
AAAAA!!! Jak ja się cieszę, że to się podobało!!! Bo jeśli chodzi o mój fragment to małą tremę miałam xD
Michael Scofield
Chyba sobie żartujesz , ja zawsze czytam z zapartym tchem i nie moge się doczekac kolejnej cześci a Ty tu z jakąś trema wyskakujeszAutumnLeaf pisze:Bo jeśli chodzi o mój fragment to małą tremę miałam
Sara Tancredi
Posty: 125
Rejestracja: 2008-01-24, 17:54
no brak mi słów po prostu 
Michael Scofield
UUUuuuu i jeszcze trochę xD poplątanie z pomieszaniem ^^ a czy to się skończy to ja pojęcia nie mam xD jak narazie cały czas leci do przodu, a nawet połowa niespisana ;P
Mahone
Posty: 704
Rejestracja: 2008-01-01, 14:49
Ale ma się rozumieć, że ślub to nie będzie koniec? 
Michael Scofield
A mowy nie ma xD to dopiero początek ^^